O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 27 kwietnia 2014

Kici kici miau... warsztaty z Józefem Wilkoniem


"Kici kici miau" już stoi na naszej półce. A dzień, kiedy ta książka trafiła w nasze ręce, był niezwykły, bo mogliśmy kilkadziesiąt minut spędzić z jej autorem - Józefem Wilkoniem. Z niecierpliwością czekamy na kolejne warsztaty!



Kici kici miau, 
warsztaty z Józefem Wilkoniem.
Wydawnictwo Hokus-Pokus,
Galeria Nieformalna.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Wielkanocnie nad Wisłą


W młodości moja mama przychodziła tu pieszo, z grupą przyjaciół. Potem rodzice przyjeżdżali tu samochodem. Ciocia Irka wiozła syrenką zupę w garnku, którą odgrzewali nad ogniskiem.

Kiedy byłam mała, też tu bywałam. Czasem w wakacje, czasem w ciepłą, letnią sobotę czy niedzielę wsiadaliśmy w malucha i już. 

Na środku rzeki była ptasia wyspa - tak na nią mówiliśmy, bo zawsze pełna była ptaków, rzadko kiedy ktoś zakłócał ich spokój.

Ostatni raz byliśmy tu z Tatą, mamą, J. i małą Marysią, kiedy to było -11-12 lat temu?


Niby blisko, ale daleko. 

Od kilku tygodni myślałam o tym miejscu i kiedy tylko zrobiło się ciepło, a my przyjechaliśmy w rodzinne strony, obraliśmy ten kierunek. A wcześniej spakowaliśmy resztki z wielkanocnego stołu, kanapki, owoce i w drogę. Chłopaki byli tu pierwszy raz. Mania w sumie też, bo tamtego "razu" nie pamięta. 
Bolo zafascynowany Wisłą, moczył łapki w wodzie, chłopcy szukali muszelek, korzeni i siedzieli na malowniczo zwalonym drzewie (tuż przy brzegu). Ja cieszyłam oczy wierzbami, które tak bardzo kojarzą mi się z tymi nadwiślańskimi stronami.
Wystawialiśmy twarze do słońca. Spacerowaliśmy boso po chłodnawym jeszcze piasku. Patrzyliśmy na ptasią wyspę, jakoś dziwnie cichą i pustą. Dobrze było. 

Będziemy tu wracać.

Wielkanocnie


Przed chwilą wyjeżdżaliśmy i już z powrotem jesteśmy w domu... Było bardzo rodzinnie, bardzo pięknie, aż żal wracać! I udało się mało siedzieć za stołem, a dużo ruszać - były rowery, rolki i wypad nad Wisłę!

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozmowa z Moniką Kowaleczko-Szumowską, autorką Gupikowa


Jak to się stało, że zaczęła Pani pisać?


Nie dawały mi spokoju sytuacje, które spotykały mnie na co dzień w domu, komiczne i smutne. Szczególnie te smutne bardzo mnie męczyły. Pisanie jest dla mnie terapią - to, co napiszę jestem w stanie zostawić za sobą.

Interesujący dla wielu jest proces twórczy - jaki ma Pani sposób na pisanie, ulubioną porę, miejsce, jakieś rytuały związane z pisaniem? 

Lubię pisać rano przy moim własnym biurku, kiedy w domu panuje CISZA. To są warunki idealne i trudne do osiągnięcia, więc piszę w różnych okolicznościach: przy stole kuchennym, oganiając się od dzieci, w kawiarni, w hotelu, w samolocie, wszędzie.

Jak domownicy zareagowali na Gupikowo - w końcu, to książka o nich! 

Nie wszyscy byli zachwyceni, ale wszyscy znieśli to dzielnie. Tata z Gupikowa zawsze chciał być bardzo pozytywnym bohaterem i świetlaną postacią… supermanem, więc ta ilustracja z Gupikowa nie bardzo przypadła mu do gustu. Ale muszę powiedzieć, że wszystkie dzieci i mąż wspierają mnie bardzo, niezależnie od tego jak ich przedstawiam. 

Kiedy ukażą się "Wybryki z Ameryki", czyli kontynuacja Gupikowa?

Ze względu na 70-tą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i dwie książki, które na tę rocznicę przygotowuję („Fajna Ferajna” z BIS-em i powieść dla młodzieży „Galop’44” z wydawnictwem Egmont) „Wybryki z Ameryki” pewnie skończę dopiero we wrześniu 2014.

Bardzo jestem ciekawa kolejnych Pani książek - tych o Powstaniu Warszawskim - czy mogłaby Pani uchylić rąbka tajemnicy i w kilku zdaniach powiedzieć coś więcej o tej przygotowanej z myślą o dzieciach? 

„Fajna Ferajna” to zbiór opowiadań o najmłodszych uczestnikach Powstania Warszawskiego. Bohaterami są: dziewięcioletni Jureczek, najmłodszy zaprzysiężony żołnierz AK; Hipek - trzynastoletni harcerz Szarych Szeregów, który służył w drużynie szczurów kanałowych i obsługiwał granatnik; Miki Bandyta - trzynastoletni żydowski chłopiec, który uciekł z bratem z getta i przyłączył się do powstania; Mirek Jajko - dziesięcioletni cwaniak warszawski, który za wszelką cenę chciał walczyć w pierwszej linii; Kazimierz, który był kolporterem; dziesięcioletnia Basia, której wujek przeżył kilka miesięcy po upadku powstania jako jeden z warszawskich Robinsonów; dziesięcioletnia Halusia, która uratowała z Powstania psa i kotka i siedemnastoletnia Jaga, jedna z koleżanek Antka Rozpylacza. Książka znajduje się w katalogu wydawnictwa BIS. 
Być może uda się również zrealizować film dokumentalny z bohaterami Fajnej Ferajny – prace i starania są w toku.

Pamięta Pani swoje ulubione książki z dzieciństwa, ulubionych bohaterów?

Mio mój Mio, Zamek Soria Moria, Chłopcy z Placu Broni.

Ma Pani czworo dzieci, to chyba trudna sztuka połączyć prowadzenie i organizację domu z pracą zawodową i pisaniem? Wiem coś o tym, bo też jestem mamą czwórki dzieci :)

Sama Pani wie najlepiej, jak to jest. Coś trzeba poświęcić. Dzieci i męża nie, ale pisania też nie. A więc porządek, obiad, wypieki, świąteczne detale, mazurki, dekoracje, dopracowane wnętrze. I czasem w rozmowach z dziećmi czy mężem wychodzą te domowe braki i jest mi przykro, że tego nie robię i że dzieci nie wzrastają w domu, gdzie panuje ład i porządek. I mam wyrzuty sumienia. Mnóstwo wyrzutów sumienia. Niestety, coś za coś. Ale wydaje mi się, że najważniejsze sprawy są u nas w domu w porządku i jesteśmy szczęśliwi. Ja na pewno jestem. 

Lubi Pani spotkania z dziećmi i chętnie odwiedza je w szkołach. Co może Pani powiedzieć o małych czytelnikach? Mówi się, że coraz mniej czyta się książek - czy dzieci faktycznie przestają czytać i wolą tv i komputery zamiast książek?

Bardzo lubię moich czytelników i spotkania z nimi. Szanuję ich, liczę się z nimi a czasem się ich obawiam. Ich opinie o Gupikowie traktuję bardzo poważnie. Czasem myślę o moich czytelnikach jak o pracodawcach. 
Jeśli chodzi o to, czy dzieci czytają teraz mniej czy więcej, to myślę, że dzieci są bardzo różne, jedne czytają mało i z trudem, inne więcej. U mnie w domu jest różnie: choć wszyscy lubią czytać, pożeraczem książek zdecydowanie jest Mikołaj. Muszę przyznać, że nie mamy telewizora i uważam, że to była świetna decyzja. 

Jak zachęcać dzieci do czytania?

Żeby dzieci czytały, muszą czytać dorośli, rozmawiać o książkach, fascynować się nimi. Dzieci uwielbiają, kiedy dorośli czytają im książki. Nie zaganiają do czytania, ale czytają z nimi lub rozmawiają po przeczytaniu. Dzieci widzą i czują miłość dorosłych do książek i zarażają się tą pasją. Podejrzewam, że tak jest u pani. Domyślam się, że Franek czyta dużo, bo książki są ważne dla Pani. I pewnie gra, jak każde dziecko i ogląda, bo to normalne, ale czyta. Dzieci muszą mieć czytających rodziców, czytających nauczycieli. Jeśli odeślemy je do komputerów i przed telewizor, nie będą czytać. 
Wydaje mi się też, że kuleje polityka samorządów wobec bibliotek publicznych i szkolnych. Może u Was tego nie widać, ale biblioteki w innych dzielnicach Warszawy nie mają żadnych wolnych środków na zakup nowości wydawniczych. Jedyne środki to kary za przetrzymane książki. Nakłady książek są małe, bo ludzie mało kupują, ale również dlatego, że książek nie kupują biblioteki publiczne. A jeśli nie ma w bibliotece nowych fajnych książek, to po co dzieci mają przychodzić? Pewnie, że będą wolały grać na komputerze.

Dziękuję za rozmowę!

środa, 16 kwietnia 2014

Gupikowo u nas w szkole! Spotkanie z autorką Moniką Kowaleczko-Szumowską


Do szkoły Franka przyjechała Monika Kowaleczko-Szumowska, autorka Gupikowa, książki, która sprawiła, że Franek odkrył w sobie pasję akwarysty. Możliwe, że zamiłowanie do rybek po części przejął w genach. Moją mamę dziwiło, że nie urodziłam się rybą, bo w ciąży ze mną godzinami wpatrywała się w akwarium ;)

Franek odkrył zamiłowanie do akwarystyki, a ja, że całkiem dobrze wychodzi mi czyszczenie akwarium (wkładanie gumowego węża do akwarium, i zasysanie z wyczuciem tak, żeby się nie napić wody...). Tata Franka, choć odgrażał się, że on to nie tknie palcem przy tych rybkach, żebyśmy na niego nie liczyli, bo według niego ten pomysł itd... - co rano jest jedynym żywicielem rybiego towarzystwa i stróżem zapalania i gaszenia światła w akwarium. Bo choć Franek przez rok był naprawdę mocno zaangażowany w nowe hobby, to po tym czasie zdarza mu się już o obowiązkach akwarysty zapominać...

 Więcej na temat naszego prywatnego GUPIKOWA  - TU [KLIK])


Mimo pewnych uciążliwości, nasze rybki bardzo lubimy. I jest smutek wielki w domu, jeśli jakaś odpłynie na oceany niebieskie. Po pierwszym niefortunnym wyrzuceniu martwego rybiego ciałka w odmęty kanalizacji miejskiej, stwierdziliśmy, że to się nie godzi! Druga rybka spoczęła na trawniku przy parkingu. Kolejne już chowane były w doniczce z dzikim winem, co roku cieszącym nasze oczy na balkonie. I wiecie, co? Wyrosły! Przynajmniej chłopaki są o tym przekonani. Bo poza prawowitym właścicielem donicy, czyli winobluszczem, pojawiło się tam coś, co szybko rośnie, ma twardą łodygę i dużo listków! Przesadziliśmy owo "coś" do nowej doniczki i czekamy ... co z niego wyrośnie. Może któregoś dnia, między listkami niczym Calineczka, objawi nam się jedna z naszych eks-rybek w nowym wcieleniu?

Gupikowo to opowieść o rodzinie (2+4!), w której jedno z dzieci bardzo marzy o własnym akwarium. Marysia, dzięki swojemu zaangażowaniu (uzbierała pieniądze) i wsparciu brata Mikołaja, który pertraktacje z rodzicami ma w małym  palcu, cel osiągnęła. W domu pojawiło się akwarium i rybki. A my poznajemy historie z życia wesołej rodziny z rybkami w tle. Jest i smutno (choroby rybek) i radośnie.

W czasie kolejnych wizyt w dzielnicowej bibliotece, Franek męczył panie pytaniem A czy jest już Gupikowo 2? Bo dowiedzieliśmy się, że będzie :) Dodam, że Gupikowo kupione po spotkaniu - z autografem! - zostało przez Franka przeczytane w dwa dni - trzeci raz w ogóle, a samodzielnie po raz drugi. 

Jak było?


W spotkaniu uczestniczyły dwie pierwsze klasy. Jak było? Wesoło i na luzie! Pani Monika ujęła wszystkich bezpośredniością i naturalnością. Każde pytanie było ważne, a odpowiedzi wyczerpujące i z humorem. Poza rozmową na temat samej książki i jej bohaterów (tu uczestnicy wspólnymi siłami doszli do wiedzy, kim jest narrator), dzieci dowiedziały się, jak wygląda sam proces wydawniczy. Było naprawdę interesująco!

Czego boi się autor? Ile czasu pisze się książkę? Czy autor jest zadowolony z każdego napisanego słowa? Jak wyglądają poprawki i po co jest korekta? Pani Monika zaskoczyła uczestników mówiąc, że i autorowi zdarza się strzelić byka!  A po co jest wydawnictwo, czym się zajmuje? Jak wygląda proces od wydrukowania egzemplarza tekstu po gotową książkę, którą bierzemy do rąk w księgarni? Co się dzieje w drukarni? Jak drukuje się strony? Dzieci ze zdziwieniem przyjęły informację, że książki drukowane są na dużych płachtach papieru - miały okazję nawet zobaczyć jedną i dowiedzieć się, że na Gupikowo wystarczą takie trzy - na każdej mieszczą się 32 strony  - na jednym ze zdjęć widać, jak pani Monika ją prezentuje.

Dowiedzieliśmy się też, że w tym roku ukażą się "Wybryki z Ameryki" czyli tak oczekiwane przez Franka Gupikowo 2 oraz dwie książki o Powstaniu Warszawskim - jedna dla dzieci, druga dla dorosłych.


Rozmowa z autorką Gupikowa, panią Moniką Kowaleczko-Szumowską.


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mała świnka, Akumal Ramachander, Stasys Eidrigevicius


Niech tytuł Was nie zmyli. "Mała świnka" nie jest miłą opowiastką o zwierzątku, którą wieczorami czyta się do poduszki. Jeśli nie macie siły na spojrzenie prawdzie w oczy, i rachunek sumienia, tę książkę lepiej omijajcie z daleka. Może zrobić się niewygodnie.

Choć warto ją przeczytać, i obejrzeć. Bardzo warto!
Znający twórczość Stasysa Eidrigeviciusa pewnie wiedzą, że obrazy, które nam serwuje w tej książce, na długo pozostaną pod powiekami.
Treść książki też poruszy, bo ukazuje stosunek człowieka do zwierząt, podwójny stosunek. Z jednej strony - kochamy zwierzęta, opiekujemy się nimi, pozwalamy wylegiwać się na kanapach i fotelach, a z drugiej bezlitośnie mordujemy w rzeźniach. Książka Ramachandera ujawnia człowieczą hipokryzję. 

Ale po kolei. Akumal Ramachander to znany hinduski intelektualista, filozof i wegetarianin. "Mała świnka" to jego pierwsza książka napisana dla dzieci.


W farmie Maryni, na świat przychodzi małą świnka. Ma swoich rodziców i chlewik. Od razu przypada Maryni do gustu - ta zachwyca się nią i udamawia, uczłowiecza. Karmi, kupuje ubranka, wyposaża specjalnie dla świnki wybudowany domek w kolejne mebelki i sprzęty... Uczy grać na instrumentach, kopać piłkę czy jeździć na rowerze. Świnka rośnie. Obserwuje swój mikroświat, widzi, że raz w miesiącu pod farmę podjeżdża furgon i zabiera zwierzęta. Nie wiadomo gdzie, wiadomo tylko, że te wywiezione nigdy już nie wracają... Kiedy furgon podjeżdża pod chlewik rodziców, świnka nie wie, co się dzieje, i choć woła, aby nie zabierać jej rodziców - kierowca z pomocą Maryni ładuje ich do samochodu. Świnka jest zdezorientowana.

Świnka, ta pieszczoszka Maryni zauważa, że stosunek jej opiekunki do niej zmienia. Nie rozumie, dlaczego przestała być kochana... Nie wie też, że Marynia podjęła już decyzję co do jej losu...
Któregoś dnia furgon staje i pod jej domkiem. Świnka zapiera się, jak może, jednak zwabiona podstępem przez Marynię, trafia na pakę... Co się dalej stało, czy mała świnka trafiła tam, skąd się nie wraca? Czy Marynia poniosła konsekwencję swojej zdrady?

Na koniec nie mogę nie napisać o Stasysu Eidrigeviciusu, o którym mówi się "pogodny mądrym smutkiem". Urodzony na Litwie (ojciec był Polakiem, matka Litwinką"od 1980 roku mieszka w Polsce. Malarz, plakacista, ilustrator, twórca happeningów i instalacji. Wielokrotnie nagradzany w Polsce i poza granicami kraju. Jego twórczość łączy wiele wspólnych cech, metafor, i zawsze głęboka refleksja, baśniowość i poetyka. Ten wybitny twórca zainteresował się też fotografią, tworząc niezwykłe zdjęcia - pełne rekwizytów, masek  - w taki sposób zilustrował też "Małą świnkę".


"Mała świnka" to trudna lektura dla dzieci, jednak warto razem ją przeczytać. Trudne też są ilustracje. Jednak dobrze pokazywać dziecku nawet to, co w odbiorze nie jest proste. Warto też przygotować się na podchwytliwe pytania. I wspólnie zastanowić nad kilkoma kwestiami. 


I nie walczyć z dzieckiem, jeśli odmówi zjedzenia kotleta. 



Mała świnka,
Akumal Ramachander,
il.  Stasys Eidrigevicius,

Wydawnictwo Tenten,
1993.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...