Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

niedziela, 24 maja 2020

MANEKI-NEKO Katarzyny Ryrych i RODZINA Z FOTOGRAFII Małgorzaty Kur (wydawnictwo Ezop)


Dwie książki, dwie autorki, dwie ilustratorki i dwie grupy wiekowe. „Rodzina z fotografii" Małgorzaty Kur jest dla młodszych czytelników, „Maneki-neko" Katarzyny Ryrych dla nieco starszych.
Polskie realia, różna tematyka. Wspólne jest wydawnictwo - Ezop.



Maneki-neko, Katarzyna Ryrych, il. Marta Krzywicka



Przyznam szczerze, że czuję się nieco rozczarowana. Nie jestem wielbicielką mangi, jednak sięgając po tę książkę, myślałam, że dowiem się czegoś więcej nie tylko o mandze jako sztuce wizualnej, ale i Japonii. Jednak autorka nie wyszła dalej poza to, co jest ogólnie wiadome. Las samobójców i kotek maneki-neko. Bohaterowie to nastolatki, Eryka i Iwo. Przyrodnie rodzeństwo, mieszkające w różnych miastach w różnych częściach kraju (ona w Gdańsku, on w Krakowie), różne szkoły, środowiska. Łączy ich ojciec i bliska więź, takie porozumienie dusz, które sprawia, że żyją swoimi problemami, są blisko mimo dzielącej ich odległości. Przed wakacyjnym wyjazdem do brata, Eryka szuka prezentu dla niego, wie, że ten interesuje się kulturą japońską, mangą... więc gdy u ulicznego sprzedawcy widzi charakterystyczną figurkę kota maneki-neko, nie zastanawia się długo. Nie wie, że ta figurka wciągnie ją w przerażająca historię...

Tak zaczyna się powieść grozy dla najmłodszych nastolatków (wydawnictwo określa wiek na 12+), rozgrywająca się na granicy jawy i snu. Brat, zakochany w duchu, potrzebuje pomocy. Mroczny las u stóp góry Fidżi co noc wciąga bohaterów w swoją gęstwinę. Jest realnie, jest namacalnie, a zapach pleśni spowija ich sny... Uwiera mnie nieco uproszczona fabuła, skróty wynikające zapewne z faktu, że to książka dla młodych czytelników, ale jest za prosto, za mało wiarygodnie. Wszyscy śnią ten sam sen, a historia rozwija się jak po sznurku. Jednak jest tu klimat niewiadomej, jest mrocznie, jest tajemniczo (ciekawe ilustracje jeszcze podkreślają klimat) - książka może się spodobać młodym odbiorcom.



Maneki-neko,
seria: Lepiej w to uwierz!,
Katarzyna Ryrych,
il. Marta Krzywicka,
oprawa miękka ze skrzydełkami,
format 125 mm x 195 mm,
Stron 192,
cena 25 zł,
wiek 12+








Rodzina z fotografii, Małgorzata Kur, il. Zosia Dzierżawska



Bardziej podoba mi się druga nowość z wydawnictwa Ezop. „Rodzina z fotografii” Małgorzaty Kur. Ola i Szymon, rodzeństwo, samodzielnie próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczego zdjęcia, które dziewczynka nosi przy sobie jak talizman.

Co to za zdjęcie, skąd się wzięło i kto na nim jest? Dwoje dzieci to nasi bohaterowie, ale kim są dorośli? Ich rodzice przecież wyglądają zupełnie inaczej... Tajemnicza przeszłość owiana mgłą niepamięci. Czy Oli z pomocą brata uda się rozsupłać ten kłębek? Co kryje się za zdjęciem i historią pożaru? Nie będę zdradzać fabuły, powiem jedynie, że mój osobisty — dopiero co — nastolatek powiedział, że książka jest fajna i połknął ją w jeden wieczór.

Przy okazji śledzenia wątku detektywistycznego czytelnik dowie się wielu ważnych rzeczy, bo autorka w fabułę wplotła istotne społecznie tematy: adopcji i konsekwencji jej utajenia, zespołu Aspergera (Szymon), czy trudnych relacji z rówieśnikami.
Rodzina z fotografii,
Małgorzata Kur,
il. Zosia Dzierżawska,
wyd. Ezop,
Oprawa miękka ze skrzydełkami,
Format 125 mm x 195 mm,
Stron 140,
cena 23 zł,
wiek: 10+





niedziela, 17 maja 2020

Mała Dama, Stephanie Taschinski


„Mała dama”, choć napisana współcześnie, ma w sobie mocny posmak retro. To opowieść o dziewczynce i jej nowo poznanej przyjaciółce, strasznym dozorcy i rodzinie, jakich wiele... Cóż więc tu zaskakującego? Otóż owa przyjaciółka nie jest zwykłą przyjaciółką, jakie miewają małe dziewczynki, tylko panią, tak małą, że można jej nie zauważyć, co może się zdarzyć nawet bystrym obserwatorom. Owa mała dama ma też niezwykłą parasolkę i najprawdziwszego kameleona, dzięki którym ... kameleonuje (może stawać się zupełnie niewidoczna)! Dziwne słowo, kilka razy je czytałam i obracałam na języku, ale tak, zgadza się — kameleonuje.

8-letnia Lilly ma swoją tajemnicę — spotkania z małą damą, mieszkającą w namiocie na tyłach domu pod preclem — bo choć dzieli się informacją o poznaniu tak niezwykłej osoby z rodzicami, ci jej nie wierzą. Historia opowiadana przez córkę jest dla nich wymysłem dziecięcej fantazji. A nie jest, o czym i my czytelnicy się przekonujemy, kiedy młoda dama wkracza w życie całej rodziny z uśmiechem na ustach i kameleonem na ramieniu.

Dobrze mieć kogoś, komu można się wygadać, kto ma zawsze dla nas czas — rodzice Lilly nie zawsze go mieli, kto sprawi, że dni w nowym miejscu (rodzina dziewczynki przeprowadziła się do domu pod preclem dopiero co i Lilly nie ma tu znajomych). Mała Dama jest damą w każdym calu, od strojów po język, a do tego wprowadza Lilly do magicznej krainy, która, choć na wyciągnięcie ręki — jest dostępna tylko dla nielicznych. Do tajemniczego ogrodu wyobraźni, marzeń i przyjaźni.

Ciepła opowieść, którą czyta się z uśmiechem. Szkoda tylko, że ilustracje nie porywają.

Mała Dama,
Stephanie Taschinski
tłum. Monika Michałowska
Wydawnictwo: Mamika
Rok wydania: 2018
Oprawa: twarda
Liczba stron: 144
Format: 15.0 x 21.0 cm,
cena 33 zł,
wiek: 7+





niedziela, 10 maja 2020

Kropka i Kreska, Véronique Cauchy, il. Laurent Simon


Wydawnictwo Marginesy zrobiło ważny krok, bo postanowiło wzbogacić ofertę o książki dla dzieci. Tak powstał imprint z książkami dla najmłodszych, wydawnictwo Kropka. Ponieważ Marginesy bardzo cenię, wierzę, że książki oferowane przez wydawnictwo Kropka będą na wysokim poziomie. Nie mogłam nie sprawdzić. I? Pierwsza pozycja „Kropka i Kreska” jest „porządną” książką, nie ma do czego się przyczepić, ale zabrakło mi WOW, na które liczyłam...

Krótki, prosty tekst. Historia zaczyna się od spotkania kropki i kreski, które postanawiają razem się pobawić. Solo mogą znacznie mniej, razem — o, tu pomysłów może być wiele! Mogą zrobić huśtawkę, instrumenty muzyczne, mogą zostać ślimakiem, albo stworzyć śmigło samolotu. Gdy zabawa trwa w najlepsze, zapraszają przyjaciół. Całe mnóstwo innych kropek, a potem i całe mnóstwo innych kresek... Domyślacie się, że teraz mogą wszystko? Wpadają na pomysł, by wybudować sobie miasto i w nim zamieszkać i tak się dzieje, jednak czegoś im brakuje... Ściągają więc dalekich przyjaciół z odległych miejsc i dopiero wtedy jest tak, jak powinno być. Kolorowo, różnorodnie...

To opowieść o tolerancji, współpracy i w tym, że w różnorodności siła. O tym, że każdy z nas wnosi coś do grupy, społeczności i tylko różniąc się, możemy stworzyć pełnię, całość. Każdy jest potrzebny, bo urozmaica i ubarwia świat. Razem możemy osiągnąć niemal wszystko, w pojedynkę efekt byłby mizerniejszy. To opowieść o wspieraniu się i odwadze do sięgania wyżej.

Czytając, miałam wrażenie, że już to gdzieś było, że nie ma tu nic świeżego, co zachwyciłoby. To książka, o której po odłożeniu nie będę myśleć, a na półce zleje mi się z innymi pozycjami.
To też książka, po którą chętnie będą sięgali animatorzy kultury — daje szerokie pole do popisu na zajęciach i warsztatach z dziećmi, ileż scenariuszy zajęć literacko-plastycznych mogłoby powstać, gdyby tylko takie zajęcia można było obecnie prowadzić. Wierzę, że będzie można, pewnie nie w tym roku, ale może za rok? I choć książka mnie nie oczarowała, to może sama przymierzyłabym się do takiej zabawy?

Na uwagę zasługuje szata graficzna: minimalistyczne ilustracje i kolory dają duże pole dla wyobraźni.

Kropka i Kreska,
Véronique Cauchy,
il. Laurent Simon,
Przekład z języka francuskiego: Paulina Błaszczykiewicz,
Wydawnictwo Kropka, 2020,
Oprawa: twarda,
Format: 220 x 220 mm,
Stron: 32,
cena: 27.90 zł,
wiek: od 3 lat.






środa, 6 maja 2020

Mama zawsze wraca, Agata Tuszyńska, il. Iwona Chmielewska


Nikt inny nie potrafiłby tej historii opowiedzieć tak, jak Iwona Chmielewska. Szeptem.

Te słowa, tak trafne, powiedziane przez Agatę Tuszyńską w czasie spotkania autorskiego online, utkwiły mi w głowie. Z uwagą oglądałam spotkanie dwóch autorek. Wiem, że ta godzina będzie jedną z tych, które dla mnie wpiszą się w ten dziwny czas, że to spotkanie będę pamiętać.

Iwona Chmielewska ma dar. Niezwykły talent. O takich ludziach mówi się, że są dotknięci palcem Bożym. Tak ją widzę. Potrafi opowiadać obrazami, z tkliwością i czułością, wplatając w ilustracje wspomnienia, i znacząc je melancholią. Ludzi, o których opowiada, otula miłością, daje im głos, stają się ważni, wreszcie są! Obrazy te nie tylko widzimy, one w nas pozostają. Otula i gładzi.

Porusza w odbiorcy najdelikatniejsze struny głęboko ukrytej wrażliwości. Prowadzi do miejsca, w którym kończą się słowa, a zaczyna milczenie.

Drobiazg, rzecz, przedmiot nabiera w rękach Iwony Chmielewskiej nowego znaczenia, ona wynosi je na światło dzienne, odkrywa przed nami, a my — odbiorcy - patrzymy na nie tak, jakbyśmy nigdy wcześniej nie widzieli. Tu wszystko ma znaczenie, każda ilustracja ma swój sens, coś niesie, wszystkie razem są jak korale nanizane na sznurek, tworząc opowieść. Wszystko jest częścią całości.

Mama zawsze wraca” to historia dziecka, małej Zosi, którą mama Natalia — dla bezpieczeństwa dziecka — zamyka w piwniczce na terenie getta. Wszyscy, z którymi trafiły do getta, po kolei znikali. Z dnia na dzień ubywało ludzi, wychodzili i ślad po nich ginął. Zostały dwie, ale Zosia jest pewna, że mama wróci, bo mama zawsze wraca.
Zosia bardzo dużo czasu spędza w piwniczce zupełnie sama. Mama znika, czasem nawet na kilka dni i dłużej, bo zajmuje się przerzucaniem dzieci z terenu getta na aryjską stronę. Jednak dzieciństwo Zosi, ten czas w ciemnej komórce z węglem, nie jest czasem traumatycznym — mama za wszelką cenę, dysponując niewielkimi środkami, chce oszczędzić dziecku lęku i zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa, uśmiech, spokój... Przynosi znalezioną główkę lali, do której dorabia sukienkę; na piwnicznej podłodze rysuje węglem sanki i uczy Zosię pisać, pokazuje listki... Wyczarowuje w głowie Zosi cały świat.

Haft. Natalia Zajczyk uczy trzyletnią Zosię haftować. Nie ma szydełka, nie ma szmatki. W drewnianej łyżeczce robi dziurkę, a materiał zastępuje porwanym kartonem. Włóczkę zastępuje kawałek sznurka. Ten haft pozostał z Zosią, bo Zosia, już dorosła, haftuje. A w tym hafcie wspomnienie mamy, czasu. Pamięć i miłość. smutek i radość. I popatrzcie, jak Iwona Chmielewska pięknie otuliła mamę i córkę, opaskę z gwiazdą Dawida zamieniając na papierowy skrawek z haftem. Czerwona różyczka na opasce, czerwona różyczka na sukience, czerwona różyczka...

Trudno mówić o tej historii, o tym ogromie matczynej miłości, dzięki której opowieść ma mimo wszystko dobre zakończenie. Udaje im się przetrwać getto, a potem z niego uciec. Po wojnie bardzo już chora już mama, wywozi Zosię z Polski do Izraela. Tu umiera, a Zosia przez lata tłumi w sobie słowa, bo nikt nie chce jej słuchać. To, co było w Polsce, niech tam zostanie. Jednak słowa nie nikną, w ukryciu pęcznieją.

Po dziesiątkach lat spotkała ją Agata Tuszyńska. I wysłuchała.

Wysłuchajmy i my. To bolesna książka, tak jak bolesny był czas, na który przypadło dzieciństwo Zosi. To kolejne świadectwo ludzkiego okrucieństwa i triumfu miłości.

To książka dla wszystkich, także starszych dzieci. Czytajmy ją razem i módlmy się, by tamten czas stał się historią, by nie wrócił.

Mama zawsze wraca
tekst: Agata Tuszyńska
ilustracje: Iwona Chmielewska
Opracowanie graficzne: Radosław Staniec, Maria Szczodrowska,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary 17 x 24 cm,
oprawa twarda,
stron 64,
cena z okładki 49,90 zł
kategoria: + 15.








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...