Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

środa, 26 czerwca 2019

Droga na górę, Marianne Dubuc




Mądra i pełna liryzmu opowieść o przyjaźni, trosce i urodzie życia i świata, który nas otacza. Literacki prozak, który sprawia, że po przeczytaniu i obejrzeniu (ilustracje są piękne!) uśmiechamy się do siebie i innych. Bo życzliwość jest zaraźliwa — kiedy się na nią trafi, odruchowo podaje się dalej. „Droga na górę” bardzo subtelnie opowiada też o odchodzeniu i o tym, co po nas pozostaje, jak mimo fizycznej nieobecności nadal trwamy w myślach i życiu bliskich.

Pani Borsukowa co niedzielę wychodziła z domu i wędrowała na szczyt góry, która nazywała się Słodka Bułeczka. Idąc, spotykała sąsiadów i zwierzęta zamieszkujące różne rejony góry. A to ucięła krótką pogawędkę z ptakiem Fryderykiem, a to nazbierała grzybów dla lisa Aleksandra, czy pomogła żółwiowi w tarapatach. Bo pani Borsukowa już taka była, że nikogo nie zostawiała w potrzebie, dla każdego miała miłe słowo i zawsze wyczuwała, kiedy jej pomoc jest niezbędna.

W czasie jednego z niedzielnych spacerów zauważyła, że ktoś obserwuje ją zza krzaków, mały kotek Lulek. Borsukowa podzieliła się z nim drugim śniadaniem i — wyczuwając chęć przyłączenia się do niej — zaprosiła na wspólny spacer. Kotek potrzebował pomocy i zachęty, bo choć marzył o spojrzeniu na świat z góry — bardzo bał się tam wejść, był przecież taki malutki. Udało się, zdobyli razem górę i o tego czasu co niedzielę wędrowali razem, rozmawiając i pomagając innym.

Spacery to czas na rozmowy i milczenie, czas, który oswaja i zbliża. Biało-rudy maluch chłonął świat widziany oczami swojej towarzyszki i cały czas się od niej uczył, także tego najważniejszego, że zawsze warto zatrzymać się na trasie, by pomóc innym.

A kiedy przyszedł kres wspólnych wędrówek — stara Borsukowa nie miała już na nie siły — stał się jej oczami i rękami — wędrował na górę, a potem opowiadał jej, co widział, robił, kogo spotkał i przynosił pamiątki z wędrówki na szczyt Słodkiej Bułeczki. I tak jak Borsukowa, dostrzegał innych i zachwycał się światem. A pewnego dnia, zobaczył, że ktoś go obserwuje...

Piękne, bardzo subtelne i delikatne ilustracje idealnie współgrają z tekstem, podkreślając jego urodę, prostotę i lekkość.
Marianne Dubuc jest autorką kilkunastu książek dla dzieci m.in. "Lew i ptak" i "Przed moim domem", czy cyklu "Lusia i przyjaciele". "Droga na górę" zdobyła  już kilka nagród w Kanadzie i została przetłumaczona na język angielski, włoski, niemiecki, koreański, chiński, czeski, słowacki i japoński.


Droga na górę,
Marianne Dubuc,
przekład Justyna Bednarek
wyd. Wytwórnia, 2019,
oprawa twarda,
wymiary 17 x 22 cm
stron 76,
cena 39 zł,
wiek: 4+.











niedziela, 23 czerwca 2019

Słoniątko, Adam Jaromir, il. Gabriela Cichowska


Króciutka historyjka o byciu innym i o tym, że warto szukać swojej drogi, zamiast na siłę starać się dopasować do reszty. Warto znaleźć w sobie odwagę i zaryzykować. A nic tak nie uczy i nie wzbogaca jak podróże... „Słoniątko” to taka opowiastka z drogi, z podróży. Z happy endem.

Maleńkie słoniątko „[...] było dziwne. Zdecydowanie za małe, tyćkę za białe i w ogóle jakieś inne. Ani nie trąbiło, ani nie kąpało się w błotku. I ciągle psuło innym zabawę, wołając to »Ostrożnie, bo upadnę!«, to »Zaczekajcie, nie tak szybko!« [...]”

Nie czuło się dobrze z grupą innych słoni i inne słonie nie czuły się dobrze z nim. Postanowiło więc odejść, ale nie w siną dal, tylko do portu w Mombasie. I tu rozpoczyna się przygoda małego bohatera, który nie ma pieniędzy, tylko pięć orzeszków makadamiowych — rusza w podróż przez morza i oceany. Do Amsterdamu (jeden orzeszek, drugi orzeszek za lukrowaną drożdżówkę i ozdobny, szlifowany diamencik), stąd dalej, do Miśni w Saksonii (trzeci orzeszek), by trafić przed sklep na podzamczu (czwarty orzeszek). [...] Czyżby tu miał być koniec? [...] - zastanawia się słoniątko. Otwiera drzwi i wchodzi do środka, gdzie czeka na niego niespodzianka. Bo i przemiła, zachwycająca się nim sprzedawczyni (och, jak słoniątko jest zdziwione, że komuś się podoba), a na półkach całe mnóstwo małych porcelanowych słoników, takich jak on!

Słoniątko znalazło akceptację i towarzyszy, którzy go rozumieją. Ostatni orzeszek trafia do właścicielki sklepu i nie jest zapłatą, a podziękowaniem. Choć maleńkie nie bało się zaryzykować, a ryzyko się opłaciło.

„Słoniątko” wyróżnia się nie tylko wymiarami. Uwagę zwracają ilustracje. Oszczędne w kolorach, zaskakują prostotą, lekkością i wdziękiem — warto wiedzieć, że to debiut ilustracyjny Gabrieli Cichowskiej, uhonorowany nagrodą Opera Prima na Międzynarodowych Targach Książki w Bolonii (2009). Ciekawy początek pięknie rozwijającej się ilustracyjnej drogi Gabrieli Cichowskiej - od "Ostatniego przedstawienia panny Esterki", a potem "Zguby Michałka" jestem wielbicielką jej talentu, wrażliwości, sposobu patrzenia i pomysłowości w kreowaniu dziecięcego świata w literaturze. Podoba mi się, że małego odbiorcę traktuje poważnie - jak to mówi Józef Wilkoń "bez szczebiotania".


Słoniątko,
Adam Jaromir,
il. Gabriela Cichowska,
wyd. Muchomor, 2010
strony 32,
oprawa twarda,
wymiary 324 x 12 x 325 mm,
wiek: 3 +.








czwartek, 20 czerwca 2019

Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba, Przemysław Wechterowicz, il. Gabriela Cichowska




Pochwała literatury, która otwiera przed czytelnikiem drzwi do różnych światów. Daje skrzydła i pozwala latać, daleko i wysoko w głąb siebie i swoich emocji, na zawołanie przywołuje radość i smutek, wprowadza w zadumę albo euforię...


Niedźwiedź znajduje książkę. Przedmiot, który obco pachnie i dziwnie wygląda. Ciekawość nie pozwala mu go odrzucić — ogląda i zagląda, wreszcie uczy się rozszyfrowywać to, co w środku. Czyta. A potem, wiedziony już znajomym zapachem, wykopuje kufer pełen skarbów. Kufer, w którym ukryte są inne książki, dużo książek!

Niedźwiedź uwielbia świat opowieści i literatury, tak bardzo, że pragnie się swoją pasją dzielić z innymi, jednak ci inni są głusi na słowa. Nie chcą nauczyć się czytać, nie chcą nawet słuchać. Niedźwiedź, osamotniony w swojej fascynacji, traci już nadzieję na poznanie kogoś, z kim będzie mógł dzielić się tym, co mu najbliższe i wtedy właśnie spotyka Królika, swoją bratnią duszę, słuchacza, który otwiera serce na opowieści. Jest już ich dwóch — co wyniknie z tej niezwykłej przyjaźni?

„Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba” to intrygująca opowieść szkatułkowa — w jednej książce ukryte są inne opowieści i literackie fascynacje bohaterów. Jest tu przejmująca historia małej, dzielnej Rity, która trafia do Królestwa Porzuconych Zabawek, odnajdując tu radość z zabawy i przyjaźń, a potem próbuje ratować ten bajkowy świat przed katastrofą, poszukując zagubionego serca pajacyka... Bajki w bajce trzymają w napięciu, niepokoją i wciągają... Dwa w jednym, a może jeszcze więcej, bo każdy czytelnik wyłowi z tej książki coś dla siebie, inaczej ją odczyta, co innego go zatrzyma. To piękna opowieść o czytaniu, ale i przyjaźni, a może i jeszcze o czymś innym np. słuchaniu siebie i  podążaniu za marzeniami i pasją.

Książka ma moc nie tylko dzięki słowom Przemysława Wechterowicza — ogromne wrażenie robią nieco surowe, minimalistyczne w formie i kolorze ilustracje Gabrieli Cichowskiej, które cudownie niosą tekst, dodając mu melancholii i poezji.

Ilustracje uspokajają i koją, trudno przestać na nie patrzeć. Stonowane kolory lasu i mieszkających w nim zwierząt, jak i same obrazy ilustrujące wydarzeń przenoszą nas do baśniowego świata. Są jak fotografie ze starych albumów — poruszają w czytelniku najczulsze struny i odwołują się do pierwszych wspomnień z dzieciństwa. Niedźwiadek, z którym wędrujemy przez las i który prowadzi nas w literaturę — jest archetypem dziecięcego misia (prezentuje w sobie to, co w misiach kocham, a jego pluszakowato-futerkowatość — wywołuje w nas czułość i chęć zaopiekowania się nim).

Gabriela Cichowska ujęła mnie ilustracjami do „Zguby Michałka”, „Słoniątka” i „Ostatniego przedstawienia panny Esterki” — w każdej z książek zachwyca klimatem, który tworzy z pomocą różnych technik m.in. monotypii, kolażowych wycinanek i szkicu ołówkiem.

Baśń o zaczytanym Niedźwiedziu i o Króliku, który spadł z nieba,
Przemysław Wechterowicz,
il. Gabriela Cichowska,
wyd. Kinderkulka, 2019
stron 72,
Format  27,5 cm x 24,5 cm,
Oprawa twarda,
wiek od 5 lat,
cena 44.90 zł.













piątek, 14 czerwca 2019

Historie Mona Lizy, Piotr Barsony



Historia sztuki  z roku na rok bardziej mnie wciąga i interesuje. Uwielbiam czytać książki o malarstwie, oglądać albumy, włóczyć się po muzeach i ciągnąć tam ze sobą dzieci (przyznam, że to ostatnie jest coraz trudniejsze — mam wrażenie, że chłopaki traktują te wyjścia jak karę). Jestem laikiem w tej dziedzinie, ale mam szczerą chęć wiedzieć i rozumieć więcej. I książki dla dzieci bardzo się tu mi przydają.


Historia Mona Lizy, Piotr Barsony*


Ta książka jest po prostu świetna! W bardzo przystępny i prosty sposób (do tego niezwykle pomysłowy) wprowadza młodych odbiorców w świat sztuki — historię sztuki współczesnej i nowoczesnej. Po jej przeczytaniu i obejrzeniu naprawdę nie sposób nie wiedzieć, czym charakteryzowały się różne style w malarstwie, skąd się wzięły i dlaczego. Pomysł, aby zaprezentować je za pomocą jednego obrazu — zwala z nóg! Nie mogłam się od tej książki oderwać, przy okazji co chwilę wołając któregoś z chłopaków, żeby coś zobaczył. Zresztą nie musiałam ich za bardzo nawoływać — sami zaglądali mi przez ramię, ściągnięci okrzykami zachwytu albo śmiechem, bo patrząc np. na Mona Lizę „namalowaną” przez Chaima Soutine'a czy Ottona Dixa trudno się nie roześmiać.

Książa to zapis rozmowy między ojcem a córką i ich wędrówka — niczym po muzeum — od obrazu do obrazu. Ojciec pokazuje dziewczynie obrazy Mona Lizy namalowane przez różnych artystów z różnych lat i reprezentujących różne nurty artystyczne. Przy okazji dzieli się z nią różnymi ciekawostkami z życia malarzy i pytaniami zmusza do wnikliwszego przyjrzenia się poszczególnym dziełom, tak by wyłapać cechy charakterystyczne dla danego kierunku w malarstwie.

W bardzo prosty sposób tłumaczy filozofię wyznawaną przez artystów, to, czym się kierowali, tworząc swoje obrazy (a i jego słuchaczka wspaniale otwiera się na sztukę, łączy fakty, kojarzy, umie dostrzec to, co najistotniejsze).  Dlaczego sposób malowania na przestrzeni lat tak bardzo się zmienia, czy dzięki pojawieniu się aparatów fotograficznych i fotografii artyście nie chcą już malować tego, co da się uchwycić na zdjęciu? Czy abstrakcja to pójście na żywioł, czy coś za nią stoi? W jaki sposób artyści wyrażali swój bunt, niezgodę na rzeczywistość? Kto malował oczami, kto sercem, a kto mózgiem? Jak odbierać, czytać obrazy? 


Gdyby dzieciom tak opowiadać o malarstwie  wychowalibyśmy pokolenia ludzi otwartych i wrażliwych na kulturę i sztukę. Nie będę wrzucać cytatów ani fragmentów, choć mnie kusi — cały tekst jest doskonały! Absolutnie to lektura obowiązkowa — dlaczego na plastyce nauczyciele nie wprowadzają jej jako książki pomocniczej? 


Piotr Barsony: malarz, rysownik, architekt, autor tekstów piosenek, komiksów i książek dla dzieci.


Wydawnictwo określiło czytelniczą grupę wiekową: od 10 lat. Ja zapisałabym to tak: od 10 do 100 lat.

***

UWAGA!  Na "Historie Mona Lizy" natknęłam się w bibliotece. Mój kupiony, prywatny egzemplarz właśnie do mnie jedzie, bo ta książka ciągle jest dostępna na rynku!


Historie Mona Lizy,
obrazy i tekst Piotr Barsony,
wyd. Muchomor, 2015
Tłumacz: Jolanta Kozłowska, Joanna Woyciechowska,
Stron 56,
Format: 24 x 34 cm,
Oprawa: Twarda,
cena 36 zł,
wiek: 10 +















środa, 12 czerwca 2019

Eko song, Justyna Stefańczyk


Szukałam książek o tematyce ekologicznej dla dzieci. Kilka mam, jednak potrzebowałam czegoś jeszcze. W odmętach internetu natrafiłam na coś, co mnie zachwyciło. Z niecierpliwością czekałam na zamówioną przesyłkę. I wreszcie jest!

Przepiękne ilustracje, szary papier (bardziej ekologicznie już być nie może, do tego zwróćcie uwagę - książka jest szyta), krótki tekst. Krótki i chwytający za serce mocnym przekazem I prostotą.

„Eko song” to wyliczanka, smutny głos, informujący o zwierzętach, którym grozi wyginięcie. I najpewniej wyginą, jeśli my — ludzie — czegoś nie zrobimy, by zapobiec tej ekologicznej katastrofie.

Delikatne i lekko, jakby od niechcenia malowane ilustracje (cienka kreska i plamy farby) mają w sobie coś przejmującego. Ilustratorka skupia się na szczególe (te ornamentowe liście czy morskie/oceaniczne fale), to co na pierwszym planie sugestywnie malując jako plamę. Całość utrzymana w ciemnej tonacji, przełamywanej jednym czy dwoma kolorami. Piękno tkwi w minimalizmie i prostocie, dlatego wymowa tej malutkiej książki jest ogromna.

Z Ziemi już niebawem może zniknąć wiele zwierząt, nie na drodze ewolucji, tylko przez szkodliwą działalność człowieka. Słonie mogą wyginąć i wieloryby i goryle i morsy i żółwie i motyle i tygrysy i... Lista jest dłuższa, a kończy ją człowiek, triumfalnie zamykając ten żałobny kondukt. Bo człowiek też może wyginąć. Powtarzalność jednej frazy sprawia, że te krótkie zdania zaczynają brzmieć jak pieśń, jak lament. Oryginalny picturebook — inny, przyciągający wzrok i jak każdy song — niosący przesłanie.
Jedyny minus — moim \zdaniem książka mogłaby być odrobinę większa, Zerknijcie sami na zdjęcia. Do książki przy wysyłce dorzucono naklejkę lisa (jak ja lubię lisy!) —  to bohater najnowszej książki Justyny Stefańczyk i prowadzonego przez nią wydawnictwa Dzika Małpa, na które będę miała oko, bo same cudeńka tam wydają!

Książka znalazła się w TOP 10 Book Design Award, COW International Design Festival, Illustration 2018.

Eko song,
Justyna Stefańczyk,
wyd. Dzika Małpa,
wymiary 14 x 14 cm,
Opraw miękka,
Stron 32,
cena 17 zł (do kupienia w sklepie wydawnictwa)










poniedziałek, 10 czerwca 2019

Zwierzaki zwyklaki i Zwierzaki cudaki, Bibi Dumon Tak, il. Fleur van der Weel


Zakochałam się w tych książkach. Z czułością, ale i humorem prezentują zwierzęta — te, do których jesteśmy przyzwyczajeni tak bardzo, że już ich nie dostrzegamy, bo wtapiają się w nasz krajobraz i te, o których niezwykłości nie mamy pojęcia. Te wszystkie „zwyklaki” i „cudaki” są na równi fascynujące, o czym przekonuje nas Bibi Dumon Tak, autorka książek. Książek, które zainteresują — na bank!  i dzieci i dorosłych.


Czytałam je na głos chłopakom w czasie jazdy samochodem — cisza jak makiem zasiał, czułam autentyczne zaciekawienie z ich strony i słyszałam: „przeczytaj coś jeszcze".

Nie ma tu natłoku informacji jak w encyklopediach przyrodniczych, tylko wyłuskane te ciekawostki, na które warto zwrócić uwagę. Ta rzecz, cecha, przystosowanie do życia, które czynią je wyjątkowymi i jedynymi w swoim rodzaju.

 Bibi Dumon Tak, holenderska pisarka i  dziennikarka, zdobywczyni wiele nagród literackich od małego uwielbiała zwierzęta. W jej domu było ich zawsze dużo — wiele ratowała, leczyła — w tych tekstach czuć zafascynowanie światem przyrody, ogromną miłość do zwierząt  i czułość.


Dwie strony na zwierza (40 portretów) plus ciekawe, wyraziste ryciny. Doskonały papier, doskonałe okładki przyciągające wzrok i doskonałe przypasowanie książki do ręki, serio! Całość prezentuje się bardzo elegancko.


Zwierzaki cudaki


Z zapartym tchem czytałam opisy kolejnych zwierzaków. Wydawało mi się, że sporo o nich wiem, a tu zonk! - nie znamy ani wielu cudaków, ani możliwości zwyklaków.

Utkwił mi w pamięci opis strzela bombardiera, który nosi w sobie arsenał i małą fabryczkę broni — skrzy się humorem i serdecznością, a latająca ryba i delfiny u podwodnego lekarza — chłopaki na pewno zapamiętają te ciekawostki, bo smakowicie są opisane. A serdeczne małpki bonobo, które wszystko załatwiają miłością, choć mieszkają w regionie, w którym cały czas trwają krwawe wojny (konstatacja autorki na koniec tekstu o tym, że może to przypadek, ale u bonobo rządzą samice — jest wielomówiąca!). Gdyby w książkach do przyrody fakty były podawane w taki sposób, mielibyśmy samych prymusów.



Zwierzaki cudaki
Bibi Dumon Tak
il. Fleur van der Weel
tłum. Jadwiga Jędryas,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary: 15 x 20 cm
oprawa twarda,
stron 88,
wiek: 7+,
cena 32 zł.









Zwierzaki zwyklaki



Zwyklaki są równie interesujące, jak cudaki! Wiecie, że mysz na ojca swych dzieci wyszukuje najsilniejszego samca, a kiedy będąc już z nim w ciąży, spotka jeszcze wspanialszego mysiego chłopaka — pozbywa się płodów, by zaraz zajść w ciążę z tym drugim? Przyznam się, że ta informacja wprawiła mnie w osłupienie! Czy wiecie, że czaple siwe, zamiast przemęczać się godzinnymi polowaniami, wybierają sprytniejszą metodę (porównaną przez autorkę do wypadu do budki z frytkami) - trzymają się miejsc wędkarskich i przyczajają przy dryfujących kawałkach chleba, rzucanych przez ludzi, wiedząc, że ryby wcześniej czy później się pojawią?

A takie skorki... Przekleństwo moich wakacji na wsi — kiedy spaliśmy w stodole, dzieci straszyły się informacją, że skorki mogą wejść do uszu, a wtedy... Brrrr! A tu okazuje się, że te szczypawki nie dość, że łagodne jak baranki to niesamowicie opiekuńcze wobec swoich jajeczek. Składają ich jesienią ok. pięćdziesięciu i nie pozostawiają ich samopas, tylko układają się obok w dołku i pilnują, co jakiś czas wylizując, by nie wyschły, albo nie spleśniały. Wrogów odganiają, a jeśli któreś jajeczko się zbije — zjadają je i jest to jedyne pożywienie przez całą zimę! Wolą być głodne niż zostawić jajeczka na pastwę innych zwierząt!

Takich historii jest tu czterdzieści. Polecam tę o wróblu (m.in. tę śmieszno-straszną o ptaszku, który znalazł niedopałka i leciał z nim do gniazda — historia skończyła się pożarem sklepu ...) Wiecie, że wróble znoszą niedopałki papierosów do gniazda, bo znajdujące się w nich substancje zapobiegają pojawieniu się pasożytów?

Zwierzaki zwyklaki,
Bibi Dumon Tak,
il. Fleur van der Weel,
tłum. Jadwiga Jędryas,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary: 15 x 20 cm
oprawa twarda,
stron 92,
wiek: 7+,
cena 32 zł.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...