Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

środa, 30 maja 2018

Ambaras, Tomasz Samojlik, il. Elżbieta Wasiuczyńska



W mediach społecznościowych, nim ukazała się ta książka porównywana była do "Lolka". Tam pies, tu wilk i historia wyciskająca łzy. Łez nie ma, ale jest duża dawka optymizmu, otuchy i nadziei.

I PRZEPIĘKNE ILUSTRACJE. Niezwykle ciepłe, pełne światła i cieni cudownie pokazują"wilczość" wilków (te ślepia!) i szczeniacki urok naszego małego bohatera. Poza tym las - gdybym nie kochała, zakochałabym się w nim natychmiast! Głębokie kolory i to słoneczne światło przedzierające się przez korony drzew i docierające na sam dół, do runa. Czuć orzeźwiającą leśną wilgoć, zapach mchu i kory, słychać na tych ilustracjach szczebiot leśnej ptaszyny!
No, ale nie mogło być inne, wszak te malarskie obrazy wyszły spod pędzla Elżbiety Wasiuczyńskiej!

Boimy się inności, odrzucamy słabość. Ale to co inne, nie znaczy gorsze. Może być tylko bardziej niezwykłe. I o tej niezwykłości jest ta książka. O małym wilczku, najsłabszym z miotu, którego wilczy ojciec chciał porzucić, bo nic z niego nie będzie. Za małe, za słabe, nie przeżyje, nie poradzi sobie. Matka, jak na matkę przystało - nie dała małemu zginąć i to chuchro jakoś rosło. Nie miało tyle siły, co bracia, nie miało tyle zwinności, nie miało nawet węchu, ale miało coś, czego nie mieli tamci. I to coś okazało się na tyle ważne, na tyle wielkie, że ocaliło stado i powiodło nas - czytelników ku wzruszającemu zakończeniu. Bo jak napisał Adam Wajrak "wszystkim się wydaje, w naturze tylko twardziele mogą przetrwać. to nie do końca prawda".

Nasz mały bohater jest piękną postacią o wielkim serduszku, a jego wrażliwość buduje! Pięknie się przyjaźni z tymi, z którymi teoretycznie powinno być mu nie po drodze (orzesznica, dzik Niuch), nie ma uprzedzeń. Jakież to rzadkie cechy we współczesnym świecie...

Książka odczarowuje też wilki - pokazuje je nie jako okrutniki drapieżniki z pyskami ociekającymi krwią, przed którymi drży cały las (znamy takiego jednego choćby z Czerwonego Kapturka), tylko jako niezwykle inteligentne, mądre, rodzinne (wielopokoleniowe watahy) i pożyteczne dla lasu zwierzęta.

Książka Tomasza Samojlika ukazała się pierwotnie w 2012 roku wydana przez WWF Polska. Po lekkim liftingu, z nowymi ilustracjami zachwyca na nowo.

Uczmy dzieci empatii, pochylenia się nad drugim, wysłuchania, dostrzeżenia - czytajmy im "Ambarasa"!

Ambaras,Tomasz Samojlik,
il. Elzbieta Wasiuczyńska,
wyd. Agora, 2018
Liczba stron 165,
okładka twarda,
wymiary: 21.6 x 16.5 cm,
wiek 6-12 lat
cena 34.99 zł













sobota, 26 maja 2018

Złodziej kanapek, Patrick Doyon, Andre Marois


Świetna lektura dla dzieci, które lubią książki detektywistyczne i które zaczynają przygodę z samodzielnym czytaniem (choć stron dużo - tekstu jest mało). Krew się nie leje, trupa nie ma, a zagadka do rozwikłania wciąga i ekscytuje, choć chodzi tylko o znikające ze śniadaniówki kanapki...

A nie są to byle jakie kanapki, tylko kanapki robione przez rodziców, którzy są fanami zdrowego żywienia
i gotowania.

Kanapka znika w poniedziałek (w poniedziałki Marcel dostaje kanapkę ze specjalnej orkiszowej bagietki z szynką, serem i sałatą), znika we wtorek (to dzień kanapki z tuńczykiem z ręcznie robionym majonezem i suszonymi pomidorami), za to nie znika w środę (kanapka z pastą tofu i kiełkami lucerny, pomidorami i obranymi krewetkami tygrysimi), ale w czwartek znowu jej nie ma (to dzień kanapki z jajkiem, domowym majonezem z dodatkiem czerwonej cebuli o świeżo startego parmezanu).

Chłopiec uważnie analizuje zachowanie innych uczniów i obserwuje otoczenie. Rzuca podejrzenia na prawo i lewo - tak naprawdę każdy może być złodziejem jego kanapek! Kanapek, które czekają w śniadaniówce na korytarzu. Złodziejem może być ten rudzielec z szóstej klasy, gruby Robek i biedna Marysia i koszmarny Benek i zazdrośnik Mati, a nawet dyrektor szkoły!

W piątek rano Marcel nie wytrzymuje i opowiada o znikających kanapkach rodzicom...

(...) Oczy mojej mamy ciskały błyskawice. W końcu okradanie mnie z pożywienia to jeszcze większa zbrodnia niż kupowanie mrożonek w markecie. Żarty się skończyły! (...)

Jak można się domyślić, rodzice coś wymyślili, by łatwo można było zidentyfikować złodzieja.... Co zrobili i jak skończyła się ta historia? Sięgnijcie po lekturę - będzie zabawnie! A przy okazji może czytelnicy nabiorą ochoty na bardziej wysmakowane i zdrowe menu? Dowiedzą się też, o co chodzi z tą kuchnią molekularną...

Świetne ilustracje, dynamiczna kreska - zadowoleni będą i wielbiciele komiksów i serii komiksowo-książkowych. Moi
9-latkowie przeczytali ją z ogromnym zainteresowaniem. "Fajna" - w ich ustach to duży komplement.


Złodziej kanapek
Patrick Doyon, Andre Marois
Wydawnictwo: Polarny Lis
Okładka miękka
Wymiary:17x21.5 cm
Ilość stron:168
wiek 9-12 lat
cena 33.90 zł.









środa, 23 maja 2018

Zgubiona dusza, Olga Tokarczuk, Joanna Concejo



Zabiegani, zapracowani, zatroskani. Marnotrawiący życie na małe sprawy i takie idee. Smutni i zagubieni. Z poczuciem braku, który jest jak wyrzut sumienia, który chcemy zakrzyczeć. Więźniowie czasu, w którym stale trzeba być na pełnych obrotach i online. Do zajechania. I nie okazywać słabości, bo to ... słabe.

A między człowiekiem a człowiekiem pustynia. Wielka i cicha.

"Zgubiona dusza" jest takim znakiem "stop" na drodze. Niepokoi i uwiera jak kamyk w bucie. Zatrzymuje w miejscu. Zmusza do refleksji i przywraca proporcje. Pozwala złapać oddech, obniżyć ciśnienie, uspokoić rozedrgane serce.

To poetycka opowieść-przypowieść o złapanych w pajęczynę pośpiechu, w gonitwę. O tych, którym łomoce ze strachu serce i brakuje oddechu. Szybciej, prędzej, bardziej, więcej.
Pędzimy na łeb na szyję, tylko co z tego, skoro... nasze dusze nie nadążają. Gubią się, oddzielają, zostają w tyle. A bez duszy nic nie smakuje tak, jak powinno, nic tak nie cieszy, więc lecimy dalej, żeby szybciej, więcej, bardziej. Żeby poczuć własne życie. Tylko kierunek jest zły i to "prędzej, szybciej, bardziej" nie przybliża nas do spokoju, tylko sprawia, że oddalamy się od siebie coraz bardziej, coraz bardziej gubimy i coraz bardziej jesteśmy sami we własnym życiu. Po im więcej będziemy wyciągać ręce, tym mniej będziemy mieli, im bardziej będziemy pędzić - tym mniej będziemy czuli.

A wokół nas będzie stawało się płasko...

Tak dzieje się w przypadku Jana, bohatera tej historii. Jan traci kontakt ze sobą i traci pamięć. Kiedy budzi się
w hotelu nie wie, gdzie jest ("z okien hotelu wszystkie miasta wyglądają tak samo"), nie wie, jak się tu znalazł, ani po co przyjechał. Zapomniał też, jak ma na imię. Poszedł więc do lekarki, od której usłyszał:

(...) Gdyby ktoś umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz, które nie mogą nadążyć za swoimi właścicielami. Robi się z tego wielkie zamieszanie, dusze tracą głowę, a ludzie przestają mieć serce. Dusze wiedzą, że zgubiły swojego właściciela, lecz ludzie często 
w ogóle nie zdają sobie sprawy, że zgubili własną duszę (...)

Diagnoza pani doktor jest i prosta i trudna. Trzeba znaleźć sobie "jakieś swoje miejsce, usiąść tam spokojnie 
i poczekać na swoją duszę".

Tokarczuk daje nam receptę na ukojenie bólu i oderwania od siebie, które dotykają współczesnych.
A Joanna Concejo przepięknie ją w tym ilustracyjnie wspiera. Ta książka zachwyca obrazami! Rysunki bardzo nostalgiczne, rysowane na kartkach
w kratkę, w kolorze sepii, szarym czy czarno-białym są jak pocztówki z dawnego świata. Gdzieniegdzie zamiast papierowej strony - kalkowa przekładka przywołująca stare albumy fotograficzne.

Zaskakuje numeracja stron - rosnąca, ale przeskakująca wiele stron, jakby ilustracje były urywkami wyrwanymi
z całości. To dokumentacja kilku lat czekania człowieka i poszukiwania go przez jego duszę. Ta ostatnia - widzimy ją na ilustracjach po lewej stronie - ma twarz dziecka. To też wskazówka: pielęgnujmy otwarte i szczere spojrzenie na świat, nie gubmy głosu wewnętrznego dziecka. Zatrzymujmy się, cieszmy i dziwmy, dostrzegajmy.

Dusza Jana odnajduje go, a wtedy ilustracje zakwitają, wyrastają na nich piękne rośliny tętniące zielenią. Znika smutek, niepokój, przychodzi radość i poczucie bezpieczeństwa. Jan jest kompletny, Jan jest uratowany.

Przepiękne wydanie, papier, okładka i obrazy.

To nie jest książka dla dzieci, dzieci się nie spieszą. To książka dla dorosłych. Cieszę się, że ją mam, że trafiła do mnie właśnie teraz.


Zgubiona dusza
Olga Tokarczuk
il. Joanna Concejo
wyd. Format, : 2017
liczba stron: 48 + 4 zadrukowane kalki
format: 20 x 27 cm
oprawa twarda
cena 45 zł.

Książka zdobyła wyróżnienie Bologna Ragazzi Award (to taki Nobel literatury dziecięcej).


















piątek, 18 maja 2018

Wróble na kuble, Józef Wilkoń



"Siadł wróbel na kuble
kręci główką i zerka.
- Sam tylko jestem? Jeden?
Wokół żadnego wróbelka (...)"

Miłości do ptaków nauczyła mnie babcia. Z dzieciństwa pamiętam nasze wyglądanie przez okno - przez długie godziny obserwowałyśmy zimą zadziorne jemiołuszki, radosne sikorki i czerwonobrzuche gile, latem szpaki, kosy... Zawsze też przylatywały na parapet i pobliską jarzębinę wróble. Tak pospolite i powszechne, że wydawało się, że nie ma co poświęcać im zbyt wiele czasu i uwagi. Bo zawsze są, bo jest ich dużo, a przez to nie są tak atrakcyjne.
Minęło trochę lat. Na mój balkon przylatują kawki, przylatują sroki, a zimą i sikorki. Tylko tych wróbli jakoś coraz mniej... Ponoć nie tylko na naszym balkonie.
Wystrzyżone trawniki, brak jedzenia (zamykanie śmietników) i coraz mniej drzew w mieście, gdzie spokojnie mogłyby zakładać gniazda i wysiadywać młode (a także plombowanie dziur, szczelin i otworów w budynkach) sprawiły, że wróble uciekają z miast, a ich populacja zmniejsza się. Jeśli czegoś nie zrobimy - odejdą z miast, wyginą, znikną...  Nie zobaczymy, jak się kąpią w piasku, jak wypinają brzuszki i przechylają główki i bystrym okiem zerkają ...

Dlatego tak cieszy książka właśnie im poświęcona. I to napisana przez Józefa Wilkonia, który ma oko i ucho na wszystko co żywe, na wszystko, co rośnie i się zieleni. To malarz drzew i zwierząt, który w swoje prace potrafi tchnąć życie. Jego zwierzęta mają duszę!

"Wróble na kuble" to prosta wyliczanka. Zaczyna się od zwykłego kubła na śmieci i jednego wróbelka, który na nim przysiadł. Za nim przylatują  kolejne, drugi, trzeci, czwarty... i tak aż do dziesięciu. a potem wszystkie zrywają się i chmarą uciekają.

(...) Jeśli znam się na wróblach,
na starszych i na młodzieży,
myślę, że siadły na dachu,
na drzewie gdzieś lub na wieży (...)

.A tu jest ich jeszcze więcej, chyba ze sto!

Wróble są wilkoniowato wróbelkowate, niektóre zadziorne, niektóre płochliwe, inne delikatne i po ptasiemu urocze. A każdy inny! Patrząc na namalowane cienką kreską dzióbki mam wrażenie, że zaraz usłyszę ich radosny świergot. Te skrzydlate szaraczki są piękne i w naturze i u Wilkonia. Cała książka zachwyca - starannym wydaniem, (dotknijcie okładki!),  prostotą i wdziękiem. Także tekstu.
Wilkoń uchwycił w tej prostej wyliczance klimat wróblich spotkań, czytając ten tekst mam wrażenie, jakbym go słyszała w głowie - rozmowa, naturalny język, humor i rytm.

To książka może i dla maluchów, ale te małe zadziorne wróble przypadną do gustu każdemu, kto lubi ptaki, więc - bierzcie ją póki jest!

Wróble na kuble
tekst i il. Józef Wilkoń,
wyd. Hokus Pokus,
wymiary: 200 x 200 mm,
twarda oprawa
stron: 24
wiek: od roku
cena 34.90 zł












wtorek, 15 maja 2018

Papiernik, czyli skąd się biorą opowieści, Roch Urbaniak


Dawno mi się to  nie zdarzyło. Takie zaskoczenie. Gdzieś mignęła mi okładka, ale wtedy jeszcze nic nie drgnęło. Dopiero gdy zobaczyłam, co dzieje się w środku... Osłupiałam. Zabrakło mi tchu.

W książce dla dzieci taki świat zamknięty, wyczarowany, wymalowany...


Z niedowierzaniem oglądałam stronę po stronie. Takie obrazy namalowane? Kim jest człowiek, który takie niezwykłe historie potrafi zamknąć w obrazach? I jak to możliwe, że tych ilustracji - takich, tak starannie, wykonanych  przecież namalowanie każdej z nich musiało pochłonąć dużo czasu) - znalazło się tu tak dużo? Każda ilustracja to obraz, cudowny! Aż żal, że zmniejszony do formatu A4. Widzę je na ścianie, wielkie, ogromne, wciągające oglądającego z siłą tajfunu do swojego wnętrza. Kamienice unoszone przez wielkie balony, latające ryby, domy unoszone przez wieloryby, których cielska są niczym pływające wyspy... Koszmary to czy marzenia senne?

Ta głębia, ta przestrzeń, ta wizja, oryginalność i niezwykłość ... Tajemniczy, mroczny, dziwny świat, w który z trwogą, ale jednak - wskoczyłabym na główkę! Jest tu magia i tajemnica, niesamowita wyobraźnia. Słowa są zbędne.

Dużo, bardzo dużo ilustracji. Początek różni się od dalszej części książki. Pierwsze strony różnią się zdecydowanie od pozostałych. Na stronie ilustratora i malarza znalazłam odpowiedź."Papiernik" najpierw był krótkim komiksem, dopiero później Roch Urbaniak rozbudował go i stworzył książkę.

"Papiernik jest pierwszym komiksem, który zrobiłem. To krótka forma, zamykająca się w 8 stronach przygotowana na konkurs podczas Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na 25 edycji tego festiwalu „Papiernik” został nagrodzony Grand Prix. Później był też prezentowany na festiwalu komiksowym w Lizbonie. W 2018 nakładem wydawnictwa TADAM Papiernik został wydany w pełnej formie jako 64-stronicowa książka" - czytamy na stronie autora.

Roch Urbaniak (rocznik 1986!) to malarz artysta, który inspirację czerpię z podróży, mitologii, legend... Czuć to w jego obrazach.

Tyle o ilustracjach i wizualnej stronie książki. A tekst?


W opowieść wprowadza nas Papiernik, który zajmuje się wyszukiwaniem historii. Z wysokiej wieży (skojarzyła mi się z wieżą Babel) rankiem wypuszcza w świat papierowe ptaki, które wracają, przynosząc ze sobą to, co zobaczyły, co usłyszały, przynoszą opowieści. Papiernik wyłapuje je (udaje mu się to dzięki temu, że te z historiami są powolne i ospałe), czyta i sortuje. Musi oddzielić ziarna od plew, te które już znamy, które były od niezwykłych perełek, które poruszają serca i wyobraźnię. Te najpiękniejsze, których nikt jeszcze nie opowiedział, traktuje jak skarb. Trafiają do archiwum Papiernika z najcenniejszymi historiami. Z niektórymi z nich dzieli się z czytelnikami.
To krótkie przypowieści, historie pełne magii i czarów. Umiejscowione w czasie poza czasem. Jedne ciekawsze, inne mniej. Wszystkie niosące jakąś myśl, naukę.


Po achach i ochach ziarnko goryczy..


Jednak mam żal. Bo graficznie coś mi tu zgrzyta. Za małe marginesy sprawiają, że pojawia się wrażenie upchnięcia tekstu na siłę. Przeszkadza mi to, czegoś ujmuje temu wydaniu.
Kolory tytułów rozdziałów znikają - za jasne, za małe - wizualnie nie grają z monumentalnymi obrazami. Moje oko drażni też chaotyczne rozłożenie obrazów - raz z marginesem, raz nie. To sprawia, że książka z takim ilustracyjnym majstersztykiem wydaje się trochę niedbała, trochę złożona byle jak.
Przy tak pięknych ilustracjach wszystko powinno być bez zarzutu, dlatego żal.



Papiernik, czyli skąd się biorą opowieści
tekst i il. Roch Urbaniak
wyd. TADAM,
format: 215x290
oprawa: twarda
ilość stron: 64
wiek: od 8 lat
cena 49.90 zł












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...