O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 21 marca 2016

Zagadkowa koperta listonosza Artura, Gerard Moncomble, il. Paweł Pawlak


Mam ich całe pudło. Nie zaglądam - wystarcza świadomość, że są. I że w każdej chwili zajrzeć mogę. Listy wyczekiwane, listy nie wysłane. Listy jak pamiętniki - zatrzymane chwile, które ulotniły się szybciej niż wyblakł atrament. Listy zabawne, zwyczajnie miłe,wywołujące uśmiech na samo wspomnienie i te zmieniające bieg wydarzeń. Listy liczące po kilkanaście, a nawet i kilkadziesiąt stron. A czasem z jednym zdaniem, jednym słowem, wystarczającym za poemat.

I te listy - po latach najważniejsze, bo od tych, którzy już niczego nie napiszą.



Pamiętam listonoszy z czasów, kiedy na listy czekałam. Sylwetki wywołujące szybsze bicie serca i niepokój, trzepocący się jak złapany w siatkę ptak. Będzie/nie będzie. Był taki czas, kiedy korespondencja kwitła, a skrzynka rzadko była pusta. Na pisaniu i czytaniu spędzałam długie godziny. Produkowałam listy normalnie... listy prywatne, listy zaangażowane, listy do... Pozostała mi po tamtym czasie miłość do piór i pięknej papeterii (zbieram, choć już listów za często nie wysyłam. Niestety).

W dobie e-maili i smsów coraz mniej osób pisze i wysyła listy, to jednak te najważniejsze ciągle pisze się na papierze i przesyła pocztą. List to COŚ - pamiątka -  można go dotknąć, można go schować i wyciągać, żeby przeczytać, popatrzeć, powąchać.

Czy znacie książki, które przybliżałyby sztukę pisania listów - epistolografię? Ja nie, ale jest książka, która u maluchów może wzbudzić zainteresowanie pisaniem listów, a opowiadająca o listonoszu i...



"Zagadkowa koperta listonosza Artura" to książka, którą się czyta i ogląda. Wiele razy. Piękny papier i piękne ilustracje Pawła Pawlaka sprawiają, że chce się ją ustawić na półce i mieć. Wracać. Tym bardziej, że dla właścicieli książki jest bonus – dwie strony ze znaczkami do wycięcia – w książce z biblioteki można tylko popatrzeć, z żalem, bo wyciąć już nie można. A ile tu stempli! Aż się chce zrobić swój stempelek, chociażby z ziemniaka i pisać listy, pieczętować, stemplować i wysyłać, wysyłać :)


Razem z listonoszem Arturem roznosimy listy na jednej z wrocławskich ulic. I nie tylko poznajemy adresatów, ale możemy też zerknąć do środka i przeczytać (tajemnica korespondencji chwilowo nie obowiązuje). Jest tu radosna nowina o narodzinach dziecka, paczka od babci, list miłosny, pocztówka z wakacji, paczka ze sklepu z zamówionymi ubraniami, anonimy z sąsiedzkimi pogróżkami, życzenia urodzinowe i jeszcze jeden list, którego adresata nikt nie zna... Czy Arturowi uda się go znaleźć? I kim jest tajemniczy adresat?

Książka może wzbudzić fascynację znaczkami (czy współczesne dzieci zbierają znaczki? Raczej chyba nie, ja przez chwilę w dzieciństwie miałam swój klaser, ale zapał szybko mi minął), a może i chęć pisania listów i liścików? Miło jest znajdować choćby małe karteluszki na pralce, w kieszeni kurtki czy wsunięte do portfela. Ja czasem takie znajduję ;)


Zagadkowa koperta listonosza Artura,
Gerard Moncomble,
il. Paweł Pawlak,
Wydawnictwo Format, 2013.

2 komentarze:

  1. Jakoś romantyczniej było z tymi listami. Człowiek się przykładał, a teraz odtrąbi sms i z głowy. Dla dzieci to pewnie prehistoria:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w garderobie pakuneczek z listami z czasów licealnych i studenckich. Trochę boję się doń zaglądać, ale może już pora :) No i te znaczki. Starszy kiedyś zainteresował się filatelistyką, ale jakoś zapał zdechł. Mea culpa, bo trzeba było pielęgnować :(

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...