Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

piątek, 14 czerwca 2019

Historie Mona Lizy, Piotr Barsony



Historia sztuki  z roku na rok bardziej mnie wciąga i interesuje. Uwielbiam czytać książki o malarstwie, oglądać albumy, włóczyć się po muzeach i ciągnąć tam ze sobą dzieci (przyznam, że to ostatnie jest coraz trudniejsze — mam wrażenie, że chłopaki traktują te wyjścia jak karę). Jestem laikiem w tej dziedzinie, ale mam szczerą chęć wiedzieć i rozumieć więcej. I książki dla dzieci bardzo się tu mi przydają.


Historia Mona Lizy, Piotr Barsony*


Ta książka jest po prostu świetna! W bardzo przystępny i prosty sposób (do tego niezwykle pomysłowy) wprowadza młodych odbiorców w świat sztuki — historię sztuki współczesnej i nowoczesnej. Po jej przeczytaniu i obejrzeniu naprawdę nie sposób nie wiedzieć, czym charakteryzowały się różne style w malarstwie, skąd się wzięły i dlaczego. Pomysł, aby zaprezentować je za pomocą jednego obrazu — zwala z nóg! Nie mogłam się od tej książki oderwać, przy okazji co chwilę wołając któregoś z chłopaków, żeby coś zobaczył. Zresztą nie musiałam ich za bardzo nawoływać — sami zaglądali mi przez ramię, ściągnięci okrzykami zachwytu albo śmiechem, bo patrząc np. na Mona Lizę „namalowaną” przez Chaima Soutine'a czy Ottona Dixa trudno się nie roześmiać.

Książa to zapis rozmowy między ojcem a córką i ich wędrówka — niczym po muzeum — od obrazu do obrazu. Ojciec pokazuje dziewczynie obrazy Mona Lizy namalowane przez różnych artystów z różnych lat i reprezentujących różne nurty artystyczne. Przy okazji dzieli się z nią różnymi ciekawostkami z życia malarzy i pytaniami zmusza do wnikliwszego przyjrzenia się poszczególnym dziełom, tak by wyłapać cechy charakterystyczne dla danego kierunku w malarstwie.

W bardzo prosty sposób tłumaczy filozofię wyznawaną przez artystów, to, czym się kierowali, tworząc swoje obrazy (a i jego słuchaczka wspaniale otwiera się na sztukę, łączy fakty, kojarzy, umie dostrzec to, co najistotniejsze).  Dlaczego sposób malowania na przestrzeni lat tak bardzo się zmienia, czy dzięki pojawieniu się aparatów fotograficznych i fotografii artyście nie chcą już malować tego, co da się uchwycić na zdjęciu? Czy abstrakcja to pójście na żywioł, czy coś za nią stoi? W jaki sposób artyści wyrażali swój bunt, niezgodę na rzeczywistość? Kto malował oczami, kto sercem, a kto mózgiem? Jak odbierać, czytać obrazy? 


Gdyby dzieciom tak opowiadać o malarstwie  wychowalibyśmy pokolenia ludzi otwartych i wrażliwych na kulturę i sztukę. Nie będę wrzucać cytatów ani fragmentów, choć mnie kusi — cały tekst jest doskonały! Absolutnie to lektura obowiązkowa — dlaczego na plastyce nauczyciele nie wprowadzają jej jako książki pomocniczej? 


Piotr Barsony: malarz, rysownik, architekt, autor tekstów piosenek, komiksów i książek dla dzieci.


Wydawnictwo określiło czytelniczą grupę wiekową: od 10 lat. Ja zapisałabym to tak: od 10 do 100 lat.

***

UWAGA!  Na "Historie Mona Lizy" natknęłam się w bibliotece. Mój kupiony, prywatny egzemplarz właśnie do mnie jedzie, bo ta książka ciągle jest dostępna na rynku!


Historie Mona Lizy,
obrazy i tekst Piotr Barsony,
wyd. Muchomor, 2015
Tłumacz: Jolanta Kozłowska, Joanna Woyciechowska,
Stron 56,
Format: 24 x 34 cm,
Oprawa: Twarda,
cena 36 zł,
wiek: 10 +















środa, 12 czerwca 2019

Eko song, Justyna Stefańczyk


Szukałam książek o tematyce ekologicznej dla dzieci. Kilka mam, jednak potrzebowałam czegoś jeszcze. W odmętach internetu natrafiłam na coś, co mnie zachwyciło. Z niecierpliwością czekałam na zamówioną przesyłkę. I wreszcie jest!

Przepiękne ilustracje, szary papier (bardziej ekologicznie już być nie może, do tego zwróćcie uwagę - książka jest szyta), krótki tekst. Krótki i chwytający za serce mocnym przekazem I prostotą.

„Eko song” to wyliczanka, smutny głos, informujący o zwierzętach, którym grozi wyginięcie. I najpewniej wyginą, jeśli my — ludzie — czegoś nie zrobimy, by zapobiec tej ekologicznej katastrofie.

Delikatne i lekko, jakby od niechcenia malowane ilustracje (cienka kreska i plamy farby) mają w sobie coś przejmującego. Ilustratorka skupia się na szczególe (te ornamentowe liście czy morskie/oceaniczne fale), to co na pierwszym planie sugestywnie malując jako plamę. Całość utrzymana w ciemnej tonacji, przełamywanej jednym czy dwoma kolorami. Piękno tkwi w minimalizmie i prostocie, dlatego wymowa tej malutkiej książki jest ogromna.

Z Ziemi już niebawem może zniknąć wiele zwierząt, nie na drodze ewolucji, tylko przez szkodliwą działalność człowieka. Słonie mogą wyginąć i wieloryby i goryle i morsy i żółwie i motyle i tygrysy i... Lista jest dłuższa, a kończy ją człowiek, triumfalnie zamykając ten żałobny kondukt. Bo człowiek też może wyginąć. Powtarzalność jednej frazy sprawia, że te krótkie zdania zaczynają brzmieć jak pieśń, jak lament. Oryginalny picturebook — inny, przyciągający wzrok i jak każdy song — niosący przesłanie.
Jedyny minus — moim \zdaniem książka mogłaby być odrobinę większa, Zerknijcie sami na zdjęcia. Do książki przy wysyłce dorzucono naklejkę lisa (jak ja lubię lisy!) —  to bohater najnowszej książki Justyny Stefańczyk i prowadzonego przez nią wydawnictwa Dzika Małpa, na które będę miała oko, bo same cudeńka tam wydają!

Książka znalazła się w TOP 10 Book Design Award, COW International Design Festival, Illustration 2018.

Eko song,
Justyna Stefańczyk,
wyd. Dzika Małpa,
wymiary 14 x 14 cm,
Opraw miękka,
Stron 32,
cena 17 zł (do kupienia w sklepie wydawnictwa)










poniedziałek, 10 czerwca 2019

Zwierzaki zwyklaki i Zwierzaki cudaki, Bibi Dumon Tak, il. Fleur van der Weel


Zakochałam się w tych książkach. Z czułością, ale i humorem prezentują zwierzęta — te, do których jesteśmy przyzwyczajeni tak bardzo, że już ich nie dostrzegamy, bo wtapiają się w nasz krajobraz i te, o których niezwykłości nie mamy pojęcia. Te wszystkie „zwyklaki” i „cudaki” są na równi fascynujące, o czym przekonuje nas Bibi Dumon Tak, autorka książek. Książek, które zainteresują — na bank!  i dzieci i dorosłych.


Czytałam je na głos chłopakom w czasie jazdy samochodem — cisza jak makiem zasiał, czułam autentyczne zaciekawienie z ich strony i słyszałam: „przeczytaj coś jeszcze".

Nie ma tu natłoku informacji jak w encyklopediach przyrodniczych, tylko wyłuskane te ciekawostki, na które warto zwrócić uwagę. Ta rzecz, cecha, przystosowanie do życia, które czynią je wyjątkowymi i jedynymi w swoim rodzaju.

 Bibi Dumon Tak, holenderska pisarka i  dziennikarka, zdobywczyni wiele nagród literackich od małego uwielbiała zwierzęta. W jej domu było ich zawsze dużo — wiele ratowała, leczyła — w tych tekstach czuć zafascynowanie światem przyrody, ogromną miłość do zwierząt  i czułość.


Dwie strony na zwierza (40 portretów) plus ciekawe, wyraziste ryciny. Doskonały papier, doskonałe okładki przyciągające wzrok i doskonałe przypasowanie książki do ręki, serio! Całość prezentuje się bardzo elegancko.


Zwierzaki cudaki


Z zapartym tchem czytałam opisy kolejnych zwierzaków. Wydawało mi się, że sporo o nich wiem, a tu zonk! - nie znamy ani wielu cudaków, ani możliwości zwyklaków.

Utkwił mi w pamięci opis strzela bombardiera, który nosi w sobie arsenał i małą fabryczkę broni — skrzy się humorem i serdecznością, a latająca ryba i delfiny u podwodnego lekarza — chłopaki na pewno zapamiętają te ciekawostki, bo smakowicie są opisane. A serdeczne małpki bonobo, które wszystko załatwiają miłością, choć mieszkają w regionie, w którym cały czas trwają krwawe wojny (konstatacja autorki na koniec tekstu o tym, że może to przypadek, ale u bonobo rządzą samice — jest wielomówiąca!). Gdyby w książkach do przyrody fakty były podawane w taki sposób, mielibyśmy samych prymusów.



Zwierzaki cudaki
Bibi Dumon Tak
il. Fleur van der Weel
tłum. Jadwiga Jędryas,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary: 15 x 20 cm
oprawa twarda,
stron 88,
wiek: 7+,
cena 32 zł.









Zwierzaki zwyklaki



Zwyklaki są równie interesujące, jak cudaki! Wiecie, że mysz na ojca swych dzieci wyszukuje najsilniejszego samca, a kiedy będąc już z nim w ciąży, spotka jeszcze wspanialszego mysiego chłopaka — pozbywa się płodów, by zaraz zajść w ciążę z tym drugim? Przyznam się, że ta informacja wprawiła mnie w osłupienie! Czy wiecie, że czaple siwe, zamiast przemęczać się godzinnymi polowaniami, wybierają sprytniejszą metodę (porównaną przez autorkę do wypadu do budki z frytkami) - trzymają się miejsc wędkarskich i przyczajają przy dryfujących kawałkach chleba, rzucanych przez ludzi, wiedząc, że ryby wcześniej czy później się pojawią?

A takie skorki... Przekleństwo moich wakacji na wsi — kiedy spaliśmy w stodole, dzieci straszyły się informacją, że skorki mogą wejść do uszu, a wtedy... Brrrr! A tu okazuje się, że te szczypawki nie dość, że łagodne jak baranki to niesamowicie opiekuńcze wobec swoich jajeczek. Składają ich jesienią ok. pięćdziesięciu i nie pozostawiają ich samopas, tylko układają się obok w dołku i pilnują, co jakiś czas wylizując, by nie wyschły, albo nie spleśniały. Wrogów odganiają, a jeśli któreś jajeczko się zbije — zjadają je i jest to jedyne pożywienie przez całą zimę! Wolą być głodne niż zostawić jajeczka na pastwę innych zwierząt!

Takich historii jest tu czterdzieści. Polecam tę o wróblu (m.in. tę śmieszno-straszną o ptaszku, który znalazł niedopałka i leciał z nim do gniazda — historia skończyła się pożarem sklepu ...) Wiecie, że wróble znoszą niedopałki papierosów do gniazda, bo znajdujące się w nich substancje zapobiegają pojawieniu się pasożytów?

Zwierzaki zwyklaki,
Bibi Dumon Tak,
il. Fleur van der Weel,
tłum. Jadwiga Jędryas,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary: 15 x 20 cm
oprawa twarda,
stron 92,
wiek: 7+,
cena 32 zł.








poniedziałek, 3 czerwca 2019

Chłopiec, dziewczynka i mur, Ulf Stark, il. Anna Höglund


Kiedyś myślałam, że po doświadczeniu II wojnie światowej już nic nam nie grozi, bo wszystko, co najgorsze, już się stało. Jednak tak nie jest, bo historia — ta najbliższa — pokazuje, że szybko zapominamy, albo nie chcemy pamiętać.I mury ciągle rosną. Nadal i od nowa.

Książka „Chłopiec, dziewczynka i mur” powstała po podróży autorów do Palestyny. Do Palestyny, którą od Izraela odgradza mur. Mur bezpieczeństwa. Skądś już to znamy... Według polityków powstał, by chronić ludność izraelską przed terrorystami. Palestyńczycy są innego zdania. Wielu z nich musiało się przenieść, wielu musiało zostawić po drugiej stronie muru swoje domy, pola. Wielu zostawiło tam nawet śmiech....

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze nazwał konstrukcję „murem apartheidu” i w 2004 roku określił ją jako sprzeczną z prawem międzynarodowym (za Wikipedią), jednak niczego to zmieniło —  mur jak stał tak stoi i rośnie...


Chłopiec, dziewczynka i mur


To jedna z tych książek, które zapadają w serce. Zmuszają do zastanowienia. I które zostawiają po sobie gorycz i smutek, ale na szczęście również i nadzieję — tę pestkę, z której kiedyś wykiełkuje roślina.

Adham i jego siostra Sulafa wraz z rodzicami musieli opuścić swój dom i zamieszkać po drugiej stronie muru. Ten mur widzą codziennie, o tym murze codziennie myślą, ten mur skradł im radość i beztroskę. Oddzielił od tego, co w ich życiu było ważne, bezpieczne. Przepołowił czas i wspomnienia, zostawiając dzieciństwo po tamtej, słonecznej stronie.

Adham i jego młodsza, poruszająca się na wózku siostra Sulafa mają swoje marzenia. I choć mur tak wiele im odebrał, to nadal mają siebie i marzenia, które niczym skrzydła wznoszą ich w górę. Sulafa układa wiersze i myśli o drzewach pomarańczowych, które rosły przy ich dawnym domu. Za murem. Adham postanawia zdobyć dla niej owoc z ich drzewka. Nie jest to proste, ale po wielu próbach się udaje — chłopiec przekrada się na drugą stronę muru. Przyniesiona pomarańcza smakuje jak dom, jak spokój, jak radość, a wyjęte z niej pestki stają się obietnicą normalności...

To piękna, oszczędna w słowach opowieść o siostrzano-braterskiej miłości i o tym, jak ciężko żyje się ze świadomością wysiedlenia i jak tęskni się za swoim miejscem na ziemi. Miejscem, do którego ktoś pozbawił nas praw. To opowieść o sile wyobraźni i poezji, które ludziom wrażliwym pozwalają wyjść poza codzienność i dostrzec okruchy dobra i nadziei tam, gdzie trudno je zauważyć.


Chłopiec, dziewczynka i mur
Ulf Stark,
ilustracje: Anna Höglund
tłum. Katarzyna Skalska,
wyd. Zakamarki, 2019,
wymiary 17,5 x 21,5 cm,
twarda oprawa,
stron 44,
cena 27,90 zł,
wiek 5+.








niedziela, 2 czerwca 2019

Mieszko I, Kościuszko, Sendlerowa, czyli o kolejnych częściach serii Polscy Superbohaterowie


O serii Polscy Superbohaterowie już kiedyś na Makach pisałam  to książki przybliżające historię i jej bohaterów w bliski czytelnikom sposób. Bez nudy  jest akcja, coś się dzieje, a wiadomości, które z trudem w szkole wchodzą do głowy tu wskakują do niej nie wiadomo kiedy. Czary! Fabuła może wydawać tu i ówdzie nieco naiwna, ale czyta się szybko i  przyjemnie, a opisywane postaci schodzą z piedestału i prezentują się czytelnikowi jak ludzie z krwi i kości. Poza encyklopedyczną wiedzą jest tu sporo ciekawostek, których trudno szukać w szkolnym podręczniku. Te książki mogłyby być lekturą pomocnicza do lekcji historii, bo pokazują ważne postaci i wydarzenia w przystępny sposób, nie trzeba się uczyć, by zapamiętać. To ogromna zaleta tej serii.




Irena Sendlerowa. Magiczny koralik, Beata Ostrowicka, il. Elżbieta Moyski




Prezentacja szkolna, robiona w małej grupie z kolegą i koleżanką, których się prawie nie zna i raczej nie lubi, może być prawdziwą męczarnią. Majka wraz z Wiktorią i Ignacym musi opracować temat o niezwykłej kobiecie, Irenie Sendlerowej.  Wiktoria jest pewna siebie i mało taktowna, Ignacy małomówny i zamknięty w sobie, a Majka? Majka lubi uciekać w świat wyobraźni. Jest jeszcze Karol, supermen, który dołączy do nich później. Jaki jest Karol? W przebraniu filmowego bohatera tylko się wygłupia... Gorzej być nie może. Czy rzeczywiście? 
W trakcie przygotowań prezentacji dzieci wciągają się w temat i coraz lepiej poznają. Postać Ireny Sendlerowej staje się dla nich ważna i  bliska, a oni sami lepiej się poznają i przekonują, że pozory mogą mylić, i nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. 


Irena Sendlerowa. Magiczny koralik,
Beata Ostrowicka,
il. Elżbieta Moyski, 
wyd. RM, 2018,Stron 96
Format: 140 x 205 mm,
Oprawa twarda,
cena 24,99 zł.

































Mieszko I. Tajemnicze drewienko, Magdalena Koziarek, il. Elżbieta Moyski




Współczesność i początki państwa polskiego. Czasowy miks, który czyta się z przyjemnością. A ile można się dowiedzieć! Co to są postrzyżyny i dlaczego postrzyżyny Mieszka były niezwykłe? Jak przebiegało przyjęcie Chrztu św. władcy i dlaczego ten w ogóle go przyjął? Jaki był Mieszko I, jak rządził, jakie miał sposoby na walkę z wrogiem? A jego żona Dobrawa? Czy ludzie ją cenili? Co się stało po jej śmierci? A Bolesław Chrobry? Jak poradził sobie z utrzymaniem władzy po śmierci ojca? Co zrobił z drugą żoną Mieszka i swoimi przyrodnimi braćmi?
Tego wszystkiego dowiemy się, przenosząc się w czasie z braćmi Piotrkiem i Tomkiem  dzięki kawałkowi drewna, znalezionego przez Piotrka na warsztatach archeologicznych. Drewienko miało tajemniczą moc i na zawołanie przenosiło tych, którzy je dotykali w odległą przeszłość. 


Mieszko I. Tajemnicze drewienko, 
Magdalena Koziarek,
il. Elżbieta Moyski,
wyd. RM, 2019,
stron 96,
Format:  140 x 205 mm,
Oprawa twarda,
cena 24.99 zł.








Tadeusz Kościuszko. Wakacje z wodzem, Izabela Degórska, il. Elżbieta Moyski




















Wakacje u dziadków, gdzieś pod Krakowem? Cały miesiąc w dziczy? Antek na wieść, że połowę wakacje spędzi w miejscu bez kablówki, skateparku jest załamany! Pomysł rodziców traktuję jako największą porażkę, to nie może się udać. Nuda! Nie ma jednak wyjścia, więc zaopatrzony w konsolę i plecak pełen gier, poddaje się woli rodziców.
Na miejscu jest zaskoczony, bo nie tylko on spędzi tu kilka tygodni, jest tu też jego kuzyn i starsza kuzynka. Co nie zmienia faktu, że te wakacje i tak do udanych trudno będzie zaliczyć... Nic tu nie ma, tylko stajnia i konie. Czy rzeczywiście? Dziadek przygotowuje się do inscenizacji na krakowskim rynku, gdzie wraz z grupą zapaleńców historycznych będą odgrywać insurekcję kościuszkowską. Wnuki nie wiadomo kiedy wciągną się w wędrówkę przez historię i dzięki dziadkowi poznają losy kraju sprzed ponad 200 lat i samego Tadeusza Kościuszki, który stanie się dla nich fascynującą postacią. Żal będzie wyjeżdżać i wracać do domu!


Tadeusz Kościuszko. Wakacje z wodzem,
 Tekst: Izabela Degórska, 
Ilustracje: Elżbieta Moyski,
wyd. RM, 2019,
Stron: 104
Format 140 x 205 mm,
Oprawa twarda,
cena 24.99 zł.





środa, 29 maja 2019

Kozienice. Moja mała ojczyzna, il. Paulina Lewandowska


Od ponad dwudziestu lat mieszkam gdzie indziej, ale jestem stamtąd. Lata mijają i choć bardziej mnie tam nie ma, niż jestem — to te Kozienice cały czas siedzą we mnie mocno. Wspomnienia. Dzieciństwo, szkoły, zadziorna młodość, radości i smutki. Wszystko pierwsze. Tygiel emocji wymieszany z obrazami.

Miejsca, których już nie ma albo są nie do poznania — na mojej mapie ciągle takie widoczne i ważne. Fascynujące, jak różna jest pamięć, każdy z nas inaczej odbiera i zapamiętuje miejsca, wydarzenia. Jak przefiltrowane przez nasze uczucia mogą mieć różny kształt, kolor, zapach i ciężar.

Kiedyś. Najpierw tereny do eksplorowania. Rodzinne wyprawy nad Wisłę, jesienne grzybobrania, gałkowe lody vis a vis kościoła, zakupy na targu. Zbieranie kwiatów w parku z babcią, hodowanie turkucia na działce i odkrywanie końca jeziora. Łyżwy nad Hamernią i kirkut. Pies Kacper, moje chomiki i patyczaki. Osiedle Pokoju i zabawy na drzewach w krasnoludki. Setki obrazów, chwil zapisanych, często bez kontekstu, urwanych z pamięci. Ja na progu wszystkiego.

Potem. Szlaki wydeptywane nastoletnimi emocjami. Muzyczne odkrycia. Zaułki i obrzeża. Liceum i wagary w stadninie koni. Liście szurające pod nogami na trasie do Madamki i kasztany garściami zbierane do torby. Włóczenie się po parku albo wieczorne przesiadywanie na pomostach nad jeziorem. DKF w kinie Znicz i poznawanie innego świata  — to tam pierwszy raz obejrzeliśmy „Jezusa z Montrealu”, „Przełamując fale”, czy „Moją lewą stopę”. Kawiarnia Relaks i bar Poziomka. Wszystkie te imprezy z najlepszą paczką pod słońcem i wyjazdy po namiot nad Wisłę. Spacery po cmentarzu i zaglądanie w oczy twarzom na nagrobnych zdjęciach. I marzenie, by się stąd wyrwać, uciec jak najdalej.

Teraz. Wakacje i weekendy. Mama i dom, do którego tak dobrze wracać. Pokazywanie dzieciom mojego miasta i cofanie się w czasie. Nasze jezioro i lasy, rowery i hulajnogi. Kozienice przyciągają mocniej niż kiedykolwiek. Lody w Leniuchu i dwa ulubione ciucholandy. Targ, na którym można kupić wszystko, ogródek jordanowski i kino. Basen o poranku i karmienie kaczek nad jeziorem... Słońce i spokój i „dzień dobry” co kilka kroków. I nadal spacery na cmentarz, teraz już pod konkretne adresy.

Hasło „Kozienice” przywołuje wspomnienie mojego Taty, który, choć urodził się gdzieś pod Krakowem, to ukochał sobie to małe miasteczko na Mazowszu w szczególny sposób. Choć był nie stąd — Kozienice stały się Jego małą, drugą ojczyzną. Tu uczył, działał, pisał, walczył o zmiany i ocalał od zapomnienia — serce oddał temu miastu, sprawiając, że i ja — już po latach — je doceniłam.


Kozienice. Moja mała ojczyzna


Wiadomość, że powstaje książka o Kozienicach, zaskoczyła mnie i ucieszyła. A teraz, kiedy mam już ją w rękach — cieszę się jeszcze bardziej. Dlaczego? Bo jest piękna! Autorom (ilustratorce Paulinie Lewandowskiej i autorom notatek: Sylwii Borek i Krzysztofowi Zającowi) udało się i ciekawie pokazać miasto i opowiedzieć o historii i teraźniejszości. Jest tu wszystko, co najważniejsze, najpiękniejsze i co jest sercem Kozienic. I udało się to zrobić tak, że wow! Z dumą pokazuję tę książkę znajomym. 
Świetne ilustracje — dowcipne, barwne, niektóre wzruszające, tętniące energią i radością. Fajna, lekka kreska. I aż dziwi, że ilustratorka, której tak trafnie udało się oddać klimat miasta nigdy nie była w Kozienicach!

14 rozkładówek. Każda nieco w innym stylu, obrazy wpisane w mapę miasta i obrazy wpisane w rzekę czasu. I jeden wspólny akcent — kozienicki koziołek i młody królewicz Zygmunt, oprowadzający dzieci po wszystkich miejscach i okolicy. Bo Kozienice to miasto królewskie.

Jest tu bardzo elegancko pokazany zespół pałacowy, bez niego ani rusz. Uwielbiamy spacery do pałacyku (co prawda jego główna część nie przypomina tej sprzed wojny, to boczne nawy odnowione są wspaniale). A zaraz potem idziemy do parku, parku, w którym ogrodnikiem był mój pradziadek (posadził tu wiele drzew, w ogródku jordanowskim też). Raz na jakiś czas zaglądamy do Muzeum Regionalnego w Kozienicach  (lubię wystawy przypominające dawne czasy).

Kozienice to zieleń — to drzewa (wszak otacza je puszcza, najprawdziwsza Puszcza Kozienicka) i ta leśna rozkładówka sprawiła mi razem z rozkładówką o dolinie środkowej Wisły ogromną frajdę. Ileż tu zwierząt, ptaków i cudownej roślinności! Dużo ciekawostek nie tylko dla najmłodszych czytelników.

Kozienice to też stadnina koni i główna atrakcja — jezioro, które latem gości turystów nie tylko z Polski. To wszystko tu jest! Historia i teraźniejszość. Kompendium wiedzy dla dzieci, które dzięki tej książce dowiedzą się wielu nowych rzeczy i jeszcze bardziej polubią i docenią to miasto. Prezent dla tych, którzy dawno stąd wyjechali, ale cząstkę tego miasta noszą w sobie.

Legendy, historia i teraźniejszość z prężnie działającym Domem Kultury i Ośrodkiem Sportu i Rekreacji, z Elektrownią Kozienice (wiele osób z nią kojarzy miasto). Wszystko atrakcyjnie podane i zachęcające do zabawy (mali detektywi znajdą tu zadania do zrealizowania: najpierw muszą wyszukiwać koziołka, który kryje się na każdej rozkładówce, a potem przejść przez miejski labirynt).


Mam w rękach tę książkę. Przeglądam, czytam, wracam. I cieszę się ogromnie. I smutno mi, że może być tak, że wiele osób nie będzie mogło jej kupić — tych, którzy wyjechali z miasta i chcieliby ją pokazywać swoim dzieciom, urodzonym już zupełnie gdzie indziej i tych, którzy przyjeżdżają tu turystycznie, w wakacje czy na majówkę —  zamiast kiczowatych pamiątek, mogliby kupić książę o mieście, w którym spędzili wakacje, a może i przeżyli coś niezapomnianego? Książka najprawdopodobniej trafi tylko do najmłodszych mieszkańców miasta, dystrybuowana przez UM.

KSIĄŻKA dla Czytelnika Maków :)

Na FB Maków można zdobyć książkę: wystarczy napisać pod postem pierwsze skojarzenie/wspomnienie, które pojawia się na hasło "Kozienice - zabawa trwa do 31 maja (do godz. 20.55) - zapraszam!


Kozienice. Moja mała ojczyzna,
il. Paulina Lewandowska,
tekst: Sylwia Borek, Krzysztof Zając,
wydawnictwo Kinderkulka 
Towarzystwo Miłośników Ziemi Kozienickiej,
2019.
oprawa twarda, książka kartonowa.
stron 28,
wie 3+,
cena: książka niedostępna w sprzedaży.


Kozienice na Makach:  TU











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...