Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Z Basią ratujemy Ziemię, czyli o mądrych i ważnych książkach, uczących jak dbać o środowisko


Muszę pokazać Wam te książki. Natychmiast, już, zaraz, teraz. Są fantastyczne! Ciekawe, ładne i poruszają bardzo ważny temat. Poza tym nikt tak jak Basia nie wprowadzi dzieci w świat ekologii i recyklingu, serio! Ta książka ("Basia i śmieci") powinna stać się obowiązkową pozycją w każdym przedszkolu (w domu też). Druga  "Ratujmy Ziemię"  również! 


Dwie książki, które cudownie do siebie pasują, bo przemawiają jednym głosem w ważnej sprawie. Uzupełniają się, a każda w nieco inny sposób przekonuje nas do poświęcenia uwagi codziennym, ale istotnym dla środowiska sprawom.


Basia i śmieci, Zofia Stanecka, il. Marianna Oklejak



Książka w lekki i bliski dziecku sposób wprowadza go w temat świadomego życia w duchu eko, codziennej uwagi w dokonywaniu prozaicznych wyborów — w sklepie spożywczym czy zabawkowym, i zastanowieniu się, czy te rzeczy, które gromadzimy, są nam niezbędne i jak wpływają na środowisko. Plastikowe zabawki (plastik, plastik!), słomki, opakowania po żelkach i słodyczach, ta wszechobecna folia. Basia po wyjściu z przedszkola zaczyna rozmowę, prawdopodobnie nauczycielka rozmawiała z dziećmi o śmieciach i kosztach, jakie ponoszą zwierzęta („Mamo, myślałaś kiedyś, że jesteś wielorybem?”) i temat nie daje jej spokoju...

Basia rozgląda się wokół i dostrzega śmieci wszędzie — na ulicy, w parku, w swoim pokoju. Pełna energii i zapału pragnie pomagać nie tylko wielorybom, ale i drzewom w parku (z energią zrywa z krzaków plastikową płachtę, którą pewnie przywiał tu wiatr, albo wyrzucił człowiek), zbiera rozsypane śmieci i wyrzuca do odpowiednich pojemników.

Bądźcie przygotowani — nim zaczniecie czytać, miejcie pod ręką stare ubrania, albo materiał, które da się przerobić na ekologiczną torbę — po skończeniu książki na pewno sięgniecie po nożyce, igłę i nici — nie da się inaczej! Basia z rodziną już ma materiałowe torby na zakupy, bo przecież te nasze foliówki ostatecznie kończą w żołądkach wielorybów (i innych zwierząt).




Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię



To kompendium wiedzy, jak na co dzień funkcjonować w sposób przyjazny środowisku. Czego nie robić, a jeśli robić to jak, żeby nie szkodzić ziemi, zwierzętom (nie tylko wielorybom) i roślinom. W łazience, kuchni, w domu, na zakupach i w ogródku. I jak segregować śmieci, jak oszczędzać energię, jak sensownie kupować (zdrowo i bezpiecznie dla środowiska), jakich wyborów dokonywać przy sklepowych półkach.
Kolorowe, interaktywne strony i dużo informacji podanych w taki sposób, że zostają w głowie. Otwierane okienka, wysuwane elementy, koła, kosze do segregacji śmieci z otwieranymi klapami — po prostu wielkie wow! Dzieci będą zachwycone, dorośli też, bo nie sposób oderwać się od tej książki.

Plus 9 gier i zabaw, quizy, zgadywanki, wycinane pionki do gry planszowej. A ta planszowa gra ekologiczna z pionkami (zagrożonymi zwierzętami do wycięcia)  jest po prostu świetna — cudownie buduje świadomość ekologiczną, przypomina o ważnych sprawach, w ciekawy sposób i bez nudy. Nic tylko grać! Świetna książka i bardzo potrzebna. Może też być inspiracją do ciekawych warsztatów z dzieciakami i zabaw w domu.


Słowa w praktyce



To bardzo ważne, żeby dzieciom mówić, jak chronić środowisko od małego i samemu stosować się do tych zasad. Nie trzeba od razu zostawać ekologicznym ortodoksem, tylko stopniowo i konsekwentnie wprowadzać zmiany i zaczynać od prostszych rzeczy. Może od materiałowych toreb, które zastąpią reklamówki (Basia wie, że te wcześniej czy później trafią do oceanu i żołądka pływających tu wielorybów, żółwi czy ryb). Basia z mamą już je uszyły!

Może od tłumaczenia, że lepszy prysznic niż kąpiel w pełnej wannie? Może od zrezygnowania z czekoladowego kremu, który w składzie ma olej palmowy?

Może od...?

Ja gadam, gadam, gadam do moich chłopaków. Do znudzenia. Czytam etykiety, wybieram mniejsze zło — mniej folii, mniej tacek. To ciągle mało, ale od czegoś trzeba zacząć. Bo temat folii strasznie mnie przeraża, przeraża mnie ilość wyrzucanych przez nas śmieci. I tego, ile tych śmieci znosimy do domu. O tym, dlaczego nie kupuję TYCH płatków, tylko wybieram owsiane. Chłopaki wiedzą, że olej palmowy = śmierć orangutanom i choć to dla nich brzmi bardzo egzotycznie, to jestem przekonana, że te nasze rozmowy zaprocentują (wybierając w lodziarni polewę do lodów Antek zapytał, czy nie ma w niej oleju palmowego - SUKCES! Przeczytałam etykietkę, na szczęście nie było).

Mniej przetworzone produkty. Mniej plastikowe kosmetyki (odkryłam sklep z kosmetykami eko przy moim osiedlu, zakochałam się w eko olejkach w szklanych butelkach i mydle w papierowym opakowaniu!). Płócienną torbę zawsze mam przy sobie (ukochaną „Czytam książki dla dzieci” od Runo). Uwielbiam ciucholandowy recykling i rośliny, których w domu mam już całkiem sporo (ratowanie niektórych ze śmietników tez wpisuję na swoją prywatną listę zachowań eko). Po latach wróciłam do wegetarianizmu, pozostali członkowie rodziny mięso jedzą, ale ... zdecydowanie mniej. Kupujemy jajka, wyłącznie zerówki i jedynki — chłopaki dobrze wiedzą dlaczego, wybieramy takie, a nie inne. Bardzo dużo jeszcze przed nami, ale jesteśmy na drodze z właściwie obranym kierunkiem. A z takimi książkami łatwiej tłumaczyć dzieciom, po co to robimy.


Basia i śmieci
Zofia Stanecka,
il. Marianna Oklejak,
wyd. Egmont,
oprawa twarda,
stron 24,
cena 19.99 zł

Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię,
Gaëlle Bouttier-Guérive,
Il. Gwé,
Tłum. Maciej Falski,
wyd. Edukacyjny Egmont
Oprawa kartonowa
stron 20,
cena 49,99 zł.

Basia i śmieci









Wielka księga zabaw. Ratujmy ziemię







Basia i śmieci:



Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię:

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Smacznego, proszę Wilka!, Marta Guśniowska, il. Jaga Słowińska


Po „A niech to gęś kopnie” z wytęsknieniem czekałam na kolejną książkę Marty Guśniowskiej. Informacja, że "tak, będzie, niedługo!" wprawiła mnie w zachwyt, bo czekałam na kolejną petardę, a notka wydawnictwa tylko zaostrzyła mój apetyt.


I co? I „Wilk” stoi już obok „Gęsi". Ramię w ramię i łeb w łeb. Ta książka utwierdziła mnie w uwielbieniu dla autorki — dla jej poczucia humoru, którym żongluje w najmniej spodziewanych momentach, dla jej głębszego spojrzenia na życie i wszystko, co z nim związane, dla jej lekkości w burzeniu stereotypów, zabawy konwencjami i słowem i rzadkiej umiejętności wywoływania autentycznych wzruszeń i poruszeń. To książka, do której się wraca, jak do „Gęsi". Recenzując „Gęś” napisałam „I love you, Gęsi!”, teraz moje serce rośnie, bo przybywa bohaterów do kochania. Poza wszystkim Marta Guśniowska doskonale pisze — lekko, z fajnym rytmem, to po prostu dobrze się czyta (i cicho i na głos) i dobrze brzmi, brzmi po prostu świetnie!

A o czym jest rzeczona książka? Znowu jesteśmy w lesie, tym razem w chacie starego, cynicznego wilka. Wilka, który szykuje się na odejście. Fakt czającej się w pobliżu śmierci, zaglądającej mu w oczy i pysk (tak, te wypadające zęby) zaskakuje go, ale jak trzeba, to trzeba, nie ma wyjścia. Na każdego przychodzi czas. Wilk godzi się z tym, jest stary, jest zmęczony, więc zamierza położyć się i umrzeć. Po prostu. Jednak nie dane mu, bo do jego chaty ktoś puka. Mały, malutki Zajączek. Naiwny i nieznający życia. Zajączek, którego ojciec wyszedł z domu i nie wrócił. Znikł. Po prostu. Wilk wie i my wiemy, co stoi za tym zniknięciem. Niepohamowany apetyt wilka. Wilk najchętniej dorzuciłby do kompletu z ojcem i syna, jednak Pajączka, jego współlokatorka i przyjaciółka, uważa, że to się nie godzi. I domaga się od wilka pomocy, ot taki ostatni zryw przed śmiercią, pomocna dłoń, rekompensata, wyrównanie długu, czy rehabilitacja — co komu pasuje. Wilk nie ma za bardzo ochoty na takie poświęcenie, ale Pajączka nalega i zajączek też — nieświadomy niczego (ojciec jeszcze go nie nauczył, kto w lesie jest dobry, a kto zły, u kogo szukać wsparcia, a przed kim uciekać gdzie pieprz rośnie). Wilk więc, za przekonującą namową Pajączki, podejmuje wyzwanie i godzi się —  taaak, odprowadzi to nieświadome stworzenie do domu jego babci. Żeby było bezpieczne. Przecież w chacie wilka zostać nie może, no chyba że jako kolacja, albo śniadanie...

Wyruszają w drogę. W drogę, w której czasie wilk musi powściągać pokusy, a zajączek ma dobrą zabawę. Obserwujemy, jak stare wilczysko topnieje pod urokiem małego brzdąca, jak między nimi pojawia się nieuchwytne coś — więź, jak stary zrzęda zaczyna chcieć dla tego malca być lepszym i próbuje lepszym się stać, przynajmniej w oczach tego małego...

Dzieją się tu rzeczy, które dziać się nie mają prawa, a jednak. Uroczy mały Zajączek i stary wilk przemierzają las. Rozmawiają. Jak skończy się ta opowieść drogi — drogi przez las i drogi ku końcowi, drogi przemian i przewartościowań u schyłku? Przepiękna historia o przyjaźni i odchodzeniu, o tym, że  zawsze jest czas na zmianę i że niemożliwe jest możliwe.

Bardzo polecam, polecam rękami i nogami, całą sobą!. Czytajcie i bawcie się dobrze, czytajcie i rozmawiajcie i dajcie się uwieść urokowi i czarowi opowieści Marty Guśniowskiej. Ręczę, że pokochacie starego, zrzędliwego wilka i uroczego Zajączka, tę puchatą kuleczkę i tak jak ja — dacie się uwieść prozie Guśniowskiej, jej teatralności i dynamizmowi, z którym — brawurowo- prowadzi swoich bohaterów ku końcowi, przy którym bez chusteczek ani rusz.

Książka, o czym trzeba wspomnieć, jest świetnie wydana. Piękna okładka, oryginalny wąski format (jak „Gęsi”!) i ilustracje. Jaga Słowińska obrazuje bohaterów w sposób kontrastowy stare wilczysko i puchaty, słodki zajączek, zestawia czerń z różem, ponurość z puchatością. 

Smacznego, proszę Wilka!,
Marta Guśniowska
Il. Jaga Słowińska,
Wydawnictwo Tashka
Stron: 104,
Wymiary: 306 mm x 13 mm x 157 mm,
Oprawa: twarda,
Wiek: od 3 lat do 99,
cena 49.90 zł.


O "A niech to gęś kopnie" pisałam TU.













niedziela, 14 kwietnia 2019

Józef Wilkoń w Japonii, czyli o wystawie w Powsinie


„Józef Wilkoń w Japonii” to tytuł wystawy ilustracji Mistrza w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie (willa Fangorówka). Wystawę można oglądać od 10 kwietnia do 12 maja. Polecam serdecznie, bo tam jest po prostu pięknie. Wiosna to świetny czas na wyjazd do Powsina — budzące się do życia rośliny na powietrzu i te w pełnym rozkwicie w szklarniach plus ilustracje Wilkonia — sprawią, że dobrze spędzicie czas.

Wystawa odbywa się w ramach Miesiąca Japońskiego — prezentowane prace stanowią japoński wycinek w działalności Józefa Wilkonia. Można obejrzeć oryginalne książki z ilustracjami autora, wydane w Japonii, trochę zdjęć z japońskich wystaw, spotkań i warsztatów z dziećmi i oczywiście ilustracje z książek. Nie zabrakło też rzeźb.


Wilkoń w Japonii


"Współpraca artysty z Japonią rozpoczęła się w końcu lat 60. XX w. Dwadzieścia lat później burmistrz miasta Oshima pan Chakira Yoshida założył muzeum ilustracji książkowej i do planowanego osobnego pawilonu polskiego artysty zakupił kilkaset jego prac. Pawilon jednak nie powstał z powodu śmierci pomysłodawcy. Wciąż jednak ok. 400 prac Wilkonia eksponowanych jest w japońskich muzeach z Oshima Museum Pictures Book, w Chihiro Art Museum w Azumino i w Korusaua. W 1984 roku Wilkoń otrzymał w Tokio prestiżową nagrodę "The Owl Prize"
(z folderu wystawy)




















poniedziałek, 1 kwietnia 2019

O Makach w Mamma mia i o tym, co robić, żeby dzieci pokochały czytanie


W lutym zostałam zaproszona do telewizji śniadaniowej Mamma Mia (Polsat Rodzina), aby porozmawiać o książkach dla chłopaków od szóstego roku życia. W pierwszej chwili chciałam grzecznie odpisać, że dziękuję, ale nie przyjdę — co jest dla mnie oczywiste, bo nie lubię mówić publicznie — po kilku minutach zastanowienia pomyślałam jednak „zaraz, zaraz... jak nie teraz to kiedy? Może spróbuję?". To wyzwanie, a ostatnio polubiłam wyzwania.

Przy okazji Międzynarodowego Dzień Książki dla Dzieci (2 kwietnia) podzielę się z Wami tym, co chciałam powiedzieć, a nie zdążyłam (cztery minuty z groszami, to jednak bardzo niewiele) i dodam coś więcej o czytaniu przez dzieci w ogóle — na Instagramie wrzucając zdjęcie syna czytającego w samochodzie z czołówką na głowie, napomknęłam, że kiedyś napiszę, co robiłam, żeby ... z sukcesem zaprzyjaźnili się z książkami.


Maki w Mamma Mia


Zadanie dla mnie — wybrać 5-6 tytułów, które można polecić chłopakom w wieku 6+ i nie chodzi tu o nowości wydawnicze, tylko sprawdzone tytuły, książki, które zostaną przeczytane.
Trudne zadanie, bo trzeba znaleźć klucz — książek świetnych jest tyle, że wybranie kilku z kilkudziesięciu aż boli. Ponieważ w domu mam trzech ekspertów łapiących się do przedziału wiekowego czytelników, o których miała być mowa, postanowiłam wybrać tak, by wilk był syty i owca cała. Czyli sięgnąć po książki, które spełniły i moje i ich oczekiwania i prezentowały różne gatunki/typy książek. Stworzyliśmy listę, na której znalazły się pewniaki z naszej domowej półki.



Wybraliśmy książki z kilku grup tematycznych, mam nadzieję, że większości dzieci (i chłopakom) któraś z nich (jeśli nie większość) mocno podpasuje. Według nas są idealne dla dzieci w pierwszych latach podstawówki.


JAKIE KSIĄŻKI DLA CHŁOPAKÓW (I DZIECI) POWYŻEJ 6 ROKU ŻYCIA?


 A niech to gęś kopnie, Marta Guśniowska, il. Robert Romanowicz, wyd. Tashka.
    Gęś po prostu kochamy! Książka zaskakuje treścią, a do tego skrzy dowcipem, ironią i mądrością. Świetna do wspólnego, głośnego czytania (przez rodzica), ale i samodzielnego przez dziecko. O sile przyjaźni, która da radę nawet czarnej, pierzastej depresji. Wybuchy śmiechu i chwile zadumy gwarantowane. Recenzja TU.




    Lolek, Adam Wajrak, il. Mariusz Andryszczyk, wyd. Agora.
    Ambaras, Tomasz Samojlik, il. Elżbieta Wasiuczyńska, wyd. Agora
    . Nie mogło zabraknąć w naszym przeglądzie książek mocno związanych z przyrodą i zwierzętami Opowiadają ciekawe historie, budują napięcie, a przy okazji uczą empatii i wrażliwości do naszych braci mniejszych, a do tego te ilustracje - przepiękne!
    Recenzja "Lolka" TURecenzja "Ambarasa" TU


    Seria o Tsatsikim, Moni Nilsson, il. Pija Lindenbaum, wyd. Zakamark. — seria o chłopcu, który rośnie i dojrzewa z książki na książkę — z czytelnikiem. W pierwszej części idzie do szkoły, w ostatniej jest nastolatkiem. Uwielbiam i moi synowie też (zwłaszcza Antek). Świetnie oddane relacje koleżeńskie i rodzicielskie. To książki mądre, napisane z dużym wyczuciem, wrażliwością i zrozumieniem dziecka. Tu nie ma tematów tabu, tu nie ma wstydu. Jest za to dużo szacunku, czułości i otwartości na uczucia i problemy młodych czytelników. Recenzja TU.



    Zguba zębiełków, Tomasz Samojlik, wyd. Kultura Gniewu.  Wybrałam ją nie tylko ze względu na fabułę i wartości przyrodniczo-ekologiczne, ale i fakt, że to zwycięski komiks w plebiscycie Lokomotywa: ten komiks głosami czytelników zajął I miejsce spośród wytypowanych komiksów wydanych w 2018 roku. Człowiekiem od komiksów jest u nas w domu Staś — czyta je namiętnie — bardzo sobie sagę o Ryjówce chwali, pozostali też bardzo lubią!


    Ocean to pikuś, Łukasz Wierzbicki, il. Marcin Leśniak, wyd. Sorus i Pogotowie Kazikowe
     — książka fakt, dziennik z podróży i pochwała marzeń, które dzięki naszej determinacji mogą się spełnić. Poruszyła nas bardzo i sprawiła, że przez kilka dni o niej rozmawialiśmy. O niej i naszym dzielnym kajakarzu, który przepłynął samotnie Ocean Atlantycki kajakiem. Recenzja TU.


    Drzewa, Piotr Socha, Wojciech Grajkowski, wyd. Dwie Siostry.Nić Ariadny. Mity i labirynty, Jan Bajtlik, wyd. Dwie Siostry. Łączy je format (wielki) i to, że są pięknie wydane, świetnie zilustrowane, ogromnie ciekawe i przy okazji edukacyjne. Można czytać i oglądać je wyrywkowo, można strona po stronie. „Nić Ariadny"to wielkie rozkładówki z rozrysowanym w labiryncie mitem (na końcu książki każdy mit jet krótko opisany). Świetny wstęp nie tylko do "Mitów" Parandowskiego, ale i ukochanych przez młodych serii m.in. Ricka Riordana.

    „Drzewa” to atlas, kalendarium, encyklopedia dendrologiczna, ale też lektura uchylająca drzwi do wierzeń ludowych i mitów, pokazująca drzewa na tle religii, kultury, sztuki i tego, co je otacza. Autorzy nie zapomnieli też o ich funkcji użytkowej. Kopalnia wiedzy (mnóstwo ciekawostek), podanej w prosty, przystępny sposób — to co przeczytamy, zapamiętamy. I pokochamy las. Czytajcie, oglądajcie! Recenzja TU.


    Dziki robot, Peter Brown, wyd. Entliczek — Antek od razu wysunął tę kandydaturę. „Ja opowiem o Dzikim robocie!” Był na świeżo po lekturze i pod jej dużym wrażeniem.W tej książce jest i przygoda i fantastyka i dużo wzruszeń i poruszeń. Plus piękne ilustracje. Recenzja TU.


    Dziennik Cwaniaczka, Jeff Kinney, wyd. Nasza Księgarnia — chłopaki powiedzieli, że od tego typu książek wielu zaczyna przygodę z samodzielnym czytanie. Humorystycznie i w przerysowany sposób przedstawiające wydarzenia z życia dzieciaków — śmieszą, wciągają, są lekarstwem na nudę. I czyta się je szybko, bo dużo jest w nich ilustracji. Czy to Cwaniaczek, czy Piętrowy domek na drzewie, czy Kapitan Majtas i wiele innych (tych serii jest naprawdę mnóstwo!) — pokazują, że książki mogą być fajne.


     CHŁOPCY (i dziewczynki)  POWYŻEJ 6 ROKU ŻYCIA  czy czytają i jak czytają? 


    Temat jest szeroki, bo grupa czytelników jest zróżnicowana.
    1. To dzieci, którym regularnie się czyta, dla których książka jest naturalnym „przedmiotem” w domu, a samo czytanie rytuałem i czynnością wpisaną w rytm dnia — z niewielkim wsparciem bliskich trafią na „swoje” książki tak czy siak. Z pomocą rodziców, a potem i biblioteki, gdzie będą częstymi gośćmi. Jedne książki pociągają za sobą kolejne — po autorze, z polecenia bibliotekarzy, po wydawnictwie, po serii ...
    I dzieci, które same już czytają i to lubią i chętnie sięgają po książki — ważne, by się nie zniechęciły, nie sięgnęły po łatwiejsze media. Wygodna dla oczu czcionka, nie za wiele treści do samodzielnego czytania plus czytanie przez rodziców dłuższych i wciągających książek.

    2. Dzieci, które nie mają czytelniczej przygody w życiorysie — nikt im nie czyta, „bo nie lubią”, a w domu jest kilka książek na krzyż (albo jak pokazują badania BN w ogóle!). Trzeba je zachęcać i zanęcać, podsuwać ciekawe książki, ale nie wymagać, żeby dziecko samo je przeczytało, tylko czytać  razem z nim. Na głos. To naprawdę zaprocentuje! Tu widzę ogromną rolę szkoły, czyli nauczycieli i bibliotekarzy — to oni powinni zachęcać, czytać fragmenty, polecać, pokazywać, opowiadać...

    Dlaczego warto czytać? Czy to potrzebne?


    Oczywiście, że tak! Elektronika daje łatwą i prostą rozrywkę, odcina od świata rzeczywistego, ekran hipnotyzuje. Książki rozwijają wyobraźnię, ćwiczą myślenie analityczne, edukują, a czytanie sprawia, że ortografia przestaje być koszmarem, łatwiej się człowiek wypowiada i buduje zdania. Czytania poprawia koncentrację, ćwiczy pamięć. No i to, co najważniejsze: książki dają wiedzę o ludziach i tym, co nas otacza, rozwijają empatię i budują światopogląd. Wymieniać można długo...

    Jak (nie) zachęcać?


    Obserwuję potrzebę części rodziców dokształcania dzieci na każdym kroku, to sięganie po książki edukacyjne, przepełnione wiedzą, albo chociaż jasnym i czytelnym morałem. Inne wydają im się bezwartościowe, na inne szkoda czasu. No bo po co? Krecią robotę robi też często szkoła: lektury pisane niezrozumiałym dla współczesnego dziecka językiem i za nudne, mogą rzutować na wyrobienie sobie przez dziecko przekonania, że WSZYSTKIE KSIĄŻKI SĄ TAKIE.

    Na tym etapie czytelniczym trzeba zachęcać, a nie zniechęcać do czytania, a podtykając im wyłącznie encyklopedie (i to te „niższego sortu"), albo nudne, grzeczne, okraszone mocno wywalonym morałem książki — robi się coś odwrotnego. Książka ma bawić, ma być rozrywką! Atrakcją konkurującą z innymi formami spędzania wolnego czasu. Wierzcie mi, kiedy tak się stanie — dziecko książkę doceni i polubi to w odpowiednim momencie sięgnie i po inne. Kiedyś burzyłam się na książki czysto rozrywkowe, prześmiewcze, nie za fajnie wydane — wydawały mi się „gorsze”. Teraz, jak widzę w liście do św. Mikołaja prośbę o trzy najnowsze tomy „Dzienniczka Cwaniaczka”, to pędzę z uśmiechem do księgarni.

    Widzę odrzucanie przez rodziców  książek wymagających. książek „dziwnych”, które zaskakują — albo bez tekstu (obejrzysz w pięć minut, weźmy coś innego! Do czytania)) albo zaskakujących szatą graficzną (dziwna jakaś, czarna, dziecko będzie się bało) — mnóstwo dzieci karmionych jest książeczkami Disneya i książeczkami, do których ilustracje tworzone są przez ludzi, którzy ledwie potrafią rysować, albo pozbawieni się minimalnego choćby poczucia estetyki. Słowo książeczki, którego nie lubię, użyłam tu celowo. Bo to nie są książki. Natomiast książki artystyczne — inne — pokazują różnorodność i możliwości, rozwijają wyobraźnię, wymagają większej aktywności (często i od rodzica, który „czyta” ją z dzieckiem, zadaje pytania, czy inicjuje jakąś opowieść).

    Co jest potrzebne? 


    Joanna Olech powiedziała kiedyś zdanie, które zapadło mi w głowę, że w pewnym momencie tracimy chłopców dla kultury. Dziewczyny czytają, a chłopcy przestają, odchodzą. Bardzo zapadło mi to w głowę i trochę zmroziło. Sama mam trzech synów, których od urodzenia wychowuję w otoczeniu książek i miłości do czytania. Starałam się nie popełnić błędu — po prostu czytałam im i podsuwałam ciekawe książki, różne książki, uważnie obserwując, które najbardziej się podobają. Trzech chłopaków, różne gusty. Tak w telegraficznym skrócie: Franek gustuje w fantasy, Staś jest wielbicielem komiksów, Antek lubi dziecięco-młodzieżową obyczajówkę.

    Moje chłopaki ku mojej radości czytają i to dużo. Czytają książki ze szkolnej biblioteki, czytają nasze książki domowe, czytają z biblioteki miejskiej. Franek (13 l) zajął w szkole drugie miejsce wśród szóstoklasistów w rankingu czytelniczym (był wyczytany na apelu, dostał dyplom)  —  w szkole moich synów jest biblioteka, która świetnie działa, dzieci zbiegają się tu na przerwach, pożyczają książki, polecają je sobie i czytają! Czasem słyszę oburzenie w ich głosie, bo nie mogli na jakiejś przerwie czytać, bo się... nie zmieścili, był komplet i panie bibliotekarki wpuszczały jedynie dzieci, które oddawały lub pożyczały książki!). Franek był na bakier z ortografią. Teraz bez przygotowania, po chorobie potrafi dostać 5. "Bo dużo czytasz " — mówi mu polonistka.

    Jednak nie zawsze było tak pięknie. Był czas, że nie chcieli czytać, że mówili "ja nie lubię", "ty nam czytaj", "książki są nudne". Bolało mnie serce, zastanawiałam się, co zrobiłam źle, może za dużo tych książek, może przesadziłam i ich zniechęciłam? Może proroctwo Joanny Olech się sprawdza i moi synowie przechodzą już na tę drugą — nieczytelniczą stronę? To ten wiek?

    Ale nie odpuściłam. Dalej robiłam swoje, żonglowałam książkami, podsuwając im te, według mnie najlepsze, od których sama nie mogłam się oderwać. Czas mijał i ... zaskoczyli. Każdy w swoim czasie i w swoim stylu. Czytają. Wieczorami przed zaśnięciem — obowiązkowo. Ale i po szkole, czasem — jak książka jest super hiper — widzę jak czytają raniutko, zaraz po obudzeniu. Zdarza się, że w podróży, na trasie, czytają z czołówką na głowie. Już jestem spokojna, oni czytać będą.

    Zadziałało! Co? Czytanie w domu (nie tylko moje chłopakom, ale i w ogóle czytanie przez dorosłych — sobie, dla przyjemności). Dzieci widząc czytających rodziców odbierają to jako normalną formę spędzania czasu. Biblioteka/szkoła — wsparcie z tej strony jest baaardzo ważne. Ostatnie czytelnicze odkrycia i zachwyty Riordanem, czy Mullem to nie moja zasługa, tylko pani z biblioteki :)

    Wierzę, że poza wszystkimi korzyściami na etapie szkolnym, czytanie zwyczajnie będzie dawać im frajdę. I że książka czasem ich zainspiruje, czasem da kopa, czasem zabierze w daleką podróż, a czasem przytuli. Bo książki takie już są...

    Fot. na zdjęciach z gospodynią programu panią Katarzyna Supeł-Zaboklicką.

    piątek, 29 marca 2019

    Tańcz, Córko Księżyca!, Kouam Tawa, il. Fred Sochard


    Rytm, pieśń i taniec — to sedno afrykańskiej tradycji, kultury, sztuki. Słychać w tej książce dźwięki afrykańskich rytmów wystukiwanych na tam-tamach, czuć upalne powietrze i suchość w ustach. A w oczach feeria barw!


    „Tańcz, Córko Księżyca” wizualnie odurza, oszałamia, wciąga. Jest tu dzikość i niezwykła malowniczość (te głębokie, ciepłe kolory). Ale siłą tej książki, to, że porusza, że się o niej myśli i i wraca jest tekst — uwodzący melodyjnością rytmu i powtarzalnością, w której brzmią echa afrykańskich pieśni — pełen prawd, przekazywanych w plemionach z pokolenia na pokolenie.

    Rodzimy się i żyjemy wśród ludzi. Razem budujemy społeczność, nasze decyzje i kroki mają wpływ nie tylko na nasze życie, ale i życie innych. O nas świadczą nasze uczynki i to, co dajemy — nie wiek, nie wygląd. Szacunek i uznanie, które zdobywamy, rzutuje na to, jak nas widzą. I choć może zmarszczek przybywa, i życie jak słońce chyli się ku zachodowi — widzimy takich ludzi ciągle pełnych werwy i energii, pięknych, bo jesteśmy nie tylko ciałem, ale istotami z duszą i energią — myślami, czynami i słowami, które wysyłamy w świat.

    To wędrująca drogą starowinka, zgarbiona i podpierająca się laską nie jest staruszką — cały czas jest tą młodą dziewczyną, której taniec porywał mieszkańców, zachwycał i dawał nadzieję, radość i zapewniał uniesienia. To piękna — i niezwykle śpiewna — opowieść o przemijaniu, młodości i starości, tym, co ważne, co zostaje. To ważny głos mówiący o szacunku dla starszych i starości — człowiek w środku jest taki sam, tylko ciało odmawia posłuszeństwa. Warto o tym pamiętać. Ta książka wzrusza i zmusza do zastanowienia.
    To też dla nas, Europejczyków — uchylone okienko do innej kultury, okazja do kontaktu z literaturą z Czarnego Lądu.
    Wydawnictwo Zakamarki zaskakuje i to jak! Po książkach przede wszystkim skandynawskich pisarzy (i kilku spoza półwyspu) pokusiło się o wydanie książki kameruńskiego poety, dramaturga i pisarza dziecięcego z ilustracjami francuskiego ilustratora — jako czytelniczka czekam na więcej!

    Tańcz, Córko Księżyca!,
    Kouam Tawa,
    il. Fred Sochard,
    wyd. Zakamarki, 2019
    stron 44
    oprawa twarda
    26 cm x 26 cm
    wiek: 3+
    cena: 34.90 zł.












    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...