O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 26 maja 2013

Mali bohaterowie, Zofia Lorentz, il. Roman Prokulewicz


Ostatnio dużo czytamy książek poruszających temat wojny. Jakoś tak te książki same wpadają mi w ręce. A Franek jest uważnym słuchaczem, chce słuchać, chce wiedzieć. Antek i Staś, trzy lata młodsi, siłą rzeczy słuchają też, chociaż kiedy widzę, że uważniej koncentrują się na słowie - zaczynam czytać ciszej, jakoś tak półgębkiem - słusznie czy nie, ale chciałabym im jeszcze oszczędzić tej wiedzy.


MALI BOHATEROWIE


"Małych bohaterów" Zofii Lorentz * znalazłam u mamy w piwnicy. Pośród wielu innych książek, które musiały ustąpić miejsca następnym. Wzięłam ją w ręce i jak przez mgłę skojarzyłam okładkę, którą widziałam, kiedy byłam mała. Czy ją czytałam? Nie wiem, nie pamiętam. Natomiast teraz nie mogłam się od niej oderwać. I wiem, że będę czytała ją najpierw Frankowi, a za jakiś czas Antosiowi i Stasiowi. Kiedy troszkę podrosną. Bo ta książka nie jest łatwą książką nie tylko ze względu na sam temat. Ona jest prawdziwa (autorka napisała ją zaraz po wojnie), bez koloryzowania i przemilczania. Jest tu wojna, jest wróg i walka z wrogiem, śmierć, głód i strach - zupełnie realne, dotyczące wszystkich, także dzieci, które musiały się przystosować do takiego świata. Szybko dojrzeć i dorosnąć.

"Mali bohaterowie" to książka niezwykła. Napisana dla 10-letniego syna autorki, na jego prośbę. Aby na piśmie było, dla niedowiarków - jak żyły dzieci w Warszawie i jak walczyły. Wiesio naukę w szkole rozpoczął w Zgierzu, gdzie zawierucha wojenna nie była tak dotkliwa jak w stolicy, której mieszkańcy przeżyli Powstanie Warszawskie - koledzy szkolni słysząc warszawskie opowieści Wiesia na temat wojny, Powstania Warszawskiego, AK, Szarych Szeregów i bohaterskich dzieciach uznali go za kłamczucha.

I nie obędzie się bez łez.

Zofia Lorentz zaczyna opowieść od ... narady bajek. Bajki są zdumione, bo nikt ich nie potrzebuje. Bajki stały się bezrobotne. Co nie dziwi, bo w czasach wojny nie straszne są Baby Jagi, smoki i wilki, straszny jest wróg, Niemiec, okupant, kocioł, łapanka, sabotaż, straszny jest strach, głód i śmierć. Bajki nikomu nie są potrzebne, dlatego postanawiają zamiast usunąć się w cień - włączyć się w walkę. I tak Czerwony Kapturek nosi w koszyczku granaty, Brzydkie Kaczątko swoim odważnym zachowaniem ratowało ludzkie życie, podobnie jak Głupi Jaś, a Dziewczynka z Zapałkami wykradała się z getta na aryjską stronę, żeby zarobić trochę pieniędzy na jedzenie... Tomcio Paluch musiał szybko dorosnąć, aby walczyć z okupantem i pomścić śmierć ojca, a Żółty Pies Dingo bywał czujką; stawał na straży w bramach domów, gdzie odbywały się narady, pomagał też znaleźć schronienie ocalałym dzieciom; Kot w Butach roznosił po domach tajne gazetki; Wyrwidąb i Waligóra brali udział w zamachach na okrutnych gestapowców... 

Odwaga małych bohaterów, ich dzielność poraża. Dzieci, te dzieci Polski Walczącej często płaciły najwyższą cenę za swoje zachowanie, ale ich postawa była niezwykła. To byli Mali Bohaterowie. I nie można o nich zapomnieć. Więc czytamy o nich, rozmawiamy...

Ilustracje Romana Prokulewicza dopowiadają treść, dodają powagi - to przede wszystkim postaci rysowane czarną kreską. Długo nie zapomina się tych oczu i smutku.

* Autorka Zofia Lorentz, ur. w 1896 roku, zmarła w 1980 roku. Debiutowała w roku 1934 na łamach “ Naokoło świata”, pisarka, autorka utworów prozatorskich i teatralnych dla dzieci i młodzieży. Powieści : “Mali bohaterowie. Opowieść o dzieciach walczącej Warszawy 1940-1944” (1947),  “Transport 77” (1957), “Wakacje pod blaszanym człowieczkiem” (1959), “Daleko od jabłoni” (1963), “Pierwsza runda” (1967), “Niebezpieczna tajemnica” (1971), “Na niby i naprawdę” (1972), “Punkt na ulicy Różanej” (1973), “Wrześniowa ballada” (1977). W czasie wojny była w AK.

Mali bohaterowie, Zofia Lorentz
ilustracje Roman Prokulewicz,
Wydawnictwo Łódzkie, 1971.







niedziela, 5 maja 2013

Lewandowski jest boski? Ręką Franka ;)

Lewandowski  - to nazwisko jest odmieniane w naszym domu przez wszystkie przypadki. Ale kiedy ma się trzech kibiców pod jednym dachem to chyba nic dziwnego. Ostatnio twórczość artystyczna u nas kwitnie - Franek rysuje tylko Lewego - przed golem, po golu, w trakcie...Powstają plansze rozgrywek i analizy meczów i ekspertyzy - myślę że Gmoch ma poważną konkurencję :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...