O książkach niebanalnych, mądrych, ważnych i pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

wtorek, 30 listopada 2021

Gwiazdkowy Prosiaczek, J.K. Rowling, il. Jim Field


Gwiazdkowy Prosiaczek zaczyna się jak wciągająca powieść obyczajowa. Trudno odłożyć ją po kilkunastu stronach — taki miałam zamiar, bo wcale nie chciałam jej czytać, ale zaczęłam i czytałam, aż przeczytałam. Rowling trzyma poziom przez całą opowieść, żywy, barwny język, akcja płynie szybko, dużo się dzieje, a świat, do którego trafił bohater, jest tak plastycznie oddany, że wierzymy. Szczerze mówiąc, nim wyrzucę jakąkolwiek zabawkę, albo rzecz — długo się wcześniej zastanowię. Może, zamiast wyrzucać, kupować mniej, rzadziej, z większym namysłem? To jeden z przekazów pani Rowling. Bo rzeczy, którymi się otaczamy, nie są co końca rzeczami. One nam służą, a kiedy tracimy je z oka.... Ożywające zabawki to ograny schemat, jednak w Prosiaczku to nie razi, bo to, co dalej — jest zadziwiające i ciekawe. Poza tym to przede wszystkim  ładna opowieść o przyjaźni i poświęceniu.

Tak jak już pisałam, zaczyna się normalnie, nie ma magii, Harry’ego Pottera ani niestworzonych zwierząt. Jest całkowicie zwyczajny chłopiec Jack, którego poznajemy w czasie rozstania jego rodziców. Taka zmiana w życiu to trzęsienie ziemi, a jak dodamy do tego przeprowadzkę do innego miasta i zmianę szkoły to już w ogóle... Na szczęście jest GP, ukochany prosiaczek Jacka, który wszystko wie i rozumie bez słów. Dobrze mieć przyjaciela, który wchłonie każdą łzę, każdy smutek.

W nowej szkole Jack czuje się bardzo samotny. To się zmienia, kiedy na zajęciach ze starszymi klasami, przysiada się do niego Holly, dziewczyna, która jest w szkole KIMŚ. Jest popularna, a do tego zwyczajnie miła. Mama też układa sobie życie w nowym miejscu, ma pracę i poznaje kogoś, kto staje się dla niej ważny. Wydaje się, że idzie ku lepszemu. Do czasu. Bo Holly, jak się okazuje, jest córką nowego partnera mamy, a do tego nastolatką, która wkracza w okres buntu. Przestaje być miła i przyjazna i robi coś, co sprawi, że Jackowi pęka serce...

Nie będę spoilerować, żeby nikomu nie odebrać przyjemności z czytania. Gdy tracimy coś, co kochamy, co jest z nami zawsze i daje nam poczucie akceptacji i bezpieczeństwa — możemy robić najgłupsze rzeczy. Jack nie robił głupich rzeczy. W rozpaczy zdecydował się na krok, który mógł go wiele kosztować. Jednak dla kogoś, kogo się kocha, można poświęcić naprawdę dużo. Chłopiec położył wszystko na jedną szalę, bo kierowała nim rozpacz, miłość i złość. Wyruszył tam, skąd można nie wrócić. Tak trzeba, nie wolno zostawić przyjaciela w potrzebie.

Wyruszył niczym Dante — w bardzo luźnym skojarzeniu — przez zaświaty. Kraina Zagubionych Rzeczy to miejsce, o którym nie chcielibyśmy wiedzieć. Zejście w głąb, świat niedostępny, czyściec i piekło pluszaków, zabawek i przedmiotów, które nas otaczają, Tam jest strasznie! Emocjonująco i przerażająco, a czytelnik za każdym razem czuje to, co autorka chce, żeby czuł.

Zakończenie — zaskakujące, bo nie tego się spodziewaliśmy, a jednak — najlepsze z możliwych.
Mój 12-latek, który przeczytał „Prosiaczka” w dwa wieczory, powiedział, że „to dziwne, że Rowling, która napisała Harry’ego Pottera i Fantastyczne zwierzęta, teraz napisała książkę dla dzieci, która... też jest dobra". I tak sobie myślę, że chłopak ma rację.

Nie zdradziłam więcej, niż można wyczytać w opisie wydawnictwa. Uff...




Gwiazdkowy Prosiaczek,
J.K, Rowling, 
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz,
Wyd. Media Rodzina, 2021,
Stron: 320,
Wymiary: 20  x 1,8 x 13,5 cm,
Wiek: od 6 lat (6-12)
Cena 39.90 zł.






poniedziałek, 29 listopada 2021

Kalendarz adwentowy DIY - jak zrobić? [Pomysły]


Wrzucam tu nasze kalendarze adwentowe. domowe i robione do szkoły. Po pierwsze, żeby mieć tu pamiątkę, po drugie, się pochwalić, jakie z nas pracusie, po trzecie: może kogoś kiedyś zainspirujemy nimi do przedświątecznego działania.
Osiem kalendarzy adwentowych: na patyku, z wytłoczki na jajka, z pudełek po zapałkach, z kartonu, w słoiku... Do wyboru do koloru :)



czwartek, 25 listopada 2021

Święta na świecie, Sofie Maria Brand, il. Rasmus Juul

 

Lubię czas poprzedzający Boże Narodzenie. Nie za kolędy w centrach handlowych (nie bywam), nie za mikołajów na każdym rogu i setki kiczowatych, sztucznych dekoracji (nie lubię). Tylko za czas domowy. Dłuższe wieczory sprawiają, że jest czas. Czas na robienie czegoś razem, w kuchni i przy stole. Kartki, pierniki, lampiony przygotowywane w rytmie kalendarza adwentowego. W tym roku zrobimy też wianki. Już się na to cieszę. Zamawiam, gromadzę, ciągle mi się chce. 

Lubię wiedzieć, jak jest gdzieś indziej. Blisko, bo w Europie. I jeszcze dalej, bo na innych kontynentach. Co kraj to obyczaj, różnice mogą zaskakiwać, zadziwiać, ale i inspirować! To, co gdzie indziej, może wzbogacić nasze przygotowania do świąt. Dlaczego z tego nie skorzystać? Nie uważam, że należy sztywno trzymać się tradycji, czasem ciekawie jest coś do niej dorzucić. W Polsce nie obchodzimy dnia św. Łucji, który jest tak popularny w krajach skandynawskich, co czytający literaturę skandynawską dobrze wiedzą. To ciekawe święto, któremu towarzyszą widowiskowe obchody,  a dzień zaczyna się od upieczenia szafranowych bułeczek. Pieczemy.

Z ciekawością sięgnęłam po książkę „Święta na świecie”, a jak zaczęłam czytać, to nie mogłam się oderwać. Niektóre fragmenty czytałam na głos mężowi, „a wiesz, że...?”

Piękne są tradycje i zwyczaje świąteczne. Różnie przygotowujemy się do świąt, różne potrawy szykujemy, w różny sposób wręczamy sobie prezenty (czasem przynosi je Mikołaj, czasem czarownica Befana, albo Dziadek Mróz, a w Japonii - Mikołaj, ale też i wesoły buddyjski mnich). To, co nas łączy to radość oczekiwania, wiara i nadzieja na dobrze  w radości i miłości  spędzony czas. 

Wiecie, że pierwszym kalendarzem adwentowym w Finlandii był ziemniak owinięty papierem? Na początku adwentu wbijano w niego 24 zapałki i codziennie po jednej wyjmowano. W Argentynie w Wigilię impreza trwa do rana, ale nie za stołem — ludzie tańczą do upadłego! W Meksyku sąsiedzi umawiają się, u kogo będzie przyjęcie, a dzieci już się cieszą na rozbijanie piniaty ukrywającej w pękatym brzuchu słodycze i owoce... Niektórzy przed Wigilią poszczą przez 40 dni (Etiopia), wyłączając z menu mięso, jajka i nabiał, w Indiach od 1 grudnia gospodynie pieką ciasta (nawet po 15 rodzajów). Prezenty raz rozwozi Mikołaj w saniach, ciągnących przez renifery, raz przez kangury, a bywa, że przypływa na desce. Składa je pod drzewkiem, zostawia w skarpecie, wrzuca do butów...
U nas zostawia się pusty talerz, a w Islandii przystraja groby łańcuchami lampek, żeby pokazać bliskim, że się o nich pamięta. 

Każde z 24 państwa zaprezentowanych w książce ma swoją rozkładówkę, bogato ilustrowaną. Jest notka o kraju, mieszkańcach, wyznawanych religiach. Ta książka może być sama w sobie takim kalendarzem adwentowym — codziennie czytamy jeden rozdział i poznajemy zwyczaje jednego państwa.
Na końcu książki znajdują się informacje, jak chrześcijanie obchodzą Boże Narodzenie, muzułmanie — Eid, Żydzi — Chanukę, Hindusi swoje święta (mają ich mnóstwo), a buddyści — urodziny Buddy. Kompendium wiedzy i ciekawostek, które warto poznać. To idealna lektura na przedświąteczny czas.


Święta na świecie,
Sofie Maria Brand,
il. Rasmus Juul,
tłum. Edyta Stępkowska,
wy. Znak Emotikon, 2021,
oprawa twarda,
wymiary 31 x 1,5 x 25 cm,
stron 64,
cena 59,99 zł,
wiek: od 6 lat.







niedziela, 21 listopada 2021

Charcie harce, Marta Lipczyńska-Gil, il. Nika Jaworowska-Duchlińska


Marta ma charty, najpierw był jeden, potem pojawił się drugi, jego młodszy brat. Aston i Elvis. Zdjęciami ze spacerów i domowych sytuacji dzieli się na swoich kanałach społecznościowych. Najbardziej lubię te, na których psy leżą obok siebie, przy sobie, zwinięte tak, że nie wiadomo, gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi, czyja łapa jest którego z nich i czyj pysk. Takie charcie przeplatańce, a że wszystko mają dłuuugie i chude: nogi, kufy, ogony — wygląda to zjawiskowo!

No więc najpierw był jeden, potem pojawił się drugi, ale Marta nie mówi, że to koniec! Czytając jej charcią wyliczankę, jestem przekonana, że temat zamknięty nie jest, oj nie! Tylko patrzeć, jak pojawi się następny, bo im więcej chartów tym ciekawiej, choć „jeden chart to już fart”.

„Charcie harce” to pierwsza książka napisana przez Martę (i na bank nie ostatnia), bo wydanych przez siebie na koncie ma wiele. Krótka wyliczanka od 1 do 10 powstała na 18 urodziny wydawnictwa. Gra skojarzeń, zabawa słowem, śmiech i radość, okraszone ogromną sympatią do psów! No i energia, ruch! Książka na poprawę nastroju dla dużych i małych i inspiracja do tworzenia rodzinnych zabaw słowem, bo wyliczać można w nieskończoność ;) Liczy się humor ocierający się o purnonsens, co dzieci uwielbiają! O nauce liczenia nie ma co wspominać, bo to oczywiste.

Ilustracje Niki Jaworowskiej-Duchlińśkiej to rewelacja!  Widać, że panie rozumieją się w pół słowa, humor rozsadza książkę, spod kredki ilustratorki lecą iskry! Jej charty są nie tylko chartowato charcie, ale mają w sobie całe pokłady charciej nonszalancji i ten pęd pod łapami, wiatr w uszach i ten wdzięk w wyciągniętych kufach. Słowo, nie sposób się nie uśmiechać od ucha do ucha i nie sposób nie zakochać się w chartach! Jest tu zadzior, energia, lekkość i  szybkość, wszak charty to psy szybkie jak błyskawica. 

Na koniec zagadka, gdzie ukrył się dziesiąty chart???

Dodam jeszcze, „Charcie harce” doskonale prezentują się obok wróblowej wyliczanki Józefa Wilkonia :) A ptaszki ćwierkają, że po chartach przybędą i koty! Z Luckiem i Fridą już czekamy :)


Charcie harce
Tekst: Marta Lipczyńska-Gil
Ilustracje i projekt: Nika Jaworowska-Duchlińska
Format: 200×200 mm
Liczba stron: 24
Oprawa: twarda,
cena 29.90 zł,
wiek: od 3 lat.








wtorek, 16 listopada 2021

Stan splątania, Roksana Jędrzejewska-Wróbel

 


W ubiegłym roku miałam w domu ósmoklasistę. Wszystko to, czyli egzaminy próbne, wolontariat, liczenie punktów, lekcje dodatkowe i szukanie szkół przeżyliśmy na własnej skórze. Dodatkowo w pakiecie mieliśmy pandemię i lockdown z nauką zdalną, która miała poważną konkurencję.... Internet bez ograniczeń i czyhające tam pokusy: gry, gry, diskord, gry, gry... 

Na hasło "ósma klasa" mam gęsią skórkę, mimo tego, a może właśnie dlatego z ciekawością sięgnęłam po książkę Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel. Lubię książki tej autorki. A ta jest pierwszą jej książką dla młodzieży, nie dla dzieci. Z polskimi książkami dla nastolatków mam problem, bo mało która przypadła mi do gustu (na szybko nie jestem w stanie podać ani jednego tytułu!), a ta ma dobre recenzje. Sięgnęłam z ciekawością.

Ósma klasa, przygotowania do egzaminów idą pełną parą. Kto tego nie przeżył, ten nie wie, jak ta machina wciąga, niszczy i gubi dziecko gdzieś po drodze (rodzice też nie mają lekko). Trójka bohaterów — perfekcyjna Maria, Lena ze słuchawkami na uszach i Miłosz, obserwator, kryjący się pod kapturami. Szkoła, obce sobie dzieci, choć z jednej klasy — tak, tak się dzieje, choć nam dorosłych, którzy chodzili do podstawówki w latach 80. czy 90. trochę trudno to sobie wyobrazić — nacisk na oceny, wyścig szczurów. I te dzieci jak roboty zaprogramowane przez rodziców i nauczycieli.

Tzw. dobre domy — zamknięte osiedlem, pieniądze i zagonieni dorośli, Dzieciaki mieszkają na jednym osiedlu za miastem, są dowożone do szkoły przez rodziców i z niej przez nich odbierane. Mają dodatkowe zajęcia i jedyne, czego się od nich oczekuje to wyniki, wyniki, wyniki... Tu nie ma miejsca dla słabeuszy. O czym przekonali się po samobójczej śmierci kolegi, która została jakoś tak zamieciona pod dywan, a dorośli szybko przeszli nad nią do porządku dziennego. Ósma klasa to też wolontariat. Uczniowie, chcący zawalczyć o dodatkowe 3 punkty do świadectwa zostają przydzieleni do różnych miejsc, gdzie te punkty mogą zdobyć. Nasi bohaterowie, ku początkowej niechęci, trafiają do domu opieki. I to miejsce, a raczej ich podopieczni mocno wpłyną na ich życie. Działa to w dwie strony, bo okazuje się, że i jedni i drudzy mogą sobie wiele zaoferować. Młodość i starość. Doświadczenie i jego brak. Skraj życia i jego początek.

Wsiąkłam. Podobał mi się język — bardzo dobrze się czyta, książka jest świetnie napisana. Tekst płynie. Polubiłam dzieciaki — stały mi się bliskie. Są prawdziwe, wyobcowane, osamotnione, zapędzone w kozi róg, bez głosu. W wirze współczesnego świata, w którym liczą się wyniki, a nie człowiek. Scenki szkolne, akademia, słowa dyrektora — to wszystko aż boli. Z przyjemnością co wieczór sięgałam po książkę, a w ciągu dnia gdzieś tam pojawiała się myśl, że wieczorem przed zaśnięciem zobaczę, co tam słychać u dzieciaków.

Fabuła mnie porwała, ale do czasu. Tym momentem zaskoczenia było spotkanie dorosłych z seniorami, nie zamierzone, nie planowane, tak wyszło. Zetknięcie dwóch światów, którego wynikiem była przemiana rodziców. Zaskakujące, przełomowe, ale ... nie uwierzyłam. Nie kupuję tego. Za prosto, za łatwo. Jakoś za mało prawdziwie. Po  sąsiedzkiej „biesiadzie” odłożyłam książkę na jakiś czas. Po powrocie do lektury było całkiem nieźle, jednak finał akcji znowu mnie rozczarował. Coś, co wspaniale się zapowiadało, skończyło się tak sobie. Papierowo. Na siłę. Szybko. Jak w serialu z happy endem.

Mimo tego rozczarowania będę ją polecać młodym nastolatkom i ich rodzicom. Obowiązkowo wszystkim na progu ósmej klasy, żeby nie dać się zwariować, żeby zachować proporcję. I żeby zobaczyć w dojrzałych ludziach to, czego czasem młodzi nie dostrzegają — ukrytą pod zmarszczkami mądrość, życzliwość, doświadczenie, witalność i ogrom miłości. Warto tę książkę przeczytać, bo mało takich głosów o ważnych sprawach młodych i znacznie starszych ludzi.

Stan splątania,
Roksana Jędrzejewska-Wróbel,
Wydawnictwo Literackie, 2021,
Wymiary: 143 x 205 mm,
Oprawa: broszurowa ze skrzydłami
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 39.90 zł




niedziela, 14 listopada 2021

7 książek o sztuce dla dzieci (cz. 3)



To już trzeci wpis o książkach o sztuce dla dzieci. I pewnie nie ostatni. Te książki (jak i poprzednie) to kopalnia inspiracji dla rodziców i nauczycieli. Pokazując sztukę — pokazuje się i opowiada świat, bo sztuka wyrasta z tego, co nas otacza, co dla nas ważne, co nas zachwyca, uduchowia albo uwiera.

Książki w tej części nie są prezentowane według jakiegoś klucza ani związku. Sztuka współczesna, sztuka klasyczna, malarze różnych epok, elementarze i biografie. Osoby, które interesują się malarstwem, tworzeniem, które pracują z dziećmi przez zabawę na pewno znajdą tu cos dla siebie do wplecenia w zajęcia, albo choćby rodzice — do zabawy w domu w sztukę, przy okazji przemycając kilka ciekawostek z życia znanych artystów i ich twórczości.

Tu poprzednie teksty:



sobota, 6 listopada 2021

Plasterki na tęsknotę, Ewa Zawisza-Wilk, il. Paweł Wąsowicz



Popatrzcie na te ilustracje! Jest w tych obrazach mrok, ale nie straszny, tylko otulający, bezpieczny. Obrazy niosą tę opowieść, dodają jej klimatu i czaru. Patrząc na Szczurka i jego otoczenie, wędrując z nim do domu Wiewiórki i po zakamarkach pamięci czujemy, że nie jest to zwykła historia. Dotykamy smutku, ale dostajemy otuchę, która jak balsam łagodzi trudne emocje. Bardzo mi się ilustracje Pawła Wąsowicza podobają.

O czym jest ta książka? Tytuł „Plasterki na tęsknotę” wiele zdradza. To opowieść o godzeniu się ze stratą, z tęsknotą za bliskim, który odszedł i już nie wróci. Nie ma go i nie będzie. A to, co po nim zostało to nasza pamięć. Wspomnienia wspólnie spędzonych chwil i miejsce w sercu. Sercu, które na zawsze będzie miało lokatora.

Szczurek jest stary. Jego przyjaciółka Wiewiórka również, do tego choruje i czuje, że niebawem przyjdzie po nią Czas. Przyjdzie po raz ostatni. Wysyła list do przyjaciela, bo chciałaby się z nim pożegnać. Szczurek mieszka daleko, dzieli ich jezioro i kawał lasu, a tu przyszła jesień i ziąb. Szczurek wie, że nie da rady szybko odwiedzić przyjaciółki, a kiedy to robi, jest już za późno. Czas go ubiegł. Ten Przyjaciel Czas, który czasem zagląda na pogawędkę, podrzuca pakuneczki wspomnień, a czasem zabiera w tę ostatnią podróż.

Po Wiewiórce został tylko list i herbatka z wyschniętych listków pamięci. Szczurkowi jest żal, jest mu smutno, ale te uczucia nie dominują. List od wiewiórki, który na niego czeka w pustym domu właścicielki, przepełniony jest wdzięcznością i spokojem. Wiewiórka zostawia mu wskazówki, które sprawiają, że Szczurek czuje bliskość przyjaciółki, czuje, że nawet po odejściu tam, gdzie odchodzą wiewiórki, ona przy nim jest. Prosi go, by o niej myślał w sytuacjach, które były dla nich ważne i cenne. By pamiętał o tym, co razem przeżyli i wspominał... Ona będzie przy nim. Jest w tym coś pokrzepiającego. Zasiane ziarenko wdzięczności kiełkuje w sercu i rośnie...

Im więcej razy się czyta, tym robi się lżej. I łatwiej pożegnać się z tymi, którzy odeszli. Jest w tej książce spokój, uśmiech, miłość. I melancholia, która kładzie się na wspomnieniach.

To bardzo prosta opowieść, nie ma tu nic odkrywczego, nowego, ale przemawia do czytelnika. Bajka, która otula obolałe serce. Jak tytułowy plasterek. Łagodzi strach, daje nadzieję, wywołuje uśmiech. I jest dobrym punktem wyjścia do rozmowy - oswaja z trudnym tematem. Książkę napisała Ewa Zawisza-Wilk, terapeutka i pedagożka.

Szkoda, że taki papier, jego gładkość i błysk odbierają cząstkę radości oczom, sycącym się obrazami.


Plasterki na tęsknotę,
Ewa Zawisza-Wilk,
il. Paweł Wąsowicz,
wyd. Studio Koloru, 2001,
stron 44,
oprawa twarda,
cena 39,90 zł
wiek: od 6 lat.











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...