O książkach niebanalnych, mądrych, ważnych i pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Roślinkowa książka, Alicja Krzanik, il. Anna Salamon


Po „Literkowej” i „Cyferkowej” przyszedł czas na „Roślinkową książkę". To kolejna część zilustrowana przez Annę Salamon, zilustrowana, a raczej wydziergana, bo i tu wszystkie obrazy - absolutnie wszystkie -  zrobione są z włóczki! 

Nie sposób oderwać wzroku od okładki - gęsta, mocna zieleń z tytułem ułożonym z włóczkowych literek, w które wpisane są różne roślinne motywy. W tym miejscu wchodzimy już w interakcję z książką -  możemy odkrywać z dzieckiem, co każda literka przedstawia. W „R" wszyty jest rumianek, w „N" niezapominajka, „W" przedstawia wrzos... I bawimy się dalej ;)
Już mi się podoba! Miałam przyjemność obejrzeć makietę okładki — na żywo wygląda jeszcze lepiej, bo literki są większe i uważnie można przyjrzeć się każdemu splotowi włóczki! Czapki z głów — roboty przy książce było sporo. Jak zdradziła mi Ania — średnio zrobienie książki zajmuje jej 4 miesiące codziennego dziergania.

„Roślinkowa" zbudowana jest na podobnym schemacie, co dwie poprzednie książki. Tekst biegnie dwutorowo — są tu rymowane wierszyki i opisy roślin (podstawowe informacje i ciekawostki). Rośliny prezentowane są na białych planszach, a co kilka stron mamy rozkładówkę z obrazem dokumentującym życie - jest tu przedstawione jakieś konkretne miejsca, ludzie, zwierzęta i rośliny! Miasteczko, las, piknik nad wodą, zimowe zabawy na śniegu..

 „Roślinkowa" książka to spacer przez cztery pory roku i obserwacja, co w poszczególnym miesiącach kiełkuje wokół nas, rośnie, kwitnie... To ukłon w stronę otaczającej nas natury — królują tu rośliny polne, te najpowszechniej występujące i cieszące nasze oczy w parkach, na łąkach, w przydomowych ogródkach i na osiedlowych trawnikach. To te roślinki, na które często nie zwracamy uwagi, bo zawsze są, ale jak im się przyjrzymy, dostrzeżemy ich piękno i niezwykłość! Ania kupiła mnie wrotyczem — wrotycz jest moim nr jeden, uwielbiam też nawłoć (maki też tu są, a jakże!). W ogóle wszystkie rośliny i sposób ich prezentowania zachwycają — to album, który powinien znaleźć się na półce każdego malucha, ale nie tylko tu. Bo „Roślinkowa" jest zaproszeniem do wyjścia na spacer z książką pod pachą i odkrywania ukazanych tu roślin w naturze. To też zaproszenie do stworzenia własnego zielnika.

Oglądajmy, czytajmy, szukajmy, cieszmy się i doceniajmy zieleń, bo coraz jej mniej wokół nas...

Roślinkowa książka,
tekst Alicja Krzanik,
ilustracje Anna Salamon,
wyd. Nasza Księgarnia, 2022,
okładka twarda, kartonówka,
stron 40,
wymiary 20.5 cm x 25 cm,
cena 49.90 zł,
wiek: od 2 lat.












niedziela, 19 czerwca 2022

Dzisiaj sny pachną żarem, ASP Warszawa






Mieliśmy swoje miasto – z żelaza i cegły.
Dziś każdy ma walizkę, w walizce popioły
pod gradem kul zebrane, w bezsilnym ukłonie.
Dzisiaj sny pachną żarem – domem, który płonie.
Sierhij Żadan


"To nie zaczęło się wczoraj, tylko osiem lat temu. Agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę rozpoczęła się w 2014 roku po Rewolucji Godności, będącej protestem przeciwko niepodpisaniu przez Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Sukces Euromajdanu doprowadził do aneksji Krymu, następnie rozpoczęcia wojny hybrydowej na terenie Wschodniej Ukrainy. Eskalacja przemocy, która nastąpiła 24 lutego tego roku jest jedynie ciągiem dalszym.
W ciągu ostatnich ośmiu lat ukraińskie środowisko artystyczne nie było obojętne. Stawianie oporu poprzez działania z pogranicza sztuki i aktywizmu stało się immanentną częścią współczesnej ukraińskiej kultury. Naszym celem jest udostępnienie przestrzeni na wyrażenie sprzeciwu zarówno przez artystki i artystów ukraińskich, jak i prezentacja głosów wsparcia i solidarności ze strony Białorusi i Polski. Naszą odpowiedzią na pytanie o rolę społeczności artystycznej w czasach wojny jest udostępnienie przestrzeni na sztukę powstającą tam i teraz, oddanie głosu świadkom, ponieważ przedstawienia wizualne w realiach wojny są aktem odwagi, odwagi porównywalnej do tej potrzebnej na froncie. Akt twórczy jest aktem walki.
Obrazy i wizerunki wojny są narzucone przez podmioty ją prowadzące. Chcemy przedstawić obrazy, które ukazują kruchość życia, wyrażają chęć jego podtrzymania oraz zasadzają się na aktywnym sprzeciwie wobec nieuzasadnionej przemocy. Ramy wojny zbudowane są na pewnej narracji, a jej dekonstrukcja polegałaby na propagowaniu kultury ukraińskiej, głównego komponentu tożsamości narodowej, którą agresor usiłuje unieważnić. Przedstawienia codziennej rejestracji zdarzeń i materialności konfliktu służą dewaluacji potrzeby i poczucia konieczności wojny".

14 – 29 czerwca 2022
Artystki i artyści / Artists / Xудожників:
Jan Bachynski, Yuriy Biley, Oksana Briukhovetska, Olia Fedorova, Alena Grom, Yulia Krivich, Marta Romankiv, Romana i Andrij – Studio Agrafka
Na wystawie prezentowana jest także reprodukcja mozaiki autorstwa Ałły Horskiej 
Zespół kuratorski 
Zuza Andruszko, Julia Barbasiewicz, Karolina Hutna, Maria Jasek, Kamila Kabała, Natalia Kwasowiec, Valeriia Mostenets, Barbara Pawlak, Jan Prange-Barczyński, Łukaszka Staszkiewicz, Szymon Stefaniak, Radosław Sykuła, Zuzanna Wielgo
Opieka merytoryczna dr Marika Kuźmicz


Ilustracje Studia Agrafka
























piątek, 10 czerwca 2022

Felcia, czyli szkice z kichającym berecikiem, Paweł Pawlak

Czytanie Felci było dla mnie wejściem do innego świata. Czasu dzieciństwa i związanych z nim wspomnień, emocji, kolorów i smaków. Realia, w których żyła bohaterka przywołały retrospektywne klisze, całe mnóstwo wzruszeń i uśmiechów, bo choć jestem trochę od Felci młodsza — przeżyłam czasy PRL-u. I wiele z tego okresu pamiętam. Tak jak Felcia wisiałam na trzepaku, biegałam do sklepu z nylonową siatką, pamiętam moskwicze na pedały, a „widoczki” po prostu kochałam (u mnie były to sekrety) i namiętnie je robiłam za blokiem, znacząc je kamieniami i kamyczkami... Paczka od cioci z Ameryki to było coś — w jednej z paczek przyszły lekkie jak piórko buciki dla małej baletnicy (ta skórka, ten obcasik), niestety okazały się na mnie za małe. Nie chciałam się z nimi rozstać, ale cóż, poszły dalej w świat, a ja ciągle mam ich obraz w głowie. 

Felcia to dziewczynka z charakterem, pełna wdzięku i uroku, taka mała zadziora, z którą nie można się nudzić. Obserwująca świat z wrażliwością i otwartością, i zawsze mówiąca to, co myśli. 

Codzienność Felci była taka jak większości dzieci w tamtych czasach. Nie było elektronicznych zabawek, komputerów, telefonów, internetu, a wakacje spędzało się nie w Chorwacji czy na Teneryfie, tylko u rodziny, albo na wczasach w górach, albo nad morzem Felcia uwielbiała jeździć do babci, mieszkającej w miasteczku na drugim końcu Polski. Zrywanie wiśni w ogrodzie, wędrówki do sklepu, pieczenie ciasta, zabawy z kuzynami — dawały poczucie bezpieczeństwa i radości.

Cała ta książka — ta opowieść o Felci — taka jest. Jak powrót do domu. Do czasów teraz postrzeganych jako beztroskie, ciepłe, choć przecież nie zawsze takie były Można się pośmiać ze wspomnień, można uronić łezkę. A co dostanie współczesny mały czytelnik? Sporą dawkę wiedzy o czasach swoich dziadków i rodziców, podaną z humorem. Zobaczy, że świat, który wydaje mu się niemożliwy, bo bez tych wszystkich „bez”, był barwny i obfitujący w rzeczy i wydarzenia, które dla dzieci są teraz nieznane, niedostępne. No i na pewno polubi Felcie, która, choć wychowywana w innej rzeczywistości jest przecież taka, jak wszystkie dzieci świata.

Bardzo przyjemnie mi się Felcię czytało i bardzo przyjemnie oglądało, co nie dziwi — Paweł Pawlak jak coś zilustruje, to tylko się można zachwycać. W przypadku tej książki powściągliwość w doborze kolorów tylko cieszy, bo nadaje książce dodatkowy retro smaczek.

Patrząc na bohaterkę, mam pewne podejrzenia :) Bardzo mi kogoś przypomina!

Felcia, czyli szkice z kichającym berecikiem,
Paweł Pawlak,
wyd. Wilga, 2022,
oprawa twarda,
stron 96,
format 185 x 235 mm,
wiek: +6
cena 39,99 zł.







niedziela, 5 czerwca 2022

Koty Józefa Wilkonia [warsztaty w Badecie]


Sobota minęła nam pod znakiem Wilkonia. Warsztaty z Mistrzem w Badecie to wydarzenie, na którym trzeba być. I byliśmy. Książkami, które nadały ton spotkaniu były dwie kocie nowości wydawnictwa Tatarak: Kocie ścieżki i Ruda (wznowienie Była sobie Ruda”). Było czytanie, było malowanie. Ale przede wszystkim był Józef Wilkoń! Wszedł na salę zamaszystym krokiem, w nieodłącznym kapeluszu i już w drzwiach głośno witał dzieci. Pełen energii i witalności na oczach dzieci i rodziców namalował piękną ilustrację, tłumacząc krok po kroku jak malować farbami wodnymi, jak prowadzić pędzel, jak stworzyć dobrą kompozycję. Wszyscy patrzyli z zapartym tchem, flesze błyskały, kamery pracowały!

Po teorii przyszedł czas na praktykę i uczestnicy zasiedli przed białymi kartkami. Zadaniem było namalować kota albo całą kocią rodzinę. I się zaczęło. Pędzle poszły w ruch!  Jedni dopieszczali jeden rysunek, inni stworzyli ich po kilka. Baden zalały koty!
Po części praktycznej Mistrz zasiadł w księgarni przy stole i podpisywał książki, kolejka była długa.












***


Badet znika z mapy Warszawy. Sobotnie warsztaty, na które pojechałam z Antkiem, były moim pożegnaniem z tym miejsce. Czas zatoczył koło. Pierwszy raz byliśmy tu w 2015 roku na warsztatach z Józefem Wilkoniem (potem były inne warsztaty m.in. z Elżbietą Wasiuczyńską i Piotrem Sochą) i jak widać ostatni - również z Mistrzem. Ostatnia kawa wypita w luźnej atmosferze i w otoczeniu książek i pogaduszki przy regale z książkami. Jest mi smutno, ale bardziej niż smutna - jestem zła, że takie miejsca muszą być zamykane, bo wysokość czynszu przerasta możliwości właścicieli. I że choć zawsze było ich mało na mapie miasta  - za moment nie będzie ich wcale. Badet to księgarnia z pomysłem i prowadzona z pasją. Tu zawsze tyle się działo! Warsztaty, spotkania, zajęcia, urodziny z dobrą książką na pierwszym miejscu albo w tle. Brakuje miejsc, w których zaraża się najmłodszych miłością do czytania, w których dzieci mogą poznać, dotknąć, obejrzeć dobre książki, w których z tymi książkami się bawią, tworzą, malują. I mogą wyjść ze swoim egzemplarzem. Miejsc, w których nasiąkają literaturą, a wiadomo, że czym skorupka...

Do czego to wszystko  prowadzi? Niedoinwestowane biblioteki, księgarnie walczące z niskimi cenami w dyskontowych  internetowych sklepach, coraz niższe statystyki czytelnictwa, a w szkołach lektury, stare ramoty, które zabijają chęć sięgania po inne książki. Czarno to widzę.


A ekipie Badetu dziękuję za te wszystkie lata wspaniałej działalności i roli, jaką odegrali w kulturalnym życiu wielu dzieci. To nie do przecenienia.



Ruda
Kocie ścieżki

niedziela, 29 maja 2022

Warsztaty FRIDOWE z Anną Jaworską ARTYSTYCZNIE!

Sześć godzin pracy, od białego płótna po fantastyczny kolaż - tak Ania zapowiadała warsztat FRIDOWY. Mnie długo na takie spotkania zapraszać nie trzeba - lubię zabawę w sztukę i prace manualne, choć różnie mi to wychodzi, ale to nie jest najważniejsze - ważna jest przyjemność, którą daje takie działanie. Warsztaty Ani kierowane są do dziewczyn (nie tylko dziewczyn, ale tu akurat były same dziewczyny), które nie są malarkami, tylko amatorkami, a celem jest nie tylko sam efekt twórczy, czyli stworzenie swojej Fridy, ale droga do tego pełna wskazówek (Ania cudownie uczy!) i dobra zabawa. To takie trochę „darcie pierza”, ręce czymś zajęte, a i pogadać można. I choć się nie znałyśmy, to szybko pojawiło się poczucie wspólnoty i taka babska dobra energia!

Tu było coś jeszcze - jakaś magia! Bo choć do dyspozycji miałyśmy te same materiały, to te nasze Fridy były inne. Każda bez wyjątku - byłyśmy tym zaskoczone! A potem ten moment - wszystko już jest, tylko trzeba namalować oczy. I te oczy już są i bach - Frida patrzy na nas! Jest! Taka wisienka na torcie. Każda patrzy inaczej, każda ma w sobie cząstkę swojej twórczyni. Powstały Fridy blondynki, Fridy rudowłose, Fridy brunetki. Niesamowite!

Bardzo polecam spotkania wszystkim, którzy lubią prace manualne. Anię znam od lat - to niezwykle ciepła, kolorowa i pełna dobrej energii osoba, która potrafi zachęcić do twórczego działania najbardziej opornych i robi to w taki sposób, że skrzydła rosną. Zerknijcie na jej stronę na FB, albo Instagramie , wpadnijcie na darmowe warsztaty online (najbliższe już  w środę 1 czerwca) i śledźcie kiedy następne spotkanie w realu. 


Spotkałyśmy się w Starych Babicach. Mała, kameralna grupa, siedem dziewczyn plus Ania. Wpadłam ostatnia, ale załapałam się jeszcze na rozruch grupy, pogaduszki przy kawie (był też przepyszny tort Pavlova), przedstawianie się i rozgrzewanie do działania. Atmosfera  i samo miejsce sprzyjało pracy twórczej - wielkie okna, jasna sala i porozstawianie akcesoria niezbędne do wykonania pracy: pędzle, farby, pudła z tapetami i materiałami, kleje, a na stołach rozłożone duże puste płótna. Czy na jednym z nich powstanie moja Frida? Matko jedyna, nigdy nie malowałam na płótnie!




Wśród nas nie brakowało wielbicielek Fridy Kahlo, co było widoczne na pierwszy rzut oka (te t-shirty z twarzą malarki, te kwiaty we włosach i kolory!)  - od razu któraś z dziewczyn włączyła ścieżkę dźwiękową z filmu Frida, zrobiło się klimatycznie, wszystkie jedną nogą znalazłyśmy się w Meksyku!

Żeby nie było za trudno i żebyśmy nie były rzucone na głęboką wodę i wyszły z prawdziwym portretem Fridy, Ania rozdała nam kartki ze zrobionym przez siebie szablonem malarki. Dzięki temu miałyśmy dobry start, a Fridy wyglądały jak Frida :) Szablony na płótno, ołówki w dłoń i do dzieła! Po odwzorowaniu twarzy zaczęła się zabawa w malowanie. Każda indywidualnie rozrabiała farby, łączyłyśmy, mieszałyśmy, żeby dojść do koloru skóry, który nam odpowiadał.  

 
Potem buszowanie w materiałach i tapetach, żeby wybrać odpowiadające nam wzory, kolory. Koncepcje się zmieniały, każda  z nas - metodą prób i błędów - stworzyła kolorystyczną  bazę, która jej pasowała. I dalej malowanie, tym razem tła, a potem wykańczanie twarzy... Próbowałam ze zgaszonymi zieleniami, ale co zrobić, że lubię mocne, nasycone kolory i ta czerwień wołała do mnie, więc skończyło się na czerwieni i ciepłym morskim kolorze w tle. Moja Frida jest niedokończona; chcę obrazek uzupełnić jeszcze różnymi roślinnymi elementami. I mam pomyśleć o kolczykach, to słowa Ani, tylko z kolczykami mam tak, że od lata sama ich nie noszę, więc może moja Frida też pozostanie bez nich? Jeszcze o tym pomyślę...

Na ostatnim zdjęciu nasza Fridowa ekipa - zobaczcie, jakie cuda zmalowały dziewczyny! Jestem pod wielkim wrażeniem.