Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

wtorek, 8 września 2020

„Co potrafią koty?” i „Była raz starsza pani”, Abner Graboff



Pokłony dla wydawnictwa Kropka za wprowadzenie na nasz rodzimy rynek książek ilustratora Abnera Graboffa (1919-1986)! To wspaniałe uczucie zostać tak przyjemnie zaskoczoną. Nie znałam twórczości tego amerykańskiego rysownika, bo w Polsce dotychczas nie ukazała się żadna z jego książek, choć wydał ich sporo. Zilustrował kilkadziesiąt książek dla dzieci, ale też książek muzycznych i kucharskich. Ale nie tylko ilustrował.(...)Projektował reklamy, okładki książek, ilustracje, tworzył projekty graficzne dla telewizji (pracował m.in. dla stacji CBS). W 1949 brał udział w wystawie w Nowym Jorku na Manhattanie w Museum of Modern Art. Zaprojektował kilkadziesiąt okładek płyt dla wytwórni muzycznych (...)  [za Wikipedią].

W jego ilustracjach czuć ducha największych, stylem przywodzi na myśl najlepsze czasy Polskiej Szkoły Ilustracji. Ilustrował od lat 40-tych, najbardziej pracowity okres przypadał na lata 50. i 60. Oglądając jego prace widać, że choć minęły lata od ich powstania  one cały czas bawią, poruszają, wpadają w oko. Dlaczego dopiero teraz możemy zapoznać się z twórczością Graboffa? Mam nadzieję, że za tymi dwoma książkami przyjdą kolejne!
Te pierwsze dwie zachwycają nie tylko treścią, ale i wyglądem i dbałością o szczegóły. Płócienne grzbiety, przyjemny papier, kolory... Aż chce się ustawić je na półce.



Co potrafią koty?, Abner Graboff





Tu przede wszystkim widać ilustracje. Czarno-szare postaci z elementami w odcieniu zieleni. Zielone oczy kota, kropki na grzbiecie psa, szpilki pani, ubranko chłopca...  Koci kot i postaci wypełniające sobą strony.  Tekst jest prosty, to taka zabawna i miła wyliczanka kocich cech i umiejętności, tego, czego koty nie robią, bo nie muszą i co robią, a czego nie umiemy zrobić my. Kot zdecydowanie kradnie całe show!

Co potrafią koty?
Abner Graboff
Tłumacz:Emilia Kiereś
Wydawnictwo Kropka, 2020
Oprawa:twarda
Format:200 x 247 mm
Stron:40
cena 29,90 zł
wiek: 3-5













Była raz starsza pani, Abner Graboff




Cudo! C-U-D-O! Nim książki do mnie dotarły, serce mocniej biło mi do Kotów", ale kiedy już miałam je w rękach i czytałam to "Była raz pewna pani" rozłożyła mnie na łopatki.
Powiedzieć, że to uroczy wierszyk to mało. To przedowcipna, absurdalna historyjka-wyliczanka doskonale przetłumaczona przez Emilię Kiereś. Ten rytm, ten rym, to słowo! Pani Emilio, kłaniam się w pas! Starsza pani po kolei połyka coraz większe zwierzęta  wszystko zaczęło się od muchy, każde kolejne ma upolować/pożreć poprzednie. Powtarzalność coraz dłuższej wyliczanki przypomina dobrze nam znaną Rzepkę" Juliana Tuwima.
Purnonsensowy dowcip i trochę straszna (ale przecież dzieciaki to kochają), tragikomiczna opowieść przekazywana z ust do ust, taka tradycyjna wyliczanka! Uwielbiam! I ta puenta! Ubawicie się setnie, czytając tę książkę i oglądając genialne ilustracje Graboffa.
Przyznam się Wam, że sięgam po nią często, żeby poprawić sobie humor i czytam chłopakom. Mój 14-latek jak zaczął czytać, tak nie mógł się oderwać  dobra literatura nie ma wieku :) I tak sobie myślę, że jak tylko pandemia się skończy, to będzie to pierwsza książka, którą wezmę w pracy na warsztat z dzieciakami.


Była raz starsza pani
Abner Graboff
Tłumacz:Emilia Kiereś
Wydawnictwo Kropka, 2020
Oprawa:twarda
Format: 200 x 247 mm
Stron:48
cena  29,90 zł
wiek 3-5 lat








niedziela, 23 sierpnia 2020

Banda Czarnej Frotté, Justyna Bednarek, Daniel de Latour



„Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek”, a potem „Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)” to jest coś! Nie znam dziecka, które nie polubiłoby tych historyjek; do których nie trafiłoby poczucie humoru Justyny Bednarek i rozpoznawalna kreska Daniela de  Latoura (ilustracje są po prostu fantastyczne, każda skarpetka ma charakter wypisany na gębie! Każda jest jakaś!). Nie znam też rodziców, którym dłużyłoby się czytanie tych książek, ba! - znam takich, którzy sami podczytywali kolejne opowiadanka z ciekawości, chichocząc pod nosem.

A wiecie, że lada moment pojawi się czwarty tom?  Już we wrześniu.


Pierwsze części dla młodszych dzieci są opowiastkami idealnymi do wieczornego czytania. To krótkie, zamknięte formy, historyjki opisujące losy kolejnych znikających w dziurze pod pralką pojedynczych skarpetek, taka wprawka przed wejściem w świat powieści. Trzecia to już inna bajka  - nie ma tu krótkich opowiadań, poświęconych kolejnym skarpetkom, tylko jedna historia napisana z pełny rozmachem! Czego tu nie ma! Akcja dzieje się i na lądzie i na morzu, mamy pościgi, intrygi, sytuacje zatrzymujące oddech i cudowne happy endy! Dzieje się, serio.

Banda Czarnej Frotté


Bohaterką jest Czarna Skarpetka Frotté, którą poznajemy, podobnie jak jej poprzedniczki, w łazience  rodziny małej Be. Mama zarządziła szybkie sprzątanie, tuż przed przyjściem pani sprzątającej. Dla Czarnej Frotté nie ma ratunku, nie mam pary, a „skarpetka bez pary jest niczym zegar bez wskazówek”. Bohaterka nie czeka, aż wrzucą ją do czarnego worka, tylko robi skok i ląduje obok pralki, pod którą jak pamiętacie, jest dziura i korytarz, prowadzący skarpetki w wielki świat, każdą w inne miejsce. Czarną Frotté zaprowadziła do kuchni tawerny, skąd wiedziona zapachem pysznych ziemniaczków pomknęła na statek. I odtąd akcja pędzi niczym rollercoaster, może zakręcić się w głowie. Ahoj przygodo! Piraci, wilki morskie detektywi, czego tu nie ma! Chwilami jest strasznie, chwilami mrocznie, chwilami wzruszająco...

Justyna Bednarek ani na chwilę nie zwalnia tempa, co jest zaletą i sukcesem powodzenia książek, bo dzieci przyzwyczajone do szybko zmieniających się obrazów w filmach, grach kupują ten świat. W naszej bibliotece żadna z części nigdy nie stoi na półce, płynnie przechodzą z rąk do rąk.

Czekamy na 4 tom i bardzo jesteśmy ciekawi i kolejnej opowieści i charakterystycznych ilustracji Daniela de Latoura, bez których nie wyobrażamy sobie tej serii.


Banda Czarnej Frotte,
Justyna Bednarek,
Daniel de Latour,
Wydawnictwo: Poradnia K
Cykl: Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (tom 3)
Seria: Latawiec,
stron 168,
oprawa twarda
cena 39.99 zł.













Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek:




Nowe przygody skarpetek:


sobota, 22 sierpnia 2020

Żaba, Katarzyna Przyborska, il. Marta Przybył


Bajka o małej Koo, która z rodziną mieszka przy rzece i zostaje porwana w oko cyklonu, którym jest susza. Kataklizm nadciąga powoli, niepostrzeżenie. Jeszcze można mu zaprzeczać, jeszcze można myśleć, że to minie, że się skończy i będzie jak dawniej. Byle tylko spadł deszcz, czy czasem nie zbiera się już na burzę?
Można czekać, ale nagle jest już za późno i pozostaje tylko dramatyczna ucieczka. Pytanie: dokąd? Czy tam, dalej, za rogiem, za zakolem, za tamtymi drzewami będzie bezpieczniej? Czy kataklizm nie dosięgnie nas swoimi mackami, ale i czy miejscowi będą przychylni przybyszom z daleka? Czy strach i walka o przetrwanie nie sprawi, że to przeciwko nim skierują pretensje, czy to nie na obcych zrzucą winę? Psychologia tłumu.


(...) Było pusto i zupełnie cicho. Po bladym od upału niebie już od wielu dni nie przemknął ani jeden obłok. Koryta rzek i niecki jezior wyschły. Trawy pożółkły. Liście na drzewach zbrązowiały i wisiały
zesztywniałe i poskręcane. Ale najgorsza ze wszystkiego była cisza (…)
(…) Ta katastrofa oczywiście nie spadła znienacka – nadciągała powoli. Ale zwierzętom trudno było
uwierzyć w to, co widziały i nie zrobiły nic, żeby jej zapobiec (…)




Mała Koo jest kookaburrą. Kookabury to ptaki mieszkające w Australii, o których mawia się, że „budzą Tych, którzy zapalają słońce”, bo tuż przed wschodem słońca głośno się śmieją, a przynajmniej wydają takie dźwięki. Ten śmiech leci prosto do nieba i wpada do uszu Tych, Co Zapalają Słońce.

Zewsząd słyszymy o zmianach klimatu, o suszach, trawiących ziemię i pożarach. Do tego tematu
nawiązuje autorka książki pt. „Żaba”. Bo przy rzece, gdzie wraz z rodziną mieszka Mała Koo zaczyna się źle dziać. Wody jest coraz mniej, słońce praży niemiłosiernie, a gorący wiatr niesie niepokój…

Zwierzęta są zdezorientowane, czekają na deszcz, który nie nadchodzi. Pojawiają się za to inne zwierzęta, uciekające przed zbliżającą się pustynią… Przy rzece robi się tłoczno i nerwowo, zaczynają się niesnaski, wybuchają awantury. Wody coraz mniej, a zwierząt więcej. Rodzina Koo zostaje zmuszona do szukania innego miejsca – ich obecność budzi wśród zwierząt niechęć, obwinia się je o suszę, bo przecież są tymi, które „budzą Tych, co zapalają słońce”. A słońce sprawia, że woda wysycha… 

W trakcie wędrówki Mała Koo gubi się. Jest sama, bez mamy i bliskich, w obcym miejscu. Zwierzęta w panice różnie reagują, jedne myślą tylko o sobie, a strach zaślepia im jasność myślenia, inne są bardziej altruistyczne... Jak ludzie, prawda?
Upał duszący w gardło, samotność i lęk. Koo ma szczęście, w tym tabunie oszalałych ze strachu zwierząt trafia na bratnią duszę, na małą Kolczatkę, która też się zgubiła. Będą wędrowały już razem.

Czy poradzą sobie w obcym miejscu? Czy dotrą na walną naradę zwierząt? I kim okaże się tytułowa żaba? Co się wydarzy?

To alegoryczna bajka o zmianach, które dzieją się na świecie za sprawą człowieka. Kryzys klimatyczny dotyka wszystkich – zwierząt i ludzi. Czy uda mu się zapobiec?

Opowieść niesie nie tylko strach, ale i nadzieję. Jeszcze nie jest za późno, Nie bądźmy egoistyczną żabą, nie jesteśmy tu sami, a po nas przyjdą następni, nie odbierajmy im prawa do życia tu, na Ziemi. Obudźmy się, póki jeszcze można coś zrobić. Potrzebne są zmiany systemowe, odgórne, szkoda, że politycy patrzą krótkowzrocznie, nie dalej niż do końca swoich kadencji. 

Książka jest bardzo ładnie i starannie wydana, podoba mi się i papier i zgaszone kolorystycznie, proste ilustracje Marty Przybył.

Żaba,
Katarzyna Przybylska,
il. Marta Przybył,
wyd. Krytyka Polityczna, 2020,
twarda oprawa|
stron 90
210 mm x 297 mm
wiek: 6+
cena 39.90 zł.










poniedziałek, 17 sierpnia 2020

O dzieciństwie w Stureby. Trylogia Ulfa Starka



Moje chłopaki lubią serie. Gdy trafią na książkę, która bardzo im się podoba, pytają, czy jest kolejna część. Przyzwyczajają się do bohaterów i są ciekawi ich dalszych losów. Dlatego zawsze z chęcią sięgają po książki, które mają swoje kontynuacje. Puszczając w obieg trylogię Ulfa Starka, wiedziałam, że padnie na podatny grunt. I się nie myliłam. Nie tylko dlatego, że to nie jedna, a trzy książki.

 Bez moralizatorstwa o dojrzewaniu


Nie jest to wymyślona opowieść, tylko relacja z dzieciństwa autora, spędzonego w Stureby na przedmieściach Sztokholmu. Ile tu faktów z życia, a ile fantazji autora, tego nie wie nikt, takie prawo pisarza, w każdym razie czyta się wyśmienicie. Dlatego, że to nie są ugładzone wspomnienia, które spodobają się rodzicom, tylko żywe, które po latach można wspominać „jacy to my nie byliśmy". Czasem na granicy bezpieczeństwa i brawury, czasem na granicy właściwego zachowania, ale szczere, prawdziwe, bo takie jest dzieciństwo, bo takie jest dorastanie. Robi się głupoty, by zaimponować kolegom, by coś sobie udowodnić, albo po prostu, bo się nie pomyślało i się stało.

Dla dzieciaków cenne jest, że bohater jest taki jak oni i ich rówieśnicy, wchodzący w nastoletni czas. Zwykły. Nie zawsze jest górą, czasem ma pod górkę. Emocje, myśli, obserwacje, potrzeby i pragnienia są takie same, jak u współczesnych czytelników, tylko dekoracje może trochę inne, ale na to — śledząc akcję — nie zwraca się uwagi. Relacje z rówieśnikami, problemy z odnalezieniem się w grupie, bycie słabszym, ale też potrzeba przyjaźni, bycia w grupie, szczerości, bliskich relacji... Rywalizacja i głupie pomysły, warto — według nich — nadstawić karku. Potrzeba przygody.

Dla mnie to w pewien sposób powrót do mojego dzieciństwa, czyli czasów sprzed ery elektroniki. Gdzie życie miało inne tempo i rytm nieodmierzany przez zegarki w smartfonach i komputerach. To też kopalnia tematów do rozmów. Co jest dobre, a co złe, jak należy się zachowywać, żeby konsekwencje tych zachowań nie raniły innych. Czy bezpieczna jest zabawa w przebieganie przed samochodami, żeby zaimponować kolegom, czy bezpieczne jest przechodzenie po poręczy na moście? To ważne, żeby czytać to, co dzieci czytają i móc o tym rozmawiać. Bo nie ma nieodpowiednich tematów — nieodpowiednie jest pozostawianie ich bez komentarza.

Bardzo cenię prawdomówność i szczerość autora, bo relacjonuje wydarzenia bez owijania w bawełnę i bez moralizatorstwa. To cecha skandynawskich pisarzy, naszym ciągle to nie wychodzi tak, jakbyśmy sobie tego my, czytelnicy życzyli. To sprawia, że choć wydarzenia z książek rozgrywały się lata temu (Stark urodził się w 1944 roku), nadal są aktualne i dobrze się je czyta, nie trącą myszką.

Trylogia Starka


Mały Ulf jest spokojnym, nieśmiałym dzieckiem. Ciągle obrywa od brata, ma lekką nadwagę i nie radzi sobie na wf-ie. Dlatego bardzo mu imponuje nowy uczeń w klasie, wygadany, przebojowy i nie zawsze „grzeczny". Percy (tak mu na imię) zdradza Ulfowi, że to wszystko zawdzięcza starym, znoszonym tenisówkom, które są magiczne... Ulf odkupuje od niego buty, mocno wierząc w ich moc i rzeczywiście, kiedy je zakłada, staje się zwinny i pewny siebie, nikt mu nie podskoczy! Jednak każdy medal ma dwie strony, tenisówki wprowadzają w jego życie chaos, bo z grzecznego chłopaka zamienia się w łobuziaka. Przeczytajcie, co zmalował ... Na szczęście w porę ocknął się, że nie tędy droga... Tenisówki nie były mu już potrzebne, bo zyskał pewność siebie i ... przyjaciela!

W drugiej części wydarzenia kręcą się wokół wizyty szejka arabskiego i wyjazdu Percy'ego z Stureby. Skąd szejk arabski w Szwecji? Otóż tata Ulfa, dentysta, po godzinach był zapalonym radioamatorem, któremu udało się nawiązać kontakt z Arabią Saudyjską. Dlaczego Ulfowi tak zależy na tym spotkaniu i co z niego wyniknie? I czy Percy rzeczywiście będzie musiał opuścić Stureby? Mieć prawdziwego przyjaciela to jedna z lepszych rzeczy w życiu, które mogą się nam przydarzyć!

Trzecia i ostatnia część opowiada o wakacjach, które Ulf spędza na wyspie u dziadka. Nie sam, bo przyjeżdża do niego Percy. Pełno tu przygód, zabaw, jest też pierwsza miłość, zazdrość i gorycz rozczarowania. To moja ulubiona część i najgrubsza. sledząc losy Ulfa od pierwszej części widać jak chłopak się zmienia, jak dojrzewa, z nieopierzonego dzieciaka staje się mądrym chłopakiem. No i Percy, który znalazł klucz do serca złośnika i starego gbura, dziadka Ulfa!


Wszystkie trzy części czyta się jednym tchem, w każdej radość miesza się ze smutkiem, gorycz rozczarowań z uśmiechem i radością. To doskonałe książki nie tylko dla chłopaków. Dzieciaki odnajdą w Ulfie, Percym i innych bohaterach cząstkę siebie.


Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy'ego.
tekst Ulf Stark,
przełożyła Katarzyna Skalska,
ilustracje Magdalena Kucharska,
wydawnictwo Zakamarki, 2011
oprawa twarda,
stron 132,
cena 27.90 zł

Mój przyjaciel szejk w Stureby.
tekst Ulf Stark,
przełożyła Katarzyna Skalska,
ilustracje Magdalena Kucharska,
wydawnictwo Zakamarki, 2014
oprawa twarda,
stron 140,
cena 27.90 zł,

Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja.
tekst Ulf Stark,
przełożyła Katarzyna Skalska,
ilustracje Magdalena Kucharska,
wydawnictwo Zakamarki, 2020
oprawa twarda,
stron 244,
cena 34.90 zł











Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy'ego:




Mój przyjaciel szejk w Stureby:




Mój przyjaciel Percy, Buffalo Bill i ja








poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Atrakcje na Podlasiu w okolicy Biebrzańskiego Parku Narodowego (część 2)


Chodząc po polach i łąkach na Podlasiu, pomyślałam, że te spacery są moją medytacją. Idę, myśli przelatują przez głowę, ale na żadnej się nie zatrzymuję, obserwuję je z dystansu, patrzę, oddycham, chłonę oczami, żyję. Skoncentrowana na oddechu, na stawianiu nogi za nogą, jestem tu i teraz. Spokój, piękno przyrody i ja, jej część.

To miejsca, do których lubię wracać, choć zawsze wracam gdzie indziej, ale w pobliże. Bo to nasze trzecie wakacje na Podlasiu i pewnie nie ostatnie, bo ciągle znamy tylko maleńką część tego regionu i nadal mamy ochotę na więcej. Przypadek nie przypadek, że za każdym razem trafiamy w rejony Biebrzy, tym razem zamieszkaliśmy w Zielonym Domku we wsi Zabiele.

Na wakacjach poruszamy się przede wszystkim na rowerach, nie jakoś wyczynowo — nastawiamy się na miejsca odludne, pola, dróżki i ścieżki. Bez napinki i zadyszki, ot dla relaksu i czystej przyjemności. Kilkanaście kilometrów w jedną stronę jest w porządku.

W tym roku wybieraliśmy miejsca w najbliższej okolicy — Biebrzański Park Narodowy, wiejskie i polne dróżki, odwiedziliśmy lawendowe pole, przeżyliśmy spływ tratwą po Biebrzy, podziwialiśmy stare młyny, drewniane chałupiny z kępami malw pod płotem i przydrożne kapliczki. Jeździliśmy trasą Green Velo, trzeci już raz zajrzeliśmy do Puszczykówki, powłóczyliśmy się po okolicznych wsiach. Te widoki, wszędzie! Pola kukurydzy, zboża, pastwiska i łąki. Natura i przestrzeń.

Dla mnie najciekawsze są miejsca z dala od ruchliwych tras i tłumów, a najpiękniejsze obrazy zza stodoły. Ileż tu się nachodziliśmy, napatrzeliśmy, nachłonęliśmy tej zieleni i przestrzeni! Każdy bocian wywoływał radość, nie mówiąc o czaplach, żurawiach, orłach... Spokój, cisza, nawoływania ptaków, muczenie krów, klekot bocianów. Te ambony widokowe, na które wchodziliśmy i drabiny, na które się wspinaliśmy, te zakręty i zakola, kępy drzew i promienie słońca oprószające złotem... Bagna i torfowiska. Przestrzeń po horyzont!

Lubiłam co rano tuż po szóstej, góra siódmej z kawą w ręku wymykać się za stodołę, na pola i po prostu iść, zagadać do krów, raz skręcić w jedną drogę, raz w drugą... Wracałam z bukietem polnych kwiatów, w mokrych od rosy butach. Ze spokojem w sobie. A domownicy jeszcze spali...

Dlatego ten przegląd zaczynam od tego, co najbliżej, co jest dla mnie niezmiennie największą atrakcją Podlasia... Pierwsza część ciekawych miejsc w tym rejonie jest tu:
https://www.makiwgiverny.pl/2017/09/nasze-podlasie-czyli-o-atrakcyjnych.html


1. Tereny spacerowe: pola, łąki, dróżki (Zabiele i okolice)









2. Lawendowy raj, Dzięciołowo



O tym miejscu dowiedzieliśmy się od właścicielki domu, który wynajmowaliśmy. Pojechaliśmy nam na rowerach — mieliśmy blisko, bo ok. 5 km w jedną stroną, ale za to jaką trasą! Mało uczęszczane drogi, piękne widoki!

Lawendowy Raj to mała manufaktura, pole lawendy, z której produkowane są olejki, hydrolaty, poduszeczki i pałki zapachowe. Pole jest nie za duże i bardzo malownicze. A ten zapach! Czuliśmy go, dojeżdżając na miejsce, intensywny, charakterystyczny zapach lawendy. Bardzo go lubię! Trafiliśmy na właściciela, który barwnie i z pasją opowiadał o lawendzie i jej działaniu na zdrowie i skórę. Pochodziliśmy wokół lawendowych łanów, porobiliśmy mnóstwo zdjęć i roślinom i nam wśród nich. Obejrzeliśmy też ule, które stoją z boku jednego z pól. Bo lawenda dobrze działa na pszczoły i sprawia, że nie imają się ich szkodniki. Nie zapytałam, czy w ofercie będzie też miód lawendowy.
Fajne miejsce na wyprawę rowerową. Po zrobieniu zakupów i rozejrzeniu się po malowniczej okolicy zrobiliśmy sobie mini piknik, moja chusta posłużyła nam za koc, a kupione po drodze ciasteczka za jedzenie. Fajnie było, tym bardziej że —  jak odkrył syn — był tam zasięg, którego w domu i okolicy nie mamy, więc zrobiliśmy też szybki przegląd wiadomości ;)
Ciekawe miejsce z perspektywą na rozwój. Gdyby można było kupić tam jeszcze coś do picia, jedzenia — można siedzieć i siedzieć, do wieczora ;)













3. Jezioro w Karpowiczach



Dla spragnionych wodnych kąpieli są tu dwa miejsca do popływania, jednym z nich jest jeziorko w Karpowiczach. Przyjemne jest to, że w ciągu tygodnia praktycznie nie ma tu ludzi. Woda dosyć płytka, ta z gruntem pod nogami zaznaczona jest bojkami. Na plaży stoi ratownicza budka, ale czy jest tu ratownik, nie wiem, bo my byliśmy w niedzielę, w godzinach popołudniowych.
Jeziorko nie jest duże, ale da się popływać i pomoczyć, jak to w jeziorze dno nie jest piaszczyste, ale chłopakom nie przeszkadzało to w pływaniu i wodnych zabawach.






4. Plaża w Dolistowie Starym (Biebrza)




Ładne, otwarte wejście do rzeki, z piaskiem i szeroką plażą. To tu znajduje się punkt MOR Dolistowo Stare, z miejscem na ognisko, polem namiotowym, a w pobliżu i barem. Tu odpoczywają rowerzyści, korzystający z trasy Green Velo, tu przychodzą turyści. Tu też kończą szlak uczestnicy spływów kajakowych czy na tratwach.




5. Most w Dolistowie Starym (Biebrza)


Drewniany most (do 10 ton) na uboczu wsi, na Biebrzy. Za nim nadbiebrzańskie łąki, w dali tereny, które w tym roku płonęły. Gdybym nie wiedziała od miejscowych — nie przypuszczałabym, że tu doszedł ogień. Kipiąca zieleń: trawa, polne kwiaty, krzewy, chaszcze sprawiają, że trudno połączyć z tym miejscem widok znany z mediów: płonących terenów i pożogi. Świadczy to, że przyroda, póki może, póki jej człowiek nie przeszkodzi, zawsze się odrodzi.

Bardzo lubiliśmy przyjeżdżać tu na rowerach, stać na moście i wypatrywać... Kilka razy widzieliśmy krążącego orła, myszołowa, kilka razy trafiliśmy na podrywające się do lotu czaple białe, obserwowaliśmy łabędzie ukryte w szuwarach, o bocianach nie wspomnę, bo widziałam ich tu więcej niż wróbli i jaskółek razem wziętych! I ta przestrzeń i zieloność, już tęsknię...






6. Trasa Green Velo



Startowaliśmy z drewnianego mostu w Dolistowie Starym i jechaliśmy przed siebie. Szeroka, utwardzona droga prowadząca wzdłuż rzeki, idealna trasa na wycieczki. Raz na kilkanaście minut przejeżdżał samochód albo grupa rowerzystów, a obok Biebrzą - kajakarze...

***
Trasa rowerowa na terenie powiatu monieckiego, ma niemal 60 km i biegnie od granicy powiatu augustowskiego i monieckiego na drodze powiatowej 1220B do granicy powiatu monieckiego i białostockiego na drodze powiatowej 1838B. 9 km trasy zajmują ścieżki rowerowe.
Na trasie rowerzyści mają do swojej dyspozycji 6 MOR:
MOR Dolistowo Stare – gmina Jaświły,
MOR Goniądz – gmina Goniądz,
MOR Fort IV Twierdza Osowiec – gm. Goniądz,
MOR Barwik – gmina Trzcianne,
MOR Grobla Honczarowska – gmina Trzcianne,
MOR Bagno Ławki – gmina Trzcianne.
info na podst mat. wrotapodlasia.pl





7. Spływ tratwą z Biebrza Safari (Dolistowo Stare)



O naszym spływie tratwą już pisałam, powtórzę: było to niesamowite przeżycie. Kilka kilometrów, a sterani byliśmy niemożebnie, ale jaka satysfakcja! No i te widoki, oglądać Biebrzę z Biebrzy to jest coś!

https://www.makiwgiverny.pl/2020/08/tratwa-po-biebrzy-czyli-jak-wyglada.html






8. Młyn holenderski w Dolistowie Starym



Przejeżdżaliśmy koło niego codziennie. Stoi na końcu wsi od niemal półtora wieku. Został zbudowany pod koniec XIX w. przez majstra z Prus Wschodnich. Młyn wykonano na zamówienie Żyda z Suchowoli. Z ciekawostek: podłoga zbita jest drewnianymi gwoźdźmi.

9. Chaty i ziemianki 



W Dolistowie, Zabielu, Dzięciołowie... Dużo domów opuszczonych, wiele z tabliczką na sprzedaż i trochę już kupionych przez ludzi z różnych stron Polski. Niszczejące, ale nadal piękne.












10. Suchowola




Tu robiliśmy większe zakupy (albo w Mońkach), ale nie dlatego o niej piszę. Jeśli was to interesuje, znajduje się tu głaz i tablica informująca o nadaniu miana środka Europy, a także ażurowy łuk - element ołtarza polowego z wizyty papieża Jana Pawła II w Białymstoku w 1991 r.

Przy kościele parafialnym  św. Apostołów Piotra i Pawła znajduje się Izba Pamięci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który urodził się i spędził dzieciństwo we wsi Okopy (o samej wsi pisałam w pierwszej części).

Zebrano tu wiele zdjęć, pamiątek i rzeczy należących do księdza. Najbardziej poruszający jest widok stołu prosektoryjnego, na którym przeprowadzono w Białymstoku sekcję zwłok zamordowanego kapelana Solidarności.




Tu link do pierwszej części cyklu Atrakcje Podlasia:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...