O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 16 lipca 2017

Farma Iluzji: nasze wrażenia z parku rozrywki dla rodzin


Kolejny weekend, kolejny park położony w lesie. Tym razem Farma Iluzji we wsi Mościska koło Woli Życkiej na trasie Warszawa-Lublin. Spędziliśmy tu cały dzień - opuściliśmy parking niedługo przed zamknięciem - chłopaki zachwyceni, my też bawiliśmy się przednio! Nasze mózgi co i rusz wprawiane były w zdumienie, błędniki szalały, a my zastanawialiśmy się, jak to jest z tymi prawami fizyki. Jak łatwo jest oszukać oczy! Było aktywnie, ciekawie, trochę edukacyjnie i tłumnie, bo ludzi tu mnóstwo i niestety, czuje się to, nie tylko stojąc w kolejkach do co większych atrakcji. Ale człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić, więc po kilku krótkim czasie poruszaliśmy się sprawnie, wymijając inne mniejsze lub większe grupy gości Farmy, czy grzecznie czekając na swoją kolej tu i tam.


Farma Iluzji


Park jest duży (kilka hektarów), ale atrakcji, domków i pomieszczeń, kątków i zakątków jest tu tak dużo i skupionych tak blisko siebie, że ta wielkość nie jest aż tak odczuwalna. Po kupieniu biletów stanęliśmy na "ryneczku" czyli głównym placyku przy studni - w  którą stronę się nie obrócisz - jakieś domki, tablice, drogowskazy. Chłopaki zainteresowali się kranem z lejąca się wodą (bez rury), a potem pozowali z głową na patelni.



Po tych drobiazgach przyszedł czas na konkret, czyli najbardziej charakterystyczną dla Farmy i rzucającą się w oczy atrakcję - Chatę Tajemnic, unoszą przez balony. Wchodząc chłopaki zupełnie nie wiedzieli, czego mogą się  tu spodziewać - byli totalnie zaskoczeni i rozśmieszeni. Podłoga pod kątem, jak cały dom, ale przecież nie raz wspinaliśmy tu i ówdzie i bywało pod górę. Jednak tu nasze błędniki zostały w mig wyprowadzone w pole, każdy krok okupiony był wysiłkiem i dziwnie ściągało nas na boki. Traciliśmy orientację, a zmysły wariowały! Do tego widok ludzi walczących z własnym ciałem i umysłem, chodzących z dużym przechyłem wywoływał we wszystkich radość - śmiechu było dużo.


Dalej było równie ciekawie.  Pływanie na tratwach od lądu do lądu (poruszaliśmy się dzięki linie, którą trzeba było przeciągać) i wędrówki po ścieżynach wokół jeziorka - tu wąż anakonda, tam jakiś inny gad. Brrrryyy!


 Trochę pograliśmy na bębnach...

 Lasek Doświadczeń i Miasteczko Łowców
Rowerki wodne i Strefa wodna 
W labiryncie można się było pogubić? Nieeee!

W parku linowym szalał Franek, młodsi - jak się okazało - muszą jeszcze troszkę podrosnąć (rozczarowanie!)

Na scenie występy od rana.
- Mamo, mamo, to GWÓŹDŹ PROGRAMU!
- Co?
- No GWÓŹDŻ programu!
- Tak? Skąd wiecie?
- No nie rozumiesz? To Pan Ząbek!
- Kto?
- No ten od gwoździa i przebitej ręki w telewizji śniadaniowej!
- Aha...


KOPALNIA ZŁOTA


Moim gwoździem programu była Kopalnia Złota (do jej budowy wykorzystano oryginalne elementy starej cegielni). Zauroczył mnie pokój górników z 1966 roku: stare meble, butelki, czajnik, telewizor, papierowa walizka... Tu górnicy przygotowywali się do pracy i odpoczywali po. Klimat z epoki. Nawet "Trybuna Ludu" z rocznika i papierosy Sporty na stole. I opowieść górnika-przewodnika, który wprowadza nas w historię tego miejsca - wszystko bardzo naturalne i obrazowe, aż sama prawie uwierzyłam! Plus jazda windą 220 m pod ziemię - dzieci zjeżdżały wtulone w rodziców - odgłosy jazdy były nader realistyczne! A potem podziemne korytarze, wagoniki, mrugające oświetlenie, szum wody i wilgoć - no naprawdę!  Tylko na ducha kopalni nikt się nie nabrał "Mamo, to nie duch to hologram!" A już prawie uwierzyłam, że widzę ducha Elvisa Presleya, przyśpiewującego sobie "Love me tender"...





Nieplanowaną atrakcją, która nas zafascynowała były... króliki biegające w pobliżu Kopalni Złota. Na przyglądaniu się im spędziliśmy całkiem sporo czasu. Prawda, że urocze? W ogóle na Farmie trochę zwierząt jest - są zagrody z kozami, jest kucyk i kury, no i króliki. Ciekawe, czy te nasze to uciekinierzy, czy kicają sobie tak pod czujnym okiem pracowników?


Ogromny teren zabawowy zatrzymał nas na kilka godzin. W pewnym momencie rozdzieliliśmy się i każdy robił co chciał, gdzieś tam nasze szlaki się krzyżowały, chłopaki wymieniali wrażenia. "A byłeś tu?", "Nie? To idź koniecznie". Dmuchańce, trampoliny, kolejki, pajęczyny, wodne kule, statek piracki, karuzele, drewniane place zabaw, muzyczne polany...


Wild West Express




Zakręcony domek

 Kręciliśmy się w nim, a jakże!

Tunel zapomnienia


Niepozorna chatka, wewnątrz której czerń i kolorowe wirujące punkciki. Mamy tylko przejść po kładce, jednak już po kilku krokach nie wiemy - kręci się wszystko wokół nas, czy my kręcimy się z kładką? Niesamowite odczucie, chłopaki kilka razy wchodzi do tej wirującej krainy (ja pierwsze przejście okupiłam dziwnym bólem głowy, który towarzyszył mi do wieczora, na szczęście obudziłam się już bez niego). Poczynania śmiałków można oglądać na zewnątrz, na ekranie.

Były jeszcze labirynty luster, laserowe misje, kino 3D i dużo, dużo innych miejsc i punktów, których nie sposób wymienić.


Jedzenie, toalety, miejsca wypoczynku


Dużo tu punktów gastronomicznych (porozrzucane są po całym parku) i miejsc na pikniki, grilla czy ognisko. Budki, mini-restauracje, parasole, ławeczki, hamaki...  Trochę chaotycznie, trochę po spartańsku. Jedzenie bardziej piknikowe, tu kiełbaska i karkówka, tam hamburgery i hot-dogi, czy wojskowa grochówka z kotła, 
Obsługa w porządku - przy każdym punkcie ktoś z obsługi, głównie młodzi ludzie, widoczni z daleka, bo w pomarańczowych koszulkach. 
Jest czysto (także w toaletach) - nie powinno się tego punktu w ogóle poruszać, ale niestety, trzeba, bo są jeszcze miejsca, gdzie ta czystość nie jest taka oczywista.


Bawiliśmy się świetnie, o czym świadczy fakt, że zostaliśmy niemal do końca, rozdzielaliśmy się i skrzykiwaliśmy w punktach orientacyjnych - było bezpiecznie, starsze dzieci śmiało mogą poruszać się tu same, nie sposób zginać czy się zgubić (aczkolwiek moim chłopakom udało się zgubić dwie czapki, bluzę i plecak - szczęśliwie wszystko się odnalazło). Atrakcji mnóstwo, wrażenia pozytywne, jednak dużo rzeczy jest tu trochę prowizorycznych, co nie przeszkadza, nawet nie razi, ale jest widoczne.

Niedługo ruszy kolejka górska i powstaną kolejne atrakcje (park ciągle się rozbudowuje).
Ważne: wszystkie atrakcje są w cenie biletu.

Farma Iluzji (farmailuzji.pl)
Mościska 9 koło Woli Życkiej, 08-455 Trojanów
Bilet rodzinny (2+2) 136 zł
ulgowy do 16 lat: 34 zł
dzieci do 100 cm: 1 grosz
zniżka na KDR: 15 proc.

O innych atrakcyjnych miejscach, które warto odwiedzić z dziećmi TU

środa, 12 lipca 2017

Park tematyczny dla dzieci: Magiczne Ogrody


Wakacyjne weekendowe wojaże po Polsce zainicjowaliśmy w Trzciankach koło Janowca. Od tego, co znamy, co się chłopakom w ubiegłym roku bardzo podobało (relacja TU). A Franka wtedy z nami nie było - nasz przyjazd właśnie tu był wręcz wskazany. Dla mnie było też takie "sprawdzam" - Ogrody zdobyły ogromną popularność, może można osiąść na laurach? Na szczęście nie - i tym razem bardzo fajnie spędziliśmy tu czas.

"Chłopaki, tylko bez spojlerowania, proszę!" - Franek o Ogrodach słyszał wiele, ale jak już tu jechaliśmy, nie chciał wiedzieć nic.  Młodzi, jako że już tu byli to czuli się w obowiązku zadzierać trochę nosa i buzie im się nie zamykały ;) Przy kasach cały czas kręcili się ludzie, jednak kolejek brak, choć słoneczna sobota, wakacje, można powiedzieć, że szczyt.  Zaopatrzeni w mapy wkroczyliśmy na teren parku z mocnym postanowieniem, że zajrzymy w każdy zakątek. Prawie się udało ;)


Po wysłuchaniu opowieści skrzata  ruszyliśmy żwawo... Od razu pierwsze zaskoczenie - Zamek Wróżek. Różowy, a jakże! Chłopaki przebiegli przez plac zabaw jak meteory, twierdząc, że to dla młodszych dzieci i bardziej dziewczyn i podrałowali na tratwy, bo tratwy to jest to!

Woda, woda, woda...


Nim matka z ojcem dzieci dobiegli na  pomost - oni już płynęli! Matka na moment zamarła, ale po uwadze ojca, że to przecież tylko 50 cm głębokości, strach zelżał. Okiem sokoła wodziłam za młodymi z lądu i nie powiem, radzili sobie! Opłynęli cypel, raz i drugi - sprawnie i bez zawirowań, po czym z minami zwycięzców wypełzli na brzeg (wrócili tu jeszcze dwa razy).



Pływanie na tratwach to nie koniec wodnych atrakcji. W Wodnym Świecie działo się! Kto żyw zrzucał z siebie co się dało i do wody! Niewinne brodzenie i pochlapywanie szybko przeszło w przypadku moich chłopaków w regularną kąpiel ;) Dodam, że amatorów kąpieli było więcej, rodzice łapali w tym czasie oddech na żółtych leżakach.

W Krasnoludzkim Grodzie...


... też zmiany. Nie ma świnki, która zachwycała nas w ubiegłym roku - ponoć stresowały ją i tłumy ludzi i werble - żyje sobie w spokoju poza parkiem. Wielka zjeżdżalnia została zabudowana - teraz jest wielka basztą. Przybyło huśtawek... No i przybył most linowy, otaczający gród. Przyznam, że spędziliśmy w tej części parku dużo czasu. Także dlatego, że chłopaki wzięli udział w konkursie walki na miecze, emocji było sporo!


Mordole...

... nadal przechadzają się po parku i chętnie witają z każdym, przybijają piątki i głaszczą po głowach. Ponoć niektóre mają gorsze charaktery i potrafią być nieprzyjemne (wrzucają dzieci do worków!), ale chyba to między bajki można włożyć... My na takiego nie trafiliśmy.


Mroczysko...



W oczekiwaniu na otwarcie bramy wśród gawiedzi napięcie rosło! Było nerwowe przechadzanie się i wypatrywanie tego, co za nią przez szpary w drewnie. Wędrówka do smoczej jamy upłynęła nam raczej w pogodnym nastroju. Niestety, nie wszyscy w grupie radośnie się bawili.... Informacja dla rodziców jest jasna: na teren Mroczyska wstęp mają dzieci od 6 roku życia.  Przy bramie nikt tego nie pilnuje, bo dorośli potrafią czytać, przeważnie ze zrozumieniem, a dzieci zawsze wchodzą z rodzicami. Maluchy nie odróżniają świata fikcji od świata realnego - zafundowanie im przechadzki między mrocznymi postaciami wyłaniającymi się z krzaków, tudzież rękami i nogami bezładnie porozrzucanymi wokół i pod kaskadami pajęczyn może być traumą i powodem koszmarów nocnych. Przez całą drogę w naszej grupie jedno z dzieci wzbraniało się, płakało i zapierało, krzycząc, że chce do domu... Niestety, niesione na rękach musiało pokonać całą trasę. Na szczęście rodzice odpuścili mu chociaż wejście do smoczej jamy...


Rośliny w Ogrodach, czyli Kwiatowa Dolina i nie tylko...


... cieszą oczy! Popatrzcie sami, co i rusz kwiaty, kwiaty, drzewa... I ławeczki. Można przysiąść pokontemplować widoki. Minus: znowu nie udało nam się przejechać kolejką, tym razem nie z naszego zaniechania, tylko zepsutej ciuchci - odstaliśmy swoje wraz z dużą grupą czekających na przejażdżkę, żeby odejść z kwitkiem.





Pamiątki i strefa wydarzeniowa


Rozbudowany został amfiteatr, przy którym pojawił się i sklep z pamiątkami. Chłopaki tym razem nie odpuścili - z Ogrodów wyszli odziani w nowe koszulki, i z czarną flagą, która zawiśnie w pokoju u starszego. Z pamiątek - nie brakuje tu kubków, mieczy, tarcz, ale i szkolnych akcesoriów (piórniki, kredki, notatniki i zeszyty). Oczywiście są też maskotki Mordorów. Mnie bardzo podoba się idea Ogrodowej poczty. Można kupić tu kartę pocztową ze znaczkiem, napisać pozdrowienia i przybić pieczęć, po czym puścić ją w świat wrzucając do skrzynki. Co uczyniliśmy!

Po dniu pełnym atrakcji i wrażeń zasiedliśmy z ojcem dzieci przy kawie i lodach, a chłopaki polecieli jeszcze na trampoliny i dmuchańce... W radosnych nastrojach wróciliśmy do domu.


Techniczna strona


Ten bukiet kwiatów stoi w łazience - na kwiaty w toaletach zwróciłam uwagę już w zeszłym roku. Poza tym kosze, kosze, kosze... W Ogrodach jest naprawdę czysto! Malownicze wiklinowe kosze opatrzone są tabliczkami z prośbą od Bulwiaków, aby tu wrzucać śmieci.

Z minusów: obsługa części kawiarnianej (nie mylić z restauracyjną, tu wszystko było na plus), może nie nieprzyjemna, ale w wyczuwalny sposób niechętna gościom. 
Jedzenie: porcje jak dla drwali w przystępnych cenach (czyli tak, jak było). 
Ponieważ wypatrzyliśmy nowe obiekty w budowie - jak nic w przyszłym roku trzeba będzie tu wrócić!

Magiczne Ogrody
Pierwszy w Polsce rodzinny park tematyczny, stworzony w oparciu o oryginalną baśniową historię.
Trzcianki 92,
pod Janowcem (blisko Kazimierza Dolnego), woj. lubelskie.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...