O książkach niebanalnych, mądrych i ważnych, a do tego pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

poniedziałek, 26 lipca 2021

Miś ma stracha, Jacob Grant

 


Piękne ilustracje i ciepłe, stonowane kolory, że książka ma jakiś dawny czar i urok, choć autor jest jak najbardziej nam współczesny. Ze strony wydawnictwa wiemy nawet, że mieszka z żoną w niezbyt schludnym domu w Chicago ;)
Za to Miś, o którym opowiada, mieszka w bardzo czystym mieszkanku, a sprzątanie jest zajęciem, które ogromnie lubi. Bardziej lubi jedynie opiekowanie się pluszową Ursą, przytulanką, z którą mieszka.

Miś lubi mieć czysto, Miś lubi, jak wszystko ma swoje miejsce - Ursa, którą taszczy w objęciach, pewnie też. I tak żyją sobie w uporządkowanym świecie, pełnym codziennych rytuałów (dużo czytają), do czasu... Do czasu, gdy dzieje się coś strasznego.

Miś zauważa, że jego schludny domek ma nowego lokatora... Lokatora, który rozsnuwa pajęczyny tu i tam i sprytnie ukrywa się przed jego wzrokiem i czystą szmatką... Pajęczyny są według misia lepkie i paskudne, a pająk jawi się jako podstępny, niechlujny gość... Oj, ktoś tu nie lubi pająków! 

W ferworze nerwowych poszukiwań pająka, dochodzi do wypadku. Miś nie zauważa, że Ursa zahaczyła łapką o jakiś mebel i stało się nieszczęście. Miś do tego doprowadził! W panice biega po domu, a w tym czasie pająk elegancko przyszywa łapkę kontuzjowanej maskotce. Jest więc happy end i lekcja dla czytelnika, że ktoś, kto „jest całkiem inny niż my” nie musi być wrogiem, może być przyjacielem. Jak się domyślacie w schludnym domku, który przestał być już taki schludny, nastała sielanka, a pająk został pełnoprawnym mieszkańcem, Miś „nie ma nic przeciwko temu, by w jego domu mieszkał jeszcze jeden przyjaciel”. Czasem warto odpuścić sobie sprzątanie.

Zabawna i zaskakująca historia. Nie kojarzę żadnego książkowego bohatera, który byłby aż takim pedantem i czyścioszkiem!  Bardzo podoba mi się wizualna strona — ilustracje są doskonałe, aż żal opuszczać domek Misia, chciałoby się tam jeszcze trochę posiedzieć i wypić herbatkę i wcale a wcale nie przeszkadzałyby mi ani pajęczyny ani mniejszy czy większy rozgardiasz (mam nadzieję, że Misiowi też już naprawdę nie, bo to jego kompulsywne sprzątanie nieco niepokoi ;))

„Miś ma stracha” to książka wydana na 20-lecie krakowskiego wydawnictwa Lokator, która zapoczątkowuje serię książek dla dzieci (w przygotowaniu „Miś w lesie” z równie piękną okładką!). Za przekład odpowiada Michał Rusinek, doskonale!  Wydawnictwo wprowadza tę „urodzinową” serię z przytupem — Miś ma swoją płócienną torbę, plakat i naklejki. Urocze!

A  inne prace i książki Jacoba Granta możecie podejrzeć TU. Mam nadzieję, że sukcesywnie będą pojawiać się na naszym rynku.

Miś ma stracha,
Jacob Grant,
tłum. Michał Rusinek,
wyd. Lokator Media, 2021,
oprawa twarda,
stron 40,
cena  39 zł,
wiek: 3+







wtorek, 13 lipca 2021

Duży Wilk i Mały Wilk, Nadine Brun-Cosme, il. Olivier Tallec

Zdarza się, że zakochuję się w książce, nim ta trafi w moje ręce, a kiedy już ją mam, przychodzi rozczarowanie albo zachwyt rośnie.
Tak miałam z "Dużym Wilkiem i Małym Wilkiem". Okładka i ilustracje, które mogliśmy oglądać w zapowiedziach Dwóch Sióstr, sprawiły, że serce żwawiej mi biło i wiedziałam, że tak, to jest to! Chcę ją, muszę! Wspaniała kreska, a wilki bajkowo-wilcze i po prostu urocze, tak bardzo, że rozczulałam się za każdym razem, jak na nie patrzyłam. To sztuka kilkoma ruchami, niby niedbale namalować postać tak, że czuje się jej myśli i odbiera emocje. Spojrzenie, postawa, tuszowane zainteresowanie, powściągana radość, skrywane rozczarowanie i smutek. Napięcie i oczekiwanie, uchwycone w całej sylwetce, wyrazie oczu, ułożeniu uszu... Takie drobiazgi, które wyłapujemy w lot bez ściągi.
Gdy zaczęłam czytać i oglądać, czytać i oglądać pojawiło się ...

Wzruszenie. Krótka opowieść w tłumaczeniu Jadwigi Jędryas pozostawia dużo przestrzeni, każde słowo jest na miejscu. Mało tekstu, niby koncentrującego się na rzeczach oczywistych, sytuacyjnych, a każde ciągnie za sobą kolejne treści.

To piękna, bardzo subtelna i poetycka opowieść o nawiązywaniu bliskich relacji i przyjaźni. O przyjaźni, która zaczyna delikatnie gdzieś poza słowami i wiadomo, że jest, bo przynosi ze sobą tęsknotę. Poczucie braku, kiedy ta druga osoba znika.  

Duży Wilk mieszka sam pod drzewem na wzgórzu. Jest mu dobrze, żyje według planu od pobudki do ćwiczeń, od ćwiczeń do śniadania. Jest czas na przechadzkę i czytanie książki. I w to uporządkowane życie wkracza maluch. Malec. Mały Wilk. Po prostu przychodzi i siada w pobliżu. I jest. I robi to, co Duży Wilk. Nie rozmawiają ze sobą, tylko zerkają, ot tak kątem oka. Duży Wilk nie wie, jak się zachować, trochę go denerwuje ten mały,  ale i trochę ciekawi. Ma różne obawy — kiedy maluch jest jeszcze daleko, boi się czy nie będzie od niego większy, kiedy wspinają się na drzewo, drży, czy czasem ten malec nie będzie szybszy, sprawniejszy. Kiedy okazuje się, że nie oddycha z ulgą. Mały Wilk go wzrusza, Mały Wilk go rozczula, chociaż jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Kiedy je, podsuwa młodemu kilka owoców, kiedy układają się do snu, mimochodem tak kładzie kołdrę, żeby i ten drugi leciutko mógł się przykryć, tak tylko troszeczkę... Pojawia się troska. A potem mały znika. I go nie ma. I nie ma i nie ma. I choć Duży Wilk wypatruje oczy — nie nadchodzi. I tak mijają dni, dni pozbawione radości i blasku, bo Duży Wilk już wie, że chwile, które można dzielić z kimś bliskim, smakują znacznie bardziej niż przeżywane w samotności.

Jak skończy się ta historia? Koniecznie sami się przekonajcie. Sięgnijcie po tę książkę dla tekstu, dla ilustracji (kocham!), dla morza czułości, ale też humoru, bo ta książka nie tylko wzrusza, ale i bawi. 

Duży Wilk i Mały Wilk,
Nadine Brun-Cosme
ilustracje: Olivier Tallec
tłumaczenie: Jadwiga Jędryas,
wyd. Dwie Siostry,
oprawa twarda,
stron 32
cena 34,90,
wiek: 4+









środa, 30 czerwca 2021

Tarmosia, Tomasz Samojlik, il. Anna Grzyb

 Bardzo sobie rodzinnie cenimy twórczość Tomasza Samojlika. Moi młodsi synowie przeczytali chyba wszystkie jego komiksy i książki. „Tarmosia” również krążyła między pokojami, wszyscy musieliśmy sprawdzić, co tym razem wydarzyło się w Puszczy, tej Puszczy!
No i borsuki! Trochę po macoszemu traktowane w literaturze dla dzieci, a przecież to takie ciekawe zwierzaki. Z „Tarmosi” można naprawdę wiele o nich się dowiedzieć!


Tarmosia to mała borsuczka i główna bohaterka leśnej opowieści. Mieszka w norze z rodzicami — mamą Majrą i tatą Melo, którzy oczekują narodzin kolejnych dzieci (będzie to Apsu i Borz, czyli Słodziak Pierwszy i Słodziak Drugi), i dziadkiem Skjoldurem (tak naprawdę dziadek nie jest prawdziwym dziadkiem, tylko starym borsukiem przygarniętym przez borsuczą rodzinę). Ojciec stoi mocno po stronie tradycji i zasad, z dziadkiem za to można iść w tym temacie na pewne kompromisy i ustępstwa...

W lesie źle się dzieje, człowiek wycina drzewa, las się kurczy i wiele zwierząt jest zmuszonych opuścić swoje dotychczasowe jamy, nory, domy... Uciekają przed człowiekiem i wilkami, które siłą rzeczy przenoszą się w nowe miejsca i poszukują nor dla swoich młodych. Każde zwierzę walczy o swoje maluchy i przetrwanie, niektóre zostają na lodzie, jak ciężarna lisica, która pilnie, naprawdę pilnie potrzebuje swojego kąta, bo rozwiązanie tuż, tuż. Tata borsuk przepędza intruzów, czego Tarmosia nie rozumie, a że żal jej lisicy — pozwala zamieszkać jej — w tajemnicy i po cichu — w starej borsuczej norze. Co z tego wszystkiego wyniknie, dowiecie się z książki. Poznacie lisy i jenoty i ich młode, których będzie... aż trudno w to uwierzyć, że jenoty mogą mieć 16 szczeniąt w jednym miocie?

To piękna i mądra opowieść o tolerancji i sąsiedzkiej pomocy. O tym, że zamiast walczyć, lepiej współpracować, że jeśli się podzielimy z kimś w potrzebie, to - choćby był inny, obcy - niczego nam nie ubędzie, a wręcz przeciwnie, świat będzie przyjaźniejszy, bogatszy i lepszy. Różniąc się, możemy sobie wzajemnie wiele dać. Tradycja jest ważna, ale nie najważniejsza — czasem warto zrobić mały wyłom, odejść od swoich zasad, pod warunkiem, że nikomu nie będzie działa się krzywda.

Jak to u Tomka Samojlika dużo tu humoru, ale też i dużo wiedzy przyrodniczej i ciekawostek, o których nie uczą na lekcjach biologii. Wiecie, że borsuki to jedne z najczystszych zwierząt — robią latryny, gdzie się załatwiają, a ich nory to ogromne podziemne nory i korytarze z wieloma wyjściami. Słyszeliście kiedyś o borsuczych zapasach? W Tarmosi znajdziecie dokładny opis słynnej starożytnej sztuki walki borsukjutsu, zwanej także muai borsukai.

Zwróćcie uwagę na borsucze imiona, tak naprawdę to nazwy tych zwierzą w różnych językach, o czym zajmująco opowiadał pan Tomasz w czasie spotkań online z czytelnikami. Skjoldur pochodzi z islandzkiego, Mayra z fińskiego, Melo - z esperanto itd. Sprawdźcie sami :)

Mówiąc o książce trudno nie wspomnieć o ilustracjach Anny Grzyb, które oddają doskonale wygląd i cechy zwierząt, a także tajemniczy nieco klimat lasu. Ładna gra świateł i kolorów, to mi się podoba, zdecydowanie!

Tarmosia,
Tomasz Samojlik,
il. Anna Grzyb
,
seria Zwierzaki,
wyd. Agora, 2021,
oprawa miękka,
stron 176
cena 34,99 zł
wiek od 5 do 10 lat.









poniedziałek, 21 czerwca 2021

O Fretce, która dała się porwać wiatrowi, Marta Guśniowska, il. Marta Kurczewska

Jestem pod wrażeniem tego, co i jak pisze Marta Guśniowska. Co tam „wrażeniem”, ja trwam w zachwycie i to od kilku ładnych lat, od czasu „Gęsi” oczywiście, przez „Wilka”, po „Marvina”.
Teraz do tej listy dopisuję „Fretkę”. Choć przeznaczona jest dla młodszych czytelników — nie jest ironiczna i ostra jak brzytwa — ma swój urok i wdzięk, są tu językowe zabawy i mnóstwo czułości. W ogóle ta książka jest milutka jak puchaty kocyk, to taki plasterek na ranę i balsam na serduszko.

Nieśmiałym doda śmiałości, tchórzliwym odwagi. Wszystkim pokaże, że nie ma co się bać, bo życie jest zbyt piękne, by spędzić je na bocznym torze!

Polubiłam tę Fretkę od pierwszego zdania. Za jej strachy i nieśmiałość i za króciutkie nóżki, które tak wdzięcznie namalowała Marta Kurczewska. W ogóle ilustracje są świetne, obrazy i tekst to taki jeden głos, nie wiadomo kiedy - czytając - patrzę tymi obrazami, tą fretką, wiatrem, lwami i innymi postaciami, który spotykamy na kolejnych stronach.

Tchórzofretka jest nieśmiała i tchórzliwa, tak bardzo, że nawet nie próbuje wyjść poza swoją strefę komfortu, którą jest jej przytulny domek. Czasem tylko zza firanki zerka na zabawy młodych na polanie i wpada w panikę, jeśli któreś w tym czasie choćby spojrzy w stronę jej okna. Jest samiutka, zamknięta w domku, w którym odbywa intrygujące podróże, bo namiętnie czyta książki o wyprawach w odległe rejony. Och, jak ona to lubi te podróże, te przygody, byle odbywać je bezpiecznie z poziomu fotela.

Któregoś dnia zdarza się coś nieprzewidywalnego. Listonosz gołąb łomocze do jej drzwi i nie odpuszcza. Musi dostać się do środka, inaczej grozi katastrofa! Fretka jest przerażona, nigdy nikomu nie otwiera, a ten wali i wali i straszy jakąś katastrofą! W naszej bohaterce toczy się walka, wreszcie ze strachem, ale... drzwi otwiera, czym zaskakuje nawet samego gołębia!
Listonosz wpada i pędzi do łazienki, gdzie załatwia, wiadomo co i po krótkiej rozmowie i podziękowaniach pomyka dalej, zostawiając oszołomioną Fretkę, która odkrywa - o zgrozo! - że ów ptak zostawił w salonie pocztową torbę! Dajecie wiarę? Jak zostawił, to pewnie będzie jej szukać i po nią wróci, a tego dla naszej bohaterki byłoby za dużo jak na jeden dzień, zdecydowanie. Więc ciągnie torbę po podłodze i wystawia ją za drzwi, nie przypuszczając, że ktoś tam czyha, żeby tylko wyściubiła nos za drzwi...

I się zaczyna! Podróż, która zmienia. Zupełnie nowe doświadczenie. Wstrząs. Fretka porwana przez wiatr (tak, to wiatr nie mógł już znieść jej samotności i strachu i postanowił skonfrontować ją z... życiem, bo to dobry wiatr był) zostaje wrzucona w nowe miejsca i między zwierzęta, które zna jedynie z książek. Zwierzęta małe, duże i wielkie, zwierzęta dziwne i odważne i groźne. I odkrywa, że każde czegoś się boi! Nawet lwica, ta silna i odważna lwica, przed którą drżą mieszkańcy dżungli, boi się. Czego się boi? Boi się jak każda matka o swoje dziecko! Fretką przemierza kontynenty i staje oko w oko z obcymi. Okazuje się, że oni nie są wcale tacy groźni, z każdym można się dogadać i każdy ma coś ciekawego do powiedzenia. I przekonuje się, że boimy się najczęściej tego, co nieznane.

Ćma, pingwin, struś, lwica — spotkanie z każdym ze zwierząt wnosi do życia Fretki coś nowego, jakąś prawdę, mądrość, czasem Fretka czegoś się uczy, czasem sama służy dobrą radą, bo okazuje się, że ma dużo do powiedzenia i doskonale potrafi podnieść kogoś na duchu, wesprzeć i dodać odwagi!
Tylko głupcy niczego się nie boją. Rzecz w tym, by pomimo strachu mieć w sobie tyle odwagi, ażeby nie bać się żyć pełnią życia” — słowa lwicy są tymi, które znajdują w głowie wygodne miejsce i zostają z nami na zawsze.

A jak ta podróż kończy się dla naszej bohaterki? Pełna wrażeń wróci do domu, gdzie nic już nie będzie takie same. Poznała smak przygody, ale i pozna też smak miłości i już nigdy nie będzie samotna. Jak do tego dojdzie — sprawdźcie sami!

Piękna opowieść o naszych obawach i lekach, o przełamywaniu siebie i tym, że warto dać się ponieść życiu i przygodzie, bo zawsze coś dobrego z tego wyniknie. Bo szklanka jest zawsze do połowy pełna, I że każdy marzy o przyjaciołach, bo samotność wcale nie jest dobra, w grupie zawsze jest weselej, ciekawiej! Ta książka spodoba się i małym i dużym, bo jest pełna humoru, ciepła i mądrości, jak to u Guśniowskiej. Nie przegapcie jej, bo przecież każdy z nas się czegoś boi, a z tą książką strach skurczy się, a czytelnik nabierze wiatru w żagle ;)



O Fretce, która dała się porwać wiatrowi,
Marta Guśniowska,
il. Marta Kurczewska,
wyd. Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal, 2021,
stron 64,
oprawa twarda,
cena 34,99 zł,
wiek: od 3 lat.








środa, 9 czerwca 2021

Ostatnie drzewo na Ziemi, Małgorzata Kur, Magdalena Starzyńska

 Siedzi mi w głowie ta książka i wizja świata, ku któremu nieuchronnie zmierzamy. Jesteście w stanie wyobrazić sobie Ziemię bez jednego - J-E-D-N-E-G-O - drzewa? Mnie przychodzi to z trudem, nie chcę takiego świata, nie zgadzam się, dlatego tak mnie bolą wycinki lasów na prawo i lewo, betonowanie miast, usuwanie przydrożnych drzew i rugowanie ich z osiedli, placów zabaw... Bo zagrażają bezpieczeństwu, bo uczulają, bo liście trzeba sprzątać, bo trzeba wybudować kolejne budynki i zabetonować kolejne skwery, bo na drewnie sporo można zarobić...

Przeczytałam tę książkę i co spojrzę na jakieś drzewo, to przychodzi myśl, że za jakiś czas może go nie być. Że jedno po drugim będą znikać, aż w końcu nie będzie żadnego. Nigdzie. Ani w Australii, ani w Europie, ani w Ameryce Północnej i Południowej też, ani... I co wtedy? Nie będzie, bo zostaną wycięte w pień, do ostatniego. A z nasion nie będą się wysiewać, bo postanowią, że nie chcą więcej rosnąć, bo ludzie ich nie cenią i nie szanują.
Czy jak bohaterowie powieści Małgorzaty Kur będziemy chodzić z podręcznymi butlami tlenowymi, czy jak w książce władza będzie nakazywać sadzenie dla tlenu roślin o wielkich liściach? Zdradzę wam, że sprawdzi się łopian. Bardzo katastroficzna to wizja, ale dobrze, tak trzeba. Pokazujmy dzieciom, do czego może doprowadzić polityka i kształtowanie przestrzeni publicznej i ludzka chciwość. Może one unikną powielania naszych błędów, będą mądrzejsze i zapobiegną katastrofie?

Jest czas — za jakiś czas. Kalina dużo wie o drzewach z opowieści babci. Babcia miała rękę do roślin, Kalina też, ale jeszcze o tym nie wie. Babci już nie ma, a świat jest inny, niż nam współczesnym znany. Ten pamiętają jedynie starsi, którzy jeszcze żyją. To pewnie koniec 21 wieku. Tak daleko, ale i wcale nie. I Kalina żyje w świecie bez drzew, z butlami z tlenem i łopianowymi liśćmi. Ma dom, rodziców i chodzi do szkoły, gdzie celebruje się święto drzew, a w telewizji emitowane są programy o drzewach. Naukowcy próbują wskrzesić drzewa, ale z nasion nic nie wyrasta. Drzewa chyba obraziły się na ludzi. Nie chcą rosnąć. 

Nie ma drzew.

Kalina dostaje skrzynkę z piwnicy babci z jej skarbami. Te cenne znaleziska to zielniki, które ogląda z nabożną czcią i nasiona! Akcja, dęby, buki, brązowe kasztany... Budzi się nadzieja, która jak iskra gaśnie — skoro naukowcom się nie udaje, jak ma się udać nastolatce? Jednak Kalina próbuje, namówiona i zachęcona przez przyjaciela. Czy szacunek, troska i czułe wsłuchanie się w przyrodę, wystarczą?
Jest tu i o przyjaźni i o mądrości, wynikającej z doświadczenia, wiedzy i serca, jest o zwierzętach i oczywiście drzewach... I o tym, że jest nadzieja! Tylko wszyscy musimy pójść po rozum do głowy.

„Ostatnie drzewo na Ziemi” pięknie wpisuje się w cykl książek o ekologii i ratowaniu środowiska naturalnego. Jej zakończenie łagodzi mocną wymowę, daje nadzieję, że nie wszystko stracone. Ceńmy to, co jeszcze mamy i nie pozwólmy drzewom zginąć, bo jak one zginą, zginiemy i my.


Ostatnie drzewo na Ziemi,
Małgorzata Kur,
Ilustracje Magdalena Starzyńska,
wyd. Ezop,
Oprawa twarda,
Format 16.5 cm x 23.2 cm,
Ilość stron: 104,
Wiek  9-12 lat,
cena 35 zł.








niedziela, 30 maja 2021

M jak morze, Joanna Concejo


Noszę się z napisaniem kilku zdań o tej książce od dłuższego czasu. Wracam do niej, czytam, oglądam. Na progu nocy, w łóżku układam w myślach słowa, a raczej zamykam w nich emocje, wszystko jest jasne i klarowne, napiszę tak jutro. A kiedy przychodzi jutro, siadam, zaczynam pisać, kasuję...

„M jak morze” to opowieść pełna melancholii i nostalgii. O samotności, o dorastaniu, o złości na świat i zagubieniu, o tęsknocie i pięknie natury.  Obrazy pieczołowicie ułożone w albumie i zdjęcia luźno włożone między kartki. Co jest dzisiaj, co jest obrazem z przeszłości? Trudno ją opowiedzieć, właściwie to chyba się nie da — mówienie o niej powoduje dysonans, bo ciężko uchwycić tu konkret. Już prawie go masz i hyc, jeden kamyk ucieka i cała konstrukcja się wali...

Chłopiec, M., jest na plaży. Sam. Wpatrzony w linię horyzontu, dotyka tajemnic. Myśli, stawia pytania, zastanawia się. Słucha szumu fal i patrzy na horyzont. Czy tam ktoś jest? Czy może stoi tam taki sam chłopiec i patrzy w jego stronę? Samotność dziecka pogłębiona jest przez bezmiar wody, morze, które wydaje się nieskończonością.

Kumulują się w nim różne emocje, jest zły, rozdrażniony, pełen „nielubienia”. Wspomnienia jak fale zalewają jego myśli. Przypływy i odpływy. Rzucając kamykami, przypomina sobie figurkę zakopanego pomarańczowego dinozaura. Czuje żal za czasem, który odszedł, bo razem z nim odszedł też dziadek, który jest w tym wspomnieniu obecny. Czy wypełniające go obrazy z przeszłości są powodem jego samotności? Czy czuje się samotny, bo jest w wieku chaosu i przemian: dorasta, dojrzewa, nie dziecko już  i jeszcze nie mężczyzna, a morze ze swoją żywiołowością, przestrzenią i nieprzewidywalnością uświadamia mu jego bezradność i zagubienie? Może te chwile, które obserwujemy, ta teraźniejszość — to ten moment, w którym chłopiec zdaje sobie sprawę, że czas płynie, a on wcale nie jest już mały i sam musi sobie z tym poradzić. Czy morze go wysłucha, czy morze mu odpowie?  Choć nie potrafi krzyczeć i głos więźnie mu w gardle — krzyczy, a jego słowa unosi wiatr. Krzyk daje siłę i wyzwala. A kamyki są słone, jak woda i jak jak łzy.

Chłopiec stoi u progu nieskończoności, a ta fascynuje, zachwyca i przeraża. Ten chłopiec pewnie nie jest już chłopcem, tylko dorosłym mężczyzną, bo teraźniejszość zatrzymana na plaży może być teraźniejszością 1971 roku — taka data pojawia się na jednej ze stron.

Ilustracje Joanny Concejo mają to do siebie, że zmieniają się w oczach patrzących. Są jak kameleony — ich odbiór zależy od tego, kto patrzy i jaką niesie w sobie historię i przeżycia. Te obrazy można układać sobie według swojego klucza i interpretować je przez pryzmat osobistych doświadczeń i wrażliwości. Przefiltrowywać przez siebie jak wodę. Co zostaje w sitku?

Morze domysłów i scenariuszy. Który jest właściwy? Twój własny.

Zastanawiałam się, czego takiego ta książka we mnie dotyka? Wiem. To smutek. 
To mój album ze zdjęciami, mój powrót z jeszcze przyszłości do czasów, w których dzieci były małe. Małe, czyli blisko. Te same blond czupryny, zwinne i smagłe ciała, piłka, ruch. I to morze. Nasze morze — z pustymi plażami, żółtym piaskiem, trochę zamyślone, trochę senne i wietrzne. Obrazy zabaw na plaży i zbieranych znalezisk. Kamienie, muszle, patyki. Przyglądam się z uwagą mapie miasteczka — czy to wybudowany gród z płotami z patyczków, kamieni i roślin, wyrzuconych na brzeg?  Czas, który jeszcze drży we mnie, ale za chwilę stanie się wspomnieniem. Zdjęcia stracą barwę. Jak się będę czuła, kiedy odejdą do siebie? Pewnie gdzieś głęboko będzie brzmiała we mnie cisza i ta kropla smutku, że to już i kiedy to się stało...

Joanna Concejo swoje książki maluje nostalgią i ciszą, czym za każdym razem łapie mnie za serce. Czasem zaciska je na ułamek sekundy. Z tą nie jest inaczej. 




M jak morze,
Joanna Concejo,
wyd. Format, 2021,
Oprawa twarda,
Liczba stron: 52,
Format: 22 cm x 29 cm,
cena 49,90 zł.











wtorek, 25 maja 2021

Bohaternik, Iga Fijałkowska, il. Daria Solak


Książki związane ze sztuką  wywołują we mnie ekscytację, muszę je mieć. Kolekcjonuję i albumy malarskie i książki związane z historią sztuki i literaturę dla najmłodszych, wprowadzającą dzieci w świat twórczości, kreatywności i piękna. Sztuka mnie nie tylko fascynuje i porusza, ale i ręce wyrywają mi się do tych wszystkich kredek, farb, papierów. Zbieram, kupuję i pilnuję, żeby chłopaki prace plastyczne oddawali na czas. I żeby przykładali się do nich, a nie wykonywali je jedną ręką na kolanie.

Dlatego na maila z zapytaniem, czy nie zapoznałabym się z nową książką wydaną przez Centrum Sztuki Współczesnej, mogłam odpowiedzieć tylko TAK! Nie skojarzyłam nazwisk, dopiero gdy wzięłam w ręce „Bohaternika”, pomyślałam, że tak, skądś tę kreskę znam. Nasycone kolorem i radością obrazy pobudzają wyobraźnię, otulają słońcem i uśmiechem. Daria Solak zilustrowała m.in. „Kropkę z błędem” i „Ala ma kota. A Ali?” wydanych przez wyd. Dwie Siostry. A jak mowa o wydawnictwie -  Iga Fijałkowska, historyczka sztuki i edukatorka od niedawna jest na jego pokładzie.

O czym opowiada książka i jaką rolę odgrywa tu sztuka? Grupa dzieci, uczęszczająca na zajęcia plastyczne, otrzymuje zadanie: sportretować bohatera. Zadanie jest trudne, bo bohater musi być prawdziwy! Malujący musi go znać, a przecież bohaterów nie spotyka się w warzywniaku czy na ulicy. Bohater to postać pomnikowa, obdarzona nadludzkimi umiejętnościami, niespotykaną odwagą, siłą i w ogóle! Czy rzeczywiście? Nina zastanawia się nad tym i podpytuje swoich bliskich. Dziadka, rodziców. To, co słyszy, zaskakuje ją i daje do myślenia.

Jeśli szukacie książki, która pozwoli dziecku znaleźć jego mocne strony, wzmocnić poczucie wartości i pokazać sprawczość, a przy okazji i zachęcić do twórczości — dobrze trafiliście. Bo każdy człowiek ma wiele zalet, czasem są to drobiazgi, ale bez nich czym byłby świat? Życie składa się z drobiazgów, małych gestów na co dzień, które zebrane razem są jak lawina śnieżna — nabierają siły i mogą zmienić świat. Ważne, by umieć je dostrzec, wyłuskać. Ciepła, motywująca do rozmów i działalności twórczej  książka, a do tego doskonała do pracy warsztatowej!

Jak myślicie, kogo namalowała Nina?

Bohaternik” jest wynikiem/zakończeniem projektu Bohaternia, realizowanego w ramach programu (EDU Edukacja, Działanie, Upowszechnianie) Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.

Bohaternik
Iga Fijałkowska,
il. Daria Solak,
wyd. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski,
oprawa twarda,
wym. 20 cm x 25 cm,
stron 32,
cena 28 zł,
wiek od 3 lat.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...