O książkach niebanalnych, mądrych i ważnych, a do tego pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Kawalerka, Weronika Przybylska


Maleńka kawalerka. Nie zmieści się tu rower, nie zmieści się wiolonczela, nawet świnka się nie zmieści i wiele innych rzeczy, które chciałoby się mieć. Ale na miłość miejsce zawsze się znajdzie, już jej - tej miłości - w tym głowa, już ona coś wymyśli...  Bo, Proszę Państwa, kochać można zawsze i wszędzie, bez względu na i pomimo.

niedziela, 28 lutego 2016

Praca przed pierwszą pracą ;)

Przy okazji czytania "Fach, że ach!" - podglądania ludzi pracy, wybierania zawodów na przyszłość - snujemy plany, rozmawiamy, wspominamy.

A konkretnie matka wspomina. Swoje pierwsze zarobione w pocie czoła pieniądze, pomysły na siebie i krętą drogę, prowadzącą do tego, co robi obecnie i co chciałaby jeszcze robić.

Fach, że ach! Silvie Sanža, il. Milan Starý


Oglądamy "Fach, że ach". Chłopaki z ciekawością -  to takie zderzenie ich wyobrażenia sobie czegoś z konkretem. Ja trochę też - bo to miło zajrzeć za kulisy miejsc, gdzie ludzie pracują. Rozmawiamy o zawodach, profesjach, o tym, kim kto chciałby być. To się zmienia i zawsze mnie zaskakuje.

wtorek, 23 lutego 2016

Mały Asmodeusz, Ulf Stark, il. Józef Wilkoń


Piekło według Starka i Wilkonia: mroczne podziemia, do których prowadzi w głąb ziemi 666 korytarzy, czerń i czerwień ognia, smród siarki, fuuuj!  ... I te diablęta, bekające, wykrzykujące brzydkie wyrazy, złośliwe i wredne - ich zachowanie wydaje się nader ludzkie, jednak mimo tego nie chciałabym mieć z nimi do czynienia...

sobota, 20 lutego 2016

"Tu czy tam. Współczesna polska ilustracja dla dzieci" wystawa w Zachęcie - FOTORELACJA


Trzy sale, plus misiek na wejściu - przytulanka Izy Rutkowskiej. Misiek, na którego można było wchodzić, z którego można było zjeżdżać, na którym można było leżeć, przewalać się, mościć i tarmosić. I nikt nie patrzył krzywym okiem, że się misia ubrudzi czy zniszczy... Antek już na wstępie był mile zaskoczony :)

piątek, 19 lutego 2016

Mój Cień, Melanie Rutten


Trudno mi określić, dla kogo jest ta książka. Inaczej odbierze ją dziecko, inaczej rodzic, inaczej zbuntowany nastolatek w stanie permanentnej wojny.
Ale sądzę, że to, co poczujemy, bez względu na to, kim jesteśmy i na jakim etapie życia się znajdujemy - będzie cenne. Poruszy, jak nie kamień to kamyczek. To piękna książka o dojrzewaniu do bycia rodzicem i do bycia dużym, o podświadomości i szukaniu własnych dróżek, o potrzebie niezależności. O akceptacji. I miłości.

środa, 17 lutego 2016

Lusina historia, czyli jak to z naszymi kotami było...

 

Kiedy myślę o kocie, jakiego chciałabym kiedyś jeszcze mieć, widzę Luśkę. Piękną mieszanką kota rosyjskiego i dachowca, szaro-rudo-białą, z różowym noskiem z plamką. W ruchach księżniczka - gracją mogłaby się dzielić, i tak by jej nie ubyło. Ale nie o wygląd chodzi, tylko charakter. Bo to był kot na każdy czas i warunki, a do tego pieszczoch. Kiedy brało się Luśkę na ręce, dosłownie wiotczały jej mięśnie  - w każdej pozycji było jej wygodnie. Kot, który nie bał się ludzi, brat łata, ufny, otwarty  jak pies.


Trafiła do nas z Palucha, po traumatycznych przejściach ze złymi ludźmi, po stracie kociąt, które dopiero co urodziła... Skóra i kości i cierpienie w oczach. Kiedy ją zobaczyłam wiedziałam, że to nasz kot.

I tak dołączyła do nas, do kawalerki, które było już terytorium zajętym przez innego kota. Puśka nie była zachwycona pojawieniem się konkurencji, chciała zaznaczyć, czyj to teren i kto tu rządzi. wybuchały więc małe bitewki i  całkiem duże wojenki. Wychodząc do pracy zamykaliśmy Lusię w łazience, żeby się dziewczyny nie pozabijały...  Taki stan trwał kilka tygodni. Po tym czasie kurz wojenny opadł, topór niezgody został zakopany, a kocice podpisały pakt o nieagresji, z tygodnia na tydzień stając się sobie coraz bliższe... Zaprzyjaźniły się, spały obok siebie. Nad ranem robiły - łapa w łapę - przegony od okna pod drzwi, zrzucając z mebli co popadnie i kończąc zabawy na kanapie, w którą wbijały pazury i drapały, drapały, drapały... My na tej kanapie spaliśmy ...

Luśka miewała dramatyczne ruje ( nim jeszcze nie została wysterylizowana). Można było oszaleć, miauczała i wydzierała się dniami i nocami. Któregoś dnia wypatrzyła z balkonu działkowe koty i nie namyślając się długo - wyskoczyła z drugiego piętra. A my za nią, tyle że przez drzwi... Ganialiśmy po działkach jak te głupki, na nasze nawoływania zatrzymywała się, patrzyła w naszym kierunki i z lekko zawstydzoną miną szła dalej w swoją stronę... Wreszcie po pokonaniu ogrodzenia jednej z działek, J. złapał ją przy jakiejś altance. Kocica była obrażona - za szybko ściągnęliśmy ją z powrotem do domu.

Mijał czas. Zmieniliśmy mieszkanie, i pojawiła się Marysia. I tak jak Puśka była diabelnie zazdrosna (nie tolerowała Mani, wciskała się między dziecko a mnie, zawsze była blisko, bliżej - nie dawała się wyprosić z kolan, wbijała pazury, a zrzucona - z uporem maniaka i zaciętym wyrazem pyszczka próbowała wejść kolejny raz i jeszcze ;)) - tak Luśka przyjęła Mańkę, jak coś zupełnie oczywistego, można by rzec - jak swoją. Uwielbiała wylegiwać się w dziecięcym łóżeczku i przesiadywać w foteliku.

A potem, po kilku latach, przyszedł ten czas.  Luśka zachorowała. Weterynarze na początku nie bardzo wiedzieli, co jej jest, może białaczka, może nerki. Umarła mi na rękach, około szóstej rano,  w przychodni weterynaryjnej, kiedy poszłam z nią na zastrzyk. W czasie badania, ustalałyśmy z panią weterynarz szczegóły przeprowadzenia usg, kiedy w pewnej chwili lekarka zbladła, stwierdzając, że kocica jest w agonii. Pobiegła do gabinetu obok, po zastrzyk usypiający, żeby skrócić kocie cierpienie - kiedy wróciła, kot już nie żył.

Pochowaliśmy ją w jej ulubionym kocyku, pod drzewem przy bielańskich ogródkach działkowych - widzieliśmy je z okien. Długo było smutno, długo było pusto. Pusia jeszcze przez kilka miesięcy rozdzierająco miauczała, patrząc na transportową klatę, stojącą na szafie w przedpokoju. W niej ostatni raz widziała Luśkę.

I choć Puśka była z nami znacznie dłużej, i od małego, i choć w letnie noce znosiła do wynajmowanego domu żywe myszy z Lasu Kabackiego, z triumfem rzucając je nam na kołdrę, i choć jeździła z nami tu i tam i ówdzie i nawet przez to, że z czasem podróże te stawały się traumatyczne dla wszystkich (pal licho darcie pyska przez dwie godziny, gorzej jeśli fetor unoszący się z wiklinowej klatki sprawiał, że współtowarzysze podróży obrzucali mnie spojrzeniami pełnymi żądzy mordu)  i choć chodziła z nami na spacery nad Wisłę, biegała po drzewach, robiła koła, a na wołanie przybiegała do nas jak pies, i choć znałam ojca jej dzieci  i asystowałam przy porodach... - to jednak kiedy myślę o kocie, jakiego chciałabym jeszcze kiedyś mieć, widzę Luśkę...

wtorek, 16 lutego 2016

Koniczyna pana Floriana, Helena Bechlerowa, il. Krystyna Witkowska

O czym jest ta historia? O dwóch konikach: Białogrzywku z karuzeli i Kasztanku, pasącym się na łące. I jeszcze małym chłopcu, Wojtusiu, który zafascynowany jest konikiem, kręcącym się na karuzeli. Ta historia opowiada o marzeniach: bo ten biały zazdrości temu brykającemu na łące, a ten z łąki temu kręcącemu się w kółko...  Jeden ma wolność i przestrzeń, a drugi piękną uprząż z dzwoneczkami i zachwyt w oczach jadących na nim dzieci. Tęsknimy za tym, czego nie mamy i nie doceniamy tego, co mamy na wyciągnięcie ręki, co jest nasze...

niedziela, 14 lutego 2016

Alfabet Polski, Anna Skowrońska, il. Agata Dudek, Małgorzata Nowak


"Ale fajna!"*

Rzeczywiście "Alfabet Polski" jest fajny. Bo nie jest nudny. Bo nie jest sztywną encyklopedią, która stoi na półce i rzadko się do niej zagląda. Bo nie niesie ze sobą wiedzy szkolnej, tylko zaskakuje ciekawostkami. Czytając książkę, choćby wyrywkowo, można się czegoś dowiedzieć i o historii i o teraźniejszości, o kulturze, ważnych miejscach, zjawiskach socjologicznych. Czasem jest śmiesznie, czasem intrygująco, czasem poważnie. A do tego, Alfabet dobrze wygląda - Agata Dudek maczała w tym palce, więc wszystko jasne :)

środa, 10 lutego 2016

Czy jesteś czarownicą?, Emily Horn, il. Paweł Pawlak


O pierwszym wydaniu książki pisałam już na Makach (TU),. To historia kota Herberta, który szuka kogoś, kto się nim zaopiekuje. A kiedy dowiaduje się, że czarownice pośród wielu zalet mają tą jedną, najważniejszą - najbardziej lubią koty, wie już kogo szukać. Tylko gdzie znaleźć czarownicę?

środa, 3 lutego 2016

Chiński kot, Mika Waltari, il. Maria Ekier


"Chiński kot" to książka, na która unosi się zapach drzew herbacianych i dymu z fajek, palonych przez mandarynów nad brzegiem Błękitnej Rzeki. Pachnie też  słońcem, w promieniach którego złoty kot wylizywał i suszył swoje futerko. I morzami, przez które płynął. i wszystkimi kwiatami Paryża. 

Ta książka ma w sobie ogień walki i spokój odwagi i ciszę Lotofagów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...