Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 29 lipca 2013

Moje szczęśliwe życie, Rose Lagercrantz, Eva Eriksson


 "Moje szczęśliwe życie" to jedna z tych książek, po przeczytaniu których żałuję, że nie poznałam ich, kiedy sama byłam w kręgu adresatów. W tym wypadku nie dałoby się, bo to pierwsze wydanie w Polsce, a sama historia została napisana i zilustrowana w 2010 roku, jednak jest wiele lektur, które w dzieciństwie mnie ominęły. Na szczęście, przy mojej czwórce udaje mi się nadrabiać braki.

Zacznę od szaty graficznej - książka jest idealna. Piękna, twarda okładka, papier taki jak lubię,czarna kreska - rysunków Evy Eriksson nikomu chyba specjalnie przybliżać nie trzeba. Prostota, prostota i jeszcze raz prostota. Duże literki, krótkie rozdziały - kandydat na pierwszaka, jak się zaprze - przeczyta sam. A warto!


Rok z życia pierwszoklasistki, która choć przez całe wakacje czeka na ten pierwszy, ważny dzień w nowej szkole - jednak jej próg przekracza pełna obaw - a co będzie, jak pani jej się nie spodoba, a co będzie jak nie znajdzie koleżanki? Rozterki bliskie wszystkim dzieciom. Trzeba dodać, że rodzina Duni nie jest zwykłą rodziną, przeważnie przedstawianą w książkach. Dunię wychowuje tata, bo mama nie żyje. 

(...) Kiedyś Dunia miała jeszcze mamę, która też mieszkała w żółtym domku, ale odeszła na tamten świat. Tak się mówi, gdy ktoś umiera. Mama odeszła, chociaż już nie mogła chodzić. A tamten świat? Gdzie on jest? (...) str. 56.
(...) Mama nie odeszła. Wyrosły jej skrzydła i odleciała. (...) str. 109.
Dunia ma jeszcze dziadka, babcię i prababcię - na miejscu, gdzie mieszka - w Szwecji, i drugą babcię we Włoszech, skąd pochodzi jej tata. Zawsze latają tam w lecie.

Dunia nie jest zwykłą dziewczynką - co wieczór, kiedy nie może zasnąć nie liczy baranów tylko to, ile razy była szczęśliwa. Wiele tych szczęść; czasem są duże, a czasem malutkie. Warto nauczyć dzieci doszukiwania się dobrego w każdym dniu - będziemy ćwiczyć!
Dunia - tak naprawdę na imię ma Daniela - skończyła zerówkę i idzie do pierwszej klasy, w nowej szkole, gdzie nikogo nie zna. Dunia ma na wszelki wypadek plan awaryjny. Po prostu obiecała sobie, że gdy coś jej się nie spodoba - więcej tam nie pójdzie! Na szczęście pierwszy dzień nie przynosi rozczarowania, choć Dunia nie ma jeszcze koleżanek ani kolegów. Dunia obserwuje. I tak któregoś dnia, stojąc między bawiącymi się dziećmi widzi dziewczynkę, która podobnie jak ona - jest sama. I też stoi i patrzy.  
Dunia i Frida szybko stają się nierozłączne. I jak to przyjaciółki - razem się huśtają, siedzą razem na stołówce, na gimnastyce ćwiczą razem, wymieniają się prezentami, odwiedzają się w domach. Czasem się kłócą, ale szybko się godzą.
Niestety, po Bożym Narodzeniu Frida odeszła z klasy, bo jej rodzina przeprowadziła się do innego miasta. Dla Duni to koniec świata, jest pogrążona w smutku i nic jej nie cieszy...I nie ma już prawdziwej przyjaciółki, tylko koleżanki i kolegów. Dunia płacze i tęskni. Tata kupuje jej świnki morskie, które kiedyś dziewczynka oglądała z Fridą. Jest trochę lepiej, jednak ciągle źle. Aż przychodzi list od Fridy - Frida też tęskni, wspomina i myśli o Duni. W życiu Duni dzieje się wiele dobrych rzeczy, dzieje się wiele - w szkole, w domu. Nie brakuje tez problemów, jak wtedy kiedy Dunia popchnęła kolegę z klasy - Jonatana, który upadając naruszył sobie ząb. Jednak pustka po Fridzie ciągle jest niezapełniona. Ale kiedy przyjaciółka zaprasza Dunię na święta wielkanocne - nasza bohaterka znowu jest naprawdę szczęśliwa! A ząb Jonatana? - okazuje się, że wyrośnie mu drugi, a chłopiec już nie gniewa się na Dunię.
"Moje szczęśliwe życie" to bardzo pogodna książka, mimo smutków, których tu nie brakuje, jak to w życiu - nie tylko dziecka. 

To piękna opowieść o przyjaźni i smutku towarzyszącego rozstaniu. 

I tak na marginesie -  uczmy nasze dzieci i siebie też - od Duni - wyłapywania dobrych chwil i pozytywnych wydarzeń, bo ich nie brakuje w życiu każdego z nas - tylko trzeba inaczej patrzeć. Zacznijmy co wieczór zamiast baranów liczyć właśnie te szczęśliwe chwile - okaże się, że przytrafiają się nam każdego dnia!



Moje szczęśliwe życie, 
Rose Lagercrantz, Eva Eriksson,
Wydawnictwo Zakamarki,
 2012
.


piątek, 26 lipca 2013

i jeszcze tylko...


Dresy zostały zastąpione przez krótkie spodenki, a wyprawy do lasu czy pola straciły na atrakcyjności przy możliwości kąpieli w jeziorze i zabawy w piasku. Lato w rozkwicie! Tylko dzień mija niepostrzeżenie za dniem, licznik "wolnego" bije , a my przecież dopiero uczymy się "nicniemuszenia". Szczególnie ja. Nie muszę się spieszyć, nie muszę czegoś zrobić koniecznie, teraz zaraz - pędzić na łeb na szyję z wyrzutem, że przecież coś jeszcze czeka w kolejce na "już". Nie muszę powtarzać "zaraz, tylko..."... Śmiech i głupotki przeplatane poważnymi rozmowami - odbywanymi mimochodem, w drodze pokonywanej niespiesznie i trzymając się za ręce, czasem szurając nogami, a czasem w biegu, bo coś ciekawego jest tam - tam w trawie, tam pod liściem, czy za rogiem. Oj, jak mi dobrze, oj, jak nam dobrze!


czwartek, 25 lipca 2013

Leksykon strachów domowych, Szymon Marhwiak Barabach


To jedna z  książek, którą pożyczyliśmy na wakacjach. Franek czyta ją po cichu - sobie, i na głos - wszystkim. Chłopaki chętnie słuchają i oglądają, a potem mają wiele pytań - szczególnie Antek - które nurtują ich od rana do wieczora. Szczególnie intryguje ich postać Pokątnika złośliwego, który lubi kryć się w domach, gdzie porządek jest obcym pojęciem (delikatnie mówiąc). A ponieważ Antek jest na bakier ze sprzątaniem (tę czynność wykonuje przeważnie za niego Staś) dręczy go to, czy Pokątnik Złośliwy mieszka już u nas czy jeszcze nie? Na nic nasze odpowiedzi i tłumaczenia, że "nie! ALE (zostawiamy sobie furtkę), jeśli nie będzie sprzątał to kto wie....". Jeśli Antoś po powrocie do domu zacznie przykładać większą wagę do odkładania zabawek na miejsce - autorowi książki osobiście wyślę podziękowania ;), a wy jesteście świadkami, że to obiecałam!
Leksykon strachów domowych przypomina "Małą encyklopedię domowych potworów" Stanislava Marijanovica, wydaną w 2003 roku przez Naszą Księgarnię. Prawdę mówiąc, dlatego go pożyczyłam - książki Marijanovica długo były na pierwszym miejscu u Franka, a i teraz kiedy idę do biblioteki zdarza się mu powiedzieć, żebym którąś z trzech części domowych potworów - kolejny raz - mu pożyczyła.

Szymon Marhwiak Barabach - rocznik 75 to tekściarz, poeta , pisarz, copywriter freelancer, autor tekstów satyrycznych (pisze dla Pietrzaka, był współautorem Rozmów w tłoku Szymona Majewskiego). Leksykon napisał dla swoich dzieci - Jeremiego i Moniki, a zilustrowała go - bardzo udanie i ciekawie Anita Głowińska.

Marhwiak prezentuje tu 10 najbardziej znanych strachów domowych, które mogą zamieszkiwać nasze domy i mieszkania. Jak to w leksykonie - książka ta jest uporządkowanym zbiorem strachów, zaprezentowanych w ich naturalnym środowisku. Każdy rozdział poświęcony jest jednemu indywiduum z podziałem na opis wyglądu, miejsce zamieszkania, charakter, hobby - informacje wykraczające poza ramy umieszczone są w informacjach dodatkowych. Aby uwiarygodnić swoją wiedzę, autor powołuje się na wyniki badań znanego czeskiego badacza strachów, pana Zdenka Potvoranka. Bywa śmiesznie, bywa strasznie! Na samych nazwach strachów można połamać język; mamy tu Bzdurzaka Telegadacza i Bzdurzaka Gazetnika, Chłodnika Łasuszka, Mydelniaka Pięknisia,  Papieroluba Bazgrołka, Parapeciarza Znikąd, Pokatnika Złośliwego, Stukmistrza Leżaczka, Szafona Błyskonosego i Tuptusia Obuwnika.

 (...) Zastanawiacie się zapewne, po co w ogóle tworzyć taki leksykon? Odpowiedź jest bardzo prosta: by wreszcie skończyć z wizerunkiem strasznego stracha, który straszy. Po przeczytaniu tej książeczki zrozumiecie, że żyjące wokół nas domowe strachy są sympatyczne, pożyteczne i mogą stać się naszymi przyjaciółmi (...) - tyle od autora. A my zachęcamy do oswojenia domowych strachów, w czym ta książka na pewno Wam pomoże :) Przy okazji dowiecie są, kim są "wpienione pięknisie", co znaczą "głodne kawałki", komu zawdzięczamy powiedzenie "Jedzenia mam po dziurki w nosie",  dlaczego mówi się "Strach ma wielkie oczy" i kto woła "Ja panu nie przerywałem!".


Leksykon strachów domowych,
Szymon Marhwiak Barabach,
ilustracje i opracowanie graficzne Anita Głowińska,

Wydawnictwo Zielona Sowa,
Kraków 2009.

niedziela, 14 lipca 2013

Kiedy matka pracuje...


Kiedy matka ma dyżur weekendowy w domu i siedzi drugą dobę przy komputerze, dzieci też pracują. Twórczo ;) Przez dłuższą chwilę jest podejrzanie cicho, ale matka zaaferowana zbliżającym się porodem Kate, zakazem uboju rytualnego, atakami na prezydenta i wypadkiem w Moskwie traci czujność i intuicja jej nic nie mówi. A może mówi, tylko ona nie słyszy. A potem, kiedy oderwie błędny wzrok od monitora, widzi i nie wierzy. Więc patrzy jeszcze raz.

I nic nie mówi, żeby nie wyszło, że jest nieczuła na sztukę i nie docenia fantazji i kreatywności. Bo docenia.

Więc tylko zgrzytając zębami, żeby nikt nie słyszał i nie odebrał tego źle - zamiast chwilę przerwy wykorzystać na należący jej się, jak psu buda, odpoczynek - chwyta swoje dziatki, resztką sił ładuje do wanny; bierze ścierę i czyścić i pucuje i szoruje. Nie tylko dzieci, ale też podłogi, ściany i meble... Chwilo trwaj ;)

piątek, 12 lipca 2013

Czary!, Charo Pita, Madalena Madaso


Oskar odwiedził ciocię, a ta korzystając z okazji, że ma z kim zostawić swoje śpiące dziecko, wyskoczyła na szybkie zakupy (czy wszystkie hiszpańskie matki są tak odważne?). Jak się można domyślać, ledwo za ciotką zamknęły się drzwi, słodko śpiący niemowlak obudził się i zaczął przeraźliwie wrzeszczeć... Oskar robił co mógł, żeby uspokoić niemowlę, ponosił na rękach, pośpiewał - maleństwo ciągle okazywało swoje niezadowolenie. Chłopczyk słusznie pomyślał, że maluch jest głodny... Tylko co je niemowlę?

Zerknął do lodówki, a lodówka jest pusta! Zapakował malucha do wózka i pobiegł po ratunek. Zaczął od swojego kolegi, Dominika, do którego przyszedł po kawałek sernika. Ale kolega przytomnie zauważył, że takie maluchy ciasta nie jedzą. Pobiegł więc do ogródka pani Ewki po... marchewki.Pani Ewa wyprowadziła Oskara z błędu: niemowlę nie może jeść marchewki, bo nie ma zębów! Oskar wędrował od sąsiada do sąsiada, dowiedział się, że niemowlaki nie jedzą też jajek, ryb ani mięsa. "Dziwne te niemowlęta" pomyślał. Z krzyczącym dzieckiem wrócił do domu. Przyszedł dziadek. "Co my teraz zrobimy? Jak je nakarmimy?" martwił się chłopiec.Dziadek uśmiechnął się "Użyjemy czarów" . Po chwili pojawił się z ciocią Elizą, która odłożyła siaty z zakupami, przytuliła maluszka, potem rozpięła bluzkę, a dziecko ucichło i zaczęło jeść. "Czary !" - powiedział dziadek. No właśnie, czary!

Sympatyczna opowieść o karmieniu piersią i tym, co jedzą dzieci - przyda się do poczytania starszakowi, nie tylko wtedy, gdy rodzina ma się powiększyć. Może być pretekstem do rozmowy o jedzeniu w ogóle, ale i rodzinnych wspomnień z czasów - nie obędzie się bez pytań " a ja też tak jadłem/jadłam?"
Mnie urzekły wycinankowe ilustracje w ciepłych, stonowanych kolorach. Spróbujemy sami stworzyć swoją książeczkę :)





Czary!

Charo Pita, Mtadalena Madaso

Wydawnictwo Tako, 

2012.

sobota, 6 lipca 2013

List od Niziurskiego i ... wysyłanie życzeń Autorowi!


Edmund Niziurski 10 lipca kończy 88 lat. Dawno temu zaczytywałam się w jego książkach, co i rusz wpadając w niepohamowany chichot. Sposób na Alcybiadesa, Księga Urwisów, Klub włóczykijów, Adelo, zrozum mnie,  Awantura w Niekłaju... Pamiętacie?

W szufladzie komody, z cennymi pamiątkami trzymam kopertę. Zaadresowaną na mój dawny adres. Data listu 1987. Listu ważnego, bo od Edmunda Niziurskiego właśnie! Jako wierna czytelniczka jego książek w podstawówce zorganizowałam na lekcji wychowawczej konkurs dotyczący twórczości Niziurskiego połączony z testem ze znajomości książek autora.
Wcześniej napisałam serdeczny list do pisarza i go wysłałam. Kiedy straciłam już nadzieję na odpowiedź, po kilku miesiacach w skrzynce na listy pojawiła się elegancka koperta ecru z wygrawerowanym nazwiskiem autora w rogu koperty, zaadresowana odręcznie. W środku - list, zdjęcie z dedykacją i karteczką z krótką sentencją. Moja radość była ogromna!


Obecnie trwa akcja, wymyślona przez Cieszyńskie Transgraniczne Centrum Wolontariatu - wysyłamy pocztówki z życzeniami do Edmunda Niziurskiego. Wyślecie?

Z Facebooka: wydarzenie -  Pożyczycie? Pożyczymy!

"Napisz i wyślij urodzinową kartkę pocztową autorowi "Sposobu na Alcybiadesa", "Księgi urwisów" i "Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa"! Edmund Niziurski 10 lipca obchodzi 88 urodziny. 

Kartki wysyłamy na adres:


Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Warszawa

ul. Krakowskie Przedmieście 87/89
00-079 Warszawa
z dopiskiem "dla Pana Edmunda"

Dzięki uprzejmości Stowarzyszenia wszystkie nadesłane kartki trafią do rąk własnych Jubilata i miejmy nadzieję, że sprawią Mu wielką radość. 


Popierasz akcję - udostępnij, zalajkuj, prześlij, poleć...!


Akcję wymyślił Andrzej "MAKUMBA" Makulec i wolontariusze z Cieszyńskiego TCW wychowani na książkach pana Edmunda, który rzecz jasna w całe przedsięwzięcie wtajemniczony nie jest."

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...