Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci

poniedziałek, 16 września 2019

Ilustrowany inwentarz kwiatów, Virginie Aladjidi, il. Emmanuelle Tchoukriel


Dla miłośników roślin, botaników i koneserów! Przepięknie wydany i niezwykły „Ilustrowany inwentarz kwiatów” (kolejny po „Inwentarzu zwierząt”, „Inwentarzu drzew” i „Inwentarzu ptaków”) cieszy mnie ogromnie, bo uwielbiam pola i łąki i wszystko, co tam rośnie.

65 gatunków kwitnących roślin dzikich i hodowlanych. Dobrze znanych, pospolitych, ale i takich, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Spotykamy je w domowych ogródkach, na polach i łąkach. Chabry, maki, naparstnice, rumianek, koniczynę, lawendę i wiele,wiele innych.

Wszystkie rośliny posegregowane kolorystycznie (kwiaty żółte, pomarańczowe, fioletowe, niebieskie, różowe, czerwone, białe, czarne i wielobarwne). Przy każdej krótka notka, a w niej polska i łacińska nazwa, czas kwitnienia, występowanie, opis wyglądu rośliny i kwiatu i wiele ciekawych informacji i ciekawostek.

Wiecie, że macierzanka piaskowa jest rośliną żywicielką gąsienicy niebieskiego motyla modraszka, który żywi się jej kwiatami? Kiedy przychodzi odpowiednia pora — gąsienica spada na ziemię, a wtedy mrówki przenoszą ją do mrowiska, gdzie żywi się larwami mrówek do momentu przeobrażenia w motyla. Macie maliny w ogrodzie? Koniecznie posadźcie między nimi niezapominajki — odstraszają owada, który jest ich ogromnym wrogiem (ten szkodnik nazywa się kistnik malinowca). Dowiedziałam się też, że bulwy dalii są jadalne, co mnie zaskoczyło — Aztekowie traktowali je jak warzywo, smakiem przypomina karczocha... Muszę spróbować!

A ilustracje... Dla samych ilustracji warto mieć tę książkę — przenoszą nas w czasy precyzyjnie rysowanych obrazów. Ryciny wypełnione kolorowym tuszem, proste i eleganckie, oddające urodę i wdzięk kwiatów. Można podziwiać w nieskończoność,

PS. W przesyłce od wyd. Zakamarki poza książką znalazła się mała torebeczka z nasionami nasturcji. Posadziłam je w donicy na balkonie. Niestety, pojawiły się mszyce ...


Ilustrowany inwentarz kwiatów,
Virginie Aladjidi,
il. Emmanuelle Tchoukriel,
tłum. Katarzyna Skalska, Magdalena Kamińska-Maurugeon,
wyd. Zakamarki, 2019,
wymiary: 22 x 30,5 cm,
twarda oprawa,
stron 68,
wiek 6+










sobota, 14 września 2019

Tatulczyk Moniuszko, Katarzyna Huzar-Czub, il. Marta Ruszkowska

W tym roku obchodzimy Rok Moniuszkowski (z okazji rocznicy 200 urodzin kompozytora), dlatego też o słynnym kompozytorze i ojcu polskiej opery mówiło się i mówi sporo, i dużo pisało i pisze.

Ucieszyłam się, że na tej fali na rynku pojawiła się także książka dla najmłodszych czytelników. I powiedzieć sobie trzeba, że jest bardzo starannie wydana i świetnie zilustrowana przez Martę Ruszkowską (bardzo lubię jej ilustracje w „Warszawiakach").
Ilustracje w „Tatulczyku” są ciekawe, zadziorne i z humorem. Lekka kreska, stonowane kolory — miło się ogląda, tym bardziej że ilustratorce udało się oddać ducha czasów, w których żył Moniuszko w sposób jednocześnie i nowoczesny i nawiązujący do klimatu tamtego okresu.

Jednak jak się zacznie czytać, to czegoś brakuje. Treści.

Jest banalnie. Dużo tu słów, jednak niewiele z nich wynika poza przegadanymi wersami i ciężkimi rymami. Z tego potoku wyłowimy fakt, że Moniuszko od dziecka uwielbiał grać na fortepianie, że był patriotą (przyszło mu żyć w czasach, kiedy Polski nie było na mapie), że napisał „Halkę”, a wcześniej zakochał się i ożenił z pewną Olą, z którą doczekał się dziesięciorga dzieci, które kochał (stąd ten tatulczyk).

Nie liczyłam na szczegółową biografię, bo to książka dla dzieci, ale spodziewałam się czegoś, co zaintryguje, co zapadnie w pamięć, sprawi, że ten pan z postumentu stanie się bliższy, ciekawszy dla młodych czytelników, że coś o nim będą mogły powiedzieć, a może i zechcą posłuchać jego kompozycji.


Tatulczyk Moniuszko,
Autor: Katarzyna Huzar – Czub
Ilustracje: Marta Ruszkowska
Wydawnictwo:  Polskie Wydawnictwo Muzyczne (małe PWM)
 2019,
stron 24,
format 21 cm x 21 cm,
oprawa twarda,
cena 25 zł,
wiek: 3+
wiek







niedziela, 8 września 2019

Morze, w którym można się zakochać, czyli o naszych wakacjach słów kilka i jeszcze więcej zdjęć




Znaleźć nad naszym morzem puste plaże i miejsca, gdzie nie ma tłoku to sztuka. W ogóle znaleźć takie miejsca w Polsce — odludne, ciche, sielskie... Na uboczu albo z dala. W środku lasu albo gdzieś za najmniejszą wsią. Miejsca, których nie ma na szlaku turystycznych atrakcji polecanych w przewodnikach. I choć co roku składam broń i w okolicach maja ogłaszam, że tym razem, w tym roku, nic nie znajdę, bo nie mam siły przedzierać się przez setki ogłoszeń o domkach na osiedlach domków, gdzie ludź w ludź, okno w okno, drzwi w drzwi — to jednak jakoś się udaje.

Ten wpis jest po to, by tradycji stało się zadość — co roku piszę o takich perełkach, naszych wakacjach pod prąd, bo niewpisujących się w ogólne trendy wyjazdów za granicę z biurami podróży, all inclusive, do hoteli z basenami i tłumem turystów. I staram się fotograficznie pokazać, że i u nas bywa pięknie!


W tym roku, po kilku latach, po Podlasiu i Bieszczadach, zatęskniliśmy za Bałtykiem. Za wiatrem we włosach i piaskiem pod stopami, za spienionymi falami, szumem i długaśnymi spacerami po plaży w poszukiwaniu muszli, kamieni, bursztynów...

Jak morze to zachodniopomorskie


Zachodniopomorskie to nasz morski kierunek od lat. Tym razem pojechaliśmy dalej niż zwykle, między Kołobrzeg a Koszalin, za maleńką wioskę, gdzie trzy domy na krzyż, a wokół pola, łąki, drzewa, cisza i spokój. I tylko wiatraki na horyzoncie przypominają, że cywilizacja jest blisko. Do morza nieprzyzwoicie blisko i wokół trochę ścieżek rowerowych, którymi można jechać wzdłuż wybrzeża.
Samochód głównie stał, bo my jeździliśmy na rowerach. Nasze wypady nie były dalekie, ale za to zwyczajnie przyjemne.

Nasz przepis na wypoczynek 


Rowery, ponton, latawiec, walizka książek, kilka sprawdzonych gier, bule, badminton plus domek 500 metrów od plaży, hamak, widok na łąkę, odwiedzaną przez sarny i jeż zaglądający co wieczór na nasz teren...

Domek. Koniecznie z tarasem, koniecznie z zielonym terenem wokół i widokiem po horyzont.
Śniadania, obiady i kolacje na tarasie, bieganie na bosaka po trawie, pierwsza kawa raniutko wypijana na schodach tarasu. Wędrówki nad morze o różnych porach dnia, rano, w południe, wieczorem, całą ekipą albo w podgrupach

Rzadkie wypady do cywilizacji (jedna wyprawa wzdłuż wybrzeża - z córką dotarłyśmy na rowerach do Chłopów, które nas rozczarowały, wesołe miasteczko w Ustroniu, latarnia morska w Gąskach i niezwykłe Ogrody Hortulus w Dobrzycy). I tak przez dwa tygodnie. Mało, ale odpocząć się da.

Puste plaże. Mnóstwo kamieni. Kamienie na plaży, kamienie w morzu. Śniły mi się, bo godzinami wędrowaliśmy zgięciu w pół wyszukując tych niezwykłych, pięknych, innych. Mokre kusiły głębią kolorów, plamami, zygzakami, po wyschnięciu zmieniały się w zwyczajne, podobne do innych. Ale udawało nam się i znajdować takie, które czy mokre, czy suche zachwycały. Cały taras zasypany był naszymi znaleziskami, Antek nadawał im imiona, które czarowały mnie swoim urokiem np. kamień miliona innych kamieni, galaktyczny piasek, ale też kiwi, zielonek.... Przed wyjazdem mieliśmy twardy orzech do zgryzienia wybierając te, które miały z nami wrócić do domu. I tak zabraliśmy cały wór,

Na plaży budowaliśmy zagrody, twierdze z fos i wieżyczkami, grody otoczone płotami z patyków i zasiekami, mostami zwodzonymi i bramami,.. Ptasie królestwa i kamienne krainy. Na drugi dzień biegliśmy sprawdzić, co z nich zostało. Czasem zabierało je morze, a czasem stały wysmagane wiatrem, z obsypującym się piaskiem, nieco mniejsze, mniej realne, jakby odchodziły gdzieś do innego, przenikającego się z naszym, świata...

Zresetowaliśmy głowy i jak zwykle powiedzieliśmy sobie, że kiedyś tu wrócimy. ale pewnie nie wrócimy, bo tyle jeszcze miejsc nieodkrytych...

***
O Ogrodach Hortulus pisałam już tu:
https://www.makiwgiverny.pl/2019/08/ogrody-tematyczne-hortulus-w-dobrzycy.html

https://www.makiwgiverny.pl/2019/08/ogrody-hortulus-spectabilis-w-dobrzycy.html
























Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...