Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

piątek, 31 sierpnia 2012

Mrówka wychodzi za mąż, Przemysław Wechterowicz


Mrówka budzi się rano i stwierdza, że to idealny dzień na wyjście za mąż. Daje więc ogłoszenie i... przez jej dom przewija się cała plejada kandydatów do jej ręki. Mrówka-żołnierz, pies, orzeł, świerszcz, rekin, goryl, za każdym razem mrówka już już ma się zgodzić, kiedy pojawia się kolejny amant.


 Od przybytku głowa nie boli, jednak mrówka jest w kropce - stwierdza, ze chyba nie uda jej się znaleźć odpowiedniego kandydata do ręki. Na domiar złego, kiedy postanawia się wykąpać, okazuje się, że zepsuł się kran. I trzeba wezwać hydraulika!
Miłość nie wybiera, miłość jak grom z jasnego nieba, miłość jest ślepa? Każde z tych powiedzeń pasuje do sytuacji. Bo kiedy w drzwiach staje hydraulik... w serce mrówki trafia strzała, a kiedy słyszy jego chropowaty, niski głos... już wie, że to ten!


I już, już miała powiedzieć mu "tak", "gdy wtem mrówkojad (TAK, TAK!) objął ją wpół i  zamknął jej usta długim i namiętnym pocałunkiem. I odtąd żyli długi i szczęśliwie".

Czytając tę książkę zabawa gwarantowana i dla dzieci i dla rodziców.


Mrówka wychodzi za mąż, Przemysław Wechterowicz
ilustracje Aleksandra Woldańska,
Wydawnictwo Czerwony Konik,
2009.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Szary chłopiec, Lluis Farre


"Szary chłopiec" to książka, która przykuwa spojrzenie na tle innych pozycji dla najmłodszych. Już sama forma graficzna zasługuje na uznanie, ale cóż się dziwić, skoro ilustrował ją sam Gusti. Ilustrator o sobie mówi tak: Urodziłem się w Buenos Aires, jakiś czas temu, z ołówkiem pod pachą – jak twierdzi moja mama. W 1985 roku wyjechałem do Paryża. Zamieszkałem w Europie i zostałem świetnym rysownikiem. Przyznano mi wiele nagród, ale największą nagrodą jest dla mnie możliwość robienia tego, co kocham. Idę przez życie, rysując, dzięki rysowaniu podróżuję i poznaję niezwykłych ludzi i miejsca. Lubię też grać na fortepianie i uczyć się japońskiego.(ze str. entliczek.eu)
Oryginalne rysunki, w szarej tonacji z dorzuconymi elementami kolorowymi przyciągają spojrzenie i jak większość współczesnych książek dla dzieci - w pierwszej kolejności zachwycają dorosłych, którzy mają możliwość kształtować poczucie estetyki swoich dzieci, wybierając dla nich to, co uważają za ciekawe i dobre. 
Historia opowiedziana w "Szarym chłopcu" od pierwszej strony dziwi i wciąga. Już sam początek, jak na książkę dla dzieci, jest zaskakujący. No bo czy często zdarza się, aby lektura dla dzieci zaczynała się od sceny porodu i policzka wymierzonemu uczestniczącemu w tym wydarzeniu ojcu przez jego rodzącą żonę?

"Gdy tylko Marcinek wystawił głowę na świat, usłyszał odgłos policzka, 
który jego matka, Teresa, z domu Śpiewaczykiewicz, wymierzyła ojcu, 
Marcelemu Śpiewakowskiemu – za to, że opowiadał głupoty.

– Teresko, TO NIE MOJE DZIECKO!
Nikt w mojej rodzinie nie ma takiego koloru skóry!"

"Szary chłopiec" to książka o emocjach - bywa tak, że czujemy się z nich "wyprani". Nic nas nie bawi, nie cieszy, nie dziwi... jednak przeważnie taki stan trwa jakiś czas. W przypadku Marcinka było inaczej. Chłopiec od urodzenia był szary - i dosłownie: taki miał kolor skóry, i w przenośni, bo szare było wnętrze dziecka. Rodzice chłopca robili co mogli, by obudzić jakieś emocje w dziecku. Ale Marcinka nie dziwiło nic - nawet cuda i dziwi, których był świadkiem w czasie wycieczki po świecie, którą mu zafundowali rodzice, wierząc, że  w jej czasie chłopiec ożywi się. Marcinek był uczestnikiem wydarzeń tak niesamowitych i wstrząsających jak spotkanie oko w oko dzikich zwierząt, oglądanie porodu żyrafy, wyprawa na biegun itd... Niestety, chłopiec co najwyżej reagował na nie uniesieniem brwi. I tyle. 


Jednak stało się coś, co wybudziło chłopca z letargu, a jego skóra odzyskała krewetkowy kolor. Co się stało? Warto się tego dowiedzieć. Polecamy!





Szary chłopiec, Lluis Farre,
 ilustracje Gusti, 
Wydawnictwo Entliczek,
2012 r.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Skansen militarny w Mniszewie czyli....

... obraz nędzy i rozpaczy. Zaniedbane i rdzewiejące czołgi i inne pojazdy, porozrzucane po lesie. Ale chłopakom się podobało - mogli wejść, dotknąć, pobawić się...

Skansen Bojowy 1 Armii Wojska Polskiego w Mniszewie k. Magnuszewa.
Tel. 0-48 621-70-25


sobota, 18 sierpnia 2012

Jurapark Bałtów czyli oko w oko z dinozaurami...


Wpadliśmy tu nie przejazdem, nie po drodze tylko specjalnie i z premedytacją. Spędziliśmy kilka godzin włócząc się, spacerując, przysiadając tu i tam, czy kopiąc w ziemi. Kolejki, tłumy, stanie do kas, żeby kupić bilet na ta atrakcję czy inną. To było męczące i dla nas i dla dzieci. 
Park to 3.5 hektarowy teren, na którym znajduje się ponad 100 naturalnej wielkości modeli dinozaurów i innych prehistorycznych stworzeń. Dinozaury robią wrażenie, szczególnie na maluchach w fazie dinozaurowatych zainteresowań. Spacerując po parku wędrujemy przez dzieje Ziemi  (i zapoznajemy się z erami geologicznymi) od jej powstania do pojawienia się człowieka.

Bardzo ciekawa jest historia parku:  dlaczego powstał? Otóż naukowcy z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie odkryli, że "czarcia stopa" (skała w okolicy, które według legend nosiła odbicie diablej stopy) nie jest czarcią stopą, lecz...   śladem stopy drapieżnego allozaura, starszego kuzyna  z kopalnych gadów - tyranozaura. Mieszkańcy regionu, w którym panowało duże bezrobocie wzięli sprawę we własne ręce..

***
 
Bawiliśmy się dobrze, ale bez zachwytów. Kolejki i czekanie nieco studziły nasz zapał, dlatego nie zaliczyliśmy wszystkich atrakcji. 

Co warto zobaczyć: Muzeum Jurajskie, Prehistoryczne Oceanarium, zwierzyniec ( wyprawa schoolbusem) i wiele innych.

Cennik z różnymi pakietami i cenami pojedynczych atrakcji na stronie Parku.
Bałtów znajduje się w województwie świętokrzyskim, ok. 14 km od Ostrowca Świętokrzyskiego.





środa, 15 sierpnia 2012

Dżok. Legenda o psiej wierności, Barbara Gawryluk, il. Iwona Cała


Ta historia wydarzyła się naprawdę. Był pies i był jego pan, który zasłabł w okolicy ronda, skąd zabrała go karetka. Pan nigdy już nie wrócił. Ale pies czekał. Cały rok.

Unikał ludzi, uciekał hyclom i bez względu na pogodę, czy deszcz czy mróz wiernie tkwił na środku ronda. Bo pan przecież w każdej chwili mógł po niego wrócić. Psem zaczęli interesować się ludzie. Ci, którzy przejeżdżali tędy do pracy, stojący na przystanku, sprzedający w kioskach i sklepach. Pies miał dostarczaną wodę i jedzenie, a kiedy przyszły duże mrozy, ponoć pojawiła się i buda....Zachowanie Dżoka wzruszało i dziwiło.

Po roku pies zaufał jednej z opiekujących się nim kobiet (Marii Müller, żonie Władysława Müllera) na tyle, że nie tylko pozwalał jej się głaskać, ale któregoś razu dał sobie założyć obrożę i zaprowadzić do jej domu. Po kilku latach pani Maria zmarła, a pies uciekł i ponoć zginął pod kołami jadącego pociągu...

Mieszkańcy Krakowa i miłośnicy psów  poruszeni historią Dżoka mimo początkowej niechęci władz miasta doprowadzili do tego, że powstał pomnik, wykonany przez prof. Bronisława Chromego (odsłonięty 26 maja 2001 roku na bulwarach wiślanych w Krakowie) – przedstawiający psa, wyciągającego w kierunku widza lewą łapę. Pies znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni. Napis na pomniku znajduje się napis w językach: polskim i angielskim: Pies Dżok. Najwierniejszy z wiernych, symbol psiej wierności. Przez rok /1990-1991/ oczekiwał na Rondzie Grunwaldzkim na swojego Pana, który w tym miejscu zmarł.

Tę historię opowiada – pięknie - Barbara Gawryluk, a ilustruje Iwona Cała. Wzruszenia, łzy gwarantowane. Książka ta powinna być lekturą obowiązkową dzieci - uzmysławia, jak wspaniałymi towarzyszami są zwierzęta, jak bardzo są mądre i kochające. Moglibyśmy się od nich wiele nauczyć.






Barbara Gawryluk "Dżok. Legenda o psiej wierności", 
ilustracje Iwona Cała,
Wydawnictwo Literatura, 
Łódź 2007.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...