Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

sobota, 5 października 2019

Bjorn w wielkim świecie, Delphine Perret

Drugi tom Bjorna — „Bjorn w wielkim świecie” — już jest w księgarniach, premiera miała miejsce pod koniec września. Jaki jest? Doskonały! To, że jestem zachwycona opowieściami o niedźwiedziu, wiecie z recenzji o pierwszej części — „Bjorn. Sześć opowieści z lasu”. O drugim tomie i moim uwielbieniu dla jego bohaterów opowiem za chwilę...


... ale najpierw muszę się czymś pochwalić, czymś, co jest dla mnie ogromnie miłe — na ostatniej okładce książki zostawiłam swój ślad — swój, Makowy :)

Moje ciepłe słowa o Bjornie, zachęta do czytania dla biorących tę książę w ręce, poszła w świat razem z Bjornem! Dziękuję pani Magdzie Kłos-Podsiadło i wydawnictwu Wytwórnia za to wyróżnienie. A za Bjorna mocno ściskam kciuki, niech wędruje i niech mu w tym świecie będzie jak najlepiej! Tak, jak nam z nim.



Bjorn w wielkim świecie, Delphine Perret





Przychodzi wiosna i cały las się budzi, ożywa. Bjorn i jego przyjaciele otrzepują się z chłodu i zimowego snu. Znowu są razem. Ciekawi tego, co przyniesie najbliższy czas. I otwarci na nowe wyzwania, przygody. Czas płynie niespiesznie, jest swojsko, pogodnie, jest dobrze.

Cieszą ich małe rzeczy: deszcz płatków wiśni, zabawa znalezionym telefonem, rozmowa, zatrzymanie się tu i teraz, a najbardziej bycie razem, ze sobą. Bez oceniania, bez wymagań i poprzeczek stawianych wysoko. To sztuka, uczmy się tego od Bjorna! Zwierzęta, nasi znajomi z pierwszego tomu — żółw, wydra, lis, borsuk, zając, sroka — urządzają sobie piknik (uwielbiam patrzeć na zwierzęta obserwujące przez okno zachód słońca, to moja ulubiona ilustracja!), cieszą się wycieczką autobusem, czytają list od kolegi. Bjorn zaproszony na basen przez swoją przyjaciółkę odwiedza miasto — chłonie miejski pejzaż, wszystko go dziwi i zachwyca!

Podobnie jak w pierwszej części, jest w tych prostych opowiastkach jest tyle mądrości i radości! Warto smakować je, degustować jak danie w najlepszej knajpie. Bo Bjorn to towar de luxe! Czytanie tej książki jest jak głęboki oddech, kontemplacja. Miód na serce. Tętno się uspokaja, myśli nabierają przejrzystości. Człowiek się zastanawia, po co tak pędzi, tak się szarpie, skoro życie ma tyle uroku takie, jakie jest.

Cudowna kreska i ilustracje, proste i oszczędne, a jakże wymowne i wzruszające. No i piękne wydanie: miętowa okładka, żółte strony wewnątrz (w pierwszej części występowały te same kolory, tylko na odwrót), doskonała typografia i  papier, twarde okłady i szyte strony!

Powtórzę: czytajcie! Czytajcie Bjorna!

BJORN W WIELKIM ŚWIECIE
tekst i ilustracje: Delphine Perret,
wyd. Wytwórnia, 2019,
tłum, Paweł Łapiński,
typografia: Studio Acapulco,
wymiary 15 x 21 cm,
oprawa twarda
cena 35 zł
wiek: od 6 lat.








środa, 2 października 2019

KUMPEL nr 10 i książka, którą w nim polecamy


Najnowszy numer „Kumpla” (październikowy) już w kioskach. A co tym razem polecamy na dłuższe, bo jesienne wieczory? Nic nam tak nie poprawia humoru, jak Hedwiga — dziewczynka, z głową pełną zaskakujących pomysłów i skłonnością do pakowania się w tarapaty. Lubię Hedwigę i moi chłopcy ją lubią, przeczytali już dwie części „Hedwigę” i „Hedwigę i Maksa-Olofia” i czekają na kolejną część, bo na horyzoncie czai się trzeci tom serii Fridy Nilsson „Hedwiga i lato ze Sznyclem”. Premiera — jak zapowiada wydawnictwo Dwie Siostry — już w tym miesiącu!

To kolejne książki, o których opowiadamy w „Kumplu” i które polecamy. Jestem przekonana, że dzieci, które po nie sięgną nie pożałują tego :)

O książce pisałam też na Makach KLIK

A co w magazynie KUMPEL?



Przeglądam najnowszy numer i ... fajny jest! Dla dzieci rozpoczynających edukację szkolną, od zerówki do 3 klasy szkoły podstawowej.

Dużo ciekawostek, dużo zadań do rozwiązywania (w tym Trzecioteścik, sprawdzający wiedzę), ortograficzne przypominajki (tym razem na tapecie jest pisownia „rz”), dużo tematów związanych ze zwierzętami i przyrodą (las jesienią jest naprawdę fascynujący!) plus wyprawa do Włoch (nam tęskni się już do słońca i wakacji!). 

Sporo pomysłów na działanie, czy to w kuchni, czy z kartką papieru — malowania, składania (w każdym numerze na ostatniej stronie znajdziecie wagonik do złożenia — można skompletować cały pociąg inspirowany „Lokomotywą” Juliana Tuwima). W cyklu Poznaje Poloniki katedra ormiańska we Lwowie.

Zerknijcie na zdjęcia.





środa, 25 września 2019

Teatr. Zadaniariusz, Ricardo Henriques, il. André Letria


To książka do podczytywania, zerkania, sięgania.  Kompendium wiedzy dla tych, którym teatr dobrze leży na duszy, którzy pracują z dziećmi, którzy uczą, którzy bawią się w teatr. I dla młodych, którzy chcą albo powinni wiedzieć. Żonglerka pojęciami, dygresjami  autor mówi do nas, wciąga w rozmowę, zaczepia i bawi. A wszystko w szerokim kontekście kulturowym, literackim, filozoficznym...

Bardzo lubię tę książkę. Książkę  a właściwie leksykon. Teatr od a do zet, plus pomysły do wykorzystania w domu, szkole, przedszkolu. Znajdziecie tu wszystko i o historii teatru i najważniejszych sztukach i ich rodzajach, teatralnych kamieniach milowych i całą tę wiedzę okołoteatralną związaną z budynkiem i przygotowywaniem przedstawień, widzem i tym, co dzieje się za kulisami. Ciekawostki, historyjki, uczucia... W sumie ponad 200 haseł/pojęć.

Wiele z nich nawiązuje do teatru i kultury portugalskiej, bo tam książka powstała, ale wydawca zadbał, by została wzbogacona i polskimi odniesieniami.

Ze wstępu książki:

 „Przedstawienie trwa, a odpowiedzialni za to Grecy bynajmniej nie udają Greków. Bez bicia przyznają się, że stworzyli wiele słów i pojęć, których używa się do dziś. Weźmy choćby „theatron”, czyli „miejsce, z którego widać”, czy „drama”, co oznacza „sprawiać, żeby się stało”. Ktoś w jakimś miejscu, kto widzi, jak się staje – oto teatr. Poprosimy o brawa. A nie, zaraz… Jeszcze nie. Teatr to sztuka, która mieści w sobie wiele innych. W teatralnej obsadzie znajdziemy literaturę, muzykę, taniec, malarstwo, architekturę, fotografię, a nawet i kino. W teatrze jest miejsce na tragedię, komedię, dramat, satyrę, farsę i wiele innych rodzajów i gatunków, które rozpierają scenę do granic. Teatr odgrywa się nie tylko na dokładnie zaprojektowanych scenach, ale i na dywaniku rozciągniętym na środku pustyni. Fatamorgana to czy nie – teatr jest doskonałą metaforą świata, gdyż ukazuje wiele zjawisk niczym przy pomocy szkła powiększającego i ujawnia człowiekowi prawdę o nim samym. Cisza na scenie, gesty i symbole mogą być znakami tak samo ważnymi i wieloznacznymi, jak padające ze sceny słowa. Teatr istnieje, aby zaprzątać naszą uwagę, aby nas bawić, czasami żeby nas budzić i żeby dokumentować. Można by rzec, że ma tylko trzy elementy stałe: aktora, postać i widza. Czyżby więc cała reszta była dowolna? Wiek XX zszedł już z afisza, był Brecht i było wiele kryzysów tożsamości, więc niczego nie można brać za pewnik. A może jednak trzeba? Wszak teatr to przedziwna chemia, która wytwarza się gdzieś pomiędzy tym, który stwarza, i tym, który obserwuje”. (Teatr, Zadaniariusz, Ricardo Henriques, str. 3)

Duży format, bardzo ciekawe ilustracje (pomarańczowo-czarne)  i opracowanie graficzne. Dużo tekstu. A informacje podawane są z dużym poczuciem humoru i lekkością, Chce się czytać, chce się wiedzieć. Idealna pomoc dla nauczycieli, prowadzących zajęcia i warsztaty teatralne czy po prostu bawiących się w teatr. Znajdziecie tu wiele pomysłów na prace plastyczne  robienie teatralnych masek, odlewu twarzy, teatru w pudełku, deszczu z kija i rekwizytów przydatnych do wystawiania sztuk w domu dla zabawy, czy na warsztatach w szkole,

Partnerami polskiego wydania są: Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku oraz magazyn Fika. Wydanie dofinansowano ze środków portugalskich instytucji kultury: Direção-Geral do Livro, dos Arquivos e das Bibliotecas oraz Camões – Instituto da Cooperação e da Língua,

Książka według wydawnictwa polecana jest dzieciom od 7 roku życia, według mnie odbiorcą powinien być starszy czytelnik  już nastolatek i dorośli.


Teatr. Zadaniariusz,
Ricardo Henriques,
ilustracje André Letria,
przekład Jakub Jankowski,
Oprawa Miękka,
Stron 72,
Format 25 x 34,
Wydawca Tako,
wiek: od 7 lat.
cena 45 zł.









czwartek, 19 września 2019

Niedźwiedź i pianino, David Litchfield


Ta okładka sprawiła, że serce zabiło mi szybciej... Nie, nie znałam tej książki, ani jej autora. Zachwyciła mnie okładka? Interesująca, ale nie to zadecydowało. A co? To, że patrząc na nią widzę... "Misiową piosenkę".







Książki, które są kochane przez moje dzieci — wrastają we mnie, stają się bliskie, ważne. Celebruję te dziecięce fascynacje, nawet jeśli minęły lata, a książkę zaczyna pokrywać kurz. Ścieram go delikatnie i z czułością. Bo to książki z listy „prosto z serca” każdego dziecka.

Na Antka listę trafiła kiedyś „Misiowa piosenka”. Trudno powiedzieć, co go w niej urzekło — czy ilustracje, czy tekst, a może wszystko razem? Choć już do niej nie wraca, to o niej mówi. I ja o niej mówię. Pamiętamy te wieczory, wiele wieczorów i dni, kiedy oglądaliśmy ją i czytaliśmy. Bracia przewracali oczami, kiedy Antek z uporem maniaka wyciągał „Miśka” i kazał sobie czytać.

Wracając do pierwszego spotkania z okładką „Niedźwiedzia i pianina”. Podobne głębokie nasycone kolory, kotary teatralne i niedźwiedź tu i tam. Choć Antek dawno już nie jest przedszkolakiem — wróciłam do domu z książką. Pokazałam mu i zobaczyłam ten błysk i skojarzenie w oku, to „O!" - na to liczyłam. Bo to było takie trochę z mojej strony "sprawdzam", czy pamięta ;)

Niedźwiedź i pianino


Historia niedźwiedzia, spełniającego swoje marzenia. Niedźwiedzia, który osiągnąwszy sukces i uznanie uświadomił sobie, że jedyne czego mu brakuje to jego dawny  dom i przyjaciele. To, co głęboko w środku dla niego najbliższe, najważniejsze.... To zwięzła  opowieść o poczuciu pustki i tęsknocie, a także odwadze, by zaryzykować i zmienić wszystko. Zacząć od nowa. Niedźwiadek tę odwagę znalazł w sobie i to nie jeden raz.

Każdy z nas nosi w sobie pamięć ważnych ludzi i miejsc, które nas ukształtowały. Można wyjechać, odejść na drugi koniec świata, ale pamięć domu i bliskich, wśród których dorastaliśmy, zawsze jest żywa.

Mały niedźwiadek w lesie na polanie znajduje pianino. Nie ma pojęcia, co to jest i dlaczego, kiedy trąci się je łapką, wydaje takie straszne dźwięki... Odchodzi, ale wraca. Coś go przyciąga na polanę i coś pociąga w tym dziwnym meblu. Trąca, naciska... Po latach dziwne dźwięki nie są już ani dziwne, ani straszne, tylko piękne. Niedźwiedź gra! Odkrywa siłę muzyki, to jak dźwięki działają na niego i słuchaczy. Jak wywołują tęsknotę za czymś nieznanym, uszczęśliwiają, uskrzydlają... Jednego z koncertów słuchają nie tylko zwierzęta, ale i przechodzący w pobliżu ludzie. Ich też zachwyca muzyka niedźwiedzia, dlatego zachęcają go do wyjścia z lasu — do ludzi, do miasta, gdzie niewątpliwie trafi na szczyt, zrobi karierę, a jego muzyki słuchać będą miliony.

Niedźwiadek wie, że będzie tęsknił za bliskimi, ale ciekawość wielkiego, nieznanego świata zwycięża. ... Jak się domyślacie — robi niesamowitą karierę, gra na największych scenach, wydaje płyty, udziela wywiadów. Wszędzie dostaje owacje, widzi zachwycone twarze, słyszy gromkie brawa... Lata mijają, a on zamiast być szczęśliwym czuje coraz większy smutek. I tęsknotę... Co zrobi? Można się domyślić.

Prosty tekst, może za prosty — brakuje mi głębszego akordu (jak już przy muzyce jesteśmy) i  ciekawe, nasycone kolorem ilustracje.


Niedźwiedź i pianino,

David Litchfield
Wyd. Zielona Sowa, 2019
Format: 20 x 28,8 cm,
Oprawa twarda,
Stron: 40,
Wiek: od 4 lat
Seria: PICTUREBOOK,
cena 29.90 zł.













poniedziałek, 16 września 2019

Ilustrowany inwentarz kwiatów, Virginie Aladjidi, il. Emmanuelle Tchoukriel


Dla miłośników roślin, botaników i koneserów! Przepięknie wydany i niezwykły „Ilustrowany inwentarz kwiatów” (kolejny po „Inwentarzu zwierząt”, „Inwentarzu drzew” i „Inwentarzu ptaków”) cieszy mnie ogromnie, bo uwielbiam pola i łąki i wszystko, co tam rośnie.

65 gatunków kwitnących roślin dzikich i hodowlanych. Dobrze znanych, pospolitych, ale i takich, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Spotykamy je w domowych ogródkach, na polach i łąkach. Chabry, maki, naparstnice, rumianek, koniczynę, lawendę i wiele,wiele innych.

Wszystkie rośliny posegregowane kolorystycznie (kwiaty żółte, pomarańczowe, fioletowe, niebieskie, różowe, czerwone, białe, czarne i wielobarwne). Przy każdej krótka notka, a w niej polska i łacińska nazwa, czas kwitnienia, występowanie, opis wyglądu rośliny i kwiatu i wiele ciekawych informacji i ciekawostek.

Wiecie, że macierzanka piaskowa jest rośliną żywicielką gąsienicy niebieskiego motyla modraszka, który żywi się jej kwiatami? Kiedy przychodzi odpowiednia pora — gąsienica spada na ziemię, a wtedy mrówki przenoszą ją do mrowiska, gdzie żywi się larwami mrówek do momentu przeobrażenia w motyla. Macie maliny w ogrodzie? Koniecznie posadźcie między nimi niezapominajki — odstraszają owada, który jest ich ogromnym wrogiem (ten szkodnik nazywa się kistnik malinowca). Dowiedziałam się też, że bulwy dalii są jadalne, co mnie zaskoczyło — Aztekowie traktowali je jak warzywo, smakiem przypomina karczocha... Muszę spróbować!

A ilustracje... Dla samych ilustracji warto mieć tę książkę — przenoszą nas w czasy precyzyjnie rysowanych obrazów. Ryciny wypełnione kolorowym tuszem, proste i eleganckie, oddające urodę i wdzięk kwiatów. Można podziwiać w nieskończoność,

PS. W przesyłce od wyd. Zakamarki poza książką znalazła się mała torebeczka z nasionami nasturcji. Posadziłam je w donicy na balkonie. Niestety, pojawiły się mszyce ...


Ilustrowany inwentarz kwiatów,
Virginie Aladjidi,
il. Emmanuelle Tchoukriel,
tłum. Katarzyna Skalska, Magdalena Kamińska-Maurugeon,
wyd. Zakamarki, 2019,
wymiary: 22 x 30,5 cm,
twarda oprawa,
stron 68,
wiek 6+














sobota, 14 września 2019

Tatulczyk Moniuszko, Katarzyna Huzar-Czub, il. Marta Ruszkowska

W tym roku obchodzimy Rok Moniuszkowski (z okazji rocznicy 200 urodzin kompozytora), dlatego też o słynnym kompozytorze i ojcu polskiej opery mówiło się i mówi sporo, i dużo pisało i pisze.

Ucieszyłam się, że na tej fali na rynku pojawiła się także książka dla najmłodszych czytelników. I powiedzieć sobie trzeba, że jest bardzo starannie wydana i świetnie zilustrowana przez Martę Ruszkowską (bardzo lubię jej ilustracje w „Warszawiakach").
Ilustracje w „Tatulczyku” są ciekawe, zadziorne i z humorem. Lekka kreska, stonowane kolory — miło się ogląda, tym bardziej że ilustratorce udało się oddać ducha czasów, w których żył Moniuszko w sposób jednocześnie i nowoczesny i nawiązujący do klimatu tamtego okresu.

Jednak jak się zacznie czytać, to czegoś brakuje. Treści.

Jest banalnie. Dużo tu słów, jednak niewiele z nich wynika poza przegadanymi wersami i ciężkimi rymami. Z tego potoku wyłowimy fakt, że Moniuszko od dziecka uwielbiał grać na fortepianie, że był patriotą (przyszło mu żyć w czasach, kiedy Polski nie było na mapie), że napisał „Halkę”, a wcześniej zakochał się i ożenił z pewną Olą, z którą doczekał się dziesięciorga dzieci, które kochał (stąd ten tatulczyk).

Nie liczyłam na szczegółową biografię, bo to książka dla dzieci, ale spodziewałam się czegoś, co zaintryguje, co zapadnie w pamięć, sprawi, że ten pan z postumentu stanie się bliższy, ciekawszy dla młodych czytelników, że coś o nim będą mogły powiedzieć, a może i zechcą posłuchać jego kompozycji.


Tatulczyk Moniuszko,
Autor: Katarzyna Huzar – Czub
Ilustracje: Marta Ruszkowska
Wydawnictwo:  Polskie Wydawnictwo Muzyczne (małe PWM)
 2019,
stron 24,
format 21 cm x 21 cm,
oprawa twarda,
cena 25 zł,
wiek: 3+
wiek









niedziela, 8 września 2019

Morze, w którym można się zakochać, czyli o naszych wakacjach słów kilka i jeszcze więcej zdjęć




Znaleźć nad naszym morzem puste plaże i miejsca, gdzie nie ma tłoku to sztuka. W ogóle znaleźć takie miejsca w Polsce — odludne, ciche, sielskie... Na uboczu albo z dala. W środku lasu albo gdzieś za najmniejszą wsią. Miejsca, których nie ma na szlaku turystycznych atrakcji polecanych w przewodnikach. I choć co roku składam broń i w okolicach maja ogłaszam, że tym razem, w tym roku, nic nie znajdę, bo nie mam siły przedzierać się przez setki ogłoszeń o domkach na osiedlach domków, gdzie ludź w ludź, okno w okno, drzwi w drzwi — to jednak jakoś się udaje.

Ten wpis jest po to, by tradycji stało się zadość — co roku piszę o takich perełkach, naszych wakacjach pod prąd, bo niewpisujących się w ogólne trendy wyjazdów za granicę z biurami podróży, all inclusive, do hoteli z basenami i tłumem turystów. I staram się fotograficznie pokazać, że i u nas bywa pięknie!


W tym roku, po kilku latach, po Podlasiu i Bieszczadach, zatęskniliśmy za Bałtykiem. Za wiatrem we włosach i piaskiem pod stopami, za spienionymi falami, szumem i długaśnymi spacerami po plaży w poszukiwaniu muszli, kamieni, bursztynów...

Jak morze to zachodniopomorskie


Zachodniopomorskie to nasz morski kierunek od lat. Tym razem pojechaliśmy dalej niż zwykle, między Kołobrzeg a Koszalin, za maleńką wioskę, gdzie trzy domy na krzyż, a wokół pola, łąki, drzewa, cisza i spokój. I tylko wiatraki na horyzoncie przypominają, że cywilizacja jest blisko. Do morza nieprzyzwoicie blisko i wokół trochę ścieżek rowerowych, którymi można jechać wzdłuż wybrzeża.
Samochód głównie stał, bo my jeździliśmy na rowerach. Nasze wypady nie były dalekie, ale za to zwyczajnie przyjemne.

Nasz przepis na wypoczynek 


Rowery, ponton, latawiec, walizka książek, kilka sprawdzonych gier, bule, badminton plus domek 500 metrów od plaży, hamak, widok na łąkę, odwiedzaną przez sarny i jeż zaglądający co wieczór na nasz teren...

Domek. Koniecznie z tarasem, koniecznie z zielonym terenem wokół i widokiem po horyzont.
Śniadania, obiady i kolacje na tarasie, bieganie na bosaka po trawie, pierwsza kawa raniutko wypijana na schodach tarasu. Wędrówki nad morze o różnych porach dnia, rano, w południe, wieczorem, całą ekipą albo w podgrupach

Rzadkie wypady do cywilizacji (jedna wyprawa wzdłuż wybrzeża - z córką dotarłyśmy na rowerach do Chłopów, które nas rozczarowały, wesołe miasteczko w Ustroniu, latarnia morska w Gąskach i niezwykłe Ogrody Hortulus w Dobrzycy). I tak przez dwa tygodnie. Mało, ale odpocząć się da.

Puste plaże. Mnóstwo kamieni. Kamienie na plaży, kamienie w morzu. Śniły mi się, bo godzinami wędrowaliśmy zgięciu w pół wyszukując tych niezwykłych, pięknych, innych. Mokre kusiły głębią kolorów, plamami, zygzakami, po wyschnięciu zmieniały się w zwyczajne, podobne do innych. Ale udawało nam się i znajdować takie, które czy mokre, czy suche zachwycały. Cały taras zasypany był naszymi znaleziskami, Antek nadawał im imiona, które czarowały mnie swoim urokiem np. kamień miliona innych kamieni, galaktyczny piasek, ale też kiwi, zielonek.... Przed wyjazdem mieliśmy twardy orzech do zgryzienia wybierając te, które miały z nami wrócić do domu. I tak zabraliśmy cały wór,

Na plaży budowaliśmy zagrody, twierdze z fos i wieżyczkami, grody otoczone płotami z patyków i zasiekami, mostami zwodzonymi i bramami,.. Ptasie królestwa i kamienne krainy. Na drugi dzień biegliśmy sprawdzić, co z nich zostało. Czasem zabierało je morze, a czasem stały wysmagane wiatrem, z obsypującym się piaskiem, nieco mniejsze, mniej realne, jakby odchodziły gdzieś do innego, przenikającego się z naszym, świata...

Zresetowaliśmy głowy i jak zwykle powiedzieliśmy sobie, że kiedyś tu wrócimy. ale pewnie nie wrócimy, bo tyle jeszcze miejsc nieodkrytych...

***
O Ogrodach Hortulus pisałam już tu:
https://www.makiwgiverny.pl/2019/08/ogrody-tematyczne-hortulus-w-dobrzycy.html

https://www.makiwgiverny.pl/2019/08/ogrody-hortulus-spectabilis-w-dobrzycy.html
























Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...