Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 19 lutego 2018

Szczęśliwe przypadki Józefa Wilkonia, Józef Wilkoń, Agata Napiórska (spotkanie w Muzeum Książki Dziecięcej)


Czekałam na tę książkę. Czekałam na nią już wtedy, kiedy jej autorce nie przyszło do głowy, że ją w ogóle napisze. Dziwiłam się, dlaczego jeszcze nikt nie przeprowadził takiej rozmowy. Że aż się prosi. Wielki artysta, o takim dorobku i wspaniały człowiek. Do tego gawędziarz, z niesamowitą pamięcią do wydarzeń i anegdot. Wystarczy słuchać.

A jednak informacja o książce, że będzie już, zaraz, lada moment była dla mnie zaskoczeniem. Wywołała niepokój. A co, jeśli będzie nie taka, jaka chciałabym, żeby była, jak sobie ją wyobraziłam?

Niepokój był słuszny. Ta książka ma ogromną wadę. Błąd autorki, niedopatrzenie wydawnictwa.
333 strony. Przeczytane na wdechu.
I co? I to, że ta książka jest po prostu - boleśnie - za krótka! Fenomenalnie się ją czyta! Chciałoby się jeszcze! Apetyt rośnie ze strony na stronę, z rozdziału na rozdział. Dużo tu informacji nowych, których nie znalazłam w materiałach prasowych, czy wywiadach. Dzieciństwo, relacje z rodzicami, małżeństwo. Sporo prywatnych zdjęć. I historie o spotkaniach z ludźmi, których nazwiska nie są nam - miłośnikom literatury i ilustracji dla dzieci - obce. Elektryzujące, wciągające. Chciałoby się jeszcze, więcej przypadków, więcej opowieści.

Spotkanie  w Muzeum Książki Dziecięcej było intensywne, Mistrz w formie (szkoda, że byłego ministra ochrony środowiska nie było - dostałby za swoje), za mało miejsc siedzących. Był tort i gromkie "Sto lat" odśpiewane dla bohatera dnia (wszak dzień wcześniej obchodził 88 urodziny).

A książka to absolutnie lektura obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli ilustracji i rzeźb Józefa Wilkonia. Sporo tu wspomnień z lat studenckich i życia artystycznych elit i ogromnie ciepłe, poruszające wspomnienia z życia prywatnego. Dużo zdjęć, aczkolwiek jak na dorobek Wilkonia to i tak za mało.

O samej książce jeszcze napiszę. Tylko przeczytam ją drugi i trzeci raz, na spokojnie.









niedziela, 18 lutego 2018

Maskarada, Lotta Olsson, Maria Nilsson Thore

Wspaniałe ilustracje, cudowny humor, ciekawa i mądra historia, która może być wstępem do rozmowy. O kłamstwach, kłamstewkach, tych mniejszych i większych.

 Książki o tej parze przyjaciół,  a trochę ich już jest, z radością polecam znajomym i ich dzieciom. "Dziwne zwierzęta", "Sens życia" i "Sam w domu". Ostatnio przybyła kolejna - "Maskarada". Wszystkie są po prostu cudowne! Dialogi mrówkojada i orzesznicy rozbijają bank. I zdumiewa ich przyjaźń i pełne ciepła i zrozumienia relacje - on taki wielki, trochę gapowaty, ona taka malutka i rezolutna! Mrówkojad w domku orzesznicy, na maleńkim krzesełku - mogę oglądać te ilustracje i nigdy mi ich dość.

W lesie poruszenie, będzie bal! Wszystkie zwierzęta szykują stroje, tylko orzesznica nie cieszy się na imprezę. Nie lubi maskarad. I wcale się na nią nie wybiera. Mało tego, chce, żeby mrówkojad oszukał jeżozwierza, gospodarza przyjęcia! Czy nie obróci się to przeciwko niej i sama nie padnie ofiarą kłamstewka, białego? Bo kłamstwa mogą mieć kolory...

 Czy mrówkojad pójdzie na bal tylko ze swoją maskotką Karolem Gustawem (przebranym za supermena)? Wiadomo, że nie, bo bez orzesznicy to nie to samo. A może wymyśli coś, żeby orzesznica jednak na bal trafiła i dobrze się tam bawiła? 
Och, przebiegły mrówkojadzie - ajlawju!

Maskarada, 
Lotta Olsson, 
Maria Nilsson Thore
tłum. Agnieszka Stróżyk
wyd. Zakamarki, 2018,
oprawa twarda,
wym. 20 x 26,5 cm
36 stron,
wiek: 3+
cena 34.90 zł.







niedziela, 11 lutego 2018

Hedwiga, Frida Nilsson, il. Anke Kuhl


Dzieciństwo nie jest słodkie. To czas zmagań. I czas robienia głupot, których nie da się cofnąć. Czas wstydu, palącego policzki i strachu tak wielkiego, że aż chciałoby się umrzeć. Hedwiga często chce umrzeć! Bo często - niechcący, bo tak wyszło, bo nie pomyślała, że... - pakuje się w kłopoty.

Jejku, jak ja Hedwigę rozumiem! Też mam parę głupot i katastrof na koncie. Byłam w jej wieku, gdy na wsi u cioci otworzyłam furtkę i specjalnie wypuściłam psa, bo drogą przechodził o kilka lat starszy ode mnie sąsiad. Pies, moja ukochana Kama, bardzo go nie lubiła, a on nie lubił mnie. Tak mi się wydawało. Bo mi dokuczał. Wystarczyła sekunda. Kama wyskoczyła jak strzała, chłopak nie zdążył zareagować i psie zębiska zatopiły się w jego łydce. Nie pomyślałam, że tak to się skończy... miała go tylko postraszyć, a nie od razu z kłami! Chciałam zapaść się pod ziemię, rozpłynąć w powietrzu, umrzeć! Ileż słów "przepraszam" wyrzuciłam wtedy z siebie, a on tylko machnął ręką. I kulejąc poszedł dalej.

Hedwiga poszła do pierwszej klasy, bardzo czekała na tę chwilę. Bo Hedwiga mieszka na wsi, gdzie ma tylko jednego sąsiada. I zero innych dzieci. W szkole poznaje Lindę, która zostaje jej przyjaciółką. Szkoła jest fajna, ale nie zawsze jest tu tak, jak sobie wymarzyła. Dzieci czasem są nieznośne, a pani niesprawiedliwa. Ktoś Hedwidze dokucza. Hedwiga nie może nie zareagować. Czasem to impuls, czasem działanie z premedytacją, czasem sytuacja wymyka się spod kontroli.

Hedwiga robi kawał Rickardowi,  wylewa sok z jego butelki, zastępując go mydłem w płynie. Czy to dlatego później chłopiec jest chory? Chce porazić kucharkę prądem, za to, że ta kazała Lindzie zjeść obrzydliwą wątróbkę, choć Linda mówiła, że nie chce... A ze złości na letników, którzy nie przyjechali jeszcze i nie ma kto Hedwidze, pięknie przebranej za czarownicę dać cukierków w Wielki Czwartek, wrzuca do ich  skrzynek na listy kartki świąteczne zajączkami, kurami, kurczakami z ...  dorysowanymi siusiakami i cyckami... Tylko potem tak trudno zasnąć, myśli kłębią się w głowie i  tak bardzo chciałoby się cofnąć czas. Nie wszystko da się odkręcić, nie wszystkim skutkom zabaw i wariactw da się zapobiec. Czasem trzeba przeprosić, przyznać się, stanąć twarzą w twarz z czyjąś złością, niezadowoleniem. To ważne lekcje.

Ale nie myślcie, że Hedwiga tylko pakuje się w tarapaty, o nie! Przeżywa też mnóstwo cudownych i bardzo przyjemnych chwil. Z rodzicami, dziadkami, dziećmi w szkole. Książka pełna jest humoru i emocji, takich prawdziwych, przez co wspaniale się ją czyta, tak naprawdę to trudno się od niej oderwać. Uwielbiam książki, w których nic nie jest czarno-białe, a bohaterki są z krwi i kości,  do tańca i do różańca. Zadziorne i urocze, pełne energii i pomysłów, które realizują od ręki, bez oglądania się na konsekwencje. Takie małe łobuzice :) "Hedwiga" z miejsca kupiła moich chłopaków, ale to akurat mnie nie dziwi!


Hedwiga,
Frida Nilsson,
Ilustracje: Anke Kuhl,
tłum. Barbara Gawryluk
wyd. Dwie Siostry, 2017,
stron 164
Oprawa: twarda.wiek: od 6 lat
cena 29.90 zł.






niedziela, 4 lutego 2018

Dachołazy, Katherine Rundell


Jeśli macie ochotę na książkę, która zaintryguje Was od pierwszych stron, sięgnijcie po "Dachołazy". To książka typu unisex - zarówno dziewczyny, jak i chłopaki dadzą się porwać fabule.

To, że mi się podobała to jedno, ale że przeczytał ją w tempie błyskawicznym od deski do deski mój 12-latek to naprawdę ho, ho! Bo Franek jeśli chodzi o książki jest mocno wybredny (nie mówiąc już o tym, że wszedł w ten wiek, kiedy dużą konkurencją dla literatury jest niestety elektronika). Jeśli pierwsze strony go nie wciągną, nie daje książce szansy. Odkłada ją, kwitując "nuda!". Jeśli rzecz jest dobra i zależy mi, żeby ją przeczytał, ale ma dłuższy rozbieg -  czytam mu głośno, aż przejdziemy ten próg, za którym zaczyna się COŚ, jeśli nie - czekam, po jakimś czasie podtykam znowu, a jeśli nie zaskoczy, mówię sobie: trudno. Dla Franka literatura zaczyna się na "Meto", a kończy na książkach o wojnie ("ale bez fantastyki, proszę!", "Arkę czasu" przeczytał, podobała mu się, jednak ten wehikuł czasu, no po co to było???).
Przydługi wstęp to takie moje podziękowanie dla pani K. Rundell - każda książka, która trafi w gust mojego nastolatka to dla mnie perła ;)


DACHOŁAZY


Książka intryguje już na poziomie tytułu i okładki. Choć  te "ochy" i "achy", czyli wyliczanka cytatów, nominacji i nagród jest zbędna, odciąga uwagę od samej ilustracji. A dalej jest też ciekawie, choć dosyć przewidywalnie. Naukowiec ratuje dziecko z katastrofy morskiej - znajduje je w futerale wiolonczeli, pływającej po kanale La Manche. Zajmuje się dziewczynką, dopóki ta nie zaczyna z wieku dziecięcego wchodzić w wiek nastoletni. Pracownikom opieki społecznej nie podoba się fakt, że dziewczynkę będzie wychowywał obcy mężczyzna. Postanawiają odebrać mu Sophie i umieścić w domu dziecka.

Sophie, emocjonalnie związana z Charlesem i Charles, kochający ją jak ojciec, nie wyobrażają sobie takiego scenariusza. Postanawiają zapobiec najgorszemu, cichcem opuszczając Anglię i wyruszając w poszukiwaniu matki Sophie, za kierunkowskaz obierają adres na futerale wiolonczeli
"Nigdy nie przekreślaj możliwego" to jedna z maksym, które Charles wpoił dziewczynce.

Wyjazd do Paryża to nowe otwarcie - Sophie styka się tu z dziećmi - sierotami, które zamiast murów domów dziecka wybrały wolność. Mieszkają na dachach i tu funkcjonują, rzadko kiedy schodząc na ziemię - tak jest bezpieczniej. Zaprzyjaźnia się z jednym z nich, z Matteo. Wspólnie próbują rozwikłać zagadkę, Jak można się domyślić - uda się, choć nie możemy rozsmakować się finałem, bo autorka dosyć gwałtownie kończy opowieść.

Książka jest ciekawa, sprawnie zbudowana i dobrze napisana. Jest w niej i szaleństwo i nadzieja, przygoda i humor. Sierota; ekscentryczny dorosły nie mieszczący się w schemacie dorosłego (dający dziecku dużo wolności, bardziej wspierający niż wychowujący); poszukiwanie rodzica i happy end. Dzieciństwo, o jakim marzy każde dziecko (czyż to, że może rysować bez przeszkód po ścianach, chodzić potargana, jeść z papieru zamiast z talerzy,  bo po co je myć, zamiast lekcji  w szkole spontaniczne przyswajać wiedzę w domu - nie wydaje się cudowne, kiedy ma się kilka lat? Przypomina się Pippi). Dzieci, ale i dorośli lubią taką literaturę "nieuczesaną". A pomysł, by bezdomne dzieci uciekły na dachy, bo wybrały wolność zaskakuje, to coś nowego, co budzi ciekawość. Tajemniczy świat na szczytach kamienic i biurowców, rządzący się swoimi prawami. Po przeczytaniu tej książki niejedna osoba częściej będzie zadzierać głowę do góry ;)


Dachołazy,

Katherine Rundell,
przeł. Tomasz Bieroń,
Wydawnictwo: Poradnia K, 2017
Oprawa: miękka
Liczba stron: 264
Format: 13.5x20.5 cm,
cena z okładki 34.99 zł,
od 10 lat.




niedziela, 28 stycznia 2018

Źródło, Melanie Rutten


 W "Źródle" jest coś ożywczego i kojącego, żeby nie powiedzieć krzepiącego. Zasupłane nitki rozwiązują się, każdy z bohaterów znajduje coś, co daje mu siłę, coś, czego szukał czy potrzebował, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy...

Książka szuka zaginionej pierwszej strony, Kotek - piłki, Tańczący Cień źródła, początku, od którego wszystko się zaczyna, Jeleń - miłości, a Króliczek czułej opieki... Ich losy przeplatają się, czasem się mijają, czasem na siebie wpadają, czasem idą razem, ramię w ramię.

Bohaterów opowieści znamy już  z "Mojego cienia" - w "Źródle" cofamy się do wcześniejszych wydarzeń z ich życia. Jak to wszystko się zaczęło? Jak to się stało, że Króliczek znalazł się pod drzwiami Jelenia Marzyciela? I dlaczego Niedźwiedzica tańczy...

W "Źródle" Jeleń Marzyciel wypieka ciasta (ale Wilczyca, dla której je piecze nie wie, że to dla niej), mały wojownik - Żołnierz wścieka się, Tańczący Cień tańczy swój najpiękniejszy taniec, Ciekawska Książka odnajduje swoją kartkę, a malutki Króliczek ręce, które go przytulą....  To wspaniała, niejednoznaczna i bardzo poetycka opowieść o poszukiwaniu i dojrzewaniu. Trudno w jednym zdaniu powiedzieć o czym ona jest, bo jest o wielu sprawach, emocjach, tęsknotach, o życiu po prostu... Każdy znajdzie w niej coś, co go poruszy. Każdy znajdzie tu swojego bohatera - bliskiego, znajomego i emocje, z którymi łatwo się zidentyfikuje.

Autorka tworzy niezwykły świat, nieco odrealniony, ale spójny. Bajkowy, pełen znaczeń. I do odczytywania na wielu poziomach. To taka filozoficzna opowiastka, która dla każdego może znaczyć coś innego. Bardzo ciekawa, bardzo oryginalna książka, przepięknie zilustrowana i wydana. Do przeczytania i powracania. Za każdym razem, kiedy sięgam po tę książkę (i Mój Cień) odnajduję w niej coś nowego i coś innego.

ŹRÓDŁO
Melanie Rutten,
tłum. Jacek Mulczyk-Skarżyński,
wyd. Wytwórnia,
okładka twarda,
liczba stron: 52
format: 220x285 mm
cena ok. 22 zł.
wiek













sobota, 27 stycznia 2018

Seria MALARZE DZIECIOM: "Czyj to domek" i "Baletnice", il. Vincent van Gogh i Edgar Degas


Jestem  zwolenniczką wprowadzania dzieci od najwcześniejszych lat do muzeów, galerii. Pokazywania im sztuki przez duże S. Zabawy ze sztuką. Oglądania, podziwiania, poznawania dzieł największych malarzy, rzeźbiarzy, architektów... Dzieci od dzieciństwa bywając w takich miejscach nie tylko oswajają się z ich specyfiką, ale przede wszystkim uwrażliwiają się na sztukę, otwierają na zupełnie nowe doznania, estetykę, piękno, kulturę. Jestem przekonana, że co włożymy do "walizki" dziecka, to pójdzie to z nim dalej, te małe skarby tam zostaną i po latach zaprocentują - wyczuciem piękna, wrażliwością, wiedzą i obyciem.

Seria Malarze dzieciom świetnie wpisują się w nurt oswajania dzieci ze sztuką, a konkretnie z malarstwem najwybitniejszych mistrzów pędzla. Oglądajcie z dziećmi te książeczki, czytajcie, rozmawiajcie. Każda z tych książek (w serii ukazały się trzy, z il. Moneta, Degasa i Van Gogha) to jedna historia - opowieść, zilustrowania obrazami jednego artysty. Pięknie się ogląda, pięknie się czyta. I choć książki mają swoich bohaterów - role główną grają tu obrazy!


BALETNICE, Edgar Degas



Anna, mama dwóch córek marzyła kiedyś, że zostanie baletnicą. Dlatego też zapisała córki, Klarę i Emilię, na lekcje baletu. Jedna z dziewczynek ciężko pracuje i z radością chodzi na zajęcia, tańczy z lekkością i wdziękiem, druga nie odkrywa w sobie tanecznej pasji. Mama zachęca ją i prowadzi na zajęcia, jednak Emilka nie chce na nie chodzić, bo jej marzeniem nie jest zostanie baletnicą - ona chce śpiewać! Czy uda jej się przekonać mamę do swojej pasji?

Baletnice,
Agnieszka Starok,
Ilustracje Edgar Degas,
wyd. Tekturka
okładka kartonowa
Wymiary 22x31 cm
Ilość stron 14,
wiek od 2 do 7 lat,
cena 28 zł.









CZYJ TO DOMEK?, Vincent van Gogh








Bohaterem książki jest chłopiec, który przez przypadek znalazł się z czyimś domu. Chce rozwikłać zagadkę: kto tu mieszka?  Uważnie rozgląda się po pomieszczeniach, ogląda znajdujące się tu przedmioty: łóżko, buty, słoneczniki w dzbanku... Czy odgadnie, czyj to domek?



Czyj to domek?,
Agnieszka Starok,
il.Vincent van Gogh,
wyd. Tekturka,
14 stron,
okładka kartonowa,
Wymiary 22x31 cm,
wiek od 2 do 7 lat,
cena ok. 28 zł.







BALETNICE
Czyj to domek?

wtorek, 23 stycznia 2018

Żegnaj, panie Muffinie!, Ulf Nilsson, il. Anna-Clara Tidholm






Muffin. Bob, Muffin, Bob...

Pojawił się u nas, bo tam gdzie był, być już nie mógł. Już nie dzieciuch, ale ciągle młody. Ze swoimi przyzwyczajeniami i strachami i uroczą rozetą na tyłku.

Został Bobem. Nie, nie od Boba Budowniczego. Nazwała go tak Marysia, od piosenki "Bob in the rain and the Lizard of Hope"... Brakuje nam Boba. Często o nim myślimy. Oglądamy zdjęcia.


Its gonna be alright Bob.




O książce chciałam napisać już dawno temu, ale jakoś się nie składało. A kiedy trafił do nas Bob, pisanie o niej byłoby nie na miejscu, bo nasz pan Muffin żył i miał się dobrze.


Ale potem Bob zachorował. I odszedł od nas.

Omijałam pana Muffina. Patrząc na książki, udawałam, że go tam nie widzę. Jednak ostatnio porządkując regały na widok znajomej okładki, pomyślałam, że już czas. Czas na napisanie o panie Muffinie.

"Żegnaj, panie Muffinie!"


To ważna książka. O śmierci zwierzątka i śmierci w ogóle. O śmierci widzianej oczyma dziecka, które o niej tyle wie, co sobie wykoncypuje z rozmów dorosłych, strzępków zdań, zasłyszanych historii. Czy rozmawiacie z dziećmi o śmierci? Zabieracie je na pogrzeby? Pozwalacie uczestniczyć w rytualnych pożegnaniach? Czy boicie się, że to za trudne, że dziecko nie zrozumie, że jest za małe?
Przeczytanie tej książki  pomoże Waszym dzieciom oswoić się nie tylko z odejściem zwierzątka, ale przybliżyć do tematu śmierci.


Gryzoń staruszek mieszka w domku z  pudełka. Kiedyś miał żonę, Wiktorię (przedwcześnie zmarła, ugryziona przez pszczołę) i sześcioro dzieci (dorosły i rozeszły się po świecie). Miał dobre życie, pełne miłości, gwaru i śmiechu.

(...) 3 razy dziennie przytulanie, czyli 7665 razy w życiu.
728 ogórków podczas całego życia.
2555 garści trawy, siana i mleczy"

Kiedyś był silny, potrafił podnieść całego ogórka. Teraz jest stary, siwy i zmęczony.
Podglądamy jego wspomnienia, oglądamy rodzinne fotografie na ścianach...

Obserwowanie refleksyjnego, wyciszonego Muffina przerywane jest czytaniem korespondencji, którą otrzymuje. Pisze do niego jego opiekun, chłopiec -  w listach dzieli się z nim informacją, że Muffin pewnie niedługo umrze, bo jest stary - tak mówi ojciec chłopca. Pan Muffin pieczołowicie pożera otrzymane listy.

Listy chłopca do jego świnki i życie świnki u schyłku, pełne wspomnień.  Na naszych oczach czas zaczyna dla niego inaczej płynąć, i więcej w nim przeszłości niż teraźniejszości. Towarzyszymy jego ostatnim dniom, smutne to obserwacje - zwierzę fizycznie źle się czuje, gaśnie w oczach.  Z dnia na dzień ma mniej siły, zaczyna boleć go brzuszek. Porządkuje swoje wspomnienia, porządkuje domek... Myśli i wspomina. To czas podsumowań i rozliczeń. miał dobre życie. Życie, które już dobiega końca.
Pan Muffin zasypia.

Ale książka się nie kończy. Autor  wprowadza czytelników w pogrzebowy obrzęd, który wygląda jak ludzki. Pan Muffin leży na katafalku. Pan Muffin leży w pudełku otoczony wszystkimi ważnymi dla siebie przedmiotami. Pan Muffin jest pochowany w ziemi, a na jego grobie utworzony jest kopczyk z krzyżem, zrobionym z patyków. W prasie pojawiają się nekrologi, wszyscy opłakują śmierć Pana Muffina.

Jak to jest z tym niebem? Co czeka nas po przejściu na drugą stronę? Pan Muffin już wie, prawda panie Muffinie?


Żegnaj, panie Muffinie 

Ulf Nilsson,
il. Anna-Clara Tidholm
Wyd.  Eneduerabe, 2008
Ilość stron: 42,
okładka twarda,
cena 19 zł.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...