Papcio od gwiazd, Dam-hee Han
Liczyłam na wielkie wow! I cóż, trochę się rozczarowałam.
Po drodze natrafia na trudności; silny wiatr, ciemność, spadające na ziemię meteoryty. Boi się, odczuwa ból... Zawsze może się coś wydarzyć i nie udać, ale ogrodnik nie rezygnuje.
Od razu wiadomo, że gwiazdy nie są tylko gwiazdami, a marzeniami, o które trzeba się troszczyć i pielęgnować. A często i walczyć, bo droga do ich spełnienia bywa trudna i udaje się dotrzeć do celu najwytrwalszym.
Mam niedosyt, jeśli chodzi o tekst. Jest bardzo krótki, ale chwilami jest ciężki i zawiły, czytałam go kilka razy, żeby sobie tę opowieść ułożyć w głowie. Czasem coś uwiera, choćby: „Zdarzało się, że spadające znienacka meteoryty sprawiały mu ból i przykrość”. Ta "przykrość" brzmi dla mnie niezgrabnie, infantylnie. Szkoda, bo pomysł jest poetycki, jednak wszystko jest w nim dopowiedziane, brakuje przestrzeni dla wyobraźni.
Nie podoba mi się też tytuł. To „Papcio” brzmi dla mnie przestarzale i odbiera bohaterowi odrobinę tajemniczości i powagi. Oryginalny koreański tytuł 별 아저씨 można rozumieć jako "pan, człowiek od gwiazd, gwiezdny człowiek". Tym bardziej nie przekonuje mnie polskie "Papcio od gwiazd". Widziałam też inne tłumaczenia, bardziej przemawia do mnie np. "Ogrodnik gwiazd".
Papcio od gwiazd,
Dam-hee Han,
tłum. Dominika Chybowska-Jang,
Wydawnictwo Nowa Baśń, 2026,
oprawa twarda,









Komentarze
Prześlij komentarz