Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

sobota, 27 kwietnia 2013

Chustka, Joanna Sałyga, Piotr Sałyga


Dlaczego warto mieć CHUSTKĘ? Bo Chustka uczy, choć to zupełnie nie było jej celem. Jak żyć pięknie, jak żyć prawdziwie. Jak cieszyć się z tego, co jest, a nie - co mogłoby być. Pokazuje jak nie użalać się nad sobą, tylko w każdej sytuacji wyciskać z życia to, co najlepsze. Cieszyć się tym, co się ma, bo - jak udowadnia - zawsze ma się dużo.

(...) wtedy - w kwietniu 2010 roku - zrozumieliśmy, że stoimy na rozstaju dróg - albo założę chustkę na łysą głowę i będę walczyła, albo pomacham bliskim chustką na pożegnanie (...)

sobota, 20 kwietnia 2013

Św. Jerzy i wilki - wiosennne warsztaty etnograficzne dla najmłodszych

Wiosennne warsztaty etnograficzne dla najmłodszych - św. Jerzy i wilki.
Lubimy wilki i trochę się ich boimy, bo naczytaliśmy się bajek, w których występujące wilki były przebiegłe, podstępne i złe. Wiemy, że są pod ochroną i że jest ich niestety coraz mniej.
Na wiosennych warsztatach etnograficznych chłopcy poznali legendy związane z wilkami - legendę o św. Jerzym i Matce Boskiej, która ulitowała się nad wilkiem i ukryła go pod suknią, aby nie dopadli go myśliwi, i historię św. Franciszka. Zapoznaliśmy się też z  ikonografią przedstawień świętego ukazywanego wśród wilków. Potem przyszedł czas na pracę twórczą - dzieci robiły własne maski wilka.


piątek, 19 kwietnia 2013

Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku, Beata Ostrowicka


Dziś rocznica wybuchu powstania w warszawskim getcie. Takie daty ściskają mi gardło. Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, rocznica powstania w getcie, początek, koniec... Na co dzień, biegnąc nie czuje się TAK historii tego miasta, historii tego kraju, ale kiedy syreny zawyją, gdzie się nie jest - pojawia się cisza i myśli o NICH. Nieśmy te pamięć.
Po raz pierwszy syreny zawyją 19 kwietnia. To dobrze. Zatrzymajmy się na chwilę. Odmówmy modlitwę za Nich i za nasze dzieci, aby one nigdy... oby nigdy nie żyły w takim świecie.

***

Ostatnio z Frankiem czytaliśmy książkę "Jest taka historia.Opowieść o Januszu Korczaku". Mnóstwo pytań. Długie minuty tłumaczenia czegoś, czego sama nie rozumiem. To to było naprawdę? On naprawdę żył? Naprawdę tak się stało? pytał Franek, a ja jedną ręką zamykając książkę, drugą ścierałam z twarzy łzy.
Nie będę pisać oczywistości, bo wiadomo, że nie jest to książka, którą można sobie przeczytać i odłożyć z uśmiechem na półkę. Temat jest specjalny. Trudny. Wymagający. Wojna. Głód, bieda, sieroctwo, eksterminacja. Dorosłych. Dzieci.
Jednak Beata Ostrowicka napisała książkę z myślą o dzieciach od 7 roku życia. Bez patosu. Bez drastycznych scen, rozdzierających serce. Po prostu. Koncentruje się na Korczaku, ale nie jako Wielkim Pedagogu tylko człowieku bliskim dzieciom, rozumiejącym dzieci i starającym się stworzyć wokół nich dobry świat - gdzie są szanowane, rozumiane, kochane. Bez względu na wszystko.
Autorka wybrała przystępną i zrozumiała dla dzieci formę opowieści - prababcia Jasia, w czasie choroby chłopca kolejny raz opowiada mu o swoim dzieciństwie spędzonym w domu dziecka. Cofa się do czasów, kiedy była małą Franią z czarnymi warkoczykami. Wspomina. Jej oczami widzimy, jak wyglądało życie przed wojną i w czasie jej trwania. Poznajemy zasady panujące w sierocińcu prowadzonym przez Korczaka. I poznajemy Panadoktora, którego dzieci szanowały i kochały. Jednak gdzieś tam, między wierszami wisi smutek. Im bliżej końca książki, tym trudniej. Opis pochodu dzieci, ubranych w swoje najlepsze ubrania, prowadzonego przez Panadoktora niosącego płaczącego chłopca na rękach -którzy idą, wiedząc, że na końcu tej drogi czeka ich śmierć jest przejmujący, choć autorka nie używa wielkich słów.

A po przeczytaniu książki zapada cisza.
A potem znowu pojawiają się pytania.


Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku.
Beata Ostrowicka,
ilustracje Jola Richter-Magnuszewska
Wydawnictwo Literatura.
2012.




czwartek, 18 kwietnia 2013

Ślimaki, przyjaciele chłopaków


Sezon na placu zabaw zainaugurowany. A przy placu, w chaszczach, mieszkają ślimaki. Kiedy tylko stopniał śnieg i zaświeciło słonko wybudziły się ze stanu hibernacji i są, ku uciesze dzieci. Jeden z nich na dobę zamieszkał u nas w domu i otrzymał imię Ślimorek ;) Franek nalał mu trochę wody, słoik wymościł mchem, trawą, patykami.


Kiedy wróciłam do domu, ślimaka nie było, słoika również. Pomyślałam, że pewnie chłopaki rano, idąc z tatą do szkoły i przedszkola, wynieśli go na dwór,. Przecież ślimak miał spędzić u nas jeden dzień, a potem wrócić na wolność.


Jakie było moje zdumienie, kiedy Franek wrócił ze szkoły: w ręku dzierżył słoik ze swoim małym przyjacielem!

Wykorzystując poranne zamieszanie wsunął słoik do plecaka i jakby nigdy nic pojechał na ponad 8 godzin z nim na lekcje i do świetlicy! Z jego opowieści wiem, że zaskoczenie pani było wielkie, kiedy zobaczyła na ławce słoik ze ślimakiem. Nie dziwię jej się wcale... mało tego, w czasie zajęć po kolejnym oglądaniu, zepsuło się foliowe zabezpieczenie słoika z dziurkami - Franek co jakiś czas musiał wychodzącego ślimaka łapać i wkładać do środka...Szczęśliwie wrócili ze szkoły cali i zdrowi. Ślimak zaliczył wyjście na trawę i znowu wrócił do domu. Jeszcze tylko do jutra...

środa, 17 kwietnia 2013

Gdzie jest tort?, The Tjong-Khing


- Mama, pocytaj TORT! Pocytaj mi o torcie! - i tak przez miesiąc, póki nie musieliśmy oddać książki do biblioteki. Ale "czytałam" nie tylko ja, czasem chłopcy "czytali" mi. I bawiliśmy się przy tym przednio, a ponieważ zabawa w obrazkowych detektywów jest wciągająca, więc czas nam mijał szybko i niepostrzeżenie.
Historia zaczyna się zniknięciem tortu. Na oczach państwa Psytulińskich dwa szczury kradną ich tort i uciekają. Psytulińscy rzucają się w pogoń za złodziejaszkami słodkich wypieków, a my razem z nimi po drodze - i przy okazji -  rejestrując poczynania innych mieszkańców lasu. A dzieje się tu dzieje... Mała kaczuszka oddziela się od rodzeństwa i samotnie wypuszcza się na wyprawę do lasu, kameleon zrywa kwiaty dla ukochanej, żaba gra w piłkę, a żółw spokojnie wędruje... Jest tu kot, złośliwe małpy, wąż, a nawet dinozaur. I w życiu każdego z nich dużo się dzieje! Jakieś zajączkowe maleństwo gubi swoją ukochaną maskotkę i płacze za nią, znajduje ją biegnąca za szczurami Psytulińska i.... Ze strony na stronę akcja nabiera dramatyzmu i robi się bardzo groźnie, kiedy prosiaczek traci równowagę i spada ze skały...Akcja na chwilę zamiera, oczy wszystkich skierowane są na skałę, jednak jedno z mieszkańców zachowuje zimna krew i... zobaczcie sami! Finał ma miejsce na polanie, kiedy wszyscy bohaterowie obrazkowej opowieści zbierają się na poczęstunku. Wiele wątków, drobiażdżków, które musi wychwycić bystre oczko. Ćwiczymy spostrzegawczość i logiczne myślenie, a także budowanie zdań i wysławianie się, bo wcześniej czy później dziecko bierze sprawy we własne ręce i zaczyna samo opowiadać (podstępnie naprowadzane i zachęcane przez rodzica), a co najważniejsze dobrze się bawimy. Polecamy!


Gdzie jest tort?, The Tjong-Khing
Wydawnictwo EneDueRabe,
2008, 2011.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Chodzi mucha po suficie, Włodzimierz Ścisłowski, il. Chrystian Gomolec

 Pastele Christiana Gomolca.






"Chodzi mucha po suficie",  Fraszki dla dzieci,
Włodzimierz Ścisłowski, 

ilustracje Christian Gomolec,
 Poznań 1984, 
Krajowa Agencja Wydawnicza,

sobota, 6 kwietnia 2013

Teraz ja! - sprzed ponad roku


Zamknęłam pewien rozdział w swoim życiu i wreszcie mam trochę czasu na czytanie. DLA SIEBIE. Bez wyrzutów sumienia, że powinnam czytać, ale coś zupełnie innego. Rzuciłam się na książki jak sęp, z radością biegam do biblioteki, choć kosztuje mnie to trochę nerwów, bo wydłuża powrót do domu i odbiór chłopaków z placówek przedszkolnych. Delektuję się słowem, nadrabiam, uzupełniam braki!
Żongluję książkami i gatunkami jak rasowy cyrkowiec, dobrą literaturę przegryzam kryminałami i tzw. babską literaturą, lekką, łatwą i przyjemną oraz autobiografiami, felietonami...
Czytam. Od godz. 5.25, kiedy rozsiadam się na swoim miejscu w autobusie -  o tej porze każdy siada tam, gdzie zawsze :),  i w drodze powrotnej z pracy. Zdarza mi się podnieść głowę znad kartki w ostatnim momencie, kiedy autobus czy tramwaj dosłownie rusza już z przystanku, na którym powinnam wysiąść i lecieć na łeb na szyję, depcząc współpasażerów po stopach, zdarza mi się przystanek przejechać. Po ulicy biegam z książką w kieszeni, bo nie opłaca mi się chować jej do torby. Wieczorem, przed zaśnięciem próbuje, ale zazwyczaj odpadam już na pierwszej stronie, bynajmniej nie z powodu nużącej lektury tylko totalnego zmęczenia.

W ostatnich tygodniach królowali u mnie ...

Przede wszystkim Mankell ze swoim zmęczonym, trochę przyblakłym komisarzem Wallanderem, borykającym się z problemami osobistymi,  słuchającym głosu intuicji, choć i Chińczyka łyknęłam w kilka dni....Piata kobieta, Mężczyzna bez twarzy, Mężczyzna, który się uśmiechał, Fałszywy trop, Piąta kobieta,
Mankell uwiódł mnie już pierwszą powieścią, która wpadła mi w ręce, a konkretnie opisem mgły (Mężczyzna bez twarzy). I tak zostało. Lubię jego zmęczenie, jego sposób patrzenia i myślenia, jego spostrzegawczość i panowanie nad każdym śledztwem. Lubię sposób kreślenia postaci Mankella, prawdziwe dialogi i niezwykłą pomysłowość w wymyślaniu kolejnych historii.


Murakami - Kronika ptaka nakręcacza - ze dwa lata temu przeczytałam wszystko tego japońskiego pisarza, poza właśnie Kroniką, uważaną za najlepszą powieść tego pisarza. Jak wszystkie książki M. wciągnęła mnie niemożliwie, jednak czy podobała mi się najbardziej?

Wałęsowa - autobiografia byłej Pierwszej Damy szturmem podbiła księgarnie, ile już dodruków było? Wspomnienia pani Danuty to opowieść kobiety, która przez lata w cieniu, nagle powiedziała "Stop, teraz ja! Ja też jestem i jestem ważna", ku uciesze feministek i większości polskich kobiet, stających na palcach, aby być najlepszymi Matkami Polkami, pracownicami roku, świetnymi żonami i córkami, zapominając o sobie. O tym, czego one pragną, co jest im potrzebne. Zapominając o swoim zdrowiu, swoim zmęczeniu. Chylę czoła przed kobietą, która praktycznie sama wychowała 8 dzieci, jednak czytając tę książkę zgrzytałam też zębami. Bo zachowanie pani D. mnie irytowało, jej postawa "nic nie widzę, nic nie mówię, nic nie wiem" - za związek są odpowiedzialne zawsze obydwie strony, a z opowieści pani D. wyłania się obraz kobiety, która o nic nie pytała, niczego nie dociekała, nie interesowała się, co ON robi, co myśli, co się z nim dzieje, gdy znika... Samotność wśród ludzi, ale trochę na własne życzenie i wielka samotność w związku.

Camila Lackberg Księżniczka z lodu, to pierwsza i jedyna książka tej autorki, którą przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia.

J. C. Oates Wodospad - kawał dobrej literatury, jak zawsze.

Małgorzata Warda - przeczytałam Środek lata - wciągnął mnie, z bólem odkładałam książkę i czekałam na chwilę, kiedy znowu zacznę czytać. Dobrze napisana, ciekawa, postaci "pełne", literatura gęsta od emocji,  chwilami aż duszno się robiło ;),  element zaskoczenia jest. Z dużą ciekawością sięgnę po kolejne książki tej autorki!

Grażyna Plebanek - Pudełko ze szpilkami, Przystupa - dwie książki, każda zupełnie inna. Świetny język. Pudełko mocno współczesne, wymuszające na czytającym szukanie odpowiedzi na pytania, czego tak naprawdę chcemy, czy to czego chcemy jest nasze, czy narzucone z zewnątrz, a my próbujemy dopasować się do schematów? O dojrzewaniu do macierzyństwa i miłości. Irytował mnie zupełny brak, pominięcie JEGO, który był, ale o nim nic, jednak koniec książki dał odpowiedź, dlaczego, co przyjęłam ze zrozumieniem ;)
Przystupa - historia dziewczyny z małej wsi, która wyrywa się do miasta i utrzymuje się sprzątając najpierw u Gwiazdy, przez którą albo dzięki której trafia do Szwecji i tu sprząta u mieszkających tu Polaków i miejscowych. Przystupy życiem rządzi przypadek. Ta milcząca dziewczyna obserwuje swoich pracodawców i dostrzega to, czego na zewnątrz nie widać. Ich małostkowość, pozerstwo, chciwość,  dewiacje, pustkę....

***
Stary wpis, sprzed ponad roku, do tego niedokończony, ale czyszcząc Maki miałam do wyboru albo go usunąć albo opublikować. Wybrałam to drugie :)

Psie życie, Józef Wilkoń


Co mówią do nas psy? O co nas proszą? Co słyszy i widzi Wilkoń patrząc na nie? Trzymam tę książkę w rękach, oglądam, wącham. Nie mogę się napatrzeć.  

"Psie życie" - tekst i ilustracje (graficznie opracowane rzeźby) Józefa Wilkonia - to książka majstersztyk. Cudo! Obsypana nagrodami zasłużenie. Książka niezwykła. Dla dzieci i dla dorosłych. Poruszająca i wzruszająca. Dająca do myślenia. Wzbudzająca niepokój. Rzecz na najwyższym poziomie pod względem zawartości artystycznej i wydania. Album prac Mistrza z przekazem, bo Wilkoń daje tu głos psom, to psi manifest. Pochyla się nad czworonogami, ich losem - czasem usłanym różami, na poduchach z pełną miseczką podstawioną pod nos, a czasem ciężkim - w byle jakiej budzie, na łańcuchu. Boli, jak okrutna może być ręka, którą pies kocha: ręka pana, opiekuna, ludzkiego przewodnika... Nie rozumie tego pies i nie rozumie tego ten, kto zwierzęta szanuje.

Monolog psa - zbiorowego bohatera, bo pies mówi głosem całej czworonożnej gromady od ratlerka po kaukaza, ogromnego jak niedźwiedź - zawstydza, bo przypomina o ogromnym oddaniu psa i jego bezwarunkowej miłości, które nie zawsze są przez człowieka rozumiane i doceniane. 

mówię do ciebie, ja pies,
twój
największy
przyjaciel (...)

Wilkoń kocha zwierzęta i głównie zwierzęta rzeźbi i maluje. Powiedział:

"Wypowiadanie się przez zwierzęta jest moją obsesją. Mam nadzieję, że czemuś to służy, że mogę coś w ten sposób wyrazić, powiedzieć o ludziach, używając zwierzęcia jako metafory"
 (Wilkoń o zwierzętach dla tvp.info)


Zwierzęta Wilkonia - proste, surowe, jakby nieociosane - patrzą do nas i mówią, nie do ucha, tylko prosto do serca. Każde z nich, całym sobą -  jest, żywe, pełne uczuć i emocji. Wilkoń wyłapuje czy to pędzlem, dłutem czy piłą  mechaniczną - prawdę o nich, oddaje całą naturę zwierzęcia, dlatego zachwyca i wzrusza, i sprawia, że jego dzieła można oglądać z zaciekawieniem i fascynacją nie raz i dwa, ale wielokrotnie wracać i ciągle się zastanawiać, co w tym jest takiego, jak on to zrobił, że osiągnął taki efekt? Oglądając prace artysty mam wrażenie, że widzi on i słyszy to, czego zwykły człowiek nie dostrzega - to siła artysty, siła geniuszu.

  "Najpierw trzeba poznać zwierzęta. Zapamiętać jak wyglądają, jak zachowują się w ruchu. A później nauczyć się je malować w różnych pozach, o różnej porze dnia i nocy. Jeżeli artysta chce namalować zwierzęta rzetelnie, musi pokazać, jak wyrażają emocje: radość, smutek, myślenie, zadumę. Gdy jest zdolny, potrafi nawet oddać zapach i smak owoców, które one zjadają."
( Wilkoń o zwierzętach dla tvp.info).

O innych książkach z il. Józefa Wilkonia, spotkaniach i warsztatach z ilustratorem TU

Psie życie,

Józef Wilkoń
wyd. Hokus-Pokus, 2011
Format: 200 x 220
Liczba stron: 36
Oprawa: twarda, folia satynowa
Cena: 34,90 zł.






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...