Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

piątek, 18 maja 2018

Wróble na kuble, Józef Wilkoń



"Siadł wróbel na kuble
kręci główką i zerka.
- Sam tylko jestem? Jeden?
Wokół żadnego wróbelka (...)"

Miłości do ptaków nauczyła mnie babcia. Z dzieciństwa pamiętam nasze wyglądanie przez okno - przez długie godziny obserwowałyśmy zimą zadziorne jemiołuszki, radosne sikorki i czerwonobrzuche gile, latem szpaki, kosy... Zawsze też przylatywały na parapet i pobliską jarzębinę wróble. Tak pospolite i powszechne, że wydawało się, że nie ma co poświęcać im zbyt wiele czasu i uwagi. Bo zawsze są, bo jest ich dużo, a przez to nie są tak atrakcyjne.
Minęło trochę lat. Na mój balkon przylatują kawki, przylatują sroki, a zimą i sikorki. Tylko tych wróbli jakoś coraz mniej... Ponoć nie tylko na naszym balkonie.
Wystrzyżone trawniki, brak jedzenia (zamykanie śmietników) i coraz mniej drzew w mieście, gdzie spokojnie mogłyby zakładać gniazda i wysiadywać młode (a także plombowanie dziur, szczelin i otworów w budynkach) sprawiły, że wróble uciekają z miast, a ich populacja zmniejsza się. Jeśli czegoś nie zrobimy - odejdą z miast, wyginą, znikną...  Nie zobaczymy, jak się kąpią w piasku, jak wypinają brzuszki i przechylają główki i bystrym okiem zerkają ...

Dlatego tak cieszy książka właśnie im poświęcona. I to napisana przez Józefa Wilkonia, który ma oko i ucho na wszystko co żywe, na wszystko, co rośnie i się zieleni. To malarz drzew i zwierząt, który w swoje prace potrafi tchnąć życie. Jego zwierzęta mają duszę!

"Wróble na kuble" to prosta wyliczanka. Zaczyna się od zwykłego kubła na śmieci i jednego wróbelka, który na nim przysiadł. Za nim przylatują  kolejne, drugi, trzeci, czwarty... i tak aż do dziesięciu. a potem wszystkie zrywają się i chmarą uciekają.

(...) Jeśli znam się na wróblach,
na starszych i na młodzieży,
myślę, że siadły na dachu,
na drzewie gdzieś lub na wieży (...)

.A tu jest ich jeszcze więcej, chyba ze sto!

Wróble na kuble są wilkoniowato wróbelkowate, niektóre zadziorne, niektóre płochliwe, inne delikatne i po ptasiemu urocze. A każdy inny! Patrząc na namalowane cienką kreską dzióbki mam wrażenie, że zaraz usłyszę ich radosny świergot. Te skrzydlate szaraczki są piękne i w naturze i u Wilkonia. Cała książka zachwyca - starannym wydaniem, (dotknijcie okładki!),  prostotą i wdziękiem. Także tekstu.
Wilkoń uchwycił w tej prostej wyliczance klimat wróblich spotkań, czytając ten tekst mam wrażenie, jakbym go słyszała w głowie - rozmowa, naturalny język, humor i rytm.

To książka może i dla maluchów, ale te małe zadziorne wróble przypadną do gustu każdemu, kto lubi ptaki, więc - bierzcie ją póki jest!

Wróble na kuble
tekst i il. Józef Wilkoń,
wyd. Hokus Pokus,
wymiary: 200 x 200 mm,
twarda oprawa
stron: 24
wiek: od roku
cena 34.90 zł












wtorek, 15 maja 2018

Papiernik, czyli skąd się biorą opowieści, Roch Urbaniak


Dawno mi się to  nie zdarzyło. Takie zaskoczenie. Gdzieś mignęła mi okładka, ale wtedy jeszcze nic nie drgnęło. Dopiero gdy zobaczyłam, co dzieje się w środku... Osłupiałam. Zabrakło mi tchu.

W książce dla dzieci taki świat zamknięty, wyczarowany, wymalowany...


Z niedowierzaniem oglądałam stronę po stronie. Takie obrazy namalowane? Kim jest człowiek, który takie niezwykłe historie potrafi zamknąć w obrazach? I jak to możliwe, że tych ilustracji - takich, tak starannie, wykonanych  przecież namalowanie każdej z nich musiało pochłonąć dużo czasu) - znalazło się tu tak dużo? Każda ilustracja to obraz, cudowny! Aż żal, że zmniejszony do formatu A4. Widzę je na ścianie, wielkie, ogromne, wciągające oglądającego z siłą tajfunu do swojego wnętrza. Kamienice unoszone przez wielkie balony, latające ryby, domy unoszone przez wieloryby, których cielska są niczym pływające wyspy... Koszmary to czy marzenia senne?

Ta głębia, ta przestrzeń, ta wizja, oryginalność i niezwykłość ... Tajemniczy, mroczny, dziwny świat, w który z trwogą, ale jednak - wskoczyłabym na główkę! Jest tu magia i tajemnica, niesamowita wyobraźnia. Słowa są zbędne.

Dużo, bardzo dużo ilustracji. Początek różni się od dalszej części książki. Pierwsze strony różnią się zdecydowanie od pozostałych. Na stronie ilustratora i malarza znalazłam odpowiedź."Papiernik" najpierw był krótkim komiksem, dopiero później Roch Urbaniak rozbudował go i stworzył książkę.

"Papiernik jest pierwszym komiksem, który zrobiłem. To krótka forma, zamykająca się w 8 stronach przygotowana na konkurs podczas Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na 25 edycji tego festiwalu „Papiernik” został nagrodzony Grand Prix. Później był też prezentowany na festiwalu komiksowym w Lizbonie. W 2018 nakładem wydawnictwa TADAM Papiernik został wydany w pełnej formie jako 64-stronicowa książka" - czytamy na stronie autora.

Roch Urbaniak (rocznik 1986!) to malarz artysta, który inspirację czerpię z podróży, mitologii, legend... Czuć to w jego obrazach.

Tyle o ilustracjach i wizualnej stronie książki. A tekst?


W opowieść wprowadza nas Papiernik, który zajmuje się wyszukiwaniem historii. Z wysokiej wieży (skojarzyła mi się z wieżą Babel) rankiem wypuszcza w świat papierowe ptaki, które wracają, przynosząc ze sobą to, co zobaczyły, co usłyszały, przynoszą opowieści. Papiernik wyłapuje je (udaje mu się to dzięki temu, że te z historiami są powolne i ospałe), czyta i sortuje. Musi oddzielić ziarna od plew, te które już znamy, które były od niezwykłych perełek, które poruszają serca i wyobraźnię. Te najpiękniejsze, których nikt jeszcze nie opowiedział, traktuje jak skarb. Trafiają do archiwum Papiernika z najcenniejszymi historiami. Z niektórymi z nich dzieli się z czytelnikami.
To krótkie przypowieści, historie pełne magii i czarów. Umiejscowione w czasie poza czasem. Jedne ciekawsze, inne mniej. Wszystkie niosące jakąś myśl, naukę.


Po achach i ochach ziarnko goryczy..


Jednak mam żal. Bo graficznie coś mi tu zgrzyta. Za małe marginesy sprawiają, że pojawia się wrażenie upchnięcia tekstu na siłę. Przeszkadza mi to, czegoś ujmuje temu wydaniu.
Kolory tytułów rozdziałów znikają - za jasne, za małe - wizualnie nie grają z monumentalnymi obrazami. Moje oko drażni też chaotyczne rozłożenie obrazów - raz z marginesem, raz nie. To sprawia, że książka z takim ilustracyjnym majstersztykiem wydaje się trochę niedbała, trochę złożona byle jak.
Przy tak pięknych ilustracjach wszystko powinno być bez zarzutu, dlatego żal.



Papiernik, czyli skąd się biorą opowieści
tekst i il. Roch Urbaniak
wyd. TADAM,
format: 215x290
oprawa: twarda
ilość stron: 64
wiek: od 8 lat
cena 49.90 zł












sobota, 5 maja 2018

Alfabet Niepodległości, Anna Skowrońska, il. Joanna Gębal


W 2018 roku świętujemy 100-lecie odzyskania niepodległości. Z tej okazji wydawnictwo Muchomor przygotowało książkę - kompendium niepodległościowej wiedzy.

W "Alfabecie" znajdujemy hasła historycznie nawiązujące do okresu zaborów, I wojny światowej i czasu po odzyskaniu niepodległości.
Arcyksiążę Ferdynand; Błękitna Armia; Cud nad Wisłą; Dmowski; Eskadra Kościuszkowska; Głosowanie - wybory do sejmu; Granice; Hej, strzelcy wraz; Jedenasty; Kasztanka; Legiony; Narutowicz; Paderewski; Piłsudski; Traktaty... to niektóre tytuły haseł.
Jest też o ataku (zamach na arcyksięcia Ferdynanda i lawinie zdarzeń, którą za sobą pociągnął, doprowadzając do wybuchu wojny), czternastu punktach Wilsona, określających, co ma się stać, aby wojna się skończyła, falach radiowych. kuchni, różnicach między Polakami, żyjącymi w różnych zaborach...  Mnóstwo tu ciekawostek i informacji, których nie znajdzie się w podręczniku szkolnym.

Hasła i  krótkie (przeważnie jednostronicowe) ich rozwinięcia są jak puzzle rozrzucone na stole. Po ułożeniu ich widzimy pełny obraz sytuacji Polski przed i po odzyskaniu niepodległości. A wszystko podane tak, że chce się czytać. Idealna lektura dla starszych dzieci, uzupełni szkolną wiedzę i dużo dopowie, wyjaśni, lekko i z humorem.

Książka, aż się prosi, żeby ustawić ją na półce obok "Alfabetu Polski".

Wielkim atutem "Alfabetu" są ilustracje - świetne!  Bardzo klimatyczne, przywołujące lata dwudzieste, trzydzieste. Piękne nasycone kolory i obrazy doskonale wpisujące się w temat, ale bez zadęcia i patosu.

Alfabet Niepodległości
Anna Skowrońska
Il. Joanna Gębal
Projekt graficzny: Emilia Pyza
wyd. Muchomor, 2018
Oprawa: twarda
Format: 17 x 22 cm
Ilość stron: 80
Cena: 29 zł
Wiek: 9-12 lat










niedziela, 29 kwietnia 2018

Latający łosoś, Ireneusz Pałac, il. Katarzyna Pałac



Jeśli szukacie książki o Polakach, którzy zapisali się w naszej historii, "Latający łosoś" ułatwi Wam zadanie. W krótkie opowiadania z życia pewnej rodziny wplecione są opowieści o zasłużonych i ważnych osobistościach i jednym takim niedźwiedziu.

Maria Skłodowska-Curie, Ernest Malinowski, Ignacy Paderewski, piloci Żwirko i Wigura czy sportsmenka Halina Konopacka, ale i niedźwiedź Wojtek to postaci przewijające się rozmowach głównych bohaterów książki. Dzieci dowiedzą się też, o co chodzi z tą bożonarodzeniową tradycją związaną z pustym talerzem i jaką kolędę szczególnie ceniono w czasie stanu wojennego.

Przy okazji różnych codziennych wydarzeń i rozmów czy to rodzice, czy dziadkowie nawiązują do historii, opowiadając bohaterom - trójce dzieci - to i owo o Polakach, którzy dokonali czegoś niezwykłego.

Dużo tu ciepła. Dużo tu uśmiechu i życzliwości. Jest miło i przyjemnie, jak dla mnie nawet trochę za bardzo - brakuje mi tu pazura. Rodzina państwa Strzeleckich jak z reklamy - kochający rodzice, cierpliwi i życzliwi dziadkowie i  mądre, oczytane dzieciaki (Janek, najstarszy z rodzeństwa dzieli się wiedzą na równi z rodzicami i dziadkami, czym wzbudza czasem zazdrość u najmłodszej Zosi, pierwszoklasistki). Nie ma tu bratersko-siostrzanych walk, złości, konfliktów. Rodzice mają czas i wiedzę, którą dzielą się na każdym kroku. Nieco wyidealizowany obraz, ale miło się go ogląda.

Jeśli kiedyś powstałaby kolejna część z opowiadaniami o innych historycznie i kulturowo ważnych Polakach, chciałabym ją mieć. Ta przydała się, kiedy syn pisał o znanym muzyku - padło na Paderewskiego. Syn z ciekawością wysłuchał opowieści z "Latającego łososia" i ją zapamiętał, w przeciwieństwie do suchego opisu w encyklopedii. Informacje podane są w taki sposób, że nie męczą natłokiem dat i suchych faktów, dzięki czemu wiele zostaje w głowie zarówno ciekawostek, jak i wydarzeń, które zwyczajnie trzeba znać.

Ważna role w książce pełnią ilustracje i zdobienia - przyciągają uwagę i wpisują się w konwencję książki, są pogodne, ciepłe, bardzo kolorowe. Czasem zajmują większą część strony, przedstawiając cały obraz - scenkę, czasem pokazana jest jeden motyw, a to dekoracyjny wzór kwiatów, a to nuty ... Tytuły rozdziałów pokazane są graficznie, tekst okolony jest obrazem - ładnie to wygląda.

"Latający łosoś" ma swoja stronę w internecie, warto zerknąć i podejrzeć jak wygląda książka w środku.

Latający łosoś,
Ireneusz Pałac,
il. Katarzyna Pałac,
wyd. Ireneusz Pałac, Świdnica 2017,
okładka twarda
cena 28 zł










poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Samuraj i Anioł Stróż, Andrzej Żak, il. Anna Krztoń


Choroba dziecka i pobyt w szpitalu onkologicznym to temat nie często poruszany w literaturze dziecięcej. Jakiś czas temu czytaliśmy "Siedem sowich piór" Katarzyny Ryrych, i ta książka przypomniała mi się, kiedy czytałam "Samuraja i Anioła Stróża". Obydwie są w pewien sposób podobne, akcja dzieje się w jednej i drugiej w szpitalu onkologicznym na oddziale dziecięcym, na granicy jawy i snu, u Katarzyny Ryrych bohater Wojtek ma odwiedzającego go w snach Dziadka, Teo (szpitalna ksywa Brzydki, bo ma "rozsiadłe na policzku bolące paskudztwo") - Anioła Stróża, ale nie takiego zwykłego, tylko karatekę!

Anioł pojawia się znienacka, jest dziwny, bo nie ma ani skrzydeł ani białej powłóczystej szaty. Ot, zwyczajny młody człowiek, w prochowcu  i z lekko skrzywionym nosem... Do tego z czarnym pasem (A wcześniej  - nim został karateką - trenował boks). "Nie tylko świat się zmienia! Szef nie ma nic przeciwko postępowi" - tłumaczy swój wygląd. Nikt go nie widzi, nikt go nie słyszy. Poza Teo. Anioł szykuje go do ważnego starcia.

Akcja dzieje się w szpitalu - poznajemy chore dzieci, oddziałową rzeczywistość, lęki pacjentów, relacje między dziećmi, i poza szpitalem - w tajemniczym Klubie czy na ulicy (Teo wędruje tu ze swoim opiekunem).
Gdy chłopiec wątpi w leczenie i wyzdrowienie, Anioł Stróżą staje na wysokości zadania i mobilizuje go, zagrzewa do walki:
 (...) Ręcznik na ringu? (...) Poddajemy się w pierwszej rundzie? Tak bez dalszej walki? Kapitulacja? (...) Wstać! Po pierwsze wstać! Jeszcze nikt cię nie wyliczył! Możesz walczyć! (...)

Przeciwnikiem chłopca jest Black i jego paczka - to z nimi mają stoczyć walkę. Źli chcą zawalczyć o chłopca, przeciągnąć go na swoją stronę. Teo przechodzi kolejne kręgi wtajemniczenia w byciu samurajem - odważnym, honorowym, walecznym, stojącym po stronie dobra.
Dobro i zło, anioły i diabły, nadzieja i wiara, walka. Jest tu o Bogu i naszych modlitwach, o szukaniu w sobie siły do walki. O potykaniu się i podnoszeniu. I o tym, że każdy z nas ma swojego opiekuna, który czuwa, jest blisko, nawet wtedy gdy go nie widać. Ciekawa książka, dosyć "męska". Będąca dobrym wstępem do wielu ważnych i czasem trudnych rozmów.

Samuraj i Anioł Stróż,
Andrzej Żak,
il. Anna Krztoń,
Oprawa twarda
Liczba stron: 108
Wydawnictwo: BIS, 2017
Format: 145x200mm
Cena katalogowa: 29,90 zł






niedziela, 22 kwietnia 2018

Park linowy "Radocha" w Nieporęcie, czyli o fajnym miejscu na wypad z dziećmi...


Park działa od 2011 roku, a my o nim nic nie wiedzieliśmy! Ale już wiemy i jestem przekonana, że jeszcze kiedyś tam wrócimy. Fajne miejsce, więc się nim dzielimy.

Zalet jest mnóstwo: przede wszystkim teren (8 ha). Park znajduje się nad samym Zalewem Zegrzyńskim: woda, zieleń, spokój... Poczułam się jak na wakacjach! Miła obsługa i rodzinna, luźna atmosfera to też duży plus. Można wypocząć, zrobić sobie piknik, jest miejsce na ognisko. Można się wspinać na jednej z tras - nawet przedszkolaki od 3 roku życia mają swoją kolorową trasę.

Poza indywidualnymi biletami można też pokusić się na zorganizowanie tu imprezy dla grupy (młodsi synowie szaleli na urodzinach kolegi, starszy wspinał się indywidualnie). Dzieci bawią się pod okiem instruktorów (po przejściu szkolenia przez 3 godziny mogą wybierać sobie trasy, dostosowane do wieku i wzrostu) i wspinać się i zjeżdżać na tyrolkach.

Wróciliśmy bardzo zadowoleni - chłopaki, bo atrakcyjnie spędzili czas, my bo odsapnęliśmy wśród zieleni. Zobaczcie sami, jak tam ładnie!


Pięć tras i pięć stopni trudności
  1. Trasa kolorowa: najniższa (od 1,4 do 1,8 m), przeznaczona dla dzieci od około 3 roku życia). 10 przeszkód o łącznej długości około 60 m. Cena 10 zł (dwa przejścia), 30 zł godzina.
  2. Trasa żółta: dla dzieci od 5-6 roku życia i 110 cm wzrostu. Zawieszona od 1 do 2,5 m. 13 przeszkód (m.in. przeciąganie beczki, dwa zjazdy, pajęczyna, kładka z sieci), o łącznej długości 120 m. Cena 25 zł.
  3. Trasa zielona: od 2,5 do 4 m, dla dzieci do 7 roku życia i 110 cm wzrostu oraz dla młodzieży i dorosłych. 14 przeszkód ( m.in. dwa zjazdy, most birmański, zjazd na talerzu). Cena 32 zł.
  4. Trasa niebieska: od 140 cm wzrostu, młodzieży i dorosłych. Od 3,5 do 7 m. 16 przeszkód o łącznej długości około 180 m (m.in. ścianka wspinaczkowa, deskorolka, dwa zjazdy). Cena 37 zł.
  5. Trasa czerwona: od 5 do 11 m, od 140 cm wzrostu. 19 przeszkód o łącznej długości około 230 m (m.in. skok na siatkę, zjazd na strzemieniu, ścianka, drabina pozioma, dwa zjazdy). Cena 45 zł.
Park linowy "Radocha"
ul. Wojska Polskiego 3,
Nieporęt (nad Zalewem Zegrzyńskim, teren Centrum Rekreacji Nieporęt-Pilawa)




















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...