Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

niedziela, 28 czerwca 2020

Literkowa książka, Alicja Krzanik, il. Anna Salamon


Sporo już było książek o literkach i dużo pomysłów na „wpisanie” liter w ilustracje (pewnie jeszcze wiele się pojawi). „Literkowa książka” zasługuje na wyróżnienie  zaskakuje i zadziwia: jest mięciutka, puszysta i wywołuje łaskotki ;) A tak serio to wizualny majstersztyk i ręczna robota! Wywołuje same ciepłe uczucia i pozytywne myśli — te kolory, tony i odcienie, te szydełkowe cudeńka i wisienki na torcie. Zachwyt!

Ilustracje wydziergała na szydełku Anna Salamon (blogerka z Deszczowego domu i ilustratorka, której prace znamy ze Świerszczyka), a wierszyki — krótkie, rymowane i zabawne — ułożyła Alicja Krzanik.

Czarna okładka jest doskonałym tłem dla kolorowych literek (niech was ta okładkowa czerń nie zmyli, bo wewnątrz jest już jasno i kolorowo poza kosmiczną rozkładówką, ale tu — wiadomo...) Każda literka jest prezentowana na jednej stronie (każda z nich to osobne och i ach!), co kilka stron znajduje się rozkładówka z obrazem. Rozkładówki powalają na łopatki, mówię Wam! Rockendrolowa babcia z obrazkiem Fridy na ścianie, podwórko wiejskie jesienną porą, łąka z osą moczącą nogi w miednicy i pięknymi makami, czy... Można tak jeszcze długo! 

Przy każdej literce znajduje się też krótkie zadanie do wykonania (a to poklepać się po brzuszku, a to podać nazwy zwierząt zaczynające się na konkretną literę, a to poudawać jakieś stworzenie paszczowo, coś narysować, czy dać komuś całusa...).
Całość sprawia, że nie można od książki oderwać oczu — oglądamy, podziwiamy, zachwycamy się misternie wydzierganymi elementami i detalami. A te kolory — bajeczne! Ta książka obrazem stoi!

„Literkowa książka” — na bank — spodoba się dzieciakom. A dorosłych zachwyci kunsztem wykonania. Boże, ileż to trzeba było się nadziergać!

To idealna kartonówka dla maluchów, które zaczynają przygodę z nauką liter i alfabetu, ale też  zapaleńców dziergania, dla fascynatów włóczek, szydełek i robótek ręcznych, dla wielbicieli radosnych barw... Każdy znajdzie tu coś dla siebie! Przyznam się Wam, że ja kupiłam ją dla siebie, bo moje dzieci to już nastolatki 11+.


Literkowa książka
Alicja Krzanik,
Anna Salamon,
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2020,
oprawa: twarda,
liczba stron: 40,
format: 205 x 250 mm,
wiekowy: 0-6,
cena: 39,90 zł.













poniedziałek, 22 czerwca 2020

Chłopiec z wyspy, Max Ducos



Kto nie marzył, by przejść na drugą stronę lustra? Wniknąć między strony fascynującej książki i stać się jej bohaterem albo wtopić się w obraz, kuszący nastrojem, tajemnicą i przygodą, a może uchwycić sen, by dalej snuć go już na jawie...

Bohater książki „Chłopiec z wyspy” Maxa Ducosa (w 2017 roku w wydawnictwie Polarny Lis ukazała się jego „Noc w Leśnej szkole”) doświadcza tego przejścia, wniknięcia i wtopienia w inny świat, inne realia. Wrotami, które musi przejść, jest fragment malowidła na ścianie, wyłaniającego się spod zdartej tapety. Wystarczy zrobić krok, by zostawić dom, rodzinę i znajome rzeczy i przenieść się na niemal rajską wyspę, oszałamiająca kolorami, słońcem i przestrzenią. By znaleźć się nad oceanem i spienionymi falami. By poczuć słońce na twarzy i wiatr we włosach. By przeżyć coś niezwykłego.

Tymek odważnie przekracza ten próg, by za nim doświadczyć przygody. Na wyspie spotyka jedynego jej mieszkańca, chłopca o imieniu Morgan. Morgan trafił tu na skutek intrygi złego kapitana Braca, który go tu porzucił, bo chłopiec był świadkiem jego niecnego zachowania i poznał jego plany zniszczenia narwali, dla ich cennych kłów. Morgan, jako Orlandczyk niczego bardziej nie pragnie niż ochronić wyspę Orlandię, z której pochodzi i narwale, szanowane przez orlandzki lud. Żeby to się stało musi wrócić na swoją wyspę, którą codziennie widzi z latarni, majaczącą na horyzoncie... Ale nie jest w stanie zrobić tego w pojedynkę, pojawienie się Tymka jest szansą, na którą długo czekał. A czas nagli...

Czy Morganowi uda się przechytrzyć morskiego potwora Dodekapusa i wrócić na wyspę, czy uda mu się ostrzec jej mieszkańców przed niebezpieczeństwem i ocalić narwale?

To taka historia jednego obrazu. Dlaczego? Dowiecie się, po przeczytaniu książki. Ciekawa historia, trochę bajkowa, trochę fantastyczna. Są tu i morskie potwory i niebezpieczeństwo, dobry lud, żyjący w zgodzie z naturą i źli, chciwi ludzie, dla pieniędzy gotowi na wszystko. Są tu delikatnie pokazane też relacje między rodzeństwem (Tymek ma siostrę nastolatkę) i zawiązująca się między chłopcami nić przyjaźni. A przede wszystkim pokazana jest siła wyobraźni.

Nie sposób oderwać oczu od okładki, w ogóle ilustracje w tej książce wciągają, hipnotyzują. Nie lubię zbytniego realizmu w ilustracji i w ogóle w malarstwie, ale daję się oczarować kolorom i przestrzeni. Monumentalne, bardzo sugestywne, oddające wielkość i potęgę przyrody. Osoby z lękiem wysokości mogą poczuć się niepewnie ;)

Minusem dla mnie jest papier. Swoją niechęć do „kredy” puściłam w genach dalej (nie lubię tej gładkości i połysku). Staś, choć zaintrygowany okładką i tematem nie chciał sam przeczytać książki, z góry odrzuca wszystkie, które mu „skrzypią".


Chłopiec z wyspy
Max Ducos,
przeł. Monika Szewc-Osiecka
wyd. Polarny Lis, 2020,
oprawa twarda,
stron 66
wymiary 230 x 305 mm
Cena : 39,90 zł
wiek: od 6 lat.











środa, 17 czerwca 2020

Park linowy w Kozienicach. Byliśmy, sprawdziliśmy!


Kozienice od tego czerwca tego roku mają już swój park linowy i jest to kolejne miejsce na mapie miasta, gdzie dzieciaki mogą aktywnie spędzić czas. Byliśmy, sprawdziliśmy — przejście fioletowej trasy zajęło moim chłopakom ok. 30 minut, po zejściu zadeklarowali, że będą tu wracać. Cieszy mnie, że w mieście, w którym często bywamy, przybywa atrakcji dla młodych - każde z nich (i skatepark i kryta pływalnia, a dla młodszych ogródek jordanowski) odciąga dzieciaki od ekranów i ekraników. Tylko rodzice nastolatków wiedzą, jakie to cenne ;)

Nad jeziorem można już nie tylko popływać w wodzie (są tu brodzik i basen dla starszych), wypożyczyć sprzęt wodny (kajaki, rowerki wodne), pograć w tenisa, zrobić ognisko w wydzielonym miejscu, pobawić się na małym placu zabaw, pospacerować, a w sezonie uczestniczyć w koncertach plenerowych. To jedno z miejsc (poza skateparkiem) chętnie przez nas odwiedzane - w tym roku powodów do przyjścia tu będzie jeszcze więcej :)

Park linowy w Kozienicach


Park nie jest duży i wybudowany jest na drzewach w jednym z atrakcyjniejszych miejsc w mieście, bo nad jeziorem kozienickim (na skarpie, za pensjonatem). Przeszkody, które trzeba pokonać na wysokościach, wymagają zaangażowania i sprawności, a przejście jednej z trzech tras zajmujące 30-40 minut daje radość i satysfakcję.

Trzy trasy o różnych stopniach trudności przeznaczone są i dla maluchów i starszych dzieci.
Pierwsza trasa — trasa zielona — jest najłatwiejsza i mogą pokonywać ją już czterolatki. Na wysokości 1.5 metra mają do dyspozycji 14 atrakcji: kładki, mosty, tunel, samoloty i tyrolkę, czyli zjazd linowy.
Trasa średnia — niebieska — również znajduje się na podobnej wysokości, ale pokonanie 13 przeszkód wymaga już nieco większych umiejętności.
Trzecia trasa — fioletowa — przeznaczona jest dla dzieci od 12 roku życia i wymaga większej sprawności. Zamontowana na wysokości około 4-5 metrów, składa się z 15 przeszkód. Mostków, kładek i podobnie jak w przypadku pozostałych kończy się zjazdem tyrolką.

Poza sezonem, czyli w czerwcu, wrześniu i październiku park będzie czynny w weekendy, w wakacje, czyli lipcu i sierpniu codziennie od godz., 11 do 20.

Cena za przejście 25 zł.

Szkoda tylko, że "reżim sanitarny" ogranicza się do zdezynfekowania rąk przed wejściem na górę - nikt z obsługi nie nosił maseczek. Co do trzymania dystansu trudno mi się wypowiadać, bo w czasie naszej obecności poza moją trójką były jeszcze ze dwie osoby i to na innej trasie.
















poniedziałek, 15 czerwca 2020

Doktor Dolittle i jego zwierzaki, Hugh Lofting [audiobook wyd. Jung-Off-Ska]



Doktor Dolittle to moja pierwsza literacka fascynacja. To też pierwsze książki, które przeczytałam samodzielnie, jak już nauczyłam się czytać. Pamiętam to uczucie satysfakcji i dumy, po przeczytaniu ostatniej strony.

„Doktor Dolittle i jego zwierzęta”, a potem poczta, cyrk, podróże... Samo hasło „Dr Dolittle” wywołuje pierwsze wspomnienia z coraz bardziej odległego dzieciństwa. Ja trzy, może czteroletnia przy stole u dziadków. Z dwoma warkoczykami, macham poobijanymi nogami, siedząc na jasnobrązowym krześle. I z zapałem rysuję na kartce papieru. Tuż obok w fotelu siedzi babcia. W brązowej podomce w grochy i okularach w grubych oprawkach. Na kolanach trzyma książkę i czyta na głos. Ileż ona mi czytała! I jak pięknie to robiła! Wiem to, choć już nie pamiętam brzmienia jej głosu. Pamiętam za to emocje, nastrój i to pytanie „co czytamy?” Najbardziej zapadły mi w pamięć — po doktorze Dolittle — baśnie Andersena i „Puc, bursztyn i goście”. Mój pierwszy żelazny zestaw. O zwierzątkach.

Dlatego z entuzjazmem przyjęłam wiadomość o „nowym doktorze” (wiecie, że w maju doktor obchodził setne urodziny?). Po liftingu, bo z nowym, doskonałym tłumaczeniem Michała Kłobukowskiego i czytanym na głos przez Edytę Jungowską, którą wszyscy znają z rewelacyjnych audiobooków (ona sprawiła, że kolejne pokolenie pokochało Astrid Lindgren). Głos i talent lektorski Jungowskiej to mistrzostwo świata. Dlatego informacja o „Doktorze” wydanym przez wydawnictwo Jung-off-ska wywołała szeroki uśmiech na mojej twarzy. Radość po prostu!

Jak Ona czyta! Jak zaczęłam słuchać na CD, tak nie mogłam przestać i skończyłam ze słuchawkami na uszach przy swoim komputerze. Wypowiedź konia... musicie tego posłuchać. Jak te zwierzęta mówią — zapewniam Was, na jednym wysłuchaniu się nie skończy!

A sam tekst? Odświeżony, uwspółcześniony, brzmi lekko, dowcipnie i mądrze. To, co zwierzęta mówią — warto posłuchać, jakie mają przemyślenia i myśli na temat ludzi. Lata minęły od czasu napisania książki, a nic się nie zmieniło. Warto przejrzeć się w tym lustrze.

Uwielbiam doktora za jego szacunek do braci mniejszych, troskę i priorytety, ale, ale... może nie każdy z Was zna treść (naprawdę? To chyba niemożliwe!).

Doktor Dolittle i jego zwierzaki, Hugh Lofting


Jan Dolittle jest lekarzem medycyny, mieszkającym w małej mieścince Puddleby nad rzeką Marsh (Puddleby-on-the-Marsh) z siostrą i całym stadem zwierzaków. Bo trzeba wiedzieć, że bohater książki zawsze — nawet wtedy, kiedy nie znał mowy zwierząt — szanował je, cenił i się o nie troszczył i bardzo surowo traktował tych, którzy źle je traktowali. Z roku na rok gorzej mu się powodzi, co martwiło głównie jego siostrę, prowadząca mu gospodarstwo. Ludzie, choć cenili jego medyczny talent, coraz rzadziej odwiedzali gabinet pełen zwierząt... Jednak nic nie trwa wiecznie, dobra karma wraca, dobro przyciąga dobro itd... Tak i u lekarza wszystko się zmienia po jednej rozmowie ze sprzedawcą kociej karmy, który podsuwa lekarzowi pomysł: zamiast ludzi niech leczy zwierzęta! Ten plan bardzo podoba się Polinezji, która zaczyna uczyć doktora języka zwierząt i tak staje się on jedynym człowiekiem na ziemi znającym zwierzęcą mowę. Wieść o tym, przekazywana z pyszczka do pyszczka, z dzióbka do dzióbka, z ryjka do ryjka rozchodzi się po okolicy i dociera w najdalsze zakątki, a Dolittle ma ręce pełne roboty, bo zwierzęta małe i duże ciągną do niego z wszystkich stron. A potem przychodzi wiadomość z Afryki — małpki potrzebują pomocy! Lekarz, choć bez pieniędzy, postanawia popłynąć im na ratunek. I tak zaczyna się pełna przygód wyprawa...
Bardzo gorąco zachęcam wszystkich do wysłuchania, choćby i kolejny raz historii o zwierzakach doktora Dolittle. To opowieść, która się nie starzeje -  w nowej odsłonie dodatkowo nabrała młodzieńczych rumieńców! Tym bardziej, że okładkę zilustrował Maciej Szymanowicz (jest piękna!).

Płyta dla Was :)


Uwaga, uwaga! Zapraszam Was do zabawy: napiszcie na FB Maków pod wpisem o tym audiobooku z jakim zwierzakiem chcielibyście porozmawiać, gdybyście mieli taką możliwość. Jakie pytanie chcielibyście mu zadać? Moi chłopcy wybiorą jedną wypowiedź i do jej autora wyślemy płytę i pocztówkę z autografem Edyty Jungowskiej :) Czekamy do 17 czerwca (koniec zabawy o północy!).



Doktor Dolittle i jego zwierzaki,
Hugh Lofting,
czyta Edyta Jungowska,
wyd. Jung-Off-Ska
tłumaczenie Michał Kłobukowski,
projekt okładki i ilustracje Maciej Szymanowski,
muzyka SzaZa - Szamburski/Zakrocki
czas: 3,5 h
płyta w formacie MP3,
cena 36,99 zł








sobota, 13 czerwca 2020

Kocyk, Miguel Gouveia, il. Raquel Catalina


Bardzo lubię opowieści naznaczone czasem i przemijaniem. Ukazujące w prosty i czytelny sposób, co najistotniejsze i podkreślające rolę bliskich ludzi i łączące nas więzi. Poruszające, bo mówiące o uniwersalnych prawdach, zawsze aktualnych i mające w sobie mądrość pokoleń.

Taki właśnie jest Kocyk, kolejna propozycja wydawnictwa Kropka. Historia wywodząca się z żydowskiej tradycji ustnej. To opowieść o chłopcu, który w dniu przyjścia na świat otrzymał od dziadka własnoręcznie uszyty przez niego kocyk. Kocyk szyty był przez wiele miesięcy z czułością i troską. Józef uwielbiał go i zawsze miał przy sobie. Służył mu nie tylko do okrywania się, ale i zabawy - ileż ról może pełnić taki kocyk! Więc kiedy mama stwierdziła, że czas się go pozbyć, bo jest zniszczony, chłopiec - co zrozumiałe - protestuje i szuka wsparcia i pomocy u dziadka. Ten nie zawodzi wnuczka i  staje na wysokości zadania - dzięki jego  krawieckim zdolnościom kocyk z latami przechodzi wiele metamorfoz: staje się kurtką, potem kamizelką, chustką, na koniec materiału starcza już tylko na obleczenie guzika. Ale jaki to piękny i wartościowy guzik! Jednak z guzikami jest tak, że kiedyś bez ostrzeżenia odpadają i się gubią.

Jak zatrzymać wspomnienia i pamięć o tych, których kochamy? W prezentach i rzeczach, które chcemy mieć blisko siebie. Ale czy rzeczywiście tylko tam? Rzeczy przemijają, niszczą się, gubią, a to, co najważniejsze zostaje w naszej pamięci, uczuciach i gestach. Nie musimy być zakładnikami przedmiotów, bo nasze serca i myśli są najlepszym domem dla tych, których chcemy w nich gościć. Dziadek ofiarował chłopcu ogrom miłości i ta miłość zostanie przy nim nawet wtedy, gdy kocyk się zniszczy i gdy zaginie guzik...

Piękna opowieść o miłości i łączących nas więzach, o sile gestów i mocy słowa. O dzieciństwie, przemijaniu i potrzebie zatrzymywania wspomnień.


Kocyk
Miguel Gouveia
Tłum. Monika Świda
Oprac. graf. Raquel Catalina
Wydawnictwo Kropka, 2020
Oprawa: twarda
Format: 200 x 247 mm
Stron:32
cena 29,90 zł
wiek: 6 +











wtorek, 9 czerwca 2020

Ulica Garmanna, Stian Hole



„Ulica Garmanna” to książka, którą pokochałam od pierwszego wejrzenia. A moja reakcja na „Lato Garmanna”, które znalazłam w bibliotece miesiąc później, wprawiła bibliotekarkę w osłupienie! Co najmniej jakbym trafiła szóstkę w totka. Franek też dał się oczarować klimatowi opowieści o Garmannie i czytamy je, odkładamy i znowu wracamy...

Lato Garmana

***

Tak pisałam w 2012 roku. Dzisiaj cieszę się tak samo - zamówiona „Ulica Garmanna” trafiła w moje ręce. Oglądam tę książkę i przecieram oczy ze zdumienia. Dlaczego rodzice w Polsce nie pokochali dotąd Stiana Hole'a? Dlaczego taka książka - tak napisana, tak zilustrowana i tak wydana przez lata leżała w magazynie? Nie rozumiem, mam nadzieję, że Garmann po tych kilkunastu latach znajdzie drogę do serc, a wtedy - jak sobie i Garmannowi tego życzę!- może pojawi się szansa na wydanie trzeciej części (Sekret Garmanna)? Na zachodnich stronach widziałam kilka ilustracji i powiem Wam, że jest na co czekać - ja na pewno będę. Musimy mieć Garmanna w całości!

***


„Ulica Garmanna” to kolejna opowieść z Północy — zdumiewające, ilu Skandynawowie mają fantastycznych pisarzy, traktujących dzieci... no jak?... serio. I bez moralizowania, oceniania. Jak ludzi mających prawo do zastanawiania się, popełniania błędów, z przekonaniem, że wyciągną z tego wnioski , przeżywających emocje i dobre i złe. Uwikłanych w różne relacje z innymi i robiących coś pod czyimś wpływem, bo to się zdarza. Bojących się, tęskniących. Stian Hole ze zrozumieniem i czułością obserwuje małego chłopca, a może samego siebie sprzed wielu lat? Gęste powietrze, dłużący się czas, dziwne myśli i dziwne szczegóły zapadające w głowę i zostające w niej na lata —  czy nie tak pamiętacie dzieciństwo?

Sześciolatek i starszy mężczyzna; przyjaźń, która nawiązała się w trudnym momencie. Lęk przed okazaniem się tchórzem i głupota zrobiona, żeby wyjść z twarzą. A potem przerażenie i strach. Kto z nas nie przeżył w dzieciństwie takiej sytuacji? Późniejsze zachowanie — czyli gaszenie pożaru zamiast ucieczki jest początkiem znajomości ze starszym panem i ich przyjaźni.

Starszy mężczyzna i chłopiec. Starość i młodość. To temat poruszany zarówno w „Ulicy Garmanna”, jak i w książce „Lato Garmanna”. Temat ważny, często omijany. Ile dziecku może dać kontakt ze starym człowiekiem, jego wiedzą, doświadczeniem? Jak cenna jest taka przyjaźń? Refleksja i melancholia — czas z książkami Hole'a to czas na rozmowę z dzieckiem, zaskakujące, jakie dzieciaki mają przemyślenia!

Zauroczyły mnie fotograficzne kolaże Stiana Hole'a, Franek również z uwagą oglądał stronę po stronie. Bo książki o Garmannie wyglądają inaczej, rzucają się w oczy, ciekawią, wzbudzają zachwyt każdym szczegółem.

Historie o Garmannie zostały wydane przez Fundację Inicjatyw Społecznie Odpowiedzialnych, do której działalności należy m.in. wydawanie i propagowanie książek poruszających ważne oraz trudne problemy społeczne; promocja książek dla dzieci z wartościową treścią. Edukujących w mądry, a zarazem prosty sposób i wnoszących w świat dziecka uczucia oraz wartości ważne dla jego rozwoju.



Ulica Garmanna,
Autor: Stian Hole,
Wydawca: Fundacja Inicjatyw Społecznie Odpowiedzialnych FISO,
Gdańsk, 2009 rok,
Przekład: Milena Skoczko
Liczba stron: 48
Okładka: twarda
Format: 22 x 28 cm
Cena: 30 zł.











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...