Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 24 lutego 2014

Pan z naklejkami

Chciałabym wychować dzieci na wrażliwych ludzi, dla których empatia nie będzie tylko hasłem w słowniku. Nie wiem, czy będzie im z tym łatwiej w życiu. Pewnie nie, ale przecież w życiu rzadko kiedy jest łatwo, a i nie o to chodzi. Od małego staram się zwracać ich uwagę na innych ludzi, zwierzęta, przyrodę... Staram się, aby umieli się zachować w różnych sytuacjach, nie dzielili, a byli otwarci. Żeby widzieli, żeby pomagali.

Jak ktoś się może czuć, kiedy... Pomyśl, jak ty byś się poczuł... Jak ty się czułeś, gdy... 

Czytamy książki, rozmawiamy, przywołuję swoje wspomnienia i historie. To zdaje egzamin na tyle, na ile w tym wieku może zdawać. Wieku, kiedy dziecko zauważa i się dziwi, bo styka się z czymś pierwszy raz. Jest bezpośrednie i ciekawe. Czasem nie wie, jak się zachować i że słowo może urazić.


Czytałam wywiad z chłopakiem, który nie ma rąk. Opowiadał, jak kiedyś poszedł na basen, bo pływa, choć nam - mającym ręce, wydaje się to niemożliwe. W szatni spotkał ojca z dzieckiem. Dziecko spojrzało na niego: -  Tato, tato, ten pan nie ma rąk! Ojciec, nie skomentował tego, tylko rzucił:  - Ubieraj się szybko, no już!
- To normalne, że dziecko zwróciło uwagę na brak rąk, szkoda, że ojciec nie zareagował i nie powiedział: tak, ten pan nie ma rąk, jest niepełnosprawny - mówił chłopak.

Bo my boimy się przy osobach niepełnosprawnych mówić o ich niepełnosprawności, to krepuje, łatwiej udawać, że nie ma wózka, kuli, rąk powykręcanych przykurczem, że nie słyszymy słów, wypowiadanych z wielkim trudem - nie ze złych intencji, tylko często dlatego, że boimy się zrobić im przykrość, dotknąć. A osoby z fizycznymi dysfunkcjami czują się, jakby były niewidzialne.

Pan z naklejkami

Sytuacja z naszego życia, wydarzyło się to kilka dni temu. Przesiadałam się z chłopakami z autobusu do autobusu, czekaliśmy na przystanku. Na przystanek przyszedł mężczyzna. Całą twarz miał w dużych brodawkach, to nie była jedna, dwie - cała twarz upstrzona była nimi, a one same były dosyć duże. Nie wyglądał dobrze, wiadomo - choroby skóry rzadko kiedy prezentują się estetycznie. Chłopcy siedzieli na ławce. Zobaczyli go, stanął blisko. Patrzył na nich, na nas. Osoby w jakiś sposób wyróżniające się wyglądem nie wywołują u nich sensacji. Wiedzą, że ludzie są różni, rozmawiamy o tym, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, tak jest i już.  Jednak nie byli przygotowani na kogoś, kto tak wygląda.
Pierwszy zareagował Staś. Popatrzył na pana, potem na mnie - w jego oczach i na całej buzi widziałam strach. Bał się. Antek też. Zerwali się z ławki i ukryli za mną. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy w stronę Stasia wyciągnęła się ręka z trójwymiarową naklejką. Staś nieśmiało wyciągnął swoją i wziął od pana naklejkę. Ręka mężczyzny zanurkowała w kieszeni, pojawiła się druga naklejka. Dla Antosia. Chłopcy podziękowali i usiedli z powrotem na ławce. Z mężczyzną uśmiechnęliśmy się do siebie. Chłopcy z zaangażowaniem oglądali trójwymiarowe krążki, Mama, a co tu jest napisane, mama , a co to... Co jakiś czas zerkali na pana, uśmiechali się, a i pan uśmiechał się do nich.
Kiedy później wróciłam w rozmowie do tego spotkania - chłopcy nie widzieli problemu, nie pamiętali tego, że się przestraszyli - Był pan, który dał nam naklejki!

Myślę o tym człowieku i o tych małych naklejkach, które miał w kieszeni. Czy to przypadek, że je miał? Czy nosi je specjalnie, żeby właśnie w takich sytuacjach uspokajać dzieci?

Myślę o tym, co mówił chłopak bez rąk. Ja też nie zareagowałam jakoś - mężczyzna na przystanku "wybawił mnie" od tego, odwrócił zainteresowanie od przyczyny strachu, oswoił go. Jednak myślę, co powinnam wtedy powiedzieć, czy powinnam coś powiedzieć?

Jak Wy byście zareagowali?

sobota, 22 lutego 2014

Akcja Abstrakcja - czyli z Dwiema Siostrami w Muzeum Narodowym - relacja


Ostatni dzień warsztatów - temat zajęć prowadzonych przez Olę Cieślak (autorka Love Story i od 1 do 10) - Akcja Abstrakcja.  Inspiracją tym razem jest książka Tiny Oziewicz "Powidoki" (Dwie Siostry) i obraz Władysława Strzemińskiego Powidoki. Co to są powidoki? Dzieci patrzyły na światło, a potem zamykały oczy...


Ilustratorka Powidoków, jednocześnie prowadząca warsztaty rozmawiała z uczestnikami o obrazie (mieliśmy możliwość go obejrzeć) i o swojej pracy nad zilustrowaniem książki.

A potem dzieci miały okazję same stworzyć swoje dzieło, pod okiem Oli Cieślak. Tematem prac miał być jakiś nastrój, emocje, towarzyszące im kiedy np. rano jak wstały, a może zupełnie kiedy indziej.
Staś stwierdził, że jak wstał był wściekły. Dopytywany, po zastanowieniu dodał, że na siebie. A jak się teraz czujesz? Jestem zgniły! - wypalił. W związku z tym, z pomocą przemiłej pani z działu edukacji muzeum, wycinał w karce otwór w kształcie czaszki....
Te kartki, z wyciętymi otworami, dzieci nakładały na duże arkusze i zamalowywały. Antoś poszedł w wielokształty - wycinaliśmy misie, niezidentyfikowane obiekty o obłym kształcie, znalazła się nawet i choinka! Staś po czaszcze zamarzył sobie ogień, na jego stronę wypełzły więc języki ognia...

W holu Muzeum Narodowego, na zabezpieczonej folią podłodze, było twórczo... Dzieci wycinały w kartach otwory, a potem nakładały je na arkusze i zamalowywały, mna koniec pędzlami wyczarowujac kolorowe tła. Powstały naprawdę ciekawe prace!

piątek, 21 lutego 2014

Po drugiej stronie - z Dwoma Siostrami w Muzeum Narodowym

Rozstrzelanie surrealistyczne, Andrzej Wróblewski
W ramach warsztatów Zimowego Klubu Małego Konesera, zorganizowanych przez Dwie Siostry, odwiedziliśmy Muzeum Narodowe. Piotr Karski (razem z Joanną Rzezak zilustrowali Pionierów) prowadził spotkanie dla dzieci w wieku 5-8 lat. Moi panowie byli najmłodsi, ale radzili sobie całkiem nieźle. I zdecydowanie wyrazili chęć wzięcia udziału w kolejnych warsztatach.
Spóźniliśmy się kilka minut, do grupy dołączyliśmy, kiedy dzieci zebrane były już pod obrazem Wróblewskiego, w jednej z muzealnych sal i mówiły o tym, co widzą. Obraz, jak już na pierwszy rzut oka widać, nie był łatwy - Rozstrzelanie surrealistyczne.
Nie poznaliśmy jeszcze książki "Dziewczynka z cienia" (tekst Jan Karp, il. Marta Ignerska, Dwie Siostry), zainspirowanej obrazem Wróblewskiego, a zapisując chłopaków na zajęcia, kierowałam się terminami, a nie tematem - dlatego mina mi nieco zrzedła, kiedy stanęliśmy przed obrazem - temat trudny, zwłaszcza dla małych dzieci.
Co widzicie na obrazie? Ile jest tu osób? Czy to różne osoby czy jedna? Dlaczego ten mężczyzna pokazany jest w różny sposób? Jakie widzicie kolory? Dlaczego na pierwszym rysunku wygląda inaczej, a  później kolory się zmieniają? Czym różni się przedstawienie tego mężczyzny w kolejnych częściach obrazu...? Dlaczego? Jakie emocje widzicie na twarzy tego pana?

Piotr Karski zmuszał oglądających do uważnego przeanalizowania dzieła Wróblewskiego, dzieciaki radziły sobie nieźle, choć zapadała też cisza - potrzebowały czasu do namysłu.
Po krótkiej rozmowie, przeszliśmy do rzeczy ... czyli części twórczej. W holu czekała rozłożona folia, arkusze kolorowego papieru, farby, pędzle...Pierwszym zadaniem było namalowanie zwierzaka, jaki pierwszy przyjdzie do głowy - w ruchu, tuż przed ucieczką. Musicie go szybko namalować, bo zaraz wam ucieknie!  Dzieci złapały pędzle i farby i zaczęło się malowanie.

Staś postanowił namalować goryla, Antek - wiewiórkę. Były też wielbłądy, orły, węże - tyle zdołałam zarejestrować. Farby się lały, dzieci sprawnie wymieniały się kolorami, mieszały, kombinowały pod czujnym okiem prowadzącego warsztaty. Kiedy prace były gotowe - trzeba było przekręcić arkusze na drugą stronę i na odwrocie namalować drugi rysunek, tym razem ... martwe zwierzę.
Martwa kaczka Antka
Ojciec dzieciom, oglądając zdjęcia z warsztatów, stwierdził, że to kaczka w trakcie przemiany z ciała fizycznego w byt astralny ;)
Martwy goryl Stasia. 

Zauważcie, że ma nawet szkielet. "O, a tu goryl, który spadł z drzewa" skomentował prowadzący zajęcia.
Po ukończeniu drugiego malunku, kartę należało złożyć na kilka części, odciąć boki... i powstała książeczka. Ponieważ chłopaki farby nie żałowali, mokre książeczki zapakowaliśmy w worek i teraz suszą się na balkonie. Co powstało? Zobaczymy niebawem :)

wtorek, 18 lutego 2014

Dziewczynka, zasłaniająca sobie twarz czapką, żeby nie widzieć...

Gotuje się we mnie. Nie mogę zapomnieć, więc muszę gdzieś dać upust swoim emocjom, przepraszam, że robię to tu.... 1.5 roczny Marius z kopenhaskiego zoo. Wiecie już, o co chodzi. Sytuacja makabryczna, nie mieszcząca się w głowie. Zamordowano dziecko żyrafy, bo miało geny wsobne. Zamordowano, choć kilkanaście palcówek wyraziło chęć przygarnięcia (ba, odkupienia!) zwierzęcia do siebie. Zamordowano, choć do ogrodu szły petycje, protesty, zebrano niemal 30 tys. podpisów przeciwników tej egzekucji. Zamordowano w niedzielę o 9 rano, strzałem w głowę (zastrzyk usypiający zepsułby mięso, a tak to można nakarmić nim lwy).

Zrobiono to na oczach publiczności (!), w tym dzieci! Mało tego, że zamordowano, to ćwiartowano w ramach" lekcji o przyrodzie" (dzień wcześniej w prasie ukazały się informacje o planowanym "wydarzeniu" z zaproszeniem chętnych do odwiedzenia zoo!!!). Dyrektor zoo nie kryje radości, taką lekcję przygotowali dla najmłodszych, gdzież one się tyle nauczą! Zobaczyć mózg żyrafy, może nigdy więcej nie będą miały takiej okazji! Zobaczyć, jak ćwiartuje się zwierzę, jak leje się krew, jak bebechy wypływają na zewnątrz, jak odcina się nogę, jedną, drugą... a potem karmi się tym lwy! Widziałam zdjęcia, widziałam fragment filmu. Dzieci na przodzie, żeby lepiej widziały, metr od ćwiartowanej żyrafy ((krew z patroszonego zwierzęcia podpływa im niemal pod buty), za nimi troskliwi rodzice, babcie... Rzeźnik tłumaczący, co i jak. I jedna dziewczynka, naciągająca sobie czapkę na twarz, żeby nie widzieć. To nie okrutne, to lekcja poglądowa!

Jakie my dzieci chcemy wychować, od maleńkości narażając je na takie zachowania dorosłych, takie widoki, takie "lekcje"? Czy to nie odbije się na ich psychice? Kogo chcą tam sobie w Danii wyhodować, kolejnych Brevików? Czy można dziecko epatować takimi widokami? Czego chcemy je nauczyć - przemocy, zabijania, okrucieństwa, oswoić z widokiem patroszonego ciała, znieczulić??? Ja, stara baba, mam odruch wymiotny na wspomnienie tych obrazków, a oglądałam je w internecie, a co dopiero dzieci stojące na wyciągnięcie ręki - koszmary nocne i trauma na wiele lat! Dlaczego rodzice tych dzieci wystawili je na taki psychiczny gwałt?

Wraca też do mnie moja rozmowa, wiele lat temu, na temat sensowności istnienia ogrodów zoologicznych z obecnym dyrektorem warszawskiego zoo (wtedy ornitologiem stołecznego zoo), Andrzejem Kruszewiczem. Ja przeciwniczka, on zwolennik, zapewniał mnie, że ogrody są niezbędne, aby gatunki nie wymarły, że zwierzęta urodzone w niewoli nie poradziłyby sobie na wolności.W ogrodach mają dobre warunki i są chronione. Patrząc na wydarzenia w kopenhaskim zoo, zastanawiam, się czy na pewno.

Chciałabym zapomnieć, nie wiedzieć, nie widzieć. Ale ciągle mam przed oczami małą dziewczynkę, na przodzie grupy gapiów, zasłaniającą sobie twarz szarą czapką...

poniedziałek, 10 lutego 2014

Ale kosmos! A raczej ... Układ Słoneczny Franka :)

Pomysł był i chęci były! Trochę zabrakło materiałów, ale jak na spontaniczne wykonanie, uważam, że jest świetnie. Musimy dopracować pomysł - zaopatrzyć się w ładny sznurek, a i same planety zrobić z trwalszego i bardziej dekoracyjnego materiału. Jednak jak na dzieło 8-latka - Układ Słoneczny jest super!
Niebawem - książki o kosmosie, które pobudzają wyobraźnię Franka (a i Antoś i Staś, potrafią już błysnąć wiedzą w przedszkolu) i dostarczają mu wielu cennych informacji i ciekawostek.

A póki co, na dole ciekawy filmik dla dużych i małych, pokazujący wielkość planet w porównaniu do księżyca - co by było, gdyby księżyc na naszym niebie zastąpić planetami...

Koniecznie obejrzyjcie!:

i w nocy..

czwartek, 6 lutego 2014

Nie będziemy się roztkliwiać

Można chojraczyć, nie dosypiać, nie dojadać, pędzić, póki wszystko jest ok. Ale kiedy dopada cię coś, czego nawet lekarze nie potrafią zdefiniować "może to to, a może tamto", a tym masz problem ze zrobieniem kroku, tudno usiąść, jeszcze trudniej wstać, kiedy podniesienie kubka staje się wyczynem, a stawy puchną tak, że masz wrażenie, że nie masz dłoni tylko poduszki, kiedy na kolana - które nigdy nie przypominały tych, z wybiegu modelek, nie możesz patrzeć, bo "uśmiechają się" opuchnięte do granic możliwości, a jakby było mało wszystko swędzi i odstrasza wysypką - wtedy czujesz, że wcale nie jesteś panem swojego ciała. Od ciebie nie zależy nic. Zupełnie nic.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...