O książkach niebanalnych, mądrych, ważnych i pięknie zilustrowanych. Dla małych i dużych, którzy zachowali w sobie dziecko.

niedziela, 29 maja 2022

Warsztaty FRIDOWE z Anną Jaworską ARTYSTYCZNIE!

Sześć godzin pracy, od białego płótna po fantastyczny kolaż - tak Ania zapowiadała warsztat FRIDOWY. Mnie długo na takie spotkania zapraszać nie trzeba - lubię zabawę w sztukę i prace manualne, choć różnie mi to wychodzi, ale to nie jest najważniejsze - ważna jest przyjemność, którą daje takie działanie. Warsztaty Ani kierowane są do dziewczyn (nie tylko dziewczyn, ale tu akurat były same dziewczyny), które nie są malarkami, tylko amatorkami, a celem jest nie tylko sam efekt twórczy, czyli stworzenie swojej Fridy, ale droga do tego pełna wskazówek (Ania cudownie uczy!) i dobra zabawa. To takie trochę „darcie pierza”, ręce czymś zajęte, a i pogadać można. I choć się nie znałyśmy, to szybko pojawiło się poczucie wspólnoty i taka babska dobra energia!

Tu było coś jeszcze - jakaś magia! Bo choć do dyspozycji miałyśmy te same materiały, to te nasze Fridy były inne. Każda bez wyjątku - byłyśmy tym zaskoczone! A potem ten moment - wszystko już jest, tylko trzeba namalować oczy. I te oczy już są i bach - Frida patrzy na nas! Jest! Taka wisienka na torcie. Każda patrzy inaczej, każda ma w sobie cząstkę swojej twórczyni. Powstały Fridy blondynki, Fridy rudowłose, Fridy brunetki. Niesamowite!

Bardzo polecam spotkania wszystkim, którzy lubią prace manualne. Anię znam od lat - to niezwykle ciepła, kolorowa i pełna dobrej energii osoba, która potrafi zachęcić do twórczego działania najbardziej opornych i robi to w taki sposób, że skrzydła rosną. Zerknijcie na jej stronę na FB, albo Instagramie , wpadnijcie na darmowe warsztaty online (najbliższe już  w środę 1 czerwca) i śledźcie kiedy następne spotkanie w realu. 


Spotkałyśmy się w Starych Babicach. Mała, kameralna grupa, siedem dziewczyn plus Ania. Wpadłam ostatnia, ale załapałam się jeszcze na rozruch grupy, pogaduszki przy kawie (był też przepyszny tort Pavlova), przedstawianie się i rozgrzewanie do działania. Atmosfera  i samo miejsce sprzyjało pracy twórczej - wielkie okna, jasna sala i porozstawianie akcesoria niezbędne do wykonania pracy: pędzle, farby, pudła z tapetami i materiałami, kleje, a na stołach rozłożone duże puste płótna. Czy na jednym z nich powstanie moja Frida? Matko jedyna, nigdy nie malowałam na płótnie!




Wśród nas nie brakowało wielbicielek Fridy Kahlo, co było widoczne na pierwszy rzut oka (te t-shirty z twarzą malarki, te kwiaty we włosach i kolory!)  - od razu któraś z dziewczyn włączyła ścieżkę dźwiękową z filmu Frida, zrobiło się klimatycznie, wszystkie jedną nogą znalazłyśmy się w Meksyku!

Żeby nie było za trudno i żebyśmy nie były rzucone na głęboką wodę i wyszły z prawdziwym portretem Fridy, Ania rozdała nam kartki ze zrobionym przez siebie szablonem malarki. Dzięki temu miałyśmy dobry start, a Fridy wyglądały jak Frida :) Szablony na płótno, ołówki w dłoń i do dzieła! Po odwzorowaniu twarzy zaczęła się zabawa w malowanie. Każda indywidualnie rozrabiała farby, łączyłyśmy, mieszałyśmy, żeby dojść do koloru skóry, który nam odpowiadał.  

 
Potem buszowanie w materiałach i tapetach, żeby wybrać odpowiadające nam wzory, kolory. Koncepcje się zmieniały, każda  z nas - metodą prób i błędów - stworzyła kolorystyczną  bazę, która jej pasowała. I dalej malowanie, tym razem tła, a potem wykańczanie twarzy... Próbowałam ze zgaszonymi zieleniami, ale co zrobić, że lubię mocne, nasycone kolory i ta czerwień wołała do mnie, więc skończyło się na czerwieni i ciepłym morskim kolorze w tle. Moja Frida jest niedokończona; chcę obrazek uzupełnić jeszcze różnymi roślinnymi elementami. I mam pomyśleć o kolczykach, to słowa Ani, tylko z kolczykami mam tak, że od lata sama ich nie noszę, więc może moja Frida też pozostanie bez nich? Jeszcze o tym pomyślę...

Na ostatnim zdjęciu nasza Fridowa ekipa - zobaczcie, jakie cuda zmalowały dziewczyny! Jestem pod wielkim wrażeniem.




środa, 11 maja 2022

Dwa słowa, Anna Taraska, il. Dominika Czerniak-Chojnacka


Czytając niektóre książki, zastanawiam się, jak przyjmą je dzieci. W rzadszych przypadkach — zupełnie o tym nie myślę, bo tak wciąga mnie tekst — jestem w 100 proc. czytelnikiem, a nie analizującym i zdystansowanym obserwatorem. Jak się domyślacie, tak właśnie było w przypadku „Dwóch słów". Ta książka zaskakiwała mnie, urzekała i wzruszała. Długo ją czytałam, bo trudno było mi się z nią rozstać, Chciałam nasycić się każdym słowem, koncepcją, pomysłem - wirtuozowska robota! I stroną graficzną — bo grafika tu jest cudna! Idealna do tekstu i prosta w kolorach, a jednak nadająca nowy wymiar światu pełnym słów.

Słownik. Hasła, a pośród nich te dwa, które znajdują drogę do siebie, zaprzyjaźniają się i ruszają w podróż na obrzeża. Bóg i Człowiek To pełna humoru, przewrotna opowieść o wędrówce, taka życiowa księga drogi. Ileż przygód i zaskakujących spotkań, ileż rozmów, ileż myśli, radości i smutków, Bo kogóż to można spotkań na słownikowych szlakach i marginesach! Czego doświadczyć, z czym się zetknąć! Jak w życiu — przekrój wszystkiego.

Nim jednak doszło do wyprawy, zaniepokojony Bóg — zaniepokojony, bo zauważa, że jest go coraz mniej, boi się, że zniknie, rozpłynie się w powietrzu, więc odwiedza Redaktora, który zaleca mu wyjazd, do miejsc, w których nigdy nie był, żeby poczuł, że żyje...

Bóg zabiera ze sobą Człowieka i ruszają w drogę. Wędrujący na rowerach spotykają Miłość, Śmierć i Życie, Czas, Początek i Koniec. Spotykają Metaforę, Cień i Smutek, Zapomniane i Znikająca słowo, a nawet Brzydkie Słowo wywołujące burdę na ryneczku. Każde spotkanie coś wnosi — pozostawia jakieś wrażenie, daje do myślenia, a do tego skrzy się humorem i słowną zabawą.

Bardzo polecam Dwa słowa i młodym czytelnikom i całkiem już dużym — zdecydowanie to jedna z tych książek, które pozostawiają coś po sobie. I jestem przekonana, że każdy wyciągnie z niej coś innego i tylko dla siebie. Każdy, w zależności, czy duży, czy mały inaczej ją zobaczy, odczyta i zrozumie i że inne słowa zapadną mu w duszę. Jestem ciekawa, która postać, a raczej hasło ją opisujące i to wszystko, co się za nim kryje, zapadnie Wam najgłębiej w serce...

Dwa słowa,
Anna Taraska,
Dominika Czerniak-Chojnacka,
wyd. Dwie Siostry, 2022,
stron 128,
oprawa twarda,
wym. 15 cm X 20 cm ,
cena 34.90
wiek: +9




piątek, 6 maja 2022

Jadą Haliki przez Ameryki, Mirosław Wlekły, il. Magdalena Kozieł-Nowak



Spędziłam z tą książką kilka miłych wieczorów i skończyłam ją z postanowieniem, że sięgnę po dorosłe książki o tym podróżniku, dziennikarzu i filmowcu. Bo to niezwykle barwna i ciekawa postać. Kontrowersyjna też — co jakiś czas gdzieś tam ktoś próbuje odczarować niektóre fragmenty jego biografii, a samemu Halikowi zarzuca się, że był mitomanem i mocno koloryzował niektóre wydarzenia. Pamiętam z dzieciństwa — jak przez mgłę -program Halików w TV, z jaką pasją on opowiadał! Tacy ludzie jak Halik są generatorami marzeń i rozbudzaczami tęsknot za poznawaniem, za odkrywaniem, za cieszeniem się każdą chwilą. Tacy ludzie wnoszą w życie kolor, radość, to barwne ptaki, dla których niebo jest na wyciągnięcie ręki. Nie wierzę, że po przeczytaniu książki, czytelnicy nie będą chcieli jak Toni poznawać świata, a starsi rzucić wszystko i wyjechać już nie w Bieszczady, tylko dalej, dalej...


„Jadą Haliki przez Ameryki” kuszą czerwoną okładką, a ilustracje wewnątrz idealnie oddają ducha egzotycznej wyprawy. Soczyste, dowcipne — idealnie komentują niezwykłą podróż przez dwa kontynenty. Szeroki uśmiech Toniego i egzotyczne, nasycone kolorami miejsca — jest tu dzika radość! Doskonałe! Nie wyobrażam sobie do tej książki innych!

Toniego Halika dorosłym przedstawiać nie trzeba. Pamiętamy jego programy w telewizji, w których pokazywał nagrania z różnych najodleglejszych miejsc oraz barwnie i ze swadą opowiadał o ludziach, kulturach, zakątkach, do których większość z nas nigdy nie trafi. Słuchając opowieści pełnych przygód, miało się wrażenie, że to człowiek nieustraszony, podróżnik, który nie cofnie się przed niczym, wolny i nieokiełznany w swojej wyobraźni i marzeniach. I taki jest w tej książce. Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że należał do tych ludzi, o których się mówi, że są urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą. Ileż razy otarł się o śmierć, ileż razy jego życie wisiało na włosku, ileż razy miał fart! Komuś innemu mogło się nie udać, jemu udawało się zawsze!

Opowieść o trwającej ponad cztery lata podróży zaczyna się 24 grudnia 1955 roku, kiedy to Halikowie — Toni i jego żona Pieret świętują z przyjaciółmi zakończoną wyprawę do Brazylii. W Buenos Aires jest pioruńsko gorąco i Toni marzy o chłodzie Alaski. N pytanie o kolejne miejsce podróży, nieopatrznie rzuca „Na Alaskę!” Towarzystwo bierze to za pewnik, sprawy zaczynają płynąć swoim tokiem i wyprawa nabiera kształtów... I tak małżeństwo szykuje się do podróży, która będzie trwać ładnych kilka lat i przyniesie wiele niespodzianek, w tym tą największą — Ozona, ich syna, który w tym czasie przyjdzie na świat i pierwsze 2.5 roku życia spędzi w dżipie. W podróży towarzyszy im Łoli, pies, a nad wyprawą unosi się widmo przyszłej kariery — jeśli wszystko się powiedzie, a toni nakręci świetne filmy z drogi i egzotycznych miejsc — otrzyma pracę w Największej Telewizji Świata, o czym marzy.

Niezliczone przygody, niektóre mrożące krew w żyłach. Przez 1536 dni przebyli 182624 km, rozbijali namiot 684 razy, przeprawili się przez 140 rzek, przeszli przez 14 własnoręcznie zbudowanych mostów, zużyli 8 kompletów opon, Toni zapisał 85 km papieru, a prasa trzy razy uznała ich za zmarłych... Wyliczanka Halika jest dłuższa, aż trudno uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę!


Determinacja, poczucie humoru i wiara, że się uda. Ta książka wciąga, bawi i zachęca do odkrywania świata. Dla naszych dzieci jest egzotyczna nie tylko ze względu na miejsca odwiedzane przez podróżników, ale i fakt, że udało im się przejechać dwa kontynenty bez telefonów, komputerów, google maps i tego wszystkiego, bez czego my nie wychodzimy z domu ;)


Jadą Haliki przez Ameryki,
Mirosław Wlekły,
il. Magdalena Kozieł-Nowak,
wyd. Agora, 2022, 
oprawa twarda,
format 165 x 216 mm,
stron 160,
cena 44,99 zł,
wiek: 8+