Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Babci



patrzę w niebo
i myślę
nim zasnę
że Ty pewnie jesteś
na tym księżycu
wiszącym
nad miastem

jest późna noc
pewnie już śpisz
tam w Niebie
lecz ja nie mogę
czekać do rana
chodź
przytul mnie
nie chcę być sama

(M. Kupiszewska)

środa, 18 stycznia 2012

Włosy mamy, Gro Dahle, Svein Nyhus

"Włosy mamy" to piękna, pełna metafor i symboli poetycka opowieść o depresji. O depresji matki widzianej oczyma dziecka. To trudna książka, bo dużo w niej smutku i zagubienia. Nie każdemu dziecku będzie łatwo zrozumieć, ale każde będzie mogło dowiedzieć się choć w przybliżeniu, jak wygląda choroba, jak zachowuje się chory na depresję, w jakim świecie przebywa między remisjami- w XXI wieku nie ma chyba rodziny, w której ktoś nie zmagałby się z oceanem smutku, rozpaczy i niemocy.

Jest to ważna książka. Przepięknie, PRZEPIĘKNIE zilustrowana!


Mała Emma ma piękną mamę, która ma piękne włosy i uśmiech.

Mama ma słońce we włosach.
- Posłuchaj, jak śmieją się włosy - mówi Emma.

- Moja córeczka - mówi mama. I też się śmieje.
Ale czasami Mama tylko leży na sofie. Wtedy słońce znika.




Przychodzi taki czas, kiedy Emma nie rozumie, co dzieje się z mamą. dlaczego mama jest smutna i płacze i tylko leży na kanapie i patrzy w ścianę? Dlaczego nie ma siły zrobić Emmie nic do jedzenia? Dlaczego nie chce iść do sklepu? Emma złości się (GŁUPIA MAMA, LENIWA MAMA!) i martwi, bo może przez jej zachowanie mama tak się czuje?

I nie rozumie. Dlaczego piękne włosy mamy robią się gęste i splatane, dlaczego robią się w nich fale i wiry, krzaki i kępy? Dziewczynka zaczyna szczotkować mamy włosy, jednak te, skłębione nie dają się uczesać, Emma odkrywa w nich legowiska i gniazda czarnych wron, dziwnych ptaków. A może i smoków złotookich.


Emma się boi. Nie rozumie co się stało, próbuje, ale nie może pomóc mamie. Mama jej nie słyszy, może nie chce jej usłyszeć.
I nagle dostrzega kogoś, kto tak jak ona próbuje pomóc. Pana w okularach, który nie szczotką tylko grabiami rozgarnia splątane włosy. Do takich supłów jak te szczotka nie wystarczy.




Starszy pan pomaga uspokoić wiry, uspokoić myśli. Emma może znowu stać się dzieckiem, jest ktoś kto wie, jak poradzić sobie w tej sytuacji, jak pomóc mamie i małej Emmie. Miły pan w okularach symbolizuje kogoś, kto pomaga - dla mnie terapeutę, ale pewnie też kogoś bliskiego. Kto rozumie, kto wie, jak pomóc. Kto jest dorosły i może zdjąć z dziecka ciężar odpowiedzialności.

I mama po jakimś czasie znowu się uśmiecha i znowu ma słońce we włosach...






Włosy mamy,
Gro Dahle, Svein Nyhus,

Wydawnictwo EneDueRabe,
Gdańsk 2010.

niedziela, 15 stycznia 2012

Filip i mama, która zapomniała, Pija Lindenbaum


Czasami czuje się jak mama Filipa. Kiedy biegnę bez tchu, robię pięć rzeczy na raz, a stres depcze mi po piętach. Kiedy poganiam maluchy, które właśnie wtedy, kiedy najbardziej mi się spieszy, mają tysiąc pięćset rzeczy do zrobienia i ociągają się i chcą wolniej...W takich chwilach, przypomina mi się piosenka "Szybko, szybko" z tekstem Danuty Wawiłow,  którą z Frankiem włączaliśmy sobie sobie swego czasu co rano zbierając się do pracy ( ja) i przedszkola (on). Teraz poranki obstawia Tata, a ja w tym czasie oddalona o półtorej godziny - już zaczynam pracę. Moje są powroty. I odbieranie z placówek edukacyjnych.

W szatani u Franka obserwuję rodziców - wielu się spieszy bardzo, chwilami jest nerwowo. Ja też się spieszę, bo mamy 10 minut do autobusu, który powiezie nas do drugiego przedszkola - po chłopaków. Nie lubię pośpiechu, ale mam wrażenie, że już mam go we krwi, nawet jak mi się nie spieszy to się spieszę. Z przyzwyczajenia. Z nawyku. Znalazłam na to sposób - zaczynam pracę jeszcze wcześniej, i w szatni u Franka mamy dzięki temu kilkanaście minut więcej. Jest czas na spokojne założenie butów, zjedzenie banana, a po drodze na spokojne obejrzenie wystawy kioskowej czy kupienie bułki z serem....

ale, ale....

"Filip i mama, która zapomniała" (tekst i ilustracje Pija Lindenbaum) to książka dla dzieci, która nieźle daje do myślenia rodzicom. Napisana lekko, z zabawnymi ilustracjami, szybko okazuje się być lekturą wcale na poważnie - głównie dla rodziców.

Bohaterem opowieści jest chłopiec, który kiedy słyszy poganianie i zrzędzenie mamy - zakłada maskę smoka, żeby nie słyszeć, a przynajmniej żeby było mu trochę ciszej.
Mama jest bardzo współcześnie zalatana i zakręcona, a teksty które co rano serwuje dziecku ( nie wylej mleka, pospiesz się z tą kanapka, zaraz zwariuję, przecież my nie zdążymy!) są niestety bliskie wielu rodzicom wybierającym się rano do pracy i szykujących dzieci do przedszkoli, żłóbków czy szkół.
Ale przychodzi taki moment, że ... mama ma dość, mama już przekroczyła granicę swojej odporności w tym zalataniu, zabieganiu i pośpiechu i straciła kontrolę - zamieniła się w smoka i wszystko zapomniała! Zapomniała, jak robi się śniadanie, co i jak się je, jak włącza się zmywarkę (wylizuje więc talerz). Tak bardzo nie radzi sobie z emocjami, że na placu zabaw, gdy widzi jak dzieci sypią innym piaskiem w oczy,  wybucha i zieje ogniem!

A co dzieje się z dzieckiem, kiedy rodzic traci kontrolę nad swoim życiem i ma kryzys? Przejmuje funkcje dorosłego. I tak dzieje się w Filipem, który nie dość, że usiłuje wtoczyć ich życie na codzienny tor - wybrać się do przedszkola, zrobić śniadanie - to jeszcze szuka lekarstwa na problem mamy. Jednak lekarka, do której zaprowadził mamę zamienioną w smoka, rozkłada ręce - nie pomoże, bo na to nie ma lekarstwa.
Wracając do domu odwiedzają babcię, Filip żali się jej, że mama tak wygląda od rana.  Babcia zapewnia go, że mamie na pewno przejdzie za kilka dni. Tak też się dzieje. Dorośli przecież znają takie stany...

Na szczęście mama, wyciąga lekcje z tego smoczego dnia - i na drugi dzień, już jako zwykła mama, dzwoni do pracy i bierze dzień wolnego, aby spokojnie spędzić go z Filipem i zabrać go na wycieczkę.

Filip zagląda do kuchni. Siedzi tam jego zwykła mama.
Ale wcale się nie spieszy.
- Dzień dobry, maleństwo, chcesz kakałko? - pyta mama.

Dzieci lubią takie poranki.





Filip i mama, która zapomniała, 
Pija Lindenbaum,
Wydawnictwo Zakamarki,
Poznań 2010.

środa, 4 stycznia 2012

Kuferek pełen wierszy (zbiór wierszy dla dzieci)




Kuferek pełen wierszy to antologia wierszy dla dzieci najlepszych poetów polskich, których przedstawiać nie trzeba - od Aleksandra Fredry, przez Marię Konopnicką, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Ignacego Krasickiego itd. po Juliana Tuwima, Joannę Kulmową czy Joannę Papuzińską po zupełnie współczesnych jak Wanda Chotomska, Natalia Usenko i Danuta Wawiłow czy Dorota Gellner.

Książka jest starannie wydana, z przejrzystymi i pogodnymi ilustracjami Bartka Drejewicza.

Czytamy z moimi chłopcami wiersze i oglądamy. Co wieczór hitem jest inny wierszyk - wyciągamy je jak z kuferka, raz jest to klasyka, raz współczesne rymy.

Jednak niezmiennie najbardziej podoba się "Kotek" Juliana Tuwima. Chłopcy znają go już na pamieć, i oczywiście "Chory kotek" Stanisława Jachowicza. A jako fani automobilów - stale wracają też do wierszyka Joanny Papuzińskiej "Mój samochód"- tu analizują zwłaszcza ilustracje: czerwone autko wystające z kieszeni maszerującego chłopca.
Dużym powodzeniem cieszą się też "Okulary" Tuwima. Wiersze naszych klasyków dla maluchów są jeszcze za trudne, natomiast Franek wsłuchuje się już w utwory Mickiewicza! (Lis i kozieł) czy Słowackiego (O Janku, co psom szył buty)! 
Bardzo ciekawy i szeroki zbiór - dla dzieci w różnym wieku: mam tu co czytać i bliźniakom (2.5) i Frankowi (6). Polecam!

Kuferek pełen wierszy,
ilustracje Bartek Drejewicz,
Wydawnictwo Drzewko Szczęścia
Warszawa, 2011
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...