Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

środa, 17 lutego 2016

O Luśce w Dzień Kota [i mały PRZEGLĄD KSIĄŻEK o KOTACH]

Kiedy myślę o kocie, jakiego chciałabym kiedyś jeszcze mieć, widzę Luśkę. Piękną mieszanką kota rosyjskiego i dachowca, szaro-rudo-białą, z różowym noskiem z plamką. W ruchach księżniczka - gracją mogłaby się dzielić, i tak by jej nie ubyło. Ale nie o wygląd chodzi, tylko charakter. Bo to był kot na każdy czas i warunki, a do tego pieszczoch. Kiedy brało się Luśkę na ręce, dosłownie wiotczały jej mięśnie  - w każdej pozycji było jej wygodnie. Kot, który nie bał się ludzi, brat łata, ufny, otwarty  jak pies.

Trafiła do nas z Palucha, po traumatycznych przejściach ze złymi ludźmi, po stracie kociąt, które dopiero co urodziła... Skóra i kości i cierpienie w oczach. Kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że to nasz kot.

Luśka


I tak dołączyła do nas, do kawalerki, które było już terytorium zajętym przez innego kota. Puśka nie była zachwycona pojawieniem się konkurencji, chciała zaznaczyć, czyj to teren i kto tu rządzi. wybuchały więc małe bitewki i  całkiem duże wojenki. Wychodząc do pracy zamykaliśmy Lusię w łazience, żeby się dziewczyny nie pozabijały...  Taki stan trwał kilka tygodni. Po tym czasie kurz wojenny opadł, topór niezgody został zakopany, a kocice podpisały pakt o nieagresji, z tygodnia na tydzień stając się sobie coraz bliższe... Zaprzyjaźniły się, spały obok siebie. Nad ranem robiły - łapa w łapę - przegony od okna pod drzwi, zrzucając z mebli co popadnie i kończąc zabawy na kanapie, w którą wbijały pazury i drapały, drapały, drapały... My na tej kanapie spaliśmy ...

Luśka miewała dramatyczne ruje ( nim jeszcze nie została wysterylizowana). Można było oszaleć, miauczała i wydzierała się dniami i nocami. Któregoś dnia wypatrzyła z balkonu działkowe koty i nie namyślając się długo - wyskoczyła z drugiego piętra. A my za nią, tyle że przez drzwi... Ganialiśmy po działkach jak te głupki, na nasze nawoływania zatrzymywała się, patrzyła w naszym kierunki i z lekko zawstydzoną miną szła dalej w swoją stronę... Wreszcie po pokonaniu ogrodzenia jednej z działek, J. złapał ją przy jakiejś altance. Kocica była obrażona - za szybko ściągnęliśmy ją z powrotem do domu.

Mijał czas. Zmieniliśmy mieszkanie, i pojawiła się Marysia. I tak jak Puśka była diabelnie zazdrosna (nie tolerowała Mani, wciskała się między dziecko a mnie, zawsze była blisko, bliżej - nie dawała się wyprosić z kolan, wbijała pazury, a zrzucona - z uporem maniaka i zaciętym wyrazem pyszczka próbowała wejść kolejny raz i jeszcze ;)) - tak Luśka przyjęła Mańkę, jak coś zupełnie oczywistego, można by rzec - jak swoją. Uwielbiała wylegiwać się w dziecięcym łóżeczku i przesiadywać w foteliku.

A potem, po kilku latach, przyszedł ten czas.  Luśka zachorowała. Weterynarze na początku nie bardzo wiedzieli, co jej jest, może białaczka, może nerki. Umarła mi na rękach, około szóstej rano,  w przychodni weterynaryjnej, kiedy poszłam z nią na zastrzyk. W czasie badania, ustalałyśmy z panią weterynarz szczegóły przeprowadzenia usg, kiedy w pewnej chwili lekarka zbladła, stwierdzając, że kocica jest w agonii. Pobiegła do gabinetu obok, po zastrzyk usypiający, żeby skrócić kocie cierpienie - kiedy wróciła, kot już nie żył.

Pochowaliśmy ją w jej ulubionym kocyku, pod drzewem przy bielańskich ogródkach działkowych - widzieliśmy je z okien. Długo było smutno, długo było pusto. Pusia jeszcze przez kilka miesięcy rozdzierająco miauczała, patrząc na transportową klatę, stojącą na szafie w przedpokoju. W niej ostatni raz widziała Luśkę.

I choć Puśka była z nami znacznie dłużej, i od małego, i choć w letnie noce znosiła do wynajmowanego domu żywe myszy z Lasu Kabackiego, z triumfem rzucając je nam na kołdrę, i choć jeździła z nami tu i tam i ówdzie i nawet przez to, że z czasem podróże te stawały się traumatyczne dla wszystkich (pal licho darcie pyska przez dwie godziny, gorzej jeśli fetor unoszący się z wiklinowej klatki sprawiał, że współtowarzysze podróży obrzucali mnie spojrzeniami pełnymi żądzy mordu)  i choć chodziła z nami na spacery nad Wisłę, biegała po drzewach, robiła koła, a na wołanie przybiegała do nas jak pies, i choć znałam ojca jej dzieci  i asystowałam przy porodach... - to jednak kiedy myślę o kocie, jakiego chciałabym jeszcze kiedyś mieć, widzę Luśkę...


KSIĄŻKI i KOTACH


Chiński kot, Mika Waltari, il. Maria Ekier






"Chiński kot" to książka, na która unosi się zapach drzew herbacianych i dymu z fajek, palonych przez mandarynów nad brzegiem Błękitnej Rzeki. Pachnie też słońcem, w promieniach którego złoty kot wylizywał i suszył swoje futerko. I morzami, przez które płynął. i wszystkimi kwiatami Paryża.

Ta książka ma w sobie ogień walki i spokój odwagi i ciszę Lotofagów.

Dziwna to książka - mali myśliciele wyłuskają z niej kilka ziarenek, z których być może wyrośnie mocne drzewo. Dziwna to książka.

Zilustrowana przez Marię Ekier ma w sobie tajemnicę, jakąś magię, czar. Ilustracje to obrazy - piękne, niedopowiedziane, senne...
Więcej TU

Nero Corleone. Kocia historia, Elke Heidenreich, il. Quint Buchholz






Bohaterem i narratorem książki jest sprytny, przebiegły kot z toskańskiej wsi, syn Madonniny. Jego życie jest barwne i pełne przygód. Patrzymy, jak rodzi się legenda. Kocia legenda. Bo drugiego takiego jak Nero Corleone nie ma! Wystarczyło kilka tygodni, aby maluch zdobył posłuch na podwórku, kilka sztuczek, kilka zaplanowanych akcji... I każdy chodził jak na sznurku!

Świetnie się czyta, książka wciąga od pierwszych stron. Najpierw przyglądamy się podwórkowemu życiu, potem jedziemy z Nerem i jego siostrą, biało-rudą i zezowatą Rosą, do Niemiec. Bo Nero doszedł do wniosku, że na wsi nic wielkiego go już nie czeka, czas podbić świat, życie toczy się gdzie indziej. Kot owinął sobie wokół małego pazurka parę wypoczywających na wzgórzu niemieckich turystów: Izoldę i Roberta, którzy postanawiają zabrać zwierzaki do siebie. Więcej TU


Kot kameleon, Joanna Wachowiak, il. Emilia Dziubak




Czy kilkudniowy pobyt u babci, która mieszka na wsi i jest trochę ... dziwna - może być ekscytujący? Czy można dobrze się bawić w miejscu, gdzie nie ma kina, kawiarni, telewizora (o zgrozo!) i towarzystwa innych dzieci? Więcej TU


Czy jesteś czarownicą?, Emily Horn, il. Paweł Pawlak




"Przepraszam, czy jesteś czarownicą?"to zabawna historyjka opowiadająca o kocie Herbercie, poszukującym czarownicy, z ilustracjami Pawła Pawlaka. Dlaczego Herbert szukał czarownicy? Otóż w jednej z książek, które czytał w bibliotece, natknął się na opis wyglądu typowej czarownicy, i cenną dla niego informację...

Czarownice noszą skarpety w paski i spiczaste kapelusze.
Czarownice latają na miotłach.
Czarownice mają kotły, w których warzą magiczne eliksiry.
Czarownice hodują najrozmaitsze zwierzęta: kruki,
jaszczurki, sowy i nietoperze: ale najbardziej lubią czarne koty.

A że Herbert bardzo pragnął mieć kogoś, kto się nim zaopiekuje - mieszkał na ulicy, i miał niewielu przyjaciół, więc czuł się nieco samotny - pomyślał, że znalezienie opiekunki o magicznych umiejętnościach byłoby niezłym rozwiązaniem jego życiowej sytuacji. Więcej TU.


Kocie sprawki, Bożena Kaniewska-Pakuła, il. Anna Nowakowska






"Kocie sprawki" to opowiastki o kotach łobuziakach, mocno uczłowieczonych, zamieszkujących na podmiejskim osiedlu domków z ogrodami. Tu "w ogrodach" tętni życie, między czworonogami zdarzają się kłótnie i awantury, miłości i radości. Koty dogryzają sobie, robią sobie psikusy, walczą na śmierć i życie, a tak naprawdę dnia nie potrafią bez siebie wytrzymać..
Więcej TU

Wieczorynki z kotem Miśkiem, Anna Onichimowska, il. Małgorzata Bieńkowska 


Kot Misiek, uwielbia jak każdy prawdziwy kot łazić po dachach. Na jednym z nich znajduje okrągły guzik, z którym zaczyna się bawić. Po zabawie zmęczony zasypia i wtedy...śni mu się ruda koteczka o złotych oczach z czarna plamką koło nosa. Kot wzdycha, że chciałby ją spotkać,
Więcej TU

12 komentarzy:

  1. Kiedy jest dzień psa? A papugi?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień psa 1 lipca, a papugi? pojęcia nie mam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może przyszedł czas na nowego lokatora? :-)
    Tyle kotów czeka na stały kochający dom.
    Pomyśl.
    Zaglądnij na bloga Za moimi drzwiami: zmd.ms
    albo do Azylu u Hani: https://www.facebook.com/Azyl-u-Hani-785838394802686/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że koty czekają, że psy czekają to ja wiem i miałabym skąd je wziąć i to w ilości hurtowej. I przygarnąć bym przygarnęła w jednej chwili. Tylko że dwójka z mojej czwórki ma alergię i na koty i na psy, epizody astmy też były :( A największe problemy ma właśnie ta najstarsza, wychowywana od urodzenia z dwoma kotami :(

      Usuń
  4. I jeszcze "Koty" Melanii Kapelusz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, tych kotów będzie tu znacznie więcej, na razie wrzuciłam kilka tytułów z Maków, które mi się przypomniały, na szybko. A swoją drogą Kotów Melanii Kapelusz nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A "Kocie historie" Trojanowskiego znasz? Zwłaszcza audiobook - czytanie Boberka jest mistrzowskie!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kawał historii z waszego życia. Gdzie ja wtedy byłam? Pamiętam chyba jednego kota na ul.W. nawet mnie uczulił, to pewnie Puśka była, dwóch na raz nie kojarzę. Piękne wspomnienia...

    OdpowiedzUsuń
  8. "Interesy Pana kota" - zamierzamy poczytać z okazji święta ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. całe gromady kotów (i to autorstwa J. Wilkonia!) można znaleźć też w książce "Była sobie Ruda"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och wiem, wiem! I poluję na tę książkę już od dawna!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...