O książkach i grach, które nam się podobają, ciekawych miejscach, w których byliśmy i o wydarzeniach, w których uczestniczyliśmy. A także o paru innych rzeczach...

czwartek, 17 marca 2016

Lato Stiny, Lena Anderson


Dopiero marzec. A ja uciekam do lata. Planujemy wakacje: morze czy góry, malownicze Podlasie czy ...? Rozmawiamy, chłopaki chcą w góry, najlepiej "kamieniste", mnie z Mańką jak zawsze ciągnie woda, dużo wody i puste plaże, i jeszcze Podlasie. Stanie na górach, bo wszyscy razem jeszcze w nich nie byliśmy. Podlasie zostawimy sobie na jakiś dłuższy weekend, a morze... cóż - ja już tęsknię.

I z tej tęsknoty wzięło się "Lato Stiny".



Lubimy je oglądać, a ja już szczególnie. Pociągam nosem, czuję zapach morza, ryb i wiatru. siedzę na brzegu, przesypuje w rękach piasek. Zamykam oczy. Słońce. Spokój. Cisza, co i rusz przerywana nawoływaniem mew. Chwilo trwaj. Niby nie dzieje się nic, a dzieje się tak dużo!

Antek z podziwem patrzy na trofea Stiny, wyrzucone przez morze. Pieczołowicie zbierane, segregowane i magazynowane. Patyk, słoiczek, kora, piórko. Myślę, że świetnie by się dogadali.

Piękne, akwarelkowe ilustracje - już od pierwszej strony przenoszą nas na jedną z wysp archipelagu. Stina spędza tu wakacje u dziadka -  u dziadka, który daje jej tyle wolności, ile jej potrzeba - jest blisko, ale niczego nie narzuca, nie nakazuje. towarzyszy jej. Czasem coś skomentuje "Co ty nie powiesz". Niby mało tu się dzieje, obiad, śniadanie, wyprawa na ryby, mycie naczyń, zbieranie skarbów na plaży, obserwowanie sztormu czy wizyta u znajomego dziadka. ... Spokój, a przecież dzieje się tak dużo - Stina nigdy się nie nudzi. Każda czynność, najprostsza, najzwyklejsza, w takim miejscu ma inny smak.

Tęsknię za takim morzem i za czasem wakacji. Także tych, które dla mnie już nie wrócą - z mojego dzieciństwa. Kartkuję "Lato Stiny" i czuję ten zapach...

Patyki, gałęzie, kije, które widać na zdjęciu, to nasz wakacyjny bukiet - namacalne pamiątki ze spacerów po pustych plażach Bałtyku i  znad Wisły.







Lato Stiny,
Lena Anderson,
wyd. Zakamarki, 2013.

5 komentarzy:

  1. Patrząc na tak piękne książki żałuję, że mam już takie duże dzieci...Albo że nie odkryłam ich wcześniej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupować je można i zbierać też dla siebie albo dla wnuków... Myślę, że jak moje za kilka lat już przerzucą się na dorosłe książki to będę wymykać się do parku w poszukiwaniu chętnych do słuchania, albo będę łapać małe dzieci sąsiadów i im czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei się czasem zastanawiam czy w szpitalach na oddziałach dziecięcych nie byłoby jakichś chętnych małych słuchaczy. Na razie nie sprawdzałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, chętnych pewnie byłoby wielu i jeszcze w kilku innych miejscach - więc warto gromadzić książki, zawsze znajdzie się sposób, żeby zrobić z nich dobry użytek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Były plecaki,piórniki..to może walizki....?dzieci podróżują z rodzicami i bez...
    lato tuż tuż...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...