O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

sobota, 31 stycznia 2015

Abecadlik. Wierszyki o literkach, Ewa Kozyra-Pawlak


Franek czyta pięknie - odpowiednio intonując zdania, modulując głos, z ekspresją i emocjami. Antek ze Stasiem długo nie interesowali się literkami, czasem od niechcenia któryś rzucił okiem, potem pokazywali palcem i pytali - jaka to literka, a tu? - i nagle jak ruszyli z kopyta... 

sobota, 24 stycznia 2015

Zatrzymać czas i pamięć

Dawno temu, kiedy tu mieszkałam, za Bursą powtarzałam "mam w dupie małe miasteczka". Po latach coraz chętniej wracam i czuję, jak to miejsce coraz bardziej rozpiera się we mnie i panoszy. Z każdym rokiem staje się bliższe, cenniejsze.

Torba na aparat czyli w czym oko nosić....


Mamo, przestań już, nie rób mi zdjęć! Dzieci rosną i już nie szczerzą się tak chętnie, nie wygłupiają, nie pozują. Już nie chcą być pod obstrzałem, aparat coraz częściej im przeszkadza, nie mówiąc, że i oglądanie zdjęć staje się traumą, szczególnie u płci pięknej. Boże, jak ja tu wyszłam! Wywal to! 

czwartek, 15 stycznia 2015

Wilkoniada 2015 - wystawa malarstwa i rzeźby Józefa Wilkonia w Centrum Olimpijskim


Te ptaszki. Takie proste, a cała ptasia dusza w nich zaklęta. 
Gałęzie, konary, powyginane, pofalowane, sękate. Zwyczajne. Takie rzucasz psu, czy zbierasz do ogniska. Wilkoń nie nadaje im nowego znaczenia, nie odkrywa nowej istoty, tylko wydobywa to, co już tam jest. Bo jak patrzysz na ten kawałek drewna, który już zwyczajnym drewnem nie jest i widzisz tego ptaka - czujesz, że ten ptak tam był, w tej gałęzi, w tym konarze, w tym kawałku - kiedyś - drzewa. I tylko czekał sam na siebie.

wtorek, 13 stycznia 2015

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami...


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami była sobie taka wieś....

Pierwsze wspomnienie to zapach. Pieczonego chleba. I smak. Lekko kwaskowy. 
To było wydarzenie. Przygotowania do pieczenia zaczynały się dzień wcześniej, zakwas, czyszczenie mis, a potem od wczesnego rana zagniatanie i wyrabianie. Zajmowało to z pół dnia. Bochenki były okrągłe, idealnie wypieczone, było ich dużo! Te chleby ciotka przechowywała w izbie gospodarczej, gdzie chłód był nawet latem. Grubo krojona pajda z masłem (ucieranym w drewnianej maselnicy ze śmietany) i śmietaną z cukrem, albo miodem z przydomowej pasieki (kiedy to było, chyba mieszkający tam już tego nie pamiętają), czy na ostro z solą - te smaki zostaną ze mną na całe życie. 

sobota, 10 stycznia 2015

Burzliwe dzieje pirata Rabarbara, Wojciech Witkowski, Edward Lutczyn


Rabarbar budzi w nas same pozytywne skojarzenia! Czytaliśmy go latem (widać na zdjęciu), zabieraliśmy na wakacje. To była jedna z tych książek, do której chłopaki chcieli wracać. 

środa, 7 stycznia 2015

Ptakty, Paweł Mildner


Z "Ptaktami" dziecko pouczy się alfabetu, liźnie nieco geografii, a te z aspiracjami reporterskimi zakoduje sobie, jak budować newsowe wiadomości, aby były interesujące dla czytelników czy słuchaczy ;) 

wtorek, 6 stycznia 2015

Moje subiektywne odkrycia z 2014 roku


Podsumowań ciąg dalszy... Książek dla dzieci, które czytaliśmy w 2014 roku (ale niekoniecznie wydanych w tym roku), było naprawdę bardzo wiele. Nie wszystkie udało mi się zaprezentować na Makach. Szczerze mówiąc, na Makach pokazujemy jedną trzecią, a może i jedną czwartą, z tych, które trafiają w nasze ręce. Czasem spowodowane jest to czasem; nie zdążę zrobić zdjęć, a książkę trzeba już oddać do biblioteki (i obiecuję sobie, że kiedyś pożyczę ją znowu!), bywa, że brakuje nastroju i ochoty akurat na tę lekturę, a bywa i tak, że książka mi albo nam się nie podoba, więc po co o niej pisać? 

sobota, 3 stycznia 2015

Moje ulubione w 2014


Na wielu blogach czas podsumowań. Nie będę zerkać w statystyki, które posty czytały się w 2014 lepiej, które gorzej. Do których wracacie, czy których szukacie... Natomiast wrócę do moich ulubionych, ważnych dla mnie, osobistych. Nie o książkach.

czwartek, 1 stycznia 2015

W starym kinie czyli dlaczego warto oglądać bajki z rzutnika?


Zaczęło się od bajek, które Franek dostał od znajomej mojej mamy. Reklamówka z kliszami leżała schowana w szafie. Po świętach, kiedy myśli zaczęły krążyć już wokół sylwestra, zastanawiałam się, co zrobić, żeby było inaczej. I pomyślałam o tych rolkach. Żeby pokazać chłopakom, jak kiedyś oglądało się bajki. 

Na Allegro znalazłam kilka rzutników, wybrałam Bajkę, kupiłam i czekałam na kuriera. Kiedy ten nie pojawił się we wtorek, zrobiło się nerwowo. Bo cały plan na sylwestrowy wieczór mógł wziąć w łeb. SMS od córki w środę poprawił mi humor - jest rzutnik!



Po pracy zrobiłam szybką rundę po sklepach, po te wszystkie balony, serpentyny, słomki. W domu chłopaki ozdabiali, dekorowali (córka szykowała się w tym czasie na wyjście na sylwestra), ja w działałam w kuchni. Rzutnik stojący na szafce w starym, tekturowym pudełku zawiązywanym na kokardkę trochę ich interesował, ale nie wiedzieli, do czego to i po co... Miała być niespodzianka i wielkie wow!


Po kolacji, kiedy panowie zajadali się muffinami, J. otworzył pudełko i zaczął przygotowywać rzutnik do odpalenia. Interesowało ich to dziwne urządzenie, po co to, do czego ta żarówka i jak to, film będzie na ścianie? Potem przeglądali klisze i wybierali bajki. Na pierwszy ogień poszedł Guliwer (kilka części), potem Tarzan, Dziewczynka z zapałkami i Koziołek Matołek (kilka części).

Ciekawa byłam ich reakcji. Dzieci przyzwyczajonych do szybkich, głośnych, komputerowych bajek, gdzie obraz zmienia się w sekundę, jest ruch, muzyka. Czy się skupią? Poddadzą wolnemu rytmowi bajki z diaskopu, gdzie klisze przesuwa się ręcznie?

Kiedy zgasiliśmy światła i usadowiliśmy się wygodnie na poduchach, atmosfera była dość podniosła. Przez chwilę...

- Jak to? Nie ma głosu????

Jednak statyczne obrazki z krótkim opisem, wyświetlane z celuloidowej rolki, mają swój urok i chłopcy go dostrzegli. Jednak długie przerwy między bajkami, kiedy trzeba było zapalić światło i zmienić kliszę - rozpraszały ich i coś z atmosfery "starego kina" uciekało.
Jednak siedzieli i patrzyli, słuchali. Kłócili się, który film następny. Nie powiem, żeby zwariowali na punkcie bajek z rzutnika, ale było fajnie. Bardziej podobało się młodszym - Franek chwilami się nudził, dopóki nie został lektorem. Kiedy sam czytał - chciał jeszcze!

Żałuję, że nie miałam rzutnika wcześniej, kiedy dzieci były młodsze. Że nie zetknęły się najpierw z takim sposobem oglądania, nim nie zainfekowali się bajkami z TV i DVD. 

Zalety oglądania bajek z rzutnika:

1. Bajki z rzutnika spokojnie wprowadzają w świat obrazu i głosu. Są połączeniem czytania książki z obrazem  - moim chłopakom trochę przeszkadzało, że tekstu jest mało, że ledwie wciągnęli się w historię, ona już się kończy. Może są dłuższe filmy? Nie wiem, nasze bajki składają się z kilkunastu klatek.

2. Bajki z diaskopu oglądane w domu - wyciszają, uspokajają. Magia ciemnego pokoju, i pojawiającego się białego prostokąta na ścianie, który za chwilę zapełni się obrazami i postaciami działa na wszystkich. Bliskość rodziców, przytulanie się, zatrzymywania na jakiś fragmentach, rozmawianie o tym, co się widzi - bezcenne!

3. Oglądanie bajek może być formą zabawy w kino i mądrą alternatywą dla oglądania bajek w tv. Przygotowywanie biletów, szykowanie przekąsek jak popcorn, zajmowanie miejsc i oglądanie "filmu" jest ciekawym sposobem na spędzenie czasu szczególnie zimą, kiedy wieczory są dłuuuugie...

4. Oglądanie bajek z rzutnika może być impulsem do opowieści o historii i nie tak odległych czasach, dla naszych dzieci oddalonych o lata świetle! O czasach, kiedy nie było telewizji, video, dvd, ani telefonów komórkowych - ale było ciekawie i magicznie! Rzutnik obok adapteru, kalejdoskopu, bączków czy starych gier planszowych to nie tylko relikt PRL-u, ale fragment naszego - rodziców - dzieciństwa i naszej historii. Dzieci lubią słuchać i są ciekawe, co robili rodzice, kiedy sami byli dziećmi.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...