Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

czwartek, 14 listopada 2019

Tata już biegnie, Nadine Brun-Cosme, Aurélie Guillery


Świetna okładka. A dalej, a potem ... zwyczajnie się wzruszyłam.

"Tata już biegnie" to poranna rozmowa ojca i syna. Pod przedszkolem, kiedy czas się rozstać (a dziecko ma problemy ze znikającym za drzwiami rodzicem i w ogóle z rozstaniem).  Mateusz przedłuża tę chwilę, szuka zapewnień, potwierdzeń, Martwi się, czy tata zdąży odebrać go z przedszkola, Samochód może się zepsuć, rano krztusił się i nie chciał zapalić. A jeśli wieczorem to się powtórzy? 

Tata zapewnia, że da radę bez względu na okoliczności. Wymyśla absurdalne historie: przyjedzie traktorem sąsiada, albo przybędzie na grzbiecie ukochanego pluszaka chłopca, albo na skrzydłach ptaków... Wyobraźnię ma ogromną, a  środki lokomocji, którymi w razie awarii samochodu i innych zbiegów okoliczności będzie starał się dotrzeć do przedszkola (gdy zepsuje się traktor, króliczek Marcinek będzie tak mocno spał, że ojciec go nie dobudzi itd) zaskakują, rozśmieszają, zadziwiają... Ale zawsze sobie poradzi, zawsze zdąży. A jeśli wszystko, naprawdę wszystko zawiedzie to ... przybiegnie na swoich długich nogach! Z każdego miejsca!

Bo tata jest niezawodny. Bo rodzic jest niezawodny. Przybędzie, przyjedzie, przypłynie, a nawet przyfrunie, jeśli trzeba będzie. Bo zrobi wszystko, żeby nie zawieść, nie rozczarować swojego dziecka. Bo go kocha i ono jest dla niego najważniejsze.

Zabawna historia z mocnym przekazem. Pewnie wiele takich historii znacie z własnego życia. Sytuacji, w których wasz tata, wasza mama robili coś niesamowitego, zaskakującego, albo przynajmniej byli gotowi to zrobić, gdyby była taka potrzeba  Ta książką obudziła we mnie ogrom ciepłych myśli i wiele wspomnień. O niezawodnym tacie, który zawsze był obok, na którego można było liczyć w każdej sytuacji i cudownej mamie, najlepszej jaką można mieć.

Pewnie wiele takich historii znacie z waszego już rodzicielskiego życia, kiedy dokonywaliście niemożliwego, aby dziecko czuło się bezpieczne i nie bało się....

To książka idealna do czytania przez ojców. Oni rzadziej w taki sposób spędzają czas z dzieckiem, ale ta opowieść im się spodoba, a w pewnych sytuacjach i da do myślenia.  Więc czytajcie i zapewniajcie, słowem i czynem ;)



Tata już biegnie,
Nadine Brun-Cosme,
il. Aurélie Guillery,
wyd. Adamada, 2019,
przeł. Iwona Janczy,
Stron: 32,
Oprawa: twarda,
cena 34.90 zł,
wiek 3+

reklama











poniedziałek, 11 listopada 2019

Pepe i Melek na tropie, Grażyna Lutosławska, il. Robert Romanowicz


Pepe i Melek na tropie”. Tytuł mnie zmylił. Nastawiałam się na książkę detektywistyczną, a tu zaskoczenie po wielokroć. Tematem, bohaterem, ilustracjami, formatem ...
Bo to księga! Księga drogi. Drogi w sensie fizycznym i drogi — w ujęciu metaforycznym — do samego siebie. Droga to podróż, zmiana, nowe doświadczenie. Wyprawa pomagająca dotrzeć do prawdy, także o sobie samym. Brzmi poważnie, ale kiedy zaczniecie czytać — będziecie zaskoczeni. Jak ja. Ważne, mądre treści podane są tu w sposób lekki, bardzo życzliwy i dużym poczuciem humoru. Autorka bawi się słowami, żongluje skojarzeniami i znaczeniami z wyczuciem i wdziękiem. Każdy weźmie z książki tyle, ile jest gotowy, dlatego można czytać ją z kilkulatkami i ze starszymi czytelnikami.

To mała epopeja.

O panu Patyczaku, który jest do bólu uporządkowany. Schematyczny. Wszystko ma ustalone, ułożone. Każdy ruch, gest, słowo. Mało słów, bo po co dużo mówić. Nie wychodzi z domu, nie lubi zmian i nie lubi być zaskakiwany. Rutyna to jego drugie imię. Strasznie trudno żyć z takim patyczakiem i strasznie trudno takim patyczakiem być...

O małym wróbelku, który jeszcze nie potrafi latać, ale jest bardzo ciekawy życia i marzy o tym, by przeżyć coś niezwykłego. Wypełniony zachwytem, rozsadza książę swoją ufnością i wiarą. Mało wie, dlatego niczego się nie boi. Nawet niedźwiedzia, przed którym drżą wszystkie zwierzęta. Do każdego podchodzi z sercem na pazurku i uśmiechem na dziobie. Melek to skarb, to taki diamencik, który wytrąci z równowagi i zaraz obłaskawi — z zaskoczenia!

Co może wyniknąć z ich spotkania? I jak w ogóle do niego doszło? Coś się wydarzyło, co zakłóciło ustalony rytm pana Patyczaka — jego żona nic mu nie mówiąc, wyjechała do siostry. Pan Patyczak wytrącony z rutyny jest nieco zagubiony. Jakby tego było mało, odkrywa, że nie widzi się w lustrze. Jego odbicie zniknęło! Postanawia go odnaleźć, a żeby to zrobić, musi opuścić dom... Wyrusza więc, a jego droga jest jego osobistą podróżą życia. Katharsis.

Ile mogą sobie zaoferować nawzajem? Radosny, ufny ptasi maluch i zgorzkniały, zamknięty w sobie owad? Ile my możemy sobie nawzajem dać? Zmiana jak śnieżna kula porywa bohaterów książki i nic już nie będzie takie samo. On nie będzie taki sam, mrukliwy, wszechwiedzący pan Patyczak dostrzeże nie tylko czubek swojego nosa. Wreszcie!
Wspólna droga, wspólne poszukiwanie odmienią też małego Melka — w czasie wyprawy przez las dowie się, kim jest, nauczy się latać i ... będzie starszy niż przed podróżą.

Nie mogłam oderwać się od tej książki (zaczęłam czytać w nocy i nie odłożyłam, póki nie skończyła), bo naprawdę nie wiedziałam, co wydarzy się za rogiem, za krzakiem, w kolejnym rozdziale. Przepiękna opowieść o przyjaźni, współpracy i pomocy. O odwadze i ciekawości, której nie warto gubić. O szczęściu i o tym, że najpiękniej jest się widzieć w oczach kogoś bliskiego.

Piękny język i rytm, co nie dziwi, bo Grażyna Lutosławska jest autorką wielu scenariuszy teatralnych i słuchowisk radiowych, ma ucho na brzmienie, czuć to w tekście.

Książka jest niezwykła na poziomie obrazu. Jest widoczna nie tylko ze względu na wielkość (format robi wrażenie), ale elegancję, bo nie krzyczy, nie bije po oczach kolorem. A jest. Uchylona furtka w obramowaniu winorośli nasuwa skojarzenie z „Tajemniczym ogrodem” - dajmy się zaprosić! Uwielbiam ilustracje Roberta Romanowicza — za każdym razem przenoszą mnie w inny, zupełnie inny świat. Świat jak ze snów, który niepokoi, ale i łagodzi — wchodzę tam bez lęku, za to z ciekawością. Charakterystyczna dla niego kreska, rozpoznawalna na pierwszy rzut oka i postaci, które same w sobie są już opowieścią — zawsze pełne ekspresji i tego czegoś, trudnego do sprecyzowania. Tutaj miał dużo pracy — dużo ilustracji, dużo szczegółów, a wszystkie niezwykle dopracowane, dopieszczone. Czerń i biel i te wszystkie półcienie i półtony nie ujmują im bajkowości, za to dodają wytworności, tajemniczości i powagi. Wielkie plansze stron sprawiają, że obrazy narysowane ołówkiem wciągają nas, można w nich przepaść.


Pepe i Melek na tropie,
Grażyna Lutosławska,
il. Robert Romanowicz,

wyd. Warstwy, 2019
Grupa Projektor,
Oprawa twarda,
Stron 120
Format 27 x 37 mm,
cena 69 zł,
wiek: od 7 lat.









niedziela, 3 listopada 2019

12 miesięcy byliśmy szczęśliwi (a potem nam było już tylko wesoło), Agnieszka Wolny-Hamkało, Agata Juszczak


Ta książka wywołuje mój zachwyt od chwili, w której zobaczyłam jej okładkę. Uwielbiam czerń w ogóle i uwielbiam czerń w ilustracji dla dzieci. Podkreśla i wydobywa kolor, nadaje mu głębi. Kusi tajemnicą, powagą. Zachęca i przywołuje. Czerwień w tytule i nazwiskach autorki i lustratorki, czerwień chusty i spódnicy babuleńki karmiącej gęsi sprawia, że moja ekscytacja rośnie.

A sam tytuł? Obracam go na języku, przetwarzam, wyszeptuję ... Lecę w tę książkę na łeb na szyję!

Jest tu świeżość i wolność. UWOLNIONE myśli, ubrane w słowa, puszczone są luzem, samopas. Jednak zawsze trafiają celnie, zawsze prawdziwe. Gra skojarzeń, porównań lekkich podanych w ilustracyjnym ludowym anturażu — zaskakuje. A wszystko takie nowe, niespotykane.

Ilustracje i tekst raz biegną obok siebie, raz jedno zatrzymuje się w zachwycie i podziwie dla drugiego, raz drugie przystaje, dając się wyprzedzić i prowadzić. Coś niesamowitego! Korowód miesięcy, prowadzonych tanecznym krokiem, raz jest to polka galopka, raz tango, raz delikatny walczyk, raz chodzony... Melancholia miesza się tu z humorem, smutek z radością, metafora z prostotą, dosadność  z poezją... Rok zamknięty w dwunastu impresjach dla wyczulonych na słowo, na brzmienie, na dźwięk, na poezję wreszcie. Dla ludzi małych i dużych.

Proszę Państwa, kto tak pisze dla dzieci? Tylko ktoś, kto słowa ma w krwiobiegu, rytm w sercu i duszę poety. A kto tak ilustruje? Agata Juszczak.


12 miesięcy byliśmy szczęśliwi (a potem nam było już tylko wesoło)
Agnieszka Wolny-Hamkało,
il. Agata Juszczak,
wyd. Hokus-Pokus,
Liczba stron: 24
Format: 265 x 195 mm
Cena 34,90 zł.
wiek od 6 lat i bez ograniczeń.








Listopadowy Kumpel z polecanymi przez Maki książkami


Kolejny numer „Kumpla” już w naszych rękach. I kolejne książki, które polecamy dzieciom od zerówki do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Tym razem prezentujemy całą serię, jedną z naszych ulubionych: „8+2” Anne-Cath. Vestly z ilustracjami Marianny Oklejak.

Moi chłopcy, choć już skończyli dziesięć lat, to każdy tom witają z dużym zainteresowaniem i są na bieżąco. Bo z dobrych książek się nie wyrasta! O norweskiej serii wydanej przez wyd. Dwie Siostry, pisałam na Makach TU (kto nie zna, zapraszam). Jak z ciepłem, życzliwością i humorem przedstawić perypetie rodziny tak, żeby chciało się do niej wracać? Sięgnijcie po książki, to się przekonacie! I podsuwajcie je swoim dzieciom — w dzisiejszym zwariowanym świecie znajdą tam same pozytywne emocje i dużo humoru i przekonają się, że nie pieniądze i kolejne gadżety dają szczęście i poczucie bezpieczeństwa tylko rodzinne, silne relacje, wzajemna troska i chęć pomagania sobie.



A co znajdziecie w numerze?


Listopadowy numer miesięcznika "Kumpel"



Dużo ciekawych, jesiennych rozkładówek! Tym razem numer otwiera wiersz Ewy Karwan-Jastrzębskiej o małym misiu, a dalej znajdziecie znane Wam rubryki tematycznie związane z przyrodą (sporo ciekawostek o ssakach), podróżami (tym razem odwiedzamy Hiszpanię), architekturą, znanymi ludźmi (wiecie, kim był Henryk Hryniewski?). Dużo wiedzy i informacji, które warto znać.

Jak zawsze dużo tu działów do sprawdzenia się i zabawy twórczej — bez długopisu w ręce nie zaczynajcie lektury, bo przyda się nie raz i nie dwa, podobnie jak kredki, farby i nożyczki :) 

Trzecioteścik, żarty nadsyłane przez dzieci, rubryka „Poznajmy się" z listami od czytelników , wycinanka (kolejny wagon do złożenia lokomotywy z wagonami z wiersza Juliana Tuwima) czy strona poświęcona przyjaciółce/przyjacielowi (sprawdźcie, jak dobrze się znacie).

Ciekawe, krótkie teksty, ciepłe ilustracje — podoba się nam!





wtorek, 29 października 2019

Czerwony Kapturek, Karolina Grabarczyk, Nika Jaworowska











Znowu to samo, kolejna odsłona jednej z najpopularniejszych bajek? I tak. I nie. I jeszcze książka to, czy nie książka? Książka nie, raczej zeszyt do pracy twórczej, do samodzielnego rysowania i tworzenia fabuły i prowadzenia tematu dalej ... w las. Co się tam wydarzyło, co mogło się stać? Po kolei...

Cienki zeszyt formatu A4, miękkie okładki. Mało tekstu (o nim później), sporo ilustracji, a raczej jej zaczątków. I te rysunki/malunki są świetne. W takim wilku i Kapturku można się zauroczyć — bardzo lubię kreskę i styl Niki Jaworowskiej, bardzo. Dużo miejsca do własnego działania — lubię takie stawianie dzieci pod ścianą i prowokowanie do złapanie za kredkę czy pędzel i robienia czegoś po swojemu. Nie pod dyktando, nie pod wzór.

Czarno-białe ilustracje zachęcają. Chropowate, czasem sprawiające niedbałych, ot takie pociągnięcia pędzla, trochę mimochodem. Nie onieśmielają, wręcz przeciwnie, chce się wyjść im naprzeciw i prowadzić dalej. Nie lubię kolorowanek, choć wiem, że też spełniają swoją funkcję — ręka ćwiczy precyzję, dokładność i staranność. Tu nie trzeba być precyzyjnym i perfekcyjnym, za to liczy się pomysłowość i własna wizja. Świetnie! Autorki podsuwają różne pomysły. A to dorysować co wilk ma w brzuchu, a to, co on też wymyślił, a to, co zostało w jego brzuchu po uwolnieniu babci i Kapturka, nie mówiąc o scenerii zewnętrznej —  tych wszystkich roślinach i drzewach. Jednak to nie wszystko — nagle nie wiadomo kiedy zaczynamy snuć alternatywną opowieść — role się odwracają, wilk jest śledzony... Rany, co się tam wydarzy? Dzieciaki, do pędzli i kredek!

Ostatnio mam okazję patrzeć na rysujące i malujące dzieci. Maluchy, a już czują jakieś ograniczenia, choć nie powinny mieć żadnych. „Nie umiem! Nie potrafię!” te słowa często słyszę, za często. Kurcze, potrafisz, tylko po swojemu. Nie patrz na rysunek koleżanki czy kolegi, rób po swojemu, próbuj! A te rączki takie niepewne, takie bojaźliwe... Za Wilkoniem chce się krzyknąć, maż, poprawiaj, nie bój się i broń Boże nie ścieraj!

Czerwony Kapturek od Tribajki* zachęca do puszczenia wodzy fantazji i wyrwania ręki z reżimu perfekcyjności. Te puste miejsca aż proszą, żeby je zapełnić. Po swojemu. Z brawurą i odwagą.

Mniej podoba mi się tekst. Bajka, którą znajdujemy w środku książki (autorki namawiają, by od niej rozpocząć czytanie i zabawę), napisana jest w żartobliwy, rymowany sposób. A rymy i rytm to w ogóle ciężka sprawa, a ja jestem wybredna. Łatwo popaść w banał (a ja lubię, jak wiersz zaskakuje świeżością i lekkością), łatwo zgubić rytm i trochę tak zadziało się i tu.

Bardzo ciekawa jestem, jak wypadły pozostałe dwie bajki. Wy już sprawdziliście?


* Tribajka – projekt artystyczny dla dzieci złożony z trzech części: Trzy świnki, Czerwony Kapturek i Smok Wawelski. Znane bajki w nowej, żartobliwej odsłonie, w której to dziecko jest współautorem opowieści.
2wilki.pl – grupa artystyczna zwana Kulturalną Watahą, utworzona przez Karolinę Grabarczyk, Nikę Jaworowską-Duchlińską i Rafała Grabarczyka.


Czerwony Kapturek.
Karolina Grabarczyk,
il. Nika Jaworowska,
wyd. Dziwny pomysł (dziwnypomysl.pl),
Liczba stron 16,
Format A4, oprawa zeszytowa,
cena 14 zł.










niedziela, 27 października 2019

Pierwsze czytanki dla ... , il. Józef Wilkoń (projekt Mała książka – wielki człowiek)



Mistrzowskie teksty, mistrzowskie ilustracje. Joanna Papuzińska, Czesław Janczarski, Wanda Chotomska, Małgorzata Strzałkowska, Liliana Bardijewska, Hanna Januszewska, Adam Bahdaj, Agnieszka Frączek, Joanna Kulmowa, Marcin Brykczyński, Jan Twardowski, Grzegorz Kasdepke, Zofia Stanecka, Anna Onichimowska i Michał Rusinek – to lista autorów wierszy i opowiadań zebranych w jednym tomiku. Mały kanon, taka podstawa na start, literatura sprawdzona, bezpieczna, odpowiadająca różnym gustom i zapotrzebowaniom. Teksty dla siebie znajdą tu i maluchy i ciut starsze kilkulatki. Pewnie, że dałoby się dorzucić tu jeszcze wiele innych nazwisk i tytułów – wierzę, że tak się stanie, że kolejne edycje przyniosą kolejne książki, a projekt będzie się pięknie rozwijać, zachęcając rodziców i dzieci do czytania i korzystania z bibliotek.

"Pierwsze czytanki dla..." Słowa ubrał w nich w obraz Józef Wilkoń. Jego tygryski, koty i złote księżyce zapraszają dzieci do krainy, w której mogą sobie stwarzać swoje światy i w których wydarzyć się może wszystko. Wilkoń swoją charakterystyczną kreską i czernią prowadzi dziecko w świat sztuki, oswaja z nią i zachęca do szukania czegoś więcej niż disneyowskie obrazki.

Wprowadzanie dzieci w świat literatury i czytania z pomocą takich autorów i właśnie tego ilustratora uważam za pomysł doskonały. Dobre, mądre teksty i dobry obraz Mistrza Wilkonia to jest to, czego dzieciom potrzeba. Wyobraźnia, której dostarcza się paliwo wysokiej jakości - bo o takiej literaturze i takiej ilustracji tu mówimy - ma szanse na prawdziwy rozkwit, A jak zasmakuje to pojedzie daleko! Mali czytelnicy wychowywani na dobrej literaturze, mają szansę stać się wielkimi czytelnikami. Jestem tego pewna!

Słowo do rodziców


Warto wspomnieć, że w pakiecie z Pierwszymi czytankami" jest i coś dla rodziców.  O wprowadzaniu dziecka w świat książek pięknie pisze m.in.  prof. Grzegorz Leszczyński – ta cieniutka książeczka/broszura dołączona do pakietu startowego nowego czytelnika powinna być przeczytana przez rodziców od deski do deski. Jeżeli jeszcze nie wiedzą, dlaczego warto (warto!) czytać dziecku - to po przeczytaniu jej nie oderwą się od książek, a domowa biblioteczka malucha będzie się rozrastać i rozkwitać.

Rodzice niezdecydowani, od czego zacząć i którą ścieżką podążać dostają od Marty Lipczyńskiej-Gil (założycielki kwartalnika Ryms i właścicielli wydawnictwa Hokus-Pokus) ściągawkę, taki kompas, który poprowadzi ich (bez skuchy!)  między bibliotecznymi regałami, zatrzymując przy lekturach sprawdzonych, przetestowanych, mądrze i interesująco napisanych i świetnie zilustrowanych.

Projekt  „Mała książka – wielki człowiek”


Ideą jest zachęcanie dzieci (i rodziców) do korzystania z biblioteki i pożyczania, czytania książek. Czym skorupka za młodu itd.

Zaproszenie przedszkolaków do bibliotek to rozwinięcie programu prowadzonego od 2017 roku. Wówczas Instytut Książki rozpoczął dystrybucję wyprawek czytelniczych dla noworodków w szpitalach. Do połowy 2019 roku przekazano ok. 600 tysięcy książek. Teraz w bibliotekach, biorących udział w programie, na młodych czytelników czeka wyjątkowy prezent – książka „Pierwsze czytanki dla…”, dostosowana pod względem formy i treści do potrzeb przedszkolaka i spełniająca najwyższe standardy w projektowaniu pięknych i mądrych książek dla najmłodszych.

Program o wartości 19 mln zł jest finansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa."
(za instytutksiazki.pl)


Do pakietu dołączona jest Karta Małego Czytelnika, w której czytelnicy będą kompletować naklejki – za każdą wizytę i wypożyczenie książeczki otrzymają jedną naklejkę. Po uzbieraniu dziesięciu otrzyma imienny dyplom potwierdzający aktywność czytelniczą.


Pierwsze czytanki dla...
oprawa twarda,
stron 68,
wiek: dla maluchów i przedszkolaków,
książkę dzieci otrzymują za darmo w bibliotekach biorących udział w projekcie.










niedziela, 20 października 2019

Kulturaki 2019: Komiksowy świat na Zielonej Białołęce


Przyznam szczerze: bałam się, że drugiej edycji nie będzie. W ubiegłym roku I Rodzinny Festiwal Kulturalny odbył się w kwietniu, w tym roku minął kwiecień, maj, czerwiec, potem wakacje i nic. Cisza. W październiku zaskoczenie: jest! I to festiwal dwudniowy (w sobotę impreza odbywała się w BOKu przy ul. Van Gogha) i do tego Komiksowy świat  ku radości mojego młodocianego wielbiciela komiksów :) W BOKu przy ul. Głębockiej nie mogło nas nie być.

Staś wziął udział w warsztatach "Komiksowa grafika komputerowa". Ja w tym czasie miałam przyjemność popatrzeć na bitwę komiksową (runda II, Superbohaterowie) z udziałem Wojciecha Zielińskiego i Piotra Nowackiego. Niesamowite, jak oni szybko i doskonale rysują! Publiczność wymyślała postaci i wydarzenia, a panowie w kilka minut wyobrażenia przemieniali w papierową rzeczywistość. Chapeau bas! 



W holu Białołęckiego Ośrodka Kultury przy ul. Głębockiej porozstawiane były stoiska, ale mało ich i tylko kilku wydawnictw. Dostaliśmy komiks o Amelce i kupiliśmy kolejny  Amelka vs. Mozaika i przyjaciele. Odcinek 3. Na ratunek przyrodzie", w którym na pierwszej stronie wypatrzyliśmy zająca Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej (z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy ilustratorkę i żałujemy, że nie mogliśmy uczestniczyć w pierwszym dniu wydarzenia, w którym i ona brała udział).


Potem spędziliśmy trochę czasu w strefie autografów  Piotr Nowacki narysował Stasiowi cudownego żółwia w komiksie W koronie", a mnie Misia Zbysia —  miś jest tak uroczy, że kusi mnie, żeby wyrwać go z notesu i powiesić na ścianie! Przy okazji dowiedziałam się, że na początku przyszłego roku na wielbicieli Zbysia czeka wielka gratka: ukaże się kolejna część. Już czekamy!











na zdjęciu wyżej: Agata Matraś podpisuje nam książkę, a raczej rysuje Amelkowy autograf :)

Na koniec przycupnęliśmy jeszcze w sali widowiskowej, by komiksów ... posłuchać! Artur Barciś, Jarosław Boberek. Sebastian Misiuk i Małgorzata Gołota tak czarowali głosami, że nas zaczarowali i resztę publiczności również. Trudno czyta się komiksy na głos, próbowałam, jednak efekt był mizerny —  stanęło na tym, że komiksy w naszym domu czyta się indywidualnie. Jednak aktorzy poradzili sobie z tym zadaniem śpiewająco, czym obalili panujące przekonanie, że komiksów się nie czyta —  jak się umie to się czyta!


Poniżej ilustracja zrobiona przez Stasia na warsztatach z grafiki komputerowej :)










Moje wrażenia? Przede wszystkim ogromnie cieszę się, że Kulturaki odbyły się drugi raz i trzymam już kciuki za trzecią edycję. Chciałabym, żeby było to wydarzenie organizowane  cyklicznie w naszej części dzielnicy, bo mało tu się dzieje. I żeby w przyszłym roku więcej było wydarzeń, które przyciągnęłyby i starsze dzieci — chłopaki mi rosną i wchodzą w ten przedział wiekowy, dla którego nie ma ofert, albo jest ich mało.... Znikają dla organizatorów imprez, nie ma dla nich warsztatów, zajęć. Wiem, że trudniej wyciągnąć z domu nastolatka niż kilkulatka, kilkulatek pójdzie tam, dokąd zaprowadzą go rodzice, starsze dzieci, jak ich coś nie interesuje mówią "nie". To duże wyzwanie, mam nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy wyzwań się nie boją :)

Słaba frekwencja: czy to piękna pogoda, czy słaba reklama? Nie wiem, w ubiegłym roku też tłumów nie widziałam. A szkoda. Mam nadzieję, że organizatorzy nie odpuszczą i Kulturaki nie znikną z mapy białołęckich wydarzeń. I z roku na rok będą się rozwijać, przybywać będzie atrakcji, ciekawych spotkań, warsztatów, przedstawień...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...