O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 4 grudnia 2016

Winter style czyli na spacerze z Azą (konkurs)


Nie będzie o książce, ani o grze, ani o niczym innym, o czym dotychczas pisywałam na Makach, Dzisiaj nietypowo, bo modowo - temat mi obcy, ale czego się nie robi dla dzieci ... Ten wpis pojawił się na prośbę mojej córki. Dlaczego? O tym później...

Grudniowy weekend. Czekamy na śnieg, bo zdjęcia, które chcemy zrobić mają mieć zimowy klimat. A jak zima to śnieg. Wieczór przed godziną zero: sprawdzamy prognozy: ma padać, a przynajmniej prószyć. Super!  Siedzimy i myślimy. Jakie akcesoria zabrać, jakie tło - czy wybrać się na łono natury czy w miasto? Zabrać sanki, choinkę, sztuczne ognie? Decydujemy się na ... psa. Do wyboru mamy trzy sztuki. Dwa kundelki i Azę, w której drzewie genealogicznym można się doszukać przodka rasy border colie.  Aza w bonusie za pozowanie ma dwugodzinny spacer, chyba ją to cieszy.

Godzina ósma, startujemy. Zimno, ale grzeje nas fakt, że świeci słońce i jest w miarę dobre światło. Idziemy tu, idziemy tam. Robię zdjęcia. Aza ciągnie w prawo, Marysia chce iść w lewo. Na ulicach pusto. Wygłupiamy się. Mańka zarzuca płaszczem jak w Top Model, Aza z niepokojem śledzi nasze poczynania. W połowie drogi do pałacyku, gdzie zaplanowałyśmy większość zdjęć, zastanawiamy się czy pies dalej pójdzie, czy klapnie tyłkiem na chodniku i ani drgnie (babcia tłumaczyła nam, że Aza dalej niż do sklepu, który jest mniej więcej w połowie naszej drogi - nie pójdzie). Oczyma wyobraźni już widzę, jak na zmianę tachamy ją na miejsce - ja jestem uparta, ale moja córka jeszcze bardziej. Nasze nerwy nie były potrzebne - pies idzie.

Na miejscu pstrykamy zdjęcia pod bocznym skrzydłem pałacu (tzw. oficyną gościnną), potem zapuszczamy się jeszcze w park. Słońce chowa się za chmurami, Aza ma mokre łapy, ja czuję, że bez kawy długo nie pociągnę... Koniec. Wracamy.

* Modelką jest Marysia i Aza, którą kilka lat temu wyrwałyśmy z rąk hycla, obiecując, że znajdziemy jej dom i znalazłyśmy - trafiła do babci Marysi.

Na koniec pewnie powinnam napisać coś o ciuchach, ale jakie są każdy widzi, a skąd - niech pozostanie naszą tajemnicą ;)



Zdjęcia robiłyśmy w ramach konkursu Olympus PEN "Fotografuj" - Marysi zamarzył się taki zgrabny aparat w musztardowym etui. Prawda, że fajny?
Aparat fotograficzny jest drażliwym tematem w naszych matczyno-córkowych relacjach. Ja swój uwielbiam i trzęsę się nad nim jak kura nad jajkiem, a córka czasem chce go ode mnie pożyczać... Gdyby miała swój, obydwie byłybyśmy spokojniejsze ;)

O konkursie więcej Tu



http://zblogowani.pl/akcja/fotografuj

piątek, 2 grudnia 2016

Młody Frank. Architekt, Frank Viva


W każdym dziecku siedzi twórca. każde dziecko jest zdobywcą świata. Radość mnie rozpiera, dosłownie wychodzi uszami, kiedy obserwuję moich chłopaków w szale. Szale twórczym oczywiście. Kiedy pojawia się hasło i pomysł. I natychmiastowa potrzeba i gotowość realizacji. Szybko, sprawnie, bez wymyślania piętrzących się przeszkód (co czasem mnie się zdarza, a bo będzie bałagan, kto to posprząta, a nie zepsuj, a nie pobrudź, a czasu nie ma, a lekcje..) Robota dosłownie pali im się w rękach, nic nie jest później, wszystko jest tu i teraz. Jak to miasteczko z gałęzi w Bieszczadach (pod postem) - wiem, że czasem lepiej się usunąć, nie wtrącać się, nie narzucać, co najwyżej pytana - odpowiedzieć, proszona - pomóc.


Każde dziecko może być architektem, tylko mu w tym nie przeszkadzaj


Stare kontra nowe, schematyczność kontra świeżość i wyobraźnia. Jaki jest przekaz książki "Młody Frank. Architekt"? Dla rodziców: pozwólcie dzieciom podążać swoimi ścieżkami, bawić się sztuką, nie narzucajcie swoich schematów, nie pokazujcie szufladek. Dla dzieci: bawcie się tak, jak dyktuje wam wyobraźnia, a coś z tego na pewno wykiełkuje. Choćby dobra zabawa! Dla wszystkich: czym zajmuje się architekt i jak wygląda jego praca.

Młody Frank jest architektem i już! Tworzy ze wszystkiego, co wpadnie mu w ręce: z rolek po papierze toaletowym, makaronu, naczyń, książek. Bawi się, kreuje, buduje. Czyste szaleństwo niczym nieograniczonej wyobraźni! Jednak dziadek, który też jest architektem, przygląda się temu krytycznie, według niego budowle muszą być użyteczne, stworzone zgodnie z pewnymi zasadami, których należy się trzymać. O krześle z rolek po papierze toaletowym mówi: "architekci nie projektują krzeseł",  "raczej nie da się na tym siedzieć", o drapaczu chmur z książek: "budynki powinny być proste". Projekt całego miasta, rozrysowany przez Franka skwitował  "miasta są tworzone budynek po budynku i powstają przez setki lat". Młody Frank nie jest już pewien, czy chce zostać architektem.   
Dziadek, chcąc wnukowi pokazać, jak wyglądają projekty PRAWDZIWYCH architektów zabiera go do muzeum, a konkretnie do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. Tu czeka ich niespodzianka... Krzepiące jest, że i jednemu i drugiemu wizyta w  muzeum dużo dała...
Młody Frank nie porzuca swoich marzeń związanych z zawodem, a Duży Frank... radośnie bawi się z wnukiem. 

Książka jest zachętą do przewietrzenia głowy, otwarcia się na sztukę, na twórczość. Na końcu książki możemy poznać twórców, których dzieła Młody i Duży Frank oglądali w muzeum. Okazuje się, że architekci tworzą nie tylko budynki. Możecie też zerknąć na stronę www.MoMA.org, żeby dowiedzieć się więcej o Muzeum Sztuki Nowoczesne j i innych artystach  i ich projektach.

W serii MoMa znajduje się też "Młoda Charlotte, Filmowiec" tegoż samego autora.


Młody Frank. Architekt, 
Frank Viva,
tłum. Barbara Słomka,
seria MoMA,
wyd. Kocur Bury, 2016

Moi Młodzi Architekci  i ich patykowe miasteczko;)

środa, 30 listopada 2016

Bombka z gwiazdką, Malina Prześluga, il. Jaga Słowińska


Malina Prześluga w każdej książce zaskakuje - podejściem do tematu, spojrzeniem, wyobraźnią. świeżością. Biorąc książkę tej autorski do rąk nigdy nie wiem, co czai się za tytułową stroną, Tak jest i tym razem.

"Bombka z gwiazdką" to idealna lektura na przedświąteczny czas. Jest niezwykła! Wizualnie bardzo elegancka, bardzo w klimacie wigilijnym. Granatowo-złote ilustracje w połączeniu z zimową bielą są efektowne i jednocześnie stonowane, lekkie. Jaga Słowińska skupia się na drobiazgach, tworząc niesamowity klimat, celebrując wyjątkowy nastrój, podkreślając niepowtarzalny czas świąt.

Teksty (dialogi, monologi, opowiadania), podzielone na krótkie rozdziały poświęcone zwyczajom i wydarzeniom wigilijnym, mają swoją chronologię. Autorka prowadzi nas od pierwszej do ostatniej gwiazdki, a pomiędzy zwraca uwagę na te powszechnie znane zwyczaje, jak i mniej istotne, niemal niezauważalne szczególiki. Tu mają głos niemi bohaterowie i ci z drugiego planu, którym zazwyczaj nie poświęca się uwagi.  Prześluga daje im głos - i bardzo ciekawe jest to, co słyszy. No bo czy ktoś pisał wcześniej o świętach z perspektywy igieł z choinki czy gwiazdek albo płatków śniegu? Czy ktoś zastanawiał się, co siedzi w brodzie Mikołaja i jaki stosunek ma Mikołajowa do słodyczy, czekających na Mikołaja w każdym domu?

"Bombka z gwiazdką" sprawi przyjemność wszystkim miłośnikom świąt, a także tym, którzy się wahają, czy lubią je czy nie. Każdy znajdzie tu receptę na udane święta, a także na przetrwanie do następnych.

Ja już nie mogę się doczekać i duża w tym zasługa "Bombki z gwiazdką"!

Bombka z gwiazdką,
Malina Prześluga,
il. Jaga Słowińska,
wyd. Tashka, 2016.

niedziela, 27 listopada 2016

Galeria dzikich zwierząt. Południe, Dieter Braun


Duży, albumowy format. piękny papier i wspaniałe ilustracje na 144 stronach. Niespodzianka czeka już na początku przygody z książką - obwoluta po rozłożeniu jest dużym plakatem!

Dwie książki "Północ" i "Południe". Prezentują zwierzęta, żyjące na obu półkulach ziemskich. Rozdziały podzielone są na kontynenty - każdy z nich zapowiada mapa z kilkoma najbardziej charakterystycznymi dla prezentowanego kontynentu zwierzętami. Oglądamy "Południe" - pięć rozdziałów: Afryka, Ameryka Południowa, Azja, Australia i Antarktyda.

Ilustracje Dietera Brauna to portrety zwierząt przetworzone przez wyobraźnię artysty - barwne i egzotyczne, a zarazem minimalistyczne. Geometria pokazanych przez artystę zwierząt przywołuje kubizm z jego geometrycznym uproszczeniem kompozycji. To obcowanie ze sztuką bez konieczności kupowania biletu i wyprawy do muzeum. Otwierasz książkę i idziesz! I zachwycasz się niezwykłością zwierząt, oczu nie można oderwać!

Oglądając zwierzęta - czasem z daleka, czasem niebezpiecznie blisko - poza geometrią widać cienie, półcienie, załamania koloru. A same kolory jak wypalone południowym słońcem. Biorę głębszy wdech - czuję przestrzenie sawanny, uderza mnie gorąc słońca, Jestem tam!

Opisy prezentowanych zwierząt są krótkie, ale treściwe, łatwe do zapamiętania i polubienia przedstawianego osobnika. I zachęcające nie tylko dzieci (to książki dla wszystkich, bez patrzenia w metrykę) do sięgania po więcej - więcej sztuki w domu, w szkole, muzeum, i więcej zainteresowania przyrodą, która jest tak ciekawa i fascynująca.

Powiem krótko: to coś absolutnie pięknego!

Smutne jest to, że bardzo z opisywanych tu gatunków zagrożonych jest wyginięciem.

Książka wydana przez Art-Egmont, istniejący od dwóch lat imprint wydawnictwa Egmont Polska.

Galeria dzikich zwierząt. Południe,
Dieter Braun,
wyd. Egmont Art,
2016.

piątek, 25 listopada 2016

Stasiowy miś czyli o misiowym DIY na Dzień Misia


Dla naszego misia dzisiaj wielki dzień! Premiera! Pokaże się światu!

Najpierw było ogłoszenie konkursu w szkole i chęć wzięcia w nim udziału przez Stasia. Potem powstawał PROJEKT. Na kartkach A4 Staś Misia rysował, z główką, łapkami, pękatym brzuszkiem. Potem zaczęliśmy szukać materiału. Koncepcje się zmieniały. Matka obleciała okoliczne ciucholandy -  jeden materiał za mało misiowy, drugi zbyt oczywisty. Wpadła jej w ręce kurteczka dla malucha z fajnego materiału, ale żal by było ją zniszczyć... Ciągle nic. 

Matka pokręciła się pod domu, zrobiła przegląd własnej garderoby, przy okazji robiąc czystkę, pomyślała... Taaa, ten sweterek byłby niezły! Różne sploty wełny... dosyć przytulaśne... Staś dał akcept i jedziemy z tym koksem... tfu misiem!

***

Ani ja ani Staś mistrzami igły i nożyczek nie jesteśmy, ale bardzo się staraliśmy. Narysowaliśmy kształt korpusiku z głową (żeby było szybciej) i zakładką na zszywanie, potem łapek jednych, drugich, uszek... Wycinanie i zszywanie. Długo to trwało, te paluszki pokłute, nawlekanie igły i szycie raz na okrętkę. a raz zupełnie inaczej.... Staś zszywał, ja zszywałam. I jeszcze wypychane misia watoliną. Praca zespołowa jak się patrzy.
Na koniec buźka. Znowu dyskusje i rozważania. Czy guziki czy nakleić materiał? Stanęło na guzikowym nosku i zrobieniu nitką i igłą oczek i minki.... 

I jest  miś! Stasiowy miś! Doskonale niedoskonały. 
Według chłopaków to taki fajny gość i cool! Imienia jeszcze nie ma.


Dzisiaj wielki dzień misia - jedzie do szkoły. 

***

A jak Wasze dzieci świętują Dzień Misia?



A tu o książkach z misiami w roli głównej Misie w książkach dla dzieci [Przegląd]
A tu ważna dla nas historia bez happy endu, niestety: Misiu, gdzie jesteś?

czwartek, 24 listopada 2016

Fauna. Wyjątkowa gra o zwierzętach [gra planszowa]


Wiecie, gdzie mieszka kinkażu? Ile waży, jaką ma długość? A tak w ogóle to... co to jest? 
Nikt z nas nie trafił - obstawialiśmy Afrykę, a to zwierzątko-szopiątko mieszka na terenie Ameryki Południowej (i to nie wszędzie). Waży od 1.4 do 4.2 kg, ma długość od 43 do 60 cm, drugie tyle mierzy jego ogon! 
A aguti złocisty? Góralek zaroślowy? Pangolin olbrzymi? Pekari obrożny? Myśleliśmy, że znamy dużo zwierząt, cóż, byliśmy w błędzie - uświadomiła nam to "Fauna", w którą ostatnio namiętnie gramy.  Już same dyskusje prowadzone przy obstawianiu, gdzie mieszka dany osobnik i dlaczego wydaje nam się, że właśnie tam - gwarantują mnóstwo radości.  

Fauna: dlaczego lubimy w nią grać?


"Fauna" (autor: Friedemann Frise) to świetna gra - świetna, bo bardzo podoba się moim chłopakom. Grają w nią sami (czasem gram z nimi) albo z kolegami. Zabierają ją do znajomych, z którymi umawiają się na "planszówkowe" spotkania. Czyli pasuje, i tym młodszym i tym starszym - gra polecana jest od 10 roku życia, ale i 7-latki dobrze sobie radzą. 

Jest świetna również z innych powodów - jest mocno edukacyjna. Poszerza i systematyzuje wiedzę w temacie fauny i geografii (chłopaki dobrze wiedza, gdzie na mapie świata szukać jakiegoś państwa, ale trudniej jest z regionami, półwyspami, wyżynami, pustyniami itd). Jako że dzieci mają chłonne umysły - szybko zapamiętują i informacje podstawowe o zwierzętach (jest ich tu zebranych 360!) i ciekawostki, które można doczytać w dołączonej do gry książeczce. Choćby o kinkażu, którego przywołałam na początku tekstu:
"Kinkażu (potos flavus)  jest w stanie zejść po pniu drzewa z głowa trzymaną z przodu. Pomagają mu przy tym obracające się nawet o 180 stopni tylne łapy. Zwierzę prowadzi wyłącznie nocny tryb życia, przesypiając dzień w dziuplach lub gałęziach drzew. Jego zapotrzebowanie na wodę pokrywa prawie całkowicie konsumpcja soczystych owoców".
Nie są to wyczerpujące informacje, ale wystarczające żeby zaciekawić, sprawić, że dziecko odkryje w sobie pasję przyrodnika.

Zapewnia emocje - jak się wie, zdobywa się dużo punktów (każdy zawodnik ma swój znacznik -pionek, którym porusza się na planszy). Jak się nie wie, to się ryzykuje i obstawia - strzeli się, albo nie, a jak jest się blisko poprawnej odpowiedzi - też otrzymuje się punkty.

Gra ma dwa stopnie trudności - karty podzielone są kolorystycznie na te przedstawiające zwierzęta bardziej znane i te mniej (ale niech was nie zwiedzie ten łatwiejszy, bo bywa, że łatwiejszy wcale nie jest) i proste zasady i element ryzyka, jeśli nie wiesz (obstawianie właściwej odpowiedzi). Można w nią grać wiele, wiele razy i się nie znudzi i ciągle będzie coś do odkrycia i zapamiętania.

Duży plus za wykonanie - porządne opakowanie, porządne elementy. Trudno coś zniszczyć (no, może karty mogą ulec porwaniu, bo są dosyć delikatne, ale gra jest u nas w użyciu od dawna i nic się nie stało).


Fauna - co znajdziesz w pudełku



Gra składa się z:
* dużej, rozkładanej planszy przedstawiającej mapę świata
* 180 kart dwustronnych przedstawiających 360 zwierząt (format A6)
* 2 małych pojemników na karty, zasłaniających odpowiedzi (widać tylko zwierzę i jego nazwę),
* 72 drewnianych kostek-znaczników
* 1 pionka rozpoczynającego grę
* instrukcji i książeczki z dodatkowymi informacjami o zwierzętach.



Nie tylko nam się podoba!



Gra została nominowana do prestiżowej nagrody Spiel Des Jahres 2009, otrzymała wyróżnienie Gra Numeru w numerze 15 Świata Gier Planszowych oraz została nominowana do nagrody Gra Roku 2011 w Polsce.


Fauna. wyjątkowa gra o zwierzętach,
autor  Friedemann Frise
REBEL, od 10 lat.
Cena ok. 120 zł.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...