Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

piątek, 17 września 2010

Wieczorynki z ... audiobook, Anna Onichimowska


Czasem jest tak, że masz chore gardło albo musisz pilnie wykonać jakąś pracę w czasie, kiedy zazwyczaj czytasz dziecku, albo podróżujecie samochodem... Fajnie pod ręką mieć płytę z audiobookiem.

WIECZORYNKI Z ŻÓŁWIEM ANTOSIEM do posłuchania!
autor: ANNA ONICHIMOWSKA
książka audio, czyta: Janusz Zadura, 1 CD w formacie mp3
format: digipack CD
cena: 19,90 zł
Biblioteka Akustyczna sp. z o.o, www.bibliotekaakustyczna.pl

Amelka marzy, żeby wreszcie zamieszkać ze swoim mężem – żółwiem Antosiem. Więcej tu...

 Anna Onichimowska (ur. 1952 r., Warszawa) tworzy literaturę dla dzieci, młodzieży i dorosłych.Pisze sztuki teatralne, scenariusze, słuchowiska radiowe. Ma w swoim dorobku wiele prestiżowych nagród, m. in. Nagrodę Literacką im. K. Makuszyńskiego za „Dobry potwór nie jest zły” czy też Książka Roku 2001 za „Sen, który odszedł”. Jej powieści dla młodzieży „Hera moja miłość” i „Lot komety” stały się bestsellerami. Książki Onichimowskiej przetłumaczono na wiele języków, np. niemiecki, włoski, chiński. Autorka Jest członkiem zarządu Stowarzyszenia przyjaciół Książki dla Młodych - Polskiej Sekcji IBBY. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i ZAiKS-u. Kieruje fundacją „Świat Dziecka”.

niedziela, 12 września 2010

O zebrze, która chciała być w kwiatki, Anna Onichimowska


W przerwach robionych w czasie czytania Babci na jabłoni, której słucha teraz Franek, podczytujemy inne - szybkie opowiastki.
Jedną z nich jest historyjka Anny Onichimowskiej O zebrze, która chciała być w kwiatki z ilustracjami Joanny Sedlaczek, z serii W lesie Marcina.

Główną bohaterką tej książeczki jest zebra, którą narysowało rodzeństwo Marcin i Natalka. Dzieci bawią się w wyczarowywanie na kartkach papieru różnych obrazkowych opowieści - stworzyły zebrę, która jak się okazało nie chciała być w paski. Zdecydowanie chciała być w kwiatki i już! Marcin i Natalka chcieli przekonać ją do pasków, które przecież mają wiele zalet - m.in. dzięki nim będzie mogła ukrywać się między drzewami przed drapieżnikami. Jednak zebra nie chciała nawet o tym słyszeć - widząc swoje odbicie w wodzie narzekała: Jak ja wyglądam! Marcin więc skapitulował i na zebrze zakwitła cała łąka; róże, goździki, kaczeńce, dzwonki i tulipany...
Owady widząc taka piękną łączkę szybko zaczęły nadlatywać z różnych stron i obsiadły naszą bohaterkę; motyle, trzmiele, baki, pszczoły, a nawet przyleciały kolibry... Na nic zdały się protesty: Jestem zebrą, a nie łąką!.
Wieść o osobliwej zebrze obiegła las. Schodziły się zwierzęta i śmiały się : grubo i cienko, złośliwie i z sympatią, jak które miało w zwyczaju. Pojawiła się też inna zebra, która z troską zapytała: Co ci się stało? Nasza kwiecista bohaterka poczuła, że jednak chce być zwyczajną zebrą i poprosiła Marcina, aby z powrotem namalował jej paski...
- Ale dlaczego ona była w kwiatki - zatrąbił zdziwiony słoń.
- Każdy czasem chce zakwitnąć - powiedziała Natalka.
Ta cienka książeczka, z pięknymi ilustracjami może być świetnym punktem wyjścia do rozmowy z dzieckiem na temat tolerancji i odmienności, akceptacji siebie, strachu czy samotności.
Anna Onichimowska, O zebrze, która chciała być w kwiatki, ilustracje Joanna Sedlaczek, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2004.

niedziela, 5 września 2010

Czarodziejski młyn, Alina i Jerzy Afanasjewowie

Na książki z serii Mistrzowie Ilustracji zawsze czekam z niecierpliwością. Jak tylko pojawi się nowa, biegnę do księgarni. Z radością pokazuję dzieciom. Im też bardzo podobają się wszystkie pozycje z tej serii Wydawnictwa Dwie Siostry, czytamy je z ogromną przyjemnością, czasem z wypiekami na twarzach. Jak Czarodziejski młyn. Mamy tu cudowne, pełne tajemnicy i melancholii ilustracje Teresy Wilbik i piękną opowieść Aliny i Jerzego Afanasjewów.
Historia opowiada o rodzeństwie Dorotce i Filipie, którzy mieszkają z ukochaną babcią w miasteczku o smutnej nazwie Smętowo. Taka nazwa stąd, że wszyscy są tu przeraźliwie smutni...
Nasza parę bohaterów spotykamy w czasie, kiedy umiera ich babcia, i dzieci zostają same.

(...) Dzieci kochały babunię i były bardzo, bardzo szczęśliwe. Aż stało się coś potwornie złego. Nie wiadomo dokładnie, co to było, jak się to stało - dosyć, że dzieci zostały nagle w domu zupełnie same, a sąsiedzi mówili, że babunia wyjechała do nieba. Nie miały co jeść, wyruszyły więc w świat szukać dla siebie nowego domku.
Na świecie panowała wówczas biała, lodowata zima, wiało śniegiem i gdyby nie pomoc usłużnych zajęcy,  które pożyczyły im swoich starych futer, kto wie, czy dzieci nie zamarzłyby po drodze. Szły, szły, szły... aż tu na białym śniegu zobaczyły duży czarny młyn.(...)
Dzieci podeszły do młyna, z którego wyjrzał młynarz - staruszek z jednym okiem czarnym a drugim czerwonym... Młynarz po chwili wyszedł do nich i wciągnął do środka dzieci... I mamy początek niemal mrożącej krew w żyłach historii... Franek słuchając tej opowieści chwilami troszeczkę się bał, ale słuchał i chciał jeszcze i jeszcze i jeszcze...
Okazało się szybko, że młynarz jest złym człowiekiem, okrutnym, chciwym i czerpiącym satysfakcję ze smutku oplatającego miasteczko i jej mieszkańców. Zagonił dzieci do ciężkiej pracy, często ponad ich siły... W młynie mieszkała jeszcze krowa Kunegunda, oraz mnóstwo białych gołębi, którym młynarz wyrywał białe pióra i mielił je zamiast ziarna - i sprzedawał jako najlepszą białą mąkę do pieczenia.
Kto zjadł chleb upieczony z takiej mąki, tego serce okrywało się zaraz smutkiem i troską i już nie umiał się śmiać. 
Młyn krył też wielką tajemnicę... W nocy o północy podrywał się do lotu i pod osłoną czarnej nocy latał po niebie.... Młynarz rozpoczynał wielkie polowanie na gołębie... Dzieci pewnie nie poznałyby prawdziwej historii młynarza i młyna, gdyby nie myszka, która słysząc wieczorne rozmowy i szepty dzieci, postanowiła im dopomóc. Dzieci dowiadują się więc o niecnych czynach młynarza i latającym młynie. Myszka zdradza im też tajemnicę - jest jeden dzień w roku, kiedy to młynarz opuszcza młyn i udaje się do miasteczka na zakupy! Że ten dzień nadchodzi można rozpoznać po czerwonym oku młynarza, które na ten czas... zamienia się w czarne! Myszka też mówi Filipowi i Dorotce, co należy zrobić, aby młyn uniósł się w powietrze... Nasi mali bohaterowie szybko obmyślają plan ucieczki latającym młynem w poszukiwaniu radości dla miasteczka oraz tego, aby im i gołębiom nie działa się już krzywda....
Kiedy przychodzi wreszcie dzień, w którym młynarz udaje się na zakupy, dzieci działają zdecydowanie i sprawnie. Odlatują, nie wiedząc, ile to miejsc ciekawych i dziwnych odwiedzą, i co je czeka....

Trafiają do państwa króla Golibrody, który golił wszystkich  - kobiety i mężczyzn, dzieci i zwierzęta. Nasz Filip i dorotka oraz romantyczna Kunegunda cudem uniknęły ostrzyżenia na zero...Przylatują do Krainy Perfum, gdzie wszystkich bolą głowy od intensywnego zapachu perfum (tu ginie im Kunegunda, jednak dzieci dzięki swojemu uporowi odnajdują ją na łące pełnej kwiatów - biedaczka zasnęła)

Lądują w krainie Karcianych Królów, gdzie Filip zostaje uwięziony i.... więcej w książce. Na koniec trafiają do śnieżnej krainy, na zamarznięte wesele. Goście weselni usadzeni przy stołach dookoła wieży na placu ratuszowym - śpią, śpią również państwo młodzi. Jedynie po suto zastawionych stołach krążą czarne koty, które opowiedziały dzieciom, historię córki burmistrza...

Był to kraj bardzo szczęśliwy i ludziom uśmiech nigdy nie schodził z twarzy. Wszyscy śmiali się bez przerwy, nawet we śnie.. Państwo młodzi wraz z dostojnymi gośćmi zasiedli do stołów z ucztą, śmiejąc się do rozpuku. Wszyscy czekali, aż z wieży ratuszowej zabrzmią głosy Weselnych Dzwonów. Bez nich cały ślub byłby nieważny - tak kazał prastary zwyczaj w tym mieście. Lecz nieszczęśliwy pech prześladował młodą parę - oto urwał się sznur od dzwonnicy i Weselne Dzwony milczały jak zaklęte. A wieża jest okropnie wysoka i nie ma sposobu dostać się do dzwonnicy... Od tej chwili do dnia dzisiejszego weselnicy siedzą przy stołach i czekają na głosy dzwonów, aby ślub burmistrzanki mógł być zawarty. A teraz na dobitkę przyszedł mróz - i wszyscy pozamarzali - kończył kot.

Jak można się domyślić nasze dobre dzieci z pomocą młyna pomogły młodej parze i gościom, za co spotkała ich wielka nagroda...dostali jeden z Weselnych Dzwonów (...) i dzwońcie tam, gdzie ludzie są smutni, a zapomną co to łzy, płacz i zmartwienie.
Nasi bohaterowie mogą wracać do domu, bo znaleźli to, czego szukali! Tą baśniowa opowieść o niezwykłej podróży i poszukiwaniu leku na smutek czyta się jednym tchem... Pięknie opowiedziane, pięknie zilustrowane. Polecam!


Alina i Jerzy Afanasjewowie, Czarodziejski młyn, ilustracje Teresa Wilbik, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2010.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...