O książkach niebanalnych, mądrych i ważnych, a do tego pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

wtorek, 24 sierpnia 2021

Skansen Kurpiowski im. Adama Chętnika w Nowogrodzie




Jeśli tylko w okolicy jest skansen, nie ma siły, żebyśmy go nie odwiedzili! Czasem zdarzają się niespodzianki: literackie punkty zaczepienia. Wiecie, że 40 lat temu skansen w Nowogrodzie odwiedził sam Czesław Miłosz i przyjmowany był w jednym z domów, a konkretnie w chałupie z Witowego Mostu?

Kurpie - region mlekiem i miodem płynący


Do Skansenu Kurpiowskiego jechałam z ogromną ciekawością, bo niewiele wiedziałam o Kurpiach — regionie, tradycji, kulturze i historii. Ukryte na styku Mazur, Podlasia i Mazowsza, jakoś giną. Gdzieś tam mignęły mi stroje kurpiowskie, wycinanki i... tyle. I choć kultura kurpiowska jest naprawdę bogata — co wiem dopiero teraz, częściej słyszy się o folklorze łowickim, kaszubskim czy podhalańskim. Fakt, że spędzimy na Kurpiach jakiś wakacyjny czas, sprawił, że zaczęłam szukać informacji.

Kurpie to rejon środkowej Narwi i Puszczy Zielonej. O mieszkańcach Puszczy Zielonej, nazywanej też Myszyniecką lub Kurpiowską mówi KURPIE, a nazwa ta pochodzi od nazwy łapci (kurpi), które wyplatane były z łyka. Ludność tych rejonów nazywała siebie Puszczakami.

Na stronie Stowarzyszenia „Pracownia Etnograficzna” wyczytałam, że „ziemie te były własnością książąt mazowieckich, a później królów polskich. Do XVI w., poza niewielkimi enklawami, stanowiły pustki osadnicze. Ich eksploatacja odbywała się dorywczo, poprzez wyspecjalizowane grupy zawodowe: bartników, myśliwych, smolarzy, rybaków, rudników, mieszkających we wsiach i miastach okalających kompleksy leśne. Dopiero potem powstały stałe osady. Cała Puszcza Zielona była zasiedlana stopniowo, a w zajęciach jej mieszkańców coraz większą rolę zaczęło odgrywać rolnictwo [...]".
Obecnie dominują tu pastwiska — krowy, krowy, krowy, pola kukurydzy. Przetrwała tradycja bartnicza — pszczelarstwo ma się tu dobrze.



Skansen Kurpiowski im. Adama Chętnika w Nowogrodzie


Sam skansen, w porównaniu do innych, które odwiedziliśmy, nie jest duży. Jego atutem jest położenie — już samo zejście z części pierwszej do tej głównej robi wrażenie — jest stromo, jest zielono. A widok z altany na Narew — bajka.

Powstał w 1927 roku za sprawą Adama Chętnika i jego żony. To dzięki zaangażowaniu tego człowieka, działacza społecznego, etnografa i muzealnika i długo można jeszcze wymieniać (bardzo ciekawa biografia) i z jego pieniędzy (a konkretnie jego żony) został kupiony teren, na którym powstał skansen. Wiele eksponatów, które tu trafiły, wcześniej stanowiły jego prywatną kolekcję. W czasie wojny skansen został doszczętnie zniszczony, a po jej zakończeniu jego założyciel osobiście czuwał nad odbudową. Ku jego pamięci powstał pomnik, po prawej i lewej stronie rzeźby na ławkach przysiadły jego dwie żony, które wspierały go w działalności na rzecz ocalenia kultury kurpiowskiej. Rzeźbę samego Adama Chętnika wystrugał Józef Bacławski, jeden z najbardziej uznanych twórców ludowych tego regionu. O panu Józefie na pewno jeszcze wspomnę w innym wpisie na blogu — mieliśmy przyjemność go poznać, posiedzieć przy stole przy pysznym cieście i kompocie kompotu z żurawiny, a nawet odwiedzić jego pracownię w Łysych.

Skansen znajduje się na pięknie położonym terenie nad Narwią, a żeby dostać się do głównej części, należy zejść ze skarpy nadnarwiańskiej zaraz za pięknym budynkiem dworu ze wsi Brzóski (w sieni znajduje się kasa i sklep z pamiątkami, dalej administracja i sale muzealne). Malownicze widoki i zieleń to ogromny atut tego miejsca. Ze Wzgórza Ziemowita, kryjącego resztki średniowiecznego zamku, widać Kurpiowską Puszczę Zieloną.

Skansen zajmuje około 3,5 ha i można w nim zobaczyć 23 budynki mieszkalne i gospodarcze z wyposażeniem i kilkadziesiąt obiektów tzw. małej architektury: barcie, kapliczki, studnie, bróg itp. Wszystkie budynki są konstrukcji zrębowej, z okresu od końca XVIII w. do I połowy XX w. z terenu Kurpiowskiej Puszczy Zielonej.
Jedne domy skromniejsze, inne bogatsze — zarówno same chaty, jak i ich wyposażenie świadczą o majętności właścicieli. Życie w tym rejonie nie było łatwe, słabe ziemie nie rodziły obfitych plonów, dlatego ludność żyła głównie z lasu i rzek. Obecnie dominują tu pastwiska — krowy widać wszędzie!










Chciałabym przyjechać tu po sezonie, kiedy nie będzie już tylu odwiedzających. W jesiennym anturażu skansen musi prezentować się jeszcze piękniej.  

Co nam się nie podobało? Organizacja. W skansenach, w których bywaliśmy, zawsze część budynków była otwarta — odwiedzający mogli sobie je indywidualnie zwiedzać. Tu co kilka godzin pracownik otwiera kilka domków. Na dziedzińcu zbiera się tłumek odwiedzających (byliśmy w niedzielę, na otwarcie o godz. 14 czekało ok. 40 osób). Pracownik otwierał domki i wszyscy przepuszczali szturm. Bez maseczek. Wyczekiwałam do końca, aż większość opuści chałupkę i wchodziłam, a ze mną jeszcze kilku maruderów, a pracownik czekał w drzwiach, żeby domek zamknąć. Szczerze, mało zobaczyłam i zrobiłam mało zdjęć.

Skansen Kurpiowski im. A. Chętnika.
Oddział Muzeum Północno - Mazowieckiego w Łomży
ul. Zamkowa 25,
18-414 Nowogród
pon.-pt. 09:00–17:00
sob.-niedz. 10:00–17:00
Telefon: 86 217 55 62






























O innych skansenach na MAKACH:







Książka "Skanseny. Przewodnik Turystyczny"





SKANSENY. Przewodnik turystyczny,
Magda i Mirek Osip-Pokrywka,
wydawnictwo RM, 2014,
Liczba stron 224,
Format: 165x210 mm,
Oprawa miękka.

Dla osób, lubiących skanseny, wydawnictwo RM przygotowało książkę-zbiór o 33 polskich muzeach-skansenach. Znajdziecie tu historię ich powstania i informacje o tym, co się w nich znajduje, a także opisy uroczystości, które cyklicznie się w nich odbywają. Książka jest pięknie fotograficznie zilustrowana. To taki niezbędnik z podstawowymi informacjami, warto zapoznać się z nimi przed odwiedzinami, żeby wiedzieć na co zwracać uwagę i niczego istotnego nie przeoczyć.





środa, 11 sierpnia 2021

O rowerach, Bartosz Ratajczyk


Uwielbiam jeździć na rowerze! Mój ma już swoje lata, jakoś szczególnie o niego nie dbam, ale on wie, że go wielbię i na razie to mu wystarcza. Nie muszę się spieszyć, nie muszę się ścigać, jadę, jak chcę. Raz szybciej raz wolniej, dojadę wszędzie tam, gdzie samochodem nie da rady i te widoki i ten wiatr we włosach!
Rower jest ekologiczny i to jest argument nie do zbicia, nikt nie zaprzeczy. Nie przykłada się do zanieczyszczenia klimatu, nie stoi w korkach, nie wymaga parkingu i sprawia, że człowiek się rusza. A — co sobie bardzo cenię — od jakiegoś czas mam komfortową sytuację, bo do pracy wreszcie mogę jeździć na rowerze i robię to niemal przez cały rok, z małymi przerwami na zimowe mroźne dni. Rower jest cool!

Wakacyjne wyjazdy organizujemy tak, żeby ten rower był w centrum i by poruszanie się po okolicy było możliwe na dwóch kółkach. Całą rodziną tworzymy niezłą ekipę, 5-6 osób to już spora grupa!


Dlatego książka „O rowerach” od razu zwróciła moją uwagę. Choć korzystam, korzystamy — nasza wiedza jest totalnie podstawowa. Nie ma to, jak specjalista opowie to i owo, wyjaśni, pokaże.



Bartosz Ratajczyk bierze rower pod lupę, rozkłada go na części pierwsze (W częściach), prezentuje w mieście, w górach, na wyścigu, przedstawia rowery odpowiednie do wieku (rozdział Rowerzysta dorasta), w warsztacie i na targach rowerowych, pokazuje rower szyty na miarę, Jest też sporo historii — Rowery dawniej i wypadów w przyszłość — ciekawe, jak będą zmieniać się dwukołowe pojazdy (W niedalekiej przyszłości). Jest samouczek dla zapalonych cyklistów — Zrób to sam, znajdziecie tu ekwipunek podróżnika i rozkładówkę, prezentującą duże trasy rowerowe w Polsce — Na szlaku. Po prostu must have każdego miłośnika dwóch kółek, ale i dziecka rozpoczynającego rowerową przygodę!

Drobiazgowe ilustracje zmuszają do uważnego oglądania, każda rozkładówka może stać się wyszukiwanką, które dzieci lubią, bez względu na to, ile mają lat.

Nie brakuje tu też humoru, a nawet nawiązań do sztuki. Rozbawił mnie rozdział opisujący części, z których składa się rower — bo te części rowerowe wpisane są tu w obraz Chełmońskiego „Bociany". Tylko że oracz z synem nie wypatrują na niebie ptaków, tylko przyglądają się drzewu, na którym zawieszone jest rowerowe koło...

Tylko ostatnia rozkładówka — mapa, prezentująca duże szlaki w Polsce — wprowadziła mnie w konsternację. Jest tak uproszczona, że ciężko odnieść ją do faktycznego stanu: pod Gdynią wyrasta Warszawa, która graniczy z Białowieżą, Pod Centrum Nauki Kopernik mamy Jezioro Czorsztyńskie, a po lewej stornie od razu Gniezno... Oby nikt nie uczył się z tej strony mapy Polski ;)


O rowerach,
Bartosz Ratajczyk,
wyd. Ezop,  2021
Oprawa twarda
Format 27 cm x 27 cm,
Ilość stron: 30
Wiek 6-12 lat
cena 35 zł.






piątek, 6 sierpnia 2021

Rezerwat przyrody Torfowisko Serafin (Kurpie)


Chłopaki odgrażali się, że zostaną w samochodzie. Jakieś bagna, też atrakcja! Na miejscu przekonali się, że tak, atrakcja i to całkiem duża! Najpierw przeżyliśmy przyrodnicze safari (wywiedzeni w pole przez GPS krążyliśmy wąskimi piaszczystymi drogami pośród pastwisk i z okien samochodu podziwialiśmy teren, wypatrując czegokolwiek, co świadczyłoby, że zbliżamy się do torfowiska), by następnie trafić do dżungli amazońskiej, ale po kolei...


Kiedy wreszcie dojechaliśmy na miejsce (najlepiej jest zjechać z drogi Łomża - Łyse na drogę w kierunku wsi Serafin), i znaleźliśmy się na parkingu przy stawie rybnym, nic nie zapowiadało emocji, jakie nas czekają, Parking, staw, nenufary, w oddali łąki i pastwiska. Malownicze widoki, ale dosyć zwyczajnie. Chłopaki wzdychali i szli jak na skazanie. 


Jazda zaczęła się dalej, bliżej widocznego na horyzoncie lasu - rezerwatu. Nim jeszcze w las weszliśmy, zrobiło się naprawdę ciekawie. 


Stare, zniszczone po zimie pomosty prowadziły nas w głąb rezerwatu przez bagna, powstałe po dawnym polodowcowym jeziorze Krusko. Wysokie trzciny i krzaki, przez które się przedzieraliśmy, chłostające nas po twarzach plus wilgoć w powietrzu i wysoka temperatura sprawiły, że poczuliśmy się jak w amazońskiej dżungli. Do tego niewiadoma pod nogami — gałęzie i kawałki cienkich pni brzóz ułożone w coś na kształt kładki, po których zsuwały się stopy i jeden nieostrożny krok mógł sprawić, że wylądowalibyśmy w bagnie, podnosiły ciśnienie. Chłopaki, szczególnie starszy, byli zachwyceni! Gdyby w pobliżu stało stado łosi — przysięgam, że byśmy nie zauważyli — każdy z nas szedł ze wzrokiem wbitym w podłoże, tym bardziej że co jakiś czas mieliśmy wrażenie, że idziemy po wodzie. Szliśmy, kurczowo trzymając się barierek (jeśli były) albo rachitycznych gałązek, próbując jednocześnie odganiać się od komarów i różnych takich, które cięły ostro.





W pewnym momencie, kiedy już wyszliśmy na otwarty teren, nasza nieoceniona przewodniczka pani Małgorzata, zachęciła nas do zejścia z trasy na... bagna. Pierwszy raz stanęłam na pływającym pło, czyli zwartej powierzchniowej warstwie roślin wodnych i bagiennych, pod  którymi znajduje się uwodniony torf i namuły. Ziemia uginała się pod naszym ciężarem, falowała nam pod nogami, chodziliśmy jak po wodnych poduszkach, niesamowite!  Buty mokre, stopy mokre, młodzi wypatrywali pijawek...

Kiedyś było tu jezioro Krusko, jeszcze w latach 20-tych XX wieku. Obecnie to teren bagienny.  Rezerwat powstał w 1998 roku.  "Ma powierzchnię 184,92 ha, z czego tylko 7,65 ha stanowią grunty Skarbu Państwa będące w zarządzie Nadleśnictwa Myszyniec. Celem ochrony jest zachowanie ze względów naukowych, dydaktycznych oraz krajobrazowych torfowiska przejściowego o rzadkiej i chronionej faunie i florze" (za www.myszyniec.olsztyn.lasy.gov.pl)


A co tam rosło? Najbardziej zachwycająca dla chłopaków była rosiczka. Dużo rosiczek. Kiedyś próbowaliśmy uprawiać tą mięsożerną roślinkę w domu, w doniczce, niestety podlewanie kranówką zamiast destylowaną wodą sprawiło, że szybko nam padła. Druga rośliną, której było w bród to żurawina. Jaka ona ładna i malutka  zielonkawe jeszcze korale lekko maźnięte czerwienią przyciągały wzrok. No i paprocie, morze paproci (a konkretnie narecznicy błotnej). Jakie one piękna, do paproci mam szczególną słabośc od lat. Gdybym miała sobie zrobić tatuaż to możliwe, że padłoby na paproć ;)  Wypatrzyłam skrzyp bagienny i storczyki i różne kwiaty, których nie znam.







Z informacji na tablicach, znajdujących się na terenie torfowiska wyczytałam, że rosną tu też rzadkie gatunki roślin takich jak turzyca obła, dwupienna i bagienna, wełnianka delikatna, przęstka pospolita, nasięźrzał pospolity, kozłek dwupienny, a także dwa gatunki mchów reliktowych (pozostałości po epoce lodowcowej). Ptaków nie wypatrzyliśmy, ponoć występowały tu cietrzewie (gatunek na wymarciu), no i jest sporo żurawi, potrzosów, rokitniczek, świergotków łąkowych, przepiórek i derkaczy. 
Otwarty teren torfowiska co jakiś czas musi przejść wycinkę m.in. ze względu na występujące tu ptaki, które gniazdują na otwartym terenie. Kilka lat temu "na powierzchni 23,3 ha przeprowadzono działania polegające na wykaszaniu odrostów ekspansywnych gatunków roślin, takich jak: wierzby, brzozy i trzciny oraz usuwaniu z terenów otwartych torfowiska samosiewów drzew i krzewów. Z uwagi na liczną awifaunę rezerwatu prace zostały wykonane w okresie jesienno-zimowym, po zakończeniu sezonu lęgowego występujących tu ptaków" (za https://www.gdos.gov.pl).

Spacer był udany, bo z adrenaliną. Jeden z chłopaków poślizgnął się na ścieżce z gałęzi — nie było trudno, serio — i przez moment przeżyłam chwilę grozy, wyobraźnia działa. Nasza niezawodna przewodniczka opowiadała też coś o różnych legendach związanych z tym miejscem, wypływających trumnach i innych takich. Ludzie różne rzeczy gadają, a historyjki z dreszczykiem zawsze padają na podatny grunt. 
Bardzo nam się tam podobało, choć gdyby nie pani Małgorzata pewnie byśmy tam nie dotarli. Miejsce jest dzikie, bez osoby znającej teren trudno się tam dostać. A warto! 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...