Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

niedziela, 8 grudnia 2019

Hurra, są święta!, Ulf Nilsson, il. Emma Adbåge










Przyznam szczerze: ta książka adwentowa mi umknęła i przeczytałam ją dopiero w tym roku. I zaskoczenie! Bo to filozoficzne rozważania o ludziach i kondycji współczesnego świata ukryte pod płaszczykiem bajki dla dzieci. O myślicielach, których każdy z nas — ludzi i zwierząt — nosi w sobie. Głęboko wierzę, nie, ja to czuję i wiem, że każda istota, bez względu na gatunek nosi w sobie duszę. Patrząc w oczy Lucjana, widzę taką głębię, że nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Zaskakujące, pisać o świętach z perspektywy zwierząt. I to świni! Rufus, bo on jest głównym bohaterem tej adwentowej opowieści, ucieka z transportu do rzeźni. W uszach dźwięczą mu słowa starego knura, który przestrzegał go przed świętami, mówiąc, że to najgorszy czas dla świń — to śmierć — i nakazał ucieczkę, jeśli tylko samochód wiozący zwierzęta się zatrzyma...

Rufus bierze sobie przestrogę starego przyjaciela do serca i kiedy tylko ciężarówka staje, nie zastanawia się ani chwili... Udaje się, jest wolny! Wolność cieszy, tak jak i cieszy cały zagon kartofli, na który trafia na polu. Jednak później robi się mniej przyjemnie. Po ca ta wolność, kiedy jest zimno, mokro i jest się samotnym?

Pierwsza noc na wolności przynosi zmianę. Przy Rufusie pojawia się Kici Kici — kot, który stanie się towarzyszem tułaczki naszej świni, jego podporą w trudnych chwilach i przewodnikiem w wędrówce do własnego domu. Razem idą za marzeniem. A kiedy docierają do domu, odkrywają nowe możliwości i nowe wyzwania... Pomocą okazuje się znaleziona tu książka o świętach i dwie mieszkające tu myszy. Zwierzęta pomagają sobie i współpracują ze sobą i nikt nikogo nie zjada — przestrzeganie zasad współżycia jest dla nich ważne, od tego zależy, czy im się powiedzie, czy nie. Każde z nich jest w czymś dobre, ma wiedzę, której nie ma inne — razem tworzą wszystkie elementy świątecznej układanki. I razem codziennie odkrywają w domu coś nowego, kolejne „okienka”, jak w kalendarzu adwentowym.

Rufus chce odczarować zaklęcie — święta nie będą okropne, tylko niezwykłe, takie, jakie powinny być. Dla wszystkich, bez wyjątku. Nikt nie skończy na talerzu. Bo Boże Narodzenie to czas bliskości, troski o innych. To ciepło nie z kominka ma nas ogrzewać, tylko ciepło z nas, które otuli największego zmarzlucha, to nasza przyjaźń, miłość, czułość i czas poświęcony drugiej osobie.

Zwierzęta, które znajdują schronienie w opuszczonym domu, dzień po dniu szykują się do świąt. Chcą je odtworzyć zgodnie z zaleceniami w książce, czasem nie wiedząc, po co to i dlaczego? Pragną, aby ten czas był wydarzeniem. Czy im się to uda?

„Hurra, idą święta!” przypomina nam o tym, co ważne i uczula na to, co nas otacza — ludzie zapomnieli, że Ziemia to nie ich własny folwark, ale miejsce, w którym wszystko, co żyje, jest ważne i ma swoje prawa. Nie jesteśmy panami, tylko współużytkownikami, szkoda, że tak późno do nas to dotarło, bo mleko już się rozlało...

Nietypowa to książka na adwent, przyznaję, skrząca humorem i dużą dawką refleksji. Bez religijności, ale mocnym przekazem szacunku wobec istot żyjących i potrzebie bycia we wspólnocie i tego, jak wielką ta wspólnota odgrywa rolę, o potrzebie posiadania swojego miejsca — domu, w którym będziemy czuli się bezpiecznie.


Hurra, są święta!,
Ulf Nilsson,
il. Emma Adbåge,
wyd. Zakamarki, 2017,
wym. 25 x 27 cm
twarda oprawa
płócienny grzbiet
100 stron
cena 49,90 zł
wiek 6+








poniedziałek, 2 grudnia 2019

Święta dzieci z dachów, Mårten Sandén, il. Lina Bodén


Nadrabiam Makowe świąteczne zaległości. Czas na kolejną książkę adwentową wydawnictwa Zakamarki, która plasuje się na dość wysokim miejscu naszej listy, choć nie na najwyższym („Prezentu dla Cebulki” na razie nie udało się strącić z pierwszego miejsca żadnej innej książce). Ale „Święta dzieci z dachów” lubimy.

Są tu momenty smutne i wzruszające, radosne i dające do myślenia. Jest też magia świąteczna, która sprawia, że bajkowe zakończenie jest możliwe. Nie mogę się jednak oprzeć poczuciu, że fabuła pod koniec nieco przyspiesza, wybijając czytelnika z rytmu, a ciężar opowieści przesuwa się na historię fabryki Mikołaja i zawirowań z nią związanych.

Tęsknota za kimś, kogo się kocha i nadzieja mają ogromną moc. Tak wielką, że można nią zarazić innych, którzy nie tylko uwierzą, ale i w ciemno pójdą, na słowo. Tak stało się z dwójką dzieci, Stellą, która snuje dla nas tę opowieść i Issą (małym, zagadkowym chłopcem o wielkich zdolnościach, chłopcem, który WIE) - oni uwierzyli w marzenia Mago. W to, że uda jej się odnaleźć ojca. A ten przygarnie całą ich trójkę i ucieczka z domu dziecka skończy się happy endem.

Na razie są na dworcu w Sztokholmie, bez pieniędzy i dachu nad głową. Jest grudzień, a najstarsze z nich ma 12 lat. Na dworcu jest też starszy mężczyzna, który prosi dzieci o datek. Tak zaczyna się znajomość z bezdomnym i Piranią, dziewczynką obserwującą ich zza filaru. I tak zaczyna się niesamowita przygoda w środku mroźnej zimy, z dziećmi z dachów i poszukiwaniem utraconej pamięci, a co za tym idzie tożsamości Niklassona, bezdomnego z dworca.

Czytając tę opowieść chwilami robi się przerażająco. Tak przerażająco, jak może się zrobić, kiedy myśli się o dzieciach-uciekinierach, dzieciach-bezdomnych, zdanych na siebie w wielkim mieście. Dzieciach poruszających się pod sztokholmskim niebem, bo na ziemi nie spotyka ich nic dobrego. Chwilami jest ciepło i jak tylko może być magicznie, gdy pomyśli się o przytulnym sklepie/domu przypominającym domek lalek i jego przemiłej właścicielce, która częstuje przemarzniętych gości gorącą zupą z dzikiej róży. Owa kobieta nie bez powodu nazywa się Miriam, które to imię z hebrajskiego oznacza „[...] być pięknym lub wspaniałym. W języku syryjskim oznacza Pani (także: orędowniczka, piękna, napawająca radością)” (za Wikipedią).

Co się wydarzy? Kim jest bezdomny staruszek z długą brodą i czy dzieciom uda się sprawić, by przypomniał sobie, kim jest? Klimatyczna opowieść w rytmie oczekiwania z pięknymi i nastrojowymi ilustracjami, wprowadzającymi w świąteczny czas.

Święta dzieci z dachów,
Mårten Sandén,
Lina Bodén,
tłum. Agnieszka Stróżyk,
wyd. Zakamarki, 2016,
oprawa twarda,
stron 100,
wiek 6+,
cena 49,90 zł.










sobota, 30 listopada 2019

Świąteczny Kumpel, a w nim świąteczne książki

 Grudniowy numer musi być świąteczny! I jest ;) My także przejrzeliśmy swoje świąteczne książki i wybraliśmy te, do których najchętniej wracamy i które na bank spodobają się dzieciakom w wieku 6 +. Pełne magii, ale i poruszające trudne tematy, do przemyślenia, do rozmowy. A czasem do spojrzenia na coś z zupełnie innej strony.


Jak czas oczekiwania i myślenia o prezentach i marzeniach to  Prezent dla Cebulki" (Frida Nilsson, il. Maria Nilsson Thore). Jak świąteczna magia to  Święta dzieci z dachów" (Mårten Sandén, il. Lina Bodén dwie z adwentowych książek wyd. Zakamarki,  A jak Boże Narodzenie to „Bombka z gwiazdką"  Maliny Prześlugi, z ilustracjami Jagi Słowińskiej (wyd. Tashka).

Zdjęcie w świątecznym klimacie zrobiła nam Dorota Raczyńska.

Jeśli szukacie innych książek o tematyce świątecznej zapraszam tu:
https://www.makiwgiverny.pl/2015/11/boze-narodzenie-w-ksiazkach-dla-dzieci.html



Grudniowy „Kumpel"


A w świątecznym numerze dzieci znajdą i wiersze (Ewy Karwan-Jastrzębskiej) i fragment książki do poczytania (Dragona z Tatapatii", Joanny Wachowiak)  i teksty, które zaciekawią (Poloniki).

Powędrują trochę po świecie. Dokąd można się wybrać w grudniu? Do Laponii, krainy reniferów i Mikołaja! Nie zabraknie oczywiście zadań wymagających wzięcia długopisu do ręki i wysilenia komórek mózgowych  (Trzecioteścik), ale i zwykłej zabawy. Dla fanów kolejnictwa, pojazdów i wiersza Tuwima - kolejny wagonik do złożenia. Dla miłośników zwierząt - plakat z czworonogiem, plus wiele konkursów, listy od czytelników i dowcipy.
To tak w ogromnym skrócie o najnowszym Kumplu", bo wewnątrz jest naprawdę ciekawie i warto przekonać się o tym osobiście.





czwartek, 28 listopada 2019

Feralne Biuro Śledcze, czyli książki z zagadką w tle (Pociąg grozy, Sven Jönsson)




Kolejna (już piąta) część z serii Feralnego Biura Śledczego w księgarniach. Rafał Witek (vel Sven Jönsson) tym razem wysyła detektywów w góry na służbowe szkolenie o tematyce detektywistycznej. Nie dowiemy się jednak, jak ono przebiegało, bo akcja książki zaczyna się i kończy w pociągu.

Pociąg pośpieszny ze Stacji Kłopotkowo do stacji Kaplica Górska odjeżdża z toru drugiego przy peronie pierwszym!

Jakbyśmy tam byli, na tym dworcu! Spóźnieni — bohaterowie dobiegli tu w ostatniej chwili — ładujemy się do pociągu i... Nie, nie będzie spokojnie. Nie będzie kawusi i zatopienia się we własnych myślach bądź dźwiękach ulubionej playlisty płynących ze słuchawek wprost do ucha, nie wsłuchamy się w usypiający stukot mknącego pociągu, nie będziemy też podziwiać widoków zmieniających się za oknem jak w kalejdoskopie... Nie zmrużymy oka nawet na jedną sekundkę! Nie zdążymy! Bo....

Ledwie Agent Czajka, Boksi Roksi i inspektor Zamęt złapią oddech, będą musieli wzmóc swoją detektywistyczną czujność i wysilić komórki mózgowe. A my, czytelnicy, razem z nimi, a przynajmniej ci z ambicjami wytypowania przestępcy przed książkowym detektywem! Coś się wydarzyło! Coś złego, co wymaga natychmiastowej interwencji! Jak wiadomo, pracownicy Feralnego Biura są zawsze zwarci i gotowi do działania, tym razem też biorą się ostro do roboty.

W zamkniętym przedziale doszło do rabunku! Niemal pod nosem inspektora, agenta i Boksi Roksi! Pociąg wjechał do tunelu, zgasło światło i... jeden z pasażerów został brutalnie okradziony! Konkretnie Kazimierz Kwarc, mistrz jubilerski, jadący na Targi Złota i Srebra. W walizeczce miał cenny złoty grzebień, przygotowany specjalnie na konkurs i ten grzebień mu wyrwano! Czy agent Czajka i spółka prawidłowo wytypują przestępcę spośród podróżujących w wagonie?

To seria idealna dla czytelników rozpoczynających przygodę z samodzielnym czytaniem: duża czcionka, skondensowana fabuła, krótkie zdania. A do tego to wydanie: okładki, papier, ilustracje, kolory, format! Przyjemnie wziąć do ręki, nic tylko czytać.


Pociąg grozy,
Sven Jönsson,
Il. Zosia Dzierżawska,
wyd. Bajka, 2019,
Seria: Feralne Biuro Śledcze,
Oprawa twarda, matowa,
Format: 140 x 190 mm,
Stron: 64,
Cena 29,90 zł,
Wiek: 7+,
Cena:25,20 zł.









niedziela, 24 listopada 2019

Grudniowy gość, Siri Spont, il. Alexander Jansson

Oczekiwanie na kolejną Zakamarkową książkę adwentową (podzieloną na 24 rozdziały, do czytania przez czas adwentu) i ... jest! Staranne (jak zawsze) wydanie, znajomy format i płócienny grzbiet. Do tego ważny temat, choć trudny. 
Ale czuję rozczarowanie. Nie tym, że te święta to tylko w symbolicznych dekoracjach, bez religijnego pogłębienia — to książki skandynawskie, gdzie święta mają inny wymiar. To wszyscy wiemy i chyba do tego jesteśmy — my czytający „adwentówki” —  przyzwyczajeni. Nie podobają mi się ilustracje: oglądając je, mam wrażenie, że patrzę na komputerową animację. Zdecydowanie wolę inne obrazy, inną kreskę.


Grudniowy gość, Siri Spont, il. Alexander Jansson




Marta cieszy się na powrót ojca, który pracuje poza miastem i w związku z tym często nie ma go w domu. Wokół panuje już przedświąteczna gorączka, sąsiedzi na osiedlu mają pięknie przystrojone mieszkania, okna i balkony (...) Nasze domy są jak gigantyczne kalendarze adwentowe (...). W domu Marty brakuje jeszcze ozdób, jest za to smutek — mama często rozmawia przez skype'a z rodziną, a po tych rozmowach jest przygnębiona. Bo rodzina mamy mieszka TAM — tam, gdzie jest wojna. TU mieszka Martą z bratem, mamą, tatą i babcią.

Tata wraca, ale jest inaczej — nie żartuje z dziećmi, nie podrzuca ich do góry, nie śmieje się i nie daje im podarków. Jest poważny, a nowina, którą się z nimi dzieli, wcale się Marcie nie podoba. W ich domu ma pojawić się ktoś obcy — kuzyn Marty, którego dziewczynka nie zna, bo chłopiec pochodzi z kraju, w którym jest wojna. Chłopiec przyjedzie sam i zamieszka z nimi do czasu, aż uda się ściągnąć jego rodziców. Jeśli się uda...

Chłopiec nie zna ani rodziny Marty, ani miasta, w którym się znajdzie — trzeba ułatwić mu start w nowym miejscu, dlatego Marta musi opuścić swój pokój i przenieść się do pokoju młodszego brata. Jedyne co udało się dziewczynce wywalczyć w tej sytuacji to ... chomiki, o których z bratem marzą, ale mama dotychczas nie chciała się na nie zgodzić. Za obietnicę "bycia miłymi" dla Yusufa (tak na imię ma kuzyn), dzieci dostają wymarzone zwierzątka. Już niebawem okaże się, że jeden z nich nie jest takim sobie zwykłym chomikiem...

Przyjazd Yusufa dużo zmienia, a sam kuzyn rozczarowuje Martę. Całymi dniami siedzi w pokoju (jej pokoju!) i prawie w ogóle się nie odzywa. A Marta coraz częściej musi rezygnować ze spotkań z przyjaciółkami ... Jedyną osobą, która rozumie zawód Marty, jest babcia. Ciepła i mądra. Stara kobieta, która WIE więcej. To babcia sprawia, że dzieci zbliżają się do siebie. Wyprawy do lasu — ta „przygoda”, o której mówiła babcia — pozwalają im się poznać i zrozumieć. Tajemnica i wspólne przeżycia łączą i przełamują dystans.

Książka o stworach żyjących w lesie czytana przez babcię staje się iskrą zapalną i przewodnikiem dla Yufusa, który uwierzył, że w leśnym domku znajduje się magiczne przejście między światami i tu wcześniej czy później dotrą, przyjdą jego rodzice. Trzeba tylko coś zrobić, aby trolle nie zrobiły im krzywdy. Chłopiec kurczowo trzyma się tej myśli, a Marta pomaga mu w opracowaniu i realizowaniu planu... Prezenty podrzucane przez babcię w kalendarzu adwentowym utwierdzają dzieci w tych wyobrażeniach (talizman chroniący przed trollami, latarka, kompas, stary klucz).

Rodząca się bliskość między Martą i Yufusem staje się zadrą między dziewczynką, a jej przyjaciółkami. Tym bardziej że Marta musi wybierać między spotkaniami z koleżankami a wyprawami do lasu. I coraz częściej spędza czas z kuzynem — bo mają swoją tajemnicę i wie, że jej  gość tęskni za rodzicami, czuje się samotny i jedyne, co go trzyma przy nadziei to... nadzieja. Koleżanki odwracają się od niej. To boli.

Jednak tuż przed świętami wszystkie zawiłe sprawy się prostują, a finał historii jest do przewidzenia. Bo święta to czas, w którym wszystko jest możliwe i dzieją się cuda!


***

Co mi się podoba? Świat realny. Dialogi, wydarzenia, sytuacje domowe i relacje rodzinne i to, co dzieje się między Martą i jej przyjaciółkami, odczucia głównej bohaterki — czuję ten klimat. Bez lukru, prawdziwie, chwilami boleśnie, ale tak jest. Wiemy to, prawda? I z własnych dziecięcych doświadczeń i z tego, co widzimy u swoich dzieci. Przyjaźnie bywają kruche, niedomówienia sprawiają, że łatwo odwrócić się na pięcie i odejść np. do kogoś, kto jest, kto ma czas, czy ładniejsze zabawki.

Jednak na równi ze światem realnym ważny jest świat wyobrażony, a granica między nimi jest płynna. To nie jest łatwa książka — jeśli uwierzymy w magię, trolle i tajemnicze przejścia możemy czuć się nieco zagubieni. Skąd pomysł, by zabierać chomika do lasu i w ogóle jaka jest rola Blanki w wyprawach, skąd amulet na szyi mamy Yusufa...? Odczytywana na pierwszym poziomie dla mnie nie jest spójna, jednak jeśli będziemy odczytywać tę książkę na poziomie symboli, całość nabiera zupełnie innego wymiaru, głębi. Przejście między światami — tym ogarniętym wojną a tym bezpiecznym, dającym schronienie? Złe trolle, uniemożliwiające ucieczkę z piekła wojny? Włączenie się dziecka w pomoc rodzicom tak, jak potrafi, tak jak może? Dobro i zło, zagrożenie i schronienie, tęsknota i miłość plus magia świat...  
To książka, której nie można —  czytając ją z dzieckiem—  zostawić bez rozmowy, bez komentarza. Zdecydowanie inna od pozostałych pięciu "adwentówek", trudniejsza, bardziej mroczna. Ciekawa jestem, jak odbiorą ją młodzi czytelnicy. Moi właśnie ją czytają.


Grudniowy gość, 
Siri Spont
ilustracje: Alexander Jansson
tłumaczenie: Marta Wallin
wydawnictwo Zakamarki, 2019,
warda oprawa, płócienny grzbiet
Stron 100,
cena: 49.90 zł
wiek 6+












czwartek, 14 listopada 2019

Tata już biegnie, Nadine Brun-Cosme, Aurélie Guillery


Świetna okładka. A dalej, a potem ... zwyczajnie się wzruszyłam.

"Tata już biegnie" to poranna rozmowa ojca i syna. Pod przedszkolem, kiedy czas się rozstać (a dziecko ma problemy ze znikającym za drzwiami rodzicem i w ogóle z rozstaniem).  Mateusz przedłuża tę chwilę, szuka zapewnień, potwierdzeń, Martwi się, czy tata zdąży odebrać go z przedszkola, Samochód może się zepsuć, rano krztusił się i nie chciał zapalić. A jeśli wieczorem to się powtórzy? 

Tata zapewnia, że da radę bez względu na okoliczności. Wymyśla absurdalne historie: przyjedzie traktorem sąsiada, albo przybędzie na grzbiecie ukochanego pluszaka chłopca, albo na skrzydłach ptaków... Wyobraźnię ma ogromną, a  środki lokomocji, którymi w razie awarii samochodu i innych zbiegów okoliczności będzie starał się dotrzeć do przedszkola (gdy zepsuje się traktor, króliczek Marcinek będzie tak mocno spał, że ojciec go nie dobudzi itd) zaskakują, rozśmieszają, zadziwiają... Ale zawsze sobie poradzi, zawsze zdąży. A jeśli wszystko, naprawdę wszystko zawiedzie to ... przybiegnie na swoich długich nogach! Z każdego miejsca!

Bo tata jest niezawodny. Bo rodzic jest niezawodny. Przybędzie, przyjedzie, przypłynie, a nawet przyfrunie, jeśli trzeba będzie. Bo zrobi wszystko, żeby nie zawieść, nie rozczarować swojego dziecka. Bo go kocha i ono jest dla niego najważniejsze.

Zabawna historia z mocnym przekazem. Pewnie wiele takich historii znacie z własnego życia. Sytuacji, w których wasz tata, wasza mama robili coś niesamowitego, zaskakującego, albo przynajmniej byli gotowi to zrobić, gdyby była taka potrzeba  Ta książką obudziła we mnie ogrom ciepłych myśli i wiele wspomnień. O niezawodnym tacie, który zawsze był obok, na którego można było liczyć w każdej sytuacji i cudownej mamie, najlepszej jaką można mieć.

Pewnie wiele takich historii znacie z waszego już rodzicielskiego życia, kiedy dokonywaliście niemożliwego, aby dziecko czuło się bezpieczne i nie bało się....

To książka idealna do czytania przez ojców. Oni rzadziej w taki sposób spędzają czas z dzieckiem, ale ta opowieść im się spodoba, a w pewnych sytuacjach i da do myślenia.  Więc czytajcie i zapewniajcie, słowem i czynem ;)



Tata już biegnie,
Nadine Brun-Cosme,
il. Aurélie Guillery,
wyd. Adamada, 2019,
przeł. Iwona Janczy,
Stron: 32,
Oprawa: twarda,
cena 34.90 zł,
wiek 3+

reklama











poniedziałek, 11 listopada 2019

Pepe i Melek na tropie, Grażyna Lutosławska, il. Robert Romanowicz


Pepe i Melek na tropie”. Tytuł mnie zmylił. Nastawiałam się na książkę detektywistyczną, a tu zaskoczenie po wielokroć. Tematem, bohaterem, ilustracjami, formatem ...
Bo to księga! Księga drogi. Drogi w sensie fizycznym i drogi — w ujęciu metaforycznym — do samego siebie. Droga to podróż, zmiana, nowe doświadczenie. Wyprawa pomagająca dotrzeć do prawdy, także o sobie samym. Brzmi poważnie, ale kiedy zaczniecie czytać — będziecie zaskoczeni. Jak ja. Ważne, mądre treści podane są tu w sposób lekki, bardzo życzliwy i dużym poczuciem humoru. Autorka bawi się słowami, żongluje skojarzeniami i znaczeniami z wyczuciem i wdziękiem. Każdy weźmie z książki tyle, ile jest gotowy, dlatego można czytać ją z kilkulatkami i ze starszymi czytelnikami.

To mała epopeja.

O panu Patyczaku, który jest do bólu uporządkowany. Schematyczny. Wszystko ma ustalone, ułożone. Każdy ruch, gest, słowo. Mało słów, bo po co dużo mówić. Nie wychodzi z domu, nie lubi zmian i nie lubi być zaskakiwany. Rutyna to jego drugie imię. Strasznie trudno żyć z takim patyczakiem i strasznie trudno takim patyczakiem być...

O małym wróbelku, który jeszcze nie potrafi latać, ale jest bardzo ciekawy życia i marzy o tym, by przeżyć coś niezwykłego. Wypełniony zachwytem, rozsadza książę swoją ufnością i wiarą. Mało wie, dlatego niczego się nie boi. Nawet niedźwiedzia, przed którym drżą wszystkie zwierzęta. Do każdego podchodzi z sercem na pazurku i uśmiechem na dziobie. Melek to skarb, to taki diamencik, który wytrąci z równowagi i zaraz obłaskawi — z zaskoczenia!

Co może wyniknąć z ich spotkania? I jak w ogóle do niego doszło? Coś się wydarzyło, co zakłóciło ustalony rytm pana Patyczaka — jego żona nic mu nie mówiąc, wyjechała do siostry. Pan Patyczak wytrącony z rutyny jest nieco zagubiony. Jakby tego było mało, odkrywa, że nie widzi się w lustrze. Jego odbicie zniknęło! Postanawia go odnaleźć, a żeby to zrobić, musi opuścić dom... Wyrusza więc, a jego droga jest jego osobistą podróżą życia. Katharsis.

Ile mogą sobie zaoferować nawzajem? Radosny, ufny ptasi maluch i zgorzkniały, zamknięty w sobie owad? Ile my możemy sobie nawzajem dać? Zmiana jak śnieżna kula porywa bohaterów książki i nic już nie będzie takie samo. On nie będzie taki sam, mrukliwy, wszechwiedzący pan Patyczak dostrzeże nie tylko czubek swojego nosa. Wreszcie!
Wspólna droga, wspólne poszukiwanie odmienią też małego Melka — w czasie wyprawy przez las dowie się, kim jest, nauczy się latać i ... będzie starszy niż przed podróżą.

Nie mogłam oderwać się od tej książki (zaczęłam czytać w nocy i nie odłożyłam, póki nie skończyła), bo naprawdę nie wiedziałam, co wydarzy się za rogiem, za krzakiem, w kolejnym rozdziale. Przepiękna opowieść o przyjaźni, współpracy i pomocy. O odwadze i ciekawości, której nie warto gubić. O szczęściu i o tym, że najpiękniej jest się widzieć w oczach kogoś bliskiego.

Piękny język i rytm, co nie dziwi, bo Grażyna Lutosławska jest autorką wielu scenariuszy teatralnych i słuchowisk radiowych, ma ucho na brzmienie, czuć to w tekście.

Książka jest niezwykła na poziomie obrazu. Jest widoczna nie tylko ze względu na wielkość (format robi wrażenie), ale elegancję, bo nie krzyczy, nie bije po oczach kolorem. A jest. Uchylona furtka w obramowaniu winorośli nasuwa skojarzenie z „Tajemniczym ogrodem” - dajmy się zaprosić! Uwielbiam ilustracje Roberta Romanowicza — za każdym razem przenoszą mnie w inny, zupełnie inny świat. Świat jak ze snów, który niepokoi, ale i łagodzi — wchodzę tam bez lęku, za to z ciekawością. Charakterystyczna dla niego kreska, rozpoznawalna na pierwszy rzut oka i postaci, które same w sobie są już opowieścią — zawsze pełne ekspresji i tego czegoś, trudnego do sprecyzowania. Tutaj miał dużo pracy — dużo ilustracji, dużo szczegółów, a wszystkie niezwykle dopracowane, dopieszczone. Czerń i biel i te wszystkie półcienie i półtony nie ujmują im bajkowości, za to dodają wytworności, tajemniczości i powagi. Wielkie plansze stron sprawiają, że obrazy narysowane ołówkiem wciągają nas, można w nich przepaść.


Pepe i Melek na tropie,
Grażyna Lutosławska,
il. Robert Romanowicz,

wyd. Warstwy, 2019
Grupa Projektor,
Oprawa twarda,
Stron 120
Format 27 x 37 mm,
cena 69 zł,
wiek: od 7 lat.









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...