O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

czwartek, 29 lipca 2010

Z Płomyka cd.


Przeglądanie własnych, starych szpargałów w wolnych chwilach -  jest owocne. Tu kolejny numer Płomyka, przechowywany wśród innych gazet na pawlaczu u mamy.

Pamiętam, jak się cieszyłam z każdego wydrukowanego słowa, nie dość, że ktoś docenił, to i do kieszeni coś wpadło! Za każdy wydruk redakcja płaciła i to nieźle, przynajmniej jak na standardy 14 czy 15-latki ;)

Moja córka, której pokazałam te czasopisma - kiedyś rozchwytywane przez młodzież (odkładane do teczek przez kioskarki!), nie kryła zdumienia... Cóż, szata graficzna w niczym nie przypomina obecnych miesięczników, jednak czy treść jest gorsza? Oj, tu bym polemizowała...
Płomyk, nr 10, 1989 rok!

wtorek, 27 lipca 2010

Nasza mama czarodziejka, Joanna Papuzińska

Cieniutka książeczka, bo licząca zaledwie 32 strony, a jaka bogata w treści! Osiem opowiadań, do których ilustracje wyczarowała Aneta Krella-Moch.

Lubimy te opowiadanka od lat. Kiedyś książeczka stała na półce Marii, od kilku miesięcy jest na regale w pokoju Franka. Zawsze chętnie po nią sięgamy, bo czytanie jej i słuchanie to czysta przyjemność, bez względu na wiek. No i mama jest tu na piedestale! Nie ma sprawy, z którą by sobie nie poradziła. Potrafi rozwiązać wszystkie problemy, i nawet stawić czoła wielkoludowi, którego boją się wszyscy w miasteczku, włącznie z dorosłymi panami. Pomoże księżycowi, który obtłukł sobie rożek, chcąc zobaczyć z bliska wielkie miasto; obroni statek przed burzą - piorąc małą, czarną chmurkę w balii z mydlinami; uratuje potwora, którego chcieli zabić mieszkańcy miasteczka, czy odnajdzie zagubiony cień sosny. Poradzi też sobie ze starą zabytkową dzwonnicą, skazaną na zagładę w czasie potężnej wichury - robiąc wielki kapturek na drutach... Pomysłowość autorki nie zna granic. Jest śmiesznie, jest filozoficznie, można się zadumać razem z dziećmi, pogadać o tolerancji (historia o dinozaurze!) i brzydkim zachowywaniu się i wywyższaniu (historyjka o wielkoludzie), a przede wszystkim nabieramy przekonania, że nie ma problemu, z którym nie można by sobie poradzić!


Nasza mama czarodziejka,
Joanna Papuzińska, 

il. Aneta Krella-Moch,
Wydawnictwo Literatura,
Warszawa 2002.

niedziela, 18 lipca 2010

Z Płomyka

Z dużym sentymentem i uśmiechem wracam do starych czasów i tego, jak postrzegałam wtedy świat. Porządkując swoje rzeczy, u mamy na pawlaczu, znalazłam wiele starych numerów Płomyka. A w nich  trochę swoich słów. To było 20 lat temu!

A miejsce, o którym tu mowa... No właśnie.

piątek, 9 lipca 2010

Gapiszon, krokodyl i..., Bohdan Butenko


Bohdana Butenki nie trzeba przedstawiać chyba nikomu, jego charakterystyczne ilustracje wyłowi spośród wielu innych nawet niewprawne czy niewyrobione oko. Historie Gapiszona znane są także wielu wcale nie małym/młodym już czytelnikom - pierwsze rysunki-przygody  pojawiły się w latach 60-tych.
Jak zwykle ilustracje nie zawiodą i tu. Książka Gapiszon, krokodyl i ... składa się z dwóch części. Pierwsza to opowieść o Gapiszonie, który po wizycie w zoo postanawia odszukać jajo krokodyla... Zajmuje mu to pięć dni, wreszcie znajduje na brzegu rzeczki w szuwarach jajo, którym postanawia się zaopiekować. Przez tydzień symuluje chorego i leży w łóżku, z jajem owiniętym watą. Po tym czasie ma jednak dość i odstawia "wypożyczone" jajeczko na miejsce, skąd je zabrał. Po pewnym czasie, odwiedzając to miejsce zauważa, że jaja nie ma, krokodyla też. A po rzeczce pływają tylko zwyczajne kaczki. Dzieciaki czytając to opowiadanie dowiedzą się, skąd biorą się krokodyle, i pośmieją. Jednak mnie zirytował tata Gapiszona. Zawsze odgrodzony od rodziny gazetą, udający wszechwiedzącego, choć wiedzę nie zawsze ma pełną...
Moja irytacja przy czytaniu drugiego opowiadania była jeszcze większa..

- Czemu marudzisz, przecież wiesz, że się spieszę? - powiedział z wyrzutem Tata żując kawałek bułki z powidłami. - Co tam z moja herbatą?NO, NARESZCIE!
Te ostatnie słowa były już skierowane do Mamy, która właśnie stawiała szklanki na stole.
- Gorąca, oj gorąca! - skrzywił się Tata.
- Ale bardzo dobra - zapewniła pospiesznie Mama.

Na miejscu mamy chyba wylałabym mu tę herbatę na głowę...
W drugim opowiadaniu Gapiszon postanawia wysłać zaparzoną w szklance herbatę Babci, bo ta ją bardzo lubi. I tak jak postanawia, tak robi...

Historyjki są zabawne (poza wstawkami, za które wojujące feministki mogłyby obrzucić pana Butenkę jajkami, bez potrzeby dopatrywania się tu drugiego dna i satyrycznego spojrzenia na polskie rodziny), jak już pisałam pięknie zilustrowane i wydane.

Gapiszon, krokodyl i ...Bohdan Butenko,,
Agencja Edytorska "Ezop",
Warszawa 2004.

piątek, 2 lipca 2010

Basia, Irena Landau, il. Zbigniew Lengren


Lubię przedmioty z duszą. Stare meble i rzeczy, które mają swoją historię. Bo należały kiedyś do kogoś mi bliskiego, albo do zupełnie obcych ludzi i tylko można się domyślać, gdzie były, co widziały, czyje ręce je dotykały... Nowe, prosto z fabryki czy drukarni nie niosą ze sobą tajemnicy, są świeżutkie, bez rys i zagięć. 

Stare książki mają wartość sentymentalną, poza tym, że są np. dobre czy pięknie wydane. Taka też jest i "Basia". Rozpoczynałam naukę w podstawówce wyposażona w wiedzę o tym miejscu, którą zdobyła już główna bohaterka. Potem, już jako uczennica, ze zrozumieniem wracałam do szkolnych, podwórkowych i domowych przeżyć Basi. Zgubienie ukochanego misia w szkole, za długi fartuszek, z którego naśmiewają się koleżanki, wyjście rodziców na wieczorną imprezę i zostanie pod opieką sąsiadki, wizyta zabłąkanego kotka w klasie czy pierwsze organizowane dla koleżanek i kolegów imieniny - to są problemy i sprawy dotyczące wszystkich dzieci bez względu na to czy mają miejsce w latach 70-tych, 80 -tych czy XXI wieku.
I tak tuż przed pójściem mojej Marysi do pierwszej klasy sięgnęłam po "Basię"... I tak "Basia" oswoiła kolejną osobę z kolejnego pokolenia z pierwszym dniem w szkole i pozostałymi...
Ilustratora nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Zbigniew Lengren (1919-2003), znany jest z serii rysunkowej z Profesorem Filutkiem i psem Filusiem. Ilustrował książki , m.in. Doktora Dolittle, tworzył filmowe plakaty,  pisał utwory satyryczne. Dzieci przyznały mu Order Uśmiechu. Ciepła książka, do wspólnego czytania.

Basia,
Irena Landau,
il. Zbigniew Lengren,
Nasza Księgarnia 1973.




Bajki, Charles Perrault

To wydanie bajek dostałam, kiedy miałam 10 lat. Z okazji Nowego Roku :) Było to w czasach, kiedy książki były najlepszym prezentem, a ja dostawałam je od rodziców z różnych okazji i zupełnie bez.
Lubię to wydanie za piękne ilustracje Janusza Grabiańskiego (1929-1976). Chyba nie ma osoby, która nie znałaby Elementarza Mariana Falskiego - przepiękne, zapadające w pamięć ilustracje są dziełem właśnie tego ilustratora. Delikatne, czasem jak ze snu. Kreska raz delikatna, raz mocniejsza, czasem roztarta, czasem niedopowiedziana, co daje pole do popisu wyobraźni dziecka. 
Znajdziemy tu absolutne minimum, bo tylko 8 bajek: Śpiąca królewnę, Czerwonego kapturka, Kota w butach, Kopciuszka, Knypsa z czubkiem, Paluszka, Oślą skórkę, i Wróżki, opracowanych przez Hannę Januszewską. Dobrze się czyta.

Kiedyś to wydanie Bajek czytałam jeszcze dzieciom, teraz schowałam głęboko do szafy, w obawie, że nie przetrwa następnych xx lat... Czego chciałabym uniknąć ze względu na dedykację :).


Bajki, Charles Perrault, ilustrował Janusz Grabiański, Nasza Księgarnia, 
Warszawa 1984.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...