O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 25 marca 2012

Tato!, Svein Nyhus

 Tato! to historia chłopca, który nie ma ojca. Może ten nie żyje, a może odszedł od jego mamy i się nim nie interesuje. Nie ma go, zniknął. A dziecko tęskni i wyobraża sobie ojca.

Jednak myślę, że takie wyobrażenia może mieć każdy syn bardzo zapracowanego ojca. Ojca, który załatwia bardzo ważne sprawy, w kręgu których nie ma miejsca na dziecko. Albo ojca odgrodzonego od rodziny płachtą gazety albo ...

Smutna i gorzka to lektura, niby dla dzieci, ale równie mocno, jeśli nie bardziej przemawiająca do rodziców. Poruszająca. Uwierająca.

Chłopiec nie może zasnąć, myśli o tacie. Wyobraża sobie, kim ten tata jest, jak wygląda, co robi. W wyobrażeniach tata jest najwspanialszy, najwyższy, i jest tak mądry i tyle umie, że nawet słyszy myśli Tomka... Ma wspaniały czerwony samochód i ciągle podróżuje po świecie, potrafi nurkować do samego dna jak łódź podwodna i odróżnia po sygnale karetkę, wóz strażacki i policję... Zna karate, a z krokodyli, wulkanów i duchów to tylko się śmieje I nigdy nawet się nie potknie.

Książka uświadamia dziecku jego tęsknoty, nazywa je, ale też pokazuje, że nie jest osamotnione w marzeniach o tacie. Bo wiele dzieci nosi w sobie ten smutek i żal..

Bardzo wymowne są ilustracje, senne, w niebieskiej tonacji. Na każdej ojciec pokazany jest jak bohater przez duże B. Wspaniały, wielki, najlepszy. Sztukmistrz i mistrz kierownicy. Siłacz i pogromca dzikich zwierząt, astronauta...z rozczulającym tatuażem w kształcie serca z wizerunkiem synka w środku....Tekst pełen jest niedopowiedzeń - dużo tu miejsca na domysły i własne wyobrażenia. Książkę tę powinni obowiązkowo przeczytać wszyscy ojcowie, pomogłaby im uświadomić sobie jak ogromną rolę spełniają w wychowaniu dzieci.


Tato!,
Svein Nyhus, 
przełożyła z norweskiego Helena Garczyńska,
Wydawnictwo EneDueRabe
2008 r.

sobota, 24 marca 2012

Inne życie, Amanda Eriksson

Pewnego ranka, gdy się obudziłam poczułam się lekko oklapnięta. Przejrzałam się w lusterku i co zobaczyłam? Byłam zielona. Cała zielona. Dziadek powiedział, że jestem zazdrosna o dom mojego kolegi Mateusza. 
- Jeśli chcesz się z nim zamienić na jakiś czas to chyba da się załatwić - powiedział. - Świetnie - odparłam.

***

Bohaterka Innego życia zamienia się na kilka dni na domy z kolegą. Zazdrościła Mateuszowi mamy, zawsze elegancko ubranej, z pomalowanymi paznokciami i pięknego mieszkania. I taty, który mieszka z Mateuszem, a nie osobno, jak jej tata. Jednak szybko okazuje się, że tęskni za swoją mamą, która pozwala jej bawić się w domu i gra z nią w kuchni w unihokeja nie martwiąc się o stan porcelany, bo jej tu nie ma ;) Za mamą, która ma czas, żeby jej wieczorem poczytać książeczkę, a na śniadanie zrobić najlepsze naleśniki na świecie. Z konfiturą. I widzi, że tata Mateusza, choć jest w domu, to stale odgrodzony od reszty domowników gazetą. 


Dzieci często zazdroszczą innym dzieciom, tego czego same nie mają. Wydaje im się, że inni mają lepiej: ładniejsze zabawki, ciekawsze książeczki, przyjemniejsze domy i rodziców, którzy na więcej pozwalają, więcej kupują... Inne życie pokazuje, że wcale nie trzeba mieć super eleganckiego domu, super eleganckiej mamy, bo to nie rzeczy i status materialny dają nam szczęście, tylko ludzie którzy nas kochają, a my ich :)

Inne życie,
Amanda Eriksson
Tłum. Hanna Dymel-Trzebiatowska
Wyd. EneDueRabe,
2010.

sobota, 10 marca 2012

Jak mama została Indianką, Ulf Stark

 Ta książka ma tyle recenzji, że nie będę się na jej temat rozpisywać. Uwielbiam czytać książki i sobie i dzieciom. Czytanie jednych sprawia mi niekłamaną przyjemność,  przy innych nudzę się jak mops, bo jestem zmuszana do setnego czytania tej samej opowieści, albo po prostu mi się nie podoba, bo... można długo wymieniać.
Mam swoje typy i preferencje, które nie zawsze pokrywają się z zainteresowaniami czy fascynacjami dzieci. Normalne. Do jednych książek przekonuję, podsuwam i po pewnym czasie okazuje się, że dziecko dojrzało, zaskoczyło i mamy fajną zabawę. Są takie - które odpuszczam. Nie podoba się, trudno.
Są też takie, które doczytuję do ostatniej strony, nawet jeśli dziecko śpi i mogłabym na palcach, jak duch, wycofać się z pokoju i zająć ważnymi sprawami ;) Indianka należy do tych ostatnich :), chociaż i Frankowi bardzo się podobała - śmialiśmy się w głos za każdym razem, kiedy do niej wracaliśmy.

Skandynawskie lektury zazwyczaj przypadają do gustu wszystkim dzieciom, bo niczego nie narzucają, nie wydzielają smrodku dydaktycznego, czasem nawet bulwersują (- No, bo jak to tak...?), o czym można przekonać się czytając komentarze rodziców. Nic nie jest białe, ani czarne, jak w życiu. Rodzice nie są święci, czasem są zakręceni i zagubieni w codziennej gonitwie, czasem czegoś nie wiedzą, dzieci też nie są kryształowe i słodziutkie, choć jak to dzieci chęci mają zawsze dobre.

Jak mama została Indianką to historia jednego popołudnia. Ojciec siedzi i jest zajęty swoimi sprawami, mama wiesza pranie, gotuje. A chłopak się nudzi. Zaczepia, próbuje wkręcić rodziców w zabawę, ale dorośli są bardzo zajęci swoimi dorosłymi sprawami. Chłopczyk znajduje piórko i zaczyna bawić się w Indianina. Maluje barwy wojenne na twarzy i ciele, zakłada opaskę, w którą wtyka piórko.Skrada się cichutko, zagląda do pokoi, w których dorośli coś robią.  Dociera do kuchni, gdzie mama smaży kotlety. Mama  jednak robi rzecz dla chłopca zupełnie nową, mianowicie wchodzi w jego zabawę. Zrzuca fartuch, zostawia kotlety, rozpuszcza włosy, maluje sobie szminką na twarzy indiańskie barwy,  i po cichu wykradają się z domu.... Zabawa jest fantastyczna.

Mama z synkiem idą nad wodę, pływają łódką, łowią ryby, na wędkę "pożyczoną" od sąsiada. Mama jest INNA. Mama staje się Indianką, jaką była będąc w wieku synka. Bezcenne!


I tu dochodzę do sedna, czym mnie uwiodła ta książka ;) Mama zrzucająca ciuchy i skacząca do wody w majtkach i staniku jest moją idolką! Uwielbiam ją! Rysunek mamy w locie to jak manifest wyzwolenia ;))))
Ja do Wisły nie wskoczę, do Kanałku Żerańskiego też nie miałabym odwagi, ale ....

... sobie i wszystkim BARDZO ZAPRACOWANYM RODZICOM życzę takich chwil, kiedy będziemy mogli na moment, godzinę, dwie, a może nawet cały dzień, naprawdę wrócić do swojego dzieciństwa (bez patrzenia na zegarek i wertowania w głowie kalendarza) i stać się takim dzieckiem, jakim kiedyś byliśmy. Zaszaleć na całego. Dla dzieci, które będą przeszczęśliwe i dla siebie, żeby po prostu  na chwilę wyluzować :)))

WYWIAD Z ULFEM STARKIEM - KLIK

Tekst Ulf Stark, Jak mama została Indianką
Ilustracje: Mati Lepp

Wydawnictwo Zakamarki ,  2008
ISBN: 978-83-60963-44-9
Liczba stron: 28
Wymiary: 200 x 265 mm
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska

wtorek, 6 marca 2012

Tato, popłyńmy na wyspę! Markus Majaluoma

Przyznam, że w pierwszej chwili książka mnie nie zachwyciła, ze względu na ilustracje. Ustawiłam ją na końcu kolejki książek do czytania. Jednak kiedy już po nią sięgnęłam, okazało się, że czytając ją bawimy się nieźle, a ilustracje są pełne szczególików, które dziecięce oko lubi wyłapywać i śledzić. 
Ojciec wracający z pracy, skrajnie zmęczony, nieogolony i ledwie powłóczący nogami, wzbudza współczucie. Który rodzic nie zna tego stanu wyczerpania, zwłaszcza przy gromadce dzieci? Gromadce dzieci, która okazuje się być gromadką wyjątkowo żwawą i pomysłową, kipiąca wprost energią...
Tata obiecał dzieciom wycieczkę łodzią, więc MUSI dotrzymać słowa. Bez względu na zmęczenie, głód i senność. Co im się przydarza po drodze? Włosy mogą stanąć dęba... Fajna zabawa gwarantowana!


Tato, popłyńmy na wyspę!
Markus  Majaluoma
przekład: Iwona Kiuru
Wydawnictwo BONA

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...