Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

sobota, 30 września 2017

POLSCY superBOHATEROWIE: Rotmistrz Witold Pilecki i Maria Skłodowska-Curie


Ostatnio wydawanych jest wiele książek dla dzieci, przywołujących biografie, czyny i postawy wybitnych Polaków. Trochę sceptycznie się temu przyglądam, bo "dużo" nie znaczy zawsze "dobrze". A pisząc o WIELKICH czasem trudno uniknąć patosu, a przecież nawet najwięksi bohaterowie to też normalni ludzie, a ludzie nigdy nie są czarno-biali. Wspaniałe postaci na kartach są tak doskonałe, że stają się papierowe, jakieś nieprawdziwe, niewiarygodne. I w tej wielkości ... nudne. O to szczególnie łatwo w książkach dla dzieci.

Ciekawa byłam, jak można dzieciom przedstawić niezwykłą postać Witolda Pileckiego, bo o Skłodowskiej-Curie ukazało się kilka znaczących pozycji i ciągle przybywają nowe. Zresztą łatwiej pisać o naukowczyni, niż człowieku wymykającym się z każdych ram, którego całe życie podporządkowane było miłości do Boga i ojczyzny, którego bohaterstwo i odwaga wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Trudne to zadanie.

W obydwu książkach autorki zastosowały podobny schemat - nie są to biografie znanych postaci, tylko historie współczesnych dzieci, które przez przypadek (Skłodowska-Curie), albo nie (Pilecki) poznają biografie wielkich Polaków. I to bardzo ciekawy pomysł, ale nie wiem, czy celowo czy nie - współczesność wybija się tu na pierwszy plan, i bywa dynamiczniejsza, żywsza, zwyczajnie ciekawsza. Karty historii odkrywane są na tle wydarzeń z życia dzieci: Zośki (książka o Skłodowskiej) oraz Różyczki i jej brata Tolka (Pilecki).  Razem z nimi zdobywamy informacje o patronie szkoły (rotmistrzu) i wędrujemy po Warszawie śladami noblistki.

A wielcy bohaterowie? Stają się bardziej bliscy, obserwujemy ich dzieciństwo, rodzinę i wartości, które im przyświecały, poznajemy ich marzenia i plany, życiowe wybory i ich konsekwencje, wszystko układa się w logiczny ciąg.
Mimo kilku "ale", uważam że to ciekawa seria, przybliżająca postaci Polaków, które cały czas sprawiają, że czujemy dumę.

Mam do rozdania dwa zestawy książek, informacja jest na Facebooku  Napiszcie tam, dlaczego chcielibyście, aby trafiły własnie do Was. Na komentarze czekam na poniedziałku.


Rotmistrz Witold Pilecki 


W książce "Rotmistrz Witold Pilecki" mamy m.in. gadającego gwoździa; bocianie pióro, które opowiada część historii; sam włączający się laptop, prezentujący obrazy i zdjęcia z przeszłości... A także grupę dzieci - zuchów, i opiekujących się nimi harcerzy. Ci ostatni starają się przygotować prezentacje o patronie szkoły, która wciągnie i zachwyci młodszych kolegów, a ich poczynania śledzi młodsza siostra, przy okazji poznając wiele ciekawych rzeczy o życiu Pileckiego, jego dzieciństwie i młodości. Na pierwszy plan zdecydowanie mocniej wybija się historia Różyczki i harcerzy przygotowujących się do prelekcji o bohaterze, dla mnie była ciekawsza.
Szczególnie sekundowałam Różyczce, która z kolegą miała swoją tajna misję. Pileckiego "Kochaj wszystkich, wszystkim służ" znalazło u dzieci proste przełożenie.

Sama historia rotmistrza Pileckiego nie wywarła na mnie wrażenia, na jakie liczyłam, ale domyślam się, że trudno jest opowiadać o takim człowieku. Dlatego nie jest to moim zarzutem, uważam, że jeśli ktoś chce poznać historię Pileckiego musi czytać o nim jak najwięcej, szukać, poznawać relację różnych osób - książka ta jako baza/podstawa sprawdza się, może zaciekawić i zachęcić do dalszych poszukiwań.

Rotmistrz Witold Pilecki
Małgorzata Strękowska-Zaremba
il.Tomasz Łaz,
Liczba stron: 98
Format: 140x205
Oprawa twarda
Wydawnictwo RM, 2017.


Maria Skłodowska-Curie



Książka o Skłodowskiej-Curie bardziej podoba mi się ilustracyjnie, choć i tu i tam męczyły mnie graficzne ozdobniki na każdej stronie i do tego w kilku miejscach.
Miło się czyta o dziewczynce Zosi, która na spacerze poznaje starszą panią. Panią, która miała okazję poznać rodzinę Skłodowskiej i przez całe życie śledziła wszelkie o niej informacje i bywała w miejscach, w których bywała noblistka. Co może się wydarzyć, kiedy poznają się dwie osoby: młoda i ciekawa wszystkiego dziewczynka i starsza kobieta, z wiedzą i doświadczeniem?
Zaprzyjaźniają się, a starsza pani zaprasza Zosię na wędrówkę warszawskimi śladami wielkiej uczonej. Pouczające to spotkania, z których nie tylko dużo Zosia dużo wyniesie, czytelnicy również.

Maria Skłodowska-Curie
Małgorzata Sobieszczak-Marciniak,
Il. Katarzyna Kołodziej
Liczba stron: 80
Format: 140x205
Oprawa twarda
Wydawnictwo RM, 2017.


niedziela, 24 września 2017

Stój, bo strzelam! [... czyli o książce "Łapy do góry", Catharina Valckx]


To bardzo przyjemna książka, w gangsterskim klimacie. Jest wesoło, jest zabawnie, jednak jest tu drugie dno, taki prztyczek dla nas, dorosłych - czytając ją trudno opędzić się od myśli, jak bardzo my, rodzice, chcemy naginać dzieci do swoich wyobrażeń. Chcemy, żeby myślały tak, jak my i były lepszą wersją nas samych. Trudno przełknąć fakt, że dziecko jest inne. Nie lubi tego, co nas pasjonuje, ma inne zdanie na wiele tematów, i wcale nie chce realizować naszych niespełnionych marzeń, bo te jego są zupełnie inne.

Ciągle się tego uczę, pracuję nad tym że one nic nie muszą z tego, co chciałabym, żeby było takie oczywiste. Nie muszą lubić łazić po lesie, nie każde z nich musi być zapalonym połykaczem liter (och, nawet trudno mi to napisać, że tak, nie każde z moich dzieci musi kochać czytanie!), nie każde z nich ... itd. Nie jest to proste.dlatego nie zżymam się na tatę Billy'ego, on też do tego dojdzie...

Bohaterami książki są ojciec i syn. Ten duży - gangster z krwi i kości, ten mały z sercem na dłoni, raczej z tych, co nie skrzywdzą nikogo, powiedzą "dzień dobry", i starszej pani poniosą torbę z zakupami. Ten duży martwi się, że syn nie przejmie pałeczki i rodzinnego interesu czyli nie zostanie bandytą, jak on - jego ojciec. Postanawia więc sprawdzić Billy'ego: daje mu pistolet i każe iść postraszyć jakieś zwierzaki, wołając "Łapy do góry!". Billy bierze broń i wyrusza przed siebie. I nawet woła "Łapy do góry". Owszem spotyka i dżdżownicę, myszkę, zająca, a nawet lisa. Czy jednak woli ojca stanie się zadość? Czy w Billy'm odezwie się złoczyńca?

Billy robi co może, żeby nie zawieść ojca, stara się - trzeba mu to przyznać, jednak z własną naturą trudno wygrać - Billy jest po prostu dobry!  Czytajcie śmiało dzieciom tę książkę - nikomu nie dzieje się krzywda, a mały Billy udowodnia, że jest odważny, bo żeby postawić się większemu - w obronie mniejszych - to nie lada wyzwanie, trzeba mieć charakter. I Billy go ma! Z próby wychodzi zwycięsko, ba - zyska oddane grono nowych przyjaciół. A ojciec, choć uświadamia sobie, że gangstera z syna nie zrobi -  jest z niego dumny!

Świetne ilustracje! Przewrotne poczucie humoru (już sam chomik gangsterem!) - książka niby dla małych, ale duzi będą mieć nie mniejszą radość z czytania.

A skąd taki tytuł posta? Pan Tomek z wydawnictwa Muchomor opowiedział mi historyjkę o tym, jak tytuł książki zapada niektórym w pamięć. Nie mogąc go sobie przypomnieć, po chwili zastanowienia dochodzą do odkrywczego stwierdzenia, tak! To "Stój, bo strzelam!" Przyznam się, że kilka razy też się tak pomyliłam ;)


Łapy do góry!
Catharina Valckx,
wyd. Muchomor
Stron: 36
Format: 21 x 26 cm
Oprawa: twarda
wiek: od 3 lat,
Cena: 29 zł.








poniedziałek, 18 września 2017

Svampe i jego kot Buse, Bernt Rosengren, il. Maria Uszacka


Pracuję z niesamowitymi ludźmi. Wiele pewnie nas dzieli, ale wiele też łączy. Ale są wspaniali, bez wyjątku. I choć zawodowo nie zajmujemy się literaturą dziecięcą, to o tej literaturze przy niejednej kawie rozmawiamy. Ostatnio wypłynął temat książek z naszego dzieciństwa. Każdy z nas ma swoje ukochane tytuły, które wspomina. Kojarzą się z miłymi chwilami, jakimiś wydarzeniami, albo zwyczajnie z czasem, który odszedł, a za którym się tęskni.

I tak od koleżanki usłyszałam o "Svampe ...". Uwielbiała, i książka zginęła, może komuś pożyczona i nie oddana, a może w trakcie przeprowadzki gdzieś się zawieruszyła, nie wiadomo. Nie ma. Są w pamięci kanapki z dżemem, łobuziak kot i sześciolatek Svampe.

Znacie ten żal za utraconą książką z dzieciństwa? Ja go znam tym bardziej, że nie dość, że straciłam większość tych książek (wielu pewnie sama się pozbyłam, uważając, że z nich wyrosłam - o losie, żebym była jasnowidzką...), to w wielu przypadkach nie pamiętam nawet tytułu i  autora, tylko widzę w głowie jakąś ilustracje, albo i to nie...

Więc po tej naszej rozmowie zaczęłam szukać. I znalazłam (nie tylko książkę, ale i fantastyczny antykwariat  na trasie "praca-dom". Ileż tam książek! Dajcie mi worek pieniędzy, a  cudownie go zagospodaruję!). Póki książka jest w moich rękach - mam nadzieję sprawić koleżance dużą frajdę - cieszę się nią, czyli czytam i oglądam, a także Wam pokazuję. Zachęcając jednocześnie do sięgania nie tylko po nowości wydawnicze, ale i po stare książki. Nie wszystkie pewnie trafią do naszych dzieci, zmienił się nieco język i zmienił się świat, ale to świat naszego dzieciństwa, wracajmy więc do niego. Dla siebie.

Svampe i jego kot Buse


To bardzo przyjemna książka, w sam raz na wieczór, tuż przed zaśnięciem. Bohaterem jest sześcioletni chłopiec Svampe, jego kot Buse i rodzina chłopca. Mama plastyczka,  maluje obrazy, ilustruje książki i pisma, tata - pisarz, pisze i pisze na maszynie, a czasem leży i myśli - paląc fajkę - co by tu napisać Svampe ma też starszą siostrę Britt. Poznajemy ich codzienność, drobiazgi, które składają się na dni, tygodnie...
Wyprawa na plażę, bójki Busego z dzikim kotem, czy wreszcie zaginięcie Busa, spacer z tatą na cmentarz i rozmowy o duchach czy obchody wieczoru świętojańskiego ...
Z tej książki dowiedzieliśmy się, jak w Szwecji świętuje się ten dzień  - Midsommar, dlaczego stawia się maszt i przy nim tańczy, a także w jakim celu zbiera się kwiaty i chowa pod poduszkę.
To wszystko plus kanapki z dżemem i uściski tworzą ciepłą, przyjazną atmosferę.
Dorosły czytelnik zauważy różnice w podejściu do wychowania dzieci - współczesna szwedzka literatura wygląd inaczej, jednak tak dużo aż się nie zmieniło. Dzieci mają swoje humory i humorki, rodzice mają czasem gorszy dzień. Czasem jest radośnie, a czasem smutno, ale te smutki bledną, kiedy ma się puszystego przyjaciela, do którego zawsze można się przytulić!

Plus piękne ilustracje Marii Uszackiej!

Svampe i jego kot Buse,
Bernt Rosengren,
il. Maria Uszacka,
tłum. Maria Olszańska,
wyd. Nasza Księgarnia, 1977,
wiek: od 5 lat.
Kupiona w antykwariacie.






środa, 13 września 2017

Podlasie z dziećmi, czyli o atrakcyjnych miejscach dla małych i dużych

Nasze podlaskie wypady. Miejsca, które warto odwiedzić - jedne z wielu -  blisko Knyszyna, Białegostoku i Siedliska z widokiem. Maleńka cząsteczka tego, co warto zobaczyć będąc w okolicy. I ostatni wakacyjny wpis.

1. Ostoya żubra w Kiermusach  


Bo Białowieży nie dotarliśmy - zostawiamy ją na kolejny podlaski raz, ale chłopaki żubry zobaczyć musieli. Pojechaliśmy więc do Kiermus koło Tykocina, w których znajduje się Ostoya żubrów, prywatna hodowla tych niezwykłych, największych w Europie dziko żyjących zwierząt. Można pospacerować wokół ogrodzonego terenu, na którym żyją żubry, wejść na wieżę widokową. Żubry przyzwyczajone są do ludzi - takie odnieśliśmy wrażenie, panowie podchodzili do siatki i mruczeli, a raczej chruczęli do nas, ku uciesze chłopaków. Poza żubrami atrakcją dla oka są domku przy parkingu, należące do kompleksu Ostoi - rząd drewnianych chałup, przecudnych - te okiennice, drzwi, zdobienia  kwiaty i serduszka!





2. Zamek w Kiermusach




To taka ciekawostka - zamek to prywatne Edukacyjne Muzeum Oręża Polskiego im. Jerzego Hoffmana w Kiermusach z niedawno otwartą wystawą średniowiecznych narzędzi tortur i egzekucji. Niestety, do środka mogliśmy zerknąć tylko przez szpary w bramie - muzeum było czynne w wakacje jedynie w niedzielę... Ale warto zrobić sobie spacer od Ostoi do zamku, trasa jest urokliwa - malownicze tereny wokół i polna droga -  że sama w sobie jest atrakcją, tylko niestety nie dla dzieci, które nie kryły rozczarowania, bo chciały na te narzędzia tortur rzucić okiem.






3.  Indiańska wioska "Puszczykówka"


O "Puszczykówce" na Makach zamieściłam już osobny post i dużo zdjęć, więc tam odsyłam zainteresowanych. Spędziliśmy tu fajny czas - słuchając o Indianach, oglądając przedmioty codziennego użytku, stroje, broń, naczynia, pióropusze.... Posiedzieliśmy w tipi, zwiedziliśmy mini zoo... Na więcej zapraszam TU.


4. Twierdza Osowiec



To miał być hit! Wszyscy z naszego turnusu,  poza mną, nie kryli podekscytowania. "Twierdza z drugiej połowy XIX wieku, położona na terenie osady Osowiec-Twierdza należącej do gminy Goniądz w powiecie monieckim w Polsce, znana z 6,5-miesięcznej obrony podczas I wojny światowej. Na początku XX wieku zaliczana do najnowocześniejszych twierdz świata. Nigdy nie została zdobyta (Wikipedia).  
Cóż, ponieważ poranki mieliśmy leniwe w klimacie "slow", dotarliśmy tu w porze poobiedniej. I cóż... Okazało się, że to był błąd, bo bunkry i teren twierdzy można zwiedzać tylko z przewodnikiem, do godz. 13. Trochę nas to zdziwiło, okres wakacyjny jeszcze się nie skończył, ale nie odjechaliśmy zupełnie z niczym i coś tam zobaczyliśmy, konkretnie pozostałości bunkrów  (fort IV) przy Biebrzańskim Parku Narodowym.




5. Biebrzański Park Narodowy


Przemili pracownicy BPN w punkcie informacyjnym! Polecamy! Wyjdziecie od nich zaopatrzeni w wiedzę i informacje, co trzeba zobaczyć, kiedy i jak tam dojechać, a także mapki i foldery.
Warto zaplanować cały dzień na chodzenie ścieżkami edukacyjnymi, poobserwowanie ptaków i pięknych terenów nadbiebrzańskich.





6. Skansen w Białymstoku


O skansenie na Makach osobny post. Zapraszam TU



7. Tykocin: wrota Podlasia


Chodzenie uliczkami, zachwycanie się a to drzwiami, a to okiennicą czy gankiem to nie są atrakcje dla moich chłopaków. Więc jakby ktoś ich zapytał, jak tam było w Tykocinie, powiedzieliby, że nuuuuudno. Pewnie zapamiętali Pierogarnię przy rynku (no smacznie było, a porcje takie, że i kolejny posiłek od razu ma się z głowy) i te dwa koty na ganku i kilka psów. Poza tym parking i lody.
Antek więcej miałby do powiedzenia, bo w przeciwieństwie do braci nie grzał krawężnika, tylko chodził z nami tu i tam...
Kto nie był, a oglądał "U Pana Boga za miedzą" to prawie jakby był ;)





8. Wielka Synagoga w Tykocinie i Muzeum



Tykocińska Wielka Synagoga - drugą pod względem wielkości w Polsce (pierwsza jest Stara Synagoga w Krakowie), powstała w 1642 r. Od XVIII w. do II wojny światowej Żydzi stanowili połowę mieszkańców miasta.
W 1941 r. Żydzi z Tykocina zniknęli, zostali rozstrzelani przez Niemców w lesie pod Łopuchowem. Obecnie w synagodze znajduje się Muzeum w Tykocinie,  zobaczycie tu zbiór judaików i  malowidła ścienne m.in.. hebrajskie teksty modlitewne - druga jego część jest w Domu Talmudycznym tuż obok, przy ul. Koziej 2.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...