Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

wtorek, 2 czerwca 2020

Lato Garmanna, Stian Hole



Ten wpis pojawił się na Makach 14 lutego 2012 roku. Odświeżam go, i ponownie puszczam w świat, bo kupiłam książę (tak, mam wreszcie własny egzemplarz i tak, one są jeszcze dostępne w wydawnictwie!)

***

Ta książka jest piękna. Po prostu. I chyba nie trzeba nic więcej dodawać, tylko wziąć ją w ręce, oglądać i czytać. Urzekła mnie nastrojem schyłku lata, oczekiwaniem, wiszącym w powietrzu, marzycielską naturą głównego bohatera i mówieniem o tym, co trudne w zwyczajny, prosty sposób.


Garmann to sześciolatek, którego poznajemy ostatniego dnia lata - dzień przed pójściem do pierwszej klasy w szkole, której Garmann się boi. Odwiedzają go ciotki, które kilka razy w roku przyjeżdżają do niego z własnoręcznie zrobionymi prezentami - dzięki nim chłopiec ma całą kolekcję czapek zrobionych na drutach. Przywożą też "reumatyzm, przepuklinę i ciasto makaronikowe". I pieniądze, które ukradkiem wsuwają Garmannowi w dłoń.

Chłopiec, któremu jeszcze nie rusza się żaden ząb, co sprawdza codziennie (sprawa jest pilna, przecież szkoła już, zaraz - bliźniaczkom, mieszkającym przy jego ulicy wypadło już kilka zębów) - jest zafascynowany sztucznymi szczękami ciotek.

Garmann obserwuje je i z dziecięcą otwartością pyta o to, czego one się boją i czy boją się śmierci? (Nie, boję się rozstania z Tobą Garmannie). Druga z ciotek boi się zimy i tego, że będzie trudno jej chodzić z balkonikiem po śniegu, trzecia niczego się nie boi, bo o wszystkim zapomina.

Rozmawia też z rodzicami, mama boi się, czy jej syn poradzi sobie, przechodząc przez ulicę tak, jak go uczyła i wizyty u dentysty. Tata Garmanna mówi chłopcu, że boi się wyjeżdżać w trasy koncertowe (jest muzykiem) i zostawiać swoją rodzinę samą.

Koniec zawsze jest początkiem czegoś innego. Jest młodość - jest starość. A zmiana zawsze wytycza wiele nowych dróg. O śmierci można normalnie rozmawiać. A starość jest czymś naturalnym. Każdy się czegoś boi, a najlepiej oswajać lęki - rozmawiając o nich. W upalny, ostatni dzień wakacji. Czytając "Lato Garmanna" czuć skwar i nadchodzący koniec lata. Gorące powietrze i rozmowy na trawie. Powykręcane gałęzie drzew i brzęk filiżanek. Jest plastycznie, jest prosto, jest naturalnie. Ważne, trudne tematy mieszają się ze zwyczajnością i humorem.

Uwielbiam książki Stiana Hole'a, to sztuka tak naturalnie pisać o tym, czego się boimy. Pisać o tym z perspektywy dziecka, wiarygodnie, a jednocześnie przejmująco.

To jedna z książek z mojej listy. Bo tekst, bo klimat i te ilustracje! Te kolaże są niesamowite, przepiękne i wysmakowane, bez względu na to, co prezentują - sztuczne szczęki w szklance, piegowatą twarz dziecka, rośliny w ogrodzie, czy pomarszczone twarze staruszek o oczach, które zapadają w serce...



***

Stian Hole (ur. 1969, Norwegia) grafik, ilustrator i autor książek. Mieszka i pracuje w Oslo, ojciec trzech synów i mąż kobiety, w której zakochał się w pierwszej klasie szkoły podstawowej.

Jego książki obrazkowe, które przyniosły mu najwięcej uznania i popularności (często nawiązuje w nich do wydarzeń  i przeżyć z własnego życia i dzieciństwa) zostały przetłumaczone na wiele języków i wydane m.in. w  USA, Niemczech, Południowej Korei, Szwecji, Hiszpanii, Rosji, Palestynie, Indiach, Francji, Danii i oczywiście Polsce.
Ilustruje w nich „własne filozoficzne i pełne wrażliwości opowiadania dla dzieci starannie opracowanymi, pięknymi i szczegółowymi fotomontażami”. Swoją technikę nazywa seamless digital collages  (cyfrowe kolaże bezszwowe) - każda ilustracja to złożone w Photoshopie warstwy, razem tworzące całość. Garmann ma twarz stworzoną m.in. ze zdjęć synów Hole'a, jak i samego autora. 

Debiutował w 2005 roku książką Stary człowiek i wieloryb. W 2007 roku otrzymał nagrodę główną za Lato Garmanna w konkursie Bologna Ragazzi Award w czasie Międzynarodowych Targów Książki Dziecięcej we Włoszech.

O kolejnej książce tego autora i ilustratora - Ulicy Garmana - pisałam TU.




Lato Garmanna
Stian Hole
wydawnictwo FISO, 2008,
Przekład Milena Skoczko,
stron: 41,
oprawa twarda,
cena 30 zł,
wiek: od 5 lat.











niedziela, 24 maja 2020

MANEKI-NEKO Katarzyny Ryrych i RODZINA Z FOTOGRAFII Małgorzaty Kur (wydawnictwo Ezop)


Dwie książki, dwie autorki, dwie ilustratorki i dwie grupy wiekowe. „Rodzina z fotografii" Małgorzaty Kur jest dla młodszych czytelników, „Maneki-neko" Katarzyny Ryrych dla nieco starszych.
Polskie realia, różna tematyka. Wspólne jest wydawnictwo - Ezop.



Maneki-neko, Katarzyna Ryrych, il. Marta Krzywicka



Przyznam szczerze, że czuję się nieco rozczarowana. Nie jestem wielbicielką mangi, jednak sięgając po tę książkę, myślałam, że dowiem się czegoś więcej nie tylko o mandze jako sztuce wizualnej, ale i Japonii. Jednak autorka nie wyszła dalej poza to, co jest ogólnie wiadome. Las samobójców i kotek maneki-neko. Bohaterowie to nastolatki, Eryka i Iwo. Przyrodnie rodzeństwo, mieszkające w różnych miastach w różnych częściach kraju (ona w Gdańsku, on w Krakowie), różne szkoły, środowiska. Łączy ich ojciec i bliska więź, takie porozumienie dusz, które sprawia, że żyją swoimi problemami, są blisko mimo dzielącej ich odległości. Przed wakacyjnym wyjazdem do brata, Eryka szuka prezentu dla niego, wie, że ten interesuje się kulturą japońską, mangą... więc gdy u ulicznego sprzedawcy widzi charakterystyczną figurkę kota maneki-neko, nie zastanawia się długo. Nie wie, że ta figurka wciągnie ją w przerażająca historię...

Tak zaczyna się powieść grozy dla najmłodszych nastolatków (wydawnictwo określa wiek na 12+), rozgrywająca się na granicy jawy i snu. Brat, zakochany w duchu, potrzebuje pomocy. Mroczny las u stóp góry Fidżi co noc wciąga bohaterów w swoją gęstwinę. Jest realnie, jest namacalnie, a zapach pleśni spowija ich sny... Uwiera mnie nieco uproszczona fabuła, skróty wynikające zapewne z faktu, że to książka dla młodych czytelników, ale jest za prosto, za mało wiarygodnie. Wszyscy śnią ten sam sen, a historia rozwija się jak po sznurku. Jednak jest tu klimat niewiadomej, jest mrocznie, jest tajemniczo (ciekawe ilustracje jeszcze podkreślają klimat) - książka może się spodobać młodym odbiorcom.



Maneki-neko,
seria: Lepiej w to uwierz!,
Katarzyna Ryrych,
il. Marta Krzywicka,
oprawa miękka ze skrzydełkami,
format 125 mm x 195 mm,
Stron 192,
cena 25 zł,
wiek 12+








Rodzina z fotografii, Małgorzata Kur, il. Zosia Dzierżawska



Bardziej podoba mi się druga nowość z wydawnictwa Ezop. „Rodzina z fotografii” Małgorzaty Kur. Ola i Szymon, rodzeństwo, samodzielnie próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego zdjęcia, które dziewczynka nosi przy sobie jak talizman.

Co to za zdjęcie, skąd się wzięło i kto na nim jest? Dwoje dzieci to nasi bohaterowie, ale kim są dorośli? Ich rodzice przecież wyglądają zupełnie inaczej... Tajemnicza przeszłość owiana mgłą niepamięci. Czy Oli z pomocą brata uda się rozsupłać ten kłębek? Co kryje się za zdjęciem i historią pożaru? Nie będę zdradzać fabuły, powiem jedynie, że mój osobisty — dopiero co — nastolatek powiedział, że książka jest fajna i połknął ją w jeden wieczór.

Przy okazji śledzenia wątku detektywistycznego czytelnik dowie się wielu ważnych rzeczy, bo autorka w fabułę wplotła istotne społecznie tematy: adopcji i konsekwencji jej utajenia, zespołu Aspergera (Szymon), czy trudnych relacji z rówieśnikami.
Rodzina z fotografii,
Małgorzata Kur,
il. Zosia Dzierżawska,
wyd. Ezop,
Oprawa miękka ze skrzydełkami,
Format 125 mm x 195 mm,
Stron 140,
cena 23 zł,
wiek: 10+





niedziela, 17 maja 2020

Mała Dama, Stephanie Taschinski


„Mała dama”, choć napisana współcześnie, ma w sobie mocny posmak retro. To opowieść o dziewczynce i jej nowo poznanej przyjaciółce, strasznym dozorcy i rodzinie, jakich wiele... Cóż więc tu zaskakującego? Otóż owa przyjaciółka nie jest zwykłą przyjaciółką, jakie miewają małe dziewczynki, tylko panią, tak małą, że można jej nie zauważyć, co może się zdarzyć nawet bystrym obserwatorom. Owa mała dama ma też niezwykłą parasolkę i najprawdziwszego kameleona, dzięki którym ... kameleonuje (może stawać się zupełnie niewidoczna)! Dziwne słowo, kilka razy je czytałam i obracałam na języku, ale tak, zgadza się — kameleonuje.

8-letnia Lilly ma swoją tajemnicę — spotkania z małą damą, mieszkającą w namiocie na tyłach domu pod preclem — bo choć dzieli się informacją o poznaniu tak niezwykłej osoby z rodzicami, ci jej nie wierzą. Historia opowiadana przez córkę jest dla nich wymysłem dziecięcej fantazji. A nie jest, o czym i my czytelnicy się przekonujemy, kiedy młoda dama wkracza w życie całej rodziny z uśmiechem na ustach i kameleonem na ramieniu.

Dobrze mieć kogoś, komu można się wygadać, kto ma zawsze dla nas czas — rodzice Lilly nie zawsze go mieli, kto sprawi, że dni w nowym miejscu (rodzina dziewczynki przeprowadziła się do domu pod preclem dopiero co i Lilly nie ma tu znajomych). Mała Dama jest damą w każdym calu, od strojów po język, a do tego wprowadza Lilly do magicznej krainy, która, choć na wyciągnięcie ręki — jest dostępna tylko dla nielicznych. Do tajemniczego ogrodu wyobraźni, marzeń i przyjaźni.

Ciepła opowieść, którą czyta się z uśmiechem. Szkoda tylko, że ilustracje nie porywają.

Mała Dama,
Stephanie Taschinski
tłum. Monika Michałowska
Wydawnictwo: Mamika
Rok wydania: 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
Format: 15.0 x 21.0 cm,
cena 33 zł,
wiek: 7+





niedziela, 10 maja 2020

Kropka i Kreska, Véronique Cauchy, il. Laurent Simon


Wydawnictwo Marginesy zrobiło ważny krok, bo postanowiło wzbogacić ofertę o książki dla dzieci. Tak powstał imprint z książkami dla najmłodszych, wydawnictwo Kropka. Ponieważ Marginesy bardzo cenię, wierzę, że książki oferowane przez wydawnictwo Kropka będą na wysokim poziomie. Nie mogłam nie sprawdzić. I? Pierwsza pozycja „Kropka i Kreska” jest „porządną” książką, nie ma do czego się przyczepić, ale zabrakło mi WOW, na które liczyłam...

Krótki, prosty tekst. Historia zaczyna się od spotkania kropki i kreski, które postanawiają razem się pobawić. Solo mogą znacznie mniej, razem — o, tu pomysłów może być wiele! Mogą zrobić huśtawkę, instrumenty muzyczne, mogą zostać ślimakiem, albo stworzyć śmigło samolotu. Gdy zabawa trwa w najlepsze, zapraszają przyjaciół. Całe mnóstwo innych kropek, a potem i całe mnóstwo innych kresek... Domyślacie się, że teraz mogą wszystko? Wpadają na pomysł, by wybudować sobie miasto i w nim zamieszkać i tak się dzieje, jednak czegoś im brakuje... Ściągają więc dalekich przyjaciół z odległych miejsc i dopiero wtedy jest tak, jak powinno być. Kolorowo, różnorodnie...

To opowieść o tolerancji, współpracy i w tym, że w różnorodności siła. O tym, że każdy z nas wnosi coś do grupy, społeczności i tylko różniąc się, możemy stworzyć pełnię, całość. Każdy jest potrzebny, bo urozmaica i ubarwia świat. Razem możemy osiągnąć niemal wszystko, w pojedynkę efekt byłby mizerniejszy. To opowieść o wspieraniu się i odwadze do sięgania wyżej.

Czytając, miałam wrażenie, że już to gdzieś było, że nie ma tu nic świeżego, co zachwyciłoby. To książka, o której po odłożeniu nie będę myśleć, a na półce zleje mi się z innymi pozycjami.
To też książka, po którą chętnie będą sięgali animatorzy kultury — daje szerokie pole do popisu na zajęciach i warsztatach z dziećmi, ileż scenariuszy zajęć literacko-plastycznych mogłoby powstać, gdyby tylko takie zajęcia można było obecnie prowadzić. Wierzę, że będzie można, pewnie nie w tym roku, ale może za rok? I choć książka mnie nie oczarowała, to może sama przymierzyłabym się do takiej zabawy?

Na uwagę zasługuje szata graficzna: minimalistyczne ilustracje i kolory dają duże pole dla wyobraźni.

Kropka i Kreska,
Véronique Cauchy,
il. Laurent Simon,
Przekład z języka francuskiego: Paulina Błaszczykiewicz,
Wydawnictwo Kropka, 2020,
Oprawa: twarda,
Format: 220 x 220 mm,
Stron: 32,
cena: 27.90 zł,
wiek: od 3 lat.






środa, 6 maja 2020

Mama zawsze wraca, Agata Tuszyńska, il. Iwona Chmielewska


Nikt inny nie potrafiłby tej historii opowiedzieć tak, jak Iwona Chmielewska. Szeptem.

Te słowa, tak trafne, powiedziane przez Agatę Tuszyńską w czasie spotkania autorskiego online, utkwiły mi w głowie. Z uwagą oglądałam spotkanie dwóch autorek. Wiem, że ta godzina będzie jedną z tych, które dla mnie wpiszą się w ten dziwny czas, że to spotkanie będę pamiętać.

Iwona Chmielewska ma dar. Niezwykły talent. O takich ludziach mówi się, że są dotknięci palcem Bożym. Tak ją widzę. Potrafi opowiadać obrazami, z tkliwością i czułością, wplatając w ilustracje wspomnienia, i znacząc je melancholią. Ludzi, o których opowiada, otula miłością, daje im głos, stają się ważni, wreszcie są! Obrazy te nie tylko widzimy, one w nas pozostają. Otula i gładzi.

Porusza w odbiorcy najdelikatniejsze struny głęboko ukrytej wrażliwości. Prowadzi do miejsca, w którym kończą się słowa, a zaczyna milczenie.

Drobiazg, rzecz, przedmiot nabiera w rękach Iwony Chmielewskiej nowego znaczenia, ona wynosi je na światło dzienne, odkrywa przed nami, a my — odbiorcy - patrzymy na nie tak, jakbyśmy nigdy wcześniej nie widzieli. Tu wszystko ma znaczenie, każda ilustracja ma swój sens, coś niesie, wszystkie razem są jak korale nanizane na sznurek, tworząc opowieść. Wszystko jest częścią całości.

Mama zawsze wraca” to historia dziecka, małej Zosi, którą mama Natalia — dla bezpieczeństwa dziecka — zamyka w piwniczce na terenie getta. Wszyscy, z którymi trafiły do getta, po kolei znikali. Z dnia na dzień ubywało ludzi, wychodzili i ślad po nich ginął. Zostały dwie, ale Zosia jest pewna, że mama wróci, bo mama zawsze wraca.
Zosia bardzo dużo czasu spędza w piwniczce zupełnie sama. Mama znika, czasem nawet na kilka dni i dłużej, bo zajmuje się przerzucaniem dzieci z terenu getta na aryjską stronę. Jednak dzieciństwo Zosi, ten czas w ciemnej komórce z węglem, nie jest czasem traumatycznym — mama za wszelką cenę, dysponując niewielkimi środkami, chce oszczędzić dziecku lęku i zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa, uśmiech, spokój... Przynosi znalezioną główkę lali, do której dorabia sukienkę; na piwnicznej podłodze rysuje węglem sanki i uczy Zosię pisać, pokazuje listki... Wyczarowuje w głowie Zosi cały świat.

Haft. Natalia Zajczyk uczy trzyletnią Zosię haftować. Nie ma szydełka, nie ma szmatki. W drewnianej łyżeczce robi dziurkę, a materiał zastępuje porwanym kartonem. Włóczkę zastępuje kawałek sznurka. Ten haft pozostał z Zosią, bo Zosia, już dorosła, haftuje. A w tym hafcie wspomnienie mamy, czasu. Pamięć i miłość. smutek i radość. I popatrzcie, jak Iwona Chmielewska pięknie otuliła mamę i córkę, opaskę z gwiazdą Dawida zamieniając na papierowy skrawek z haftem. Czerwona różyczka na opasce, czerwona różyczka na sukience, czerwona różyczka...

Trudno mówić o tej historii, o tym ogromie matczynej miłości, dzięki której opowieść ma mimo wszystko dobre zakończenie. Udaje im się przetrwać getto, a potem z niego uciec. Po wojnie bardzo już chora już mama, wywozi Zosię z Polski do Izraela. Tu umiera, a Zosia przez lata tłumi w sobie słowa, bo nikt nie chce jej słuchać. To, co było w Polsce, niech tam zostanie. Jednak słowa nie nikną, w ukryciu pęcznieją.

Po dziesiątkach lat spotkała ją Agata Tuszyńska. I wysłuchała.

Wysłuchajmy i my. To bolesna książka, tak jak bolesny był czas, na który przypadło dzieciństwo Zosi. To kolejne świadectwo ludzkiego okrucieństwa i triumfu miłości.

To książka dla wszystkich, także starszych dzieci. Czytajmy ją razem i módlmy się, by tamten czas stał się historią, by nie wrócił.

Mama zawsze wraca
tekst: Agata Tuszyńska
ilustracje: Iwona Chmielewska
Opracowanie graficzne: Radosław Staniec, Maria Szczodrowska,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary 17 x 24 cm,
oprawa twarda,
stron 64,
cena z okładki 49,90 zł
kategoria: + 15.








środa, 29 kwietnia 2020

Król i morze, 21 krótkich opowiastek, Heinz Janisch, il. Wolf Erlbruch


Bliżej mi ostatnio do poezji niż powieści. Trudno mi skupić się na dłuższych tekstach, kilka napoczętych książek — doskonałych, smakowitych — leży przy kanapie i czeka. Sięgam, czytam, odkładam, czasem na kilka dni, czasem dłużej. Wyszukuję więc krótszych form, ale nie fastfoodowych, tylko takich, które poruszają, wywołują emocje, mówią do mnie, pokazują kierunek, w który dobrze jest spojrzeć, o czymś przypominają.

Dlatego opowiem Wam o książce, która towarzyszy mi od wielu lat (wydana została 10 lat temu) i od wielu lat wielką przyjemność sprawia mi wracanie do niej. Na chwilę, na jedno spojrzenie, rozdzialik. Przypomniała mi o sobie w czasie kwarantanny, rzuciła się w oczy, sama wpadła w ręce, i tak jest przy mnie od wielu dni. Nigdy nie pokazałam jej na Makach. To niedopatrzenie, ale też i nie przypadek. Bo czasem ciężko trudno jest pisać o czymś, co porusza, ale jest nieuchwytne. Lepiej pomilczeć.

„Król i morze. 21 krótkich opowiastek” to króciuteńkie (a jakże treściwe) opowieści. Mistrzowskie, bo w krótkiej formie zawrzeć tak wiele, to sztuka. Poetycko-filozoficzne rozważania, które trafią do serca ludzi w każdym wieku. Czym innym zachwycą dziecko, czym innym ujmą dorosłego.

W każdej opowieści pojawia Król. Król z koroną, zadartym wysoko nosem i zamkniętymi oczami. Zadufany w sobie, zapatrzony w siebie, wszak jest Królem — nie patrzy, nie słucha. Jest przekonany o swojej nieomylności, wiedzy i władzy. Dopiero w zderzeniu ze zjawiskami, istotami, rzeczami i duchami — dostrzega swoją maleńkość. Nabiera pokory i szacunku. Zaczyna dostrzegać, zaczyna pytać, zaczyna milczeć... A czasem nie ;)

Każdy z nas nosi w sobie Króla i dziecko i dorosły. Każdy z nas dziwi się, czasem smuci, czasem złości i tupie nóżkami, tylko nie każdy potrafi pielęgnować w sobie ciekawość i zdziwienie. Lubie tego Króla!

Tę książkę się smakuje. To rarytas. Takie myślanki-zatrzymanki, myślanki-przystanki. Do przemyślenia, do pogadania, do pofilozofowania. To nie przypadek, że od ponad miesiąca patrzymy na siebie i w siebie zerkamy.

Książkę zilustrował Wolf Erlbruch. Ten od ilustracji do „Kreta, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę” i ten od „Wielkiej piątki”, wreszcie ten, który napisał i zilustrował książkę „Gęś, śmierć i tulipan. Ascetyczne obrazy, stonowane kolory i zaczepny Król jak rysowany ręką dziecka. Nie dajcie się zwieść pozorom, patrzcie głębiej, patrzcie dalej. Kilkoma kreskami oddać tyle emocji i zostawić miejsce dla naszej wyobraźni... Uwielbiam!

Piękne wydanie od papieru, kolorów, po sedno. Im mniej, tym lepiej, tym bardziej.



KRÓL I MORZE.
tekst: Heinz Janisch
ilustracje: Wolf Erlbruch,
przełożyła Maria Borzęcka.
wyd. Hokus-Pokus.
format: 220 x 185 mm,
oprawa twarda.
liczba stron: 48,
cena: 34.90 zł,
wiek: od 5 lat i bez ograniczeń ;)








niedziela, 26 kwietnia 2020

Wilczek, Gerda Wagener, il. Józef Wilkoń


Przy okazji światowego Dnia Książki chciałam pokazać Wam książkę, która jest wznowieniem — po raz pierwszy została w Polsce wydana w 2007 roku i była pierwszą książką wydaną przez wydawnictwo Tatarak (niezły start!), nakład od dawna był wyczerpany (wiem, bo sama polowałam na jeden egzemplarz). A wybrałam ją „na teraz”, bo została zilustrowana przez Józefa Wilkonia.

Już po okładce widać, kto wilczka stworzył, z czyjej wyobraźni on ulepiony, czyją dłonią namalowany. Wilczość w sylwetce, wilczość w spojrzeniu. I żadne tam atrybuty tygrysie, jeżowe czy rybne nie odbierają mu wilczej powagi i dostojeństwa. Wilk to wilk, a już wilk Wilkonia to w ogóle! Wilkoń nie wdzięczy się do odbiorcy, nie umniejsza. nie upraszcza, nie boi się pazurów i czerni. Bardzo to mi się u niego podoba i podoba mi się, że takie obrazy podsuwa dzieciom. Ostrość spojrzenia może budzić grozę, te żółte ślepia, nawet jeśli wiemy, że bohater bardziej niż polować woli hasać z królikami po łące, wcinać szczaw i chlapać się w wodzie tak długo, aż powstanie tęcza!

Opowiastka Gerdy Wagener  jest prosta, ciepła, zabawna, choć dotyka poważnego problemu — akceptacji inności i tolerancji, z którymi ciągle jeszcze mamy problem.

Wilczy rodzice są zatroskani. Ich dzieci to gromadka zdrowych, silnych wilczków, takich, jakie wilczki powinny być. Tylko jeden z nich, choć prezentuje się okazale, nie przejawia wilczych cech i woli zachowywać się nie jak drapieżnik, tylko klasyczny roślinożerca o gołębim sercu. Peace and love! - chciałoby się zawołać, albo dalej „make love, not war!” i choć nasz wilczek nie ma pojęcia o ideologiach i ruchach społecznych, pasuje mi na leśnego hippisa. Przecież słynne „zwierzęta to moi przyjaciele, a ja nie jadam przyjaciół” to jak wyjęte z pyszczka naszego bohatera! Sami rozumiecie, że takie dziecko może martwić wilczych rodziców. Obserwują młodego, a potem z ust udręczonego i przerażonego ojca pada bolesne dla wilczka „Co z ciebie wyrośnie?”

Wilczek jest smutny, tak bardzo mu przykro, że biegnie w las, gdzie pod osłoną ciemności jego dobre serduszko rozpada się na kawałeczki, a z oczu płyną łzy. Na nieszczęśnika natyka się mała myszka, która poruszona niecodziennym zachowaniem i problemem druha, bolejącym nad tym, że jest NIEWŁAŚCIWY, postanawia mu pomóc. Biegnie do zwierząt, które są groźne, drapieżne i kolczaste i znosi młodemu akcesoria, które mają dopomóc mu w staniu się kimś innym. Jaki był efekt tych starań i czy wilk kogokolwiek przestraszył? Odsyłam Was do książki.

Pamiętajcie „dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”!
Jeśli szukacie książki o tolerancji, szacunku do drugiego, wreszcie miłości i akceptacji „Wilczek" jest dla Was! Piękne ilustracje, ważny przekaz, lekka forma — tę książkę naprawdę warto ustawić na dziecięcej półce. Dodam jeszcze, że „Wilczek”, wydany przez szwajcarskie wydawnictwo Bohempress, doczekał się do dzisiaj kilku przekładów i czterech wznowień w samej tylko Szwajcarii. U nas książka otrzymała Nagrodę Honorową Polskiej Sekcji IBBY „Książka Roku 2007”. Wydanie drugie różni się od pierwszego tytułowym napisem — do drugiego namalował je sam Mistrz :)

Wilczek,
Autor: Gerda Wagener,
Ilustracje: Józef Wilkoń,
Tłumaczenie: Monika Lutz,
wydawnictwo Tatarak,
Oprawa: twarda,
Liczba stron: 32,
Format: 20,7 x 29,7 cm,
Wiek: 2-5 lat.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...