Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

wtorek, 30 kwietnia 2019

Kiedy dojrzeją porzeczki, Joanna Concejo




To książka, która wymaga ciszy. Bo sama jest ciszą, w której jak babie lato snują się wspomnienia, a czas wolno się sączy, by za chwilę zastygnąć w bezruchu. Chwile z kiedyś, z dawniej. I chwile obecne, z tu i teraz.

To kiedyś to jakieś dzieciństwo. Dziecko przy samochodzie. Sanki. Inne dzieci i krajobrazy. Czyjeś dłonie. Drobiazgi, które składają się na pamięć. Zdarzenia zapamiętane fragmentarycznie. Postaci bez twarzy — czas je zatarł. Wspomnienia osnute mgłą, bo tylko emocje są żywe. Potem jakieś RAZEM, we dwoje. Dopisane ołówkiem na marginesie „une photo de mariage, une femme, un baisu".

Samotność i pojedyncza już starość. Z kotem i widokiem z okna. Z wysłużonym stołem i spraną firanką. Znajome widoki, znajome rzeczy. To, co zostaje i trwa.

Fabuła rozgrywa się na kilku poziomach. Odległa przeszłość to dawno temu w życiu Henryka, oddzielone od dorosłości i rozbudowanej teraźniejszości stroną tytułową. Przeszłość to zacierające się obrazy, blaknące migawki chwil, gasnące emocje. Teraźniejszość to kontemplacja. I wspomnienia. Czekanie na list. Słuchanie ciszy. Karmienie oczu tym, co bliskie, żeby zapamiętać i ponieść dalej. Gdziekolwiek to dalej jest.

Książka, mała, niepozorna. Przypomina prywatny szkicownik/pamiętnik z luźno powsadzanymi stronami, z luźno przyklejonymi taśmą zdjęciami. Wchodząc w tę opowieść, w jakiś sposób stajemy się jej współautorami, snując własną historię, dopisując do obrazów własne wspomnienia i uczucia. Nie ma Ukochane miejsca. Ulotność czasu i jego piękno. Ta chwila. Ten moment. Studium firanki i widoku z okna. Rośliny oglądane przy drodze. Szklanka z niedopitą herbatą. Sednem zawsze jest czas i to, co pozostaje. Celebrujmy go.

Opowieść o schyłku, o zmierzchu — czasie, kiedy wspomnienia mieszają się z rzeczywistością i jedne i drugie są tak samo istotne. Joanna Concejo jest mistrzynią nastrojów. Jej pełne nostalgii i melancholii ilustracje, te wyłuskane z czasu chwile — zatrzymują. Dają do myślenia. Nie tylko o życiu pana Henryka, po prostu o czasie. Też naszym. I ciszy na koniec dnia.

Przepiękna książka.
Tu o "Zgubionej duszy" Olgi Tokarczuk z il. Joanny Concejo i baśniach zilustrowanych przez Joannę Concejo.


Kiedy dojrzeją porzeczki,
Joanna Concejo,
wyd. Wolno, 2017
oprawa twarda,
stron 96,
format: 14.8 x 23.5 cm,
Cena 44 zł.














niedziela, 28 kwietnia 2019

I ty możesz zmienić świat [warsztaty z Niką Jaworowską-Duchlińską i Karoliną Grabarczyk w Muzeum Zachęta w ramach Weekendu Księgarń Kameralnych]


Weekend Księgarń Kameralnych już za nami. Nie udało mi się zrealizować planu dwudniowego, za to jednodniowy wypalił w 100 proc. Ten czas spędziliśmy w Zachęcie. Na warsztatach „I Ty możesz zmienić świat”, prowadzonych przez autorki książki (pod takim samym tytułem) Nikę Jaworowską-Duchlińską i Karolinę Grabarczyk.

O samej książce nie będę na razie nic pisać, bo jeszcze jej nie przeczytałam, tylko przekartkowałam (napiszę o niej, jak tylko przeczytam). Już wiem, że ilustracje są przepiękne, a sam temat wręcz uskrzydlający. Bo pisanie dzieciom o ich rówieśnikach, którzy zrobili coś wymagającego odwagi, coś wymagającego wyjścia poza własną strefę komfortu, coś dla kogoś czy na rzecz jakiejś grupy ludzi; dzieci walczących o przynależne im prawa — dodaje siły i pozwala uwierzyć, że każdy z nas może dużo — bez względu na wiek i szerokość geograficzną.

Mamy moc, tylko trzeba poruszyć ten kamyk, który pociągnie za sobą lawinę. Liczy się chęć i pomysł, otwarta głowa i wyjście poza schematy. Dzieci mają w sobie kreatywność i cudowną cechę, którą z czasem zatracają: nie zdają sobie sprawy z kłód, które mogą pojawić się po drodze, starsi widzą je oczyma wyobraźni, więc często nim zaczną — odpuszczają.

Uczestnicy warsztatów słuchali fragmentów książki, oglądali ilustracje wyświetlane na ścianie. Mówili, co według nich sprawiło, że bohaterowie książki zachowali się tak, a nie inaczej i skąd brali siłę, by mimo biedy, czy ekstremalnie trudnej sytuacji wokół — w regionie czy państwie (wojna) — nie poddawać się i walczyć? Dzieci tworzyły swoich bohaterów i szukały w sobie cech, które mogą być pomocne w dążeniu do realizacji zadań. Rysowały. Padały hasła: empatia, współraca... Nie śledziłam całych zajęć, czego żałuję, bo zostaliśmy grzecznie poproszeni o zwiedzenie wystaw (wiem, obecność rodziców rozprasza dzieci, i jest też trudna dla prowadzących). Z tego, co widziałam (raz na jakiś czas, między jedną a drugą wystawą zaglądałam na salę warsztatową) było bardzo interesująco.

Autorki książki zrobiły coś niezwykłego — wciągnęły dzieci w kreatywną, twórczą zabawę, polegającą na myśleniu, wyciąganiu wniosków i uwolnieniu wyobraźni. Były rozmowy: dużo słów i pojęć poszukiwanych i wywoływanych. Słów otwierających za sobą drzwi i możliwości. Doszukiwanie się i przenoszenie własnych emocji i odczuć na cudze. stawianie się w czyjejś sytuacji/położeniu, uruchamianie empatii i uczuć...

Moje chłopaki od jakiegoś czasu niechętnie jeżdżą na warsztaty. Pisałam już o tym, muszę wzbijać się na wyżyny krasomówstwa, by ich zachęcić (dobra, przekupstwo też wchodzi w grę). Za każdym razem jadą z przekonaniem, że będzie nudno i że dlaczego znowu gdzieś ich zapisałam, skoro oni nie chcą, to już ostatni raz! Po zajęciach zapytałam ich, jak było, a oni, że FAJNIE. więc musiało być naprawdę fajnie, bo są oszczędni w pochwałach.

I ty możesz zmienić świat,
Karolina Grabarczyk,
il. Nika Jaworowska-Duchlińska,
wyd. Media Rodzina, 2019
stron 96.




















czwartek, 25 kwietnia 2019

"Alphabet Street" i "How do I see?", czyli o książkach do zabawy i nauki języka angielskiego




Dzieci najszybciej uczą się przez zabawę, wiadomo. Także języków obcych. Łatwiej chłonie się język i słówka czytając teksty, podane w oryginalnej formie, budzące ciekawość i zachęcającej do działania (nie neguję absolutnie szkolnych podręczników, choć według moich chłopaków „są takie nudne”). 


Mam słabość do książek anglojęzycznych, Kupuję córce i synom i oryginalne wersje książek znanych już im z przekładów i zupełnie obce pozycje, ale w interesującej ich tematyce. Mam nadzieję, że w taki sposób coś im ułatwię, coś zaszczepię. Pamiętam, jak moja ukochana nauczycielka języka francuskiego dała mi przeczytany już przez siebie egzemplarz „Marie Clare”. To był początek lat 90. Matko jedyna, inny świat! Siedziałam ze słownikiem nad wywiadem z jakimś muzykiem, żeby zrozumieć, o czym opowiada. Nikt mi nie kazał. Chciało mi się, bo byłam ciekawa. Ciekawość, zainteresowanie to podstawa.

Dzisiaj pokażę Wam dwie fantastyczne książki dla młodszych czytelników  (od 3, 4 roku życia). Obydwie są pięknie i bardzo starannie wydane. Kuszą wyglądem — nie da się do nich nie zajrzeć i robi się to z przyjemnością. Obydwie cieszą oczy, zachęcają do zabawy i edukują, a przy okazji, trochę mimochodem, uczą języka obcego. Pierwsza z nich to:

Alphabet Street




Harmonijkowa książka zamykana jak walizka, na zapięcie. Można ją oglądać strona po stronie albo rozłożyć na podłodze (ma 2.5 m długości!). Obraz, jaki otrzymamy po rozwinięciu to długi rząd budynków i sklepowych i kawiarnianych witryn, na których tle wędrują mieszkańcy miasteczka. Jest na co popatrzeć! Psy, krokodyle, zające, hipopotamy, koty, słonie, ptaki idą pieszo, jadą na rowerach, hulajnogach, wózku inwalidzkim, prowadzą wózki z dziećmi... Ulica tętni życiem, ile tu się dzieje!

Na każdej stronie znajdują się też okienka, za które można zerkać — dostajemy dodatkową ilustrację tego, co dzieje się za murami w danym miejscu: pomieszczeniu, mieszkaniu (nad sklepami), kawiarni... Okienkom towarzyszą jednozdaniowe opisy. Każda kolejna strona to kolejna litera alfabetu.

Cukierkowe, ciepłe kolory, ładna kreska — tę książkę naprawdę przyjemnie się ogląda i czyta. Druga strona kartonowej harmonijki przenosi nas na plac zabaw i łono natury, gdzie wypoczywają mieszkańcy mali i duzi. Place zabaw, huśtawki, ścieżki rowerowe, rzeka jeziorko, i liczne małe punkty gastronomiczne. Ta część utrzymana jest w przyjemnym zielonkawym kolorze i nie ma tu tekstu — jest czysty relaks i odpoczynek, także dla oczu.

Alphabet Street,
Jonathan Emmett,
il. Ingela P. Arrhenius,
wyd. Nosy Crow,
oprawa twarda,
format: board book
wymiary 20,5 x 3 x 30 cm,
stron 12,
wiek: od 3 lat,
cena 64.90 zł.










How do I see?



Sześć rozkładówek z okienkami. Na pięciu proste pytania i odpowiedzi dotyczące jednego zmysłu (wzroku, słuchu, węchu, smaku, dotyku), na szóstej zagadnienia ogólne związane z pracą naszego mózgu i zmysłami. Doskonałe wprowadzenie do świata nauki i przyrody. Każda rozkładówka to inny temat, inne miejsce i różni bohaterowie — dzieci i zwierzęta.

Mnóstwo ciekawostek. Ile oczu ma pająk? Po otwarciu okienka czytelnik dowie się, że pająki skaczące mają cztery pary oczu. Dzięki bocznym dostrzegają ruchome przedmioty, dzięki przednim — widzą rozmiar i kształt.

Kiedy ludzie potrzebują okularów? Jak poruszają się niewidomi? Czy owady widzą to, co my? Jak sowy widzą w ciemności? Co jest w moim uchu? Czy duże uszy lepiej słyszą niż małe? Jak zapachy docierają do naszych nosów? Dlaczego psy węszą? Jak działa mój język? Ile jest różnych smaków? Jak daleko może sięgnąć język? Dlaczego węże ruszają językiem? Dlaczego czujemy ból? Po co są wąsy? Czy wszystkie zwierzęta mają skórę? Jak czują krokodyle? Jak działają nasze zmysły? Jak zmysły docierają do mózgu? Czy możesz stać na jednej nodze z zamkniętymi oczami? To jedne z wielu pytań, na które dzieci znajdą tu odpowiedź.

Informacje są krótkie i treściwe, formułowane prostym językiem. Zaletą tej książki jest wiedza, ale co trzeba podkreślić — wiedza podana w sposób bardzo atrakcyjny. Bardzo ładne, proste ilustracje — mimo wielu poruszanych tu tematów nie mamy wrażenia chaosu (tego typu książeczki często sprawiają, że dostajemy oczopląsu, tyle się w nich dzieje, jesteśmy bombardowani kolorami, ilustracjami i tekstem — efektem jest zmęczenie i blokada). Tu stonowane kolory i przejrzysta grafika dają wrażenie porządku i ładu na stronach.


How do I see?
Katie Daynes,
il. Christine Pym,
wyd. Usborne Publishing, 2016,
stron 12,
wymiary 20 x 223 x 199 mm,
oprawa twarda, strony kartonowe z okienkami,
wiek: od 4 lat,
cena 53.90 zł.








poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Z Basią ratujemy Ziemię, czyli o mądrych i ważnych książkach, uczących jak dbać o środowisko


Muszę pokazać Wam te książki. Natychmiast, już, zaraz, teraz. Są fantastyczne! Ciekawe, ładne i poruszają bardzo ważny temat. Poza tym nikt tak jak Basia nie wprowadzi dzieci w świat ekologii i recyklingu, serio! Ta książka ("Basia i śmieci") powinna stać się obowiązkową pozycją w każdym przedszkolu (w domu też). Druga  "Ratujmy Ziemię"  również! 


Dwie książki, które cudownie do siebie pasują, bo przemawiają jednym głosem w ważnej sprawie. Uzupełniają się, a każda w nieco inny sposób przekonuje nas do poświęcenia uwagi codziennym, ale istotnym dla środowiska sprawom.


Basia i śmieci, Zofia Stanecka, il. Marianna Oklejak



Książka w lekki i bliski dziecku sposób wprowadza go w temat świadomego życia w duchu eko, codziennej uwagi w dokonywaniu prozaicznych wyborów — w sklepie spożywczym czy zabawkowym, i zastanowieniu się, czy te rzeczy, które gromadzimy, są nam niezbędne i jak wpływają na środowisko. Plastikowe zabawki (plastik, plastik!), słomki, opakowania po żelkach i słodyczach, ta wszechobecna folia. Basia po wyjściu z przedszkola zaczyna rozmowę, prawdopodobnie nauczycielka rozmawiała z dziećmi o śmieciach i kosztach, jakie ponoszą zwierzęta („Mamo, myślałaś kiedyś, że jesteś wielorybem?”) i temat nie daje jej spokoju...

Basia rozgląda się wokół i dostrzega śmieci wszędzie — na ulicy, w parku, w swoim pokoju. Pełna energii i zapału pragnie pomagać nie tylko wielorybom, ale i drzewom w parku (z energią zrywa z krzaków plastikową płachtę, którą pewnie przywiał tu wiatr, albo wyrzucił człowiek), zbiera rozsypane śmieci i wyrzuca do odpowiednich pojemników.

Bądźcie przygotowani — nim zaczniecie czytać, miejcie pod ręką stare ubrania, albo materiał, które da się przerobić na ekologiczną torbę — po skończeniu książki na pewno sięgniecie po nożyce, igłę i nici — nie da się inaczej! Basia z rodziną już ma materiałowe torby na zakupy, bo przecież te nasze foliówki ostatecznie kończą w żołądkach wielorybów (i innych zwierząt).




Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię



To kompendium wiedzy, jak na co dzień funkcjonować w sposób przyjazny środowisku. Czego nie robić, a jeśli robić to jak, żeby nie szkodzić ziemi, zwierzętom (nie tylko wielorybom) i roślinom. W łazience, kuchni, w domu, na zakupach i w ogródku. I jak segregować śmieci, jak oszczędzać energię, jak sensownie kupować (zdrowo i bezpiecznie dla środowiska), jakich wyborów dokonywać przy sklepowych półkach.
Kolorowe, interaktywne strony i dużo informacji podanych w taki sposób, że zostają w głowie. Otwierane okienka, wysuwane elementy, koła, kosze do segregacji śmieci z otwieranymi klapami — po prostu wielkie wow! Dzieci będą zachwycone, dorośli też, bo nie sposób oderwać się od tej książki.

Plus 9 gier i zabaw, quizy, zgadywanki, wycinane pionki do gry planszowej. A ta planszowa gra ekologiczna z pionkami (zagrożonymi zwierzętami do wycięcia)  jest po prostu świetna — cudownie buduje świadomość ekologiczną, przypomina o ważnych sprawach, w ciekawy sposób i bez nudy. Nic tylko grać! Świetna książka i bardzo potrzebna. Może też być inspiracją do ciekawych warsztatów z dzieciakami i zabaw w domu.


Słowa w praktyce



To bardzo ważne, żeby dzieciom mówić, jak chronić środowisko od małego i samemu stosować się do tych zasad. Nie trzeba od razu zostawać ekologicznym ortodoksem, tylko stopniowo i konsekwentnie wprowadzać zmiany i zaczynać od prostszych rzeczy. Może od materiałowych toreb, które zastąpią reklamówki (Basia wie, że te wcześniej czy później trafią do oceanu i żołądka pływających tu wielorybów, żółwi czy ryb). Basia z mamą już je uszyły!

Może od tłumaczenia, że lepszy prysznic niż kąpiel w pełnej wannie? Może od zrezygnowania z czekoladowego kremu, który w składzie ma olej palmowy?

Może od...?

Ja gadam, gadam, gadam do moich chłopaków. Do znudzenia. Czytam etykiety, wybieram mniejsze zło — mniej folii, mniej tacek. To ciągle mało, ale od czegoś trzeba zacząć. Bo temat folii strasznie mnie przeraża, przeraża mnie ilość wyrzucanych przez nas śmieci. I tego, ile tych śmieci znosimy do domu. O tym, dlaczego nie kupuję TYCH płatków, tylko wybieram owsiane. Chłopaki wiedzą, że olej palmowy = śmierć orangutanom i choć to dla nich brzmi bardzo egzotycznie, to jestem przekonana, że te nasze rozmowy zaprocentują (wybierając w lodziarni polewę do lodów Antek zapytał, czy nie ma w niej oleju palmowego - SUKCES! Przeczytałam etykietkę, na szczęście nie było).

Mniej przetworzone produkty. Mniej plastikowe kosmetyki (odkryłam sklep z kosmetykami eko przy moim osiedlu, zakochałam się w eko olejkach w szklanych butelkach i mydle w papierowym opakowaniu!). Płócienną torbę zawsze mam przy sobie (ukochaną „Czytam książki dla dzieci” od Runo). Uwielbiam ciucholandowy recykling i rośliny, których w domu mam już całkiem sporo (ratowanie niektórych ze śmietników tez wpisuję na swoją prywatną listę zachowań eko). Po latach wróciłam do wegetarianizmu, pozostali członkowie rodziny mięso jedzą, ale ... zdecydowanie mniej. Kupujemy jajka, wyłącznie zerówki i jedynki — chłopaki dobrze wiedzą dlaczego, wybieramy takie, a nie inne. Bardzo dużo jeszcze przed nami, ale jesteśmy na drodze z właściwie obranym kierunkiem. A z takimi książkami łatwiej tłumaczyć dzieciom, po co to robimy.


Basia i śmieci
Zofia Stanecka,
il. Marianna Oklejak,
wyd. Egmont,
oprawa twarda,
stron 24,
cena 19.99 zł

Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię,
Gaëlle Bouttier-Guérive,
Il. Gwé,
Tłum. Maciej Falski,
wyd. Edukacyjny Egmont
Oprawa kartonowa
stron 20,
cena 49,99 zł.

Basia i śmieci









Wielka księga zabaw. Ratujmy ziemię







Basia i śmieci:



Wielka księga zabaw. Ratujmy Ziemię:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...