O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

środa, 13 listopada 2013

Ale odlot!

Piątkowy seans filmowy ;)
Dla mnie filmowa historia starszego pana, Carla Fredricksena, mogłaby się skończyć, nim się na dobre nie zaczęła. Nie dlatego, że mi się nie podobała, o nie! - cały film obejrzeliśmy z przyjemnością. Jednak retrospektywne obrazy z dzieciństwa, od poznania niesfornej dziewczynki, ich przyjaźń i ślub, a potem wydarzenia gorzkie przeplatające się z chwilami szczęśliwości, składające się na ich życie - pełne miłości, to osobny film w filmie - jak dla mnie to już wystarczy ;). Życie skondensowane w pigułce. Do tego w konwencji starego kina i czarno-białej kliszy. Nostalgicznie. Ale ja tak mam, potrafię płakać na Toy Story, co już tajemnicą nie jest, bo dzieci wszystkim wygadały ;)

Żona Carla, podobnie jak on, zafascynowana przygodami znanego podróżnika, całe życie marzyła o podróży do Wodospadu przy Podniebnych Źródłach. Jednak mimo chęci wybrania się do Ameryki Południowej i ściubienia każdego grosza na podróż życia, nie udaje im się tam pojechać. Carl pewnego dnia, patrząc już na chorą żonę, uświadamia sobie, że jej marzenie nigdy nie zostanie zrealizowane. Jest mu przykro - dziennik przygód, który całe życie czekał na te najważniejsze zdjęcia, zostanie niedokończony. Ela umiera.

Carl, zgorzkniały starszy pan szamoce się z budowlańcami - wokół jego domu powstają nowe osiedla, developerzy ostrzą zęby na jego działkę, jednak ten pozostaje nieugięty. Nie sprzeda domu, w którym unoszą się wspomnienia całego dobrego życia... Jednak decyzją sądu, po bójce, w którą się wdał z robotnikami, dostaje nakaz zamieszkania w domu opieki. Carl wpada wtedy na szaleńczy plan, który wciela w życie. Zamienia swój dom w powietrzny statek z tysiącami balonów, które unoszą go w podróż do Ameryki Południowej.
Zgorzkniały 78-latek nie odpuszcza, nie pozwala się wypchnąć ze swojego życia, nie daje się wykluczyć. Do tego otwiera swoje serce na ciapowatego harcerzyka, który przez przypadek stał na ganku jego domu, kiedy dom wzbijał się w powietrze...
Okazuje się, że przyjaźń nie ma wieku, a pewne wartości są ponadczasowe. Nasz bohater zrealizował marzenie nie żyjącej żony; żeby później odkryć że największą przygodą jej życia był związek z nim, a pozornie zwyczajne chwile miały największe znaczenie.

Na początku było" Mama, a dlaczego ten pan ma taką dziwną szczękę", by już po chwili było cicho jak makiem zasiał! Chłopaki mimo późnej godziny - obejrzeli film do końca, a potem w czasie następnych dni - jeszcze kilka razy. Niektóre kwestie znają na pamięć. Niektóre fragmenty odtwarzali wielokrotnie. Jedne z ulubionych tekstów, wzbudzających wesołość po wielokroć? Proszę bardzo:

"Jestem tu, bo jesteś moim panem i kocham ciebie" - kwesta Asa ;)

"Fredricksen: Znasz zabawę w króla ciszy?
Russell: Jasne! ciągle gram w to z mamą!",

"- Panie Fredricksen już nie mogę, kolano mnie boli!
- Które kolano cię boli?
- yyy właściwie to łokieć..."

Często wybuchali śmiechem, czasem skoncentrowani - w ciszy - chłonęli akcję. Odlot - to film, do którego pewnie jeszcze nie raz wrócimy.  Typowe amerykańskie kino familijne, ale miło się ogląda!

Piątkowe seanse familijne weszły już nam w krew, nawet jak tv nie ma ciekawych propozycji.

Odlot *,
amerykański film animowany,
reż. Pete Docter,
wytwórnia Pixar,
2009.

* Oscar za najlepszy pełnometrażowy film animowany, Oscar za najlepszą muzykę filmową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...