O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

środa, 2 kwietnia 2014

Kiedy słyszę Andersen, myślę ... Babcia


Kiedy słyszę Andersen, myślę ... Babcia. Bajki Andersena z ilustracjami Szancera to jedna z książek, które mocno wpisały się w pamięć mojego dzieciństwa. Twarde okładki, kilkanaście bajek z pięknymi ilustracjami, które oglądać i oglądać. Najbardziej pamiętam Ołowianego żołnierzyka, Dzikie łabędzie, Choinkę i oczywiście Calineczkę. I Królową śniegu i Dziewczynkę z zapałkami.

Ale nie pamiętałabym, i nie wpisałyby się te opowieści w moje wspomnienia, gdyby nie Babcia. To ona godzinami mi czytała, wielokrotnie wracając do ulubionych fragmentów. Z przerwami na pokazywanie ilustracji i odpowiadanie na pytania. Ja, mała dziewczynka z warkoczykami, siedziałam obok, przy stole i słuchając - rysowałam. Albo siedziałam na wersalce, z podwiniętymi nogami, wtulona w cudowne babcine miękkości. Słuchałam. Teraz, po latach, te obrazy, chwile, wracają.

Ze zdjęć patrzy na mnie piękna, młoda kobieta, takiej jej nie znałam. Kiedy się spotkałyśmy, była już chora. Ale dla mnie zawsze pełna babcinej życzliwości i miłości.
Nie dziwię się, że po miesiącu chodzenia do przedszkola powiedziałam zdecydowanie NIE! Wolałam poranki i popołudnia spędzać u niej (dziadkowie mieszkali w bloku obok), niż zdobywać pierwszy bastion edukacji.
Moje wspomnienia z przedszkola ograniczają się do trzech: wystraszonych dzieci, ustawionych w kolejce do pani, która stała przy stoliku z długą drewnianą linijką w ręce... Musieliśmy po kolei podchodzić do niej z wyciągniętą ręką - dawała nam w łapy linijką, bo byliśmy niegrzeczni; wyśmiewania przez nasze wychowawczynie chłopca, który nie opanował jeszcze treningu czystości i co jakiś czas zdarzały mu się wpadki; oraz obowiązkowego szczepienia - już po jako jedyna nie dostałam "swojej" strzykawki, bo płakałam..
.
Widzę Babcię w kuchni. Robi knedle z owocami albo jajka na miękko - i jedne i drugie nie miały sobie równych. Zupki, kotleciki... Często wpadałam po jej kanapkę ze świeżym smalcem ze skwarkami, kiedy łapał mnie głód w czasie wielogodzinnych zabaw z dziećmi z osiedla.

To ona wprowadziła mnie w świat książek. Cierpliwie i w kółko czytała mi ukochanego przeze mnie Doktora Dolittle na zmianę z Pucem, Bursztynem i gośćmi, i wszystkie inne książki o zwierzątkach. I baśnie Andersena właśnie. W przerwach między czytaniem grałyśmy, w chińczyka, durnia, warcaby.

Pamiętam Babcię wyszywającą serwetki, zawsze w kwieciste wzory. I Babcię płaczącą z bólu. Przytulałam się do niej i głaskałam po głowie. Co jakiś czas wysyłała mnie do drugiego pokoju po foliową torbę z białymi tabletkami przysyłanymi przez kogoś ze Stanów. Kiedy ból był nie do wytrzymania, bardzo się złościła.

Później Babcia nie wychodziła już z domu. Obserwowała świat przez okno w dużym pokoju. Przez to okno nauczyła mnie rozpoznawać ptaki, oglądałyśmy wróble, kawki, zimą jemiołuszki, sikorki i gile.
Z jej domem kojarzą mi się rośliny na parapecie i barbórki kwitnące przez cały rok. Babcia miała rękę do kwiatów. Mówiła, że jej kwiaty pięknie rosną, bo z kwiatami rozmawia. Pamiętam te rozmowy. Czasem łapię się na tym, że też mówię.

Minęło kilka lat i czasu dla Babci miałam mniej. Bywało, że chowałam się przed dziadkiem na ulicy, żeby nie słyszeć "Zajrzyj do babci, ona czeka..." - wolałam ganiać z rówieśnikami między blokami.
Potem Babcia zamieszkała z nami. Kiedy ja - nastolatka - oglądałam w tv koncerty m.in. z Jarocina, wpadała do pokoju, stawała za mną i wymachując laską wykrzykiwała, co myśli na temat współczesnych artystów. I różnie bywało między nami.

A potem Babcia odeszła.
Ostatnie wspomnienie, to Ona w szpitalu. Malutka i pomarszczona jak jabłuszko. Bezbronna, oddzielona od nas ścianą niepamięci. I te chwile, kiedy z Tatą zawieźliśmy ubrania. Pozwolono nam wejść, pożegnać się. Ostatni raz wtedy pogłaskałam Babcię po ręce.

***

Już po Jej śmierci pamiętam jeden wieczór. Kiedy tak bardzo zatęskniłam za Nią. I za chwilę niemal fizycznie poczułam jej obecność. A za oknem wisiał niemożliwie wielki księżyc. Nigdy potem takiego nie widziałam...



patrzę w niebo
i myślę
nim zasnę
że Ty pewnie jesteś
na tym księżycu
wiszącym
nad miastem

jest późna noc
pewnie już śpisz
tam w Niebie

lecz ja nie mogę
czekać do rana
chodź
przytul mnie
nie chcę
być sama

***


Kiedy słyszę Andersen, myślę ... Babcia. Dzisiaj, 2 kwietnia w Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci, ustanowiony w dzień urodzin Andersena, myślę o Niej szczególnie.
Wieczorem wrócimy do Ołowianego żołnierzyka i Dzikich łabędzi. Bo Baśnie Andersena, z mojego dzieciństwa, ciągle stoją na półce w moim domu.

8 komentarzy:

  1. Bardzo ładny, wzruszający tekst...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień książki....nie wiedziałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... był! Choć dla mnie to święto trwa przez cały rok :)

      Usuń
  3. Mądra, ciepła Babica powinna być młodym Polakom gwarantowana przez Konstytucję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, Mądry i aktywny wnuczkowo Dziadek też mógłby być dołączany w pakiecie :) Taki budujący domki na drzewie i prowadzający wnuki na podróżnicze ekspedycje :)

      Usuń
  4. Tak... ja też miałam Kochaną Babcię. Nie czytała mi co prawda, wolała opowiadać... Czasem myślę, jaką ja będę babcią.. Chyba CZYTAJĄCĄ :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcia opowiadająca to też Skarb! Szkoda tylko, że tyle z tych opowieści ginie w zakamarkach pamięci...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...