O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Psi przyjaciele. Niezwykłe psie historie, Renata Piątkowska, il. Katarzyna Bukiert

Zawsze lubiłam książki o zwierzętach, uważni czytelnicy Maków pewnie już to wiedzą. Moje dzieci nie mają aż takiego fioła na punkcie "książeczek o zwierzątkach", jak ich mama w zamierzchłych czasach ;), ale też chętnie słuchają, i przede wszystkim bardzo lubią wszystko, co się rusza! Zimą dokarmiamy ptaki, latem uważnie lustrujemy krzaki, czy aby jakieś małe i skrzydlate nie potrzebuje pomocy (kiedyś przygarnęliśmy takie chuchro, które wypadło z gniazda, a potem odstawiliśmy do ptasiego azylu, gdzie obiecano, że wyleczą, odkarmią i puszczą na wolność), dokarmiamy bezdomne koty i psy, a kilka bezpańskich  psów, dzięki naszej interwencji, znalazło nowy dom.

Dlatego książka Renaty Piątkowskiej trafiła u nas na wyjątkowo podatny grunt. I przyjęła się z miejsca - w serduszkach i wyobraźni chłopaków! A ja, w co bardziej wzruszających momentach zawieszałam głos i dyskretnie wycierałam łzy z oczu... No bo te historie wzruszają, a czasem wręcz łapią za gardło!

Psy, wiadomo, najlepsi przyjaciele człowieka, wierne i mądre, kochające miłością bezwarunkową, czasem tak wielką, że są w stanie dokonać rzeczy heroicznych. Psi bohaterowie to prawdziwi bohaterowie - ratują ludzi spod górskich lawin, własnym ciałem ogrzewają zagubione w lesie dzieci, są oczami niewidomych, potrafią obronić swoją panią w krytycznej sytuacji, a kiedy tracą opiekuna wiernie trwają na posterunku, bo a nuż ukochany pan wróci, nie pozostawiają też kumpli w potrzebie, a jak trzeba to i wyliżą ich rany... I jak tu ich nie kochać?

Renata Piątkowska nie epatuje wzniosłymi hasłami, unika patosu. Opowiada psie historie w sposób zwyczajny, powściągliwy, dzięki czemu jeszcze bardziej poruszają. I sprawiają, że z jeszcze większym szacunkiem patrzymy na czworonożnych przyjaciół!


Dziękujemy Wydawnictwu BIS za przesłanie książki do recenzji.

Psi przyjaciele. Niezwykłe psie historie,
Renata Piątkowska,
 il. Katarzyna Bukiert,

Wydawnictwo BIS,
2014.

piątek, 27 czerwca 2014

Migawki [historia zasłyszana w autobusie]





Godziny szczytu. Jedno miejsce wolne, na końcu autobusu, blisko drzwi, którymi wsiadłam. Na siedzeniu torba z butelkami z piwem, obok mężczyzna, ogolona głowa, koszulka kibica. Powoli zdejmował reklamówkę po moim "Czy można usiąść?". Jedziemy. On patrzy w okno. Ja czytam. Dziewczyna obok też. Przystanek, nowe twarze, poruszenie, jakiś młody człowiek usiadł blisko nas. Cisza. Nagle odezwał się ten obok mnie.

- Przepraszam, że zapytam, ale czy pan, czy też... - umknęły mi słowa, czytałam dalej. Zaczęli rozmowę, najpierw kulawo, potem dyskusja przemieniła się w opowieść. Bo i on i tamten, byli w wojsku. Jeździli na misje pokojowe. Nie chciałam podsłuchiwać, ale siedziałam ramię w ramię. Słyszałam. Potem już słuchałam.

- Misja pokojowa... To jakaś kpina. To wojna...Tu nic nie wiedzą, to co pokazują w telewizji to jakaś k... bzdura, nie mają pojęcia. Jak tam jest, co tam się k... dzieje... Gdzie byłeś? Ja w Afganistanie i w ... Dziennikarze pokazują coś, co nie ma nic wspólnego z prawdą....Gdybym mógł cofnąć czas, nie pojechałbym, ale zrobiłem to. Dla rodziny. Ustawiłem ich, kupiłem dom, dla nich to wszystko. Mam dwóch synków i córunię, jest najmłodsza. A sam... Mnie już nie ma. Ja mam mózg sklepany... Ja... Urodziło mi się dziecko, syn, malutki był, jak pojechałem pierwszy raz. I tam widziałem takie rzeczy... takie rzeczy... jak dzieci umierały, dzieci w wieku mojego... to jakby on umierał... Jakby jego... Ja to widziałem. ..To najgorsze, co może być.... - głos mu się łamał. Potem była cisza. Na oddech. Jeden, drugi. Łyk piwa.

Chciał mówić, nie przeszkadzali mu słuchacze. Młody człowiek wciągnął się w rozmowę.

- Rozumiem, wiem... Kiedy wracałem, siadałem na rower i jechałem, przez kilka godzin, do skrajnego zmęczenia. Gdzieś przed siebie. Byle jechać, byle się tak umordować, żeby nie mieć siły na nic. A kiedy wracałem, malowałem, rzeźbiłem, taką pracownię sobie zrobiłem przy domu, żeby wyrzucić z siebie wszystkie emocje.

- Zostawili nas. Jesteśmy sami. Nie mamy psychologa, psychiatry. Półtora roku każą czekać. Chodzę prywatnie, inaczej nie dałbym rady. Budzę się w nocy, noce są najgorsze... budzę się i krzyczę... wyję jak zwierzę, rozumiesz?... Jak zwierzę... Moja kochana żona, jest taka piękna i kochanieńka, dziękuje Bogu, że ją mam... Powiedziała mi kiedyś, że mi współczuje, wiesz, tak powiedziała... Podziękowałem jej, ale nie tak jak myślisz, ja naprawdę jestem jej wdzięczny, bo ona się stara zrozumieć... Jest przy mnie... Mam rodzinę, to mnie trzyma, ale czasami mam takie myśli... Jestem na emeryturze, ale dorabiam, bo z tamtych pieniędzy już nic nie ma, jest dom, działka... Chcesz piwa? Masz, napij się... Ja, wiesz, nie daję rady... w nocy jest najgorzej... krzyczę, budzę się... Wyjeżdżało nas po sześciu na patrole, a wracało trzech... wiesz... moi kumple umierali mi na rękach...Tego nie widać w telewizji...Ja się już do niczego nie nadaję, to co widziałem... To piekło... Byle przetrwać kolejny dzień. Biorę leki, jakoś jest... Przyjdę do domu, wypiję piwo, zdrzemnę się, coś porobię, a potem znowu będzie noc...

***

Kiedy wysiadał, spojrzał na mnie.
- Piękne książki pani czyta. Czy pani jest nauczycielką? - zaskoczył mnie. Przeglądałam książki dla dzieci.
- Nie... mamą - odpowiedziałam.
- A ja tatą. Do widzenia!

czwartek, 26 czerwca 2014

Trzy książki kucharskie w Giverny

fot. Smak miłości, Agnieszka Maciąg

Początek lata pachnie truskawkami. W domu jemy truskawki na potęgę, robimy koktajle, domowe lody i ciasta z truskawkami, bo ten czas tak krótko trwa i zaraz ich nie będzie. Czy można najeść się na zapas? Na zimę też coś zostanie, w garnku gotują się truskawki z dodatkami, które później trafiają do słoiczków. A książki kucharskie leżą w różnych miejscach, oglądamy zdjęcia, szukamy przepisów na truskawkowe śniadania, ciasta i przetwory, porównujemy... Będzie więc o ostatnio ulubionych książkach kucharskich

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Niektóre dzieci


Duże dzieci nie rysują laurek, nie piszą wierszy. Zamiast "wszystkiego najlepszego" przez telefon czy wspólnie wypitego piwa - przeglądają chwile zapisane pod powiekami. Żeby nie zapomnieć.

Duże dzieci, zamiast rysować laurkę, zapalają znicz, a między "Ojcze nasz" i "Wieczne odpoczywanie" wplatają "tęsknię. dziękuję".

Duże dzieci zbierają sny.

***


Puste mieszkanie, w którym znalazłyśmy się z mamą, miało białe ściany. I jedne drzwi, zamknięte. Otworzyłam je. Leżał na stole, jak na katafalku, okryty kołdrą. Popękane i zaczerwienione usta, i spojrzenie, które nie widziało. 
Zakrzątnęłyśmy się, zwilżenie ust, poprawianie kołdry, wygładzenie poduszki, przytulenie dłoni.
Pełne euforii, bo oto jest, choć miało Go nie być. Świadomość odejścia kogoś najbliższego jest tak mocna, że wwierca się w sen. Ale widzisz, on JEST. Teraz, w tym momencie.

Podniosłam głowę. Na ścianie, przed chwilą jeszcze pustej, pojawił się duży ekran. Monitor błysnął, niewidzialna ręka zrobiła "pstryk".

Zobaczyłam drzewa i prostą drogę, rozcinającą las na pół. W dole ekranu pojawiła się głowa, za chwilę wyłoniła cała postać idąca przed siebie, tyłem do nas, coraz bardziej wypełniająca sobą ekran monitora. 

Ubrany w szary szlafrok, w którym chodził, kiedy nie znaliśmy jeszcze chorób i całkiem niedawno, kiedy nic nie było już takie, jak wcześniej. Na stopach miał kapcie, beżowo-brązowe z dwoma czerwonymi serduszkami - J. kupił mu je w Tesco, po drodze do Centrum Onkologii. 

Zatrzymał się. Odwrócił. Popatrzyliśmy na siebie. Jedna chwila.


Powoli ruszył dalej. 

Każdy krok, tam. Dalej od nas.
Jego sylwetka robiła się coraz mniejsza i mniejsza.

Do zobaczenia!


***
OKRUCHY

niedziela, 22 czerwca 2014

Nasze okładki czyli kreatywne zabawy z książką i aparatem :)


Endo wymyśliło fantastyczny konkurs - zdjęcie dziecka w kreatywnej aranżacji imitującej okładkę wybranej książki. Pomysłów mieliśmy mnóstwo i zabawy też - miały być Jaśki, ale zabrakło akcesoriów. Jednak i bez Jaśków bawiliśmy się świetnie - wyszukiwanie okładek, które możemy przedstawić, wybieranie ubrań, wycinanie śladów stóp, malowanie, potem pozowanie do zdjęć - każdy miał swoje zadanie. Było bardzo kreatywnie - zabawa na tyle spodobała się dzieciakom, że już nie potrzebne nam konkursy, aby raz na jakiś czas stworzyć swoją okładkę do ulubionej książki :)

Tsatsiki - to jedna z ulubionych książek Franka, dlatego ochoczo wcielił się w rolę. A ja dopiero teraz zauważyłam, że na Makach o Tsatsikim ani słowa! Błąd, wielki błąd!
Zobaczcie, co nam wyszło :)

 Szary chłopiec TU

niedziela, 15 czerwca 2014

Słodkie abecadło, Jerzy Bielunas, oprac. graf. Grażka Lange


Szczerze? Nie podoba mi się. No nie, i już.

Tekstem "Słodkiego abecadła" są słowa piosenki śpiewanej przez Małe Wu Wu. Zamiast ilustracji - zdjęcia dzieci z papierowymi planszami albo w papierowych workach, na których narysowane są literki. Na kolejnych rozkładówkach słowa tekstu dzielone na sylaby, krótkie zdania. Mało czytelne. Pisane dużą, wyboldowaną czcionką, na niektórych stronach tych czcionek jest kilka - miszmasz, trzeba mocno się skupić, by wychwycić poszczególne słowa.

Dzieci kojarzą treści z obrazem, tu nie ma tego punktu zaczepienia. Ilustracje sobie, tekst sobie - nie widzę czytelnej łączności, spójności. Dziecko, które ma się oswoić z literami alfabetu będzie miało problem, bo te literki na zdjęciach nie wszędzie są wyraźne (zdjęcia robione są pod różnym kątem).
W tekście słowa na omawianą literkę pisane są z dużej litery, także w środku zdania - co może wprowadzić zamieszanie dla uczących się zasad pisowni dzieciaków (eF- Figi, Gie -Groszki-Grylażowe jak Guziki).

Zmęczyło mnie to "Słodkie abecadło". A chłopaki? Zerknęli i wybrali inne książki do oglądania, czytania.


Za przesłanie książki do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Dwie Siostry.

Słodkie abecadło,
Jerzy Bielunas,
oprac. graf. Grażka Lange,

Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014.

piątek, 13 czerwca 2014

Tam, gdzie żyją dzikie stwory, Maurice Sendak


Na tę książkę w Polsce czekano długo (51 lat!), a kiedy już poszło w eter, że będzie (!), wydana przez Dwie Siostry, oczekiwano jej z niecierpliwością. Bo to książka, która zrobiła swego czasu duże zamieszanie i miała duży wpływ na piszących i ilustrujących książki dla dzieci. 
Byłam jej ciekawa, ale kiedy w biegu złapałam ją w ręce - okładka mnie nie zachwyciła, a że czasu nie miałam na uważne przeglądanie - sięgnęłam po Tellegena (o którym pewnie też niebawem). Dodam, że nie znałam wcześniej oryginału.

Kiedy jednak dzikie stwory zaskrobały pazurami do drzwi mojego domu - poświęciłam im znacznie więcej uwagi. Obejrzałam i zaraz przeczytałam i obejrzałam i przeczytałam i zabrałam do pracy - 50 minut w autobusie to jest coś!
I cóż mogę powiedzieć? Że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia? Zdarza się. Że od drugiego? Tak, takie związki bywają ponoć silniejsze:) Bo, że pokochałam te stwory i ich dzikie harce to fakt. I tę kreskę, która na początku do mnie nie przemówiła - dzisiaj nie mam zupełnie pojęcia, dlaczego.

Kilkuletni Max, który bawi się w przebraniu wilka, jest niegrzeczny, czym naraża się na gniew mamy. Ta odsyła go do pokoju, bez kolacji. Tu Max zamiast ochłonąć, dalej się złości i wścieka i na tej fali daje ponieść się wyobraźni... Znacie to odgrażanie się w duchu: ja wam pokażę! jak zostanę ...to zrobię....! W pokoju z wyobraźni chłopca wyrasta las, Max wsiada do łódki i płynie przez dzień i noc.... do krainy, w której żyją dzikie stwory. Dzikie stwory, choć straszne z wyglądu, szybko okazują się łagodne - dzieci nim zdążą się wystraszyć, już je polubią! Max zostaje królem dzikich stworów, bo udaje mu się okiełznać je magiczną sztuczką - wpatrując się bez mrugania w ich żółte ślepia! Chłopiec daje upust emocjom - zabawom, wrzaskom i harcom nie ma końca, jednak przychodzi taka chwila, kiedy chłopczyk ma już dość, a stwory nadal nie, więc - jak wcześniej jego mama - odsyła wszystkie do łóżka bez kolacji! Czuje się samotny, tęskni za kimś kto go kocha ponad wszystko... Postanawia wrócić do domu, gdzie na stoliku czeka ciepła jeszcze kolacja....

Sendak daje prawo dzieciom do złości, do "niegrzecznych" zachowań, bo to naturalne emocje. Aż trudno dzisiaj w to uwierzyć, ale książka, po ukazaniu się w Stanach (1963 rok), wywołała wiele kontrowersji: raz, że treści wywrotowe (matka , która karze dziecko, dzikie emocje dziecka, a przecież dziecko ma być posłuszne i "grzeczne"); dwa, że ilustracje zamiast słodkie i disneyowskie - takie straaaaszne :)  Dzisiaj, aż takich kontrowersji nie wywołuje.
Tekstu tu mało,  jednak dzieje się dużo - każda strona przykuwa uwagę, ilustracje wybiegają poza tekst. Poza tekst i ilustracje może też wybiegać interpretacja książki. Można oglądać i oglądać i zawsze coś wychwyci się nowego. 

Lektura zdecydowanie obowiązkowa.
Nie tylko dla dzieci. Dla rodziców też.

Za przesłanie książki do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Dwie Siostry.


Tam, gdzie żyją dzikie stwory, 
Maurice Sendak, 
tłumaczenie Jadwiga Jędryas,
Wydawnictwo Dwie Siostry,
2014.

wtorek, 10 czerwca 2014

Łukasz i kostur czarownicy, Piotr Patykiewicz


Zaczyna się zwyczajnie. Łukasz Borowik, trochę znudzony dwunastolatek dowiaduje się, że wymarzonych wakacji nie będzie. Ojciec awansował i zamiast na urlop do Chorwacji (długo planowany i wymarzony przez całą rodzinę) musi jechać na szkolenie. Jakby tego było mało, mama trafia do szpitala z atakiem wyrostka i po operacji musi tam trochę pozostać. Rodzice podejmują decyzję o wysłaniu chłopaka na dwa tygodnie do ciotki Wandy, mieszkającej w podgórskim miasteczku. Ciotki, która ma chyba ze sto dwadzieścia lat, nie ma internetu, telefonu ani telewizora, i jak się okazuje na miejscu  łazienki i elektryczności też...Za to ma kota Alchemika i kilka niespodzianek w zanadrzu!

Ze strony na stronę robi się coraz ciekawiej. Zetknięcie dziecka XXI wieku ze światem zatrzymanym dziesiątki lat temu, bez mediów, wypada niezwykle ciekawie. Jednak okazuje się, że i bez internetu i TV i innych gadżetów można żyć. A nawet żyje się całkiem ciekawie. A jeszcze jak ciotka okaże się...

Jak zmienił się Łukasz we niespełna dwa tygodnie? Czego dowiedział się o sobie, czego nauczył? Dla Łukasza pobyt w górach był  swoistą męską inicjacją, z chłopca stał się  odważnym młodym człowiekiem, przyjacielskim, opiekuńczym. Musiał podejmować trudne decyzje. Dzięki niemu poznana dziewczyna - Julka, wychowywana przez ojca alkoholika i brata Irka, zyskała nie tylko powiernika i przyjaciela, ale wsparcie, nadzieję i impuls do działania, które były jej potrzebne.

Ekscentryczna i mądra ciotka Wanda, dobrze nakreślone i wiarygodne postaci, wartka akcja - to wszystko sprawia, że książę dobrze się czyta. Dużo tu tajemnic do rozsupłania, dużo magii i fantastyki (golemy, czarownice, magicznej krainy, i walka - mrożąca krew w żyłach - o przetrwanie).  To książka w sam raz na wakacyjne wojaże dla dzieci w wieku 8-13 lat, choć i starsi dobrze się przy niej bawią, czego dowodem jestem choćby ja :) Choć nie lubię fantastyki, a magia od czasów Harrego Pottera jest moim zdaniem mocno wyeksploatowana -  Łukasza czytała się z przyjemnością.

 ***

Przy okazji nie mogę nie wspomnieć o innej książce, a konkretnie o "Czarownicy piętro niżej" - obydwie zbudowane są na podobnym szkielecie - nastolatek/nastolatka których nie można odciągnąć od komputera/telewizora, zmienione z różnych powodów plany wakacyjne (awans ojca/ przedwczesne narodziny siostry i pobyt dziecka w inkubatorze), wyjazd do starszej ciotki/ciabci, konflikt z lokalnymi typkami, wyzwania, magiczne prawa i krainy -  dużo fantastyki i magii...


Łukasz i kostur czarownicy, 
Piotr Patykiewicz,
Wydawnictwo Bis, 
2012 r.

wtorek, 3 czerwca 2014

Pożyczalscy idą w świat, Mary Norton, il. Emilia Dziubak


Lubimy książki, które wciągają. Sprawiają, że nie sposób się od nich oderwać. Że się o nich myśli i zastanawia. Co dalej będzie? Jak to się potoczy? I choć dużo stron, to za szybko się je czyta. A kiedy ostatnia strona zbliża się nieubłaganie, robi się żal, bo nieuchronnie zbliża się rozstanie...

Pożyczalscy właśnie tacy są. Mało tego - nie dość, że treść ciekawi, to jeszcze okazuje się, że poza wyobraźnią autorki, coś w tym jest. Już pierwszy tom - Kłopoty rodu Pożyczalskich-  dał mi do myślenia. Tom drugi utwierdził mnie w przekonaniu, że faktycznie - bohaterom udało się, ocaleli i najprawdopodobniej rozprzestrzenili się, wiodąc swoje życie w ukryciu...
Bo Pożyczalscy, zapewniam, są wśród nas! I nawet u nas ... w domu! Co mnie dziwi, bo nie powinno ich tu być, bo co jak co, ale spokojnie i przewidywalnie to u nas nie jest! Gustują głównie w skarpetkach, ale i akcesoria piórnikowe Franka też są im potrzebne. Nie wiem, rysują po nocach czy co??? Pożyczają też bez opamiętania klocki, małe elementy od zabawek, no i małe łyżeczki...Tata ma o to do nich największy żal - znikanie małych łyżeczek to u nas prawdziwy problem, nawet większy niż skarpetek! Jak już to ustaliliśmy - przejdźmy do samej książki, opowieści o malutkich ludziach.

Pożyczalscy, których znamy już z 1 cz. to (...) malutkie istotki, całkiem podobne do ludzi, żyjące własnym tajemniczym życiem pod podłogą lub za boazerią w cichych starych domach (...) Rodzina, z którą się stykamy składa się z mamy - Dominiki, istoty delikatnej, nieco bojaźliwej, przywiązującej dużą wagę do własnego wizerunku i wizerunku rodziny, zaradnego ojca Strączka, który na wszystko znajduje jakiś sposób i ich córki Arietty, dziewczynki ciekawej świata i znudzonej przebywaniem przez całe swoje życie pod podłogą zamieszkiwanego przez nich domu... 

W pierwszej części poznaliśmy rodzinę Pożyczalskich, stacjonującą w jednym z angielskich domów. Jednak choć mali ludzie starali się być niewidzialni dla ludzi, to zostali zauważeni i wiadomo co... Musieli uciekać! Szybko i w popłochu. Tak naprawdę, to nie wiedzieliśmy, czy przeżyli, jednak drugi tom nas uspokoił i ucieszył. Udało się! Uciekli.I musieli poradzić sobie na dworze, zdani na siebie. Wyżywić się i gdzieś zakotwiczyć. Ich podróż na łąkę, pełną niebezpieczeństw i pionierskie zdobywanie terenu, zagospodarowywanie się i urządzanie czyta się wyśmienicie! Z zapartym tchem. Co było dalej - nie zdradzę, a działo się dużo! Zdecydowanie polecamy, bo to lektura pierwszej klasy, do delektowania się, no ale to Mary Norton.

Tekst wspaniale dopełniają ilustracje Emilii Dziubak - gęste, bajkowe, nasycone głębokimi kolorami. Można oglądać i oglądać i ciągle mało! Książka jest też przepięknie wydana - od okładki przez każdą stronę aż do końca! Miło ją mieć!

Za przesłanie książki do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Dwie Siostry.
Pożyczalscy idą w świat,
Mary Norton, 
il. Emilia Dziubak
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2014.

niedziela, 1 czerwca 2014

Wyprawa kolejką wąskotorową czyli atrakcje na Dzień Dziecka


28 km czystej radości z finałem na pięknej, leśnej polanie. Tak jednym zdaniem można określić nasz sobotni wypad kolejką wąskotorową z Piaseczna. Czynnych, zabytkowych kolei w Polsce jest dwie - jedna to właśnie Piaseczyńsko-Grójecka Kolej Wąskotorowa. Szerokość torów 1000 mm. Trasa, którą entuzjaści kolei przemierzają w ramach turystycznej trasy to 28 km: start w Piasecznie (ul. Sienkiewicza 14), w Tarczynie krótki postój na przestawienie ciuchci i powrót z trzygodzinną przerwą - piknikiem na pięknej polanie w Runowie, gdzie czeka na jadących catering, ognisko, sprzęt sportowy i przejazdy drezyną.

Zamiast w pośpiechu kupować kolejne zabawki na Dzień Dziecka, w tym roku, za obopólną zgodą (na linii dzieci-rodzice) postawiliśmy na wspólny wyjazd. I to był strzał w dziesiątkę. 
Sympatyczna obsługa kolejki, balony w przedziałach, rozdawanie krówek w pociągu wprost z wiklinowego kosza, opowieści kierownika pociągu - od pierwszych chwil atmosfera była piknikowa! A na polanie mogło być już tylko lepiej. 

Przyznam, że trochę przerażała mnie myśl takiego grupowego piknikowania, bo nie lubię tłumów i spędów, jednak polana była tak duża, że towarzystwo rozeszło się - każdy w swoją stronę i  nie było czuć, że na polanie jest ok. 150 osób. Były konkursy i konsumowanie co kto tam w koszyku piknikowym przywiózł, było też ognisko i pieczenie kiełbasek.

 Chłopakom bardzo spodobało się jeżdżenie drezynami [TU]: spalinową i ręczną. Staliśmy karnie w kolejce, jednej, drugiej, ale warto było dla tych śmiechów w trakcie przejażdżki :) Wspaniałe jest to, że znalazła się grupa młodych osób, z pasją, którym się chce - sami budują pojazdy szynowe od zera (ta, którą jechaliśmy zrobiona była ze szkolnych ławek!). 

Prawie każdy mały chłopiec ma kolejkę elektryczną (...)Chłopcy rosną, zabawki się zmieniają. (...) Ale nie zawsze. Bywa, że zabawki nie idą w kąt. Rosną z nami. Do monstrualnych rozmiarów. I gdy zobaczysz chłopca - ups, już nie chłopca - gościa w odblaskowej kamizelce, z wystruganym w garażu pojazdem szynowym, diagnoza może być tylko jedna. Drezyniarz - tak piszą o sobie na stronie internetowej.

Na koniec imprezy przyjechał wóz strażacki i się zaczęło! Normalnie Woodstock 2014, tyle że nie w błocie, a w pianie!

Polecamy Kolejkę Piaseczno [TU]- fajny pomysł na sobotni czy niedzielny wypad z dziećmi.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...