Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

wtorek, 17 października 2017

Gwiazdka z nieba, Przemysław Wechterowicz, il. Marcin Minor


Książki Przemysława Wechterowicza bardzo sobie cenię - "W pogodni za życiem" uwielbiam, a i "Mrówka wychodzi za mąż" dała nam kiedyś dużo radości. Ilustracje Marcina Minora to dla mnie nowe odkrycie, nie znałam tego ilustratora - patrząc na okładkę "Gwiazdki" przez moment miałam wrażenie, że to Dziubak (ciemne tło, nasycone kolory, jakaś tajemnica) - jednak już po otwarciu książki i przejrzeniu pozostałych ilustracji wrażenie to się rozpierzchło.

Książka jest magiczna - dzięki nieco zamglonym, bardzo malarskim obrazom i tekstowi, który plastycznie przedstawia noc w lesie. Czytając tę opowieść czujemy na skórze światło księżyca, słyszymy cykanie świerszczy,  pohukiwanie sów, rechotanie żab... Ta nocna atmosfera lasu, nieco uśpionego, ale równocześnie tętniącego życiem i odgłosami sprawia, że jeszcze mocniej odbieramy niezwykłość tego, co się dzieje...

A dzieje się coś bajkowego! Orzesznica znajduje gwiazdkę, która spadła z nieba. Bohaterki  bawią się i tańczą przez całą noc, a kiedy czują bliskość nadchodzącego dnia, przychodzi czas na rozstanie.

Gwiazdka traci światło, czas na nią... tylko jak wysłać ją do nieba? Orzesznica jest za mała, nie umie ani latać ani wysoko się wspinać. Na szczęście od czego są przyjaciele, z ich pomocą opowieść zakończy się szczęśliwie, a orzesznica będzie z uśmiechem zadzierać główkę do nieba. A stąd mrugać do niej będzie jej gwiezdna przyjaciółka..

Nastrojowa, prosta i klimatyczna opowieść na wieczorne czytanie i zasypianie.  Popatrzcie sami na te ilustracje!

Gwiazdka z nieba
 Przemysław Wechterowicz
il.Marcin Minor,
wyd. Tadam, 2017
format: 255 mm x 270 mm
oprawa: twarda
36 stron
cena okładkowa: 39,90 zł,
wiek od 3 lat.








niedziela, 15 października 2017

Coco i jej mała czarna sukienka, Annemarie Van Haeringen


Coco Chanel to ikona stylu i niezwykła kobieta, która zrewolucjonizowała modę XX wieku. To ona zdjęła z kobiet niewygodne, krepujące ruchy ubrania (te wszystkie krynoliny i falbany), dała nam spodnie, sztuczne perły i ... ścięła włosy. Zostawiła po sobie Chanel 5, zapach, w którym spała Marilyn Monroe, małą czarną i dwuczęściowy kostium.

Uwielbiam jej styl, elegancję tkwiącą w prostocie.

A "Coco i jej mała czarna sukienka" to kolejna książka dla małych dziewczyn (i większych też!) o kobietach, które osiągnęły coś, dzięki swoim umiejętnościom, uporze i intuicji. W kobietach siła!

Chanel, osierocona przez matkę, trafiła w wieku kilku lat do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Jej ojciec żył, ale nie chciał zajmować się dziećmi (Coco miała jeszcze czworo rodzeństwa). Autorka opowiada o pierwszych latach dziewczynki, pokazuje Coco głodną i zmęczoną, nieustannie pracującą, bo u zakonnic liczyła się tylko praca: szycie, haftowanie, szydełkowanie, robienie na drutach... To tu przyszła projektantka zdobyła zawód, który w przyszłości dał jej sławę i otworzył wszystkie drzwi, ale nim do tego dojdzie...

Dzięki swoim umiejętnościom znajduje posadę szwaczki, a potem trafia do zamku bogatego znajomego (my wiemy, że był nim Etienne Balsan, pierwsza miłość Coco), gdzie podpatruje życie wyższych sfer. Tu uczy się jeździć konno, ale nie chce tego robić jak inne damy - w sukniach, jak amazonki, z nogami po tej samej stronie - tylko szyje sobie spodnie na wzór męskich. Jak można się domyślać - szybko wszystkie kobiety zapragną takie mieć... Potem  zrewolucjonizuje nakrycie głowy - kapelusze obedrze z dekoracji "statków i koszy owoców na głowie", wyrzuci gorsety, a "niekończące się " rozkloszowane spódnice przekształi  w wygodne sukienki i spódnice, w których da się jeździć na rowerze i tańczyć... Na koniec przywraca czerni kolor - sprawia, że kobieta ma urok i klasę.

Kiedyś, kiedy przez moment miałam przyjemność stać po drugiej stronie lady i opowiadać o książkach dla dzieci, do księgarni przyszła młoda kobieta. Szukała książki, która "zainspiruje" jej sześcioletnią córkę. Gdyby to stało się dzisiaj -  pokazałabym jej "Coco i jej małą czarną sukienkę", bo to, co zrobiła Chanel jest niezwyczajne - dała kobietom wygodę i luz, i wydobyła z nich naturalne piękno bez gorsetów, krynolin i innych takich...

Coco i jej mała czarna sukienka
tekst i il. Annemarie van Haeringen,
wydawnictwo Muchomor, 2017
Oprawa: twarda
Format: 24 x 28,5 cm
Liczba stron: 40
Cena: 28 zł
Wiek: 5+





sobota, 14 października 2017

Historia jednej wycieczki [okiem nauczyciela]








"Zaczyna się zaraz po starcie, w autokarze. Trzem chłopców jest niedobrze, wymiotują. Na ubrania, fotel, podłogę. Pewnie przez to co zjedli - w plecakach same słodycze i słodkie napoje-ulepki. Trwa nerwowe poszukiwanie chusteczek, reklamówek, wody... W powietrzu fetor, dzieciaki wrzeszczą, że śmierdzi. Kierowca zachowuje stoicki spokój.

Docieramy do zoo. Sklep z pamiątkami działa jak magnes. Rejestrujemy u kolejnego dziecka ból brzucha i głowy, dreszcze. Grupa wrzeszczy, ryk taki, że słonie pouciekały.  Dzieci rozbiegają się, zaganiamy je w jedno miejsce.  Sto telefonów do domu - mama chorego jest ponoć w domu, ale nie odbiera. Dziecko się słania, my trzy i dwie klasy - 45 osób. Koleżanka z chorym, my dwie z grupą.
W grupie dziewczynka na wózku i chłopiec z zespołem Downa. Z dzieckiem na wózku jest mama. Brak podjazdów, schody, schody, schody i wnoszenie wózka. Jesteśmy spocone. Następne dziecko wymiotuje. Kolejne w histerii, bo zgubiło telefon. Dwoimy się i troimy. Przewodniczka  milknie. Mama dziewczynki na wózku z niedowierzaniem kręci głową.

Płyniemy statkiem. Do wody wpadają różne rzeczy m.in. portfel, kapitan raz po raz wychodzi za burtę i wyławia. Kolejny wymiotuje. My z oczami dookoła głowy i zdartym gardłem od uspokajania i przekrzykiwania. Jedna z dziewczynek zjeżdża z pagórka i jest cała w błocie. Histeria. Po chwili opanowana. Reszta dzieci nie słucha -  nosy wściubione w telefony, tablety. smartfony. Dramat. 
Przewodniczka przechodzi załamanie nerwowe i usuwa się w cień. My jak te siłaczki na posterunku. 

McDonalds - kolejka jak do Rzymu, histeria dziewczynki, bo dostała nie to, co zamawiała. Negocjujemy zmianę zmówienia. Wreszcie zbiórka. Okazuje się, że jeden uczeń jeszcze czeka na jedzenie. Po 75 minutach dziecko dostaje jedzenie  na wynos.

Wreszcie jedziemy. Po kilku minutach zawracamy, po kurtkę. Za pół godziny szukamy toalety, bo nam chłopak odgraża się, że zaraz zsika się w spodnie. W restauracji nie chcą go wpuścić do WC, płacę, młody wbiega do toalety... W końcu autobus i powrót. Znowu wymioty, dzikie wrzaski, zostawiony portfel na stacji. Hałas, krzyki i disco polo. Przewodniczka z biura traci głos, matka ucznia nie wierzy, że to rzeczywistość nie sen. Wreszcie szkoła. Jesteśmy na ostatnich nogach.

Dzieci znikają w objęciach rodziców. Robi się pusto. dwoje wciąż czeka. Mija 35 minut. Koleżanka z telefonem przy uchu - rodzice chyba śpią - decyduje się, że dziecko sama odprowadzi. My wciąż czekamy na ostatniego rodzica. Słaniamy się na nogach, marzymy o łóżku i ciszy, o odejściu w nicość.

Naradzamy się, jedna z nas  postanawia odprowadzić uczennicę do domu. Po 42 minutach, kiedy już jest ciemno, podjeżdża samochód. Za kierownicą ojciec. Dziecko mówi "dobranoc"- tatuś nawet nie kiwnął głową z samochodu, nie wysiadł, nie przeprosił.

46 minut po przyjeździe z wycieczki wleczemy się wyplute do naszych samochodów.

To była zwyczajna wycieczka. Nic szczególnego. Po 12,5 godz. docieram do domu. padam. Nie mogę mówić, gardło zdarte. Obiecuję sobie, że nigdy więcej, ale wiem przecież, że ... do następnego razu".


***

Powyżej opowieść o wycieczce szkolnej, zwyczajnej wycieczce jakich w szkole wiele. Ten list trzymałam w skrzynce mailowej od ubiegłego roku. Pozostawiam go bez komentarza.

Wszystkim nauczycielom z okazji ich święta życzymy końca reform i spokoju, lepszych programów, nie przeładowanych klas i więcej czasu na satysfakcjonującą pracę z dziećmi kosztem papierów do wypełnienia - oby tych ostatnich było jak najmniej, i mądrych rodziców.

Holidays, gra karciana Djeco

Mała gra, idealna na wyjazdy - nie zajmie dużo miejsca w walizce, zmieści się nawet do torebki. Mnie, poza wielkością, skusiły ilustracje - są bardzo sympatyczne! W ogóle opakowanie gry jest bardzo estetyczne i dosyć masywne, za co na wstępie duży plus.

Wzięliśmy Holidays na wakacje, ale ... odkryliśmy po powrocie do domu.

W opakowaniu jest 56 kart:
  • 8 kart tematycznych, 
  • 32 karty aktywności, 
  • 16 kart specjalnych, 
  • banknoty

Gramy po to, by jak najszybciej zebrać wakacyjne atrakcje. Do wyboru mamy:
  • nurkowanie, 
  • lot w kosmos, 
  • wyścigi, 
  • sporty ekstremalne, 
  • podróż morską, 
  • zwiedzanie, 
  • zabawę w chowanego 
  • polowanie

Naszym zadaniem jest dobrze zainwestować pieniądze (i jeszcze je pomnażać na aukcjach), wykupując aktywności z 5 grup tematycznych (my idziemy na całość i zbieramy karty ze wszystkich 8 grup).
 Emocji w toku gry nie brakuje, szczególnie przy odkrywaniu kart specjalnych - te jęki rozczarowania i zawodu, kiedy wylosuje się kartę podatku czy radość z informacji, że bank wypłaca ci w prezencie dodatkowe pieniądze! Kalkulowanie, co kupić, a co wystawić na aukcji czy wyprzedawanie kart, bo stoi się na granicy bankructwa...
Gra się szybko, a zmienne koleje losu podnoszą ciśnienie lepiej niż mocna kawa ;)

Holidays, gra karciana Djeco
Liczba graczy: 2-4 osoby
Wiek: od 7 lat
cena ok. 50 zł.






niedziela, 8 października 2017

Książki zaangażowane, czyli DZIECIOM O ZWIERZĘTACH i LESIE

Długo chodziłam z tymi książki w głowie. Z refleksjami, oburzeniami i smutkami. Bo te książki, każda w inny sposób poruszają czułe struny, gryzą sumienie. Pokazują, jakim uzurpatorem jest człowiek, jak przesadnie i okrutnie czyni sobie ziemię poddaną. Bez refleksji, że szkodząc jej  - ostatecznie najbardziej szkodzi sobie.

Sięgajcie po nie, czytajcie dzieciom - może uda nam się wychować mądrych i empatycznych ludzi, którzy kiedyś zmienią obraz polityki czy gospodarki, którzy nie będą patrzyli na świat przez pryzmat swoich korzyści, a popatrzą dalej... Bardzo sobie tego życzę.

Co mi się podoba w tych książkach? Każda jest inna, inaczej opowiedziana, inaczej zilustrowana, ale każda na swój sposób wymaga od czytelnika reakcji - zachęca do niej. Do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi. A jak TY myślisz, a jak TY byś się zachował... Autorzy przekazują nam pałeczkę, co z nią zrobimy, gdzie z nią pobiegniemy?

Dziwolągi



Ludzie to dziwne stworzenia. Potrafią odciągnąć uwagę, oszukać, wykorzystać i ograbić. Zwierzęta czują się zaskoczone, to co było ich światem zniknęło. Wycięto drzewa, które były ich domem  i wywieziono, żeby stawiać inne domy i komu innemu. Nie można tak robić. Zwierzęta są zaskoczone i przygnębione. Ich dziuple, gałęzie, jamy pod drzewami,  dające schronienia - tego już nie ma, jest krajobraz jak po pobojowisku. Szkielety pni. Rozorana ziemia.

Gdzie zwierzęta schronią się przed deszczem i słońcem? Co będą jeść? Próbują jakoś się urządzić na nowo, ściągają znalezione w lesie rzeczy (wszystko to, co człowiek tu wyrzuca - wstyd, człowieku! - zepsute urządzenia, połamane meble, wysypisko!), ale ciągle jest nie tak... Zaczęły szukać swoich starych domów i znalazły pocięte drzewa przy siedzibach ludzkich... Próbowały załatwić sprawę polubownie, rozmawiać, przekonywać, prosić - drzwi z hukiem zamykano im przed nosem.

Znalazły więc inny sposób... Wymyśliły plan, który się udał.

A dziwolągi w końcu zrozumiały.

Czy ludzie odpowiedzialni za to, co dzieje się w Puszczy Białowieskiej i innych polskich puszczach też kiedyś zrozumieją? Oby nie było za późno.

Proszę zwrócić uwagę na ilustracje - na początku sielankowe, nasycone kolorem, pogodne, potem, pod wpływem wydarzeń stają się rozedrgane, a śmieci - w czasie mozolnej odbudowy domów - rysowane są już wyłącznie czerwonym kolorem.

Dziwolągi
tekst: Cristóbal León, Cristina Sitja Rubio
il. Cristina Sitja Rubio,
wyd. Dwie Siostry, 2017
format 23x32 cm
oprawa twarda
stron: 44 .
wiek: 4+
cena 28 zł.







Uratuj mnie!




Książka obrazkowa, w której pada mało słów i to na sam koniec. Nie trzeba ich wiele. Tu mówią obrazy. Te obrazy do co wrażliwszych wręcz krzyczą!

Między kartkami są foliowe przekładki. Po prawej stronie obrazek, przedstawiający to, jak człowiek traktuje zwierzę, po lewej to samo zwierzę w jego naturalnym środowisku. Pani w etoli z lisa czy lis śpiący w lesie, niedźwiedź w klatce za kratami czy siedzący obok swojego młodego gdzieś w górach, słoń występujący w cyrku czy wędrujący przez afrykańską sawannę - gdzie im lepiej, gdzie powinny być i żyć?

Świetna lektura, która może być ważnym wstępem do rozmowy o prawach zwierząt i o wykorzystywaniu ich przez człowieka. Czy chcemy i czy musimy przyłączyć się do tej sztafety cierpienia i smutku? Czy poroże dekoruje nam dom czy jest raczej powodem do wstydu i wynikiem okrucieństwa ludzi?

Dużo rozmawiamy w domu o zwierzętach, o ich sytuacji we współczesnym świecie i bardzo ciężkim, pełnym cierpienia losie. Jako dawna prozwierzęca aktywistka i wegetarianka z kilkunastoletnim stażem, jestem bardzo czuła na sytuację zwierząt. W sklepach zwracam uwagę na jajka, czy są z wolnego wybiegu czy nie, nie kupuję czerwonego mięsa (niestety, kupuję drób, ale nie ściemniam, skąd się bierze mięso) i unikam skóry naturalnej. Kupując kosmetyki - wybieram te ze znaczkiem "nie testowano na zwierzętach". Nie prowadzę dzieci do cyrku, w którym występują tresowane zwierzęta. Bywało, że chłopaki się denerwowali, bo chcieli - po wysłuchaniu opowieści o  tym, jak wygląda tresura - rezygnowali sami.
Ta książka przywołała te tematy kolejny raz i zawsze były to wartościowe rozmowy. A zasiane ziarenka, kiedyś wykiełkują...


Uratuj mnie!
Kreacja i ilustracje: Patrick George
wyd. Bajka, 2017
Oprawa twarda, matowa
Książka z foliowymi przekładkami
Format: 210 x 200 mm
Stron: 30 + 11 foliowych przekładek
Cena okładkowa: 34 zł.







Człowiek jaki jest, każdy widzi










































Jak postrzegają nas zwierzęta?  Wybierzcie się w Himalaje, do miejsca, w którym nigdy nie stanęła stopa człowieka, a gdzie swój hotel ma rodzina Yetich. Klientami są zwierzaki z całego świata - obowiązuje bezwzględny zakaz zjadania się - wypoczywa tu i komarzyca Bzybzy i mysz Pipilotta, sowa Nihiuhu i wilk Chaps, kotka Furkotka i leniwiec Lulu, kapucynka Kiki i rekin Szczękin i wół Ciężkie Kopyto i wiele, wiele innych. Wszystkie, wciągnięte do rozmowy przez córkę gospodarzy, pannę Yeti, opowiadają o człowieku.
Każde ze zwierząt ma inne doświadczenia związane z człowiekiem, częściej negatywne niż pozytywne. I na co innego zwraca uwagę, co innego widzi. Jak nas widzą zwierzęta, jak postrzegają nasze zachowanie, reakcje. Jacy w ich oczach jesteśmy? Czasem się nas  boją, czasem patrzą na nas z pobłażaniem. Dziwimy je, zaskakujemy, zdumiewamy... Pouczająca to lektura, dobrze z dystansu zobaczyć siebie.

Ta książka ma swój nastrój, wyróżnia się na tle innych, jest inna, oryginalna. Plus bardzo ciekawe, zapadające w pamięć ilustracje. Zakończenie przydaje książce kolejnego koloru. Jaki ten człowiek w końcu jest? 


Człowiek jaki jest, każdy widzi

Marzena Matuszak
il. Grażyna Rigall,
wyd. Dwie Siostry, 2017
format: 16,50 x 23,50 cm
oprawa twarda
stron 56
cena 32 zł
Wiek: od 5 lat,
cena 32 zł.




Dziwolągi:




Człowiek jaki jest, każdy widzi:




Uratuj mnie!:


niedziela, 1 października 2017

Ten i tamten las, Magdalena Tulli i il. Alicja Rosé (spotkanie)


Sobotnie popołudnie. Big Book Cafe przy ul. Dąbrowskiego. Pojechaliśmy. Ja ciekawa książki i miejsca, Antek - ciekawy wszystkiego, co może się wydarzyć w trakcie wypadu.

Świetne miejsce: kolejne, w którym  książka jest w centrum. Przyjazny wystrój, świetna atmosfera i wstęp otwarty dla czworonogów. Na spotkaniu z Magdaleną Tulli naliczyliśmy cztery psy, a kiedy jeden z nich ulokował się pod naszym stolikiem - to już pełnia szczęścia! Antek, kiedy nie siedział obok niego - pies z radością przyjmował wszelkie głaski i drapania za uszkiem - to go rysował na serwetce. Miał plan, żeby rysunek zrolować i wsunąć mu za obrożę. Jednak  wycofał się z tego pomysłu, a nuż właściciel nie byłby zadowolony?

Zaskoczenie i zawód - książki nie można było kupić, ani obejrzeć, bo jeszcze nie przyjechała z drukarni. Musieliśmy zadowolić się ilustracjami na projektorze. Dlatego moja ciekawość ciągle jest niezaspokojona - intryguje mnie ta książka i na poziomie tekstu i ilustracji, które jeszcze nie wiem - czy podobają mi się czy nie. Książka na ostatnim zdjęciu to rysownik.

Sobotni






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...