Blog o pięknych i mądrych książkach dla dzieci.

O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Urodzinowy piknik chłopaków, czyli jak zorganizować urodziny w lesie


Duszę się w salach zabaw. Za to kocham las, przestrzeń i luz. I jako egoistyczna matka nawet na urodzinach swoich dzieci chcę się dobrze bawić ;)


Kiedy jakiś czas temu zaczęłam przebąkiwać o urodzinach na dziko, pod chmurką zamiast gdzieś indziej, gdzie jest niekoniecznie fajnie i jeszcze trzeba za to płacić, chłopaki byli na nie. Miała być sala zabaw, małpi gaj i tego typu atrakcje. Więc przestałam o tym mówić. Dlatego zaskoczyło mnie, kiedy Staś zapytał, no to jak z tym piknikiem, bo on chce... i poszło!  W trakcie przygotować mój 9-latek bąknął: a czy i mnie zrobicie taki piknik? Byłoby trudno, bo styczeń nie jest piknikowym miesiącem ;)
Przygotowania trwały długo, były różne pomysły i koncepcje. Życie je zweryfikowało, ale i tak było super!
Ponieważ maj pogodowo był trudny, piknik przesuwany był z tygodnia na tydzień. Potem długi weekend... i stanęło na 14 czerwca. Pogoda miała być idealna, choć poranek nie wskazywał na to - te ciemne chmury wiszące nad miastem wprawiały mnie w lekką panikę, bo planu B nie było.
Przygotowania koncepcyjne były bardzo przyjemne, wyszukiwanie gadżetów, które miały umilić i ułatwić ten dzień, piknikowe akcesoria - kupowane na tę imprezę, jednak wiadomo, że wykorzystywane będą nie raz i nie dwa. Kosze piknikowe, talerzyki, kubeczki, balony, serwetki, koce piknikowe. Ania, dzięki za girlandę! Stół mieliśmy zrobić z pudełek tekturowych, jednak stanęło na skrzynkach, które są wielorazowe, a i w domu je wykorzystamy ;)
Była chusta animacyjna, jednak w użyciu była krótko - zapodziałam gdzież wydruki wybranych wcześniej zabaw, a te wydrukowane na chybcika, wieczorem przed, nie były tak atrakcyjne. Na przyszłość: do poprawy!

Przygotowanych zabaw terenowych też nie było za dużo; okazało się, że chłopaki zwyczajnie wolą ganiać między drzewami, wspinać się na nie czy układać klocki lego -  świetnie zajmowali się sobą i organizowali sobie swoje atrakcje, co jakiś czas przerywając zabawę na zagranie w badmintona, zbijaka, bule czy inne tego typu aktywności. Dziewczyny przepadły na kocyku tatuażowym - tatuaże imitujące pierścionki, kolie, łańcuszki i bransoletki były prawdziwym hitem! Chłopaki do wyboru mieli albo samochody albo piratów.
Puszczanie baniek - wciągnęło nie tylko dzieci, ale i rodziców :) Sprawdziło się też malowanie buziek, tu jednak sprzęt nawalił i skończyło się na malowaniu palcami ;)
Powstał też kącik książeczkowy (a raczej kocyk), spośród kilku zabranych książek, dzieci zainspirowane przez najmłodszą uczestniczkę pikniku przepadły nad książką: "Jestem miasto. Warszawa".
Hitem była też pinata (a miałam z niej zrezygnować!). Kolejka chętnych była długa, zbiegły się nawet dzieci z okolicznych koców, stanowisk grillowych i pobliskiego placu zabaw :) Zaczęli jubilaci, z chustką na oczach, zakręceni w kółko, próbowali trafić w nią kijem. Po dwóch skutecznych trafieniach zmiana. Nawet jeśli któremuś uczestnikowi imprezy udało się ją zrzucić - pinata wracała na drzewo - dzieciaki nie odpuszczały! Nikt nie chciał darować sobie takiej atrakcji. A ja byłam w szoku, jaka nam ta pinata mocna wyszła, twarda bestia!

Piknikowe menu: z niezdrowych rzeczy zaserwowaliśmy coś, czego na co dzień nie jadamy czyli chipsy (jak łatwo się domyśleć zniknęły jako pierwsze). No i  żelki, chłopaki jednym głosem wołali: mają być żelki! Ciasto z truskawkami, muffiny (trzy smaki: bananowe, z m&msami i truskawkowo-migdałowe), rogaliki drożdżowe z nadzieniem serowym, a dla starszych tarta ze szpinakiem i fetą (sądząc po licznych prośbach o przepis - spisała się na medal). Plus jakieś paluszki, rurki, cukierki do pinaty. Z owoców: jabłka, banany i truskawki. Do picia woda i sok jabłkowy (z kranikiem, świetna sprawa!).

Z rzeczy, które się sprawdziły i bez których nie wyobrażam sobie kolejnych tego typu imprez to turystyczny prysznic czyli mocny worek na wodę z kranikiem (u nas 15 litrowy) zawieszany na drzewie, dzięki któremu dzieci miały przeważnie czyste ręce ;) Sprawdziły się też drewniane skrzynki na warzywa i owoce (pomalowane na biało), które robiły za stół, a w czasie przemieszczania się z domu na polanę wygodnie pomieściły w sobie większość rzeczy. No i były na tyle fajne wizualnie, że nie trzeba ich było zakrywać obrusami.


I na koniec muszę specjalnie podziękować Oldze z otymze za inspirację, bo oglądając rok czy dwa lata temu zdjęcia z urodzin jej córki w parku pomyślałam, To jest to! też tak chcę! 

PS. zdjęcia nie powalają, ani nie oddają atmosfery, ale mało było takich, na których zwyczajnie nie widać dzieci :)

PS. Jedyne szkody poniosły plecy matki, a konkretnie odcinek lędźwiowo-krzyżowy, matka trochę się źle pozginała i trochę przedźwigała  - czego kręgosłup matki nie życzy sobie w ogóle, i dzień po generalnie nadaje się do wymiany ...


11 komentarzy:

  1. Fantastycznie!!!!! genialny taki piknik, świetne menu i pomysły na zabawy dla dzieci! ja żałuję bardzo, że córka ma urodziny jesienia i takiego pikniku nie zrobię :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Piknik zawsze można zrobić, niekoniecznie urodzinowy :) na powitanie lata, na zakończenie roku szkolno-przedszkolnego, początek czy koniec wakacji, imieninowy czy jakiś tematyczny czy zupełnie bez okazji - powodów może być mnóstwo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękujemy za możliwość uczestnictwa!!! My planujemy taki piknik w lipcu a potem październiku i lutym. Pierwszy będzie najprostszy, bo taki sam jak u Was. Wyzwaniem będzie jesienny i zimowy... ale co tam, ubierzemy się cieplej i będziemy zaklinać pogodę. W końcu w naszym klimacie jest coś takiego jak złota polska jesień. Bywają też piękne, śnieżne zimy... Po tym co widziałam u Was na pikniku wystarczy nastawić się pozytywnie i działać !!! Polecam taki scenariusz na urodziny. Sale zabaw są rozczarowujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piknik zimowy, ho ho ho! Może połączony z kuligiem i wielkim ognikiem? Ania, wyznaczasz nowe trendy! Będziesz pierwsza! trzymam kciuki

      Usuń
  4. SZACUN! Pomyślałaś o wszystkim! :) Nie wpadłabym na pomysł z prysznicem, u nas musiały wystarczyć "mokre" chusteczki :)
    PS W imieniu Ewy muszę zapytać o błyszczące tatuaże - skąd one? :)
    Jeszcze raz gratuluję, wręczam złoty medal i przesyłam najlepsze życzenia chłopakom :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten prysznic to naprawdę świetna sprawa, a błyszczące tatuaże - dopytam, bo nie ja je przywiozłam :) Ja szukałam tych z piratami i samochodami ;) ale na Allegro jest duzo.
      Za życzenia dziękujemy, za medal też, a co!

      Usuń
  5. Pięknie! Spisałaś się na medal! Łał!
    Fantastyczna atmosfera, super klimat.

    Wszystkiego najpiękniejszego dla Chłopców!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Dzieci wyhasały się, a do tego na świeżym powietrzu. W przyszłym roku powtórka ;)

      Usuń
  6. żadam szczegółów i przepisów....jak zrobiłaś pinatę?ja mieszkam na wsi więc imprezki dziecię robi i robi....ostatnia 'kwiatowa'się nazywała,już nawet nie wnikam skąd ta nazwa.wystarczą paluszki i woda i dzieciaki ....ale czasami wypada przy okazji jakiejś ambitniejszy mieć plan-Twój bombowo dopracowany!!!przypinam order na słusznie dumną pierś matczyną!!!kręgosłup,mam nadzieję,wrócił do formy...a zimowo polecam jak najbardziej,,,lepienie śniegowców,i śnieżnych torów,co wynikajedno z drugiego....po 5par rękawiczek na zmianę,termosy,suszenie butów,tudzież skarpetek nad ogniskiem.....och...

    OdpowiedzUsuń
  7. tyle orderów! szczególne cenne, bo pierwsze ;) tu link do przepisu na pinatę, robi się ja szybko i bardzo łatwo, a efekt cieszy oko ;)
    http://makiwgiverny.blogspot.com/2015/05/pinata-czyli-gotujemy-sie-do.html
    pozdrawiamy
    m.

    OdpowiedzUsuń
  8. ojciec nosił skrzynki a matkę od tego plecy bolą...taka to już kolej spraw

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...