O książkach niebanalnych, mądrych i ważnych, a do tego pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

poniedziałek, 21 czerwca 2021

O Fretce, która dała się porwać wiatrowi, Marta Guśniowska, il. Marta Kurczewska

Jestem pod wrażeniem tego, co i jak pisze Marta Guśniowska. Co tam „wrażeniem”, ja trwam w zachwycie i to od kilku ładnych lat, od czasu „Gęsi” oczywiście, przez „Wilka”, po „Marvina”.
Teraz do tej listy dopisuję „Fretkę”. Choć przeznaczona jest dla młodszych czytelników — nie jest ironiczna i ostra jak brzytwa — ma swój urok i wdzięk, są tu językowe zabawy i mnóstwo czułości. W ogóle ta książka jest milutka jak puchaty kocyk, to taki plasterek na ranę i balsam na serduszko.

Nieśmiałym doda śmiałości, tchórzliwym odwagi. Wszystkim pokaże, że nie ma co się bać, bo życie jest zbyt piękne, by spędzić je na bocznym torze!

Polubiłam tę Fretkę od pierwszego zdania. Za jej strachy i nieśmiałość i za króciutkie nóżki, które tak wdzięcznie namalowała Marta Kurczewska. W ogóle ilustracje są świetne, obrazy i tekst to taki jeden głos, nie wiadomo kiedy - czytając - patrzę tymi obrazami, tą fretką, wiatrem, lwami i innymi postaciami, który spotykamy na kolejnych stronach.

Tchórzofretka jest nieśmiała i tchórzliwa, tak bardzo, że nawet nie próbuje wyjść poza swoją strefę komfortu, którą jest jej przytulny domek. Czasem tylko zza firanki zerka na zabawy młodych na polanie i wpada w panikę, jeśli któreś w tym czasie choćby spojrzy w stronę jej okna. Jest samiutka, zamknięta w domku, w którym odbywa intrygujące podróże, bo namiętnie czyta książki o wyprawach w odległe rejony. Och, jak ona to lubi te podróże, te przygody, byle odbywać je bezpiecznie z poziomu fotela.

Któregoś dnia zdarza się coś nieprzewidywalnego. Listonosz gołąb łomocze do jej drzwi i nie odpuszcza. Musi dostać się do środka, inaczej grozi katastrofa! Fretka jest przerażona, nigdy nikomu nie otwiera, a ten wali i wali i straszy jakąś katastrofą! W naszej bohaterce toczy się walka, wreszcie ze strachem, ale... drzwi otwiera, czym zaskakuje nawet samego gołębia!
Listonosz wpada i pędzi do łazienki, gdzie załatwia, wiadomo co i po krótkiej rozmowie i podziękowaniach pomyka dalej, zostawiając oszołomioną Fretkę, która odkrywa - o zgrozo! - że ów ptak zostawił w salonie pocztową torbę! Dajecie wiarę? Jak zostawił, to pewnie będzie jej szukać i po nią wróci, a tego dla naszej bohaterki byłoby za dużo jak na jeden dzień, zdecydowanie. Więc ciągnie torbę po podłodze i wystawia ją za drzwi, nie przypuszczając, że ktoś tam czyha, żeby tylko wyściubiła nos za drzwi...

I się zaczyna! Podróż, która zmienia. Zupełnie nowe doświadczenie. Wstrząs. Fretka porwana przez wiatr (tak, to wiatr nie mógł już znieść jej samotności i strachu i postanowił skonfrontować ją z... życiem, bo to dobry wiatr był) zostaje wrzucona w nowe miejsca i między zwierzęta, które zna jedynie z książek. Zwierzęta małe, duże i wielkie, zwierzęta dziwne i odważne i groźne. I odkrywa, że każde czegoś się boi! Nawet lwica, ta silna i odważna lwica, przed którą drżą mieszkańcy dżungli, boi się. Czego się boi? Boi się jak każda matka o swoje dziecko! Fretką przemierza kontynenty i staje oko w oko z obcymi. Okazuje się, że oni nie są wcale tacy groźni, z każdym można się dogadać i każdy ma coś ciekawego do powiedzenia. I przekonuje się, że boimy się najczęściej tego, co nieznane.

Ćma, pingwin, struś, lwica — spotkanie z każdym ze zwierząt wnosi do życia Fretki coś nowego, jakąś prawdę, mądrość, czasem Fretka czegoś się uczy, czasem sama służy dobrą radą, bo okazuje się, że ma dużo do powiedzenia i doskonale potrafi podnieść kogoś na duchu, wesprzeć i dodać odwagi!
Tylko głupcy niczego się nie boją. Rzecz w tym, by pomimo strachu mieć w sobie tyle odwagi, ażeby nie bać się żyć pełnią życia” — słowa lwicy są tymi, które znajdują w głowie wygodne miejsce i zostają z nami na zawsze.

A jak ta podróż kończy się dla naszej bohaterki? Pełna wrażeń wróci do domu, gdzie nic już nie będzie takie same. Poznała smak przygody, ale i pozna też smak miłości i już nigdy nie będzie samotna. Jak do tego dojdzie — sprawdźcie sami!

Piękna opowieść o naszych obawach i lekach, o przełamywaniu siebie i tym, że warto dać się ponieść życiu i przygodzie, bo zawsze coś dobrego z tego wyniknie. Bo szklanka jest zawsze do połowy pełna, I że każdy marzy o przyjaciołach, bo samotność wcale nie jest dobra, w grupie zawsze jest weselej, ciekawiej! Ta książka spodoba się i małym i dużym, bo jest pełna humoru, ciepła i mądrości, jak to u Guśniowskiej. Nie przegapcie jej, bo przecież każdy z nas się czegoś boi, a z tą książką strach skurczy się, a czytelnik nabierze wiatru w żagle ;)



O Fretce, która dała się porwać wiatrowi,
Marta Guśniowska,
il. Marta Kurczewska,
wyd. Wilga, Grupa Wydawnicza Foksal, 2021,
stron 64,
oprawa twarda,
cena 34,99 zł,
wiek: od 3 lat.








środa, 9 czerwca 2021

Ostatnie drzewo na Ziemi, Małgorzata Kur, Magdalena Starzyńska

 Siedzi mi w głowie ta książka i wizja świata, ku któremu nieuchronnie zmierzamy. Jesteście w stanie wyobrazić sobie Ziemię bez jednego - J-E-D-N-E-G-O - drzewa? Mnie przychodzi to z trudem, nie chcę takiego świata, nie zgadzam się, dlatego tak mnie bolą wycinki lasów na prawo i lewo, betonowanie miast, usuwanie przydrożnych drzew i rugowanie ich z osiedli, placów zabaw... Bo zagrażają bezpieczeństwu, bo uczulają, bo liście trzeba sprzątać, bo trzeba wybudować kolejne budynki i zabetonować kolejne skwery, bo na drewnie sporo można zarobić...

Przeczytałam tę książkę i co spojrzę na jakieś drzewo, to przychodzi myśl, że za jakiś czas może go nie być. Że jedno po drugim będą znikać, aż w końcu nie będzie żadnego. Nigdzie. Ani w Australii, ani w Europie, ani w Ameryce Północnej i Południowej też, ani... I co wtedy? Nie będzie, bo zostaną wycięte w pień, do ostatniego. A z nasion nie będą się wysiewać, bo postanowią, że nie chcą więcej rosnąć, bo ludzie ich nie cenią i nie szanują.
Czy jak bohaterowie powieści Małgorzaty Kur będziemy chodzić z podręcznymi butlami tlenowymi, czy jak w książce władza będzie nakazywać sadzenie dla tlenu roślin o wielkich liściach? Zdradzę wam, że sprawdzi się łopian. Bardzo katastroficzna to wizja, ale dobrze, tak trzeba. Pokazujmy dzieciom, do czego może doprowadzić polityka i kształtowanie przestrzeni publicznej i ludzka chciwość. Może one unikną powielania naszych błędów, będą mądrzejsze i zapobiegną katastrofie?

Jest czas — za jakiś czas. Kalina dużo wie o drzewach z opowieści babci. Babcia miała rękę do roślin, Kalina też, ale jeszcze o tym nie wie. Babci już nie ma, a świat jest inny, niż nam współczesnym znany. Ten pamiętają jedynie starsi, którzy jeszcze żyją. To pewnie koniec 21 wieku. Tak daleko, ale i wcale nie. I Kalina żyje w świecie bez drzew, z butlami z tlenem i łopianowymi liśćmi. Ma dom, rodziców i chodzi do szkoły, gdzie celebruje się święto drzew, a w telewizji emitowane są programy o drzewach. Naukowcy próbują wskrzesić drzewa, ale z nasion nic nie wyrasta. Drzewa chyba obraziły się na ludzi. Nie chcą rosnąć. 

Nie ma drzew.

Kalina dostaje skrzynkę z piwnicy babci z jej skarbami. Te cenne znaleziska to zielniki, które ogląda z nabożną czcią i nasiona! Akcja, dęby, buki, brązowe kasztany... Budzi się nadzieja, która jak iskra gaśnie — skoro naukowcom się nie udaje, jak ma się udać nastolatce? Jednak Kalina próbuje, namówiona i zachęcona przez przyjaciela. Czy szacunek, troska i czułe wsłuchanie się w przyrodę, wystarczą?
Jest tu i o przyjaźni i o mądrości, wynikającej z doświadczenia, wiedzy i serca, jest o zwierzętach i oczywiście drzewach... I o tym, że jest nadzieja! Tylko wszyscy musimy pójść po rozum do głowy.

„Ostatnie drzewo na Ziemi” pięknie wpisuje się w cykl książek o ekologii i ratowaniu środowiska naturalnego. Jej zakończenie łagodzi mocną wymowę, daje nadzieję, że nie wszystko stracone. Ceńmy to, co jeszcze mamy i nie pozwólmy drzewom zginąć, bo jak one zginą, zginiemy i my.


Ostatnie drzewo na Ziemi,
Małgorzata Kur,
Ilustracje Magdalena Starzyńska,
wyd. Ezop,
Oprawa twarda,
Format 16.5 cm x 23.2 cm,
Ilość stron: 104,
Wiek  9-12 lat,
cena 35 zł.








niedziela, 30 maja 2021

M jak morze, Joanna Concejo


Noszę się z napisaniem kilku zdań o tej książce od dłuższego czasu. Wracam do niej, czytam, oglądam. Na progu nocy, w łóżku układam w myślach słowa, a raczej zamykam w nich emocje, wszystko jest jasne i klarowne, napiszę tak jutro. A kiedy przychodzi jutro, siadam, zaczynam pisać, kasuję...

„M jak morze” to opowieść pełna melancholii i nostalgii. O samotności, o dorastaniu, o złości na świat i zagubieniu, o tęsknocie i pięknie natury.  Obrazy pieczołowicie ułożone w albumie i zdjęcia luźno włożone między kartki. Co jest dzisiaj, co jest obrazem z przeszłości? Trudno ją opowiedzieć, właściwie to chyba się nie da — mówienie o niej powoduje dysonans, bo ciężko uchwycić tu konkret. Już prawie go masz i hyc, jeden kamyk ucieka i cała konstrukcja się wali...

Chłopiec, M., jest na plaży. Sam. Wpatrzony w linię horyzontu, dotyka tajemnic. Myśli, stawia pytania, zastanawia się. Słucha szumu fal i patrzy na horyzont. Czy tam ktoś jest? Czy może stoi tam taki sam chłopiec i patrzy w jego stronę? Samotność dziecka pogłębiona jest przez bezmiar wody, morze, które wydaje się nieskończonością.

Kumulują się w nim różne emocje, jest zły, rozdrażniony, pełen „nielubienia”. Wspomnienia jak fale zalewają jego myśli. Przypływy i odpływy. Rzucając kamykami, przypomina sobie figurkę zakopanego pomarańczowego dinozaura. Czuje żal za czasem, który odszedł, bo razem z nim odszedł też dziadek, który jest w tym wspomnieniu obecny. Czy wypełniające go obrazy z przeszłości są powodem jego samotności? Czy czuje się samotny, bo jest w wieku chaosu i przemian: dorasta, dojrzewa, nie dziecko już  i jeszcze nie mężczyzna, a morze ze swoją żywiołowością, przestrzenią i nieprzewidywalnością uświadamia mu jego bezradność i zagubienie? Może te chwile, które obserwujemy, ta teraźniejszość — to ten moment, w którym chłopiec zdaje sobie sprawę, że czas płynie, a on wcale nie jest już mały i sam musi sobie z tym poradzić. Czy morze go wysłucha, czy morze mu odpowie?  Choć nie potrafi krzyczeć i głos więźnie mu w gardle — krzyczy, a jego słowa unosi wiatr. Krzyk daje siłę i wyzwala. A kamyki są słone, jak woda i jak jak łzy.

Chłopiec stoi u progu nieskończoności, a ta fascynuje, zachwyca i przeraża. Ten chłopiec pewnie nie jest już chłopcem, tylko dorosłym mężczyzną, bo teraźniejszość zatrzymana na plaży może być teraźniejszością 1971 roku — taka data pojawia się na jednej ze stron.

Ilustracje Joanny Concejo mają to do siebie, że zmieniają się w oczach patrzących. Są jak kameleony — ich odbiór zależy od tego, kto patrzy i jaką niesie w sobie historię i przeżycia. Te obrazy można układać sobie według swojego klucza i interpretować je przez pryzmat osobistych doświadczeń i wrażliwości. Przefiltrowywać przez siebie jak wodę. Co zostaje w sitku?

Morze domysłów i scenariuszy. Który jest właściwy? Twój własny.

Zastanawiałam się, czego takiego ta książka we mnie dotyka? Wiem. To smutek. 
To mój album ze zdjęciami, mój powrót z jeszcze przyszłości do czasów, w których dzieci były małe. Małe, czyli blisko. Te same blond czupryny, zwinne i smagłe ciała, piłka, ruch. I to morze. Nasze morze — z pustymi plażami, żółtym piaskiem, trochę zamyślone, trochę senne i wietrzne. Obrazy zabaw na plaży i zbieranych znalezisk. Kamienie, muszle, patyki. Przyglądam się z uwagą mapie miasteczka — czy to wybudowany gród z płotami z patyczków, kamieni i roślin, wyrzuconych na brzeg?  Czas, który jeszcze drży we mnie, ale za chwilę stanie się wspomnieniem. Zdjęcia stracą barwę. Jak się będę czuła, kiedy odejdą do siebie? Pewnie gdzieś głęboko będzie brzmiała we mnie cisza i ta kropla smutku, że to już i kiedy to się stało...

Joanna Concejo swoje książki maluje nostalgią i ciszą, czym za każdym razem łapie mnie za serce. Czasem zaciska je na ułamek sekundy. Z tą nie jest inaczej. 




M jak morze,
Joanna Concejo,
wyd. Format, 2021,
Oprawa twarda,
Liczba stron: 52,
Format: 22 cm x 29 cm,
cena 49,90 zł.











wtorek, 25 maja 2021

Bohaternik, Iga Fijałkowska, il. Daria Solak


Książki związane ze sztuką  wywołują we mnie ekscytację, muszę je mieć. Kolekcjonuję i albumy malarskie i książki związane z historią sztuki i literaturę dla najmłodszych, wprowadzającą dzieci w świat twórczości, kreatywności i piękna. Sztuka mnie nie tylko fascynuje i porusza, ale i ręce wyrywają mi się do tych wszystkich kredek, farb, papierów. Zbieram, kupuję i pilnuję, żeby chłopaki prace plastyczne oddawali na czas. I żeby przykładali się do nich, a nie wykonywali je jedną ręką na kolanie.

Dlatego na maila z zapytaniem, czy nie zapoznałabym się z nową książką wydaną przez Centrum Sztuki Współczesnej, mogłam odpowiedzieć tylko TAK! Nie skojarzyłam nazwisk, dopiero gdy wzięłam w ręce „Bohaternika”, pomyślałam, że tak, skądś tę kreskę znam. Nasycone kolorem i radością obrazy pobudzają wyobraźnię, otulają słońcem i uśmiechem. Daria Solak zilustrowała m.in. „Kropkę z błędem” i „Ala ma kota. A Ali?” wydanych przez wyd. Dwie Siostry. A jak mowa o wydawnictwie -  Iga Fijałkowska, historyczka sztuki i edukatorka od niedawna jest na jego pokładzie.

O czym opowiada książka i jaką rolę odgrywa tu sztuka? Grupa dzieci, uczęszczająca na zajęcia plastyczne, otrzymuje zadanie: sportretować bohatera. Zadanie jest trudne, bo bohater musi być prawdziwy! Malujący musi go znać, a przecież bohaterów nie spotyka się w warzywniaku czy na ulicy. Bohater to postać pomnikowa, obdarzona nadludzkimi umiejętnościami, niespotykaną odwagą, siłą i w ogóle! Czy rzeczywiście? Nina zastanawia się nad tym i podpytuje swoich bliskich. Dziadka, rodziców. To, co słyszy, zaskakuje ją i daje do myślenia.

Jeśli szukacie książki, która pozwoli dziecku znaleźć jego mocne strony, wzmocnić poczucie wartości i pokazać sprawczość, a przy okazji i zachęcić do twórczości — dobrze trafiliście. Bo każdy człowiek ma wiele zalet, czasem są to drobiazgi, ale bez nich czym byłby świat? Życie składa się z drobiazgów, małych gestów na co dzień, które zebrane razem są jak lawina śnieżna — nabierają siły i mogą zmienić świat. Ważne, by umieć je dostrzec, wyłuskać. Ciepła, motywująca do rozmów i działalności twórczej  książka, a do tego doskonała do pracy warsztatowej!

Jak myślicie, kogo namalowała Nina?

Bohaternik” jest wynikiem/zakończeniem projektu Bohaternia, realizowanego w ramach programu (EDU Edukacja, Działanie, Upowszechnianie) Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski.

Bohaternik
Iga Fijałkowska,
il. Daria Solak,
wyd. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski,
oprawa twarda,
wym. 20 cm x 25 cm,
stron 32,
cena 28 zł,
wiek od 3 lat.








sobota, 8 maja 2021

Opowiastka o staruszku i psie, Barbro Lindgren, il. Eva Eriksson

To króciutka historia, taka właśnie opowiastka o staruszku, który był bardzo samotny. O małym człowieczku w kapeluszu, który pragnął mieć kogoś bliskiego, tak bardzo, że płakał w nocy i  zastanawiał się, dlaczego nikt go nie lubi, choć  dla wszystkich jest taki miły... Napisał więc ogłoszenie „szukam przyjaciela”, ale choć dni mijały, nikt na nie nie odpowiedział.

Przeszedł za to pies.

Wszyscy wiemy, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka! I ten pies, niczym wszystkim znany lisek powoli się oswajał, przychodził, odchodził, aż wreszcie został, zadomowił się. I byli sobie staruszek i pies.
Coraz bliżej siebie, coraz bardziej razem. I staruszek cieszył się, że ma psa, a pies cieszył się, że ma staruszka. Bo psio-ludzka przyjaźń jest piękna i szczera, a psy mają to do siebie, że przyciągają ludzi... I wokół staruszka i psa pojawiło się dziecko. Mała dziewczynka. Pies się cieszył, wiadomo, im więcej rąk do głaskania tym lepiej, ale staruszek... Oj... Staruszek był zazdrosny! Myślał, że pies woli dziecko, bo jest młode i ładne, a on stary i brzydki, i że znowu zostanie sam. I sobie poszedł. Zniknął. Przez siedem dni chodził po lesie i płakał. Ósmego dnia postanowił sprawdzić, czy dziecko i pies nadal siedzą przed domem. Owszem siedzieli. Smutni i ze spuszczonymi głowami. A gdy pies zobaczył staruszka, oszalał ze szczęścia. I staruszek się cieszył, a dziecko biegało wokół nich i klaskało...
I staruszek zrozumiał, że już nigdy nie będzie sam. Bo przyjaźń mnoży, a nie dzieli!

Tyle o fabule. To wzruszająca i uniwersalna opowiastka-przypowiastka o przyjaźni, ale też zazdrości i lęku przed utratą kogoś, na kim nam zależy. Bohaterowie nie mają imion. Każdy może potrzebować przyjaciela i każdy może nim zostać. Dobrze, żeby każdy trafił na swojego psa i dziecko. Psa, który wniesie towarzystwo i czułość, i dziecko — beztroskę i radość. Książka do refleksji — rozejrzyjmy się wokół, czy ktoś w pobliżu nie potrzebuje przyjaciela?

Opowiastka o staruszku i psie,
Barbro Lindgren,
il. Eva Eriksson,
tłum. Katarzyna Skalska,
wyd. Zakamarki, 2021,
oprawa twarda,
stron 36,
wym.17 x 20,5 cm
cena 27.90 zł
wiek: 3 +






niedziela, 2 maja 2021

Twórcze warsztaty z książką Toro [Karolina Grabarczyk, il. Nika Jaworowska-Duchlińska]


Warsztaty online — znak naszych pandemicznych czasów. W kwietniu dzięki Multimedialnej Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży nr XXXI na Mokotowie, słynnej Tynieckiej, mój syn uczestniczył w warsztatach twórczych z autorkami książki „Toro”: Niką Jaworowską-Duchlińską i Karoliną Grabarczyk.

Nie jest łatwo wyekspediować 12-latka na dodatkowe zajęcia online - im dalej w las, tym trudniej. Na szczęście byliśmy kiedyś na warsztatach w Zachęcie, prowadzonych przez te dwie autorki i te warsztaty bardzo mu się podobały -— zgodził się zasiąść w weekend przed komputerem. A ja nie ukrywam, że miałam nadzieję zasiąść razem z nim. Niestety, szybko okazało się, że bylibyśmy jedynym duetem (matka+syn), więc cóż, musiałam się oddalić ;) Do zajęć musieliśmy wcześniej przygotować tekturę (kartony), nożyczki, pędzle, wodę do farb, białą i czarną farbę plakatową lub akrylową, sznurek lub włóczka — po rozmowie o książce i ważnych tematach w niej poruszanych (tolerancja, akceptacja, tożsamość itp) uczestnicy robili zebry.

Dryfując na obrzeżach i mocno nadstawiając ucha, zrobiłam kilka fotek ku pamięci i dla tej pandemiczno-online'owej pamięci je tu wrzucam. I dodam jeszcze, że nasz Lucek, choć nie był zapisany, bardzo aktywnie uczestniczył w zajęciach, co widać na zdjęciach :)


Warsztaty w Zachęcie TU
O książce TORO TU














środa, 7 kwietnia 2021

Koralikowa historia, Magda Małkowska, il. Agnieszka Żelewska

Książki z serii Bajka Plasterek mają ważny cel: złagodzić ból po utracie kogoś bliskiego, pomóc zrozumieć, pocieszyć. Otulić tęsknotę i złagodzić gniew. Pokazać, że dziecko nie jest samo, że ma wokół siebie innych ludzi, którzy pomogą mu przetrwać i pomogą odnaleźć drogę do radości.

Choroba, odchodzenie, śmierć. Pożegnanie i czas po stracie. Dziecko, które przechodzi przez żałobę, mierzy się z emocjami, z którymi nie miało wcześniej do czynienia. Jest zagubione i osamotnione. Książki Plasterki pisane przez doświadczone autorki dodatkowo są konsultowane z psycholożkami, bo muszą zawierać elementy, które nadają im terapeutyczny charakter; pozwolą dziecku „zidentyfikować się z bohaterem i zrozumieć jego smutek, a potem wyrazić swój".

O czterech książkach z tej serii już pisałam, tu link https://tiny.pl/r2g3m. Wszystkie wydane są przez Fundację Hospicyjną, a na okładce mają logo ze słonikiem „Biblioteka Tumbo pomaga".



KORALIKOWA HISTORIA, Magda Małkowska, il. Agnieszka Żelewska


„Koralikowa historia” to opowieść koralika — narratora i bohatera opowieści, w której uczestniczy, biernie, jak to koralik. Obserwuje świat wokół, a jest to świat małej Zosi, bo to jej został przekazany przez pierwszą właścicielkę, Igę.

Iga mieszka w bloku i jest sąsiadką Zosi. To postać pełna barw i śmiechu — podróżniczka, obieżyświatka i zbieraczka koralików, które przywoziła z odległych miejsc. Przyjaciółka mamy Zosi i samej Zosi, która z zachwytem wysłuchiwała opowieści i bawiła się koralikami. Iga ma zawsze czas dla Zosi, a jej opowieści są przepustką do innego świata. Jak cudowne nawlekać koraliki, bawić się w „chmurobranie” i słuchać o odległych krajach i przygodach!

Coś się jednak zmienia — Iga choruje, a mała Zosia czuje, że dzieje się coś złego, coś, na co nie ma wpływu i czego nie rozumie. Iga słabnie, traci siły i nie ma już tej energii co dawnej. Zosia staje się smutna. Widzi, jak zmienia się jej ukochana sąsiadka i czuje, że ją traci. 
Iga najpierw jest w domu, potem trafia do hospicjum. Zosia bardzo się martwi. Koralik wszystko to widzi i wie, że stoi przed nim niezwykle ważne zadanie, trwać przy Zosi i sprawić, by wspomnienia tej niezwykłej przyjaźni zawsze blisko, jak on sam, i by ból Zosi i rozpacz nie były tak rozdzierające. To on, czerwony koralik staje się plasterkiem na serduszko dziewczynki.

To ważna książka o towarzyszeniu w chorobie i czasie przed rozstaniem. Nie uleczy bólu dziecka, ale go oswoi. Cieszę się, że jest taka seria i wierzę w jej terapeutyczną rolę —  warto ją czytać ze wszystkimi dziećmi, nie tylko tymi, których temat dotyczy bezpośrednio.


Koralikowa historia,
Magda Małkowska,
il. Agnieszka Żelewska,
Fundacja Hospicyjna,
seria Bajka Plasterek,
oprawa twarda,
stron 48
wiek: od 4 lat.
cena 29,90 zł.










 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...