Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

wtorek, 28 listopada 2017

Frida Kahlo & Diego Rivera. Polskie konteksty (CK Zamek w Poznaniu)


Drobna, wyrazista, kobieca. Z czarnymi brwiami, a pod koniec życia i charakterystycznym wąsikiem. Ze skupionym, przejmującym wzrokiem i papierosem w ręce. W zamaszystych spódnicach, kwiatach wplecionych we włosy i sznurem korali. Wyprzedzająca czasy, w których żyła. Dla nas egzotyczna, bardzo południowa. Złożona z kontrastów. Szalona w miłości, oddana sztuce. Nadwrażliwa, kontrowersyjna, mówiąca własnym głosem.

Frida Kahlo


Fascynuje, co do tego wątpliwości nie ma. Sztuka przenikająca życia i życie przenikające sztukę  Bo obrazy Fridy to jej intymna, bardzo osobista opowieść. Taki pamiętnik wydrapany na płótnie.
Trudna, wyczerpująca psychicznie miłość - małżeństwo  z Diego Riverą, rozwód, ponowne małżeństwo, jego liczne romanse i jej (m.in. z Trockim),  niemożność donoszenia ciąży, aborcje ze względu na zagrożenie życia, i stały ogromny ból i cierpienie.

Za Nietzschem powtarzała "Nazwałam swój ból psem. Jest tak samo wierny". Wypadek, w którym uczestniczyła, wracając ze szkoły (zderzenie autobusu z tramwajem) odcisnął piętno na całym jej życiu, zmienił jego trajektorię.  Zamiast studiów medycznych (tak, Frida Kahlo chciała być lekarzem) długie miesiące spędzone na szpitalnym łóżku. Z wypadku wyszła z połamaną nogę, żebrami, miednicą, obojczykiem,  zmasakrowaną nogą i stopą, uszkodzonym kręgosłupem i przebitym podbrzuszem. W sumie przeszła ponad 30 operacji (w tym kręgosłupa), ciągła terapia sprawiły, że jej życie podporządkowane było chorobie i walce o sprawność. Malowała często w łóżku, na leżąco - na specjalnie skonstruowanych sztalugach. W lustrze widziała swoją twarz. „Maluję siebie, ponieważ tak często jestem sama i ponieważ jestem tematem, który znam najlepiej”.

Krytycy nie wynoszą jej sztuki na piedestał, owszem, uważają jej prace za interesujące, ale nie wybitne. Jednak dla ludzi, odbiorców jej sztuki są fascynujące - pełne emocji i pasji. Szczere i poruszające. Ale też proste w przekazie, symbolice, a przez to łatwe w odczytaniu i trafiające do wyobraźni. Świadczy o tym choćby fakt sukcesu wystawy Fridy w Poznaniu. Żeby zobaczyć tę małą wystawę wiele osób jechało z odległych zakątków Polski.


Wystawa  w CK Zamek w Poznaniu


My z córką też pojechałyśmy. Na świeżo po lekturze książki "Frida Kahlo prywatnie" Suzanne Barbezat, wyd. Marginesy, 2017 (bardzo polecam, jest i o życiu Fridy i o jej sztuce - czyta się jednym tchem plus zdjęcia obrazów i fotografie artystki m.in. zrobione przez Nickolasa Muraya w latach 30. i 40.) miałyśmy w głowach swoje wizje wystawy.

Tak, wiedziałyśmy, że obrazów malarki jest mało (28 obrazów Fridy plus 10 Diego Rivery), że wystawa obudowana jest wątkiem polskim (Fanny Rabel, uczennica Fridy i malarka i Bernice Kolko, fotografka) i sztuką meksykańską (prace grupy meXylo, meksykańskich artystów inspirujących się twórczością Kahlo), więc nie to nas rozczarowało (choć proporcje prac świadczą raczej, że jest to bardziej meksykańska wystawa z wątkiem Fridy)... Tylko sama ekspozycja - słabe światło (bardzo mi to przeszkadzało),  natłok prac w salach pobocznych, przez co były słabo wyeksponowane,  duża odległość między salą główną a bocznymi – wiem, że dużo osób nie zobaczyło całej wystawy, bo nie wiedziały, że jeszcze coś jest...).

Mimo tego bardzo cieszę się, że pojechałyśmy, obejrzałyśmy. Co innego stać przed oryginalnym obrazem i patrzeć na fakturę płótna, a co innego oglądać obrazy w książce na papierze.
Na wystawie można też zobaczyć surrealistyczny obraz Fridy Kahlo, którego nie ma - odtworzone z negatywu „Zraniony stół”. Obraz był pokazywany w 1955 roku w Warszawie, potem w Moskwie i ślad po nim zaginął...

Bez wątpienia, patrząc na rekordową frekwencję, jest to wystawa roku.












piątek, 24 listopada 2017

Szopka bożonarodzeniowa z rolek po papierze i filcu (jak zrobić z dzieckiem)


Jeszcze listopad, a u nas już świątecznie - zrobiliśmy szopkę. Tak szczerze mówiąc to głównie robiłam ją ja. Rola chłopaków ograniczyła się do sugestii i podpowiedzi i wyrażania opinii, czy jest ok. Było ok. "Ale fajna wyszła, wiesz?" - serio, słyszałam zdziwienie w ich głosach. Za to kiedy już stanęła, światełka zapłonęły  - przy szopce co i rusz któryś przystawał i oglądał i dotykał i przestawiał według swojej koncepcji i widzimisię.

Myślę, że to fajny pomysł na zabawę z małymi dziećmi. Zachęcam i polecam. Proste to jak drut, trzeba jedynie mieć trochę zachomikowanych materiałów, rolek po papierze, papierów kolorowych, przydadzą się skrawki materiałów, pudełko (może być po butach), sianko do dekoracji, klej i tyle.

Inspiracją dla mnie była szopka Kai Tomalik (TU)











poniedziałek, 20 listopada 2017

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe, Michał Leśniewski, il. Maciej Szymanowicz


Art Egmont co i rusz wyciąga asa z rękawa. Nie sposób się oprzeć tym książkom, ilustracyjnie - same majsterszyki! Książka, którą teraz prezentuję nie odbiega od tego poziomu. Maciej Szymanowicz - to jeden z moich ulubionych ilustratorów, i ten, którego styl moje dzieciaki bezbłędnie rozpoznają (łącząc obraz z nazwiskiem) i uwielbiają.

"Ale auta!"- to pozycja dla wszystkich miłośników pojazdów na kółkach, i tych małych i dużych. To nie tylko historia samochodowa w pigułce, ale historia przedstawiona "po ludzku" - bohaterami tej książki są i samochody i ludzie. I co ważne, często to ludzie są tu na pierwszym planie. Jak w opowieści o podróży Berthy Benz, która z synami Eugenem i Richardem wyruszyła w podróż do matki - bez wiedzy męża Karla, skonstruowanym przez niego automobilem. Pojazd co i rusz się psuł, kobieta jednak nie poddawała się - reperowała, co wymagało reperacji i jechała dalej. Smakowite to historie!

Autor wprowadza nas w świat nie tylko aut, kontekst jest szerszy - poznajemy to, co wokół. I mody i stroje (ach, ta moda automobilowa, te szuby i pilotki!), obyczaje i różne wydarzenia, istotne na mapie samochodowego rozwoju i postępu. Każdy rozdział to krótkie opowiadanie (niektóre historie - niezwykle ciekawe otrzymały tych rozdziałów kilka), które z ogromną lekkością przenosi czytelników w niezwykły świat odkryć, przełomów, ciekawostek. Czyta się z autentycznym zainteresowaniem.

Jest też wątek polski. Opowieść o Jerzym Jelińskim, harcerzu i marynarzu, który postawił sobie za cel objechanie świata samochodem. Wraz z ekipą kolegów zaczęli realizować zadanie, ostatecznie udało się je wykonać tylko Jelińskiemu i Orankowi, szczeniakowi, którego przygarnęli na trasie, gdzieś w Afryce. Z książki poznamy też historię warszawy, którą produkowano w Warszawie (jeździł nią m.in. pan Czesław, taksówkarz i kierowca karetki ratunkowej),  syrenki, dużego fiata i malucha-kaszlaka (matko, ile się nim najeździłam w dzieciństwie!).

Maciej Szymanowicz zilustrował opowieści Michała Leśniewskiego po prostu wspaniale! Ilustracje niosą tę książkę! Nie można od niej oderwać ani oczu ani rąk, nawet jeśli jest się takim samochodowym ignorantem jak ja. Te ilustracje czarują, przenoszą nas do retro świata, otulają kolorem i jakąś magią. I sprawiają, że się uśmiechamy. Jestem pod wrażeniem. Pokazałam tę książę znajomym - szkoda, że pan Szymanowicz nie słyszał tych zachwytów :)

Jest wiele książek o samochodach, starszych i nowszych - ale ta zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Bardzo, bardzo polecam.

Polecam też Wam recenzję Bartosza Wokana z samochodowymi dygresjami (coczytamkonstantemu.pl).

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe,
Michał Leśniewski
ilustr. Maciej Szymanowicz
Art Egmont, 2017
Liczba stron:88
Wymiary: 24.3x27.6,
wiek: od 5 lat do 99 ;)

Co wnikliwsi pewnie zauważą brak kierownicy w samochodzie na pierwszym zdjęciu. No, nie ma i już! Już nie ma! Ale pojazd jest tak stylowy, że brak kierownicy niczego mu nie ujmuje ;)










środa, 15 listopada 2017

Niesamowita przygoda psa Dżimusia, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

Wiosną Franek  jedzie na wycieczkę szkolną do Krakowa, Wieliczki i Ojcowskiego Parku Narodowego. W Krakowie zwiedzi Komnaty Królewskie na Wawelu, Katedrę i Kościół Mariacki, Starówkę i Sukiennice. Może idąc jedna z ulic, mijając jakiś budynek oczyma wyobraźni zobaczy pędzącego psa Dżimusia? Albo szukającego go Karola, z jego mamą Heleną, synową Estreichera ? A może samo miejsce wyda mu się znajome?

Książeczkę (miękkie okładki, format  ) wydało Muzeum Historyczne Miasta Kraków. Bardzo fajne są takie pomysły, których celem jest przybliżenie dzieciom czegoś mimochodem, przy okazji, gdzieś w tle. 

Nawet nie zauważamy, kiedy biegamy za Dzimusiem i w jego sprawie po brukowanych krakowskich ulicach, a nazwy Collegium Maius z Biblioteką Jagiellońską i ulicami ją otaczającymi, i Planty i Rynek jakoś tak stają się znajome i bliskie...
Czytając książkę na moment przenosimy się do Krakowa sprzed wieku (dokładnie w pewien czerwcowy dzień 1912 roku). Poruszamy się po mieście (wiecie, że pod Sukiennicami sprzedawano kiedyś kury?), wchodzimy do domów, obserwujemy relacje między ludźmi, patrzymy na stroje, słyszymy język polski z początku 20 w.(autorce zgrabnie udało się w tekst wpleść trochę słów, które dla współczesnych i młodych czytelników brzmią obco). Jesteśmy w Magistracie, poznajemy prezydenta miasta (czy Juliusz Leo pomoże uwolnić Dżimusia?), ale i dorożkarza (tak, po Krakowie kiedyś jeździło się dorożką!) i gosposię Augustynową i ...

Poznajemy klimat miasta. Kraków, którego w tamtej odsłonie już nie ma.

Naszymi oczami jest Karol, wnuk nieżyjącego już profesora Karola Estreichera,  historyka literatury i teatru, krytyka literackiego, wieloletniego dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej, nazywanego „ojcem bibliografii polskiej”. To on towarzyszy mamie, jeżdżącej po mieście i załatwiającej uwolnienie Dżimusia. Bo Dżimuś został złapany. Przez HYCLA, i grozi mu poważne niebezpieczeństwo!

Jak do tego doszło, co się stało? Pies co rano lubi zrobić rundkę po mieście, kiedy jego pan żył towarzyszył mu w pracy, a w bibliotece Jagiellońskiej czuł się jak w domu. Po śmierci pana nie zmienił obyczajów, nadal lubił odwiedzać znajome kąty. Wszyscy go znali i lubili. Tym razem jednak wpada w zasadzkę. Co się z nim stanie?

Autorka książki prowadzi opowieść szybko, z werwą. Serwuje nam wycieczkę przez stary Kraków i kawałek historii. Koniecznie zajrzyjcie, będąc w tym mieście, do Muzeum Historycznego: książeczki, które można kupić w sklepie muzeum (poza Dżimusiem jest tu kilka innych pozycji, którym warto się przyjrzeć) mogą stać się atrakcyjną pamiątką nie tylko dla dzieci.


Niesamowita przygoda psa Dżimusia
Joanna Gellner, Bożena Sobucka, Karol Estreicher młodszy,
Muzeum Historyczne Miasta Krakowa.  2016,
stron: 31,
format: 20cm x 18cm,
wiek: od 5 lat,
cena 10 zł.








sobota, 11 listopada 2017

Malutki Lisek i Wielki Dzik. Świt, Berenika Kołomycka



To trzecia część liskowo-dziczkowej historii. Po "Tam" i "Najdalej" możemy kontynuować przygodę z bohaterami komiksu, czytając "Świt".

Ta część jest niezwykle refleksyjna. Zwierzaki muszą uporać się ze smutkiem i poczuciem straty po odejściu małej koleżanki. Koleżanki, która żyła tylko jeden dzień. Tak, była nią jętka. Jednak zwierzątka nie spodziewały się, że dopiero co rozpoczęta znajomość (spotkali się, kiedy jętka była w stanie "przedjętkowym") tak nagle zostanie przerwana.

Lisek bardzo emocjonalnie przeżywa rozstanie z jętką, jest zagubiony, nie umie nazwać targających nim uczuć - zawodu, bólu, smutku, tęsknoty ... Ale też i żalu do siebie o słowa, które powiedział o jętce w złości. Z pomocą przyjaciela udaje mu się uporać z zalewającym go bólem i pogodniej patrzy w przyszłość. Rozumie, że teraz im ciężko, ale przyjdzie czas, kiedy to minie... Po zmroku przychodzi świt.

Delikatnie opowiedziana historia straty, rozstania. Oswaja i godzi z tym trudnym dla każdego tematem. Skłania do rozmowy, wspominania. Piękną postacią jest jętka, która pokazuje swoją radością i niecierpliwością miłość do życia - do życia radosnego, życia w pełni -  wykorzystując każdą chwilę i ciesząc się swoim NDŻ (najpiękniejszym dniem życia), który u jednych trwa dłużej, u innych krócej. Piękne i wzruszające są zwierzęta - pełne zrozumienia, troskliwości i czułości wobec drugiego (dzik) i szczere w swoich emocjach (lis).

I jak w każdej części: przepiękne są ilustracje! Niezwykle ciepłe, nasączone kolorem - w Świcie przeważają barwy ciemne, mroczne, odpowiadające emocjom bohaterom. Uwielbiam!


Malutki lisek i wielki dzik. Świt
Scenarzysta: Berenika Kołomycka
Il. Berenika Kołomycka
Seria/cykl: KONKURS im. JANUSZA CHRISTY
Typ oprawy: miękka
Wydawnictwo Egmont
Liczba stron: 48
Wymiary: 21.5x29 cm
cena ok. 21 zł.










Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...