Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 24 września 2017

Stój, bo strzelam! [... czyli o książce "Łapy do góry", Catharina Valckx]


To bardzo przyjemna książka, w gangsterskim klimacie. Jest wesoło, jest zabawnie, jednak jest tu drugie dno, taki prztyczek dla nas, dorosłych - czytając ją trudno opędzić się od myśli, jak bardzo my, rodzice, chcemy naginać dzieci do swoich wyobrażeń. Chcemy, żeby myślały tak, jak my i były lepszą wersją nas samych. Trudno przełknąć fakt, że dziecko jest inne. Nie lubi tego, co nas pasjonuje, ma inne zdanie na wiele tematów, i wcale nie chce realizować naszych niespełnionych marzeń, bo te jego są zupełnie inne.

Ciągle się tego uczę, pracuję nad tym że one nic nie muszą z tego, co chciałabym, żeby było takie oczywiste. Nie muszą lubić łazić po lesie, nie każde z nich musi być zapalonym połykaczem liter (och, nawet trudno mi to napisać, że tak, nie każde z moich dzieci musi kochać czytanie!), nie każde z nich ... itd. Nie jest to proste.dlatego nie zżymam się na tatę Billy'ego, on też do tego dojdzie...

Bohaterami książki są ojciec i syn. Ten duży - gangster z krwi i kości, ten mały z sercem na dłoni, raczej z tych, co nie skrzywdzą nikogo, powiedzą "dzień dobry", i starszej pani poniosą torbę z zakupami. Ten duży martwi się, że syn nie przejmie pałeczki i rodzinnego interesu czyli nie zostanie bandytą, jak on - jego ojciec. Postanawia więc sprawdzić Billy'ego: daje mu pistolet i każe iść postraszyć jakieś zwierzaki, wołając "Łapy do góry!". Billy bierze broń i wyrusza przed siebie. I nawet woła "Łapy do góry". Owszem spotyka i dżdżownicę, myszkę, zająca, a nawet lisa. Czy jednak woli ojca stanie się zadość? Czy w Billy'm odezwie się złoczyńca?

Billy robi co może, żeby nie zawieść ojca, stara się - trzeba mu to przyznać, jednak z własną naturą trudno wygrać - Billy jest po prostu dobry!  Czytajcie śmiało dzieciom tę książkę - nikomu nie dzieje się krzywda, a mały Billy udowodnia, że jest odważny, bo żeby postawić się większemu - w obronie mniejszych - to nie lada wyzwanie, trzeba mieć charakter. I Billy go ma! Z próby wychodzi zwycięsko, ba - zyska oddane grono nowych przyjaciół. A ojciec, choć uświadamia sobie, że gangstera z syna nie zrobi -  jest z niego dumny!

Świetne ilustracje! Przewrotne poczucie humoru (już sam chomik gangsterem!) - książka niby dla małych, ale duzi będą mieć nie mniejszą radość z czytania.

A skąd taki tytuł posta? Pan Tomek z wydawnictwa Muchomor opowiedział mi historyjkę o tym, jak tytuł książki zapada niektórym w pamięć. Nie mogąc go sobie przypomnieć, po chwili zastanowienia dochodzą do odkrywczego stwierdzenia, tak! To "Stój, bo strzelam!" Przyznam się, że kilka razy też się tak pomyliłam ;)


Łapy do góry!
Catharina Valckx,
wyd. Muchomor
Stron: 36
Format: 21 x 26 cm
Oprawa: twarda
wiek: od 3 lat,
Cena: 29 zł.








poniedziałek, 18 września 2017

Svampe i jego kot Buse, Bernt Rosengren, il. Maria Uszacka


Pracuję z niesamowitymi ludźmi. Wiele pewnie nas dzieli, ale wiele też łączy. Ale są wspaniali, bez wyjątku. I choć zawodowo nie zajmujemy się literaturą dziecięcą, to o tej literaturze przy niejednej kawie rozmawiamy. Ostatnio wypłynął temat książek z naszego dzieciństwa. Każdy z nas ma swoje ukochane tytuły, które wspomina. Kojarzą się z miłymi chwilami, jakimiś wydarzeniami, albo zwyczajnie z czasem, który odszedł, a za którym się tęskni.

I tak od koleżanki usłyszałam o "Svampe ...". Uwielbiała, i książka zginęła, może komuś pożyczona i nie oddana, a może w trakcie przeprowadzki gdzieś się zawieruszyła, nie wiadomo. Nie ma. Są w pamięci kanapki z dżemem, łobuziak kot i sześciolatek Svampe.

Znacie ten żal za utraconą książką z dzieciństwa? Ja go znam tym bardziej, że nie dość, że straciłam większość tych książek (wielu pewnie sama się pozbyłam, uważając, że z nich wyrosłam - o losie, żebym była jasnowidzką...), to w wielu przypadkach nie pamiętam nawet tytułu i  autora, tylko widzę w głowie jakąś ilustracje, albo i to nie...

Więc po tej naszej rozmowie zaczęłam szukać. I znalazłam (nie tylko książkę, ale i fantastyczny antykwariat  na trasie "praca-dom". Ileż tam książek! Dajcie mi worek pieniędzy, a  cudownie go zagospodaruję!). Póki książka jest w moich rękach - mam nadzieję sprawić koleżance dużą frajdę - cieszę się nią, czyli czytam i oglądam, a także Wam pokazuję. Zachęcając jednocześnie do sięgania nie tylko po nowości wydawnicze, ale i po stare książki. Nie wszystkie pewnie trafią do naszych dzieci, zmienił się nieco język i zmienił się świat, ale to świat naszego dzieciństwa, wracajmy więc do niego. Dla siebie.

Svampe i jego kot Buse


To bardzo przyjemna książka, w sam raz na wieczór, tuż przed zaśnięciem. Bohaterem jest sześcioletni chłopiec Svampe, jego kot Buse i rodzina chłopca. Mama plastyczka,  maluje obrazy, ilustruje książki i pisma, tata - pisarz, pisze i pisze na maszynie, a czasem leży i myśli - paląc fajkę - co by tu napisać Svampe ma też starszą siostrę Britt. Poznajemy ich codzienność, drobiazgi, które składają się na dni, tygodnie...
Wyprawa na plażę, bójki Busego z dzikim kotem, czy wreszcie zaginięcie Busa, spacer z tatą na cmentarz i rozmowy o duchach czy obchody wieczoru świętojańskiego ...
Z tej książki dowiedzieliśmy się, jak w Szwecji świętuje się ten dzień  - Midsommar, dlaczego stawia się maszt i przy nim tańczy, a także w jakim celu zbiera się kwiaty i chowa pod poduszkę.
To wszystko plus kanapki z dżemem i uściski tworzą ciepłą, przyjazną atmosferę.
Dorosły czytelnik zauważy różnice w podejściu do wychowania dzieci - współczesna szwedzka literatura wygląd inaczej, jednak tak dużo aż się nie zmieniło. Dzieci mają swoje humory i humorki, rodzice mają czasem gorszy dzień. Czasem jest radośnie, a czasem smutno, ale te smutki bledną, kiedy ma się puszystego przyjaciela, do którego zawsze można się przytulić!

Plus piękne ilustracje Marii Uszackiej!

Svampe i jego kot Buse,
Bernt Rosengren,
il. Maria Uszacka,
tłum. Maria Olszańska,
wyd. Nasza Księgarnia, 1977,
wiek: od 5 lat.
Kupiona w antykwariacie.






środa, 13 września 2017

Podlasie z dziećmi, czyli o atrakcyjnych miejscach dla małych i dużych

Nasze podlaskie wypady. Miejsca, które warto odwiedzić - jedne z wielu -  blisko Knyszyna, Białegostoku i Siedliska z widokiem. Maleńka cząsteczka tego, co warto zobaczyć będąc w okolicy. I ostatni wakacyjny wpis.

1. Ostoya żubra w Kiermusach  


Bo Białowieży nie dotarliśmy - zostawiamy ją na kolejny podlaski raz, ale chłopaki żubry zobaczyć musieli. Pojechaliśmy więc do Kiermus koło Tykocina, w których znajduje się Ostoya żubrów, prywatna hodowla tych niezwykłych, największych w Europie dziko żyjących zwierząt. Można pospacerować wokół ogrodzonego terenu, na którym żyją żubry, wejść na wieżę widokową. Żubry przyzwyczajone są do ludzi - takie odnieśliśmy wrażenie, panowie podchodzili do siatki i mruczeli, a raczej chruczęli do nas, ku uciesze chłopaków. Poza żubrami atrakcją dla oka są domku przy parkingu, należące do kompleksu Ostoi - rząd drewnianych chałup, przecudnych - te okiennice, drzwi, zdobienia  kwiaty i serduszka!





2. Zamek w Kiermusach




To taka ciekawostka - zamek to prywatne Edukacyjne Muzeum Oręża Polskiego im. Jerzego Hoffmana w Kiermusach z niedawno otwartą wystawą średniowiecznych narzędzi tortur i egzekucji. Niestety, do środka mogliśmy zerknąć tylko przez szpary w bramie - muzeum było czynne w wakacje jedynie w niedzielę... Ale warto zrobić sobie spacer od Ostoi do zamku, trasa jest urokliwa - malownicze tereny wokół i polna droga -  że sama w sobie jest atrakcją, tylko niestety nie dla dzieci, które nie kryły rozczarowania, bo chciały na te narzędzia tortur rzucić okiem.






3.  Indiańska wioska "Puszczykówka"


O "Puszczykówce" na Makach zamieściłam już osobny post i dużo zdjęć, więc tam odsyłam zainteresowanych. Spędziliśmy tu fajny czas - słuchając o Indianach, oglądając przedmioty codziennego użytku, stroje, broń, naczynia, pióropusze.... Posiedzieliśmy w tipi, zwiedziliśmy mini zoo... Na więcej zapraszam TU.


4. Twierdza Osowiec



To miał być hit! Wszyscy z naszego turnusu,  poza mną, nie kryli podekscytowania. "Twierdza z drugiej połowy XIX wieku, położona na terenie osady Osowiec-Twierdza należącej do gminy Goniądz w powiecie monieckim w Polsce, znana z 6,5-miesięcznej obrony podczas I wojny światowej. Na początku XX wieku zaliczana do najnowocześniejszych twierdz świata. Nigdy nie została zdobyta (Wikipedia).  
Cóż, ponieważ poranki mieliśmy leniwe w klimacie "slow", dotarliśmy tu w porze poobiedniej. I cóż... Okazało się, że to był błąd, bo bunkry i teren twierdzy można zwiedzać tylko z przewodnikiem, do godz. 13. Trochę nas to zdziwiło, okres wakacyjny jeszcze się nie skończył, ale nie odjechaliśmy zupełnie z niczym i coś tam zobaczyliśmy, konkretnie pozostałości bunkrów  (fort IV) przy Biebrzańskim Parku Narodowym.




5. Biebrzański Park Narodowy


Przemili pracownicy BPN w punkcie informacyjnym! Polecamy! Wyjdziecie od nich zaopatrzeni w wiedzę i informacje, co trzeba zobaczyć, kiedy i jak tam dojechać, a także mapki i foldery.
Warto zaplanować cały dzień na chodzenie ścieżkami edukacyjnymi, poobserwowanie ptaków i pięknych terenów nadbiebrzańskich.





6. Skansen w Białymstoku


O skansenie na Makach osobny post. Zapraszam TU



7. Tykocin: wrota Podlasia


Chodzenie uliczkami, zachwycanie się a to drzwiami, a to okiennicą czy gankiem to nie są atrakcje dla moich chłopaków. Więc jakby ktoś ich zapytał, jak tam było w Tykocinie, powiedzieliby, że nuuuuudno. Pewnie zapamiętali Pierogarnię przy rynku (no smacznie było, a porcje takie, że i kolejny posiłek od razu ma się z głowy) i te dwa koty na ganku i kilka psów. Poza tym parking i lody.
Antek więcej miałby do powiedzenia, bo w przeciwieństwie do braci nie grzał krawężnika, tylko chodził z nami tu i tam...
Kto nie był, a oglądał "U Pana Boga za miedzą" to prawie jakby był ;)





8. Wielka Synagoga w Tykocinie i Muzeum



Tykocińska Wielka Synagoga - drugą pod względem wielkości w Polsce (pierwsza jest Stara Synagoga w Krakowie), powstała w 1642 r. Od XVIII w. do II wojny światowej Żydzi stanowili połowę mieszkańców miasta.
W 1941 r. Żydzi z Tykocina zniknęli, zostali rozstrzelani przez Niemców w lesie pod Łopuchowem. Obecnie w synagodze znajduje się Muzeum w Tykocinie,  zobaczycie tu zbiór judaików i  malowidła ścienne m.in.. hebrajskie teksty modlitewne - druga jego część jest w Domu Talmudycznym tuż obok, przy ul. Koziej 2.


wtorek, 12 września 2017

KONKURS (do wygrania książki "Paweł i Indianie" ) i ROZWIĄZANIE!


KONKURS!  KONKURS!

Mamy dla Was pięć książek "Paweł i Indianie" wyd. Novae Res. Żeby dostać jedną z nich wystarczy pokazać jedno zdjęcie (kolażom stop!), na którym uchwycicie indiańskie zabawy Waszego dziecka.

Na zdjęcia czekam do wtorku, 19 września (makiwgiverny@gmail.com). Wysyłka zdjęć na terenie Polski.

Wyniki najpóźniej około kolejnego weekendu.

Do dzieła! Miłej zabawy i ciekawych zdjęć!

O książce pisałam i pokazywałam ją tu:
http://www.makiwgiverny.pl/2017/09/pawe-i-indianie-agata-hryniewicz-il.html




ROZWIĄZANIE KONKURSU z książką "PAWEŁ I INDIANIE"

Pięć zwycięskich zdjęć. Wybraliśmy je, bo są ... różne: pełne wizualnych odniesień do indiańskiej kultury, jak i ich pozbawione. Przecież żeby dobrze się bawić nie trzeba mieć wielu rzeczy - często wystarczy to, co dzieje się w wyobraźni. Zdjęcia pokazują czas prawdziwej zabawy i o to chodzi!

Wszystkim bardzo dziękuję za udział w konkursie, a autorów zwycięskich zdjęć proszę o podanie na adres makiwgiverny@gmail.com  adresów, pod które mogę przesłać książki "Paweł i Indianie" Agaty Hryniewicz.



"Indianka, na swoim wiernym rumaku"



"Na cześć Dominika najstarszy z braci zorganizował indiański dzień. Świszcząca Strzała, czyli Karol, pasował na wojownika Dominika, czyli Rączego Jelenia, aby w tym dniu rządził domem. Były indiańskie zabawy, polowanie, a na obiad według życzenia Rączego Jelenia była ulubiona potrawa moich Indian - pizza domowa, zrobiona przez mamę":





"Ninki bawi się w współczesną wersję Indian i jest specjalistką w naśladowaniu ich odgłosów":



"Czarne stopy upolowały dziką świnię i pieką ją w ognisku. Ich wioska znajduje się u podnóża gór...najprawdopodobniej skalistych sądząc po ośnieżonych szczytach. Pewnie i rzeka Missouri ma tam swoje źródło. Wilk też czuje zapach smacznej pieczeni...":



"Indiański namiot, może nie idealny, ale stworzony przez dzieci. Brak piórek i innych ozdób, ale za to zabawa w środku namiotu jak najbardziej indiańska...":

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...