O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

wtorek, 30 listopada 2010

Czarna owieczka, Jan Grabowski, Maria Orłowska-Gabryś



Puc, bursztyn i goście Jana Grabowskiego to jedna z moich ukochanych książek z dzieciństwa. Dlatego z radością przeglądam Czarną owieczkę, którą dostały w prezencie moje dzieci, wydaną w 1982 roku z cudownymi ilustracjami Marii Orłowskiej-Gabryś. I już nie mogę się doczekać wspólnego czytania.

Czarna owieczka, Jan Grabowski, 
ilustrowała Maria Orłowska-Gabryś, 
Nasza Księgarnia, 1982 rok.

piątek, 26 listopada 2010

"Trzy Bajki" Lucyny Legut


Kiedy szukałam w bibliotece książek dla Franka i Marysi, w ręce wpadła mi książka o dziwnych ilustracjach, w stylu dzisiaj już nie spotykanym. Trochę starodawnych, trącących myszką, ale przykuwających uwagę.
"Trzy bajki", bo o nich mowa, są lekturą trochę zwariowaną i szaloną, pełną fantazji. Historyjki tu opowiadane chwilami śmieszą, chwilami dziwią. Jak w tytule są tu trzy bajki.

Historia dosyć niebrzydka o kocie i margerytkach to rymowana opowiastka o kocie i psie, które pewnej nocy spotkały się i jak to z tymi czworonogami bywa - pies miał ochotę pogonić kota, a kot przezornie wolał uprzedzić atak i dał nogę. W trakcie chowanego - kot ustroił się w margerytki, a pies w strój poety.


W pelerynie, w kapeluszu
kroczy i nadstawia uszu..
Aż tu patrzy: cud piękności
w margerytkach idzie ktoś ci...
Cóż za urok w tej postaci
- szepnął pies i rozum stracił.

Zauroczony prosi kota choć o jeden kwiatek...

Dam kwiat - kot zamiauczał zgodnie -
jeśli przyjaźń mi przyrzekniesz.
I pies zgodził się z ochotą
po wsze czasy kochać kota!


Druga bajka Niedzielne popołudnie z diabłem i aniołem to zabawna historia diabła i anioła, spędzającego razem swój wolny od pracy dzień - niedzielę :) Bohaterowie włóczą się po mieście i narzekają na nudę. Ale z diabłem nudzić się nie można, co i rusz przychodzą mu do głowy diabelskie pomysły, jak urozmaicić sobie wolne chwile... kosztem ludzi. Choć anioł stara się go tonować, to trzeba przyznać, że z kiepskim skutkiem. Przyznaję, nieźle się bawiliśmy.


Ostatnia bajka Buty pani czarownicy opowiada o szewcu panie Grzegorzu Kopytko, który przez roztargnienie zamienił buty czarownicy i pani piekarzowej. Co się działo potem w mieście.... Powiem tylko, że każdy kto kupił bułki czy rogale zmieniał się nie do poznania... co było powodem wielu zabawnych wydarzeń!


Ta książka różni się od wielu współczesnych lektur, nie tylko ilustracjami (których jest tu bardzo dużo), bo ... po prostu bawi! Bez dodatkowych zadań i podtekstów. I o to chodzi!

Trzy bajki, tekst i ilustracje Lucyna Legut, 
Prószyński i Spółka, 
Warszawa 2009

niedziela, 21 listopada 2010

U Wilkonia na Bielanach, cd.

Karuzela chrzęści i trzeszczy przy każdym obrocie. Ryby pod kopułą karuzeli ożywają...

Kiedyś bywaliśmy w Lasku Bielańskim bardzo często. Dzieci miały swoje ulubione miejsca i ja też. Każdy spacer to była ucieczka od huku i pędu dużego miasta. Nic tylko drzewa, uczęszczane alejki i dzikie ścieżyny. A uwieńczeniem spaceru i wizyty na drewnianym placyku zabaw było zatrzymanie się przy kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. 
Kościół został wzniesiony dla zakonu kamedułów, którzy przybyli tu w połowie XVII w z Włoch. Pozostałe zabudowania klasztorne jakie możemy zobaczyć to refektarz, infirmeria, dom gościnny i kilkanaście domków pustelniczych. Wiele z nich zostało przystosowanych do potrzeb Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Atrakcją dla wszystkich spacerowiczów były i są rzeźby Józefa Wilkonia - szopka (podarowana przez artystę Fundacji Ewy Błaszczyk AKOGO) i ukryta za kościołem karuzela. Przy karuzeli z drewnianymi zwierzętami i rybami z metalu stoi drewniana żyrafa. Przy szopce mieszka najprawdziwszy osiołek Francesco, i chodzące swoimi ścieżkami koty..


Przed Bożym Narodzeniem szopka otrząsa się z letargu,wędrowny grajek wygrywa kolędy, osiołek Francesco aktywniej żuje siano i przemycane przez dzieci, mimo tabliczki z zakazem, piętki chleba i bułki. Robi się bardzo świątecznie i magicznie... To już niedługo!

środa, 17 listopada 2010

Tajemnica hotelu, Martin Widmark

... rozwiązana!


Do małego hoteliku w Valleby w dzień Wigilii przybywa bogata rodzina Jonatanów z niezwykle cennym psem rzadkiej rasy. Pies ginie. Kto go ukradł? Wiemy, że w hotelu jest kilka osób, którym pieniądze bardzo by się przydały... Na szczęście w hotelu jest Lasse i Maja, którzy zostali tu pod opieką wujka, pod nieobecność rodziców. Książka trzyma w napięciu do końca, jak dobry kryminał ;) A zakończenie jest zaskakujące ;) Mój Franek słuchał jej z przyjemnością, jak i kolejnych części...
Na półce czeka już Tajemnica cyrku i Tajemnica pociągu.

Tajemnica hotelu
tekst: Martin Widmark 
ilustracje: Helena Willis 
tłumaczenie: Barbara Gawryluk,
Wydawnictwo ZAKAMARKI

piątek, 12 listopada 2010

Czarna Góra, Agnieszka Taborska, Józef Wilkoń Wilkoń


Zwierzęta mieszkające na Czarnej Górze o dymiącej czuprynie od dawna na coś czekały. Ich niepokój unosił się w powietrzu, atakując każde napotkane stworzenie, od rudowłosej świni do żyjącej w wyobraźni dzieci leśnej drobinki. Czym się tropiły - nie sposób dziś stwierdzić. Może udzieliła im się trwoga łasicy, która całe życie nic innego nie robiła, tylko załamywała łapki nad przyszłymi nieszczęściami? Może wokół było zbyt pięknie i strach, by niebu, lasom, kwiatom i wodzie nie przytrafiło się nic złego, przesłonił im radość? A może - co wydaje się najprawdopodobniejsze - zwierzęta dały się ponieść histerii, że pewnego dnia zniknie ich Góra?


Ta książka intryguje, nie daje o sobie zapomnieć, zarówno dzięki słowom, jak i ilustracjom. To poetycka opowieść, która niepokoi. Niepokoją obrazy, niepokoi historia dzikich zwierząt żyjących na Górze. Buzuje i tętni emocjami, które udzielają się czytelnikowi. Kryje w sobie tajemnicę. I daje nadzieję, że po zniszczeniu krainy przez żywioł - życie może zadomowić się tu na nowo. To przypowieść o odrodzeniu. Z własnym rytmem i tempem.
Książka ukazała się w Japonii w 2001 roku - inspiracją do jej powstania był wybuch wulkanu Unzen na wyspie Kiusiu, który zniszczył Park Narodowy i okoliczne osady. Może być odczytywana dosłownie - jako wybuch wulkanu, ale i symbolicznie - jako katastrofa, nieszczęście nawiedzające jakąś społeczność, na nowo integrujące mieszkańców.


Zwierzęta żyją na swojej Górze. Są szczęśliwe, ale i niespokojne, bo może stać się coś złego. Czekają. Narastający w nich lęk i niepokój powoduje, że obracają się przeciwko Górze - są złe, że czasem ginie we mgle i nie wiadomo czy się z niej na powrót wyłoni. Potem negatywne emocje kierują przeciwko sobie. Tylko błękitny ptak nie ma czasu na strachy, a potem i kłótnie ...


Aż wreszcie zwierzęta zastygły we wrogości nie tylko wobec góry, ale i samych siebie. Mądre sowy przyglądały się niechętnie przemądrzałym krukom. Sine czaple tak bardzo próbowały odwrócić się od wszystkich plecami, że co chwila traciły równowagę, stojąc na jednej nodze wśród ryżowych pól. Jelenie znieruchomiały naprzeciw dzikich świń, zające naprzeciw lisów. Słychać było jak powietrze ciężko oddycha, pewne, że zaraz rogi jelenia przebiją rdzawą szczecinę świni, a lisie zęby capną zająca.




I stała się rzecz niezwykła. Góra zrozumiała, że tylko ona może zapobiec bratobójczej walce.


Zebrała siły, na moment ucichła, by z większą energią przepuścić przez siebie masy gorącej lawy, zakrztusiła się, rozkaszlała, skoczyła jej gorączka, jeszcze raz wstrzymała oddech niepewna, czy podoła, czy na metr przed metą nie padnie ze zmęczenia, aż zatrzęsła się, zamruczała, huknęła i wytrysła dziką lawiną, w której były wszystkie cztery żywioły (...) 


Opis wybuchu wulkanu, bardzo przejmujący, musiałam czytać kilka razy. Franek uważnie słuchał, powtarzał niektóre słowa. Marysia, zajęta czymś w swoim pokoju, słyszała strzępki zdań... i przyszła do nas, zaintrygowana treścią czytanej lektury.
Góra wybucha, zwierzęta rzucają się do ucieczki. Nieszczęście łączy je, znowu stają się jedną społecznością, bez podziałów i animozji. Pomagają sobie, duże małym, małe jeszcze mniejszym... Ratują się, uciekając daleko. I spotykają błękitnego ptaka, który śpiewajac nawet nie zauważył wybuchu, i jak gdyby nigdy nic wraca do domu...
Zwierzęta opowiadają mu co się stało, jednak ptak nic sobie z tego nie robi. Wraca na Górę. Po chwili zastanowienia, wszyscy mieszkańcy Góry ruszają w drogę powrotną. Za błękitnym ptakiem.


Nie wiedziały, czemu nie poszły szukać nowej góry i dlaczego tak nagle przerwały podróż. Pewnie chciały spytać własną Górę, czy dalej będzie je raczyć różanymi świtami i srebrnymi zmierzchami, czy przestanie wreszcie niknąć we mgle. Żal im jej było, tak pełnej życia i niespodzianek.


Emigranci wrócili. Góra jest szczęśliwa, że wrócili jej mieszkańcy, zwierzęta również, bo wróciły do siebie. Bo nie ma jak w domu, własna Góra jest oswojona. I żadna inna nie jest piękniejsza. Sława o tym miejscu obiegła świat i ze wszystkich stron zaczęły przybywać zwierzęta, chcące zamieszkać w tym niezwykłym miejscu...
Książkę tę można odczytywać na kilku poziomach, rozszyfrowywać symbole. Nie jest to lektura łatwa w odbiorze dla dziecka, ale od czego rodzic pomagający mu w tej podróży?
Ilustracje Józefa Wilkonia. I nie trzeba więcej słów...

Czarna Góra, Agnieszka Taborska, ilustracje Józef Wilkoń, Wydawnictwo  Książkowe Twój Styl, Warszawa 2008.

niedziela, 7 listopada 2010

O duchu, który się bał, Sanna Toringe, Kristina Digman


Kruszynka nie chce umyć zębów i nie chce spać, chyba, że mama pozwoli jej położyć się do łóżka w błyszczącej sukience i opowie straszną, okropną bajkę o duchach... Mama zgadza się i, kiedy już leżą w łóżku, zaczyna snuć opowieść, mrożącą krew w żyłach... O duchu pod łóżkiem, kościotrupie w szafie, wampirze na strychu i potworze w piwnicy... Wiadomo, że te nie istnieją, tylko dlaczego kot czegoś się przestraszył?


A kot przestraszył się ... ducha leżącego pod łóżkiem. Dodajmy, że oburzonego ducha, który postanawia udowodnić mamie, że się myli, mówiąc, iż duchy, potwory, wampiry i kościotrupy w szafie nie istnieją, i rozpoczyna wędrówkę na strych, po leżące tam chyba od stu lat łańcuchy...


Kiedy już jest pod drzwiami słyszy, jak wampir zachrypniętym głosem opowiada swojemu wampirzątku bajkę. A trzeba wiedzieć, że jest coś, czego okropnie boją się duchy.... boją się wampirów! Nasz duch zwiewa, aż się kurzy, my tymczasem dowiadujemy się, że mały wampirek panicznie boi się ... kościotrupa w szafie. 


Słuchając bajki dopytuje tatusia, czy w ich domu na pewno nie mieszka gdzieś kościotrup w szafie. Ojciec, aby uspokoić syna postanawia zaprowadzić go do szafy i udowodnić, że kościotrupy są jedynie wymysłem jego fantazji... Tymczasem kościotrup wychodzi z szafy, zdenerwowany włóczącym się po domu duchem i plączącymi się wampirami (nasze wampiry właśnie stanęły oko w oko z wyłaniającym się z garderoby kościotrupem i podążyły z krzykiem śladami ducha!), i postanawia wybrać się na orzeźwiający spacer...
A w piwnicy? Potwór przerażony widokiem małej myszki (nie ma nic straszniejszego dla potwora od myszy!) opuszcza swoją kryjówkę i jak łatwo się domyślić również bierze nogi za pas i ucieka za pozostałymi mieszkańcami domu...


Kiedy Kruszynka budzi się w nocy i nie może usnąć, mama postanawia oprowadzić ją po domu i pokazać, że nie ma się czego bać. Rzeczywiście nie ma, bo w tym czasie pozostali mieszkańcy dobiegają już do polany...

Czytaliśmy tę książkę z Frankiem kilka razy, raz przysłuchiwała się też Marysia (która przeczytała ją po cichu zaraz po przyniesieniu książki z biblioteki). Fajnie można bawić się, słuchając tej opowiastki: czytać szeptem, zawieszać głos... 

Książka może być dobrym pretekstem do rozmowy z dziećmi na temat ich strachów i lęków - koniecznie przy zgaszonym świetle! Franek opowiedział nam przy tej okazji swój najgorszy sen, którego obawia się wieczorem zamykając oczy, o zielonym, okrutnym potworze. To przez niego nie lubi zasypiać sam. 
Bo każdy się czegoś boi. Dobrze te strachy oswajać, bo oswojony strach zdecydowanie jest mniej straszny. Piątka z plusem za ilustracje. 


O duchu, który się bał,
Sanna Toringe, Kristina Digman,
Wydawnictwo Zakamarki 2010.

środa, 3 listopada 2010

D.E.S.I.G.N, Mizielińscy& Solarz


Ta książka narobiła sporo szumu na blogach recenzenckich i stronach poświęconych literaturze. Faktycznie, czegoś takiego na naszym rynku jeszcze nie było. Wszystkie otaczające nas przedmioty zostały przez kogoś zaprojektowane, lepiej lub gorzej, ładniej lub mniej ładnie, ciekawie lub nie, oryginalnie itd. Design to jest to o czym się mówi, a rzeczy wymyślone przez znanych lub wielkich kreatorów są marzeniem wielu. Dobrze zaprojektowana rzecz powinna być nie tylko praktyczna i wygodna w użyciu, ale też ładna. Takim projektom poświęcona jest ta książka.
D.E.S.I.G.N. prezentuje najciekawsze przedmioty domowe z ostatnich 150 lat stworzonych m.in. przez najwybitniejszych projektantów od Le Corbusiera po Philippe'a Starcka.


Autorzy zaprezentowali tu zbiór 69 przedmiotów stworzonych przez najważniejszych i najbardziej znanych projektantów z całego świata (...). Wśród rzeczy zaprojektowanych przez projektantów można znaleźć niemal wszystko. Ale w jednej książce nie da się pokazać wszystkiego. Dlatego znajdziecie tu rzeczy związane z domem: meble, lampy i rozmaite drobiazgów. Są ułożone chronologicznie czyli od najstarszego do najnowszego.
Mamy tu trawiaste sofy, krzesła słonie, fotele z odpadków, leśne stołki, fotele-odciśnięte pupy, wyciskacze-ośmiornice, ścienne kolorowanki itd.

Ta książka to podróż z wzornictwem, w którą fajnie jest wybrać się ze starszym dzieckiem. Ta mini encyklopedia czy też przewodnik to nie tylko kopalnia wiedzy, ale i książkowy rarytas - pięknie zaprojektowany i wydany. A napisany lekko i dowcipnie, nie brakuje tu anegdot i ciekawostek, które sprawiają, że dzieci chętnie nie tylko oglądają kolorowe ilustracje, ale i słuchają.
D.E.S.I.G.N. pokazując różnorodność pomysłów, uwrażliwia na estetykę i formę rzeczy codziennego użytku i po prostu bawi. Także dorosłych, którzy jak ja z wzornictwem i sztuką współczesną mają niewiele wspólnego ;)



D.E.S.I.G.N. * napisała Ewa Solarz, narysowali Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2010.
* Domowy elementarz sprzętów i gratów niecodziennych

wtorek, 2 listopada 2010

Zgaduj zgadula...

Zagadki to jest to! Można bawić się w nie i wymyślać w autobusie, w drodze do przedszkola, w domu, kiedy pada deszcz, albo przed zaśnięciem... 
Franek lubi je bardzo. Dlatego przypadły mu do gustu zagadki firmy Granna z serii Klub przedszkolaka Zgaduj zgadula. Ja stawiam im dodatkowy plus za wygląd: ładne kolory, rysunki i ciekawe rymowanki.




W pudełku jest kilkadziesiąt kartoników, po jednej stronie znajdują się wierszowane zagadki, po drugiej ilustracje z odpowiedzią. Wierszyki są zabawne i śmieszne. Już samo czytanie i słuchanie ich jest fajną zabawą, a gdy dodamy do tego szukanie odpowiedzi i za każdą poprawą - nagrodę w postaci serka dla myszki - zabawa murowana! Niektóre hasła-rymowanki są zaskakujące dla dzieciaków, muszą chwilę pogłówkować...

Czasem, gdy ci smutno bywa,
po policzku twoim spływa.

albo

Są bardzo, bardzo pracowite,
dla swej królowej zrobią wszystko:
zbierają dla niej pokarm w lesie
i suche igły na mrowisko.

albo


Nisko przed nią się kłaniają
wszystkie w lesie drzewa,
towarzyszą jej pioruny i wielka ulewa.


Lubimy też łamigłówki Zgadnij z Czuczu. Seria składa się z czterech książeczek, adresowanych do dzieci w wieku 2-3, 3-4, 4-5, 5-6 lat. W każdej znajduje się 150 zagadek - pytań, rysunków, rebusów, i na drugiej stronie - wydrukowanych odpowiedzi.
Pytania mają różny stopień trudności. Poza zabawą uczą dziecka spostrzegawczości, logicznego myślenia, pomagają w nauce liczenia, wprowadzają w świat liter ... Prawdę mówić nie rozstajemy się z nimi, towarzyszą nam co rano i popołudnie ukryte we Frankowym plecaczku i kiedy tylko podróż do i z przedszkola trochę nam się dłuży, chętnie do nich zaglądamy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...