Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

środa, 29 maja 2019

Kozienice. Moja mała ojczyzna, il. Paulina Lewandowska


Od ponad dwudziestu lat mieszkam gdzie indziej, ale jestem stamtąd. Lata mijają i choć bardziej mnie tam nie ma, niż jestem — to te Kozienice cały czas siedzą we mnie mocno. Wspomnienia. Dzieciństwo, szkoły, zadziorna młodość, radości i smutki. Wszystko pierwsze. Tygiel emocji wymieszany z obrazami.

Miejsca, których już nie ma albo są nie do poznania — na mojej mapie ciągle takie widoczne i ważne. Fascynujące, jak różna jest pamięć, każdy z nas inaczej odbiera i zapamiętuje miejsca, wydarzenia. Jak przefiltrowane przez nasze uczucia mogą mieć różny kształt, kolor, zapach i ciężar.

Kiedyś. Najpierw tereny do eksplorowania. Rodzinne wyprawy nad Wisłę, jesienne grzybobrania, gałkowe lody vis a vis kościoła, zakupy na targu. Zbieranie kwiatów w parku z babcią, hodowanie turkucia na działce i odkrywanie końca jeziora. Łyżwy nad Hamernią i kirkut. Pies Kacper, moje chomiki i patyczaki. Osiedle Pokoju i zabawy na drzewach w krasnoludki. Setki obrazów, chwil zapisanych, często bez kontekstu, urwanych z pamięci. Ja na progu wszystkiego.

Potem. Szlaki wydeptywane nastoletnimi emocjami. Muzyczne odkrycia. Zaułki i obrzeża. Liceum i wagary w stadninie koni. Liście szurające pod nogami na trasie do Madamki i kasztany garściami zbierane do torby. Włóczenie się po parku albo wieczorne przesiadywanie na pomostach nad jeziorem. DKF w kinie Znicz i poznawanie innego świata  — to tam pierwszy raz obejrzeliśmy „Jezusa z Montrealu”, „Przełamując fale”, czy „Moją lewą stopę”. Kawiarnia Relaks i bar Poziomka. Wszystkie te imprezy z najlepszą paczką pod słońcem i wyjazdy po namiot nad Wisłę. Spacery po cmentarzu i zaglądanie w oczy twarzom na nagrobnych zdjęciach. I marzenie, by się stąd wyrwać, uciec jak najdalej.

Teraz. Wakacje i weekendy. Mama i dom, do którego tak dobrze wracać. Pokazywanie dzieciom mojego miasta i cofanie się w czasie. Nasze jezioro i lasy, rowery i hulajnogi. Kozienice przyciągają mocniej niż kiedykolwiek. Lody w Leniuchu i dwa ulubione ciucholandy. Targ, na którym można kupić wszystko, ogródek jordanowski i kino. Basen o poranku i karmienie kaczek nad jeziorem... Słońce i spokój i „dzień dobry” co kilka kroków. I nadal spacery na cmentarz, teraz już pod konkretne adresy.

Hasło „Kozienice” przywołuje wspomnienie mojego Taty, który, choć urodził się gdzieś pod Krakowem, to ukochał sobie to małe miasteczko na Mazowszu w szczególny sposób. Choć był nie stąd — Kozienice stały się Jego małą, drugą ojczyzną. Tu uczył, działał, pisał, walczył o zmiany i ocalał od zapomnienia — serce oddał temu miastu, sprawiając, że i ja — już po latach — je doceniłam.


Kozienice. Moja mała ojczyzna


Wiadomość, że powstaje książka o Kozienicach, zaskoczyła mnie i ucieszyła. A teraz, kiedy mam już ją w rękach — cieszę się jeszcze bardziej. Dlaczego? Bo jest piękna! Autorom (ilustratorce Paulinie Lewandowskiej i autorom notatek: Sylwii Borek i Krzysztofowi Zającowi) udało się i ciekawie pokazać miasto i opowiedzieć o historii i teraźniejszości. Jest tu wszystko, co najważniejsze, najpiękniejsze i co jest sercem Kozienic. I udało się to zrobić tak, że wow! Z dumą pokazuję tę książkę znajomym. 
Świetne ilustracje — dowcipne, barwne, niektóre wzruszające, tętniące energią i radością. Fajna, lekka kreska. I aż dziwi, że ilustratorka, której tak trafnie udało się oddać klimat miasta nigdy nie była w Kozienicach!

14 rozkładówek. Każda nieco w innym stylu, obrazy wpisane w mapę miasta i obrazy wpisane w rzekę czasu. I jeden wspólny akcent — kozienicki koziołek i młody królewicz Zygmunt, oprowadzający dzieci po wszystkich miejscach i okolicy. Bo Kozienice to miasto królewskie.

Jest tu bardzo elegancko pokazany zespół pałacowy, bez niego ani rusz. Uwielbiamy spacery do pałacyku (co prawda jego główna część nie przypomina tej sprzed wojny, to boczne nawy odnowione są wspaniale). A zaraz potem idziemy do parku, parku, w którym ogrodnikiem był mój pradziadek (posadził tu wiele drzew, w ogródku jordanowskim też). Raz na jakiś czas zaglądamy do Muzeum Regionalnego w Kozienicach  (lubię wystawy przypominające dawne czasy).

Kozienice to zieleń — to drzewa (wszak otacza je puszcza, najprawdziwsza Puszcza Kozienicka) i ta leśna rozkładówka sprawiła mi razem z rozkładówką o dolinie środkowej Wisły ogromną frajdę. Ileż tu zwierząt, ptaków i cudownej roślinności! Dużo ciekawostek nie tylko dla najmłodszych czytelników.

Kozienice to też stadnina koni i główna atrakcja — jezioro, które latem gości turystów nie tylko z Polski. To wszystko tu jest! Historia i teraźniejszość. Kompendium wiedzy dla dzieci, które dzięki tej książce dowiedzą się wielu nowych rzeczy i jeszcze bardziej polubią i docenią to miasto. Prezent dla tych, którzy dawno stąd wyjechali, ale cząstkę tego miasta noszą w sobie.

Legendy, historia i teraźniejszość z prężnie działającym Domem Kultury i Ośrodkiem Sportu i Rekreacji, z Elektrownią Kozienice (wiele osób z nią kojarzy miasto). Wszystko atrakcyjnie podane i zachęcające do zabawy (mali detektywi znajdą tu zadania do zrealizowania: najpierw muszą wyszukiwać koziołka, który kryje się na każdej rozkładówce, a potem przejść przez miejski labirynt).


Mam w rękach tę książkę. Przeglądam, czytam, wracam. I cieszę się ogromnie. I smutno mi, że może być tak, że wiele osób nie będzie mogło jej kupić — tych, którzy wyjechali z miasta i chcieliby ją pokazywać swoim dzieciom, urodzonym już zupełnie gdzie indziej i tych, którzy przyjeżdżają tu turystycznie, w wakacje czy na majówkę —  zamiast kiczowatych pamiątek, mogliby kupić książę o mieście, w którym spędzili wakacje, a może i przeżyli coś niezapomnianego? Książka najprawdopodobniej trafi tylko do najmłodszych mieszkańców miasta, dystrybuowana przez UM.

KSIĄŻKA dla Czytelnika Maków :)

Na FB Maków można zdobyć książkę: wystarczy napisać pod postem pierwsze skojarzenie/wspomnienie, które pojawia się na hasło "Kozienice - zabawa trwa do 31 maja (do godz. 20.55) - zapraszam!


Kozienice. Moja mała ojczyzna,
il. Paulina Lewandowska,
tekst: Sylwia Borek, Krzysztof Zając,
wydawnictwo Kinderkulka 
Towarzystwo Miłośników Ziemi Kozienickiej,
2019.
oprawa twarda, książka kartonowa.
stron 28,
wie 3+,
cena: książka niedostępna w sprzedaży.


Kozienice na Makach:  TU











niedziela, 26 maja 2019

Papierowy zwierzyniec — warsztaty z Ewą i Pawłem Pawlakami [fotorelacja]


Każde spotkanie z ulubionymi autorami jest inne — ma inny kolor, nastrój, emocje... Dzisiejsze na pewno było niezwykłe, nie tylko dlatego, że prowadziła je para niesamowitych autorów/ilustratorów i niejako było to takie dwa w jednym. To, co odróżniało je od innych tego typu wydarzeń, to poczucie ciepła i bliskości. Ewa i Paweł Pawlakowie mają niezwykły dar budowania przyjaznej atmosfery — przez chwilę czułam się, jakbym przysiadła na kanapie w ich domu, a biało-rudy Bobik wskoczył mi na kolana.

Niezwykłe było móc zajrzeć za kulisy — zobaczyć, jak powstają ich książki na etapie tworzenia ilustracji, dobierania tkanin, komponowania stron, tworzenia przestrzennych figur zwierząt... Miejsce pracy artystów zawsze wydawało mi się fascynujące, a czas budowania czegoś od wizji po ostateczny efekt równie atrakcyjny, co samo dzieło. W dziedzinie twórczości jestem wścibska i ciekawska — oglądanie zdjęć z etapu powstawania prac, okraszane historiami z życia sprawiło, że poczułam się jak ten kotek nad miseczką mleczka (jak już pozostajemy w tematyce zwierzęcej).

Tu nożyczki pani Ewy (koniecznie zwróćcie uwagę — cudne!), tu ścinki i tkaniny, tu Bobik na biurku przy malującym Pawle Pawlaku, czy szkic na opakowaniu herbaty.... mogłabym słuchać opowieści i patrzeć na zdjęcia znacznie dłużej, niż trwały warsztaty. Piękne historie powstawania „Ja, Bobik”, „Liczypieski” czy atlasów Pawlaków (ptaków i motyli) oraz absolutnie z ostatniej chwili — zwierząt. Myślę sobie, że niezwykle ciekawa byłaby taka książka z powstawania książek, taki backstage, znaleźliby się na nią chętnie, prawda?

Mieliśmy okazję zobaczyć okładkę kolejnej książki, nad którą para pracuje (kto śledzi poczynania P.P. na FB i Instagramie ten wie, że będzie to "Atlas zwierzaków" z przestrzennymi ilustracjami/ fotografiami zwierząt) —  jeszcze niezatwierdzona do druku, ale prezentuje się pięknie!

Autorzy książek prowadzili zajęcia z ciepłem i humorem, a każde dziecko czuło się artystycznie „zaopiekowane" — prowadzący pochylali się nad każdym młodym człowiekiem i jego dziełem, kiedy już po rozmowach i zaglądania za kulisy przyszedł czas na dziecięcą twórczość. Uczestnicy warsztatów mieli za zadanie wyczarować z papieru swoje zwierzęta, wypchać je i przymocować do patyczków. Powstał prawdziwy zwierzyniec —  gromada przeróżnych i przepięknych papierowych zwierząt, każde inne i każde niezwykłe. Robiły wrażenie!

Warsztaty odbyły się w Multimedialnej Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży przy ul. Tynieckiej 40 a w Warszawie.
















sobota, 18 maja 2019

MAPY, których nie masz. Zestaw 24 map uzupełniających wydanie podstawowe, Aleksandra i Daniel Mizielińscy




„Mapy” — absolutnie obowiązkowa pozycja na półce młodszego i starszego dziecka (dorosły też z przepadnie nad planszami z kartograficznie rozpisanym światem!). Z zachwytem pisałam o pierwszej, niebieskiej części.(w 2013 roku!). Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał, nawet sami autorzy, że to będzie taki książkowy must have, który sprzeda się w 35 krajach! I że zapoczątkują prawdziwy kartograficzny bum w książkach dla dzieci (następców mają wielu).

Boże, jaki to był szok i szał, że tak można zaciekawić mapami i w tak atrakcyjny sposób pokazywać dzieciom świat w całej jego różnorodności. U nas „Mapy” były, są i będą nie tylko na półce, ale i w stałym użyciu (dlatego ten sklejony taśmą grzbiet nie powinien dziwić). Bo w różnych sytuacjach po nie sięgamy. Nie tylko dla przyjemności, dla tego wciągającego zerkania i podczytywania.

Nie zaskoczyło mnie to, że córka, ucząc się geografii do matury i korzystając z różnych książek, zerkała też i w TE „Mapy”. Serio! Do ilu prezentacji szkolnych moi chłopcy przygotowywali się z rozłożonymi na podłodze „Mapami” — nie napiszę, bo się nie doliczę. A ileż razy posiłkowaliśmy się nimi grając w państwa/miasta  — nie będę nawet próbować policzyć.

Mapy zielone, czyli „MAPY, których nie masz” to dodatek/uzupełnienie „Map”niebieskich, w których znajduje się 51 map (42 kraje, 6 kontynentów). W zielonym atlasie znajdziecie mapę Argentyny, Danii, Demokratycznej Republiki Konga, Estonii, Etiopii, Gruzji, Indonezji, Iranu, Irlandii, Korei Południowej, Kuby, Litwy, Łotwy, Nigerii, Norwegii, Portugalii, Słowacji, Słowenii, Tajwanu, Turcji, Ukrainy, Wenezueli, Węgier oraz Wietnamu.

Charakterystyczna dla Mizielińskich kreska i ciekawostki z różnych dziedzin. Śledzenie tych rozkładówek to skok w kulturę, regionalne zwyczaje i tradycje, sztukę rękodzieła i perły architektury, cuda i zwyczajności natury — wszystko, co związane z danym krajem, co trzeba wiedzieć, co warto wiedzieć, co jest interesujące czy zadziwiające, a już na pewno charakterystyczne dla danego regionu. Mnóstwo informacji podanych w żołnierskich słowach i małych obrazkach. 

Na dole plansza ze strony wydawnictwa Dwie Siostry (instrukcja dla kupujących).

MAPY, których nie masz
Zestaw 24 map uzupełniających wydanie podstawowe,
tekst i ilustracje: Aleksandra i Daniel Mizielińscy,
wyd. Dwie Siostry,
wym. 27,20 x 37 cm,
oprawa twarda,
stron 54,
kategoria wiekowa 5+,
cena 44.90 zł.











piątek, 17 maja 2019

Gruffalo. Książki i gadżety


Gruffalo wywołuje we mnie masę ciepłych uczuć, mam do niego zwyczajnie słabość. Do wszystkich bohaterów — sprytnej myszy, uroczego wielkiego stwora i jego synka, lisa, sowy... Do zabawnych, rymowanych historyjek. Dlatego czekam na wznowienie książki (nie mam polskiego wydania) i cieszę się z gruffalowych gadżetów.

I tak jak drażni mnie disneyowy przemysł marketingowy, tak w przypadku Gruffalo już nie. Chciałabym, żeby więcej książkowych historii (i to naszych, polskich) przekładało się na jakieś ładne „dalej”: gry, fajne akcenty na koszulkach (mam oryginalną bluzkę z Albertem Albertsonem (Alfonsem Albergiem) — nie oddam jej nikomu! Dla wnuków będzie!), maskotki i gadżety... Byłoby przyjemnie! Taka kontra dla różowych księżniczek, jednorożców i innych takich.

Moja kolekcja powiększyła się ostatnio o planszową grę. Ceny nie podam, bo padniecie z zazdrości (tak, wszystko, co gruffalowe mam z jednego miejsca, wiadomo, jakiego i że za grosze). Gra jest prosta i szybka (od 3 roku życia). Bohaterką jest mysz, która wędruje przez ciemny las i natyka się na różnego rodzaju niebezpieczeństwa, z którymi musi sobie radzić. Z pomocą (albo i nie) przychodzą jej drzewa, które mają w sobie różne moce, w zależności od tego na które — losowo — się zdecydujemy. Czyja mysz dotrze najszybciej do startu, ten wygrywa. Co? Orzeszek!

Gra jest ładna — masywna, kolorowa plansza, 5 drzew z podklejonymi „mocami”, które mogą pomóc albo zaszkodzić myszy), 4 figurki mysz -pionki, orzeszek laskowy i kostka do gry.


niedziela, 12 maja 2019

I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach, Karolina Grabarczyk, il. Nika Jaworowska-Duchlińska



To jest książka o dzieciakach z bliższego i dalszego sąsiedztwa. Zwyczajnych, ale niezwyczajnych. O dzieciach, które zatrzymały się poruszone jakąś sprawą i nie pomyślały, że zostawią rozwiązanie jej dorosłym, bo one same przecież niewiele mogą. O dzieciach, które we własnym środowisku postanowiły coś zmienić  coś, co im się nie podoba, albo dostrzegły jakiś brak, który chciały zapełnić. O dzieciakach, które wzięły sprawy we własne ręce i nie przestraszyły się trudności.

To jest książka o sile i potencjale, tkwiącym w każdym z nas bez względu na wiek, środowisko, język. Kiedy przyjdzie zniechęcenie, jakaś niemoc, usłyszycie, że czegoś się nie da — wyciągnijcie ją z półki i podsuńcie dziecku.


Bohaterowie książki „I ty możesz zmienić świat” są żywym przykładem, że można! Nie onieśmielają, bo nie wydają się odlegli, jakby żyli na innej planecie — nie są niezwykle uzdolnieni (no, poza kilkoma), którym talentów można pozazdrościć, ani wybijający się na tle innych, nie są niezwykle bogaci ... Oby stali się inspiracją dla tysięcy kolejnych dzieci i oby robienie czegoś dla innych stało się tych tysięcy potrzebą. To książka cudownie motywująca do działania, do rozejrzenia się wokół. Pokazująca, że nie trzeba bóg wie czego, żeby pomagać, że liczy się pomysł i jedna mała rzecz, na której warto się skupić.

Dzieciaki z różnych zakątków świata — dla nas niektóre ich problemy są odległe i egzotyczne, dla nich to codzienność. Dzieciaki z naszego zachodniego świata i ze wschodu i południa. Dzielne, odważne, zaangażowane w pomoc innym, w walkę o prawo do edukacji, ochronę środowiska, o leczenie, przełamujące własne bariery i przy okazji działające na rzecz innych (np. nasz  Jan Mela).

Taka 9-letnia Katie Stagliano z USA. W ramach szkolnej pracy domowej sadzi w przydomowym ogródku sadzonkę kapusty. Bardzo o nią dba i podlewa. Kapusta rośnie tak pięknie, że jej główka waży aż 18 kg! Dziewczynka zastanawia się, co z nią zrobić. Wpada na pomysł, żeby oddać ją do jadłodajni dla ubogich — dzięki niej powstaje pożywna zupa dla 270 osób! Katie podoba się ten pomysł. Wraz z rodziną i przyjaciółmi nagłaśnia ideę i tworzy fundację — coraz więcej ludzi zakłada ogródki, w których hoduje warzywa na rzecz organizacji wspierających biednych. Przed dwoma laty takich ogródków w Stanach było już ponad sto! Katie otwiera też miejsca, w których wydaje się posiłki dla potrzebujących.

Taki Nicholas Lowinger z USA. Gdy mama zabiera go do schroniska dla bezdomnych, ma pięć lat. Chłopiec żyje w dostatku — mamie zależy, żeby przekonał się, że nie każdy żyje tak jak on. Chłopiec chce się pochwalić nowymi podświetlanymi adidasami, ale widzi, że przebywające tu dzieci mają buty stare, znoszone, za małe, albo za duże. A niektóre nie mają ich wcale! Chłopiec jest poruszony tym, co zobaczył. W domu wybiera swoje najładniejsze i najnowsze buty i zanosi je do schroniska. Ale to nie wszystko. Siedem lat później (ma 12 lat) zakłada fundację, która zajmuje się zdobywaniem butów i dostarczaniem ich do schronisk. Siedziba fundacji znajduje się w jego garażu, a chłopiec nawiązuje kontakty z różnymi firmami, które wspierają go w działalności.

Czteroletnia Riley Hebbard ogląda program w TV o ludziach w Afryce, którzy uciekają z krajów ogarniętych wojną i trafiają do obozów przejściowych. Dzieci nie mają tu zabawek - Riley uważa, że każde dziecko powinno mieć zabawki, sama ma ich dużo. Postanawia przekazać je dzieciom z Afryki. Wspiera ją mama i sąsiedzi i inne dzieci — zabawek jest coraz więcej, do akcji przyłącza się organizacja wspierająca potrzebujących, organizując transport. Obecnie inicjatorka akcji prowadzi Fundację Zabawek Riley.

Ryan z Kanady poruszony jest rozmową z nauczycielką, która opowiada dzieciom w szkole o sytuacji ich rówieśników w Afryce. Brak czystej wody jest przyczyną chorób i śmierci wielu dzieci i dorosłych. Chłopiec postanawia uzbierać pieniądze na budowę studni. Odpłatnie wykonuje różne czynności w domu, jego skarbonka systematycznie się zapełnia. Po czterech miesiącach dziecko ma 70 dolarów, ale to za mało, by wybudować studnię. W akcję wciąga więc swoich szkolnych kolegów, odwiedzają lokalne firmy — zbiórka idzie na całego! Po kilku latach zakłada Fundację Studnia Ryana, która na swoim koncie ma już ponad tysiąc projektów związanych z budową studni i toalet w Afryce!


Przytoczyłam tylko kilka przykładów, takich historii jest tu więcej. O dziewczynce, która kochała czytać i postanowiła swoją pasją zarażać inne dzieci, umożliwiając im dostęp do książek, o chłopczyku, który... Większość bohaterów to dzieci współczesne (ale nie tylko). Wiele opisanych tu historii dzieje się w krajach, w których łamane są prawa człowieka i prawa dziecka, to bardzo trudne i poruszające opowieści. A to, co robią, cały czas się dzieje. Są tacy sami, jak inne dzieci, a jednak znaleźli w sobie coś, co sprawiło, że są w stanie robić rzeczy niezwykłe. Mieli pomysł, mieli chęć. Gorąco zachęcam do czytania książki młodszym i podsuwania jej starszym dzieciom, Może zainspiruje ich do czegoś niesamowitego, w ich szkole, na osiedlu, w mieście?


Tyle o tekście. A teraz o ilustracjach, które są niezwykłą siłą tej książki. Dzieci zostały tu sportretowane w bardzo sugestywny i symboliczny sposób. Czasem z rozmachem, czasem z delikatnością. Poetyckie, malarskie i jednocześnie oszczędne obrazy Niki Jaworowskiej-Duchlińskiej oddają piękno przedstawianych tu dzieci i istotę ich działalności. Nie sposób oderwać od nich oczu, nasycone kolorem przenoszą nas do jakiegoś lepszego świata, gdzie ważna jest dobroć, empatia, wrażliwość i dawanie czegoś od siebie. Te ilustracje poruszają wyobraźnię i kryją w sobie marzenia o lepszym świecie.


***
O warsztatach z autorkami, w których część Makowej ekipy miała przyjemność uczestniczyć (a ja zerkać zza winkla) TU
 ***


I ty możesz zmienić świat. 42 inspirujące historie o niezwykłych dzieciach,
Karolina Grabarczyk,
il. Nika Jaworowska-Duchlińska,
wyd. Media Rodzina, 2019,
oprawa twarda,
ilość stron:96
rok wydania:2019
format:170 x 240 mm,
cena 29 zł.


















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...