O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

niedziela, 22 marca 2015

Wiosna i ... ogródki działkowe ;)


Po tygodniu zamknięcia w domu, spowodowanym przedwiosennymi infekcjami, powiedziałam - dosyć, jedziemy! Trafiliśmy na bajeczną pogodę (co dzisiaj, kiedy spadł śnieg, brzmi niewiarygodnie) i spontanicznie przywitaliśmy wiosnę najprawdziwszym ogniskiem! 

Pamiętacie, kilkadziesiąt lat temu, ogródki działkowe? Co druga rodzina miała działkę - mieszczuchy, marzące o kawału ziemi, starsze osoby, spędzające czas na dopieszczaniu skrawka swojej ziemi, niezrealizowani farmerzy (tak, niektórzy hodowali to i owo), czy rodziny z dziećmi, lubiące letnie popołudnia spędzać na swoim trawniku, patrząc na maluchy bawiące się w swojej mini piaskownicy i huśtające na huśtawce zawieszonej na najgrubszym konarze drzewa? Szał na działki w takim stopniu jak kiedyś minął, ale one ciągle są i mają swoich zwolenników. 

Moje dzieciństwo to działka. Jeździłam tam z rodzicami naszym Fiatem 126p po pracy i szkole, w soboty i niedziele. Wiosną, latem, wczesną jesienią... Czasem na kilka godzin, czasem na pół dnia, albo i dłużej. Mała kuchenka na butlę rozwiązywała sprawę jedzenia, zresztą na powietrzu wszystko smakuje inaczej! Niewiele pomagałam, bo głównie zajmowałam się swoimi sprawami; zawiązywałam znajomości z dziećmi innych działkowiczów, umorusani biegaliśmy od działki do działki - zawsze gdzieś coś się działo, łapaliśmy turkucie podjadki i inne robale, objadaliśmy się owocami prosto z krzaka, a potem, nieco już starsi chodziliśmy w kostiumach kąpielowych z ręcznikami przewieszonymi przez ramię nad jezioro, przy którym znajdowały się ogródki (chodziliśmy sami, bez dorosłych, i nie potopiliśmy się, co brzmi niewiarygodnie). Były też wyprawy do studzienki po wodę (ponoć zdrową, a na pewno pyszną!). 

Śmiałam się ze starszej siostry, która nienawidziła działki szczerze, że nie odróżnia marchewki od pietruszki, a poproszona o wyplewienie rabatki kwiatowej zrobiła to bardzo skutecznie - wyrywając kwiatki co do jednego i zostawiając chwasty ;) Bo ja na działce czułam się jak u siebie.

Potem, kiedy lat mi przybywało, wyprawy te stawały się coraz bardziej męczące. Dla mnie. Zaczęło mi się tam zwyczajnie nudzić. "Bo lekcje, bo szkoła" i zostawałam w domu. W czasach młodzieńczych działka przydawała się na spotkania z przyjaciółmi przy ognisku, a za dnia była dobrą metą, kiedy nogi zamiast do szkoły same prowadziły człowieka gdzieś w świat.

Od kiedy są dzieci - odkryłam działkę na nowo. Tyle fascynujących rzeczy można tam obserwować (rośliny, owady, zwierzaki), te gniazda os (a raz nawet szerszeni!), jaszczurki zwinki mieszkające pod krzewem i wylegujące się na słońcu, te ogniska, i hamak i ...

Kiedy wyleczę się z marzenia o domu z ogrodem - zacznę rozglądać się za takim miejscem blisko naszego mieszkania.

A Wy jak powitaliście wiosnę? 





3 komentarze:

  1. Świetne zdjęcia :D Ja, jak bardzo bym się nie starał, produkuję kolejne pstryki pocztówkopodobne :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Lubię, bardzo lubię robić zdjęcia, ale jestem 100 proc. amatorem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna michunka!!! Jemy ją suszoną-pyszna,kwaskowa...
    Uwielbiam waszą działkę ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...