O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

czwartek, 18 grudnia 2014

Rodzice, jak to u Was jest?


A ja dzisiaj nietypowo, bo w ramach projektu Przygody z książką, ale bez książki ;) Za to z pytaniem do rodziców, przede wszystkim rodziców więcej niż jednego dziecka. O techniczną stronę czytania.


Jak czytacie? Indywidualnie, najpierw najmłodszemu, potem starszemu, itd? Czy grupowo, hurtem, za jednym zamachem. Bez podziału na wiek?

Lubię czytać, ale czas zamiast rozciągać się - kurczy. Takie mam wrażenie. Pobudka przed świtem, praca, odbieranie dzieci z przedszkola, szkoły, dom. W najlepszym wypadku jest 17. W te gorsze dni zdarza nam się docierać do domu później. Potem domowe i szkolne historie... Co będę pisać, każdy wie. Do łóżka docieramy przed 21. Na czytanie.

Czytam grupowo. Raz książki dla starszego (prawie 9 lat), raz dla młodszych (5.5)
Młodsze chłopaki słuchają, jeśli  książka jest z tych trudniejszych i czegoś nie rozumieją - dopytują, domagają się wracania do wcześniejszych stron, a czasem puszczają treść książki mimo uszu... Książki z półki Franka mogą być dla nich za trudne ze względu na treść, słownictwo, ciężar historii itd. - ale nie jest to wielkim problemem. Może różnica wieku - te 3-4 lata to na tym etapie nie jest aż tak dużo?

Historie, które wciągnęły nas po uszy jak Kura - fascynowały wszystkich równie mocno, bez względu na wiek. Antek i Staś pewnie nie wyłapali tylu smaczków, co Franek, ale ...  słuchali z wypiekami! I Kura wracała w rozmowach, pytaniach. Kura, Barnaba, ale też lżejszy Mikołajek, Longin czy Jaśki to lektury dla starszych czytelników! Bo dłuuuugie i poruszające problemy pięciolatkom obce. Jednak patrząc na odbiór - było dobrze. Ale i tak do tych najpiękniejszych książek pewnie za kilka lat wrócimy, żeby pełniej przeżyli te historie.

plusy - młodsi mają jak na swój wiek bogate słownictwo, i różnorodne zainteresowania, zaskakują wiedzą w różnych dziedzinach - co można przypisać zarówno posiadaniu starszego rodzeństwa, ale też - jak sądzę - słuchaniu książek, wybiegających treścią poza ich "widełki wiekowe". 
Starszy, jak jest znudzony książkami dla kilkulatków (co nie zdarza się często!) - sięga po coś swojego i podczytuje sobie równolegle, jednym uchem słuchając tego, co czytam Antkowi i Stasiowi. 

Czy takie czytanie ma minusy? 

Zastanawiam się, czy słuchając za trudnych lektur nie zniechęcam ich do czytania - ale póki co nie zauważam, żeby tak było. Czy nie zarzucam im zbyt ciężkiego plecaczka na plecy, sięgając po lektury nie dostosowane do ich wrażliwości i etapu rozwoju emocjonalnego czy intelektualnego? 
Takie myśli przelatują mi przez głowę, kiedy rozmawiam z rodzicami czytającymi indywidualnie. Ja nie mam na to czasu, no bo jak, kiedy? Ale zresztą też nie widzę, aby u nas to był problem. Po co więc o tym piszę? Z ciekawości, jak radzą sobie inni ;)

Jak jest u Was - czy znajdujecie czas na czytanie indywidualne czy czytacie za jednym zamachem - wszystkim dzieciom? Widzicie tego minusy, dostrzegacie plusy? Jak dobieracie lektury czytając kilkorgu dzieciom w różnym wieku? Jakie macie spostrzeżenia?


Wpis w ramach projektu: Przygoda z książką (tu: jakie blogi biorą udział w projekcie)


5 komentarzy:

  1. Temat rzeka. Ja mam w domu dwójkę do czytania (córka - 7,5, syn - 5 lat) i ku mojemu rozgoryczeniu z roku na rok coraz mniej czasu na czytanie. Dlatego wieczorna lektura jest zawsze wspólna. Szczęśliwie różnica wieku między dziećmi jest taka, że całkiem dużo książek interesuje oboje. Staram się nie przyspieszać zbytnio wprowadzania lektur dla starszych dzieci. Jest tyle świetnych książek dla młodszych, że nie chcę, żeby zbyt szybko z nich wyrosły. Natomiast efekt wspólnego czytania jest taki, że z młodszym niestety dużo rzadziej czytam książki, które ze starszą czytałyśmy wielokrotnie. Czasami zaczynamy wspólne czytanie takiej książki dla młodszych dzieci i widzę, że córkę nudzi, a czytanie ze skaczącą dookoła znudzoną słuchaczką to nie to, o co w tym wszystkim chodzi. Poza tym starsza oczywiście czyta już sama, ale staram się też, żebyśmy zawsze miały w czytaniu jakąś wspólną lekturę tylko dla niej. Do wspólnego czytania zostawiam książki niosące treści, które warto skomentować lub o nich porozmawiać, a także te, które ze względu np. na język lub objętość mogą zniechęcać do samodzielnego czytania. Ostatnio czytałyśmy razem Madikę, teraz "Kiedy ŚM spadł z nieba". Tylko niestety taka lektura zwykle bardzo się rozwleka w czasie, bo nie udaje nam się codziennie czytać tylko we dwie. Czasami mam wątpliwości, czy nie wpływa to negatywnie na odbiór treści, ale inaczej nie wychodzi. Zdarza się, że coś, co wybrałam do czytania tylko ze starszą, wciąga młodszego i wtedy już czytamy we trójkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Natomiast efekt wspólnego czytania jest taki, że z młodszym niestety dużo rzadziej czytam książki, które ze starszą czytałyśmy wielokrotnie. " - mam tak samo! Z córką i starszym synem czytaliśmy baśnie Andersena i inne, a młodszym chłopakom nie i nie tak wcale niedawno okazało się, że wielu znanych powszechnie bajek... nie znają! Trzeba było uzupełniać braki ;)

      Usuń
  2. Czytam za jednym zamachem. Moje dzieciaki mają 9 (córka) i 6 lat (syn), ale nie znalazłabym tyle czasu, żeby im dzielić lektury. Zresztą pewnie i tak by podsłuchiwały. Plusem jest to, że nie mamy podziałów na literaturę pod względem płci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie dzielę literatury czytanej ze względu na płeć, choć czytam 3 chłopakom (córka czyta sobie sama od ładnych kilku lat ;))Jak coś mi się spodoba - pożyczam, bo ostatnio głównie bazujemy na książkach z biblioteki. Chłopakom absolutnie nie przeszkadzają główne bohaterki, z taką samą ciekawością słuchają.

      Usuń
    2. Ja też nigdy nie dzieliłam lektur ze względu na płeć, ale ostatnio widzę, że mój syn jednak z większą uwagą śledzi losy chłopięcych bohaterów i np. moja delikatna sugestia, żeby wpisał do listu do ŚM nowy zbiór opowieści o Basi, została zdecydowanie odrzucona. Natomiast nie zaobserwowałam, żeby córce przeszkadzało, że głównym bohaterem jakiejś książki jest chłopiec. Zastanawiam się, czy perypetie chłopięcych bohaterów są mimo wszystko bardziej frapujące niż dziewczęcych, czy może mój syn ma silną potrzebę "męskich" historii, bo jest wychowywany w silnie sfeminizowanym środowisku. Poza tatą - same kobiety i ich spojrzenie na życie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...