O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

środa, 29 lipca 2015

Jak zrobić szałas?


Myśląc o naszych wakacjach, od jakiegoś czasu, w głowie układałam plan. Co robić, żeby było inaczej niż zwykle. Jakie atrakcyjne zajęcia zapewnić chłopakom, żeby się nie nudzili, a i ja, żebym złapała oddech. A oddech dla mnie to las. I cisza. I ludzi jak na lekarstwo. Więc las.
A jak las to ... szałas. Ale taki prawdziwy, duży. Koc, kawa w termosie, kanapki. Książka. Książki.

Wpisywałam w wyszukiwarkę: jak zrobić szałas? Czytałam. Oglądałam. A i tak zrobiliśmy po swojemu ;) Przydał się sznurek i mocne gałęzie.

Pierwszego dnia poszliśmy na rekonesans, żeby się rozpatrzyć w terenie i jakoś tak złapaliśmy się z marszu, kilka godzin i ... jest. 
Na górce, na uboczu, niemal niewidoczny dla wędrujących ścieżkami. 

Chłopaki uwijali się, znosili gałęzie i konary - sprawę ułatwiła nam burza, która ostatnio przetoczyła się nad naszym lasem. Nie musieliśmy specjalnie szukać, tylu gałęzi i wyrwanych z korzeniami albo połamanych drzew, dawno tu nie było (przykazanie pierwsze budowniczego szałasu: niczego nie zrywamy z rosnących drzew, cały szałas powstaje ze spadów).


Stoi. I jest piękny! Pierwszy i zupełnie nasz! Chłopaków rozpierała duma! Sami z siebie ozdobili go jarzębiną (niestety, wietrzysko i jej nie oszczędziło). 

Jeździmy do niego codziennie, rano z bijącym sercem, czy jest? czy nikt go nie zniszczył? Później na szaleństwa. Czytamy, gramy w badmintona i łapaki, jemy, biegamy. Co i rusz, któryś westchnie: "jak fajnie jest!"," jaki świetny ten szałas!", "o rany, sami go zrobiliśmy!". Któregoś dnia pojechaliśmy na duży plac zabaw. Panowie pokręcili się tam, jakoś bez zapału, próbowali pobawić się tu i tam, ale widzę, że coś jest nie tak. Przybiegli do mnie: Mama, pojedziemy do szałasu? Niech żyje szałas!

Mamy plan na dalej. I pomysły na kilka następnych dni. I na te piórka, które zbieraliśmy od jakiegoś czasu, i które czekają na swoją wielką chwilę ;)
Mamy bazę, jedną z wielu. Bo namiot na działkę, już do nas jedzie :)

Dzień po... piknik!

A co można jeszcze robić w lesie? Np. obserwować owady!

10 komentarzy:

  1. Dech zapiera ;-) Chcę do lasu !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszamy, pomożesz nam te piórka wszywać ;)

      Usuń
  2. Łomatko! Piękności!!! A na namiot poskąpiłem zimą, teraz mnie nie stać i będzie dopiero na przyszły sezon :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękujemy! na szczęście taka leśna chata nic nie kosztuje ;)

      Usuń
  3. No masakra jakaś!!! Prawidłowo, że rozpiera ich duma! Taki szałas zrobiony własnoręczne....szacun :) jest wypasiony :) I piknik w takim miejscu to jest COŚ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem współtwórcom, że szałas się podoba ;) Dzięki!

      Usuń
  4. Wooooow! Genialny! Zdarzyło mi się w takich sypiac podczas harcerskich obozów ;-) Robactwo pamiętam do dziś. ..brrrr ;-) Czemu jeszcze z Panem mężem - też harcerzem - nie zbudowaliśmy takiego szałasu? Czas to nadrobić! Dzięki za inspirację! ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja harcerka tez byłam, ale szałasów nie budowałam :(

      Usuń
  5. Piękny! I własny! :-) Gratulacje! A ten pojemnik do obserwacji owadów - rewelacja! Moje chłopaki pewnie też by taki chciały. Poszukam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pojemnik na owady moim chłopakom bardzo się podoba, do tego stopnia, że chcą zrobić hotel - jesteśmy na etapie oglądania hoteli dla owadów w internecie i zbierania akcesoriów typu deseczki, korki, kora itd.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...