Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

wtorek, 19 lutego 2019

Smoki wyobraźni, Paweł Wakuła, il. Piotr Fąfrowicz


Elegancko, bez epatowania dosadnością pisać o brzydkich zachowaniach to sztuka. Brzydkich, bo smoczych, a smoki przecież są okrutne i bezduszne, nie to co ludzie... Doprawdy?  Po przeczytaniu tej książki tej pewności już mieć nie będziemy. Ludzkie czy smocze przywary, ułomności, grzechy bardziej powszednie lub mniej zaprezentowane są tu w niedzisiejszym stylu, lekko, z finezją i wdziękiem  - co może zwieść czytelnika na manowce..  Życiowe zakręty, turbulencje, chwile słabości i rozdroża smakowane w pociągu do taktu ze stukotem kół.... Pochylamy się nad nimi, smakujemy. Z niektórymi bardziej lub mniej się identyfikujemy, rozumiemy, wybaczamy, tłumaczymy. Każdy z nas nosi w sobie smoka. Ale, ale... Niektóre winy są naprawdę ciężkie.

Wakuła zaskakuje czytelnika, wciąga w opowiadane historie i kiedy już sądzimy, że wiemy, o co chodzi - tracimy grunt pod nogami. I tak... daliśmy wyprowadzić się w pole. W pole wyobraźni.

To ciekawy tekst dla dorosłych dzieci. Tekst, który idealnie - wręcz fenomenalnie - współgra i wybrzmiewa mocnym głosem z ilustracjami Piotra Fąfrowicza. Stonowane, wyciszone, powściągliwe - przyciągają, zatrzymują. Uwielbiam minimalizm i bajkowość Fąfrowicza. 

Wakułę znamy z książek dla dzieci - "Smoki" są zdecydowanie dla starszego czytelnika, niech nie zwiodą Was ilustracje i recenzje  na okładce osób, kojarzonych z literaturą dziecięcą.

Smoki wyobraźni,
Paweł Wakuła,
il. Piotr Fąfrowicz,
wyd. Literatura, Piętro Wyżej, 2018,
oprawa twarda,
stron 132,
format: 148x235 mm,
cena 26 zł,
dla dorosłych.









niedziela, 17 lutego 2019

Była sobie Ruda, Piotr Wilkoń, il. Józef Wilkoń


Kwintesencja Wilkoniowatości. Ta kreska, ten pazur, ta futerkowość, ten wąs!

"Była sobie Ruda" - książka napisana przez syna, zilustrowana przez ojca. Koty, koty, koty...  A każdy z kotów koci w 100 proc.! Bogactwo kocich charakterów, dowcip i niesamowity zmysł obserwacji ilustratora.

Cudna opowieść o kociej familii z tradycjami, w której nagle pojawia się odmieniec. Czarna owca. Po prostu Ruda. Iskra ognia pośród czerni - wszystkie koty w rodzie są czarne, a ta... O mój Boże! Co powiedzą sąsiedzi? Taki wstyd, taka hańba! Na szczęście Ruda nic sobie z tego nie robi i drepcze na czterech rudych łapkach swoją ścieżką, którą kiedyś zawędruje daleko... Spełni swoje marzenie - założy punkowy zespół i trafi na firmament kocich gwiazd.
Przewrotna opowieść o tolerancji i odmienności, stosunkach rodzinnych i byciu sobą.

Tu skrótowo, bo o książce pisałam w "Rymsie" - odsyłam do 33 nr/2018.

Szukajcie Rudej na aukcjach i w bibliotekach, bo w żadnej księgarni już jej nie kupicie.

A na zdjęciach książkę prezentuje Lucek :)

Była sobie Ruda,
Piotr Wilkoń,
|il. Józef Wilkoń,
wyd. Interium, 1991.











niedziela, 10 lutego 2019

Panie Pawle.... [czyli o mojej wyboistej drodze do "Małego Księcia"]


"Mały Książę" to książka, którą pokochałam w licealnych czasach. Dawno temu. I choć minęło wiele lat - jest dla mnie ważna. Jednak nie czytam jej co kilka miesięcy, ani nawet co kilka lat. W ostatnich czasach nawet bardziej nie czytam i nie wracam niż wcześniej.
[Bo MK zrobił się taki pop - te kreskówki, filmy, książki, tu rudy lis, tam róża, tu serduszko, tam cytacik. Z tego powodu mam alergię na Kubusia Puchatka - Kubusia zarżnął Disney i komercyjna machina - podejrzewam, że w tym życiu nie sięgnę już po Puchatka].

Ale mam ją w sobie i  wędruje ze mną.

Informacja o kolejnym wydaniu książki (który to już raz), ale za to z ilustracjami nie Antoine'a de Saint-Exupéry'ego - wywołała spore poruszenie. No bo jak to tak, przecież w "MK" obraz nierozerwalnie związany jest z tekstem. Obrazy autora i tekst to jedność. Nienaruszalna. Rozerwanie nierozerwalnego to świętokradztwo i szaleństwo! Też zastygłam w bezruchu. Co za brawura, co za odwaga! Na co oni - ilustrator i wydawnictwo - się porywają. A że ilustracje Pawlaka bardzo sobie cenię (niektóre wręcz uwielbiam) i samego twórcę jako człowieka lubię - choć znam jedynie z wirtualnej odległości - trochę się zmartwiłam. I o książkę i o Pana Pawlaka -  że to się nie uda (przepraszam, że zwątpiłam). Potem zobaczyłam samego Księcia - zaskoczenie, jaki on... dziwny, mały chłopczyk z dużą głową. Eeeee... Taki ma być Mały Książę?

Oglądałam książkę w księgarni. Raz i drugi. Ważyłam w dłoni. I wychodziłam bez.
Jednak nie dawała mi spokoju. Przyciągała i odrzucała. Niepokoiła.
Wreszcie kupiłam ją córce pod choinkę.
Chodziłam koło niej na palcach. Zaglądałam, kartkowałam. Obwąchiwałam jak pies.
Ciągle nieufnie.

Wreszcie ... zaczęłam czytać. 

Przyzwyczajenia nie zawsze są dobre. Wdrukowane w głowę obrazy sprawiają, że przestaje się je widzieć takimi jakie są. I traktuje się je jak jedyne prawdy. "Bo tak i już!". Przyzwyczajenia i stare nawyki mogą niszczyć. Ostatnio dużo zmieniam w swoim życiu, mebluję się na nowo i robię rzeczy, które jeszcze niedawno nawet nie przyszłyby mi do głowy. Obserwuję, jak każda zmiana przyciąga kolejne, jeszcze lepsze - a ja otwieram szerzej oczy ze zdumienia. "Mały Książę" w nowym wydaniu jest potwierdzeniem słuszności moich pewnych decyzji. Jestem poruszona tym, co dostałam powracając do lektury i faktem, że dzieje się to właśnie teraz...

Paweł Pawlak zburzył mój obraz "Małego Księcia", zniszczył, zmasakrował. A potem uprzątnął popioły i ulepił go od nowa. Po swojemu. I sprawił, że odkryłam tę książkę na nowo. Inaczej. Bardziej dojrzale. Długo to trwało. Dużo czasu zajęło mi oswajanie, układanie się z NOWYM.

Patrzę na starego "Małego Księcia" i nowego Pawlakowego. I widzę, jak ilustracyjnie Książę Saint-Exupéry'ego był ubogi. Jak wspaniale nowe wydanie poniosło ten delikatny, ważny i głęboki tekst wyżej. Książka nabrała świeżości, ale i nowych możliwości interpretacyjnych. Każda ilustracja i rozkładówka jest dodatkowym głosem. Nowym spojrzeniem. Mocne, kontrastowe, głębokie kolory, geometryczne obrazy. Gdzieniegdzie obdrapane fragmenty ilustracji, spod których jak na ścianie wychodzi stary kolor. Pięknie to wygląda - długo można śledzić każdą ilustrację i wychwytywać drobiazgi mniej lub bardziej ukryte i pytać: dlaczego?

Czytając "MK" zdałam sobie sprawę, że robię to po raz pierwszy od śmierci mojego Taty. Ta myśl przyszła sama, w czasie czytania. Poruszyło mnie to i uderzyło, jak inaczej dzisiaj, teraz - bogatsza o lata i przeżycia - trudne,  ale i dobre - odbieram ten utwór, bo z nim tak już  jest, że za każdym razem dostrzega się coś innego. Czasem dostaje się w twarz, a czasem ... otuchę.

Jestem wzruszona. A ten mały chłopiec z falą włosów na czole - jak dobrze, że nie jasny blondynek w książęcym stroju - stał mi się jeszcze bliższy niż kiedyś. Patrzę na niego i wypełnia mnie czułość, taka matczyna.

Panie Pawle, dziękuję.


Mały Książę
Antoine de Saint-Exupéry, 
il. Paweł Pawlak
Tłum. Henryk Woźniakowski

Wyd. Znak Emotikon, 2018
stron 112,
twarda oprawa,
cena 54.90 zł.









poniedziałek, 4 lutego 2019

Dziki robot, Peter Brown


Piękna okładka i intrygujący tytuł. Dzikość, natura i elektronika. Jak to połączyć, czy w ogóle się da? Peter Brown ("Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe", "Pan Tygrys dziczeje") zderzył te dwa światy...

W czasie huraganu tonie statek wiozący skrzynie. W skrzyniach płyną nowe, opakowane fabrycznie roboty. Pudła  - roztrzaskane o skały dryfują przy brzegu wyspy. Zniszczone, porozbijane, uszkodzone. Tylko jedna paka jest w miarę dobrym stanie - w niej znajduje się Roz, bohaterka książki.

Ciekawskie wydry grzebiąc w pudle przyciskają guzik i uruchamiają robota. Roz aktywuje się, ożywa. Wychodzi z pudła i zaczyna swoje robocie życie - skanuje wzrokiem przestrzeń, obserwuje, myśli, ale nie odczuwa emocji. Ma system przetrwania, który ostrzega ją przed niebezpieczeństwem.

Wędruje po wyspie i gdzie się nie pojawi - płoszy zwierzynę, wzbudza strach, panikę, niechęć. Wszystkie istoty mają ją za potwora. Nie zraża się jednak - chęć przetrwania sprawia, że obserwując innych uczy się, jak żyć w dżungli. Sztuka kamuflażu, którą stosuje patyczak - wtapiania się w tło ułatwi jej ... naukę języka, którym posługują się mieszkańcy wyspy. Przemieniona w kępę roślin długie godziny spędza niezauważona przez nikogo w pobliżu zwierząt. Obserwuje ich mowę ciała, sposób poruszania się, słucha - jest pojętną uczennicą. Ale ciągle jest sama - zwierzęta nadal się jej boją, nie ufają jej, jest dla nich nienaturalna, jest zagrożeniem.

Sytuacja zmienia się, gdy Roz spadając z klifu burzy gniazdo gęsi. Ptaki giną, dwa jaja są roztrzaskane, ale jest jeszcze trzecie jajo... Roz - sprawczyni śmierci gęsiej rodziny - postanawia pomóc mającemu wykluć się pisklęciu. Inne ptaki nie chcą podjąć się wychowywania gęsi, Roz nie ma wyjścia. Jednak jej postawa i chęć pomocy pisklakowi sprawia, że znajduje sprzymierzeńców, których przybywa z każdym dniem. Głośnoskrzydła (gęś) wprowadza ją w tajniki gęsiego macierzyństwa, bobry pomagają wybudować dom, łania stworzyć wokół domu piękny ogród... Roz wrasta w społeczność, jest uczynna, pomocna.

Staje się matką i pełnoprawnym mieszkańcem wyspy. Kiedy udowadnia, że potrafi wspaniale zająć się Jasnodzióbkiem, niesie pomoc i wspiera inne zwierzęta - zdobywa ich szacunek i zaufanie.
Jej adoptowany synek rośnie, a Roz ma przyjaciół. Sielanka trwa - ale jak to w takich historiach - wydarza się coś, co ją burzy .. Nie zdradzę finału, powiem tylko, że historia ma otwarte zakończenie (na zachodnim rynku ukazała się już kontynuacja książki "The Wild Robot Escapes").

Książkę, choć do najcieńszych nie należy (prawie 300 stron) czyta się szybko. Krótkie zdania, dosyć krótkie rozdziały, świetne tłumaczenie. Bajka dla dzieci o robocie, który pokochał życie i którego życie i miłość uczłowieczyły, sprawiły, że emocje - dla robotów niedostępne - odnalazły w nim swoje miejsce. Roz lubi być matką, lubi być dzika, jak dzikie zwierzęta, odkrywa swoje powołanie i dobrze czuje się wśród zwierząt. Nie raz i nie dwa jej pomoc jest dla nich ocaleniem. Trudno nie pokochać Roz, rozbitka, który uczy się życia!

To pochwała miłości, dobra, współpracy. To pean o macierzyństwie - nie z z krwi, a wyboru. Czytając "Dzikiego robota" zatęskniłam do mojej ukochanej "Kury ("O kurze, która opuściła podwórze" cudownie pokazującej istotę miłości do dziecka adoptowanego). "Dziki robot" jest dla młodszego czytelnika, nie szarpał mnie emocjonalnie jak "Kura", nie potrzebowałam chusteczek, ale podoba mi się ta książka. Akcja raz biegnie powoli, raz przyspiesza.Czytając jest się ciekawym, co się wydarzy.
Duże napięcie wywołują walki z robotami, które przybyły po Roz - pełne okrucieństwa i przemocy. Niby zwierzęta walczyły z robotami, jednak te jakoś trudno traktować do końca jak maszyny. Tym bardziej, że Roz też należy do świata robotów, a przecież jest dla nas ucieleśnieniem żywej istoty - im dalej w las, tym bardziej nie tyle jesteśmy skłonni w to uwierzyć, ale wierzymy i czujemy. Dlatego w tym miejscu zastanowiłabym się, czy 6-7 + to odpowiedni wiek, może w przypadku wrażliwszych dzieci lepiej poczekać z lekturą? A przynajmniej czytać ją razem,

Piękne ilustracje. Czarno-białe, a właściwie szare, bardzo klimatyczne. Piękna okładka.

Ciekawa jestem, jak odbiorą ją moje chłopaki. Antek już ją czyta, a jego mina świadczy, że szybko skończy, bo go wciągnęła i zaintrygowała.

Dziki robot,
tekst i ilustracje: Peter Brown,
Marta Bręgiel-Pant,
Wydawnictwo Entliczek, 2018,
Format: 13x19cm,
Oprawa: twarda
Stron:288,
wiek: 7+,
cena: 36,90 zł.













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...