Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 20 listopada 2017

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe, Michał Leśniewski, il. Maciej Szymanowicz


Art Egmont co i rusz wyciąga asa z rękawa. Nie sposób się oprzeć tym książkom, ilustracyjnie - same majsterszyki! Książka, którą teraz prezentuję nie odbiega od tego poziomu. Maciej Szymanowicz - to jeden z moich ulubionych ilustratorów, i ten, którego styl moje dzieciaki bezbłędnie rozpoznają (łącząc obraz z nazwiskiem) i uwielbiają.

"Ale auta!"- to pozycja dla wszystkich miłośników pojazdów na kółkach, i tych małych i dużych. To nie tylko historia samochodowa w pigułce, ale historia przedstawiona "po ludzku" - bohaterami tej książki są i samochody i ludzie. I co ważne, często to ludzie są tu na pierwszym planie. Jak w opowieści o podróży Berthy Benz, która z synami Eugenem i Richardem wyruszyła w podróż do matki - bez wiedzy męża Karla, skonstruowanym przez niego automobilem. Pojazd co i rusz się psuł, kobieta jednak nie poddawała się - reperowała, co wymagało reperacji i jechała dalej. Smakowite to historie!

Autor wprowadza nas w świat nie tylko aut, kontekst jest szerszy - poznajemy to, co wokół. I mody i stroje (ach, ta moda automobilowa, te szuby i pilotki!), obyczaje i różne wydarzenia, istotne na mapie samochodowego rozwoju i postępu. Każdy rozdział to krótkie opowiadanie (niektóre historie - niezwykle ciekawe otrzymały tych rozdziałów kilka), które z ogromną lekkością przenosi czytelników w niezwykły świat odkryć, przełomów, ciekawostek. Czyta się z autentycznym zainteresowaniem.

Jest też wątek polski. Opowieść o Jerzym Jelińskim, harcerzu i marynarzu, który postawił sobie za cel objechanie świata samochodem. Wraz z ekipą kolegów zaczęli realizować zadanie, ostatecznie udało się je wykonać tylko Jelińskiemu i Orankowi, szczeniakowi, którego przygarnęli na trasie, gdzieś w Afryce. Z książki poznamy też historię warszawy, którą produkowano w Warszawie (jeździł nią m.in. pan Czesław, taksówkarz i kierowca karetki ratunkowej),  syrenki, dużego fiata i malucha-kaszlaka (matko, ile się nim najeździłam w dzieciństwie!).

Maciej Szymanowicz zilustrował opowieści Michała Leśniewskiego po prostu wspaniale! Ilustracje niosą tę książkę! Nie można od niej oderwać ani oczu ani rąk, nawet jeśli jest się takim samochodowym ignorantem jak ja. Te ilustracje czarują, przenoszą nas do retro świata, otulają kolorem i jakąś magią. I sprawiają, że się uśmiechamy. Jestem pod wrażeniem. Pokazałam tę książę znajomym - szkoda, że pan Szymanowicz nie słyszał tych zachwytów :)

Jest wiele książek o samochodach, starszych i nowszych - ale ta zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Bardzo, bardzo polecam.

Polecam też Wam recenzję Bartosza Wokana z samochodowymi dygresjami (coczytamkonstantemu.pl).

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe,
Michał Leśniewski
ilustr. Maciej Szymanowicz
Art Egmont, 2017
Liczba stron:88
Wymiary: 24.3x27.6,
wiek: od 5 lat do 99 ;)

Co wnikliwsi pewnie zauważą brak kierownicy w samochodzie na pierwszym zdjęciu. No, nie ma i już! Już nie ma! Ale pojazd jest tak stylowy, że brak kierownicy niczego mu nie ujmuje ;)










środa, 15 listopada 2017

Niesamowita przygoda psa Dżimusia, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

Wiosną Franek  jedzie na wycieczkę szkolną do Krakowa, Wieliczki i Ojcowskiego Parku Narodowego. W Krakowie zwiedzi Komnaty Królewskie na Wawelu, Katedrę i Kościół Mariacki, Starówkę i Sukiennice. Może idąc jedna z ulic, mijając jakiś budynek oczyma wyobraźni zobaczy pędzącego psa Dżimusia? Albo szukającego go Karola, z jego mamą Heleną, synową Estreichera ? A może samo miejsce wyda mu się znajome?

Książeczkę (miękkie okładki, format  ) wydało Muzeum Historyczne Miasta Kraków. Bardzo fajne są takie pomysły, których celem jest przybliżenie dzieciom czegoś mimochodem, przy okazji, gdzieś w tle. 

Nawet nie zauważamy, kiedy biegamy za Dzimusiem i w jego sprawie po brukowanych krakowskich ulicach, a nazwy Collegium Maius z Biblioteką Jagiellońską i ulicami ją otaczającymi, i Planty i Rynek jakoś tak stają się znajome i bliskie...
Czytając książkę na moment przenosimy się do Krakowa sprzed wieku (dokładnie w pewien czerwcowy dzień 1912 roku). Poruszamy się po mieście (wiecie, że pod Sukiennicami sprzedawano kiedyś kury?), wchodzimy do domów, obserwujemy relacje między ludźmi, patrzymy na stroje, słyszymy język polski z początku 20 w.(autorce zgrabnie udało się w tekst wpleść trochę słów, które dla współczesnych i młodych czytelników brzmią obco). Jesteśmy w Magistracie, poznajemy prezydenta miasta (czy Juliusz Leo pomoże uwolnić Dżimusia?), ale i dorożkarza (tak, po Krakowie kiedyś jeździło się dorożką!) i gosposię Augustynową i ...

Poznajemy klimat miasta. Kraków, którego w tamtej odsłonie już nie ma.

Naszymi oczami jest Karol, wnuk nieżyjącego już profesora Karola Estreichera,  historyka literatury i teatru, krytyka literackiego, wieloletniego dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej, nazywanego „ojcem bibliografii polskiej”. To on towarzyszy mamie, jeżdżącej po mieście i załatwiającej uwolnienie Dżimusia. Bo Dżimuś został złapany. Przez HYCLA, i grozi mu poważne niebezpieczeństwo!

Jak do tego doszło, co się stało? Pies co rano lubi zrobić rundkę po mieście, kiedy jego pan żył towarzyszył mu w pracy, a w bibliotece Jagiellońskiej czuł się jak w domu. Po śmierci pana nie zmienił obyczajów, nadal lubił odwiedzać znajome kąty. Wszyscy go znali i lubili. Tym razem jednak wpada w zasadzkę. Co się z nim stanie?

Autorka książki prowadzi opowieść szybko, z werwą. Serwuje nam wycieczkę przez stary Kraków i kawałek historii. Koniecznie zajrzyjcie, będąc w tym mieście, do Muzeum Historycznego: książeczki, które można kupić w sklepie muzeum (poza Dżimusiem jest tu kilka innych pozycji, którym warto się przyjrzeć) mogą stać się atrakcyjną pamiątką nie tylko dla dzieci.


Niesamowita przygoda psa Dżimusia
Joanna Gellner, Bożena Sobucka, Karol Estreicher młodszy,
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.  2016,
stron: 31,
format: 20cm x 18cm,
wiek: od 5 lat,
cena 10 zł.








sobota, 11 listopada 2017

Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt, Berenika Kołomycka



To trzecia część liskowo-dziczkowej historii. Po "Tam" i "Najdalej" możemy kontynuować przygodę z bohaterami komiksu, czytając "Świt".

Ta część jest niezwykle refleksyjna. Zwierzaki muszą uporać się ze smutkiem i poczuciem straty po odejściu małej koleżanki. Koleżanki, która żyła tylko jeden dzień. Tak, była nią jętka. Jednak zwierzątka nie spodziewały się, że dopiero co rozpoczęta znajomość (spotkali się, kiedy jętka była w stanie "przedjętkowym") tak nagle zostanie przerwana.

Lisek bardzo emocjonalnie przeżywa rozstanie z jętką, jest zagubiony, nie umie nazwać targających nim uczuć - zawodu, bólu, smutku, tęsknoty ... Ale też i żalu do siebie o słowa, które powiedział o jętce w złości. Z pomocą przyjaciela udaje mu się uporać z zalewającym go bólem i pogodniej patrzy w przyszłość. Rozumie, że teraz im ciężko, ale przyjdzie czas, kiedy to minie... Po zmroku przychodzi świt.

Delikatnie opowiedziana historia straty, rozstania. Oswaja i godzi z tym trudnym dla każdego tematem. Skłania do rozmowy, wspominania. Piękną postacią jest jętka, która pokazuje swoją radością i niecierpliwością miłość do życia - do życia radosnego, życia w pełni -  wykorzystując każdą chwilę i ciesząc się swoim NDŻ (najpiękniejszym dniem życia), który u jednych trwa dłużej, u innych krócej. Piękne i wzruszające są zwierzęta - pełne zrozumienia, troskliwości i czułości wobec drugiego (dzik) i szczere w swoich emocjach (lis).

I jak w każdej części: przepiękne są ilustracje! Niezwykle ciepłe, nasączone kolorem - w Świcie przeważają barwy ciemne, mroczne, odpowiadające emocjom bohaterom. Uwielbiam!


Malutki lisek i wielki dzik. Świt
Scenarzysta: Berenika Kołomycka
Il. Berenika Kołomycka
Seria/cykl: KONKURS im. JANUSZA CHRISTY
Typ oprawy: miękka
Wydawnictwo Egmont
Liczba stron: 48
Wymiary: 21.5x29 cm
cena ok. 21 zł.










poniedziałek, 6 listopada 2017

A niech to gęś kopnie, Marta Guśniowska, il. Robert Romanowicz


Na stoliku stosy książek (tak, stosy, liczba mnoga nie jest pomyłką) wspinają się w górę - czekają na swój moment, obowiązuje kolejka. Ale dla gęsi muszę zrobić wyjątek.
Nie, ona się wcale nie szarogęsi, ani nie gęsi w żadnym innym kolorze. Przepuszczam ją z własnego wyboru, bez żadnych jej nacisków. Po prostu muszę o niej opowiedzieć. Od razu. Na gorąco. Bo to książka, która mnie ujęła, a zaraz potem zauroczyła chłopaków. To zabawna historia na niewesoły temat, historia pod spodem której czają się pytania - co i rusz  przerywaliśmy lekturę, a ja dwoiłam się i troiłam, żeby sprawnie i wyczerpująco na nie odpowiadać Chłopaki na początku mieli zgryz z tymi językowymi żarcikami i zawiłostkami, ale szybko załapali o co chodzi, i bawiły ich równie mocno co mnie.
.
Będzie dużo ilustracji, bo ilustracje Roberta Romanowicza to jest to, co zachwyca mnie również. Mocno!

Po zawiłym wstępie czas na książkę.

A niech to gęś kopnie



Gęś, nasza bohaterka, nie jest zwyczajną gęsią. Jest wychudzona, bo nie je. A nie je, bo ma depresję. Do tego pisze wiersze. I nie widzi sensu w swoim życiu. Ma bardzo niską samoocenę, uważa, że nikt jej nie lubi i nigdzie nie pasuje, dlatego pałęta się na marginesie podwórkowego życia. Więc kiedy w kurniku., pod osłona nocy, pojawia się lis - gęś widzi okazję na koniec swojej udręki. Chce zostać przez niego pożarta!

Tylko jest jeden problem - lis wcale nie chce jej zjeść, jest dla niego nie atrakcyjnym kąskiem. Opędza się od naszej gęsi jak może, a ta za nim na tych swoich kłapiastych nóżkach drobi i gada i gada...Jest niezrażona. Lis w akcie desperacji wymyśla, że zaprowadzi ją do wilka, wilka, który lubi egzotyczne jedzenie, więc niewykluczone, że i gęś mu zasmakuje. Wyruszają więc, a po drodze ...

Nie, nic nie zdradzę więcej, żeby nie odebrać wam przyjemności czytania. Jest absurdalnie, groteskowo i filozoficznie. Dialogi skrzą się jak brylanty, iskry lecą.

Lis malkontent, poczciwa i prostolinijna gęś, niedźwiedź dżentelmen, wydra na kontrakcie, zajęcza matka - na moje oko na skraju załamania nerwowego, spowodowanego wychowywaniem dużej gromady, rozbrykanych zajęczych dzieci... Bohaterowie książki, mimo swoich charakterologicznych niedoskonałości, wzbudzają sympatię i są od początku do końca prawdziwi w swoich zachowaniach, przekonaniach, wyborach.


To powieść nieoczywista, to powieść zaskakująca. Czytanie tej książki bawi i cieszy, porusza i wzrusza, i zostawia jeszcze miejsce na przemyślenie i pogadanie. I o sensie życia  i o przyjaźni, po prostu o tym, co ważne w życiu. Sięgnijcie po tę książkę, naprawdę warto! Dorośli uśmiechną się nie raz, nie zawsze wtedy, kiedy chichrać się będą dzieci, choć wtedy również.


Ilustracje -  charakterystyczne dla Roberta Romanowicza - sympatyczne, ale z pazurem i humorem. Postaci trochę dziwolagowate, odrealnione, ale wyjątkowe i piękne!
Zwróćcie też uwagę na wnętrza: toż to najmodniejszy obecnie dizajn i sztuka użytkowa (za ten babciny kredens wielu dałoby się obecnie pokroić, a ta lisia tapeta w kurki! Ach!).

Pozostaję pod dużym - ba! - ogromnym urokiem tej książki. Czyta się ją doskonale!

I love you, Gęsio!

Marta Guśniowska, rocznik 1979 jest znaną i nagradzaną baśniopisarką, autorką sztuk teatralnych, wystawianych w większości teatrów dla dzieci w Polsce i zagranicą - w Czechach, na Węgrzech i Słowacji.  Obecnie związana jest z Białostockim Teatrem Lalek, wcześniej pracowała w poznańskim Teatrze Animacji i Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu.

Robert Romanowicz, architekt z wykształcenia. Mieszka we Wrocławiu, gdzie zajmuje się malarstwem, ilustracją książkową, scenografią. Ilustrował książki: Przewodniki (wyd. Tashka), Mali opowiadacze, serię "Ziuzia i...", "Misza i Grisza". Tata Leny i Filipa.

A niech to gęś kopnie,
Marta Guśniowska,
Il.  Robert Romanowicz,
Wydawnictwo: Tashka
Ilość stron: 96
Oprawa twarda
Wiek: 5+
cena 46 zł.








niedziela, 5 listopada 2017

Klechdy sezamowe, Bolesław Leśmian, il. Jan Lenica


Absolutna klasyka, poza wszelkimi dyskusjami. Dla dzieci i dorosłych.
"Klechdy sezamowe", Bolesława Leśmiana, z ilustracjami Jana Lenicy. Nic więcej nie trzeba pisać. Jeszcze może tylko to, że wydały je Dwie Siostry.


Piękne wydanie. Twarde, płócienne okładki z piękną obwolutą. Świetny papier. To książka, którą warto mieć w domowej biblioteczce, stop - to książka, której nie wypada nie mieć!

Sześć orientalnych baśni, napisanych przez jednego z największych polskich poetów.
To się czyta, proszę państwa! Tekst został opracowany na podstawie I wydania (Kraków: wyd. J. Mortkowicza, 1913), z pominięciem skrótów i zmian wprowadzonych w edycjach opublikowanych po śmierci autora. Fleksja, pisownia i interpunkcja zostały uwspółcześnione.

Ilustracje Jana Lenicy (jednego z twórców Polskiej Szkoły Plakatu), to się ogląda!







Dzisiaj przypada 80 rocznica śmierci poety, w tym roku minęła też 140 rocznica jego urodzin. Oficjalnie jednak, mimo apeli, rok 2017 nie został Rokiem Leśmiana. A szkoda.
Cieszę się, że możemy cieszyć się wznowieniami jego twórczości i to takimi!

Moja półka leśmianowska:



czwartek, 2 listopada 2017

Wariacje kosmiczne Inez Krupińskiej [wystawa na dziedzińcu WSEiZ]

Intrygujące, wielkie, białe płótna przyciągające wzrok plamami kolorów, obok ściana zapełniona szarością - płótnami zamalowanymi czernią i posypanymi kosmicznym pyłem... Obrazy malowane metalem. Surowe meble-pnie, i lustra, lustra, lustra...

Oglądając zgromadzone na wystawie prace można przekonać się, jak wielostronną osobą jest Inez Krupińska. Jej twórczość jest różnorodna i dotyka wielu dziedzin (zabrakło mi tu jeszcze aniołów z lnianego surowego płótna i ... tygrysków) - to sztuka użytkowa, malarstwo, rzeźba, ale też grafika książkowa, ilustracje, projekty lalek, kostiumów i scenografii teatralnej. Wystawa przedstawia część jej twórczości.
Kolor i czerń, szarość, biel, drewno i metal. Inez Krupińska bawi się materiałem, jego strukturą. Do płótna przytwierdza gwoździe, tnie metal, w płótno obrazu wkomponowuje metalowe, lśniące kule i wulkaniczne skały. Korzenie wkomponowuje w ramy, w pnie - siedziska, blaty, półki.

Natura, przysposobiona, zaanektowana przez człowieka: pnie, jeszcze przed chwilą stojące w lesie, w połączeniu z pleksją i metalem stają się nowym bytem z twarzą współczesnego dizajnu. Korzenie o powyginanych ramionach, podkolorowane nabierają jakiś zwierzęcych cech - ma się wrażenie, że ich odnóża zaraz zaczną wić się jak węże. Natura jest tu ważną częścią, natura chropowata i surowa.

Ożywcze, barwne, abstrakcyjne obrazy - kiedy na nie patrzymy, niemal wirują nam w oczach. Niesamowicie energetyczne, przesycone mocnym,  żywym kolorem są jak ptaki, które zaraz poderwą się do lotu. Natomiast płótna wiszące na drugiej ścianie są monotonne w kolorze, ale nie strukturze - uspokajają, wyciszają.

Wystawa Inez Krupińskiej na dziedzińcu Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania robi wrażenie, zaskakuje. Można ją oglądać do 10 listopada  (hol otwarty jest do godz. 20, wstęp wolny).






Drzewa







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...