Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 12 listopada 2018

Jak uciekać to tam, gdzie szumią drzewa i śpiewają ptaki (WAKACJE NA PODLASIU)


Widzę ten dom. Może być drewniany, ze starych, grubych bali, które niejedno widziały, niejedno przetrwały. Może być z kamienia. Z przerobionej stodoły. Albo obórki. Może być na kurzej nóżce. Ale ciepły. Bezpieczny. Rzucony gdzieś na koniec świata. Koniec świata, który stanie się początkiem mojego.


Z drewnianymi okiennicami i podłogą, skrzypiącą przy każdym kroku.
Jaki by nie był, zawsze otulony zielenią. Kocham rośliny, kocham drzewa. Kocham widoki po horyzont. Pola, łany zbóż, tu droga, tam las... I poranne mgły.

Póki co skrawek tego mogę mieć jedynie przez chwilę w wakacje. Jak sobie znajdę. Jak się zaprę i wyszukam, wyłuskam z tysiąca ofert osiedli domków, molochów turystycznych, które rozrastają się jak bluszcz na stronach internetowych. Trzeba mieć samozaparcie i siłę, by zasiadać przed komputerem i szukać i odrzucać. Odchodzić, gdy wydaje się, że dla mnie nic tam nie ma i wracać z nadzieją, że tym razem się uda. Bo ja szukam odludnych miejsc, nie za miastem, ale za wsią nawet, gdzie do najbliższego sąsiada będzie hen daleko, a do sklepu to tylko na rowerze albo samochodem.

Wiele osób, którym opowiadam o swoich ulubionych wakacjach, patrzy na mnie jak na wariatkę, bo jak to tak, bez spacerniaka, straganów, kawiarni i budek z fast foodem, bez miejsc, gdzie trzeba "wyglądać" i przeglądać się w wystawach i oczach innych. Ano tak. Ja lubię o świcie wybiec na pole w mgłę, celebrować śniadanie na dworze, a potem  snuć się w piżamie z kubkiem kawy w ręku. Rozkurczyć się i słyszeć tylko śpiew ptaków i wrzaski swoich dzieciaków.

Dom na wakacje



Co roku to mi się udaje, w tym również, choć się nie zapowiadało. Znowu Podlasie - wzywa mnie tam coś i ciągnie. Niepozorne ogłoszenie, mało zdjęć, dających pole do wyobrażania sobie tego, czego na nich nie ma, niepełne informacje i numer telefonu, bez linku do strony i profesjonalnych zdjęć. Zadzwoniłam. Po pierwszej rozmowie z właścicielem gospodarstwa wiedziałam, że właśnie tam chcę wywieźć rodzinę i siebie.

"Zaliczka? Jak się Pani zdecyduje to proszę przyjeżdżać, jak  umawiamy to się umawiamy, zaliczka nie jest potrzebna. Będziemy czekać! Przyjeżdżajcie, dobrze wam będzie u nas" - taka postawa ujmuje, okazanie zaufania przywraca wiarę w słowo. I sprawia, że nie jesteś klientem, turystą, ceprem tylko oczekiwanym gościem. Na miejscu okazało się, że przeczucie mnie nie myliło, właściciele Agroturystyki pod Turem okazali się sympatycznymi i bardzo życzliwymi ludźmi.

Z różnych powodów nie cieszyłam się na ten wyjazd tak, jak cieszę się i czekam co roku. Za bardzo zmęczona, przybita różnymi wydarzeniami, które miały miejsce w moim życiu chciałam po prostu pojechać i pobyć w innych dekoracjach. Nawet nie wiedziałam, jaki spokój tam odnajdę, jaką ciszę i mocny sen i jakie poranne mgły i niebo usiane tysiącem gwiazd i  zwierzęta sprawiające, że złe myśli cichną, niepokój się oddala...

Dlatego zostawiam ślad tego miejsca, rzuconego w mozaikę pól, łąk i lasów, bo może tak jak ja znajdzie się ktoś, kto lubi tak uciekać. Kto lubi takie odludzia tak pięknie tętniące życiem. Miejsca dla tych, których koi widok pól, a  na niebie kołujące orły i jastrzębie i siedlisko bobrów kilkaset metrów za domem, ciepło ogniska i zapach siana w stodole.
My znaleźliśmy tu jeszcze więcej, bo zagrodę danieli i owiec kameruńskich przy podwórku, ciągnącą się od lasu do lasu i osiem kotów, z których jeden tak nas sobie wybrał i zaanektował, że rozstać się nie było sposób. Więc mamy kota. Tak, Lucek przyjechał z nami do Warszawy.

Kocham Podlasie za przestrzeń, urokliwe zakątki, dzikość, zatrzymany czas, prostotę i bezpretensjonalność. Za życzliwych ludzi i ciągle jeszcze niewielu turystów. Kocham Podlasie za tęsknotę, którą we mnie budzi.

W Leszczanach pod Żubrem


A sam dom? Duży, z werandą, przytulony do starej stodółki, przerobionej na salę imprezową z bilardowym stołem (co się nagraliśmy to nasze!). W domu spory salon z kominkiem, trzy sypialnie, kuchnia, łazienka. Ale tak naprawdę najważniejsze było to, co na zewnątrz - weranda, altanka, duży basen ogrodowy, kilka huśtawek, i ławek i zieloność, gdzie oko sięga.

Przestrzeń, zieleń, spokój i wspaniałe sąsiedztwo za miedzą Indiańskiej Wioski Puszczykówka, w której już raz byliśmy, a w tym roku wpadaliśmy często, bo chłopaki lubili pooglądać zwierzęta, posiedzieć w tipi i posłuchać barwnych, indiańskich opowieści. Tuż przed odjazdem wpadliśmy tu na obiad - prosty, pyszny, podany na werandzie na kolorowym obrusie.

W najbliższym sąsiedztwie wieś Okopy (tu urodził się ks. Jerzy Popiełuszko), która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie - spacerując drogą miałam wrażenie, że znalazłam się poza czasem, we wsi, która kiedyś żyła, a obecnie jest porzucona, opuszczona...

Kiedyś tu wrócimy.

W pobliżu podlaskie atrakcje, o których pisałam w 2017 roku.

I nasza poprzednia baza na Podlasiu, równie urokliwa i klimatyczna, czyli Siedlisko z widokiem.

A poniżej trylion zdjęć.




















Okopy - miejsce urodzenia ks. Jerzego Popiełuszki





piątek, 9 listopada 2018

Czytam sobie z kotylionem, czyli o serii książek z okazji rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, wyd. Egmont



Co mi się podoba: nie ma tu patosu, zadęcia i przegięcia. Proste teksty dostosowane do wieku i umiejętności czytelników i tematy nawiązujące/zahaczające o czas wyzwolenia. Ludzie, wydarzenia, sytuacje dziejące się w ważnych dla Polski i Polaków chwilach.

Krótko, ale tak, żeby coś zapamiętać i zachęcić do czytania dalej, więcej, bardziej. Każda książka ma innego autora i ilustratora. Jestem na tak!


Aniela i inni. O Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy, Cezary Łazarewicz, il. Aleksandra Artymowska



Historia powstania i funkcjonowania Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy. Opowieść o świecie, którego już nie ma. Początkach działania kilkupiętrowego sklepu, który stał się synonimem luksusu i dobrobytu. Domu towarowego prowadzonego przez rodzinę - od pomysłu, przez rozwijanie biznesu w czasach II Rzeczypospolitej i jego upadek w czasie wojny i po - za władzy ludowej, aż po nadzieję po 1989 roku, że uda się rodzinie wywalczyć odzyskanie sklepu. Stało się to po 20 latach walki w sądzie, obecnie trwa tam remont - czym jeszcze zaskoczy nas firma Bracia Jabłkowscy?

Aniela i inni. O Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy,
Cezary Łazarewicz,
il. Aleksandra Artymowska,
wyd. Egmont,
stron 64,
Wymiary: 14.5x18.5cm,
okładka miękka,
Seria z kotylionem,
poziom 3 (7 lat)
cena 14.99 zł





Mój pan woła na mnie Pies. O psie Marszałka Piłsudskiego, Jan Ołdakowski, il. Dorota Łoskot-Cichocka




Co nieco o Piłsudskim oczami jego psa. Ciepło i z humorem i detektywistycznym zacięciem. Pies, specjalnie przeszkolony owczarek niemiecki, opowiada o codzienności w Belwederze, o tym, że kręcą się tu wojskowi i zawsze salutują, jak idzie z Marszałkiem. Zadaniem psa jest chronić ważne sprawy jego pana. Czy kurs na coś mu się przydał? Nie zdradzę!

Mój pan woła na mnie Pies. O psie Marszałka Piłsudskiego,
Jan Ołdakowski,
il. Dorota Łoskot-Cichocka,
wyd. Egmont,
seria Czytam sobie z kotylionem, poziom 3 (7 lat)
oprawa miękka,
stron 64,
wymiery: 14.5x18.5cm,
cena 14.99 zł.






Maestro pokoju. O Ignacym Paderewskim, Brygida Grysiak, il. Jagna Wróblewska








Ignacy Paderewski to niezwykła postać: utalentowany muzyk, który porywał tłumy, a do tego społecznik i polityk. Autorka opowiada o dzieciństwie Paderewskiego, młodości i życiu do odzyskania przez Polskę niepodległości, do wywalczenia której sam się przyczynił wykorzystując swoja pozycję i kontakty - na całym świecie, w czasie swoich wojaży opowiadał o Polsce, której nie było na mapie. To on przekonywał prezydenta Wilsona, że powinien zaangażować się w walkę o niepodległą Polskę... Wzruszająca opowieść, po którą naprawdę warto sięgnąć.

Maestro pokoju. O Ignacym Paderewskim,
Brygida Grysiak,
il. Jagna Wróblewska,
wyd. Egmont, 2018
seria Czytam sobie z kotylionem, poziom 3 (od 7 roku),
stron 48,
oprawa miękka,
wymiary 14.5x18.5cm
cena 14.99 zł








O Zofii, co zbierała kolory. O Zofii Stryjeńskiej, Angelika Kuźniak, il. Maciek Błaźniak




Bardzo się cieszę, że coraz częściej pisząc dla dzieci, przywołuje się raz, że postaci ze świata sztuki, dwa, że kobiety, które osiągnęły dużo w czasach, w których było to albo trudne, albo wręcz niemożliwe. Do Zofii Stryjeńskiej należało dwudziestolecie międzywojenne - razem z Tamarą Łempicką zostawiły swój mocny wkład w malarstwo.
Stryjeńska malowała głównie temperą, rysowała, tworzyła plakaty, grafiki, projektowała zabawki, tkaniny dekoracyjne, ilustrowała książki. Kochała kolory, ruch, dekoracyjność. W książce Angeliki Kuźniak możemy poznać Zofię z czasów jej dzieciństwa i młodości, w okresie, w którym rodziła się jej pasja. Czy wiecie, że jako kobieta nie mogła studiować? Przebrała się więc za mężczyznę, zdała egzaminy i rozpoczęła naukę malarstwa w monachijskiej Akademii Sztuk  Pięknych.

O Zofii, co zbierała kolory. O Zofii Stryjeńskiej,
Angelika Kuźniak,
il. Maciek Błaźniak,
wyd. Egmont, 2018,
seria Czytam sobie z kotylionem, poziom 2 (6 lat),
Liczba stron: 48
Wymiary: 14.5x18.5cm
cena 14.99 zł.








Łazik na księżycu. O Mieczysławie Bekkerze, Grzegorz Chlasta, il. Zofia Różycka



Bardzo lubię delikatną, trochę rozedrganą kreskę Zofii Różyckiej i sposób łączenia jej z kolorem. Bardzo subtelne ilustracje, poruszające wyobraźnię.
Ciekawa historia, udowadniająca, że jeśli się czegoś bardzo pragnie to może to się spełnić. Warto marzyć! Mały Mietek patrzył w niebo i zadawał pytania, potem budował lunety, by oglądać gwiazdy. Po latach został szefem grupy konstruktorów budujących dla NASA pojazd zdolny do poruszania się po Księżycu...

Łazik na księżycu,
Grzegorz Chlasta,
il. Zofia Różycka,
wyd. Egmont, 2018,
seria Czytam sobie z kotylionem, poziom 1 (5 lat),
Liczba stron: 64,
Wymiary: 14.5x18.5cm
cena 14.99 zł.







piątek, 2 listopada 2018

Wilczki, Svenja Herrmann, il. Józef Wilkoń

W obrazach zwierząt Wilkonia jest coś przejmującego, chwytającego za serce. Oglądam te ilustracje i oglądam, prawie mam na końcu języka to, co chciałabym napisać, ale słowa się wymykają, ciągle nie do końca oddają to, co czuję. Trudno nazwać, jeszcze trudniej opisać. Na pewno mali bohaterowie książki wzruszają swoją szczenięco-wilczą nieporadnością, ale i dają czytelny sygnał" uwaga, to wilki, wilcze i dzikie, nie jakieś tam pluszowe maskotki".

Kiedy patrzę na wilczki wyjące nocą do księżyca - dreszcz idzie mi przez plecy. Nie wiem, jak Józef Wilkoń to robi, ale słyszę ten pełen tęsknoty i zagubienia skowyt, to nawoływanie matki pośród lasu spowitego nocą. Widzę ich bieg, to, że zaraz któreś się potknie na wystających korzeniach, któreś gdzieś zagapi, zapatrzy, bo wilczki mają w sobie jeszcze taką szczenięcą niezaradność. Oczami je głaszczę i jak dłonią czuję gęste, puszyste futro. I to niesamowite, ale czuję zapach puszystego i wilgotnego futra...

To jakieś czary!

To ogromna sztuka tak patrzeć, żeby zobaczyć i odtworzyć i jeszcze dorzucić coś od siebie, co nie ujmuje im a dodaje. Sprawić, że oglądający też zobaczy i też poczuje - niemal fizycznie ukryje się w mroku, by podglądać. A jest co!

Pierwsza samodzielna wyprawa wilczków w nocny las to wielka przygoda, bo wszystko jest nowe i pierwsze. Bez matki - dużej i ciepłej, asekurującej i ostrzegającej - las może wydawać się groźny i tajemniczy, pełen niebezpieczeństw, ale i kuszący. Zapachem. Smakiem. Odgłosami. Niby nic się nie dzieje - ot, male wilczki wyszły z jamy, by posmakować świata - a dzieje się tak dużo! Svenja Herrmann w poetycki sposób opowiada o wędrówce małych drapieżników - widzi otaczający je las ich oczami - wszystko wydaje się nowe, dziwne, tajemnicze... Idziemy razem z małą watahą i razem z nią dziwimy się i dajemy zaskoczyć, a to gwiazdom migoczącym na niebie, a to obrazom, odbijającym się w tafli jeziora, a to jeżowi o ostrych kolcach, czy puchaczowi, robiącemu "huhuhu!"... Jesteśmy zauroczeni lasem na nowo. Nocny spacer dostarcza emocji, zachwytów, ale i strachów - z ulgą ramię w ramię z wilczkami wracamy do ciepłego futra wilczycy i poczucia bezpieczeństwa, jakie daje matka.

Przepiękne ilustracje i opowieść malowana słowem, sprawiają, że koncentrujemy się na detalu, na chwili i na nowo uczymy się dostrzegać otaczającą nas przyrodę z dziecięcą otwartością i ciekawością. To świetna książka dla małych i dużych - pełne naturalności i uroku obrazy są ucztą dla oczu, a dla dzieci możliwością obcowania z prawdziwą sztuką i wspaniałością przyrody, bo Wilkoń po mistrzowsku uczy kochać naturę.

Jedyny minus: papier. Szkoda, że jest kredowy, z połyskiem - nie lubię i już.


Wilczki,
Svenja Herrmann,
il. Józef Wilkoń,
wyd. Media Rodzina, 2018,
tłum. Anna Urban,
Format 25x25 cm,
stron 44,
oprawa twarda
cena 26.10 zł,
wiek od 4 lat.













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...