O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach ;)

wtorek, 24 maja 2016

"Pan Tadeusz" barwną plamą i lekką kreską.... A.Mickiewicz, il. J. Wilkoń


I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki
Mają od starych więcej książkowej nauki;
Ale co dzień postrzegam, jak młódź cierpi na tem,
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem
Źródło: Księga I, w. 342-345

Pamiętam stare wydanie "Pana Tadeusza", nasze domowe. Mały druk, mały format i kilometry tekstu do przeczytania. Czytałam, czytałam (w ramach relaksu uciekając w swoje, młodzieżowe książki) i nie zdążyłam... Jednak Inwokację znałam na pamięć - jestem z pokolenia, które musiało wykuwać ją na pamięć i nie było zmiłuj - każdy musiał wyrecytować ją lepiej lub gorzej, na ocenę.
Jednak choć nie przeczytałam wszystkich ksiąg, poczułam Mickiewicza. Kilka lekcji, w czasie w których omawialiśmy lekturę wystarczyło, by napisać nie tylko wypracowanie, ale i egzamin wstępny do liceum na mocne 5. Moja charakterystyka księdza Robaka pełna była zaangażowania i emocji, na jakie stać chyba tylko nastolatki ;)

Mimo pewnej sympatii do Soplicy złościłam się na kanon lektur. Co innego chciałam czytać. Jednak z czasem doszłam do przekonania, że trzeba znać literaturę, która ukształtowała nas jako naród - (wierzę,że ma taką moc). I choć niektóre książki, nad którymi biedzą się uczniowie, pełne archaizmów i niezrozumiałych słów, są trudne do czytania i rozumienia - to w tym kanonie muszą się znaleźć. Nie wypada ich nie znać. Pytanie tylko kiedy jest najlepszy czas na ich poznawanie ? Bo do pewnych lektur dojrzewa się z czasem.

Pan Tadeusz niewątpliwie jest książką, której nie doceni się wieku 15 lat.

Ze wzruszeniem patrzę na przepiękny album "Pana Tadeusza" (wyd. Media Rodzina). Długo na nią czekałam, ale wreszcie mam. Leży na komodzie, zaglądamy do niego  z namaszczeniem - żeby nie ubrudzić, nie zagiąć. Ogromnie się cieszę, że po latach ta książka znowu została wydana w takiej formie - z ilustracjami Mistrza, tworzonymi w latach 60-tych i 70-tych, Sporo tu też ilustracji, które nie znalazły się w poprzednim wydaniu.

Książka zachwyca nim jeszcze weźmie się ją do rąk. Grube etui i elegancka księga w twardych, płóciennych okładkach, z czerwoną zakładką. Oczywiście z obwolutą - a na niej ten sam obraz co na etui.
A kiedy się dotknie, pogłaszcze, powącha, otworzy stronę, zerknie na następną... ach! Obrazy Józefa Wilkonia są dla mnie jak oddech: barwne plamy, lekka kreska, jest trochę romantycznie, trochę -jak sam ilustrator mówi - surrealistycznie, zawsze lekko. Bujna roślinność góruje nad człowiekiem. Patrząc na pejzaże, czuć ulotność chwili, szum drzew, powiew wiatru. Niedopowiedzenie, tęsknota i tajemnica. Wilkoniowa noc, mroczność i ekspresja.

To przepięknie wydany album do czytania w domowym zaciszu, i do zachwycania się, podziwiania. Książka na całe życie - jedno z najwybitniejszych polskich dzieł i to zarówno pod względem formy, jak i treści, skarbnica polskości, obyczajowości. W zestawieniu z ilustracjami Wilkonia - majstersztyk!


***

Józef Wilkoń o tworzeniu ilustracji do "Pana Tadeusza" (fragment książki "Józef Wilkoń. Szum drzew. Z Józefem Wilkoniem rozmawia Janusz Górski"):

"Pana Tadeusza" uważam za jedno z moich największych osiągnięć. Poświęciłem mu bardzo dużo czasu. Pierwsze ilustracje zrobiłem w Paryżu - i wysłałem do Polski na konkurs. Wybrano mnie spośród szlachetnego grona najwybitniejszych ówczesnych twórców. Tam są koniki jak owady, drzewa jak liście, syntetyczne ujęcia, ale również technika taszystowska. Wszystko to wynikało z moich wcześniejszych doświadczeń z cieczami, no i z opozycji wobec tego, w jaki sposób dotychczas ilustrowano "Pana Tadeusza", począwszy od Andriollego aż po Szancera. Zilustrowałem go przede wszystkim pejzażem, postacie są oddalone, po to aby uniknąć dramaturgii teatralnej.

W "Panu Tadeuszu" zastosował pan radykalnie jedną ze swoich ulubionych metod - główny motyw ilustracji jest prawie abstrakcyjny, a gdzieś na dole, z boku pojawia się malutka figurka jeźdźca na koniu albo para kochanków.

Pamiętam jedną rozmowę z Adamem Mauersbergerem. Mówię mu, że Mickiewicz wprawdzie był romantykiem, realistą, ale w technice o ileś lat wyprzedzał impresjonistów, a on na to, że się ze mną zgadza. Stąd te moje nastroje, te rozbryzgane pejzaże, te nocne rozmowy o gwiazdach, te pejzaże nad stawem, słowem - wszystkie te sceny najbardziej malarskie, bo jednocześnie zwracałem uwagę na ogromny talent malarski Mickiewicza. Genialna jest dyskusja o malarstwie z "Pana Tadeusza". Hrabia mówi o sztuce włoskiej, co powoduje spontaniczny wybuch Tadeusza, który protestuje przeciwko banalnemu uproszczeniu urody polskiej natury, polskiego nieba, polskich chmur. Chociaż Mickiewicz wkładał te kwestie w usta prostego chłopaka czy ledwo ogładzonej Telimeny, to tam się dokonywały niesłychanie ważne polemicznie dyskursy o sztuce i malarstwie w ogóle. Nie mogłem więc ilustrować "Pana Tadeusza" w sposób klasyczny, teatralny, bo bym absolutnie zgubił sens, urodę słowną tej książki. No i tutaj miałem rzeczywiście ogromne wsparcie ze strony Mauersbergera.(...)



***

O Targach Książki  i spotkaniu z Józefem Wilkoniem TU
Moja rozmowa z Józefem Wilkoniem (8 kwietnia 2015 r.)  TU
U Mistrza TU

Pan Tadeusz,
Adam Mickiewicz,
il. Józef Wilkoń,
Media Rodzina

niedziela, 22 maja 2016

Warszawskie Targi Książki - spotkania


Miałam nie jechać. Bo tłumy, bo przecież byłam już chwilę piątek... Wstałam rano, zrobiłam sobie kawę i w drodze na balkon zgarnęłam z parapetu katalog targów. Kiedy zerkałam na program niedzielny - jedno nazwisko mnie zelektryzowało, i ... dzień nabrał przyspieszenia. Przy smażeniu naleśników ustalaliśmy strategię. Bo chłopaki zdecydowanie wyrazili chęć wyruszenia razem ze mną.

Mieliśmy być krótko.

Józef Wilkoń, Paweł Pawlak i stoiska z grami.

Byliśmy znacznie dłużej, ale warto było. Dla mnie wiadomo z jakiego powodu - każde spotkanie z Józefem Wilkoniem to wielka radość. Dzisiaj - wreszcie  - stałam się właścicielką "Pana Tadeusza" (wyd. Media Rodzina), od razu z autografem. TU o albumie (przepiękny!).
Udało nam się trafić na stoisko IBBY i spotkać Pawła Pawlaka, na trasie natknęliśmy się też na Marcina Szczygielskiego - przesympatyczny! I we wrześniu będzie trzeci tom historii i Mai i Ciabci, już czekamy! Autografy zbierałam ja, chłopaki też połknęli bakcyla i biegali z karteczkami.
W ogóle podobało im się bardzo - co i rusz ktoś częstował ich cukierkami, i co i rusz wyciągały się ręce z naklejkami. No i  wrócili z Lewandowskim wyd. Egmont (i plakatami w liczbie trzy) - jestem przekonana, że wcześniej czy później przeczytają tę książkę wszyscy trzej.
Chwilami było nerwowo, kiedy mimo próśb któryś z młodych samowolnie się oddalał.

- Czy mogę pani w czymś pomóc?
- Raczej nie, dziecko zgubiłam!
Było rozglądanie się, bieganie  i szukanie i zero skruchy u szczęśliwie odnalezionego.
- Bo wy tak wolno szliście, a ja tam coś fajnego zobaczyłem...

W międzyczasie udzielili pierwszego wywiadu radiowego:
- Proszę pani, a będziemy w radiu czy telewizji?

Po emocjach związanych ze spotkaniami z autorami, przyszedł czas na relaks. Na płycie stadionu pograliśmy w różne gry - trudniejsze, łatwiejsze, pograli w piłkę samochodami, pobudowali do do domu. Te kilka godzin na stadionie nas zmęczyło, ale wszyscy wróciliśmy zadowoleni. Chłopaki już mi oznajmili, że w przyszłym roku też jedziemy.


 PAWEŁ PAWLAK, stoisko IBBY

Marcin Szczygielski, stoisko wyd. BAJKA

A na targach było tak...

 I czas na relaks...


 Migawki z piątku:
 Justyna Bednarek (Niesamowite przygody 10 skarpetek, wyd. Poradnia K)

 U Dwóch Sióstr zielono...

Stoisko, które bezdyskusyjnie wygrało w naszym prywatnym konkursie na najpiękniejsze i najoryginalniejsze :) (Tatrzański Park Narodowy)

sobota, 21 maja 2016

Zielono mi czyli o małych radościach i tęsknotach


Może gdybym mieszkała na wsi, miała na co dzień do obskoczenia podwórko, ogród, a może i sad; może gdybym miała dom otoczony zielenią, trawnikami, skalniakami, rabatkami -  może wtedy bym narzekała, że ciągle praca, że mszyce i inne tałatajstwo,że trawa wyschła, że... Może oczy już by tak się nie cieszyły, patrząc na zielone?

Ale i tak nie wierzę.

Dlaczego człowiek na starcie nie dostaje zestawu pakietu lubień i nie lubień, pasji, pragnień i marzeń? Dlaczego, kiedy jeszcze jest łatwo powędrować w odpowiednią stronę, wybiera coś, co po kilku - kilkunastu latach staje się ostatnim na liście jego preferencji?
Przecież gdybym wtedy - te 20 lat temu - wiedziała, co już niedługo będzie dla mnie największym relaksem, co sprawi frajdę - nie byłabym tu, gdzie jestem. A wtedy ostatnią rzeczą, która mnie pociągała był kawałek ziemi, kawałek lasu, cykanie świerszczy i niebo gwiaździste nade mną...

Odludzie a nie miasto, dom, najlepiej stary, z trzeszczącymi dechami na podłodze i śpiącym pająkiem w rogu okna, z piecem i kominkiem i drewnianymi okiennicami,  a nie bloki, wąskie ulice, miejski szum i smród i bieg z językiem na wierzchu. Cisza i zieleń. Grzebanie w ziemi, radość z każdego pączka, każdego listka...

A póki co - pozostają takie miejsca, jak to, które dzisiaj odwiedziliśmy. I marzenie, że może kiedyś, a jak nie dom to chociaż domek letniskowy, a jak nie - to chociaż działka...
Morze kwiatów i roślin, chodzenie od skrzynki do skrzynki, od doniczki do doniczki i wybieranie kolejnych kwiatków, z nadzieją, że jeszcze się zmieszczą na małym balkonie, obok innych kwiatów i rachitycznego dzikiego wina, które posadzone przed kilkoma laty z urwanej pod płotem gałązki - rośnie i cieszy mnie co roku najogromniej.

Do dzikiego wina, lobelii, pelargonii (sztuk kilka), niezapominajek, goździków, bratków (wielości) i stokrotek, a także jednej roślinki, której nazwy nie pamiętam - dołączyła dzisiaj lawenda (sztuk dwie), poziomki (sztuk dwie) i bazylia :)




piątek, 13 maja 2016

O osiedlowej bazie, skarbach z drugiej ręki i nauce dla dorosłych, żeby nie wcinali się w zabawy dzieci ;)

Fot. Pinterest*

Chłopaki długo nie wracali. Minęła 19.30. Minęła 20. O 20.20 ubrałam się i wyszłam. Przed blokiem pusto, cicho, za blokiem też. Jakby dzieci wywiało. Kieruję się więc w okolice, gdzie ostatnio często się bawią. Nadal na naszym osiedlu, ale w drugiej jego części. Z daleka widzę sylwetki dzieci. Moi też tam są. Biegają jak w ukropie, zabawa w najlepsze trwa i nikt nie myśli o wracaniu do domu.

Podchodzę bliżej.

Wszystkie oczy wlepione we mnie. Patrzą jak zareaguję, bo z rodzicami to nigdy nie wiadomo.

poniedziałek, 9 maja 2016

Do czytania nie tylko przed Pierwszą Komunią Świętą


Od kiedy wszystkie nasze dzieci wstąpiły na edukacyjną ścieżkę czyli poszły do szkoły doba - zawsze za krótka - skurczyła się jeszcze bardziej. Ledwie zainaugurowaliśmy rok szkolny, zaraz przyszło Boże Narodzenie, chwilę później już były ferie i Pierwsza Komunia Święta z odległej stała się na wyciągnięcie ręki. Przebiegła mi myśl, żeby poszukać książek do poczytania z dziećmi, a szczególnie przyszłym komunistą o tym wydarzeniu, ale tyle się działo i ciągle coś, że pomysł ten nie wyszedł poza sferę planów.

niedziela, 8 maja 2016

Pierwsza Komunia Święta czyli słów kilka o naszym przyjęciu komunijnym w domu ;)


Robić przyjęcie komunijne w domu to szaleństwo, ktoś tak powiedział. Może i szaleństwo, ale dom staje się domem, kiedy nasiąka atmosferą takich wydarzeń i spotkań. I co z tego, że gospodarze cały czas są w biegu - oglądając zdjęcia, wracając myślami do tych chwil czuję autentyczną dumę. Udało się!

czwartek, 28 kwietnia 2016

Przygoda Henka!




Przygoda Henka - książka obrazkowa dla dzieci, miejscami ocierająca się o komiks. Wydana dopiero co. Mam ten zaszczyt, że pierwszy egzemplarz (i jedyny! to unikat, biały kruk na rynku wydawniczym) trafił w moje ręce.

środa, 20 kwietnia 2016

Nelly Rapp..., Martin Widmark, il. Christina Alvner i rozdawajka :)


Wielbiciele serii Biura Detektywistycznego Lassego i Mai Martina Widmarka (wyd. Zakamarki) powinni być zadowoleni - na rynku za sprawą wydawnictwa Mamania pojawiły się dwie książki tego autora, tym razem o upiornej agentce.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Odrabianie lekcji [poradnik dla rodziców - tekst przygotowany z psychologiem z Centrum Busola] cz.1



- Chłopaki, lekcje!
Nie słyszą. Grają w coś. Siedzą. Rysują. Przyszli z dworu albo na dwór się wybierają. W ferworze życia, a tu matka z takimi tekstami wyskakuje...
- Lekcje!
Cisza.
- !- dopiero kiedy mój głos wchodzi już na wyższe rejestry, słyszę:
- Zaaaaraz...
albo obrażeni burczą:
- Nooo dooooobrze już...

sobota, 16 kwietnia 2016

Urodziny w stajni Pociecha


Gdzie wyprawić urodziny dziecku, żeby było fajnie, atrakcyjnie, zdrowo? To pytanie raz do roku (albo i częściej) stawia sobie wielu rodziców. Szczęśliwi ci, których dzieci urodziły się późna wiosna czy latem. Wtedy oferta urodzinowa poszerza się o atrakcje na dworze. A wiadomo, że takie urodziny - przeganiane bez ograniczeń na powietrzu są najbardziej udane, a dzieciaki zadowolone.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...