Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

piątek, 29 marca 2019

Tańcz, Córko Księżyca!, Kouam Tawa, il. Fred Sochard


Rytm, pieśń i taniec — to sedno afrykańskiej tradycji, kultury, sztuki. Słychać w tej książce dźwięki afrykańskich rytmów wystukiwanych na tam-tamach, czuć upalne powietrze i suchość w ustach. A w oczach feeria barw!


„Tańcz, Córko Księżyca” wizualnie odurza, oszałamia, wciąga. Jest tu dzikość i niezwykła malowniczość (te głębokie, ciepłe kolory). Ale siłą tej książki, to, że porusza, że się o niej myśli i i wraca jest tekst — uwodzący melodyjnością rytmu i powtarzalnością, w której brzmią echa afrykańskich pieśni — pełen prawd, przekazywanych w plemionach z pokolenia na pokolenie.

Rodzimy się i żyjemy wśród ludzi. Razem budujemy społeczność, nasze decyzje i kroki mają wpływ nie tylko na nasze życie, ale i życie innych. O nas świadczą nasze uczynki i to, co dajemy — nie wiek, nie wygląd. Szacunek i uznanie, które zdobywamy, rzutuje na to, jak nas widzą. I choć może zmarszczek przybywa, i życie jak słońce chyli się ku zachodowi — widzimy takich ludzi ciągle pełnych werwy i energii, pięknych, bo jesteśmy nie tylko ciałem, ale istotami z duszą i energią — myślami, czynami i słowami, które wysyłamy w świat.

To wędrująca drogą starowinka, zgarbiona i podpierająca się laską nie jest staruszką — cały czas jest tą młodą dziewczyną, której taniec porywał mieszkańców, zachwycał i dawał nadzieję, radość i zapewniał uniesienia. To piękna — i niezwykle śpiewna — opowieść o przemijaniu, młodości i starości, tym, co ważne, co zostaje. To ważny głos mówiący o szacunku dla starszych i starości — człowiek w środku jest taki sam, tylko ciało odmawia posłuszeństwa. Warto o tym pamiętać. Ta książka wzrusza i zmusza do zastanowienia.
To też dla nas, Europejczyków — uchylone okienko do innej kultury, okazja do kontaktu z literaturą z Czarnego Lądu.
Wydawnictwo Zakamarki zaskakuje i to jak! Po książkach przede wszystkim skandynawskich pisarzy (i kilku spoza półwyspu) pokusiło się o wydanie książki kameruńskiego poety, dramaturga i pisarza dziecięcego z ilustracjami francuskiego ilustratora — jako czytelniczka czekam na więcej!

Tańcz, Córko Księżyca!,
Kouam Tawa,
il. Fred Sochard,
wyd. Zakamarki, 2019
stron 44
oprawa twarda
26 cm x 26 cm
wiek: 3+
cena: 34.90 zł.












czwartek, 28 marca 2019

Sześć książek dla dzieci o teatrze z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru (27 marca)







Kilka książek, niektóre są z nami od dawna, inne całkiem niedawna. Cudowne do poznawania zakamarków teatru i zabawy, również z podziałem na role.

Z Duchem (do) Teatru, Nika Jaworowska-Duchlińska, wyd. Bajka.
Wspaniała opowieść o teatrze — takie teatralne abc, bo to kompendium wiedzy od a do zet. Wszystko, co trzeba wiedzieć — pojęcia, hasła. Naszym przewodnikiem jest Duch, który oprowadza czytelników po teatrze, zagląda w jego zakamarki i zaskakuje słowami, których znaczeń trudno się domyślić — po przeczytaniu książki nic Was już nie zaskoczy, nawet duch!

Teatr z Lassem i Mają, Martin Widmark, il. Helena Willis, wyd. Zakamarki.
Nie tylko dla miłośników Biura Detektywistycznego Lassego i Mai, ale i dla wielbicieli teatru i zabawy w teatr (czy to w domu, czy szkole). Cztery tajemnice (diamentów, pociągu, miłości i jedna nowa historia: Tajemnica orkiestry), podane w formie dialogów, podzielone na akty z wykazem występujących osób.

Dziób w dziób, Malina Prześluga, il. Robert Romanowicz, wyd. Tashka.
Bardzo zabawnie, lekko i dowcipnie o poważnych sprawach. Odrzucenie, rywalizacja, walka o miejsce w grupie, stereotypy i podziały, wreszcie pojednanie, współdziałanie, odwaga... Bohaterami utworu rozpisanego na dialogi są gołębie (stado), wróbel i kot.

Chińskie cienie. Wesoła zabawa dla wszystkich, oprac. zbiorowe, wyd. Art Egmont.
Z tą książką wieczorna nuda nam nie grozi. Wystarczy źródło światła, ciemność i dłonie... W książce znajdziecie podpowiedzi jak złożyć ręce, by wyczarować z nich zwierzęta i ludzkie postaci. Na końcu wzory do wycięcia i rady, co można z nimi zrobić po wycięciu (albo z zupełnie innymi rysunkami, stworzonymi przez siebie) np., nakleić na kredki i z pomocą lampki stworzyć własne przedstawienie. A krótkie wierszyki przy każdej ilustracji zachęcają nie tylko do zabawy z cieniem, ale i rymami. Więcej TU

Kret sam na scenie, Ulf Nilsson, Eva Eriksson, Wydawnictwo EneDueRabe.
Bohater codziennie występuje przed młodszym bratem. Maluch uwielbia te wygłupy. Jest zachwycony! Jednak co innego rozśmieszać brata, a co innego występować naprawdę, na scenie, przed pełną widownią. Dlatego, kiedy pani w szkole organizuje przedstawienie, chłopiec ma obawy, nie chce. Pani to rozumie i przydziela mu malutką rolę. Ma tylko w stroju kreta (kreta, który jest ukryty, którego nie widać, a który jest!) obserwować występ, a potem wejść na scenę, pożegnać publiczność i głęboko się ukłonić. Tyle! Jednak dla chłopca i to wydaje się przerażające... Więcej TU

Misiowa piosenka, Benjamin Chaud, wyd. Dwie Siostry.
Mały miś budzi się i wychodzi z gawry — świat go wzywa. Wędruje przed siebie, nie bacząc na ryzyko i zagrożenia. Za nim goni tata niedźwiedź, przerażony odkryciem, że synek nie śpi przy jego boku. Biegniemy z misiem przez las, a potem miasto, aż docieramy do budynku opery, gdzie spędzamy trochę czasu dochodząc do finału. Oczywiście na scenie. Więcej TU


poniedziałek, 25 marca 2019

Wojenne lalki Marysi, Małgorzata J. Berwid, il. Anna Jamróz



Książki o wojnie budzą we mnie lęk, jednak czuję się w obowiązku czytać i uważam, że nie wolno przed dziećmi robić uników — tylko mówić, jak było. Aby od najmłodszych lat wiedziały, do czego jest zdolna nienawiść, obojętność, segregacja rasowa. Wierzę, że zaszczepiona empatia zaprocentuje tym, że same nigdy się nie posuną do aktów przemocy, których doświadczyli nasi rodzice (jak w przypadku autorki książki), czy dziadkowie. Przemocy ze strony tych, którzy czuli się bogami, mogącymi podejmować decyzje o czyimś życiu i jego jakości lub śmierci.

Czuje się w obowiązku wiedzieć i pamiętać. I nieść tę pamięć dalej.

Każdy z nas mógłby napisać wojenną historię — losy swoich bliskich. Każda z tych książek byłaby wstrząsająca i jedyna w swoim rodzaju. Pytajmy bliskich, rozmawiajmy. Nie zapominajmy o tym, co się stało. Nieśmy tę pamięć dalej i niech będzie dla nas i dalszych pokoleń przestrogą — że tej granicy nie można przekroczyć. Nigdy.

„Wojenne lalki Marysi” to relacja dziewczynki, która 1 września 1939 roku miała po raz pierwszy pójść do szkoły. Bała się tego dnia, ale była też zaciekawiona, co się tam wydarzy, jak będzie. Nie dane jej było się o tym przekonać, bo w jej życie, bo w życie ich wszystkich — rodziny, sąsiadów, warszawiaków i Polaków — wtargnęła wojna.

Marysia z rodzicami i trojgiem rodzeństwa mieszkała w Warszawie, na Woli. W Warszawie, którą okupacja niemiecka dotknęła szczególnie. Bieda, głód, ruiny, strach i niepewność jutra, cierpienie i śmierć. To nie jest odpowiednia sceneria dla kilkuletniego dziecka, jednak dziecko ma w sobie tyle siły i chęci przetrwania, że jest w stanie wiele znieść, szczególnie jeśli otoczone jest miłością i troską bliskich, którzy chcą je chronić — przed złymi wieściami i złymi obrazami. Czytając relację Marysi, widzimy jednak, że dziecko wie i widzi więcej, niż dorosłym się wydaje.

Wojenne lata w Warszawie, siostra Halina na Pawiaku (a potem w obozie Ravensbrück i Auschwitz, lecz o tym jej bliscy dowiedzieli się już po wojnie), konspiracja (tata Marysi był żołnierze AK, za to jego bliscy już po wyzwoleniu zostali wielokrotnie ukarani przez ówczesne władze), wybuch Powstania Warszawskiego i śmierć jej ojca, a potem wywóz z miasta. I powrót, kiedy to piekło wreszcie się skończyło.

Cały czas towarzyszy Marysi lalka — najpierw marzenie o niej, potem samodzielnie uszyta szmaciana Rozalka, następnie- kiedy ta ukochana jej lalka przepadła w mieszkaniu, na który spadła bomba — piękna lalka wyniesiona z opuszczonego domu we Wrocławiu. Ta lala ocaliła mamie życie, bo pieniądze z jej sprzedaży starczyły na leki, kiedy mama Marysi poważnie zachorowała. Bez nich różnie mogło być... Trzecią lalkę, już po wojnie, przesłała jej siostra z zagranicy.

Towarzyszymy Marysi w drodze z Warszawy, którą musieli opuścić w 44 roku wraz z tysiącem innych ludzi -zostali wywiezieni przez Pruszków, Skierniewic do Wrocławia, które nie było Wrocławiem, tylko Breslau. Tu po segregacji mama Marysi i jej brat musieli pracować w fabryce, a 12-letnia Marysia została pomocą kuchenną, a potem opiekunką syna dyrektora fabryki. Stąd po zakończeniu wojny zdekompletowana rodzina wróciła do stolicy.

Wielkie dramaty i cuda, źli i dobrzy ludzie, okropieństwo wojny łagodzone dziecięcą wiarą w to, że wszystko „minie, minie”. Nie jest to bezpośrednia relacja "z frontu", tylko opowieść złagodzona mijającym czasem, cofnięciem się pamięci do dziecinnych lat. Mimo tego uderzenie tych wspomnień nie traci na sile — przeraża, bo dzieci nie powinny nigdy i nigdzie być świadkami takich wydarzeń, bo żadnemu dziecku nie wolno odbierać dzieciństwa. Jest w tej opowieści też nadzieja — wyobraźnia dziecka i potrzeba tłumaczenia sobie świata ma ogromną siłę, potrafi w stercie ziemniaków zobaczyć ziemniaczane przedszkole i czerpać otuchę ze słów piosenki Fogga...

Mówiąc o tej książce, nie można nie wspomnieć o ilustracjach. Obrazy Anny Jamróz są pięknym i poruszającym głosem tej historii — lekkie, w sepii przełamanej czernią i zgaszonym błękitem, jak nakładane na siebie slajdy wspomnień.


Wojenne lalki Marysi,
Małgorzata J. Berwid,
il. Anna Jamróz,
wyd. Tadam,
forma 170 mm na 240 mm,
oprawa twarda,
stron 64,
cena 33 zł,
wiek
\od 8 lat.














sobota, 23 marca 2019

Dobranoc, gorylku, Peggy Rathmann


Te nocne wędrówki ludów... Jeszcze niedawno, prawie wczoraj, ale jak pomyślę, to przecież minęło kilka lat.... Czasem zmęczenie brało górę, człowiek marzył o tym, by się wyspać, by nikt nie wbijał pięty w żebra, nie spychał z poduszki i łóżka, nie zabierał kołdry... A teraz? A teraz za tym tęsknię. Bo nie ma nic piękniejszego, niż wtulić się w dziecko. Uwielbiałam wąchać swoje dzieci, przygarniać i przytulać, owijać się wokół nich i naprawdę nie potrzebowałam dużo miejsca — spanie na kanapie z czwórką dzieci (co miało miejsce, gdy ich tata wyjeżdżał) było frajdą (nie fajne były tylko kłótnie, kto ma leżeć przy moich bokach, a kto dalej i w czyją stronę mam odwrócić twarz — kończyło się, że zasypiałam leżąc na plecach — rano ból kręgosłupa gwarantowany). A teraz takie to duże i zdecydowanie mniej chętne na przytulasy i pieszczoty. Wolą sami, bo wygodniej, bo mogą w spokoju czytać, a mnie pozostaje jedynie wyciągać książki spod ich głów, pogłaskać, cmoknąć w czółko i okryć wystające spod kołdry stopy w rozmiarze od 37 do 41. I gaszenie światła... Nie ma już tupotu bosych stóp i szeptu: „maaaamaaa... przesuń się...” Co najwyżej kot zaanektuje mi poduchę. Wyrośli, urośli...

„Dobranoc, gorylku” Peggy Rathmann to zabawna, urocza i przewrotna opowieść o.codzienności wielu rodziców. Do czego to dzieci potrafią się posunąć, żeby choć na chwilę zatrzymać przy sobie rodzica ;)

Jedna noc, a tyle emocji! Historia rozgrywa się w zoo. Jest ciemno, jest noc, zwierzęta zasypiają. Czy na pewno? Ogrodowy dozorca robi ostatni wieczorny obchód między klatkami, życząc dobrej nocy każdemu zwierzęciu. Nie zauważa tylko, że sprytny gorylek odpiął mu pęk kluczy od paska i niemal depcze mu po piętach, idąc jego śladem i otwierając kolejne klatki... Zwierzaki jak jeden mąż opuszczają swoje miejsca i wędrują za strażnikiem Idzie gorylek, sprawca zamieszania, a za nim kolejno słoń, lew, hiena, żyrafa, pancernik... Strażnik opuszcza teren zoo i udaje się do domu, gdzie układa się w łóżku obok małżonki. Zwierzęta cichutko kładą się w sypialni — na podłodze, w szufladzie, w łóżku... Kobieta budzi się i zaskoczona widzi, bo oto tuż obok niej śpi gorylek, a wokół łóżka pozostałe zwierzęta. Wstaje i z gorylkiem za rękę wędruję trasą, którą już znamy — do zoo. Zwierzęta idą za nimi. Czy to koniec opowieści? Kto poszedł spać sam, a kto zdecydowanie woli towarzystwo?
Bardzo przyjemne ilustracje, ciepłe i głębokie kolory, kartonowe okładki i strony.

Dobranoc, gorylku,
Peggy Rathmann,
wyd. Dwie Siostry,
wymiary: 18 x 14,20 cm
książka kartonowa,
stron 34,
wiek: 1+,
cena 29,90 zł













wtorek, 12 marca 2019

Feralne Biuro Śledcze: nowa seria detektywistyczna dla dzieci [Sven Jönsson, il. Zosia Dzierżawska]


Polacy nie gęsi ... Czytamy te serie detektywistyczne pisarzy skandynawskich, swoich nie mamy? Mamy! Choć nazwisko autora może zmylić (i o to chodzi), to realia w książkach już nie. Są nieco przerysowane i autor, nawiązując mocno do konwencji kryminalno-detektywistycznej trochę sobie z niej żartuje  czyta się wybornie. Jest po prostu zabawnie.


W kilku słowach: świetnie wydana seria dla dzieci, które zaczynają samodzielną przygodę z czytaniem. Okładka (dotknijcie ją !), papier, kolory, czcionka,
Wiem, że rodzice szukają takich książek: żeby było nie za dużo tekstu (ale i nie za mało!), duża i czytelna czcionka (plus sporo światła na stronach) — dla oczu nieprzywykłych jeszcze do czytania, a treść dowcipna, wciągająca i zmuszająca do pogłówkowania.

Na końcu książki młody czytelnik może się wykazać i poćwiczyć rękę pisząc raport końcowy — jest na to specjalnie wydzielone miejsce.

Na razie ukazały się dwie części serii Feralnego Biura Śledczego: „Zatruty spinner” i „Śliska sprawa”, które sprawiają, że nabieramy apetytu na więcej. Na stronie wydawnictwa można podejrzeć kolejną okładkę trzeciej części pt. "Telefon Oliwki".







Zatruty spinner, Sven Jönsson, il. Zosia Dzierżawska
















Pierwsza część serii i początki działalności detektywistycznego biura, które tworzą Agent Czajka, inspektor Zamęt, Boksi Roksi (dwójka ostatnich z ogłoszenia) i Kot Biurowy Biały. Trzy osoby, różne charaktery, temperamenty i predyspozycje. I zwierzę, które kiedyś miało „lepsze usposobienie". Pierwszy telefon od klienta, zdesperowanego dyrektora szkoły w Kłopotkowie — Czesława Wacława. W szkole szerzy się epidemia! Kto za nią odpowiada i dlaczego? Czy naszym detektywom uda się rozwikłać tę zagadkę?

Zatruty spinner,
 Sven Jönsson,
Ilustracje: Zosia Dzierżawska,
wyd. Bajka,
Oprawa twarda, matowa,
Format: 140 x 190 mm,
Stron: 64,
Cena okładkowa: 29,90 zł,
wiek: od 7 lat.
 





 Śliska sprawa, Sven Jönsson, il. Zosia Dzierżawska





Coś takiego... Słyszeliście kiedykolwiek, żeby skradziono lód z lodowiska?  W Kłopotkowie - mieście, w którym działa Feralne Biuro Śledcze doszło do takiego zaskakującego przestępstwa. Jakby tego było mało, widziano w miasteczku błąkającego się samotnie pingwina (pingwina przylądkowego, jakby ktoś był dociekliwy), a jeden z detektywów wrócił z pracy operacyjnej do biura z diamentem pod podeszwą... W opowieści występuje jeszcze Kwidon Pracz, kierownik Miejskiego Schroniska dla Zwierząt i Arnold Biceps, przedsiębiorca niepokorny.


Śliska sprawa,
Sven Jönsson
Ilustracje: Zosia Dzierżawska,
wyd. Bajka,
Oprawa twarda, matowa,
Format: 140 x 190 mm,
Stron: 64,
Cena okładkowa: 29,90 zł,
wiek: od 7 lat.







niedziela, 10 marca 2019

Kobiety i nauka. One zmieniły świat, Rachel Ignotofsky


Książki z serii Art trzymają poziom — można kupować je w ciemno i nie będzie się żałować. Piękne, albumowe wydania zachwycają i różnorodną tematyką i starannością wydania, doborem autorów i ilustratorów. Kolejna książka, którą mam w rękach sprawia, że mruczę z zadowolenia.


„Kobiety i nauka. One zmieniły świat” idealnie wpisują się w modny ostatnio nurt książek „girl power” — pokazują siłę i moc kobiet, które, choć miały trudniej (brak równości, dyskryminacja płci, brak praw obywatelskich i trudności z dostępem do nauki) to osiągnęły tak wiele. Krótkie, treściwe opowieści o 50 wspaniałych kobietach — matematyczkach, filozofkach, programistkach komputerowych, wynalazczyniach, psycholożkach, kosmonautkach, biolożkach, geolożkach, które dzięki uporowi i pasji robiły to, co kochały i robiły to doskonale! Opowieści otwiera żyjąca w IV wieku n.e. Hypiatia ( astronomka, matematyczka i filozofka), a zamyka Maryam Mirzakhani, matematyczka z Iranu (ur. 1977).

Każdej z kobiet poświęcona jest jedna rozkładówka: po lewej stronie — ilustracja, po prawej biograficzna notka. Dla utrwalenia ważniejsze dokonania i osiągnięcia czy motywujące myśli bohaterek  tekstu przy ilustracji, wyimki z tekstu na marginesach. Dobrze się czyta — biografie nie są przegadane, fakty z życia i ciekawe, często zaskakujące dla nas wydarzenia, bo te wielkie odkrywczynie, kobiety nauki w męskim świecie nie miały łatwo — musiały wykazywać się i odwagą i hartem ducha i mocno przeć do przodu, nie zrażając się niepowodzeniami. Szklane sufity i dominacja mężczyzn, przekonanych o swojej wyższości i większej inteligencji — zgrzyta się zębami, czytając.
Temat równości społecznej i praw obywatelskich ciągle jest tematem budzącym emocje. Dziękujmy sufrażystkom i bojowniczkom o równość za to, że dzisiaj jest inaczej, choć nadal nie idealnie i ciągle jeszcze wiele jest do zrobienia.

Biografie niezwykłych kobiet to nie wszystko, co znajdziemy w książce Rachel Ignotofsky - poznamy ciekawostki związane z narzędziami laboratoryjnymi, dowiemy się, jak wyglądają statystyki dotyczące zatrudnienia kobiet zajmujących się nauką, obejrzymy przełomowe  momenty w historii i dokonania kobiet w edukacji i nauce rozpięte na osi czasu.  Na końcu książki jest też słowniczek wyjaśniający naukowe pojęcia, z którymi spotykamy się wewnątrz książki. 

"Kobiety to połowa mieszkańców naszego świata, dlatego nie możemy pozwolić sobie na ignorowanie ogromnej siły ich umysłów" pisze Rachel Ignotofsky w podsumowaniu. Nie możemy!
To idealna lektura dla dziewczyn i chłopców, pokazująca, że ani kolor skóry, ani płeć nie mają wpływu na to, kim jesteśmy i co możemy osiągnąć.

Ciekawe ilustracje i kolory: eleganckie i stonowane szarości przełamywane głębokimi i ciepłymi kolorami. 

Kobiety i nauka. One zmieniły świat,
Rachel Ignotofsky,
Tłum. Paulina Błaszczykiewicz,
Seria/cykl: ART, wyd. Art Egmont
Oprawa twarda,
cena 49,99 zł
wiek od 7 lat.











sobota, 9 marca 2019

Gdzie jest pan Amos? Philip C. i Erin E. Stead


To przepiękna opowieść o trosce i czułości, które nie potrzebują słów. Drobne gesty, poświęcony komuś czas mogą wyrazić znacznie więcej. Koniecznie przeczytajcie tę książkę. Koniecznie obejrzyjcie ilustracje. Proste, oszczędne i jakie piękne! 


Uwielbiam pana Amosa, jego zgarbione lekko plecy i źle układającą się na nich marynarkę, jego siwe włosy, łysinę i duży nos. Zmarszczki i dobrotliwe spojrzenie. Rozczula mnie i wzrusza.

Pan Amos co rano szykuje się do wyjścia do pracy w zoo. Rutynę i uporządkowany plan dnia burzy choroba, która sprawiają, że wszystko jest inaczej. Zamiast wyjazdu do zoo jest pan Amos trafia do łóżka — ma dreszcze i katar. Jest przeziębiony i zmartwiony, bo wie, że w zoo czekają na niego zwierzęta.

Słoń, z którym grywa w szachy.
Sowa, której czyta, bo boi się ciemności.
Żółw, z którym się ściga.
Zakatarzony nosorożec, któremu użycza chusteczek.
Nieśmiały pingwin, z którym przesiaduje w milczeniu.

Jednak nie tylko pan Amos jest zaniepokojony, jego nieobecność odczuwają także zwierzęta i martwią się o niego. Co robią?  Jak zachowują się prawdziwi przyjaciele? Wzruszająca historia o sile przyjaźni. Napawa otuchą i małych i dużych.


Gdzie jest pan Amos?
Philip C. Stead,
il. Erin E. Stead,
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Wydawnictwo Debit, 2018,
Oprawa twarda,
Stron 64,
Format 22.5 x 26.0 cm,
wiek: od 3 lat,
cena 29.90 zł












Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...