Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

czwartek, 29 sierpnia 2019

Kumpel — wrześniowy numer już w kioskach!



W kioskach kolejny numer z Makową polecajką książkową. Co wybraliśmy? Niezwykłą książkę, inspirującą do działania na rzecz innych. Małe, drobne gesty mogą mieć siłę lawiny — warto o tym pamiętać, kiedy myślimy, że coś się nie uda, że się nie opłaca, że nie warto, bo to i tak nic nie zmieni. Że zmieni — pokazują opowieści zebrane w książce Karoliny Grabarczyk z ilustracjami Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej.

„I ty możesz zmienić świat”  (wyd. Media Rodzina) to książka, która może wydawać się wtórna — kolejne biografie w zalewie biografii dla dzieci.Ale wtórna nie jest, bo nie prezentuje historii znanych na świecie i cenionych wielkich dorosłych np. podróżników, pisarzy, naukowców czy malarzy, tylko dzieci! Dzieci, które dostrzegły coś, co wymaga naprawienia i wzięły sprawy we własne ręce... Warto poznać bohaterów 42 opowieści, zobaczyć, z czym się mierzyli i w jaki sposób zmienili świat na lepszy.

O książce pisałam już na Makach (tu - KLIK), a także o kreatywnych warsztatach dla dzieci, prowadzonych przez autorki (tu - KLIK).

Nasze zdjęcie: fot. Monika Grudniewska (migawkiwspomnien.com).









A co we wrześniowym „KUMPLU"?



Dużo interesujących tematów i rozkładówek.

Są tu ciekawostki ze świata przyrody. Tym razem czytelnicy dowiedzą się, w jaki sposób zwierzęta uczą się funkcjonowania w swoim środowisku i zdobywania jedzenia (wiecie, że surykatki polują na skorpiony, co jest dla maluchów niebezpieczne, jeśli źle się za to zabiorą) i ciekawe newsy ze świata ptaków (m.in. tych odlatujących do ciepłych krajów albo przylatujących do nas na zimę). Dzieci dowiedzą się, skąd się bierze tęcza, dlaczego powstaje tylko po deszczu i czy można zobaczyć kilka tęczy jednocześnie?

W ramach cyklu „Podróżuję z Kumplem” przeniesiemy się do Indii i zdobędziemy informacje o ludności tego kraju, ważnych miastach i budynkach, dowiemy się, dlaczego krowy uważa się tu za święte, po co chłopcom turbany i poznamy kilka innych ciekawostek (np. dlaczego i po co kobiety rysują sobie kropki na czole).

W cykl „Poznaję Poloniki” przedstawia Mariana Walentynowicza, rysownika, architekta, pisarza i prekursora komiksu w Polsce (to on ilustrował "Koziołka Maatołka" Kornela Makuszyńskiego).

Dzieci znajdą w "Kumplu" wiele konkursów i stron do rysowania i pisania, a także „Trzecioteścik” — rozwiązując go, sprawdzą swoją szkolną wiedzę i utrwalą informację. W cześci poświęconej wiedzy szkolnej można też utrwalić pisownię z "nie".

Miłośnicy komiksów spotkają się na łamach magazynu z Adą i jej kumplami, a budujący z „Kumplem” lokomotywę — kolejny wagon do wycięcia i złożenia.







wtorek, 20 sierpnia 2019

Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać, Nadia Terranova, il. Ofra Amit











Noszę się z tą książką, tu i tam. Wożę, otwieram, czytam, odkładam. By znowu zerknąć. Pomyśleć. Popatrzeć. Piękne wydanie, dla koneserów.

O Brunie Schulzu dzieciom. Trudne zadanie, ale dlaczego nie? Przesiąknięta melancholią, oniryczna opowieść o jednym z geniuszy pióra. Drobnym i niepozornym człowieku, do tego niezwykle skrytym, który całe swoje życie zmagał się z kompleksami, obsesjami, słabościami, życiową niemocą... Odludku, samotniku, odmieńcu. Pisarzu, który najlepiej czuł się w Drohobyczu, małym, dusznym i magicznym, gdzie dotykał czasu, widział barwy i przenikające się światy. Brunie, który sztuce oddał serce i którego zabrakło mu już dla ludzi.

Metafizyka, mistycyzm, słowo.

Bruno Schulz: jeden z najciekawszych polskich prozaików XX wieku (żydowskiego pochodzenia), ale też malarz, rysownik i grafik (Xięga bałwochwalcza), autor „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod klepsydrą". Mistrz epistolografii: napisał setki listów, które same w sobie były już literaturą. Korespondował z Zofią Nałkowską, Witkacym i wieloma kobietami, które go fascynowały.

Bruno z obrazem ojca pod powiekami, ojca, który wywarł ogromny wpływ na jego życie i twórczość. Ojca, którego odejście tak wiele zmieniło w życiu pisarza i malarza, który musiał stać się głową rodziny i utrzymać matkę, siostrę, kuzynkę (nie było to proste, ani w czasach przedwojennych, ani w czasie wojny). Jak ważną był postacią dla Bruna, świadczą jego utwory.

Opowieść włoskiej pisarki Nadii Terranovej i izraelskiej ilustratorki Ofry Amit koncentruje się na emocjach, ważnych postaciach i kilku przełomowych/symbolicznych wydarzeniach z życia Bruna, podanych w niezwykle sugestywny, poetycki sposób (jednak nie opiera się ściśle na biografii, trochę tu domysłów, trochę zmyśleń). Można obracać w rękach każde słowo i przyglądać mu się z każdej strony, zdzierać warstwy, szukać nowych sensów — bardzo wpisuje się ta opowieść w schulzowski klimat — metaforyczny, gęsty, depresyjny i pełen ukrytych znaczeń.

Jest tu przede wszystkim ojciec, właściciel sklepu bławatnego — naczelna postać; oś, wokół której, wiruje świat; który pod różnymi postaciami jest przy Brunie. Widzimy chłopca, żyjącego w świecie pół realnym pół fantastycznym, te światy przenikają się, kotłują w głowie. Brak poczucia bezpieczeństwa, osamotnienie, wyobcowanie. Dramatyczne czekanie na ojca, który nie wraca ani po swojej śmierci, ani nie przynosi ukojenia w czasie wojny. Powtarzający się motyw:

Daremnie.
Bez powodzenia.
Na próżno.

Pojawia się służąca Adela, nadchodzą naziści w ciężkich buciorach. Odkrycie pasji do rysowania i uwielbienia dla słowa — sztuka, która daje azyl. Światło, które czasem się tylko tli, a czasem rozświetla największe mroki. Trudny czas życia w getcie i śmierć z rąk okupanta. Śmierć, która przyniosła kres i wyzwolenie, która nie zabiła, a sprawiła, że Bruno zniknął, uciekł, przechytrzył złych. Bo jak ojciec opanował sztukę latania.

Ilustracje w stonowanej, ciepłej  kolorystyce idealnie wpisują się w klimat książki i samą twórczość pisarza — baśniowe, czasem przerysowane, z pogranicza jawy i snu.

To książka dla dorosłych i zdecydowanie dzieci starszych. Siedem lat według mnie to za mało, by ją przeniknąć, zrozumieć, by dać się poruszyć. Starszym pokazujcie, czytajcie razem, rozmawiajcie.


Bruno. Chłopiec, który nauczył się latać,
Nadia Terranova,
il. Ofra Amit
Tłumaczenie: Joanna Wajs
Wydawnictwo: Format, 2016,
stron: 44,
wymiary: 210 x 303 mm,
cena 35,91 zł
wiek: 7+

Ksiażkę można kupić na stronie grupy wydawniczej tusieczyta.pl, zrzeszającej cztery wydawnictwa Albus, Buka, Format i Tako.








czwartek, 15 sierpnia 2019

ASTRONOMIA, seria Biblioteczka Montessori



Proszę Państwa, koniecznie zwróćcie uwagę na serię „Biblioteczka Montessori” wyd. Egmont. Jestem nią zachwycona — to idealne narzędzia do opowiadania dzieciom o otaczającym nas świecie, pokazywania i tłumaczenia. W sposób zgodny z duchem pedagogiki Montessori, blisko dziecka i jego zainteresowań, łatwe w odbiorze, do dotknięcia, ułożenia. Z wydanych pozycji wybrałam „Astronomię”, choć kusiła mnie „Przyroda” i „Ogród” i „Ptaki”... Pewnie za jakiś czas i one dołączą do mojej kolekcji.

Przychodzi taki czas u kilkulatków, kiedy kosmos i to wszystko, co nad nami staje się niezwykle kuszący i ciekawy. Dzieci chętnie czytają książki i oglądają ilustracje poświęcone planetom, księżycom... To wiedza dosyć abstrakcyjna, a jednak niezwykle interesująca dla przedszkolaków i starszych — wciągająca. Moje chłopaki przeszły przez tę fazę, stąd na naszych półkach wiele książek „kosmicznych”, a w ich głowach wiele informacji, którymi potrafią mnie zaskoczyć. Kiedy przygotowywałam na warsztaty dla dzieci i zbierałam informacje o Układzie Słonecznym, moim nieocenionym konsultantem był Franek. Zaskakiwał mnie znajomością tematu — powierzchnie, temperatury, odległości między planetami, księżyce.... Ta wiedza, którą chłonął jako kilkulatek, została w nim, okrzepła — dzieci mają niezwykłą pamięć do rzeczy, które je interesują. Dlatego naprawdę warto wykorzystywać czas intensywnych zainteresowań i ich możliwości poznawcze, - Maria Montessori nazywa te etapy zainteresowań i ciekawości „fazami wrażliwymi”, podczas których dziecko jest zaintrygowane konkretnymi aspektami otoczenia i bez wysiłku je chłonie.

Pakiety z serii „Biblioteczka Montessori” są niezwykle pomocne w rozwijaniu wiedzy i ciekawości świata. Ładnie, bardzo estetycznie wydane i zapakowane w pudełko  — zachęcają do zabawy. Karty edukacyjne (jest ich 60) przedstawiają najważniejsze elementy Układu Słonecznego i zachęcają do oglądania, rozmawiania i zabawy (pomysły, jak je wykorzystać znajdziecie w książeczce z instrukcją użycia). Sprawdzą się i w domu i w przedszkolu. Wszystkie elementy mają kilka kart — obrazek z nazwą, kartę z obrazkiem, kartę z podpisem, kartę definicyjną do dopasowania do obrazka. Można ich używać bez względu na to, czy dziecko umie już pisać, czy nie.

W dołączonych do zestawu książeczkach znajdziemy mnóstwo cennych informacji, podanych w bardzo prosty do zrozumienia i zapamiętania sposób. Dzieci nauczą się nie tylko nazywać planety Układu Słonecznego czy odnajdywać na niebie Wielką Niedźwiedzicę. Jest tu i o sile grawitacji i prędkości obrotów planet, ruchach Ziemi i promieniowaniu słonecznym. A samo Słońce i Ziemia i główne ciała niebieskie nie będą miały przed Wami tajemnic!

U nas hitem stała się obrotowa mapa nieba, po którą można sięgać, gdy tata nie ma przy sobie telefonu z najczęściej przez nas używaną wieczorami aplikacją nieba, wyszukującą widoczne na niebie planety, gwiazdy i konstelacje. W wakacje bardzo lubimy sprawdzać, co widać na rozgwieżdżonym niebie (w Warszawie czy to dzień, czy noc — jest jasno).

Na pakiet „Biblioteczka Montessori. Astronomia” składają się:
- obrotowa mapa nieba,
- przewodnik po gwiazdozbiorach,
- książeczka opisująca główne ciała niebieskie,
- 60 kart edukacyjnych.


Biblioteczka Montessori Astronomia
Seria/cykl: BIBLIOTECZKA MONTESSORI
Autor: Ève Herrmann
Ilustrator: Roberta Rocchi
Tłumacz: Maciej Falski
Typ oprawy: pudełko kartonowe
wyd. Egmont, 2019,
Liczba stron: 60
Wymiary: 21.4x18.4cm
Wiek: 3-4 lata, 5-7 lat,
cena 90,99 zł.

Do kupienia w sklepie Egmont na stronie: egmont.pl










poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Tsatsiki i wojna oliwkowa, Moni Nilsson, il. Pija Lindenbaum







Książki o Tsatsikim szwedzkiej pisarki Moni Nilsson to jedna z serii, które polecam wszystkim dzieciom, które chodzą już do szkoły (tak 7+). Bo są po prostu doskonałe!

Wciągające i poruszające istotne dla dzieci tematy. To ich książki — bo o nich samych — o problemach w szkole, czasem skomplikowanych, napiętych i dynamicznie zmieniających się relacjach z rówieśnikami, czy trudnościach w domu,, o towarzyszącym dzieciom emocjach i rozterkach. Bez tematów tabu, bez owijania w bawełnę. Za to z pełnym zrozumieniem, ciepłem i serdecznością.

Ale to też książki dla rodziców, które ułatwiają zrozumienie młodych i ich zachowań, pokazują dróżki, którymi biegają myśli i emocje dzieci.

Radziłabym trzymać się kolejności, choć nie jest to konieczne, lepiej się jednak czyta, znając przeszłość bohaterów, ważne wydarzenia z ich życia. Dobrze też widać wtedy jak Tsatsiki dorasta, zmienia się. W pierwszej części szedł do pierwszej klasy, w siódmej zdał do piątej.

Tsatsiki i wojna oliwkowa


Co tu mamy? Wakacje w Grecji i pierwszą miłość, która oszałamia całą gamą odczuć i emocji, pierwsze pocałunki i odkrywanie intymności i fizycznej bliskości. Tsatsiki przeżywa też rozdarcie między przyjacielem i swoją miłością — co ma zrobić, by jego prawdziwy przyjaciel nie czuł się odrzucony, a Alva nie była o niego zazdrosna?

Jest też poważny problem — chłopak musi coś wymyślić, by zapobiec sprzedaży hotelu i gaju oliwkowego, należącego do jego ojca, Yanisa. W Grecji nastały trudne czasy, bogate i wielkie hotele przyciągają turystów, a małe hoteliki — i całe wioski — bankrutują. Taki los spotkał też wioskę Agios Ammos, której mieszkańcy stracili już nadzieję. Czy Tsatsikiemu uda się rozpalić w mieszkańcach iskrę i przekonać ich, że nie wszystko stracone? Jak dorzucimy do tego nieporozumienia z samym ojcem, który z poławiacza ośmiornic wskoczył w buty biznesmena mamy całkiem niezły galimatias, w którym Tsatsiki musi jakoś się odnaleźć.

Jak wszystkie części serii (ta jest już siódmą) czyta się ją jednym tchem. Bardziej jest młodzieżowa niż dziecięca, ale to oczywiste, bo Tsatsiki z tomu na tom robi się starszy, dorasta. Jest magicznie, choć czasem słodko, a czasem gorzko. Czuć tu grecki gorący klimat i wieczorny chłód, słychać porykiwania osiołka i krzyk Greczynki, opłakującej stratę syna, babcia rozmawia z duchami, a każdy, kto urodził się w rodzinie ojca Tsatsikiego ma w gaju oliwnym swoje drzewo miłości... Mówiłam już, że to jedna z moich ulubionych serii? 


O Tsatsikim pisałam też tu:
https://www.makiwgiverny.pl/2018/03/tsatsiki-czyli-o-genialnych-ksiazkach.html


Tsatsiki i wojna oliwkowa,
Moni Nilsson,
il. Pija Lindenbaum,
tłum. Barbara Gawryluk,
wyd. Zakamarki, 2019
wymiary 15,5 x 20,5 cm
twarda oprawa
stron 196,
cena 29.90 zł
wiek od 9 lat.



niedziela, 11 sierpnia 2019

Ogrody tematyczne Hortulus w Dobrzycy. Część 2 (dużo zdjęć)


Ogrody tematyczne od Ogrodów Hortulus Spectabilis dzielą dwa kilometry. Można kupić jeden wspólny bilet albo dwa oddzielne. Spectabilis obejrzeliśmy jako pierwszy i... żałuję. Bo kiedy dotarliśmy do ogrodów tematycznych zmieniła się pogoda — rozpętała się burza, a lało tak, że hej! Próbowaliśmy w ekspresowym tempie obiec cały ogród, ale strzelające blisko pioruny osłabiły nasz zapał... A dla mnie ogrody tematyczne okazały się znacznie ciekawsze niż te pierwsze. Tu jest po prostu czarodziejsko!

sobota, 10 sierpnia 2019

Ogrody Hortulus Spectabilis w Dobrzycy. Część 1 (dużo zdjęć)



W czasie tegorocznego urlopu podróże samochodowe ograniczyliśmy do minimum, postawiliśmy na rowery. I jeszcze bardziej unikaliśmy miejskich tłumów i miejskich atrakcji. Jednak Ogrodów Hortulus w Dobrzycy odmówić sobie nie mogłam. Wśród moich chłopaków znalazłam jednego chętnego i wyruszyliśmy, ostro pedałując, niestety głównie drogami, bo ze ścieżkami rowerowymi tu o dziwo krucho. Z mapką w telefonie i słuchając rad mieszkańców okolicznych wiosek, kierujących nas na objazdy (te wakacyjne remonty dróg!) w pewnym momencie wjechaliśmy w łąki i kilka kilometrów zajęło nam przedzieranie się przez polne dukty (na szczęście na tym etapie podróży towarzyszyło nam już sympatyczne małżeństwo, jadące z Ustronia, spotkane na drodze) - trasa zajęła nam nie 40 min, a dwie godziny, ważne jednak, że dotarliśmy.

Warto było! "Rośliny wynagrodzą Wam trudy podróży" — usłyszałam od jakiejś kobiety gdzieś na trasie. Nie myliła się :)

czwartek, 8 sierpnia 2019

Pan Stanisław odlatuje, Justyna Bednarek, il. Paweł Pawlak







Co się dzieje, kiedy stąd odchodzimy? Znikamy? Wędrujemy do nieba, a jeśli tak, to jak ono wygląda? I jak tam jest, po tej drugiej stronie? Ile ludzi, tyle wyobrażeń. Jak opowiedzieć dziecku, co się dzieje z człowiekiem, kimś bliskim i kochanym, po jego śmierci? Justyna Bednarek z Pawłem Pawlakiem stworzyli kolorowy, radosny obraz tego miejsca. Miejsca, które, choć daleko to jednak jest gdzieś w pobliżu, a nasi odeszli bliscy mogą zerkać na nas i nas chronić. I gdzie jest tak pięknie, że nie sposób oddać tego słowami. Czytając książkę — uśmiechamy się i zerkamy do góry, czy czasem ktoś za kim tęsknimy, właśnie nie puszcza nam zajączka.

Anioły nie mają tu skrzydeł, tylko śmigiełka, a niebo przypomina kolorowe wesołe miasteczko. Kto nie lubił w dzieciństwie oglądać świata przez kolorowe koraliki, szkiełka? Niezwykłe efekty, które pojawiają się przed oczami, są barwne, ciepłe i fascynujące. Pan Stanisław tak widzi to, co nad nim: kolorowo, bo z tysiącem mieniących się w świetle barw...

Pana Stanisława poznajemy w jego domu. Właśnie usłyszał w radio wiadomość o Angliku, który odbył lot nad Afryką na krześle z przymocowanymi do niego balonikami. Zaintrygowany tą informacją, postanawia sam spróbować podniebnej przygody i wyruszyć w świat, a raczej w niebo. Bo czuje, że już pora wyruszyć w świat, pora przygodę.

Kupuje hel, a wnuczka prosi o zaopiekowanie się psem Znajdkiem-Kręciołkiem. Kiedy jest gotowy, na dmuchanym materacu wylatuje przez okno. To, co widzi z góry — jego miasteczko, sąsiadów, ulice i domy — fascynuje go, a im wyżej się wzbija, tym jest piękniej! Każda kolejna warstwa chmur przynosi coś nowego, widzi wszystkie swoje najszczęśliwsze chwile, czuje smak waty cukrowej, spotyka namalowanego przez siebie w dzieciństwie stworka garuka, o którym nauczycielka powiedziała, że to nie jest prawdziwe zwierzę... Aż dociera do błękitu, który jest jak balon — po przebiciu gumowej powłoki przed oczami pana Stanisława rozpościera się coś, co trudno mu nazwać, bo trudno nazwać to, czego się nigdy dotąd nie widziało... Z tego miejsca, leżąc na cienkiej warstwie błękitu, wspaniale obserwuje się to, co w dole...

Może z pomocą promieni słońca chronić z góry bliskich od czyhających na nich zagrożeń... Pan Stanisław już wie, że nie może wrócić na dół, bo tu na górze jest znacznie bardziej potrzebny.
Znajdek-Kręciołek czuje z daleka obecność swojego pana i merda mu na pożegnanie...

Książka wywołuje uśmiech, daje poczucie spokoju i błogości, nie tylko tym, którzy szukają pocieszenia.

Ilustracje Pawła Pawlaka wrastają w tekst, czytając książkę sama nie wiem, co bardziej oddziałuje na mnie: słowo czy obraz. Bo myśląc o "Panu Stanisławie" myślę obrazami ilustratora, które jak to u P.P— są doskonałe.


Pan Stanisław odlatuje,
Justyna Bednarek,
il. Paweł Pawlak,
Nasza Księgarnia, 2019
oprawa twarda,
stron: 32
format: 240 x 320 mm
wiekowy: od 3 lat do 100 :)
cena 31.90 zł











piątek, 2 sierpnia 2019

ZOO, Jarosław Mikołajewski, Elżbieta Wasiuczyńska




Niewymuszone, niebanalne i pełne inteligentnego humoru — takie są wiersze Jarosława Mikołajewskiego. W duchu najlepszych klasyków poezji dziecięcej, a konkretnie Jana Brzechwy, który zostaje tu przywołany, bo jak deklarują autorzy, tomik powstał w hołdzie dla poety. To ryzykowne, wręcz karkołomne zadanie, ale jestem przekonana, że sam Mistrz nie miałby nic przeciwko. Czuć w tych wierszach nawiązanie do utworów Brzechwy, ale to tylko ich ogromna zaleta, bo Mikołajewskiego nie zabrakło ani humoru, ani poczucia rytmu, ani lekkości – wiersze bronią się same!

Poezja ma gorsze notowania niż proza. Widzę to na co dzień – maluchom jeszcze czyta się wiersze, starszym dzieciom już nie. Obserwuję rodziców wybierających książki – wiersze coraz rzadziej trafiają na dziecięcą półkę. Dlaczego tak się dzieje? Często się nad tym zastanawiam i coraz bardziej upewniam się, że winę za to ponoszą autorzy i same wiersze... Infantylne, oklepane, z częstochowskimi rymami, bez rytmu, bez polotu – większość poezji kierowanej do młodych jest właśnie taka. Chętnie sięgamy po Brzechwę, po Tuwima – to klasyka, która sprawdza się bez względu na pokolenia, współcześnie sięgamy po wiersze Wandy Chotomskiej, Doroty Gellner, Małgorzaty Strzałkowskiej, Danuty Wawiłow... Bardzo zachęcam, żeby do tej listy dołączyć wiersze Jarosława Mikołajewskiego właśnie, bo są kapitalne!

Czytać „Zoo” to czysta przyjemność. Wiersze i krótkie fraszki są melodyjne – świetne do czytania na głos. Lekkie rymy, nie potykamy się na słowach, nie zawisamy w próżni – tekst płynie. I ten dowcip i ten żart! Dla dorosłych i dzieci – zabawa słowem, gra w skojarzenia. Pysznie!
Mikołajewski oprowadza nas po zoo – mamy możliwość podpatrzeć i usłyszeć różne zwierzęta bardziej i mniej egzotyczne: jest i koala i tchórz, łoś i gazela, jeżozwierz, kruk i lemur, pingwin, dziobak, paw, pirania, goryle, żyrafa, zebra… i długo tak można jeszcze wymieniać.
Zwierzaki zaprezentowane są jak u Mistrza – z przymrużeniem oka, czasem absurdalnie, czasem w formie gry słownej. Dialogi, obserwacje bawią, a niektóre dają to, czego często oczekujemy po poezji – chwili zadumy (mój ulubiony wiersz o jętce!).

Nagrobek jętki jedniodniówki


Żyła,
tworzyła, 
lecz niedługo pożyła;


jętka jednodniówka.


O życiu mówiła, że to jednoaktówka
i że jętkom
wypada żyć prędko.



Nie pozostał po niej żaden ślad w przyrodzie
prócz cienia na mętnej, niespokojnej wodzie.



Ale, ale… Weźcie ten tomik do ręki! Toż to arcydzieło! Ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej to miód i balsam na serce, radość dla oka, po prostu wyższa szkoła jazdy. Ten kolor, ten kształt, ten humor. Każda ilustracja, każda strona to jest to! Feeria barw i piękno w najczystszej postaci. Sportretowane przez nią zwierzaki (ach, jak pięknie są namalowane!) wzbudzają we mnie odruch tulenia i głaskania – są przesympatyczne, a jednocześnie mają w sobie zadzior i pazur. Książki ilustrowane przez E.W. powinny znaleźć się na każdej dziecięcej półce — działają na wyobraźnię i wywołują uśmiech!

Cudowna książka, pięknie wydana. Cieszę się, że umila nam wakacyjny czas, bo powiem Wam szczerze, to nie tylko rzecz dla dzieci, nie wiem, kto ma większą radość z czytania – młodzi czy rodzice, ważne, że i jedni i drudzy dobrze się przy tym bawią.

Część wiersze ukazało się w 2007 roku w serii Biblioteka Gazety Wyborczej  obecne wydanie jest bogatsze i uzupełnione o nowe wiersze.


ZOO,
Jarosław Mikołajewski,
il. Elżbieta Wasiuczyńska,
Wydawca Agora,  2019
Oprawa twarda
Liczba stron 48,
wymiary 12 x 233 x 275
wiek od 4 lat.
cena 29,99 zł.









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...